sobota, 19 września 2015

Rozdział 8

"But I just can't forget about you." ~ "Ale ja po prostu nie mogę zapomnieć o tobie." - (I Can't) Forget About You

~Los Angeles, 03.07.2015r.~
                                                             ★Laura★

Droga z Jake'iem minęła mi bardzo szybko. Cały czas o czymś rozmawialiśmy i często się śmialiśmy. Dobrze spędziłam z nim ten czas mimo, że nie był długi. Czas w dobrym towarzystwie mija szybko i przjemnie. Tak samo czułam się z Lynchami. Z nimi było jeszcze lepiej. Gdy byliśmy już blisko mojego domu zobaczyłam Rydel. Zaraz, zaraz, Rydel? To nie może być ona. Przecież nie wie gdzie ja mieszkam. Chyba, że Ross jej powiedział. Co ona tutaj robi? Znowu zaliczę kolejne niespodziewane spotkanie i znowu kolejną wpadkę w planie. Jednak od początku trzeba było mówić prawdę wszystkim, bo teraz oni sami pojawiają się obok mnie. Może jakoś uda mi się niepostrzeżenie wejść do domu? Tylko jak? Rydel stoi przed bramą, a innego wejścia nie ma. No trudno, czyli znowu się będę tłumaczyć. Muszę już pożegnać się z Jake'iem, bo nie chcę, żeby Rydel mnie z nim zobaczyła.
  - Jake musimy się już pożegnać.- chciałam zabrzmieć naturalnie, ale usłyszałam nutkę paniki w moim głosie.
  - To tutaj mieszkasz?- spytał i spojrzał na willę obok nas.
  - Nie, ja mieszkam trochę dalej. Tam gdzie stoi ta blondynka.
  - Dlaczego nie możemy pożegnać się przed twoim domem?- spytał. Powiedzieć mu prawdę? Tak, nie zamierzam już kłamać. Od dzisiaj już nikogo nie będę okłamywać.
  - Bo wiesz, ja znam tą blondynkę i ja też ją okłamałam tak jak ciebie.- odparłam.
  - Wszytkich swoich nowych znajomych okłamałaś?
  - Niestety tak, teraz już czas wyznać prawdę. Możemy już się pożegnać?
  - Tak. Rozumiem, że nie chcesz przedstawić mnie swojej koleżance?
  - Nie za bardzo, ale kiedyś może znajdę okazję.
  - Okay, to pa Laura.- uśmiechnął się do mnie.
  - Pa Jake.- odpowiedziałam i również się uśmiechnęłam.
  - Zadzwonię do ciebie kiedyś i się umowimy chyba, że znów spotkamy się niespodziewanie.
  - No może znowu nam się to uda. Do zobaczenia.- odparłam, a Jake tylko się uśmiechnął, po czym odwrócił się i odszedł. Westchnęłam. Już czas powiedzieć również Rydel prawdę. Okay idę. Pomyślałam i szłam w stronę domu. Gdy byłam już blisko blondnka zaczęła mi machać, a ja odmachałam jej. Po chwili stanęłam obok jej.
  - Hej Delly.- odezwałam się.
  - Hej Laura. Co tam u ciebie słychać?- spytała i uśmiechnęła się.
  - Dobrze, a u ciebie?
  - W porządku.
  - Co tutaj robisz?
  - A jakoś tak zachciało mi się poogladać domy bogaczy. Ten jest naprawdę piękny.- wskazała na mój dom. No trudno muszę już powiedzieć jej prawdę.
  - Wiesz, to jest mój dom.- powiedziałam ciszej.
  - Naprawdę? To ty nazywasz się Marano, a nie Morasso?
  - Tak nazywam się Marano. Rydel przepraszam cię, że ja i Van okłamałyśmy was w tej sprawie. My po prostu chciałyśmy, żeby ktoś polubił nas ze względu na osobowość, a nie za pieniądze. My chciałyśmy znaleźć prawdziwych przyjaciół, a jest to trudne będąc córkami milionerów. Głupio mi teraz. Naprawdę cię przepraszam.- powiedziałam i westchnęłam. Jejku już trzeci raz się tłumaczę. Jednak przy Rydel tak jak przy Rossie i Jake'u szybko poszło i mało się bałam. Może dlatego, że robię to już trzeci raz?
  - Przyjmuję przeprosiny, ale nie masz za bardzo za co przepraszać. Rozumiem was.- uśmiechnęła się do mnie, a ja odwzajemniłam jej gest.
  - Cieszę się, że mnie zrozumiałaś. Chcesz może wejść do środka?- spytałam.
  - Pewnie. Jeszcze nigdy nie byłam w takim domu. Z zewnątrz jest piękny, a pewnie co dopiero w środku.
  - To wszytko to nic w porównaniu z ogrodem. To jest najpiękniejsze miejsce jakie widziałam.- odpowiedziałam i przycisnęłam dzwonek od bramy. Po chwili ona otworzyła się i weszłyśmy na teren domu. Lokaj otworzył przed nami drzwi i znalazłyśmy się wewnątrz willi. Ściągnęłyśmy buty i zaprowadziłam Rydel do salonu.
  - Wow macie bardzo pięnky salon.- uśmiechnęła się.
  - Chodź na chwilę do kuchni, bo muszę powiedzieć gosposi, że jestem.
  - Dlaczego?
  - Tak kazali nam rodzice. Przed wyjściem i po ja i Van musimy mówić, że gdześ idziemy.
  - Też tak karzę robić moim braciom, żebym później nie musiała się martwić gdzie są.- powiedziała blondynka i weszłyśmy do kuchni.
  - Cześć Natalie, już jestem.- przywitałam się, a kobieta spojrzała na mnie.
  - Cześć Lauro, widzę, że przprowadziłaś koleżankę.- uśmiechnęła się do Rydel.
  - Dzień dobry pani.- powiedziała blondynka.
  - Dzień dobry. Zostaniesz może na kolacji?
  - Nie wiem, nie chcę przeszkadzć.
  - Mi i Vanessie napewno nie będziesz.- uśmiechnęłam się do niej.
  - Ale i tak nie chcę robić kłopotu.
  - Okay, ale jakby co to mi powiedz.
  - Okay.
  - Natalie, gdzie jest Vanessa?- spytałam.
  - W swoim pokoju chyba, że wyszła do ogrodu.
  - Dziekuję.- odpowiedziałam i wskazałam głową Rydel, że wychodzimy.- To idziemy teraz do Van?
  - To twój dom.
  - I tak muszę powiedzieć jej, że jesteś.- odparłam i poszłyśmy na górę. Zapukałam do drzwi i usłyszałam proszę, więc weszłyśmy do środka. Zauważyłam, że moja siostra jest na balkonie.
  - Hej Van.- powiedziałam głośno, żeby mnie usłyszała.
  - Hej Lau, chodź do mnie na balkon.- odparła nie ptrząc w moją stronę. Podeszłyśmy do niej.- Kogo przedstawił ci tata?- spytała i spoglądając na mnie.- Rydel? A co ty tutaj robisz? Znasz już prawdę o nas?
  - Może tak najpierw jakieś hej, co tam?- uśmiechnęła się blondynka,
  - Przepraszam, ale zaskoczył mnie twój widok tutaj. Hej Rydel, co tam u ciebie?- powiedziała Van i uśmiechnęła się.
  - Dobrze, przed chwilą dowiedziałam się o waszej tajemnicy.
  - Nie jesteś zła, że cię okłamałyśmy?
  - Nie, wy tylko chciałyście zdobyć prawdziwych przyjaciół i rozumiem was.
  - To fajnie, ale przepraszam cię.
  - Przeprosiny przyjęte.- uśmiechnęła się Rydel.
  - A tak w ogóle to jak wy się spotkałyście?
  - Gdy wracałam do domu to zobaczyłam Rydel przed naszą bramą.- odezwałam się.
  - Delly co tutaj robiłaś? Skąd wiedziałaś, gdzie mieszkamy?
  - Dowiedziałam się z gazety.- odpowiedziała, ale wydaje mi się, że to Ross jej to powiedzial. Jednak jeśli nie to nie chcę, żeby ktoś wiedział, że on u mnie był.
  - Aha, dobrze, że już znasz prawdę.- uśmiechnęła się Van.
  - A reszta twojego rodzeństwa o tym wie?- spytałam. Oczywście pomijam w tym Rossa. Ciekawe czy on jeszcze do mnie tak przyjdzie prze okno? To było takie oryginalne.
  - Mam być szeczra? To tak oni też o tym wiedzą.
  - Ale i tak my musimy ich przeprosić.- powiedziałam.
  - Tak Laura ma rację. Powinniśmy się spotakać z chłopakami.- odparła Vanessa.
  - Okay, jak chcecie.- uśmiechnęła się blondynka.
  - To skoro tutaj jesteś to może urządzimy sobie babski wieczór, co wy na to dziewczyny?- zaproponowałam.
  - Okay.- odpowiedziały.
  - Do nocy jeszcze jest sporo czasu, więc może przejdziemy się po ogrodzie?- spytała moja siostra.
  - Wyjęłaś mi to pytanie z ust. Ja mogę tam przesiedzieć cały dzień, ale jeszcze tego nie zrobiłam.- odparłam.
  - Ale za to dzisiaj przesiedziałaś tam pół dnia.
  - No tak, ale musiałam coś ze soboą zrobić do czasu aż pojadę do taty. Wiesz jak ja się niecierpliwiłam i zastanawiałam się kogo mi tym razem przedstawi?
  - Wiem, bo ciągle o tym gadałaś.- zaśmiała się Van.- Kogo ci przedstawił?
  - Powiem ci w ogrodzie.- odparłam i wyszłyśmy z pokoju mojej siostry, po czym udałyśmy się do altanki.
  - Naprawdę macie prześliczny ogród. Chciałabym mieć taki.- powiedziała Rydel, gdy siedziałyśmy na ławce.
  - A kto by nie chciał? Dla mnie to jest ogród marzeń.- uśmiechnęłam się.
  - Lau miałaś mi powiedzieć, kogo przedstwił ci tata?- spytała Vanessa.
  - Chyba nigdy byś nie zgadała.- specjalnie przerwałam.- Jake'a. Gdy go zobaczyłam myślałam, że mam zwidy i chciałam się zapaść pod ziemię.
  - Jake'a? A on jak na to zreagował?
  - Był tak samo zdziwiony co ja. Później powiedziałam mu prawdę, bo i tak nie miałam wyjścia.
 b - Kto to jest ten Jake?- odezwała się Rydel.
  - Spotkałam go w drugim dniu pobytu tutaj. Obudziłam się wcześnie rano i zachciało mi się biegać w parku. Gdy biegłam to potknęłam się o sznurówkę i upadłam, a Jake podszedł do mnie i spytał co się stało. Później chwilę rozmawialiśmy, a wieczorem byłam z nim w kawiarni, żeby się lepiej poznać. Dzisiaj byłam w firmie mojego taty, bo on chciał mi kogoś przedstawić i tym kimś był właśnie Jake. Zdziwiłam się, że go widzę.- odpowiedziałam.
  - Dlaczego na niego tak zareagowałaś?
  - Bo ja też go okałamałam tak samo jak was. Naprawdę głupio się z tym czuję.- westchnęłam.
  - Nie musisz, to nie było nic wielkiego.- uśmiechnęła się Rydel, a ja odwzajemniłam jej gest.- A teraz powiedz mi jak on wygląda.
  - Jest przystojnym szatynem o jasno brązowych oczach.
  - Wiesz, gdy stałam koło wszego domu to widziałam cię Lau z jakimś chłopakiem. To był on?
  - Tak to był Jake. Miał mnie odprowdzić do domu, ale gdy cię zobaczyłam zrezygnowałam z tego. Tak w ogóle to co robiłaś pod naszym domem?
  - Chciałam go zobaczyć. Ross powiedział mi gdzie mieszkacie, bo on dowiedział się tego z gazety.- odpowiedziała. On miał tego nie mówić. Nawet mi to obiecał. Dlaczego jej powiedział? Nie chcę pytać o to Rydel, bo wolę jego. Zresztą chcę się nim spotkać. Może o znowu wejdzie przez balkon? Byłoby fajnie. Naprawdę chcę go bliżej poznać, bo wydaje mi się miłym chłopakiem i w dodatku bardzo przystojnym. Tak jego wygląd jest naprawdę powalający. Wiem, że nie powinnnam oceniać go po wyglądzie, ale nie znam go, ale zamierzam to zrobić. Mnie po prostu coś do niego ciągnie i nie wiem co to może być. Jake nie wywiera na mnie takiego wpływu. Ross już pierwszego spojrzenia przykuł swoją uwagę, a późnej ta jego tajemniczość. Nie, żeby coś, ale ja się w nim nie zakochałam od pierwszego wejrzenia. Chociaż wierzę w taką miłość jednak nie sądzę, żeby ona mnie spotkała. Ross już pierwszym spotkaniem mnie zaintrygował. Jaki okaże się później? Mam nadzieję, że taki jak myślę. Po chwili usłyszałam. Moje imię. Może mi się wydaje? Nie, bo przecież jestem tutaj z Vanessą i Rydel.
  - Lau! Laura! Ziemia do Laury!- moja siotra machała mi ręką przed oczami, co spowodowało, że moje myśli odpłynęły.
  - Co się stało?- spytałam, ale po chwili zorientowałam się, że to pytanie było głupie. Zamyśliłam się to się stało.
  - Odpłynęłaś w swoich myślach daleko od nas.- odparła Van.
  - Przepraszam was. Jakoś tak wyszło.
  - Często się tak zamyślasz?- zapytała Rydel.
  - Może nie bardzo często, ale zdarza mi się czasami odpłynąć. Może to jest trochę głupie, bo wtedy się wyłączam, ale tak już mam.
  - To nie jest głupie. Każdemu zdarza się zamyślć i zapomnieć o całym świecie.- uśmiechnęła się blondynka.
  - Tak, ale nie jest to odpowiednie, gdy jest się z kimś tak jak teraz na przykład. Wtedy ta druga osoba może poczuć, że ja ją olewam.
  - Ja wcale się tak nie poczułam.
  - Bo rozmawiałaś z Vanessą, a gdybyś była sam na sam ze mną może byś się tak poczuła.
  - Nie wiem może.- wzruszyła ramionami.
  - O czy rozmawiałyście tak w ogóle?
  - O tym jak Rydel dowiedziała się od Rossa gdzie mieszkamy. Nie martw się nic cię ważnego nie ominęło.- odezwała się moja siostra.
  - Okay i tak wiem jak Rydel się o tym dowiedziała.- odpowiedziałam. W altance siedziałyśmy aż zrobiło się ciemno. Czas leciał mi naprawdę bardzo szybko i przyjemnie. Cały czas o czymś rozmawiałyśmy, a tematy nam się nie kończyły. W końcu koło dziewiątej zaczęło nam się robić chłodno, więc poszłyśmy do domu. Zjadłyśmy kolację, przygotowałyśmy pokój do spania i wykąpałyśmy się. W moim pokoju kontynuowałyśmy pogaduszki.
  - Może teraz zrobimy tak, że któraś z nas poda pytanie, a później wszystkie na nie odpowiadamy, co wy na to?- zaproponowała Rydel.
  - Może być ciekawie.- odparła Vanessa.
  - Okay to ty zacznij Delly, bo jesteś naszym gościem.- powiedziałam.
  - Okay. Pierwsze pytanie brzmi, czy miałyście swój pierwszy pocałunek? Laura zaczyna.
  - Nie przeżyłam go, bo nigdy jeszcze nie miałam chłopaka.
  - Ja też go nie miałam, ale prawie się to wydarzyło z moim chłopiem Brayanem.- odparła Van.
  - To ty masz chłopaka? Czemu nic nie mówiłaś?- spytała Rydel.
  - Ja nie jestem z nim z mojego własnego wyboru, bo wybrali mi go rodzice, ale ja się zgodziłam. Po bliższym poznaniu się z nim stwierdziłam, że jest on naprawdę fajnym i miłym chłopakiem, ale nie lubię go w inny sposób, a on mnie też. My po prostu jesteśmy przyjaciółmi i udajemy parę przy rodzicach. Jednak oboje chcemy poznać kogoś innego i prawdziwie się zakochać. Chcę znaleźć prawdziwą miłość.
  - Okay to teraz ja odpowiem na pytanie.- odparła Rydel.- Ja jeszcze się nie całowałam. Przyznaję się bez bicia.
  - Naprawdę jeszcze tego nie robiłaś?- zdziwiłam się.
  - To samo mogłabym o tobie powiedzieć Lau ale nie, jeszcze nie przeżyłam swojego pierwszego pocałunku. Po prostu chcę go przeżyć z chłopakiem, którego kocham i który czuje do mnie to samo.
  - Mam podbnie Delly tylko, że ja mam taki wymarzony pocałunek.- powiedziałam.
  - Jaki?
  - W deszczu. Wiem, że brzmi to jak wyjęte z komedii romantycznej, ale ja chciałbym tak. Całować się nie zważając na to, że jestem mokra i pada deszcz. Po prostu taki pocałunek jest jedyny w swoim rodzaju, a gdyby był jeszcze z chłopakiem, którego kocham i który mnie kocha byłby to niezwykła chwila, której nigdy bym nie zapomniała.
  - To ja mam teraz pytanie skierowane tylko do Laury.- odparła Rydel.
  - Jakie?
  - Co myślisz o Rossie?- spytała.
  - Ja go prawie w ogóle nie zanam.
  - Wiem, ale powiedz jakie masz wrażenia po pierwszym spojrzeniu.
  - Jest bardzo przystojny, ma ładne brązowe oczy i uśmiech. Przez to, że mało mówił podaczas naszego wspólnego wypadu stwierdziłam, że jest trochę tajemniczy.- odpowiedziałam. Nie chciałam już mówić więcej, czyli na przykład, że ta jego tajemniczość mnie do niego w dziwny sposób przyciąga, a najbardziej to nie chcę wspominać o tym, że wszedł do mojego pokoju.
  - Chyba ktoś tu się zakochał od pierwszego wejrzenia.- powiedziała Vanessa i zrobiła serduszko.
  - Nie prawda! Przecież ja go nawet nie znam!
  - Oj tam, oj tam, ale zawsze możesz poznać.- zaśmiała się Rydel.
  - Nic do niego nie poczułam. Znam też przecież jeszcze Jake'a.- powiedziałam pewnym głosem.
  - Mów sobie co chesz, ale i tak wiem swoje.- odparła moja siostra.
  - A tak w ogóle to ty i Riker pasujecie do siebie i przecież dał ci swój numer.- odgryzłam się jej.
  - No to co z tego?- prychnęła.
  - A to, że w przyszłości widzę was jako parę.
  - Och cicho już bądź.- odaparła Van.
  - Zgadzam się z Laurą, gdy wyszłyście Riker mówł o tobie.- odezwała się Rydel.
  - Zakochał się w tobie widzisz, a ty w nim.- zaśmiałam się i po chwili dostałam poduszką od Vanessy.
  - Z poduszką mi tu wyskakujesz? O już po tobie.- odparłam i chwyciłam najbliższą poduszkę i chciałam rzucić nią w moją siostrę, ale za to trafiłam w Rydel.- Ups.- zaśmiałam się.
  - Ja ci dam ups.- powiedziała Delly i wzięła przedmiot i uderzyła mnie. Ja oczywiście jej oddałam, ale przez przypadek trafiłam też w Vanessę i tym samym rozpoczynając bitwę na poduszki. Biegałyśmy po całym pokoju, śmiejąc się, a w powietrzu latały pierze. Świetnie się bawiłyśmy i po kilku minutach padłyśmy zmęczone a kanapę. Uspokajałyśmy oddech i śmiech.
  - To była najlepsza bitwa na poduszki w jakiej brałam udział.- powiedziała Rydel.
  - Tak zdecydownie.- zaśmiała się Vanessa.
  - To co teraz robimy?- spytałam.
  - Może obejrzymy jakiś film, co wy na to?- zaproponowała moja siotra.
  - Okay mi pasuje.- odparła Rydel.
  - Mi też.- powiedziałam.- Jakaś komedia romantyczna?- spytałam, a dziewczyny poiwały twierdząco głowami. Podeszłam do półki z filamami, a mam ich sproro i wybrałam ,,Love, Rosie". Zapytałam, czy im pasuje, a one zgodziły się, więc włączyłam płytę. Usiadłam razem z Van i Rydel na kanapie i rozpoczęłyśmy seans jedząc przy tym popcorn. Płakałyśmy. Zwawsze to robię na tym filmie. Mimo, że nie ma tam jakiś momentów typu śmierć, ale niektóre scenki chwytają za serce. Gdy film się skończył postanowiłyśmy iść spać, bo wszystkie byłyśmy zmęczone. Ułożyłam się na posłaniu, które zrobiłam i starałam się zasnąć jednak coś mi ku temu przeszkadzało. Obróciłam się na bok i patrzyłam w drzwi balkonowe. Przypomniałam sobie jak zobaczyłam w tym miejscu Rossa. To było takie niespodziewane i nie umiem tego zapomnieć. Wiem, że często o nim myślę, ale on wydaje mi się inny od wszystkich chłopaków, których do tej pory spotkałam. Może wyróżnia go to, że nie jest synem bogatych ludzi? Może, ale Jake też nie jest z tej partii. Wiem, że oboje od siebie się różnią, bo do tego już wcześniej doszłam, jednak Ross ma w sobie takie coś. Coś czego nawet nie umiem określić. Nie znam go prawie, ale myślę, że mogę mu zaufać. Nie wiem dlaczego tak na niego reaguję. Jak porównam moje odczucia, gdy wyjawiałam prawdę Rossowi i Jake'owi to one były odmienne. Już wcześniej to zrobiłam, ale to mnie trochę dziwi. Przy Rossie byłam bardziej wyluzowana, a początkowe uczucia, czyli zaskoczenie i lekki strach szybko minęły pod wpływem jego wzroku. Za to przy Jake'u byłam bardziej spięta i nie wiedziałam jak zacząć. Może tak się stało, bo różniły się sytuacje, w których się wtedy znalazłam. Może dlatego, że Ross wcześniej patrzył mi w oczy, a Jake nie? Nie wiem. Naprawdę nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Jestem w Los Angeles tylko cztery dni, a moje życie już zdążyło się zmienić i to bardzo. Wiem, że w tym mieście przydarzy mi się jeszcze wiele innych rzeczy, ale chyba nie zapomnę tych pierwszych dni pobutu tutaj. Już wiem, że Rydel będzie przyjaciółką moją i Vanessy. Ona jest taka miła i bardzo wesoła. Wiem, że mogę jej zaufać, bo ona nikomu nic nie powie. Cieszę się, że ją spotkałam tak samo jak jej rodzeństwo i Jake'a. Naprawdę cieszę się, że spotkałam tych ludzi. Z Lynchami i Ellingtonem mogę się zabawić i oderwać się od mojego codziennego życia. Za to z Jake'iem mogę porozmawiać na różne tematy, ale on jest bardziej poważny od nich, ale i tak cieszę się, że go spotkałam, bo w końcu to jego pierszego spotkałam. Jednak Lynchwoie już po jednym dniu spędzonym z nimi zdobyli moje zaufanie i polubiłam ich. Z nimi czułam się jakbym znała ich dłużej. To są wspaniali ludzie, których nie da się szybko wymazać z pamięci. Westchnęłam i poczułam, że moje oczy robią się senne, więc już dłużej nie myślałam tylko oddałam się w objęcia krainy snów.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Przepraszam was za kolejny nudny rozdział. Przez szkołę mam mało weny. Nie chciałam was zawieść, więc wolałam opublikować takie coś niż nic. Początki bloga są naprawdę trudne, ale myślę, że gdy przebrnę przez te początkowe rozdziały to już uda mi się rozwinąć trochę akcję. Nie będzie ona toczyła się bardzo szybko tylko wolno, żeby wszystko układało się po mojej myśli. Tylko, gdy Raura zacznie się częściej spotykać akcja zacznie nabierać tempa i będzie się działo. No, ale to będzie dopiero później, a teraz jest tak jak jest, czyli nudny i krótki rozdział. Tak już musi być. No trudno. Liczę na komentarze!
Do napisania!!!

sobota, 12 września 2015

Rozdział 7

"Just being honest, you can't tie me down. Life is a short trip, and I've been around" ~ "Jestem tylko szczery, nie możesz mnie powstrzymać. Życie to krótka podróż i ja w niej byłem" - Did You Have Your Fun?

~Los Angles, 03.07.2015r.~
                                                             ★Laura★

Jadę do firmy mojego taty. Jestem ciekawa kogo chce mi przedstawić. Mam nadzieję, że nie będzie to jakiś zapatrzony w siebie i pieniądze chłopak. Takiego z pewnością nie chcę znać. Nie, że nigdy nie próbowałam, bo próbowałam, ale oni zawsze mnie irytowali i szybko zrywałam z nimi znajomość. Byli przystojni, ale barakowało im cech ,,normalnego" chłopaka. Nie chciałam być tylko ich ozdobą do publicznego pokazywania. Wiem, że niektóre bogate dziewczny tak mają. Nie chciałabym zachowywać się tak one. Jednak to kogo przedstawi mi tata nie ma tak dużego znaczenia, bo bardziej się boję, że spotkam tam Jake'a. Co mam mu wtedy powiedzieć? Co mam wtedy zrobić? Co jeśli już nie chciał by mnie znać? Chociaż Ross nie obraził się na mnie, więc może Jacob też. Oni naprawdę się różnią. Gdy zobaczyłam Rossa to przyciągała mnie do niego ta tajemniczość. Zaś Jake wydał mi się chłopakiem, który już na pierwszy rzut oka jest miły i tak jest. Ross okazał się być wesoły, gdy byliśmy sam na sam, a nie gdy byłam razem z jego rodzeństwem. Spotknie z Jake'iem było normalne, a z Rossem już oryginalne, bo wszedł do mojego pokoju przez balokon. Oczywiście oboje bardzo różnią się wyglądem. Obaj są bardzo przystojni. U Rossa podoba mi się jego uśmiech i oczy, a u Jacoba chyba to samo. Sama nia wiem, co mi się w nim podobało. Na obu reagowałam całkowicie inaczej. Przy spotkaniu z Jake'iem na początku czułam się niezręcznie, a później mi przeszło. Ross na początku mnie trochę przestraszył, zresztą nie dziwię się sobie, ale przy nim czułam się wyluzowana i wesoła. Może dlatego, że wcześniej spędziałam czas z jego rodzeństwem? Może, ale nie wiem. Oboje bardzo się od siebie różnią, ale obojga polubiłam.
  - Panienko już jesteśmy.- odezwał się kierowca.
  - Dziękuję za dojazd.- odpowiedziałam i wyszłam z limuzyny. Spojrzałam na ogromny budynek, przed którym stałam. Sunęłam po nim spojrzeniem aż do samej góry. Robi wrażenie. Ciekawe gdzie mój tata ma się ze mną spotkać. Gdzie ja mam w ogóle iść? No trudno jakoś sobie poradzę. Weszałam do budynku i rozerzałam się po wnętrzu. Ściany były szare, a meble białe. Dawało to kontrast i ładnie ze sobą współgrało. No w końcu mój tata zmienił to wnętrze. Podeszłam do recepcji.
  - Przepraszam.- powiedziałam nieśmiało do kobiety, która robiła coś przy papierach.
  - Słucham? W czym mogę pani pomóc?- spytała.
  - Jestem Laura Marano i miałam spotkać się z moim ojcem. Wie pani gdzie on może jest?
  - Uprzedzono mnie wcześniej o pani wizycie tutaj. Zaraz panią zaprowadzę.
  - Dziękuję.- odparłam i poszłam za kobietą. Weszłyśmy do windy, a ona nacisnęła przycisk na 30 piętro, czyli ostatnie. To będzie długo trwało zanim tam wjedziemy. Czy tata nie mógł być na początkowych piętrach? Co jeśli Jake wejdzie do windy? Mnóstwo czasu minie zanim dojadę na właściwe piętro. Tylko, żeby on nie wszedł do windy. Tylko, żeby go nie było. Gdy winda się zatrzymała wstrzymałam oddech, ale na szczęscie nie był to Jacob. Tak właśnie minęło mi dotracie na ostatnie piętro, na ciągłym strachu, gdy winda zatrzyma się. Jednak Jake nie wchodził do niej i bezpiecznie udało mi się dotrzeć na górę. Winda się zatrzymała i poszłam za kobietą, która gdzieś mnie prowadziła. Po chwili stanęłyśmy pod drzwiami z napisem ,,Biuro Damiano Marano". Zapukała, a ze środka usłyszałam "proszę".
  - Wchodzimy.- odezwała się i otworzyła przede mną drzwi. Wnętrze biura taty było urzadzone bardzo stylowo i nowocześnie. Naprawdę podoba mi się to miejsce. Jednak największe wrażenie robi widok zza przeszklonej ściany.
  - Dzień dobry panie Damiano.- powiedziała kobieta.
  - Dzień dobry. Dziękukę, że przyprowadziłaś moją córkę. Teraz możesz już wrócić do swojej pracy.- odparł tata, a kobieta wyszła.
  - Cześć tato.- odezwałam się.
  - Cześć Laura. Cieszę się, że przyszłaś. Ta osoba zaraz tutaj przjdzie. Nawet nie wie, po co ją wzywam. Usiadź sobie na fotelu.
  - A mogę podejść do okna?
  - Oczywiście.- uśmiechnął się do mnie tata, a ja podeszłam do szyby. Spojrzałam w dół. Jak tu jest wysoko zresztą nie dziwię się, bo to jest 30 piętro. Widok naprawdę jest oszałamiający.
  - Dlaczego masz swoje biuro na ostatnim piętrze?- spytałam nadal patrząc za szybę.
  - Chciałem patrzeć na ten widok tak jak teraz ty. W wolnym czasie to robię.
  - Ten on robi na mnie ogromne wrażenie, ale i tak wolę mój z balkonu na ogród. Tutaj są tylko wieżowce, a tam są rośliny.
  - Może zechcesz tuta pracować jako projektantka ogrodów?- zaproponował tata, a ja odwróciłam się w jego stronę.
  - Nie wiem. Nie znam nazw roślin, więc jak miałabym przeniść je na projekt?
  - Tego można się nauczyć. Do projektowania potrzebna jest wyobraźnia i umiejętność rysunku, a ty masz te dwie rzeczy. Zastanów się nad tym.
  - Dobrze, ale jak narazie to jeszcze nie chcę pracować. Narazie chcę lepiej poznać moich nowych znajomych.
  - Czyli już kogoś poznałaś? Kim oni są? Są z jakiejś znanej rodziny?
  - Nie, to jest zwykłe czteroosobowe rodzeństwo i ich przyjaciel. Są naprawdę miłymi i sympatycznymi ludźmi.
  - Skroro chcesz to się z nimi przyjaźnij mi to nic do tego, bo wiem, że jeśli się sprzeciwię to i tak mnie nie posłuchasz. Powiedzieliśmy też przeiceż z mamą, że nie będziemy wam na siłę szukać znajomych.
  - Dziekuję tato, że się zgodziłeś.
  - Proszę bardzo. Mogłbym ich poznać?
  - Chyba na razie jeszcze nie są na to gotowi. Znamy się dopiero jednen dzień.
  - Kiedyś przyprowadź ich do domu.- powiedział i ktoś zapukał do drzwi.- Proszę wejść.- odparł tata i drzwi się otowrzyły. Po tym kogo tam zobaczyłam chciałam zapaść się pod ziemię. Pobladałam. W wejściu stał Jacob. Może mi się tylko tak wydaje? Może to fata morgana? Jednak chyba nie, bo parzy się na mnie z takiem samym zdziwieniem, co ja. Po co on tutaj przyszedł? Już myślałam, że go nie spotkam, a on wchodzi do biura mojego taty.
  - Dzień dobry panie Damiano. Wzywał mnie pan.- odezwał się. Jednak to jest on. Nie wyobraziłam go sobie.
&nbso; - Tak wezwałem cię. Usiądź w fotelu naprzeciwko mnie.
  - Dobrze.- odparł Jake i usiadł. Prawie cały czas na mnie patrzył, co mnie onieśmielało. Nie wiedzałam co mam robić, gdzie się podziać. W mojej głowie panowała kompletna pustka.
  - Oboje przyszliście tutaj, żebym was zapoznał. Lauro poznaj Jacoba Johnsona jednego z dobrych pracowników tej firmy. Jackob poznaj moją córkę Laurę.- powiedział tata.
  - Cześć.- odezwał się Jake. Widziałam w jego oczach, że jest zdezorientowany i tak samo jak ja nie wie co powiedzieć.
  - Cześć.- odparłam cicho, bo tylko na taki dźwięk zdobyło się moje gardło. Jest mi strasznie głupio, że go okłamałam. Wiedziałam, że prawda w końcu wyjdzie na jaw, ale nie w ten sposób. Co on sobie o mnie teraz myśli? Dlaczego muszę być w takiej niezręcznej sytuacji.
  - Dlaczego pan chciał przedstawic mi swoją córkę?- spytał szatyn.
  - Bo chcę, żebyście się poznali. Ty jesteś bardzo dobrym pracownikiem oraz jesteś w wieku Laury, więc tak sobie pomyślałem. To teraz możecie już iść i bliżej się poznać.- odparł tata, a Jake wstał i wyszedł. Stałam jak kołek wbity w ziemię i nie umiałam się poruszyć. Jest mi naparawdę wstyd.
  - Laura idź już. Ja muszę pracować.- powiedział tata, a ja wyszłam. Rozejrzałam się po korytarzu i szukałam wzrokiem Jake'a. W końcu zobaczyłam go. Patrzył w okno, więc nie widziałam wyrazu jego twarzy. Co ja mam teraz zrobić? Podejść do niego czy iść sobie? Nie mogę sobie pójść. Jestem mu winna wyjaśnienia, więc muszę z nim pogadać. Boję się jak zareaguje na moją obecność. Pierwszy raz jestem w takiej kompromitującej sytuacji. Chociaż tłumaczyłam się już Rossowi. Jednak zdecydowanie przydałyby mi się jakieś życiowe doświadczenia, ale ja ich nie mam. Muszę do niego podejść. Dam radę. To tylko zwykła rozmowa. Okay idę. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Okay już trochę się uspokoiłam. Szłam do niego niepewnym krokiem, a w głowie znów miałam pustkę. Stanęłam za nim i nie umiałam wydusić z siebie słowa. Przy Rossie tak szybko i łatwo mi jakoś wyszły wyjaśnienia. Powiedziałam od razu, a byłam w podobnej sytuacji, bo też zobaczyłam go niespodziewanie. Jednak przy Rossie w ogóle się nie stresowałam. Przy nim czułam się swobodniej. To dlaczego na Jake'a inaczej reaguję? Dobra Laura ogarnij się! Trzeba mu w końcu coś powiedzieć!
  - Jake?- spytałam niepewnym i cichym głosem.
  - Tak?- odparł i odwrócił się w moją stronę. Nie był zły, ale rozczarowany. No trudno muszę mu to powiedzieć.
  - Przerpraszam, że cię okłamałam. Po prostu chciałam, żebyś mnie polubił taką jaką jestem, a nie przez pieniądze. Wiem, że nie powinnam cię oszukiwać, ale tak jakoś wyszło. Chciałam zobaczyć czy mnie polubisz i tyle. Mam nadzieję, że nie obrazisz się na mnie przez takie coś.- powiedziałam i spuściłam głowę na dół.
  - Oczywiście, że się nie obrażę. Tylko skałamałaś o nazwisku i rodziacach, czy o czymś jeszcze? Tak tylko chcę wiedzieć.- odparł, a ja spojrzałam na niego. Uśmiechał się.
  - Tylko w tym i w moim drugim imieniu, a cała reszta była prawdą.
  - Wiesz już odpoczątku wydawało mi się to trochę dziwne.
  - No, a ja bałam się, że czegoś się domyślasz.
  - Może zaczniemy naszą znajomość od początku, a o tym zapomnimy?
  - Okay.- uśmiechnęłam się.
  - Jestem Jacob Johnson, ale wszyscy mówią na mnie Jake.- powiedział i wyciagnął przed siebie rękę.
  - Jestem Laura Marano, miło mi ciebie poznać.- odpowiedziałam i uścisnęłam jego dłoń.
  - Mi ciebie również.- uśmiechnął się, a ja odwzajeniałam jego gest.
  - To co wyjdziesz gdzieś ze mną na jakieś spotaknie?- zaproponował.
  - Bardzo chętnie, a gdzie pójdziemy?- spytałam.
  - Może pójdziemy do parku? Tam się przecież poznaliśmy.
  - Okay.- uśmiechnęłam się i poszliśmy do windy. Jake nacisnął przycisk i ona ruszyła. Już nie jestem spięta. To uczucie minęło. Jednak przy Rossie szybciej mi przeminął strach i dezorientacja. Jednak przy nim nie byłam spięta. Zaskoczenie zaczęło mijać, gdy mówił, żebym się uspokoiła. Duży wpływ chyba miało też to, że patrzył mi się prosto w oczy. Nigdy nie zapomnę tego spojrzenia. Zaraz o czym ja myślę? Jestem z Jake'iem, a myślę o Rossie. Co się ze mna dzieje? Nie mogłam się w nim zakochać, bo w ogóle go nie znam. Więc co mi jest? Chyba probuję porównać ich obu i widzę, że bardzo się od siebie różnią oraz na każdego reaguję inaczej. Na moje drodze pojawili się dwaj chłopcy. Co jeśli zakocham się w obu? Którego wtedy wybiorę? Czy będę potrafiła wybrać? Zresztą dlaczego ja o tym myślę akurat teraz? Na tą chwilę nie znam ich dobrze i mogę tylko powiedzieć o nich parę rzeczy. O Jake'u wiem więcej, ale o Rossie już prawie w ogóle. Poznam go jeszcze. Po 10 minutach byliśmy w końcu na praterze. Nie wiem jak ludzie pracując tu moga tak jeździć w górę i w dół. No trudno takie życie. Wyszliśmy z windy i kierowaliśmy się do wyjścia.
  - Z tąd jest daleko do praku?- spytałam, gdy byliśmy na zewnątrz.
  - Nie, tylko jakieś 10 minut drogi. Tak w ogóle to gdzie ty mieszkasz?
  - Nie wiesz gdzie mieszkam? Naprawdę? Przecież pracujesz w firmie mojego taty.
  - Naprawdę. Pracuję, ale nie wiem, gdzie on mieszka.
  - Myśliałam, że wiesz. Nasza willa jest na końcu ulicy Royal Street 5.
  - Chciałbym zobaczyć ten dom. Napewno jest bardzo piękny, bo w końcu projektował go twój tata.- uśmiechnął się do mnie.
  - Tak ten dom jest cudowny, ale najpiękniejszym miejscem jest ogród. Wygląda jak ogórd marzeń. To jest moje ulubione miejsce w domu.
  - Nie chciałabyś projektować ogrodów?
  - O to samo zapytał mnie dzisiaj tata. Nie wiem. Nie znam się na roślinach, więc jak miałabym je dopasowywać do projektu?
  - To projektowania potrzebna nie tylko jest wiedza, ale też wyobraźnia. Ja używam jej do wymyślania domów.
  - Masz jakiś ulubiony projekt?
  - Mam, ale to jest mój osobisty i nikomu go nie pokazałem.
  - Co to za projekt?
  - Domu, w którym chciałbym w przyszłości wybudować i zamieszkać. Tylko nie wiem czy będzie mnie na niego stać, ale odkładam pensję od twojego taty i kiedyś może uda mi się zrealizować ten projekt. Mam już w nim wszystko zapalnowane. Od wyglądu domu do wystroju wnętrz. To taki mój wymarzony dom.- uśmiechnął się.
  - Wierzę, że ci się uda zrealizować to marzenie. Po twoim opowiadaniu już wiem, że to będzie on wspaniały i piękny.- uśmiechnęłam się do niego.
  - Dziękuję, a ty masz jakieś marzenie?
  - Mam jedno, ale już zaczyna się spełniać co mnie cieszy.
  - Jakie?
  - Spotkać przyjaciół. To już się realizuje, bo wczoraj poznałam rodzeństwo w moim i Vanessy wieku. To są naprawdę bardzo sympatyczni ludzie. Oczywiście poznałam też ciebie.- uśmiechnęłam się.
  - Czyli masz już tutaj paru znajomych. Zanim się tu przeprowadziłaś miałaś kogoś?
  - Nie, niestety nie. Wiesz ciężko jest znaleźć prawdziwych przyjaciół, którzy nie parzą na moje pieniądze. Ty patrzysz na nie, gdy znasz teraz prawdę?- spytałam niepewnie i trochę obawiałam się odpowiedzi, która nie padła od razu. Widzę, że on myśli. To jest naprawdę takie trudne odpowiedzieć tak lub nie? Mówi to ta osoba, która jeszcze przed paroma minutami nie wiedziała jak zacząć rozmowę. Sama nie wiedziałam, co odpowiedzieć, ale nad czym Jake tak długo się zastanawia. Skoro to robi to boję się, że lubi mnie dla pieniędzy i nie wie jak teraz ma to powiedzieć. Mam nadzieję, że moje obawy są błędne. Jednak nawet jeśli on tak powie to nadal będę go lubić. On jest miłym chłopakiem i różni się od innych.
  - Wiesz ja lubię cię taką jaką jesteś. Nie patrzę bardzo na pienaiądze, bo ty jesteś naprawdę miłą dziewczyną. Polubiłem cię taką i to się nie zmieni.- odezwał się po chwili, a mi ulżyło. Jednak nie potrzebnie się martwiłam.
  - Cieszę się, że tak myślisz.- uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił gest.
  - To co idziemy do parku, bo jesteśmy już naprzeciwko niego.
  - Tak.- odpowiedziałam i przeszliśmy na drugą stronę ulicy. Szliśmy w ciszy alejką. Nie przeszkadzała mi ona. Cisza w dobrym towarzystwie może być miła. Cieszę się, że Jake lubi mnie taką jaką jestem. Jednak nie mógł tego powiedzieć od razu tylko się zastanawiać? Trochę mnie to zastanawia. Czy on powiedział prawdę, a może skłamał, żeby mi nie było przykro? Nie wiem. Mam wątpliwości, a sama nie wiem dlaczego. Przecież nie wiem czy to prawda czy kłamstwo, bo tylko Jake to wie. Dlaczego w niego wątpię? No dlaczego? Pytam się, a nie umiem odpowiedzieć. Muszę skończyć już to przemyślanie i zacząć jakąś rozmowę.
  - Nadal biegasz po praku rano?- spytałam i przypomniało mi się nasze spotkanie.
  - Tak robię to codziennie. Może dołączysz do mnie?
  - Wiesz wstawanie wcześnie rano to nie dla mnie.- uśmiechnęłam się.
  - Ale wtedy jakoś wstałaś.
  - Obudziło mnie słońce, bo nie zasłoniłam wieczorem rolet. Wtedy wstałam i jakoś tak zachciało mi się pobiegać. Jednak teraz mi się już nie chce.
  - Gdybyś wtedy nie wstała to nie poznałabyś mnie.
  - Wiem, ale teraz chcę cię znać.
  - Może usiadziemy sobie na murku fontanny?
  - Okay.- odparłam i podeszliśmy do niej, po czym usiedliśmy. Patrzyłam na park. Było w nim dużo ludzi. Wiele dzieci, mam z wózkami, starszych ludzi, którzy odpoczywają w cieniu na ławce, czasami jakąś parą trzymającą się za ręce. Park to zdecydowanie miejsce dla każdego. Każdy znajdzie w nim coś do robienia. Zawsze lubiłam parki. Jest to największe zielone miejsce w mieście. Nie wyobrażam sobie miast bez nich. Na ulicach każdy się spieszy, a tutaj można odpocząć i na chwilę zapomnieć o pośpiechu. W dzisiejszych czasach dużo ludzi żyje w "biegu". Na przykład moi rodzice. Oni tylko myślą o pracy i pieniądzach, a zapomnianają o chwili wytchnienia. Gdy będę już pracowała to nie zamierzam być taka jak oni. Zawsze znajdę czas dla moich bliskich. Nigdy o nich przez pracę nie zapomnę. Nie byłabym wtedy sobą. Nagle zobaczyłam wysokiego blondyna. Był odwrócony tyłem, więc nie mogłam zobaczyć jego twarzy. Co jeśli to Ross? Nie wiem czemu, ale nie chcę, żeby zobaczył mnie z Jake'em. Wolę, żeby widział mnie samą. Po chwili blondyn odwrócił się, ale to nie był Ross. Szczerze to chciałabym się z nim znowu zobaczyć. Tak sam na sam. Chciałabym go bliżej poznać. Nie wiem co Ross w sobie ma, ale przyciąga mnie do siebie. Nie zapomnę tych jego czekoladowych oczy. Jeszcze żaden chłopak nigdy nie patrzył mi w oczy. On ma takie cudowne oczy. Zaraz o czym ja myślę? Jestem tu przecież z Jake'iem. Co jeśli myśli, że teraz go olewam? Przecież nie odzywam się już od dłuższego czasu. On też tego nie robi. Widzę, że co chwilę na mnie zerka. Gdy nie patrzę na niego to czuję na sobie jego wzrok. Zaczynam czuć się trochę niezręcznie. Między nami sama nie wiem dlaczego, ale często zapada cisza. Tak i w tej ciszy zawsze rozmyślam. Okay czas już rozpocząć jakąś rozmowę.
  - Lubisz park?- spytałam i tym samym przyciągnęłam jego wzrok na siebie. On ma jaśniejsze oczy niż Ross, ale też ładne.
   - Tak lubię tutaj przebywać, a najchętniej tutaj biegam. To pozwala mi na chwilę odpocząć od myśli.- odpowiedział.- A ty?
   - Tak i to bardzo. Mam tak samo jak ty. Ja też odpoczywam tutaj, ale nie od myśli. Moje myśli cały czas chodzą mi po głowie, ale w parku są to tylko przyjemne, a nie te smutne. Lubię patrzeć na tych wszystkich ludzi, którzy przechodzą. Nie, że ich obaczjam tylko po prostu obserwuję. Czasami są weseli, czasami smutni. Nie wiem za jaką mnie teraz uznasz, ale ja po prostu lubię patrzeć na to co mnie otacza.
  - Okay jesteś zupełnie normalna. Nic o tobie złego nie myślę.- uśmiechnął się do mnie.
  - Cieszę się, że mnie zrozumiałeś.- odparłam i odwzajemniłam jego gest.
  - Jesteś niezwykła. Nigdy wcześniej nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty.
  - Dziękuję.- powiedziałam i zarumieniłam się lekko. 
  - Nie rozumiem jak ty możesz nie mieć chłopaka przecież jesteś piękną i mądrą dziewczyną.
  - Tak jak ci już mówiłam, nie spotkałam tego odpowiedniego. Nadal go szukam.
  - Pamiętaj, że może on być bliżej niż myślisz.- odparł, a ja chwilę zastanowiłam się nad jego słowami. Jake ma rację. Tego wyjątkowego chłopaka nie trzeba szukać daleko. Może on być blisko. Jednak czy przypadkiem Jake nie mówił o sobie? Coś mi się wydaje, że tak. Jak na razie to nie sądzę, że to on może być tym chłopakiem. Nie wiem dlaczego tak uważam, ale taka jest prawda. Może to kiedyś się zmieni? Jeszcze przecież jest Ross. Jego prawie w ogóle nie znam, ale czuję się przy nim zupełnie inaczej niż przy Jake'u i to już parę razy sobie uzmysłowiłam.
  - Masz rację.- odezwałam się po dłuższej chwili.- A czy nie mówiłeś trochę o sobie?- spytałam niepewnie.
  - Nie miałem nikogo konkretnego na myśli. Ja tylko dałem ci taką radę i tyle.- uśmiechnął się do mnie. Mimo, że to powiedział to nie sądzę, że to prawda. Jednak oczywiście mogę się mylić.
  - Może już wracajmy?- spytałam.
  - Okay skoro chcesz to możemy wracać. Co tak szybko chcesz się mnie pozbyć?
  - Nie po prostu chcę już wracać do domu. Przecież jeszcze będziemy mieli mnóstwo okazji na rozmowę. Zresztą nie musimy iść szybko. - uśmiechnęłam się do niego i wstaliśmy z murku fontanny. Zaczęliśmy powoli iść.
  - Okay nie będziemy się spieszyć. To teraz skoro znam już twoją tajemnicę, to mogę odprowadzić cię do domu?- spytał.
  - Okay czemu nie.
  - Wow zgodziłaś się. Szczerze to już myślałem, że odmówisz.
  - No widzisz zaskoczyłam cię. - zaśmiałam się.
  - No może trochę.- uśmiechnął się.- To może po drodze kupimy sobie lody? Ja stawiam. Tam jest niedaleko budka.
  - Okay.
  - Znów się od razu zgodziłaś. Naprawdę mnie zaskakujesz.- zaśmiał się.
  - No widzisz. Może lubię zaskakiwać ludzi?- również się zaśmiałam. Po chwili doszliśmy do budki, a Jake kupił lody, po czym ruszyliśmy w stronę mojego domu.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszytkim!!!
Jak tam wrażenia po przeczytaniu rozdziału? Mi tak trochę się podoba. Znowu spotkanie Jake'a i Laury. Mam nadzieję, że się na mnie przez to nie gniewacie, ale muszę was ostrzec, bo oni będą się jeszcze spotykać i to nawet często. Raura też znowu to zrobi. Jeszcze przyjdzie na nią czas. Liczę na komentarze!
Do napisania!!!
Ps. Jeśli chcecie to wpadnijcie na bloga Kaśki Kolanko: http://zyciejestpelenzagadek.blogspot.com/
Prosiłaś mnie o polecienie, więc to zrobiłam. Proszę bardzo. :)

sobota, 5 września 2015

Rozdział 6

                                                              Notka!

"Climbing stairs to your apartment" ~ "Wspinam się po schodach do twojego pokoju" - Repeating Days

~Los Angeles, 02.07.2015r.~
                                                             ★Ross★

Nie wierzę, że to była ona. Laura była w tym domu. W dodatku zaprzyjaźniła się z Rydel. Zastanawia mnie jedna rzecz, dlaczego one przedstawiły się jako Morasso? Przeiceż ich prawdziwe nazwisko to Marano. Zdziwiło mnie to trochę. Okay, nie trochę, bardzo mnie to zdzowiło, ale jeszcze bardziej jej bycie w tym domu. Z bliska jest jeszcze piękniejsza i ma takie duże, brązowe oczy. Zaraz stop! O czym ja myślę! Przecież przysięgłem sobie, że się w niej nie zakocham, a teraz, co robię? Myślę o jej wyglądzie. Co się ze mną dzieje? Nie, ja nie mogę się w niej zakochać! Nie mogę! Nie chcę jej zaprowdzić do Romwellów, bo mi jej szkoda. Tak piękna dziewczyna, a pewnie zginie. Kto będzie pośrednią przyczyną jej śmierci? No kto? No ja. Nie chcę jej tego robić. Nie chcę jej zranić. Mimo, że jej nir znam, ale już wdziałem, że jest to bardzo miła dziewczyna. Dlaczego oni musieli wybrać akurat tą rodzinę?
  - Ross! Ross! Ziemia do Rossa!- krzyknął mi do ucha Rocky tym samym wybudzając mnie z rozmyślań.
  - Co jest? Dlaczego drzesz mi się do ucha?- spytałem pocierając bolące ucho.
  - No bo jakiś taki zamyślony jesteś. Zresztą odkąd Laura i Vanessa do nas przyszły taki jesteś.
  - I jakoś spięty i trochę zdenerwowany, dlaczego taki byłeś?- spytał Riker.
  - Byłem taki, bo to były te córki milionerów Marano. To były one. To Laura jest ofiarą Romwellów i to ją ma do nich zaprowadzić.- westchnąłem.
  - Przecież przedstawiły się nam jako Morasso.- odparł Ell.
  - Tak, ale naprawdę nazywają się Marano.
  - Ross, a skąd niby masz tą pewność?- spytała Rydel.
  - Rydel przecież już ci to mówiłem, gdy wyszliśmy. To sto procent są one, bo gdy wczoraj byłem w ich ogrodzie to na balkonie zobaczyłem Laurę i to była ta sama dziewczyna. Zresztą widziałem ich zdjęcie w gazecie i to były one.
  - Ale dlaczego nam tego nie powiedziały? Przecież to nic złego, bo ja i tak polubiłam je takie jakie są.- powiedziała Rydel.
  - Tak to są naprawdę miłe dziewczyny.- odezwał się Rocky.
  - Pewnie miały jakiś powód, że tego nam nie powiedziały.- odparł Riker.
  - Ross, ale dlaczego nadal jesteś spięty, przecież one już poszły.- powiedział Ellington.
  - Wiecie dlaczgo? Dlatego, że nie mogę znieść myśli, że to ja będę pewnie pośrednią przyczyną jej śmierci. Nie chcę cierpieć, ale wiem, że nawet jeśli tylko ją polubię to i tak będę miał wyrzuty sumienia. Nie mogę pozwolić, żebym się zakochał w Laurze. Nie chcę, żeby ona zginęła.- wypowiedziałałem to wszystko na jednym wydechu.
  - Ross nie chcę cię dołować czy coś, ale myślę, że ty pewnie się w niej zakochasz. Mówię ci to jux drugi raz, ale jestem pewna, że tak się stanie.- odezwała się Rydel.
  - Nie zakocham się.
  - Będziesz spędzał z nią mnóstwo czasu, a miesiąc to wystarczająco dużo, żeby się zakochać. Zresztą Laura jest bardzo ładną dziewczyną.- odparł Riker.
  - Dlaczego musicie mi to mówić?
  - Ross ty już wiesz nalepiej, że mówimy prawdę. Będziesz starał się być niedostępny, ale w końcu zburzysz tą barierę i dasz się ponieść uczuciom. Nie mówię ci tego, żeby cię zasmucić tylko dlatego, żeby powiedzieć ci prawdę.- powiedziała Rydel.
  - Może i macie rację.- westchnąłem.
  - Mam małą radę, gdy będzieicie się spotykać. Bądź przy niej wyluzowany i radosny, a nie taki jak dzisiaj. Będac wesołym przecież też możesz być niedostępny.
  - Okay będę o tym pamiętam. Muszę spotkać się z nią sam na sam, bo w końcu już czas zabrać się za wykonywanie tego zadania, które jednak nie jest takie proste jak myślałem na początku.
  - Jak się z nią spotkasz?
  - Zrobię to nawet dzisiaj. Wejdę do jej pokoju przez balkon, pod którym jest pergola z różami i po niej się wespnę.
  - Nie sądzisz, że będzie to trochę dziwnie wyglądało, bo one nie powiedzały nam swojego adresu, a ty wejdziesz jej do pokoju bez uprzedzeinia. Wygladałoby to tak jakbyś je śledził.- powiedział Riker.
  - Oj tam, oj tam, poradzę sobie z wytłumaczeniem jakoś. Przynajmniej będzie to oryginalne spotkanie.
  - Okay, jak tam sobie chcesz.- odparła Rydel tym samym kończąc rozmowę na ten temat.
                                                                  ~*~
Zaraz po wyjściu z domu Lynchów...
                                                             ★Laura★

  - I co cieszysz się, że wyciągnęłam cię rano z łóżka?- spytałam, gdy wyszłyśmy z ich domu.
  - Tak, bo nie poznałybyśmy ich. Lynchowie są naprawdę wesołymi ludźmi i nie da się z nimi nudzić. Widzę to po jednym dniu spędzonym z nimi.- odpowiedziała Vanessa.
  - Tak, a tak w ogóle to zauważyłaś, że Riker próbuje cię poderwać?- uśmiechnęłam się do niej.
  - Co? Nie, ale on do mnie zarywał?
  - Czy ty jesteś taka głupia czy udajesz? Dał ci swój numer to już trochę znaczy i powiedział, że kiedyś zadzwoni. To teraz przyznaj się, zauważyłaś to?
  - No okay zauważyłam.- odparła.- Ale co ci daje moja odpowiedź?
  - Trochę daje. Powiesz mu, że jesteś tak jalkby zajęta?
  - No chyba tak.
  - Powiedz mu, jestem ciekawa, czy nadal będzie się starał czy może przestanie. Tak na moje oko to raczej to pierwsze, ale nie wiem. Co jak co, ale myślę, że kiedyś będziecie razem.
  - Co? Myślisz, że ja i Riker będziemy kiedyś razem?
  - Van przecież chciałaś poznać prawdziwą miłość, a Riker może ci w tym pomóc.
  - Oj przestań, a teraz ty mi coś powiedz. Widziałam jak bardzo często patrzysz na Rossa. Co spodobał ci się?- spytała i uśmiechnęła się.
  - Wiesz on jest bardzo przystojny, ale odkąd mnie zobaczył wydawał mi się jakiś taki poddenerwowany. Patrzył na mnie z takim zdziwieniem. Jestem ciekawa jaki on jest. Ta jego tajemniczość mnie intrygowała.
  - Też zauważyłam, że tak na ciebie patrzył. Pewnie jest taki jak reszta jego rodzeństwa, bo w końcu ten ich dobry humor chyba mają dziedziczny, co nie?- zaśmiała się Vanessa.
  - Nie wiem może. W każdym bądź razie naprawdę bardzo ich polubiłam.
  - Tak ja też. Oni mają w sobie tyle radości. Jeszcze nigdy nie czułam się taka szczęsliwa jak dzisiaj.- uśmiechnęła się.
  - Wiesz, trochę głupio mi ich okłamywać. Wiem co teraz powiesz, że to był mój pomysł, ale wtedy nie poznałyśmy ich. Mimo, że znamy się tylko jeden dzień to nie chcę ich stracić przez takie coś.
  - Lau myślę, że jeśli naprawdę nas polubili to takie kłamstewko na niczym nie zaważy. Zresztą to nie jest jakieś mega wielkie kłamstwo. My tylko zmyśliłyśmy nazwisko i nie powiedziałyśmy, że jesteśmy bogate to nie jest nic takiego złego. Będzie dobrzre, ale ja też nie chciałabym ich stracić. To przez nich jesteśmy teraz wesołe.- powiedziała Vanessa, po czym uśmiechnęła się do mnie.
  - Mam nadzieję, że to co powiedziałaś jest prawdą.- odparłam i po chwili zadzwonił mój telefon. Wyciągnęłam go z torebki i zobaczyłam, że dzwoni do mnie tata. Odebrałam i przyłożyłam telefon do ucha.
  - Cześć tato.- odezwałam się.
  - Cześć Laura.- odpowiedział.
  - Po co dzwonisz?
  - Przyszłabyś jutro coś koło 18:00 do mojej firmy?- spytał, a ja zdziwiłam się trochę.
  - Mogę przyjść, ale po co?
  - Przedstawię ci kogoś, ale nie powiem ci teraz kogo.
  - Nie mogłeś mi o tym powiedzieć osobiście tylko przez telefon?
  - W domu raczej się nie zobaczymy, bo gdy skończę pracę to jadę z mamą do kina.
  - Okay bawcie się dobrze.
  - Pa Laura.
  - Pa tato.- odpowiedziałam i usłyszałam pikanie.
  - Dzownił tata? Po co?- spytała Vanessa.
  - Mam jutro przyjść do jego firmy, bo ma mi kogoś przedstawić.
  - Pewnie jakiegoś chłopaka.
  - O nie tam pracuje Jake, co jeśli mnie tam zobaczy?- zaczęłam panikować.
  - Szansa na spotkanie go w tak ogromnym budynku jest niewielka. Zresztą pewnie pójdziesz do biura taty, a tam on raczej często nie wchodzi.
  - Tak myślisz?
  - Tak myślę. Tak w ogóle to nie mógł ci tego powiedzieć osobiście?
  - Powiedział, że w domu pewnie się nie zobaczymy, bo po pracy idzie z mamą do kins.
  - Aha, wiesz jestem ciekawa kogo tym razem ci przedstawi.
  - Tak ja też, ale przecież mówili, że już nie będą nas z nikim swatać. Nie lubię tego. Sama chcę kogoś poznać.
  - Już poznałaś Jake'a i Lynchów, a w szególności chodzi mi o Rossa, więc masz dwóch kandydatów.
  - O Rossie jeszcze nic nie wiem.
  - Jeszcze się pewnie dużo o nim dowiesz. Wiesz nogi mnie już bolą, może pojedziemy taksówką?
  - Teraz o tym mówisz?
  - Lepiej późno niż wcale, zresztą do domu mamy jeszcze trochę, a nie chcę mi się już iść i to w dodatku z tymi torbami.
  - Okay, zaraz pewnie będzie jakaś jechała.- odpowiedziałam i czekałyśmy na samochód. Machałyśmy ręką i po chwili taksówka zatrzymała się przed nami. Wsiadłyśmy do niej i podałyśmy adres. Zaraz ruszyłyśmy. Jednak cieszę się, że nie muszę iść na nogach. Teraz moje nogi mogą chwilę odpocząć. Niestety trafiłyśmy na godziny szczytu i dojazd do domu zajął aż pół godziny zamias jakiś dziesięciu minut. No, ale co można na to pradzić? Ludzie wracają teraz z pracy, więc na drodze panuje większy ruch. Gdy stanęliśmy pod naszym domem zapłaciłam meżczyźnie i podziękowałam za podwózkę. Weszłyśmy do środka, a ja poszłyśmy do kuchni. Zgłodniałam od tego ciągłego chodzenia. Jednak nie narzekam, bo spędziłam ten czas z nowymi zanjomymi.
  - Hej Natalie.- przywitałyśmy się.
  - Cześć dziewczyny, dobrze się bawiłyście?- spytała.
  - Tak i poznałyśmy pewne rodzeństwo w naszym wieku.- uśmiechnęłam się.
  - Sądząc po waszych uśmiechach to napewno dobrze spędziłyście ten czas. Jesteście może głodne?
  - Czy ty czytasz mi w myślach?- zaśmiała się Vanessa.
  - Nie, spytałam tak po prostu.- uśmiechnęła się kobieta.
  - Ja też zgłodniałam.- odparłam.
  - Idźcie do jadalni, a ja wam wszystko przygotuję i przyniosę.- odpowiedziała Natalie, a my wyszłyśmy z kuchni. Usiadłyśmy obok siebie i po chwili kobieta przyniosła nam obiad. Gdy zjadłyśmy udałyśmy się do swoich pokoi, żeby odpocząć. Usiadłam na łóżku i nie chciało mi się z niego już wstawać. Najpierw dam te wszystkie rzeczy do garderoby, a później poleniuchuję. Niechętnie wstałam i wzięłam wszystkie troby i poszłam do pomieszczenia. Wszystko położyłam na półkach i weszłam z powrotem do sypialni, po czym rzuciłam się na łóżko. Teraz już z niego nie zeję. Musicie mnie wziąźć siłą.
                                                                  ~*~
W nocy...

Siedzę sobie na balkonie i podziwiam piękny widok tego ogrodu. W nocy również jest cudowny. Te lampki oświetlajace drogę dodają romantyzmu temu miejscu. Chociaż ten ogród sam w sobie jest romantyczny. Włączyłam telefon, żeby sprawdzić godzinę. Była 22:13. Jest już trochę późno i jestem zmęczona po tym dniu. Weszłam do środka pokoju, a drzwi zostawiłam otwarte, żeby się trochę przewietrzyło. Poszłam do łazienki i nalałam wody do wanny. Nalałam jeszcze płynu różanego i znaurzyłam się w cieplutkiej wodzie. Było mi bardzo przyjemnie, a moje ciało odprężało się. Umyłam jeszcze włosy i nadal siedziałam w wannie. Nie chciało mi się z niej wychodzić. Po 15 minutach wyszłam z wody. Wytarłam ciało i włosy, ubrałam się w piżamę i na koniec wysuszyłam włosy. Wyszłam z łazienki i poszłam do sypialni. Zobaczyłam w niej Rossa i przestaraszyłam się. Chciałam już krzyknąć, ale on szybko podszedł do mnie i przyłożył mi palec do ust. Nie wiedziałam w ogóle, co się dzieje.
  - Cicho Laura. Ja nic ci nie zrobię. Spokojnie. Wiem, że cię przestraszyłem, ale cię za to przepraszam. Naprawdę nic ci nie zrobię.- mówił to spokojnym głosem i patrząc mi w oczy. Widziałam w nich, że to co mówił było prawdą i że on nic mi nie zrobi. Uspokoiłam się trochę. Jednak jednej rzeczy nie mogłam pojąć. Co on tutaj robi? Przecież nie mówiłyśmy im gdzie mieszkamy. Po co on przyszedł? Skąd wie gdzie ja mieszkam? Śledził nas? Później przecież pojechałyśmy taksówką, więc raczej nie. Więc co on tutaj robi?- Nie będziesz krzyczała?- spytał po chwili, a ja pokwiałam głową. Niepewnie wziął palec z moich ust oraz spuścił wzrok z moich oczu. Poczułam, że brakuje mi tego spojrzenia. On ma takie piękne, brązowe oczy. Laura o czym ty myślisz?
  - Ross, co ty tutaj robisz? Skąd wiesz gdzie mieszkam? Jak się tego dowiedziałeś? Po co przyszedłeś?- wyrzuciałam te wszystkie pytania na jednym tchu. Byłam naprawdę tego wszystkiego ciekawa.
  - Postaram się odpowiedzieć na te wszytkie pytania.- uśmiechnął się do mnie. Jaki on ma ładny uśmiech. Znowu to robię? Co się ze mną dzieje?- No więc przyszedłem tutaj, bo chciałem cię zobaczyć i porozmawiac z tobą, bo wcześniej nie mieliśmy na to czasu. O tym gdzie mieszkasz dowiedziałem się z gazety. Był tam artykuł o Ellen Marano, która wraz z dwoma córkami przeprowadza się na stałe do swojego męża i był podany adres. Było tam również zdjęcie z lotniska, na którym wy jesteście. Gdy przyszłyście do naszego domu to od razu was rozpoznałem i dlatego byłem zdziwiony i trochę spięty.- odpowiedział.
  - Twoje rodzeństwo wiedziało kim jesteśmy?- spytałam.
  - Nie, bo tą gazetę czytałem u kogoś innego.
  - A teraz wiedzą? Powiedziałeś im?
  - Nie, ale możesz mi powiedzieć, dlaczego przedstawiłyście się jako Morasso, a nie Marano?
  - Eee... no bo wiesz... my...- zacinałam się. Czułam się bardzo niezręcznie z tym kłamstwem. Teraz muszę już to mu powiedzieć.- Po prostu nie chciałyśmy, żeby ktoś kogo poznamy polubił nas ze względu na to jakie jesteśmy, a nie za pieniądze. Chciałyśmy poznać przyjaciół, którzy będą nas naprawdę lubili. To dlatego wymyśliłyśmy inne nazwisko i nie mówiłśmy, że mamy rodziców milionerów. Tak mi głupio, że was okłamywałyśmy i to był mój pomysł. Przepraszam cię Ross.- powiedziałam i czekałam co on odpowie. Bałam się, że zaraz wyjdzie i już więcej się do mnie nie odezwie.
  - Laura my was naprawdę polubiliśmy. Moje rodzeństwno nawet nie wiedziało, że jesteście bogate. Nie ma nawet nigdzie waszych zdjęć, więc mało kto wie jak wyglądacie. To nie było nic takiego. To tylko małe kłamstewko. Ono nic nie zmieniło.- uśmiechnął się do mnie. Mimo, że go prawie nie znam, a mu ufam. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Może po prostu dlatego, że poznałam jego rodzinę i wiem, że oni są naprawdę sympatycznymi ludźmi.
  - Czyli nie obraziłeś się na mnie?- spytałam, bo musiałam się upewnić.
  - Nie obraziłem się.- odpowiedział, a mi ułżyło.
  - A tak w ogóle to jak wszedłeś do mojego pokoju?
  - Przez balkon. Wszedłem na niego po pergoli, a drzwi były otwarte, więc wszedłem do środka.
  - Nikt cię nie widział?
  - Nie, raczej nie. Wiesz bałem się, że gorzej zareagujesz na mój widok, bo w końcu chyba nie codziennie jakiś chłopak wchodzi przez balkon do twojego pokoju, co nie?- zaśmiał się. Teraz rzeczywście przypomnia mi resztę jego rodzeństwa.
  - Tak to prawda.- uśmiechnęłam się.
  - Przynajmniej jestem oryginalny.
  - Tak i trochę romantyczny.
  - Tak bardzo dobrze znam się na tych rzeczach, ale ja się niczym nie chwalę.
  - I do tego taki skromny.- zaśmiałam się.
  - Dzięki.- uśmiechnął się.
  - Wiesz, że to była ironia, co nie?
  - Tak, ale lubię patrzeć jak się uśmiechasz.- powiedział, a ja zarumnieniłam się lekko.
  - Ten dzień naprawdę dostarczył mi wielu wrażeń. Twoje rodzeństwo jest bardzo zabawne. Miło mi się spędzało z wami czas.
  - Z nami nikt nigdy się nie nudzi. Z nami jest tylko zabawa.- zaśmiał się. Teraz to już rzeczywście jest jak reszta jego rodzeństwa. Wcześniej był taki spięty, a teraz jest taki wesoły i można z nim się pośmiać.
  - Świetnie się z wami bawiłam, a teraz jestem już zmęczona. Może lepiej już idź zanim cię ktoś u mnie zobaczy.
  - Chcesz mnie spławić?
  - Nie, kiedy indziej będziemy mieć więcej czasu na rozmowę, a teraz naprawdę jestem zmęczona. Wiesz cztero godzinne chodzenie po sklepach i dwu godzinne po wesołym miasteczku dają mi się we znaki. Jestem wykończona.- powiedziałam prawdę.
  - Okay, ale jeśli chodzi o wypady z nami to zawsze są długie, więc przyzwyczajaj się po woli.- zaśmiał się.
  - Okay, bo ja naprawdę tyle jeszcze nie chodzłam. Zawsze dużo czasu spędzałam w domu.- westchnęłam.- Ross, możesz nie mówić swojemu rodzeństwu tego kim ja i Van jesteśmy naprawdę? Same wam to niedługo powiemy. Chciałyśmy powiedzieć to w dobrym momencie i gdy was już dobrze poznamy, ale zrobimy już to niedługo. Nie powiesz?
  - Nie powiem.- potwierdził i uśmiechnął się. Odwzajemniłam te gest i ziewnęłam krótko. Nie było to wymuszone, bo naprawdę byłam zmęczona i chciałam już pójść spać.
  - Widzę, że komuś rzeczywiście chce się tu spać, co?
  - Tak jestem wykończona.
  - Czyli musimy się już pożegnać. No trudno. Musimy jeszcze się spotkać i więcej pogadać.
  - Tak bardzo chętnie bliżej cię poznam.- uśmiechnęłam się.
  - Ja też. To do zobaczenia Laura.- również się uśmiechnął.
  - Do zobaczenia Ross.- odpowiedziałam i wyszłam z nim na balkon. Patrzyłam jak schodzi po pergoli i bałam się trochę, że on spadnie, ale udało mu się zejsć na ziemię. Szybko przebiegł w stronę drzewek, ale nagle stanął i odwrócił się w moim kierunku, po czym pomachał mi na pożegnanie uśmiechajac się przy tym. Odmachałam mu, a on zniknął za bramą. Nadal stałam na balkonie i patrzyłam na ogród. Zauważyłam, że cały czas się uśmiecham. Co się ze mną dzieje? To chyba jego obecność tak na mnie działa. Może zaraziłam się wesołym humorem od jego rodzeństwa? Może, ale cieszę się dlatego, że ten dzień naprawdę był dla mnie niezwykły i najlepszy. Lynchowie w jednym dniu wprowadzili radość do mojego życia. Coś czuję, że będą to moi najbliźsi przyjaciele. Chcę, żeby tak było, bo polubiłam ich. Teraz już wiem, że Ross też jest taki jak oni. Może jednak trochę się od nich różni? Bo w końcu odkąd mnie zobaczył był spięty i trochę poddenerwowany, tak mi przecież powiedział. Ta jego tajemniczość właśnie mnie intrygowała, ale chyba nadal nie przestała. To jak wszedł do mojego pokoju było naprwadę bardzo niespoziewane i zaskakujące. Jednocześnie niecodzienne i trochę romantyczne. To było słodkie, że chciał się ze mną spotkać i porozmawiać. Mogłam go tak szybko nie wypuszczać, ale przecież będziemy mieli jeszcze wiele okazji do rozmowy, więc nie martwię się tym. Myślę, że to będzie jedna z ważniejszych osób w moim życiu. Po tym jak on na mnie działa to tak uważam. Naprawdę chcę go bliżej poznać. On jest bardzo miłym chłopakiem i w dodatku bardzo przystojnym i ma taki ładny uśmiech i oczy. Okay już się ograniam. W ogóle o czym ja myślę? Znam go tylko jeden dzień, a już się nim zachwycam. Chociaż jest czym. Poczułam powiew chłodnego wiatru, a ja jestem w piżamie, więc szybko weszłam do środka i zamnkęłam drzwi. Poszłam do sypialni i od razu położyłam się do łóżka, po czym usnęłam z uśmiechem na ustach.
~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Jak tam wasze wrażenia po przeczytaniu rozdziału? Dla mnie to kolejny nudny, ale to jest moje zdanie. Nie chcę przyspieszać, więc rozdziały są trochę krótkie. Będę po woli rozwijała relację Raury. Myślę, że się cieszycie, że się spotkali.
Szkoła już się niestety zaczęła, a moja wena już uleciała i nie chciała wrócić przez ten tydzeń, co trochę widać po rozdziale. Jednak chciałam, żebym wyrobiła się na dzisiaj, bo dziś jest dla mnie ważna data. Mianowicie dokładnie miesiąc temu założyłam tego bloga i skończyłam pierwszego. Ten czas zleciał mi naprawdę szybko. Teraz jest już tu sześć rozdziałów, a jeszcze niedawno pisałam prolog i zaczynałam tą historię, która jeszcze się rozkręci. Już jestem zadowolona jeśli chodzi o komentarze i obserwatorów. Naprawdę wam bardzo dzękuję za każde miłe słowo. To mnie bardzo mototywuje do dalszej pracy i daje mi porządnego kopa do pisania.
Takie tam małe statystyki:
- liczba wyświetleń: powyżej 2230
- liczba komentarzy: 57
- liczba obserwatorów: 11
Może z okazji miesięcznicy tego bloga dacie mi 10 komentarzy? Byłabym wam bardzo wdzięczna. :)
Do napisania!!!

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 5

"I wanna see you smile." ~ "Chcę zobaczyć, jak się uśmiechasz." - Smile

~Los Angeles, 02.07.2015r.
                                                             ★Laura★

Otworzyłam leniwie powieki i przeciągnęłam się lekko. Potarłam odrobinę oczy i sięgnęłam po mój telefon w celu sprawdzenia godziny. Wzięłam go do ręki i włączyłam go. Była 9:37, czyli moja normalna pora wstawania. Nie wiem dlaczego wczoraj obudziłam się wcześniej. Nie ważne, bo było warto. Gdybym nie poszła pobiegać to nie spotkałabym Jacoba, a tego za bardzo bym nie chciała. Polubiłam go, bo jest bardzo miły i uprzejmy, ale i tak w dalszym ciągu nie znam jego charakteru. W końcu pewnie poznam. Chyba pora wyjść z tego łóżka. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Wstałam i poszłam do garderoby uprzednio zrekając na okno w celu sprawdzenia pogody. Świeciło słońce, więc pewnie znów będzie ciepły dzień. W co by się tu ubrać? Zastanowiłam się chwilę i w końcu zdecydowałam się na luźną, letnią sukienkę w kwiaty. Ubrałam się w nią, po czym podeszłam do toaletki i usiadłam na krześe. Rozczesałam włosy i lekko podkręciłam lokówką. Na rzęsy nałożyłam tusz, a na usta malinowy błyszczyk. Popsikałam się jeszcze moimi ulubionymi perfumami "De la rosa" i wyszłam z garderoby. Otworzyłam drzwi i wyszłam na balkon. Wciągnęłam świeże powietrze. Oparłam się o barierkę i podziwiałam piękny widok na ogród. To patrzenie na niego niegdy mi się znudzi. Co by tu dzisiaj zrobić? Nie chce mi się siedzieć w domu, a Jake raczej dzisiaj mnie nigdzie nie zaprosi. To może pójdę do galerii razem z Vanessą? Tak to dobry pomysł. Ciekawe, czy jeszcze śpi czy może już nie? Idę do niej. Najwyżej ją obudzę. Wyszłam z mojego pokoju i stanęłam pod drzwiami królestwa Vanessy. Zapukałam, ale nie dostałam żadnego znaku ze środka, więc ponowiłam czynność tylko tym razem zrobiłam to głościej, ale nadal nic. Czyli moja siostra śpi. No to muszę zorganizować pobudkę. Po cichu otworzyłam drzwi i weszłam do środka. W pokoju było pół ciemno i pół jasno przez zasłonięte rolety. Zakradłam się do jej łożka i z impetem wskoczyłam na nie. Zaczęłam skakać po matercu i śmiać się.
  - Wstawaj Van! Słońce już dawno wzeszło, a ty jeszcze śpisz!- krzyczałam.
  - Laura przestań skakać mi po łóżku.- mruknęła moja siostra.- Dlaczego mnie budzisz?
  - Postanowiłam, że dziś wychodzimy na mały shopping, co ty na to?- spytałam i przestałam skakać, po czym usiadłam na łóżku.
  - Okay możemy iść, a która tak w ogóle jest godzina?- zapytała i ziewnęła.
  - Przed dziesiątą.- odparłam.
  - Musiałaś mnie akurat budzić? Przecież sklepy nam nie uciekną.
  - Lepiej iść wcześniej, bo jest trochę mniejszy ruch. To co wstajesz?
  - Tak już wstaję, bo i tak nie dasz mi już pospać.- odpowiedziała Van i podniosła się do pozycji siedzącej.
  - To ty się ubieraj, a ja idę na dół do kuchni. Co chcesz na śniadanie?
  - Mogą być jak zawsze naleśniki.- odparła, a ja wstałam i wyszłam z jej pokoju. Zeszłam na dół po schodach i udałam się do kuchni, w której oczywiście zastałam Natalie. Zmywała naczynia, więc mnie nie widziała.
  - Dzień dobry Natalie.- powiedziałam wesoło.
  - Dzień dobry Laura. Dzisaj nie byłaś biegać?- spytała i przerwała pracę.
  - Nie. Dzisiaj postanowiłam sobie dłużej pospać jak zawsze.- uśmiechnęłam się.
  - Co chcesz zjeść na śniadanie?
  - No, a jak myślisz?
  - Naleśniki?
  - Tak i jeszcze możesz zrobić dla Vanessy, która zaraz tu przyjdzie. Idziemy dzisiaj na zakupy.
  - Czyli dzisaj zakupy. Dobrze już robię wam naleśniki.- powiedziała i zabrała się za śniadanie. Po chwili do kuchni przyszła Vanessa.
  - Dzień dobry Natalie.- przywitała się.
  - Dzień dobry Vanesso. Robię dla was naleśniki.- uśmiechnęła się kobieta. Po 10 minutach śniadanie było gotowe. Natalie podała nam naleśniki, a my zabrałyśmy się za jedzenie ich.
  - Dziękujemy.- powiedziałyśmy, a kucharka uśmiechnęła się do nas. Mmm... jej naleśniki są najlepsze. Nigdy nie jadłam lepszych. Co do naleśników to mam bardzo wybredny gust i ciężko sprawić, żeby mi samakowały inne. Zdecydowanie Natalie robi je najlepiej. Po skończonym posiłku wstałyśmy od stołu i wyszłyśmy na korytarz, gdzie ubrałyśmy buty, po czym wyszłyśmy z domu.
  - Van, pamiętasz gdzie jest jakaś galeria?- zapytałam po 5 minutach drogi.
  - Szczerze? Nie pamiętam. Myślałam, że ty wiesz, gdzie jest skoro zaproponowałaś ten wypad na zakupy.
  - Nie myślałam o tym gdzie ona jest tylko o tym, żeby tam pojść. Niestety zapomniałam jak się tam szło.
  - No trudno będziemy musiały kogoś spytać.
  - Może tej blondynki?- spytałam i wskazałam na dziewczynę idącą przed nami.
  - Okay, czemu nie.- odparła Van i przyspieszyłyśmy trochę, żeby się z nią zrównać.- Przepraszam, czy wiesz, jak dojść do najbliższej galerii?- zapytała moja siostra, a blondynka spojrzała na nas. Na moje oko jest w wieku Vanessy lub rok młodsza.
  - Oczywiście. Właśnie tam idę, więc mogę was zaporwadzić.- odpowiedziała miło i uśmiechnęła się do nas.
  - Dziękujemy.- odparłam i odwzajemniłam jej gest.
  - A tak w ogóle to jestem Rydel Lynch.- przedstawiła się.
  - Ja jestem Vanessa Morasso, a to jest moja młodsza siostra Laura.- powiedziała Van.
  - Van, ja umiem sama się przedstawić.
  - Oj tam, nie marudź mi tu.
  - Widać, że jesteście siostrami już na pierwszy rzut oka. Jesteście do siebie podobne.- uśmiechnęła się Rydel.
  - Tak to prawda, a ty masz jakieś rodzeństwo?- spytałam.
  - Mam trzech braci plus przyjaciela pod dachem. Jestem jedyną dziewczyną w domu i oni dają mi porządnie w kość. Czasami są naprawdę nie do zniesienia. To ja sprawuję kontrolę nad nimi wszystkimi. Mam już wiele wprawy i gdy coś powiem to słuchają prawie od razu.
  - Jesteś z nich najstarsza?- zapytała Vanessa.
  - Nie, jestem druga w kolejności. Najstarszy jest Riker, ale czasami nie wydaje się, że tak jest. Po mnie jest Rocky, który jest jak duże dziecko. Tak samo zachowuje się nasz przyjaciel Ellington, który jest w moim wieku. Najmłodszy jest Ross.
  - Jaka jest równica międy wami wszystkimi?- powiedziałam.
  - Rok, ale tylko między mną a Rikerem są dwa lata.
  - Nie nudzisz się w domu, prawda?- odparła Van.
  - Tak prawda. Moi barcia codziennie coś zrobią.- zaśmiała się Rydel.
  - A tak w ogóle to dlaczego nam to wszystko mówisz, przecież nas nie zniasz.- odpowiedziałam.
  - Nie muszę robić z moich braci tajemncy, bo nic się nie stanie, gdy komuś o nich powiem. Nie znam was, ale zawszę mogę poznać. Może razem pójdziemy na shopping?- zaproponowała blondynka.
  - Okay, napewno będzie fajnie.- uśmiechnęłam się.
  - A tak w ogóle to jak długo jesteście w Los Angeles? Skoro nie wiecie gdzie jest galeria to chyba niedawno przyjechałyście.
  - Dzisiaj to nasz trzeci dzień.- odpowiedziałam.
  - Byłyście tutaj kiedyś?
  - Tak kiedyś jeździłyśmy tu na wakacje do babci i dziadka, ale gdy oni zmarli trzy lata temu już nie.- odezwała się Vanessa.
  - I przez ten czas zapomniałyśmy gdzie są różne miejsca, ale park pamiętam.- dopowiedziałam.
  - I my się nigdy nie spotkałyśmy? Szkoda, bo myślę, że jesteście bardzo miłymi i fajnymi dziewczynami, a ja bardzo często mam rację, co do ludzi.- uśmiechnęła się Rydel.
  - Skoro ty tak sądzisz to pewnie to jest prawda.- powiedziałam.- Chcemy tutaj znaleźć przyjaciół.
  - To chyba trafiłyście na odpowiednią osobę, bo ja bardzo lubię nowe znajmości. Myślę, że to będzie początek naszej przyjaźni.- odparła Rydel i objęła mnie i Van ramionami, a my się zaśmiałyśmy.
  - Byłoby świetnie.- odpowiedziała moja siostra i po chwili blondynka nas puściła.
  - A tak w ogóle już właśnie dochodzimy do galerii.- odparła Rydel i rzeczywiście była ona naprzeciwko nas.
  - Ta droga bardzo szybko nam z tobą zleciała.- odezwałam się.
  - Ze mną czas leci bardzo szybko i przyjemnie.- zaśmiała się blondynka.
  - Sklepy strzeżcie się, bo oto nadchodzą trzy dziewczyny chcące kupić trochę ubrań.- powiedziała Vanessa i weszłyśmy do środka ogromnego budynku. Naszym pierwszym celem był oczywiście sklep z ubraniami. Weszłyśmy do pierwszego i szukałyśmy czegoś fajnego. Znalazłam ładną bluzkę, spódnicę i dżinsowe spodenki. Te rzeczy nie były bardzo drogie. Co jak co, ale z moje kieszonkowe mogę kupić co chcę, ale nie chcę wydać wszystkiego na jedną lub dwie rzeczy, bo mogę kupić wiele innych. Oczywiście muszę uważać, żeby się nie wydać. Dziewczyny też już coś znalazły, więc poszłyśmy do kasy i zapłaciłyśmy. Poszyłyśmy do kolejnego sklepu.
  - Dziewczyny zobacie jaka ta sukienka jest prześliczna.- powiedziała Rydel od razu po wejścu. Ja i Van spojrzałyśmy na na nią i muszę przyznać, że jest piękna.- Ale jest bardzo droga. Nie mam przy sobie tyle pieniędzy. No trudno.- westchnęła i odeszła od sukienki. Spojrzałam na cenę i kosztowała 2000 dolarów. Chciałabym dać jej te pieniądze, ale nie chcę przy tym się wydać. Jak na razie ja i Van musimy ukrywać ile ich mamy. Po wyjściu z tego sklepu udałyśmy się do butkiu, gdzie kupiłam sobie prześliczne szpilki. Po czterech godzinach chodzenia po różnych sklepach byłyśmy wykończone. Kupiłyśmy mnóstwo rzeczy i byłyśmy obładowane torbami.
  - Może trochę odpoczniemy w jakiejś kawiarni, co wy na to?- zaproponowała Vanessa.
  - Bardzo chętnie, bo zaraz normalnie odpadną mi nogi od tego chodzenia.- powiedziała Rydel i poszłyśmy do najbliżeszej kawiarni. Usadłyśmy w wolnym stoliku i czekałyśmy na kelnera. Po chwili on przyszedł i złożyśmy swoje zamówienia.
  - Naraszcie czuję nogi.- odezwałam się.
  - Zdecydownanie cztery godziny chodzenia po sklepach daje w kość.- odparła Van.
  - Daje, ale są też plusy, bo teraz mamy mnóstwo nowych ciuchów. Nadal żałuję, że nie mogłam kupić tej sukienki.- powiedziała Rydel.
  - Jak tak bardzo ją chcesz to możemy kiedyś ci na nią dołożyć.- zaproponowałam i spojrzałam pytająco na moją siostrę.
  - Możemy to zrobić.- zgodziła się Van.
  - Dziewczyny naprawdę docieniam was, że chcecie mi pomóc, ale nie musicie tego robić. To jest tylko sukienka. Znalazłam przecież inną, tańszą i ładną.
  - Jakbyś zmieniła zdanie to nam o tym powiedz.- uśmiechnęłam się do Rydel.
  - Okay, ale i tak nie chcę wam robić kłopotu. To tylko sukienka, ale ja wolę was niż ją. Naprawdę was polubiłam.- powiedziała blondynka i uśmiechnęła się.
  - Ja ciebie też.- odpowiedziałyśmy z Vanessą wspólnie.
  - Często tak razem mówicie?
  - Nie, tylko czasami nam się zdarzy.- znowu powiedziałyśmy razem.
  - Napewno?
  - Napewno.- i znowu to samo.- Oj przestań już, bo to zaczyna się robić denerwujące i dziwne.- znowu powiedziałyśmy to samo i w tym samym czasie.
  - Już lepiej nic nie mówmy przez chwilę.- odparłam i tym razme już sama.
  - Wiecie, jak to fajnie wyglądało? Jakbyście miały ten sam mózg.- zaśmiała się Rydel.- A może się nim dzielicie?- tym razem już wybuchła śmiechem.
  - Rydel, to było przypadkiem.- powiedziała Vanessa.
  - Okay sorki, udzeliło mi się rodzinne poczucie humoru.- uśmiechnęła się.
  - Wy wszyscy tacy jesteście?- spytałam.
  - Jacy?
  - Tacy weseli i pełni życia. Ty po prostu tryskasz radością.
  - To w naszej rodzinie jest chyba dziedziczne, bo wszyscy jesteśmy tacy. Chociaż moi bracia są ode mnie gorsi. Jednak nigdy nikt nie dorówna Rocky'emu i Ellingtonowi.
  - A co oni robią?
  - Mówiłam wam już, że bardzo często zachowują się jak duże dzieci. Oni mają swój specjalny nałóg. Chyba nie zgadznieice jaki, bo to nie jest z tych szkodliwych.
  - Jaki?- zapytałam.
  - Nałóg do jedzenia żelków.- zaśmiała się Rydel.
  - Żelki? Nigdy bym na to nie wpadła.- odparła Vanessa.
  - Oni nie przeżyją dnia bez zjedzenia jednej paczki. Nigdy też nie uda wam się dostać od nich jednego żelka, a gdy ktoś im zabierze bez ich wiedzy to wtedy dzieją się różne rzeczy.
  - Jakie na przykład?- spytałam.
  - Przedwczoraj Riker wziął jedną paczkę i ją zjadł, a oni w ramach zemsty wrzucili mu szafę z ubraniami do basenu. Nie pytajcie jak to zrobili, bo sama nie wiem, ale po nich można się wszystkiego spodziewać. Riker jak to zobaczył to tak się wściekł, że zabrał im tygodniowy zapas żelków, a ja się na to zgodziłam. Taka była ich kara.- odpowiedziała blondynka i zaczęłyśmy się śmiać.
  - Ty to rzeczywiście nie masz z nimi nudno.- powiedziałam.
  - Jak chcecie to mogę was z nimi zapoznać. Możemy iść do mnie później, co wy na to?- zaproponowała Rydel, a ja i Van sporzałyśmy na siebie i przytaknęłyśmy zgodnie głowami.
  - Okay, możemy iść do twoich szalonych braci.- odparła moja siostra.
  - Okay to fajnie, czyli po zjdzeniu naszych deserów idziemy.- odpowiedziała blondynka i po chwili do naszego stolika podszedł kelner z naszymi zamówieniami. Od razu również też zapłaciłyśmy i gdy mężczyzna odszedł zabrałyśmy się do jedzenia.
  - No to teraz zbieramy swoje manatki i idziemy do mnie.- odezwała się Rydel, gdy skończyłyśmy jeść.
  - Okay.- ja i Vanessa odpowiedziałyśmy wspólnie. Wzięłyśmy swoje torby i wyszłyśmy z kawiarni.
  - Jak daleko jest do twojego domu?- spytałam, gdy opuściłyśmy galerię.
  - Jakieś 15 minut drogi.- odpowiedziała blondynka.- Ze mną ten czas wam szybko zleci.
  - Napewno.- odparła Vanessa. Cała droga rzeczywiście nam szybko minęła przez rozmowę i ciągłe śmiechy. Najczęściej miałyśmy ubaw z wyczynów Rocky'ego i Ellingtona. Rydel naprawdę ma ciekawie w domu. U niej zawsze coś się dzieje. Cieszę się, że ja i Van ją poznałyśmy, bo myślę, że będzie to nasza przyjaciółka. Ona jest taka radosna i wesoła. Chcałabym mieć w sobie tyle radości, co ona. Teraz na dodatek idziemy do jej domu, w którym będzie jej zwariowane rodzeństwo. Z jej opowiadań wynika, że oni będą jeszcze bardziej radośni. Coś mi się wydaje, że nowy rozdział właśnie się zaczął w moim życiu. Rozdział po tytułem ,,Przyjaciele". To będzie bardzo przyjemny rozdział już to wiem. Po 15 minutach drogi dotarłyśmy przed dom Rydel. Jest bardzo duży, zresztą co ja się dziwie, przecież mieszka w nim piątka osób.
  - Witam was w moim domu.- powiedziała blondynka i otworzyła drzwi. Weszłyśmy do środka i już od razu usłyszałam głośnie krzyki. Dla mnie to jest wielka nowość takie hałasy.
  - Rzeczywiście miałaś rację, że tym domu jest bardzo głośno.- odezwała się Vanessa.
  - Mówiłam, a teraz chodźcie do salonu, jeśli oczywiście uda nam się to zrobić bez potrącenia, bo już coś czuję, że tam się coś dzieje.- odparła Rydel i po chwili zobaczyłam blondyna goniącego z patelnią w ręce dwójkę brunetów.- A nie mówiłam.- zaśmiała się blondynka i poszłyśmy za nią do salonu. Nistety po drodze zostałam potrącona przez jednego z brunetów. Upadłam na podłogę.
  - Przepraszam cię za tych głąbów. Oni nie uważają na nikogo, gdy się gonią.- powiedziała Rydel i pomogła mi wstać.
  - Nic się nie stało.- uśmiechnęłam się.
  - Rocky! Ell! Ross! Riker! Do mnie w tej chwili!.- krzyknęła dziewczyna i po chwili cała czwórka stała przed nią. Jak ona to zrobiła?- Wychodzę na zakupy, a wy tu już gonitwę urządzacie?! Was nie można na pare godzin samych w domu zostawić, bo jeszcze coś rozwalicie! Zachowujecie się jak małe dzieci, a nie jak dorośli faceci! Gorzej, już dzieci lepiej się od was słuchają! Wy jesteście jak stado dzikich małp wypuszczonych z buszu! Przychodzę tu do domu z nowymi znajomymi, a wy tak się zachowujecie?! Wstyd mi za was.- zakończyła swój monolog. Szczerze, to trochę współczuję tym chłopakom, ale co ja tam mam wiem.
  - Przepraszamy Rydel.- powiedzieli chłopcy, którzy się gonili.
  - O co tym razem poszło?
  - No bo Rocky i Ell wrzucili na YouTube jak śpiewam podczas prysznica. Najgorsze jest to, że widać mi dupę na tym filmiku.- odpowiedział wściekły blondyn.
  - Ale zobacz ile masz wyświetleń. Nabili ci tysiaka w 10 minut.- zaśmiał się brunet z dłuższymi włosami, za co dostał od blondyna w głowę.
  - Nie martw się Ross oni dostaną swoją karę i to będzie bardzo bolsena kara.- powiedziała Rydel, a dzięki niej poznałam imię tego blondyna. On jest bardzo przystojny i ma takie ładne brązowe oczy. Laura o czym ty myślisz?
  - Jaką?- spytał brunet z krótszym włosami.
  - Za karę zabiorę wam wasz trzydniowy zapas żelków.
  - Rydel prosimy cię nie zabieraj nam naszych żelków, bo i tak nadal mamy na nie szlaban przez Rikera.
  - No i dobrze.
  - Rydel prosimy.- powiedzieli dwaj bruneci i ukęli przed nią na kolnanach i złożyli ręce.
  - Nie ma mowy.
  - My usuniemy filmik, a ty nie zabieraj nam żelków, co ty na to?
  - Nie Ell, bo i tak macie usunąć ten filmik. Teraz koniec już tej dyskusji, bo co postanowiłam to postanowiłam.- powiedziała zdecydownym głosem Rydel, a oni westchnęli i wstali z klęczek.- A teraz w tej sekundzie macie usunąć ten filmik.- odparła i jeden z brunetów szybko wyciągnął telefon.
  - Już, zobacz.- powiedział i podał jej go.
  - Dobrze Rocky.- odpowiedziała blondynka i oddała mu go.- A teraz muszę wam kogoś przedstawić.- uśmiechnęła się do nas.- Dziewczyny to jest Riker, Rocky, Ellington i Ross.- na każdego wskazywała ręką.- Chłopaki poznajcie Laurę i Vanessę Morasso.
  - Hej.- odezwałyśmy się, a oni odpowiedzili nam to samo.
  - Przyprowadziłaś do domu dwie ładne dziewczyny.- odparł Riker? Tak Riker. Szybko zapamiętuję imiona.- Ale wolę tą starszą.- uśmiechnął się do mojej siostry, a ona zarumieniła się lekko. Może kiedyś coś z nich będzie. Spojrzałam na Rossa, który patrzył się na mnie ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. O co mu chodzi?
  - Rydel możemy na słówko?- spytał i podszedł do niej.
  - Coś się stało?
  - Chodź to ci powiem.
  - Okay. Dziewczyny przepraszam was na chwilę zosatańcie z chłopakami.- powiedziała blondynka, a my kiwnęłysmy głowami. Po chwili oboje wyszli z salonu.
  - Siadajcie.- odezwał się Riker, a my usiadłyśmy na kanapie. Czułam się trochę nieswojo bez Rydel.
  - To jak poznałyście naszą siostrzyczkę?- zapytał Rocky.
  - Nie wiedziałyśmy jak dojść do galerii i zapytałyśmy ją o drogę, a ona nas tam zaprowadziła. Zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać i tak się poznałyśmy. Na końcu Rydel zaproponowała nam pójście do jej domu.- odpowiedziała Vanessa.
  - Pewnie wam dużo o nas napowiadała.- odparł Riker.
  - Tak i to dużo. To co mówiła rzeczywiście było prawdą.
  - Codziennie robicie takie akcje jak ta dzisiejsza?- spytałam.
  - Może nie codziennie, chociaż to zależy też od tego ile zjemy paczek żelków. Dzisiaj pod nieobecność Rydel zjedliśmy pięć paczek i nam odbiło. Nie mówicie jej tego, bo mamy karę.- powiedział Ellington.
  - Okay nie powiemy.- odpowiedziałysmy zgodnie.
  - Dziękujemy, bo gdyby Delly się dowiedziała mielibyśmy dłuższą karę.- odparł Rocky.
  - Jak to się stało, że macie taki żelkowy nałóg?- spytała Van.
  - Chyba to się wzięło z nikąd. No, ale powiedzcie, jak można nie lubić żelków? Nie da się.
  - A wy lubicie żelki?- zapytał Ell.
  - Tak.- odparłyśmy, a bruneci się uśmiechnęli.
  - To dobrze już was polubiliśmy.
  - Cieszymy się z tego.- zaśmiałam się i po chwili do salonu weszli Ross i Rydel.
  - No i co jak wam się gadało?- odezwała się blondynka.
  - Bardzo fajnie. Dwiedziałyśmy się trochę o żelkowym nałogu.- uśmiechnęłam się.
  - Mam nadzieję, że nie naopwiadali wam nic o mnie.
  - Nie, o tobie nic.- odpowiedziała Vanessa.
  - To co teraz robimy?- spytał Riker.
  - Co wy na to, żeby gdzieś pójść?- spytał Ellington.
  - Okay, a gdzie?- odezwał się Ross.
  - Do wesołego miasteczka, co wy na to?- zaproponował Rocky.
  - Mi tam to obojętnie ważne, żeby dziewczyny chciały.- odpowiedziała Rydel.
  - Idziemy czemu nie.- odezwałam się.
  - Już nie pamiętam kiedy ostatnio tam byłyśmy.- odparła Vanessa.
  - O to musimy nadrobić te zaległości. Ja i Ell chodzimy tam dwa razy w miesiącu.- powiedział Rocky.
  - To chyba wyjaśnia dlaczego zachowujecie się jak dzieci.- zaśmiał się Ross.
  - To co idziemy?- spytał Ellington, a my wszyscy pokiwaliśmy zgodnie głowami i wyszliśmy z domu.
  - Zobaczycie z nami Lynachami czas wam szybko zleci.- powiedział Riker.
  - A tak w ogóle to jak długo jesteście w LA?- spytał Ellington.
  - Dzisiaj jest nasz trzeci dzień, ale kiedyś tutaj już byłyśmy, jednak zapomniałyśmy gdzie są niektóre miesjca.- odpowiedziałam.
  - Możemy pokazać wam wiele fajnych miejsc. Znam też takie do spędzania w dwójkę.- odparł Riker, a ostatnie zdanie skierował do Vanessy, która zarumnieła się lekko. Hmm.... coś coraz bardziej przeczuwam, że oni kiedyś będą razem. Widzę, że Riker próbuje ją poderwać, a ona chyba się temu nie sprzeciwia. Niby ma Bryana, ale oni nic do siebe poza lubieniem się nie czują. No Riker życzę ci powodzenia w dalszym podrywia mojej siostry. Spojrzałam na Rossa i nasze spojrzenia przez chwilę się spotkały, a ja szybko odwróciłam wzrok. Dlaczego mi się wydaje, że on jest jakiś niechętny do bliższego poznania się ze mna lub Van? Może tylko mi się wydaje, a może tak jest? Odkąd przyszłyśmy nie rozmawiał z nami tak jak reszta. Patrzy też na mnie z takim zdzwieniem i strachem? Jest jakby trochę taki spięty. Jego rodzeństwo jest teraz bardziej wyluzowane niż on. Ich rozgryzłam już od razu, oni są bardzo radośni, a Ross trochę taki tajemniczy. Ta jego tajemniczość mnie ciekawi i jednocześnie przyciąga do niego, bo chciałabym go poznać. Nie tylko dlatego, że jest bardzo przystojny, ale też dlatego, że chcę dowiedzieć się o nim więcej. Skoro jego rodzeństwo jest takie wesołe to on pewnie też taki jest, bo przecież to rodzina. Muszę się do niego jakoś zbliżyć, ale nie teraz. Kiedy indziej też znjadę okazję.
  - Laura, a ty co taka zamyślona?- spytała Rydel i tym samym sprowadzając mnie z powrotem na ziemię.
  - A nie wiem często mi się zadarza zamyślić i nie zwracać uwagi na to, co się dzieje dookoła mnie.- odpowiedziałam.
  - Okay, ale teraz nie radzę ci tego robić, bo już dochodzimy do wesołego miasteczka.- powiedziała blondynka i po chwili zobaczyłam wielki napis ,,Wesołe Miasteczko". Weszliśmy tam i od razu zauważyłam, że jest tu duży ruch.
  - No to na co idziemy najpierw?- spytał Riker.
  - Tak jak zawsze rozpoczyniemy naszą zabawę na kolejce górskiej.- odparł Ellington i poszliśmy do kasy na wybraną atrakcję. Po zakupie biletów wsiedliśmy do wagoników. Vanessa po namowie Rikera usiadła razem z nim, a on szczerzył się jak głupi. Teraz to już naprawdę wróżę im świetlaną przyszłość. Ja usiadłam z Rydel. Zapięłyśmy się pasami i po chwili kolejka ruszyła. Z początku jechała wolno, ale przy pierwszym zakręcie nabrała rozpędu i później już tylko coraz szybciej. Ja, Van i Rydel czasami piszczałyśmy. Po pięciu minutach kolejka zatrzymała się i mogłam znowu stanąć na bezpiecznej ziemi. Kolejnym naszym celem był diabelski młyn. W ciągu dwóch godzin zaliczyliśmy wszystkie atrakcje. Jeszsze nigdy się tak dobrze nie bawiłam. Przez wesołe miasteczko poczułam się jak dziecko, co było bardzo przyjemne. Zapomnieć o wszystkich żalach, troskach lub smutkach i po porstu wrzucić na luz i świetnie się bawić. Jako dziecko nie byłam często w wesołym miasteczku. Byłam tam może kilka razy i to tylko do wieku 12 lat. Tak ostatni raz byłam w takim miejscu siedem lat temu. Teraz widzę, że przez to bogactwo straciłam wiele uroków dziciństwa. Straciłam tyle zabawy. Pamiętam, że nawet nie mogłam się bardzo głośno bawić przy rodziach. Jednak, gdy oni wychodzili do pracy zachowywałam się jak normalne dziecko. Naprawdę staraciłam wiele uroków dzieciństwa ale przez dzisiajszy wypad do wesołego miasteczka na te dwie godziny cofnęłam się w czasie i patrzyłam na wszystkie atrakcje oczami dziecka. Zauważyłam, że nie tylko ja tak to postrzegałam. Wszyscy zachowywaliśmy się jak dzieci i ani chwili nie zachowywyaliśmy się jak dorośli. Lynchowie dodają tyle radości w moim życiu. Mimo, że zam ich tylko jeden dzień to czuję się jabym znała ich o wiele dłużej. Przy nich mogę zapomnieć, że jestem córką milionerów, a zamiast tego mogę poczuć się jak zwykła dziewczyna w moim wieku. Naprawdę przez bogactwo straciłam wiele uroków życia. Nawet takich szczegołów jak rozmowa z kimś z poza domu. To jest naprawdę niezwykłe.
  - To może pójdziemy teraz na lody?- zaproponował Riker.
  - Dobry pomysł.- odpowiedział Rocky i wszyscy poszliśmy do budki z lodami. Każdy kupił sobie loda i teraz się nimi zajadamy. Ten dzień to chyba najlepszy dzień mojego życia, a jeszcze się nie skończył. Jeszcze nigdy nie czułam się taka szczęśliwa jak dzisiaj.
  - To teraz gdzie idziemy?- spytał Rocky.
  - Może pójdziemy już do domu, bo czuję, że nogi mi zaraz odpadną od dzisiajszego chodzenia po sklepach i po wesołym miasteczku.- odpowiedziała Rydel.
  - Popieram Rydel.- odparłam.
  - Okay skoro chcecie to chodźcie do domu.- powiedział Ross i po 10 minutowej drodze byliśmy już pod ich domem. Z nimi czas leci tak szybko. Weszliśmy do środka i usiedliśmy na kanapie. Nogi mi naprawdę odpadały, ale warto było wyjść z domu, bo poznałam przyjaciół, z czego bardzo się cieszę.
  - Myślę, że ja i Lau musimy się już zbierać.- odezwała się Vanessa.
  - Tak, Van ma racje.- powiedziałam.
  - Naprawdę jeszcze nie musicie iść. Nie jest jeszcze późno. Może zostaniecie trochę?- odparła Rydel.
  - Rydel nie chcemy już wam robić kłoptu. Musimy już iść.
  - Okay skoro tego chcecie. Mogę was odprowadzić, albo Ross lub Riker was zawiozą.
  - Nie to nie będzie konieczne. Same dojdziemy.- odpowiedziała szybko Van.
  - Daleko mieszkacie?
  - Niedaleko. Same dojdziemy, a wy sobie odpocznijcie.- odparłam.
  - Okay skoro tak to okay. Nie będę was trzymać.- powiedziała Rydel, a ja i Vanessa wstałyśmy. Blondynka też to zrobiła i przytułiła nas na pożegnanie.- Bardzo miło było was poznać.
  - Nam ciebie również.- uśmiechnęłam się.
  - Spotkamy się jeszcze, co nie? Zresztą nie wyobrażam sobie, żebym was już więcej nie zobaczyła.
  - Pewnie, że się jeszcze spotkamy.- odparła Van, a blondynka wzięła kawałek kartki i długopis i coś na niej napisała.
  - Proszę to mój numer telefonu.- uśmiechnęła się i dała mi karteczkę.
  - Dziękuję.- również się uśmiechnęłam.- To czyli jeszcze się zdzwonimy, tak?
  - Tak napewno.
  - Okay, to do zobaczenia wszystkim.- ja i Van odpowiedziałyśmy.
  - Do zobaczenia.- odparli, a my wyszłyśmy z salonu.
  - Zaczekajcie chwilę!.- krzyknął Riker, gdy byłyśmy przy drzwiach.
  - Tak Riker?- powiedziała Vanessa.
  - Vanessa weź to.- odparł i podał jej karteczkę.- Tu masz mój numer. Zadzwonię do ciebie kiedyś.- uśmiechnął się do niej.
  - Dzięki Riker.- odpowiedziała i również się uśmiechnęła.
  - To pa dziewczyny.
  - Pa Riker.- powiedziałyśmy i wyszłyśmy z ich domu.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Jak tam wrażenia po przeczytaniu rozdziału? Myślę, że jest nudny, ale jakoś przy pisaniu uleciała mi wena. Jednak chciałam jeszcze dodać jeden rozdział na wakcajach. Czuję się okropnie z myślą, że już pojutrze zacznie się szkoła. Nie będę pisała o niej teraz, bo jeszcze muszę się nacieszyć niecałymi dwoma dniami wakacji. No to Laura i Vanessa spotkali Lynchów. Mam nadzieję, że nie złościcie się na mnie, że nie było ani jednej wymiany zdań pomiędzy Raurą? Spokojnie w końcu spotkają się sam na sam. Liczę na komentarze!
Do napisania!!!