niedziela, 4 października 2015
LBA ×2
Zostałam nominowana już trzeci raz w tym tygodniu. Dziękuję Pinni Pay i Kiki. Bardzo cieszę się z tego. No to lecimy z pytaniami. Na początek Pinni:
1. Jakie jest twoje największe marzenie?
Niech no się zastanowię... pojechać na koncert R5, ale wątpię, żeby to się spełniło. Chciałabym też dostać się na studia, które sobie wymarzę, ale jeszcze nie wiem jakie to będą.
2. Jak zaczęła się twoja historia z R5?
R5 poznałam dzięki blogom o Raurze. Czytając polubiłam ich, więc posłuchałam ich piosenek i zakochałam się w nich. Jestem R5er od jakiś dwóch lat i do tego czasu ich utwory mi się nie znudziły. Mają w sobie to coś, że chce ich cały czas słuchać. Można nawet powiedzieć, że jestem uzależniona od ich piosenek, bo słucham ich codziennie.
3. Czy wierzysz w życie po śmierci?
To jest trudne pytanie i religijne. Chyba raczej nie wierzę. Myślę, że dusza po śmierci człowieka trafia do nieba lub do piekła.
4. Jesteś bardziej osobą która lubi towarzystwo czy samotność?
To zależy w jakim jestem nastroju. Lubię przebywać z innymi ludźmi, ale samotność też czasami się przydaje.
5. Czego w sobie najbardziej nie lubisz i dlaczego?
Nie lubię mojej nieśmiałości, bo ona mnie ogranicza. Bardzo często nie wiem o czym mam gadać, jak rozmocząc temat rozmowy. Z osobami, które znam to nie mam tego problemu, ale z nowo poznanymi to już masakra. Chciałabym kiedyś pokonać tą nieśmiałość, ale nie wiem jak to zrobić.
6. Co sądzisz o Routney?
Szczerze? Myślę, że oni do siebie nie pasują. Nie przepadałam za tą parą od początku i tak jest nadal i raczej się nie zmieni. Gdy się o tym dowiedziałam to przez chwilę byłam zła, ale mi to przeszło. Trochę smuci mnie fakt, że Ross i Laura mają swoje drugie połówki. Jednak i tak zawsze będę za Raurą i zdania nie zmienię.
7. Co sądzisz o ludziach, którzy się tną?
Myślę, że cięcie się to nie jest ucieczka od przytłaczjących nas problemów. To daje "ulgę" (no nie wiem, czy to jest takie fajne) tylko przez chwilę. Później przecież zostają blizny, a to nie wygląda ładnie. Szokoda mi takich ludzi, bo sami robią sobie krzywdę.
8. Ulubiona piosenka (nie musi być R5)?
Nie umiem wybrać ulubionej jeśli chodzi o R5. Podam kilka: Do It Again, Repeating Days, All Night, Loud, Smile. Mogłabym tak wymienić wszystkie. :)
9. Jak marzy ci się idealna pierwsza randka?
Uwaga szykujcie się na romansidło. :) Mój chłopak przychodzi do mojego domu z bukietem czerwonych róż. Nie mówi mi gdzie idziemy, bo to ma być niespodzianka. Gdy jesteśmy już prawie na miejscu każe mi zamknąć oczy, a później otworzyć. Widzę przepiękny widok i mam łzy w oczach. Później spędzamy tam czas, a na gdy wracamy zaczyna padać deszcz i całujemy się nie zwarzając na mokre ubrania. Na koncu wchodzę do domu i myślę, że to był najpięknejszy wieczór mojego życia. Mówiłam, że to romansidło. Na tym wzoruję się opisując pierwszą randkę Raury na blogu.
10. Czy lubisz serial A&A? Jeśli tak to co czujesz wiedząc, że to ostatni sezon?
Lubię A&A. Gdybym nie oglądała tego serialu to nie poznałabym R5, nie shippowałabym Raury i nie założyłabym blogów. Nie wyobrażam sobie, żebym teraz nie miała czegoś z tych trzech rzeczy. Jest mi naprawdę smutno, że mój ulubiony serial się skończy. Chyba się rozpłaczę na ostatnim odcinku.;(
Pytania od Kiki:
1.Ulubiona rzecz w szafie?
Lubię wszystkie moje rzeczy.
2.Film, który oglądałaś w ostanim miesiącu i zrobił na tobie dobre wrażenie choć się tego nie spodziewałaś?
Nie wiem... może To tylko seks. Spoko film, który obejrzałam sobie z nudów, ale nawet spodobał mi się.
3.Potrawa, którą mogłabyś jeść codziennie? ( U mnie są to naleśniki z czekoladą i bitą śmietaną *-* **j z tym, że będę gruba xd)
Pierogi ruskie.♥ Jak ja je kocham. Nawet, gdy nie jestem głodna to zjem ich z 6 lub 7.
4. Ulubiona piosenka R5?
Nie umiem wybrać ulubionej, bo wszystkie ich piosenki są cudowne. Repeating Days, Do It Again, All Night, Loud, Smile.
5.Co sądzisz o ludziach popełniających samobójstwa? Uważasz, że to oznaka tchórzostwa?
Myślę, że popełnienie samobójstwa nie jest dobre. Czasami ludzie zabijają się z błahych powodów, co jest głupotą. Jednak ci z trudnymi i poważnymi problemami to już co innego. Trochę tchórzostwa jest, bo uśmiercając się ucieka się od przytłaczjących nas porblemów. Samo odebranie sobie życia to jest odwaga, bo nie jest łatwo, np. powiesić się lub zastrzelić.
6.Czy czasem, też tak masz, że zakładasz ulubioną piżamę, robisz kakałko i cały wieczór oglądasz jakieś głupie bajki? XD
Mam takie dni, ale też lubię oglądać niektóre bajki.
7.O której parze najbardziej lubisz czytać opowiadania:Rydellington, Raura czy Rikessa? A może Auslly?
O Raurze. Kiedyś czytałam o Auslly, ale przestały mnie już interesować. Jednym z powodów jest to, że brakuje mi R5. Chociaż wiele blogów o Auslly, któr czytałam już się skończyło.
8.Kolory które przeważają w twojej szafie?
Niebieski (kocham ten kolor), biały i czarny.
9.Gdybyś miała wybrać spomiędzy wszystkich aktorów, to który choć w najmniejszy stopniu przypomina twój ideał?
Ross Lynch. :D Szczerze to nie wiem.
10.Jakim środkiem transportu lubisz najbardziej podróżować?
Samochodem. Chciałabym lecieć samolotem, bo jeszze nigdy tego nie robiłam.
11.Gdzie widzisz siebie w przyszłości?
Nie wiem, ale ostatnio coraz bardziej zaczynam się nad nią zastanawiać. Głównymi tematami są: jak będzie w liceum, do którego pójdę za rok i kim zostanę w przyszłości.
Nominowani:
1. King JuLien
2. Alex Rover
3. Jools
4. Patiii ♥
Moje pytania:
1. Co byś zrobiła, gdybyś wygrała 20 milionów złotych?
2. Ulubiona bajka z dzieciństwa?
3. Wymarzony pierwszy pocałunek?
4. Co sądzisz o ludziach, którzy biorą narkotyki?
5. Żelki czy czekolada?
6. Co byś zrobiła, gdybyś dowiedziała się, że Ross i Laura są razem?
7. Przedmiot, który lubisz i którego nie? Dlaczego?
8. Czym według ciebie różni się zauroczenie od zakochania?
9. Film, który kochasz i możesz oglądać go wiele razy, a i tak ci się nie znudzi?
10. Grasz na jakimś instrumencie? Jeśli nie to na jakim chciałabyś się nauczyć?
11. Cecha charakteru, której nie lubisz w sobie i w innych ludziach?
To tyle jeśli chodzi o pytania. Jeśli chcecie jakieś mi zadanć to możecie zrobić to pod tym postem. Napewno odpowiem na każde.
Pod spodem jest rodział 10. Jeśli ktoś z was go nie czytał to zapraszam do przeczytania. Proszę skomentujcie ten rozdział. Pamiętajcie, że motywujcie mnie nimi do dalszej pracy.
sobota, 3 października 2015
Rozdział 10
"Cause you make me feel good" ~ "Bo sprawiasz, że czuję się dobrze" - F.E.E.L. G.O.O.D.
~Los Angeles, 05.07.2015r.~
★Rydel★
Obudziłam się i przeciągnęłam. Uśmiechnęłam się na wspomnienie wczorajeszego dnia. Zdecydowanie musimy częściej wychodzić z Laurą i Vanessą. Która to jest godzina? Sięgnęłam ręką do szafki nocnej, na której był mój telefon i wzięłam go. Włączyłam wyświetlacz. 9:30. Znając moich braci i przyjaciela to pewnie jeszcze śpią, bo cisza w tym domu mówi sama za siebie. Co jak co, ale jeszcze chyba nigdy się nie zdarzyło, że jest tutaj tak cicho. W tym domu zasze jest głośno, ale przyzwyczaiłam się do tego. Pora wstać, bo niedługo moje głodomory zejdą na śniadanie. Zeszłam z łóżka i podeszłam do szafy. Przeglądałam jej zawartowść i w końcu znalazłam strój na dzisiaj składający się z białej bokserki z różowym sercem na środku i jasnoniebieskich spodenek. Wzięłam jeszcze bieliznę i z tym wszystkim poszłam do swojej osobistej łazienki. W tym domu jest ich więcej. Ja mam sama, Ross ma z Rikerem, a Rocky z Ellem. Gdyby była wspólna to ciężko byłoby się do niej dostać. Ubrałam się, po czym wykonałam wszystkie poranne czynności i wyszłam z pomieszczenia. Sprawdziałam jeszcze swój wygląd w lustrze i wyszłam z pokoju. Udałam się do kuchni. Nie chce mi się jeszcze jeść, a chłopaki jeszcze nie wstali, za to chętnie się czegoś napiję. Otworzyłam szafkę i wyciągnęłam z niej pojemnik z kakaem. Z lodówki wzięłam mleko i wlałam trochę do garnuszka, po czym postawilam na kuchnence, żeby się trochę zagrzało. Wzięłam mój ulubiony różowy kubek i wsypałam do niego czetry łyżeczki proszku. Teraz tylko pozostało mi czekać na mleko. Po chwili usłyszałam kroki na schodach i po chwili w wejściu do kuchni pojwił się Ellington. Jeszcze zaspany Ellington. On tak słodko wygląda w rozczochranych włosach i nieprzytomnym spojrzeniem. Lekki uśmiech sam wkradł mi się na usta.
- Hej Ell.- przywitałam się wesoło jak zawsze miałam w swoim zwyczaju.
- Hej Delly.- odpowiedział i ziewnął, po czym usiadł za stołem.
- Chcesz może kakao?- spytałam, a on skinął głową na tak. Wyciąnęłam z szafki jego zielony kubek i wsypałam do niego proszku. Po chwili mleko już się zagrzało, więc wlałam je do kubków. Jeden podałam przyjacielowi.
- Dzięki.- powiedział, a ja uśmiechnęłam się i napiłam pysznego napoju. Przez chwilę zapanowała pomiędzy nami cisza.
- Jak się spało?- zagadałam.
- Dobrze.
- Moi bracia pewnie już niedługo się obudzą, może pomożesz mi ze śniadaniem?
- Okay chętnie ci pomogę, ale najpierw wypijmy kakao.- uśmiechnął się do mnie.
- Dobrze. Myślałam, że się nie zgodzisz. Co tak nagle stałeś się pomocny?
- A nie mogę ot tak pomóc mojej przyjaciółce?
- Możesz i to miłe.- odparłam i po chwli wypiłam swój napój. Po chwili Ell zrobił to samo, bo postawił kubek na stole.
- Okay, to co robimy na śniadanie?- spytał i wstał z krzesła.
- Może jak zwykle naleśniki?
- To jest dobry pomysł.- uśmiechnął się.- Okay to co mam robić?
- Musimy przygotować składniki, a chyba wiesz jak się robi naleśniki?
- No pewnie.- odparł, po czym przyszykowaliśmy wszystkie potrzebne rzeczy. Wyciągnęłam miskę i trzepaczkę.
- To teraz wsyp mąkę do miski.- powiedziałam, a Ellington zrobił to, a później wziął trochę białego proszku i sypnął mnie nim.- Czy ja coś mowiłam o sypaniu mnie mąką?
- Nie, ale tak jest zabawniej.- zaśmiał się, za co dostał ode mnie mąką.- Jak ja cię ubrudziłem mąką to ty się czepiasz, ale jak ty to już jest dobrze?
- A żebyś wiedział, że tak.- uśmiechnęłam się i zaczęła się bitwa na sypanie. Już po chwili cała kuchnia była biała. - Okay, ale teraz już nie sypmy się mąką, bo musimy zrobić śniadanie.
- Dobrze.- odparł Ell. Dodaliśmy resztę składników do miski, po czym wymieszałam je. Brunet w tym czasie rozgrzał dwie paletnie i po chwili nalałam na nie pierwsze naleśniki.
- Dziękuję za pomoc Ell.- uśmiechnęłam się do niego.
- Nie ma za co, przy śniadaniu to ja ci mogę pomagać, bo szybko to idzie.
- Bo jak się robi we dwóję to jest szybciej. Teraz trzeba posprzątać kuchnię z mąki. Zrobisz to, bo ja muszę pilonować naleśników.
- Ej przecież ty też mnie sypałaś, więc czemu tylko ja muszę sprzątać?
- Bo ty zacząłeś piewszy i tak jak już mówiłam ja muszę pilnować naleśników. Proszę no zrób to dla mnie.- uśmiechnęłam się do niego słodko.
- Okay niech ci będzie.- odpowiedział.
- Dzięki jesteś kochany.- odparłam i szybko cmoknęłam go w policzek. Zauważyłam, że na twarzy Ellingtona pojawiają się dwa lekkie rumieńce. On, żeby je ukryć odwrócił się i zaczął scierać mąkę z szafek. Całując go jakoś dziwnie się poczułam. Moje serce zabiło szybciej. Nie powiem, że mi się to nie podobało. Zauważyłam, że uśmiecham się sama do siebie. Ja muszę pilnować naleśników! Odwróciłam się do patelń i wzięłam z nich już dwa gotowe, po czym nalałam kolejną porcję. Po chwili usłyszałam, że ktoś zszedł po schodach.
- Hej Delly. Siema Ell.- przywitał się Ross, a ja odwróciłam się w jego stronę.
- Hej Ross.- ja i brunet odpowiedziliśmy wspólnie.
- Widzę, że ktoś tu urządził sobie bitwę na mąkę.- powiedział blondyn.
- Tak jakoś wyszło.- uśmiechnęłam się.
- Tak myślałem, że robisz naleśniki.
- A tak w ogóle to jak tam wczoraj ci poszło spotkanie z Laurą?- spytałam odwracając naleśnika na drugą stronę, po czym spojrzałam na brata.
- Dobrze. Zaproponowałem jej przyjaźń i zgodziła się.- uśmiechnął się.
- Widzę, że cię to cieszy.
- Tak cieszy mnie to.
- W jaki sposób, dla siebie czy dla zadania?- spytałam i widziałam, że chwilę się zastanawia nad odpowiedzią.
- Wiesz chyba dla siebie. Polubiłem ją i chcę spędzać z nią czas dla własnej przyjemności.
- To dobrze.- odpowiedziałam. Ucieszyła mnie jego odpowiedź. Co jak co, ale uważam, że Ross i Laura to ładna para i chciałabym, żeby byli razem, ale chyba to nie będzie im pisane przez to zadanie. Zresztą Ross nie chce się niej zakochać, ale ja już przeczuwam, że to się stanie skoro chce spędzać z nią czas dla własnej przyjemności. Będzie mi ich później szkoda. Mam nadzieję, że ten miesiąc nie zleci za szybko. Chciaż ten tydzień minął jak z bicza strzelił. Nim się obejrzę, a zobaczę cierpiącego Rossa. Nie mogę teraz o tym myśleć, ale chciałabym dla niego jak najlepiej. Zdjęłam dwa naleśniki z patelni i wlałam masę.
- Jak chcecie to już jedzcie. Macie już cztery naleśniki.- powiedziałam i odałam im talerz. Ellington i Ross od razu rzucili się na nie. Co jak co, ale my wszyscy kochamy naleśniki. Gdy minęło pół godziny w kuchni siedzieli już wszyscy i zajadali się pysznym daniem. Ja jak zawsze jem na końcu, ale przyzwyczaiłam się do tego.
- To kto dzisiaj zmywa? Wy ustalaliście grafik, więc ja nie wnikam w niego.- odezwałam się po skończonym posiłku.
- Riker.- odpowiedzieli wszyscy.
- No niestety ja.- westchnął blondyn i zebrał ze stołu wszystkie talerze, po czym podszedł do zlewu.
- Miłego zmywania życzę.- powiedzałam i wszyscy wyszliśmy z kuchni zostawiając w niej Rikera. Nie chce mi się siedzić w domu. Może gdzieś się przjedę? Tak, to jest dobry pomysł.
- Chłopaki ja idę się przejść do parku. Nie rozwalcie domu, gdy mnie nie będzie. Zrozumiano?- powiedziałam surowym tonem.
- Tak jest!- odpowiedzieli, a ja wyszłam na korytarz i ubrałam sandały.
- Ej Delly może się przejdę z tobą, co ty na to?- spytał Ellington, który w tej chwili pojawił obok mnie.
- Czemu nie. Razem zawsze jest raźniej.- odpowiedziałam wesoło, a brunet się uśmiechnął, po czym założył tenisówki.
- Okay to chodźmy.- odparł i wyszliśmy z domu.
&bbsp; - A tak w ogóle to co cię tak wzięło na wspólne spędzanie czasu ze mną?- spytałam, bo naprawdę mnie to ciekawiło. Dzisiejsze zachowanie Ellingtona mnie zastanawiało. Rano pomógł mi przy śniadanu, a teraz chce iść ze mną do parku.
- A co nie mogę spędzić trochę czasu z moją przyjaciółką? Ostatnio zauważyłem, że rzadko coś razem robimy.
- Masz rację. To dzisiaj trzeba trochę nadrobić zaległości.
- Dokładnie o tym samym pomyślałem.- uśmiechnął się do mnie.
- Co myślisz o Laurze i Vanessie?- spytałam.
- Są bardzo miłe i sympatyczne. Spoko dziewczyny.
- Tak też tak myślę tylko trochę mi głupio, że ukrywamy przed nimi, że jesteśmy R5.
- Rydel przeiceż wiesz, że w ten sposób kryjemy Rossa, bo to przecież głównie przez niego zawiesiliśmy swoją działalność.
- Tak, ale myślę, że taka przerwa jest dobra. Chociaż kocham być na scenie, grać na keyboardzie, śpiewać, ale chwila wytchnienia i odpoczynku się przydaje.
- Tak, ale kiedy my znowu staniemy na scenie?
- Nie wiem to trochę zależy od Rossa. Boję się o niego przez to nowe zadanie. To jest trudne zadanie, bo jeśli się zakocha w Laurze to będzie mu się ciężko z nią rozstać. Okropnie się czuję widząc ją, bo wiem, że ona trafi do Romwellów. Ona jest taką miłą dziewczną, a nie widomo co się z nią stanie za trzy tygodnie. Nie wiadomo co się z nami stanie.
- Delly nie myśl o tym. Nam nic nie grozi. Nie martw się wszystko kiedyś się ułoży, a Romwellowie odczepią się od Rossa.- powiedział Ell i obojął mnie opiekuńczo ramieniem. Od razu poczułam się lepiej. Przy nim wszystkie moje obawy znikają. Nie wiem dalczego tak się dzieje, ale to jest przyjemna sprawa. Cieszę się, że go mam. On jest najlepszym przyjacielem jakiego mogę mieć. Przy nim jestem sobą. Wiem, że mogę mu o wszystkim powiedzieć, bo on zawsze mnie wysłucha. Przy nim jestem szczęśliwa i nic już tego nie zmieni.
- Już ci lepiej?- spytał, ale ja nie chciałam uwalniać się z pod jego ramienia, bo dzięki temu jestem blisko niego i słyszę jego bicie serca. Jaki to jest przyjemny dźwięk.
- Już mi leiej, ale ty tak fajnie mnie obejmujesz, że nie chcę się od ciebie odsuwać.
- Wiesz ja też nie chcę, ale jak chcesz później widzieć nasze zdjęcia w gazecie z podpisem "Czy Rydel Lynch i Ellington Ratliff są parą?" to mi to nie przeszkadza.- odpowiedział. Fakt nie pomyślałam o paparazzi. Chociaż już trochę tak idziemy i może już zrobili nam zdjęcie. Jednak nie chcę widzieć takich tytułów w gazetach.
- Okay lepiej się trochę od siebie odsuńmy. Nie chcę jednak, żeby świat uważał nas za parę.- odparłam, a Ellington mnie puścił. Od razu moje miłe uczucie towarzyszące przy jego bliskości minęło. Szkoda.
- A tak w ogóle to co byłoby złego, gdyby ludzie myśleli, że jesteśmy razem?- spytał.
- Nie daliby nam spokoju. Przynajmniej bylibyśmy wolni od reporterów, bo przecież nie udzielamy jak na razie żadnych wywiadów.
- Co by było gdybyśmy byli razem?- zapytał, a mnie to pytanie trochę zdziwiło.
- Nie wiem, bo przecież jesteśmy przyjaciółmi. Ty wiesz?
- Wiesz myślę, że nasza relacja jest tak dobra, że raczej nic by się nie zmieniło. Chyba byłoby tak samo tylko z drobiazgami, które robią pary.
- Masz rację, ale co by było gdybyśmy się pokłócili? Co jeśli przestalibyśmy się wtedy do siebie odzywać? Ja nie chcę stracić naszej relacji nigdy. Chcę, żeby zawsze była taka sama.
- Tak ja też nie chcę jej zniszczyć, bo jest za dobra i nic jej nigdy nie rozerwie, a już szczególnie my sami. Za długo się znamy i przyjźnimy.- uśmiechnął się Ellington, a na moje usta również wpłynął uśmiech. To on go spowodował.
- Masz rację. Nic nigdy nie zniszczy naszej wieloletniej przyjaźni.
- Okay, a teraz może masz ochotę na loda? Zaraz dojdziemy do budki.- powiedział i wiem, że oznacza to koniec tematu. Zresztą uważam, że ten temat już sami skończyliśmy, bo przecież wszystko sobie wyjaśniliśmy.
- Okay, ale ja sama sobie kupuję.- odparłam.
- Dobrze niech ci będzie, bo i tak wiem, że jak coś postanowisz to dopniesz swojego. Bardzo dobrze cię znam Rydel Lynch.- uśmiechnął się.
- Ja też znam twój upór oraz ciebie Ellingtonie Ratliff.- również się uśmiechnęłam. Doszliśmy do budki z lodami. Ja oczywiście wzięłam truskawkowe, bo jest to mój ulubiony smak, zaś Ell wybrał czekoladowe. Z lodami i uśmiechem na ustach weszliśmy do parku. Szliśmy po żwirowej alejce, a między nami panowała przyjemna cisza. Ona też jest dobra, a szególnie, gdy nie jest niezręczna. Cisza to takie zakończenie jednej części rozmowy, żeby potem zacząć kolejną. To jest taka mała przerwa. Idąc tak przez park patrzyłam na bawiące się dzieci. Czasami trzeba na chwilę zapomnieć, że jest się dorosłym i przypomnieć sobie czasy dzieciństwa, a są to najpięknijesze lata w życiu człowieka. Powinny być, ale nie są zawsze. Ja swoje czasy młodości wspominam z uśmiechem na ustach. Już od dziecka ja i moi bracia śpiewaliśmy i graliśmy na instrumentach. Robiliśmy wstępy dla rodziców i krewnych i gdy słyszałam brawa to cieszyłam się, bo co innego może robić dziecko, gdy słyszy pochwałę. Zawsze się ucieszy. Jednak, gdy zaczynaliśmy już występować poza domem to byłam z siebie dumna. Dumna, że robię to co kocham i że to podoba się innym ludziom. Pamiętam dobrze te czasy. Jednak nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy spotkaliśmy Ellingtona. To była jedna z najlpeszych rzeczy jakie mnie spotkały. Bez niego przecież nie bylibyśmy R5. Nie założylibyśmy zespołu. Chociaż może zrobilibyśmy to, ale nie byłoby to to samo, co z Ellingtonem. On już od samego początku był nam bardzo bliski i tak jest do dziś. Naprawdę cieszę się, że jest moim przjacielem. Najleszym przycielem. To on zawsze mnie wspierał, gdy coś się wydarzyło. On był, nadal jest moją podporą życiową. Taki przyjciel to skarb i nikomu go nie oddam. Nie pozwolę na to, żeby ktoś zniszczył naszą przyjaźń. Będę strażniczką mojej przyjaźni z nim. Nikomu nie otworzę drogi do niej, bo gdybym to zrobiłam to ktoś może mi go zabrać, a ja na to nie mogę powolić. Może zachowuję się jak egoistka, ale nie wyobrażam sobie życia beż Ellingtona.
- Delly! Rydel! Jesteś jeszcze może na ziemi czy może już nie? Rydel!- krzyczał Ell i machał mi ręką przed oczami. Zamrugam kilkaktornie oczami i spojrzałam na niego. Już myślałam, że tylko Laurze zdarza się tak zamyślić, a jednak ja też tak potrafię.
- Co się stało?- spytałam.
- No wiesz od jakiś 5 minut stoisz i patrzysz się przed siebie nieprzytomnym wzrokiem. Wszytko w prządku?- spytał troskliwym tonem.
- Tak, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Ja tylko zamyśliłam się. Przepraszam cię.- odpowiedziałam.
- Przecież nie musisz przepraszć mnie za to, że się zamyśliłaś, bo każdemu się to zdarza. Nie jesteś wyjątkiem, ale dla mnie jesteś.- uśmiechnął się do mnie, a ja nie wiem czemu, ale zarumieniłam się lekko. Szybko schyliłam głowe w dół zasłaniąjąc tym samym moją twarz włosami. Chyba zaraziłam się tym od Laury i Vanessy. To w ogóle jest zaraźliwe?
- Może chodźmy już dalej, co?- spytałam nie patrząc na niego.
- Okay chodźmy.- powiedział i wiedziałam, że się uśmiecha. Za dobrze go znam. Zaczęłam iść, ale nie spojrzałam na Ella.- A tak w ogóle to ładnie ci w rumieńcach.- odezwał się, a moje policzki znowu stały się bardziej czerwone. Co się ze mną dzieje?
- Dzięki.- powiedziałam tylko to, bo na nic innego nie umiałam się zdobyć.
- Okay, a teraz co powiesz na mały wyścig stąd do fontanny?- zaproponował. Co jak co, ale on dobrze umie wybrnąć z danej sytuacji.
- Okay, ale żebyś późnej nie marudzil, że przegrałeś.- odparłam już swoim normalnym głosem, a w duchu wzrosła chęć rywalizacji.
- Ja przegram? Chyba śnisz! Ja jestem od ciebie szybszy!
- A zakład, że ja wygram?
- Okay mogę się z tobą założyć, że to ja wygram. To o co się zakładamy?
- Gdy wygram to robisz mi kolację. Nie ma to być byle jaki danie. Stoi?- spytałam i wyciągnęłam przed siebie dłoń.
- Stoi, ale jeśli ja wygram to ty mi zrobisz kolację.- odparł i uścisnął mi rękę.
- Okay.- powiedziałam i przecięłam nasze dłonie.- Czyli stąd startujemy i biegniemy do fontanny, tak?
- Tak. Licz się z przegraną.
- Aha chyba ty się licz.- odparłam i ustawiliśmy się w pozycji do startu.- Gotowi... do startu... Start!- krzyknęłam i ruszyliśmy sprintem. Co jak co, ale Ellington szybko biega. Nie mogę przegrać tego wyścigu. Ludzie patrzyli na nas dziwnie i szybko usuwali się nam z drogi, bo dwie szybko biegnące osoby mogą być trochę nieobliczalne, ale nie obchodziło mnie teraz co sobie o nas myślą, bo chciałam wygrać ten wyścig. Do fontanny było już coraz bliżej, a my ciągle szliśmy łeb w łeb. Po chwili Ell trochę wysunął się na prowadzenie, ale ja się nie poddałam i przyspieszyłam jeszcze bardziej. Już widziałam fontannę. Ostatnia prosta i... dotknęliśmy murku jednocześnie. Co? Remis? Ja chcę dogrywkę! Chociaż remis nie jest taki zły, bo w końcu nikt nie wygrał, ani nie przegrał. Co jednak nie zmienia faktu, że chciałabym wygrać. No trudno. Teraz muszę się skupić na uspokajaniu przyspieszonego oddechu. Zgięłam się w pół i dotknęłam dłońmi kolan. Starałam się oddychać spokojnie. W końcu udało mi się to i usiadłam na murki fontanny. Po chwili Ellington zrobił to samo.
- Czyli mamy remis. To jak będzie z naszym zakładem?- spytał.
- Skoro nikt nie wygrał to robimy sobie wzajemnie kolację.
- Czyli ja robię tobie, a ty mi?- spytał pewnie dla upewnienia.
- Tak i pamiętaj, że to nie ma być nic normalnego.
- Czy ty sądzisz, że ja umiem coś przygotować oprócz naleśników, jajecznicy, gofrów lub tostów? Nawet jakbym zrobił coś lepszego to nie wiem czy by mi wyszło.
- Okay nie pomyślałam o tym. Nie ważne co mi zrobisz, ale ważne, że sam to zrobisz.- uśmiechnęłam się.
- Liczy się gest, co nie?- odwzajemnił uśmiech.
- Tak.
- A tak w ogóle to masz na prawym policzku trochę loda.- powiedział, a ja zaczęłam przestałam policzek dłonią.
- Już?
- Jeszcze trochę ci zostało.
- Gdzie?- spytałam, a Ellington wyciągnął przed siebie rękę i dotknął mojego policzka ścierając pozostałość po lodzie. Wraz z jego dotykiem poczułam, że moje serce oblewa fala szczęścia. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Zauważyłam w jego oczach iskierki szczęścia. Myślę, że z moich oczu on może to samo zobaczyć. Po chwili odwróciłam wzrok. Mimo, że to trwało tylko parę sekund to wywarło na mnie duży wpływ. Czuję się szczęśliwa.
- I teraz jesteś już czysta.- powiedział Ellington.
- Dzięki.- uśmiechnęłam się i zobaczyłam w jego oczach łobuzerski błysk.
- Ale zaraz możesz być bardziej czysta.- zaśmiał się i położył mi dłoń na ramieniu, po czym popchał mnie do wody. Jednak on wylądował w niej razem ze mną, bo chyciłam jego rękę.
- Ell przez ciebie jestem teraz cała mokra! Masz za to!- powiedziałam i ochlapałam go.
- Taką bitwę chcesz ze mną rozpocząć?- uśmiechnął się łobuzersko i również mnie ochlapał. Zaczęliśmy się wzajemnie chlapać. Śmialiśmy się przy tym i dobrze się bawiliśmy. Takie coś w naszym wykonaniu jest bardzo normalne.
- Okay może już skończmy tą zabawę, co? Ludzie się na nas dziwnie patrzą.- odezwałam się.
- Okay niech ci będzie.- powiedział Ellington, po czym wyszliśmy z fontanny. Zrobiło mi się trochę zimno, więc objęłam się rękami. Zauważyłam, że chłopak robi to samo.
- Nie pomyślałeś, że będzie nam zimno po tym, gdy mnie wrzucisz do fontanny, co?
- Nie pomyślałem, ale fajnie było. Przynajmniej mieliśmy jakąś rozrywkę.- uśmiechnął się.
- Gdyby jej z tobą nie było to zdziwiłabym się trochę. Może chodźmy już do domu?
- To jest bardzo dobry pomysł.- odpowiedział Ell i ruszyliśmy. Szliśmy szybciej. Ludzie dziwnie się na nas patrzyli zresztą im się nie dziwię, bo jestemy cali mokrzy.
- Wiesz cieszę się, że chciałeś do mnie dołączyć. Bez ciebie nudziłoby mi się i nie byłoby tak fajnie.- uśmiechnęłam się do niego.
- Polecam się na przyłość.- zaśmiał się.
- Chyba częściej musimy wspólnie wychodzić.
- To jest dobry pomysł. Takie spacery są miłe, a szczególnie, gdy ty ze mną jesteś.- uśmiechnął się.
- Rocky nic nie mówił, gdy wychodziłeś?
- Chyba nie zdążył nawet zareagować, bo to szybko się stało.
- Pewnie rzuci się na ciebie i będzie mówł "dlaczego mnie opuściłeś?".- zaśmiałam się.
- Tak raczej będzie. Tak w ogóle to jak to będzie z tą kolacją? Robimy ją wspólnie czy osobno.
- Osobno, żeby była niespodzianka.
- Okay, muszę coś wymyślić, ale jak na razie to jeszcze nie wiem co mam ci zrobić.
- Ja też nie wiem.
- Rydel nie musisz się za bardzo starać. Mnie wszystko ucieszy, bo lubię jeść.
- Ciekawe czy jest coś z żelkami?
- Gdyby coś było to mi takie zrób oby tylko było dużo żelków.
- Ach ta twoja miłość do zelków. Ja naprawdę tego nie rozumiem, jak można jeść ich tyle?
- Można, bo są przepyszne. Zresztą kto nie lubi żelków?
- Mogą zdarzyć się takie osoby, które ich nie lubią. Ja jestem w tych co lubią, a ty i Rocky chyba jako jedyni w tych, którzy jedzą je nałogowo.
- Zgadzam się z tym, bo ja po prostu jestem od nich uzależniony.- uśmiechnął się.
- To jest lepsze uzależnienie od palenia, pica lub ćpania.
- Zdecydowanie tak. Może znowu się pościgamy?
- Nie, bo jesteśmy już blisko ulicy, a tam będzie większy ruch niż w parku.
- Okay szkoda, bo znow pewnie byłby nowy zakład.
- Pewnie tak. Poczekaj może zrobimy wyścig na szybkie chodzenie? Musimy dojś do samego domu, ale nie można truchtać. Może być?- spytałam.
- Może być, a zakładamy się o coś?
- Może wystarczy już tych załadów, co?
- A co boisz się, że przegrasz?- chciał mnie podjeść, ale nie ze mną te numery.
- Ja to wygram nawet bez zakładu.
- Dobra zobaczymy kto szybciej umie chodzić.
- Okay właśnie doszliśmy do chodnika.- powiedziałam i ustawiliśmy się. My chyba za dużo ze sobą rywalizujemy, ale co tam i tak fajnie się bawię.- Gotowi... do staru... start!- krzyknęłam i ruszyliśmy szybkim krokiem. Szczerze powiedziawszy to jest trudno cały czas iść, bo czasami mam ochotę trochę potruchtać. Przynajmniej wymyśliłam coś trudniejszego. Jak na razie to szliśmy łeb w łeb, ale po kilku sekundach byłam na prowadzeniu jednak Ellington zaraz się ze mną zrównał. Tak właśnie wyglądała nasza rywalizacja do samego końca. Co chwilę ktoś z nas był pierwszy, ale zaraz ta druga osoba doganiała. W końcu widać już było nasz dom. Zostały oststnie metry, ostatnie próbowane być pierwszysm, ostatnie doganianie. Już prawie jesteśmy, jeszcze tylko parę kroków i... wygrał Ellington, który w ostatnej chwili przyspieszył.
- Haha tak wygrałem! I kto tu jest mistrzem szybkiego chodzenia? Ten gość!- wskazał na siebie i cały czas się cieszył.
- To był fart, gdyby było jeszcze parę metrów to ja to bym wygrała.
- Oj Delly nie przejmuj się tym to jest tylko zabawa. No chodź tu do mnie. W nagrodę za udział możesz przytulić zwycięzcę.- powiedział i rozłożył ramiona. Ja długo się nie zastanawiałam i tylko przytuliłam się do niego, a on objął mnie w pasie. Co jak co, ale Ellington umie przytulać. Jak mi przyjemnie w jego ramionach. Tak ciepło i przytulnie.- I co już się nie smucisz, że przegrałaś?- spytał po dłuższej chwili.
- Już mi trochę lepiej.- odpowiedziałam i niechętnie poluźniliśmy uścisk, po czym odsunęliśmy się od siebie.- Wiesz jak ty fajnie przytulasz? Mogłabym tak być w twoich ramionach dłużej.
- Bo ja jestem twoich misiem do przytulania.- zaśmiał się.
- To mój osobisty misiu może wejdźmy już do domu?- uśmiechnęłam się do niego.
- Okay, ale przez to szybkie chodzenie już mi nie jest zimno.
- Mi też.- odparłam i otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Ściągnęliśmy buty. Ja od razu sierowałam się w kierunku schodów, żeby się przebrać. Jenak przechodząc obok salonu zobaczyli nas moi bracia.
- O już przyszliście? Dlaczego jesteście cali mokrzy?- spytał Ross.
- Bo Ell wepchnął mnie do fontanny, a ja go złapałam i on razem ze mną wylądował w wodzie.- odpowiedziałam. Nagle Rocky zerwał się z kanapy i podbiegł do Ellingtona, po czym rzucił się na niego (czytaj: zaczął go przytulać).
- Ell jak mogłeś mnie zostawić samego i to bez uprzedzenia! Nie miałem z kim zjeść porannej paczli żelków! Nie zostawiaj mnie więcej tak!- szlochał, a Ell tylko klepał go po plecach.
- Okay Rocky spokojnie już więcej nie wyjdę bez pożegnia się z tobą.- powiedział, po czym mój brat go puścił.
- Okay, a teraz chodź jeść ze mną żelki?- odparł Rocky i pocągnął za sobą Ella. Ja się tylko zaśmiałam.
- To ja idę się przebrać.- odezwałam się i wyszłam z salonu. Szybko pokonałam schody i weszłam do swojego pokoju. Od razu podeszłam do szafy i po chwili wyciągnęłam z niej letnią sukienkę. Wzięłam ją i poszłam do łazienki. Wytarłam się ręcznikiem i ubrałam się. Wysuszyłam jeszcze włosy i gotowa wyszłam z pomieszczenia. Położyłam się na łóżku i zaczęłam przypominać sobie dzisiejsze wydarzenia związane z Ellingtonem. Świetnie spędziłam z nim czas. Z nim nie da się nudzić. W ogóle w tym domu nigdy nie wieje nudą. Ten spacer jeśli tak można nazwać ściganie się lub chlapanie wodą w fontannie to okay, ale cieszę się, że wyszłam z domu. Gdybym poszła sama to pewnie tylko posiedziałabym na ławce i odpoczywała, a tak z Ellem przy okazji zabawiłam się trochę. Nie chce mi się tak bezczynnie leżeć i patrzeć w sufit. Podniosłam się do pozycji siedzacej i wzięłam z szafki nocnej telefon oraz słuchawki. Włączyłam muzykę i zamknęłam oczy. Chwila relaksu mi się przyda chociaż wiem, że nie potrwa to długo, ale muszę nacieszyć się chwilą spokoju. Przestałam rozmyślać i całkowicie poddałam się dźwiękom piosenki.
~*~
Wieczorem...
No pora w końcu zrobić Ellingtonowi kolację, bo w końcu zakład to zakład. Wzięłam książkę kucharską i szukałam czegoś odpowiedniego. W końcu znalazłam kanapkę z kurczakiem. Wygląda samcznie. Przeczytałam składniki. Potrzebne mi są: chleb, pierś z kurczaka, szynka, ser, masło i kwaśna śmietana. Przygotowałam je wszystkie. Jak dobrze, że na obiad zrobiłam kurczaka i mam teraz już usmażoną pierś. Okay to biorę się do roboty. Wzięłam dwie kromki chleba i posmarowałam je masłem z jednej strony, a z drugiej śmietaną. Na jedną kromkę położyłam ser, kurczaka, szynkę i ser i przykryłam drugą. Podgrzałam patelnię i położylam na niej kanapkę. Podgrzewałam ją tak długo aż ser się rozpuścił, a kurczak zagrzał. Gotowe danie położyłam na talerzu i przekroiłam na pół. Może jeszcze coś do tego zrobię? Już wiem jajecznica będzie w sam raz. Szybko ją przyrządziłam i położyłam obok kanapki. No teraz wygląda już lepiej. Teraz muszę poczekać aż Ellington mi zrobi kolację. Jestem ciekawa co wymyśli. Cokolwiek to będzie i tak się ucieszę, bo przecież on nie umie gotować. Okay trzeba znieść mu ten talerz. Wzięłam go i poszłam do salonu, w którym byli wszyscy chłopacy i grali na konsoli.
- Ellington!- zawołałam, ale nie było żadnej reakcji z jego strony, bo tak był zapatrzony w grę. Podeszłam do niego i szturchnęłam go w ramię.- Ellington!
- Co chcesz Rydel? Nie widzisz, że ja tu teraz poziom przechodzę?- odpowiedział nawet na mnie nie patrząc.
- Pamiętasz może nasz zakład z rana? Bo ja pamiętałam i już go wykonałam.- odparłam, a na spjrzał na mnie i zatrzymał grę.
- Tak pamiętam. To w takim razie możesz już dać mi talerz?
- Tak, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Gdy już zjesz idziesz do kuchni i mi robisz kolację, bo w końcu taki był zakład.
- Okay zrobię ci coś. Spokojnie już nawet wiem co.- powiedział, a ja podałam mu talerz.- Dzięki.- uśmiechnął się i wziął pierwszego gryza kanapki.- Mmm to jest pyszne. Rób mi takie coś częścej.- odparał i zajadał się kanapką.
- A mi też zrobisz też taką kanpkę?- spytał Riker.
- Nie, bo to ją robiłam, żeby wykonać zakład.- odpowiedziałam.
- To chyba muszę też się z tobą o coś założyć.
- Chciałbyś. O kolację już więcej się nie zakładam.
- Szkoda, bo taką kolację mógłbym jeść częściej.- odezwał się Ell.
- Ross, tak w ogóle to idziesz dzisiaj do Laury?- spytałam.
- Nie wiem jeszcze, ale chyba dzisiaj będzie się mnie spodziewała, więc może nie. Jutro zrobię jej niespodziankę moją obecnością.- odparł.
- Dlaczego chodzisz do niej w nocy, a nie w dzień?
- A nie wiem. Tak jest oryginalniej.
- Ciekawe co wy tam robicie.- zaśmiał się Rocky.
- Rozmawiamy, a co niby mamy innego robić?
- W nocy można robić też inne rzeczy oprócz spania i rozmawiania.- poruszał znacząco brwiami.
- Weź zachowaj te swoje zboczone myśli dla siebie, okay?
- Okay już nic nie mówię.- odparł brunet i podniósł ręce do góry.
- Rydel to było przepyszne tylko, że to co ja zrobię już raczej nie będzie takie.- odezwał się Ellington.
- Oj tam dasz sobie radę. Teraz kuchnia należy do ciebie.- odpowiedziałam, a on wstał z kanapy i poszedł do wskazanego pomieszczenia. Jestem ciekawa co on wymyślił. Nie wiem czego mogę się po nim spodziewać.
- To chłopaki wracamy do gry?- spytał Rocky.
- No pewnie to teraz ja i Ross się zmierzymy, bo ty z Ellem jak na razie nie możecie.- odparł Riker i wziął od bruneta kontroler. Ross wziął drugi i zaczęli grać. Patrzyłam na ich zmagania, bo i tak nie miałam nic lepszego do roboty. Prawie co chwilę krzyczeli "już po tobie", "giń" i inne okrzyki. Po 15 minutach Ellington wszedł do salonu i usadł obok mnie z miseczką, w której był głównie ryż, ale też inne dodatki.
- Co to jest?- spytałam.
- To jest Veggie Bowl.- odpowiedział.
- Jake tu są skladniki?
- Nie pytaj już więcej tylko jedz. Smaczengo życzę.- uśmiechnął się do mnie.
- Dzięki.- odparłam i wzięłam pierwszą łyżkę do ust. Muszę przyznać, że jest to dobre. Skąd on wytrzasnął przepis na takie coś? Bez wzgęlu skąd, ale dobre jest to danie.
- I co smakuje ci?- spytał po chwili.
- Tak i to bardzo. Musisz mi zdradzić przepis na to.
- Nie zdradzę. Jak chcesz to mogę ci takie coś robić.- uśmiechnął się.
- Okay skoro chcesz.- odpowiedziałam i również się uśmiechnęłam. Powróciłam do jedzenia dania Ellingtona. Po krótkim czasie miseczka była już pusta, ale za to ja się najadłam.
- Wiesz takie robienie sobie wzajemnie kolacji jest całkiem fajne.- odezwałam się.
- No nawet fajne. Musimy częściej się zakładać.
- A po co zaraz tam głupi zakład. Możemy tak robić ot tak.
- Okay.- uśmiechnął się.
- Jest wygrałem! I kto tu jest mistrzem? Ja jestem mistrzem!- krzyknął uradowany Ross, ale Riker za to miał kwaśną minę.
- Pfff... oszukiwałeś.- odparł Riker.
- Wygrałem bez oszustwa.
- Miałeś po prostu farta.
- Tak, tak jasne. Ty po prostu nie umiesz pogodzić się z porażką.
- Nie parawda. Ja chcę dogrywkę i zobaczysz, że ja tym razem wygram.
- No chyba śnisz, ale skoro chcesz jeszcze raz grać i przegrać to proszę bardzo.
- Chłopaki wystarczy już tych waszych gier.- odezwałam się.
- Ale ja muszę pokonać Rossa.- odparł Riker.
- Zrobisz to kiedy indziej, a teraz może obejrzmy sobie jakiś film, co?- spytałam.
- Okay.
- Dla mnie spoko.
- Możemy oglądać.
- Ja też się zgadzam.- powiedzieli po kolei wszyscy chłopcy.
- To co oglądamy?- spytał Ross.
- Co powiecie na horror?- zaproponował Rocky, a chłopaki zgodzili się.
- Okay włącz ten horror, bo z wami to i tak nic innego nie obejrzę.- odparłam.
- Ten kto się będzie bał przez cały dzień będzie chodził w sukience i to nie tylko w domu, co wy na ten zakład?- spytał Ellington, a chłopaki zgodzili się.
- Ja mogę chodzić w sukence, bo dla mnie to nic trudnego.- powiedziałam.
- Ty Delly jak nie chcesz to nie musisz robić tego zakładu.
- Fakt nie muszę, bo i tak zmięknę na początkowych scenach.
- Wiesz jakbyś się bała możesz się do mnie przytulić.- uśmiechnął się Ell.
- Okay.- również się uśmiechnęłam.
- Uwaga pora zacząc seans!- powiedział Riker i zgasił światło.
- No to zobaczymy kto będzie chodził jutro w sukenice.- odparł Rocky i film się zaczął. Już początek był straszny, a co dopiero będzie później. Nie lubię horrorów, ale czasami też trzeba się trochę pobać. Spojrzałam na chłopaków, a oni byli wpatrzeni w ekran i ani na chwilę nie spuszczali z niego wzroku. Na ich twarzach nie było widać cienia strachu. Dobrzy są. Ja bym tak nie umiała zachować kamiennej twarzy w każdej z strasznej scenie, a wybrali naprawdę przerażający film. W najgorszych momentach chwytałam Ellingtona z ramię, a często też zasłaniałam się nim. Tak właśnie leciał mi seans na ciągłym zamykaniu oczy, piszczeniu i chowaniu się za czym popadnie, a najczęściej za Ellem. W końcu nadchodził koniec horroru i coś przeczuwałam, że również najgorsza scena. Rzeczywiście tak było i ze strachu krzyknęłam i wtuliłam się w przyjaciela całym ciałem. Jednak chłopaki nie ukazali po sobie ani grama strachu. Ja naprawdę nie wiem jak oni mogą wytrzymać takie sceny.
- Eee... Rydel, czy mogłabyś odrobinę poluźnić uścisk? Dusisz mnie.- odezwał się brunet, a ja od razu się od niego odsunęłam.
- Sorki to ze strachu.- zaśmiałam się nerwowo i spojrzałam na ekran, na którym pojawiły się napisy. Uff jakoś udało mi się przetrwać ten film.
- A niech to! Dlaczego nikt się nie wystraszył?!- odezwał się Riker.
- To trzeba było krzyknąć to wtedy by ktoś to zrobił.- odparł Ross.
- Przez to nie mamy z kogo się pośmiać.- powidział Ellington.
- To może objerzymy jeszcze jeden, ale teraz jeszcze straszniejszy, co wy na to?- zaproponował Rocky, a chłopaki zgodzili się.
- To ja jednak już rezygnuję z tego horroru, bo ten był dla mnie koszmarny, a wy wybierzecie teraz jeszcze gorszy. Ja już pojdę do siebie.- odezwałam się i wstałam z kanapy, po czym wyszłam z salonu. Pokonałam schody i weszłam do swojego pokoju. Nie chce mi się już nic robić, więc pójdę się wykąpać, a później położę się do łóżka. Wzięłam swoją piżame i udałam się do łazieni. Tam umyłam się i po 20 mintuach leżałam w moim kochanym łóżeczku. Chwilę poleżałam na plecach i przypomniałam sobie dziesiejszy dzień, po czym odwróciłam się na prawy bok i po krótkim czasie zasnęłam z uśmiechem na ustach.
~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak tam wrażenia po przeczyniu rozdziału? Jest on cały o Rydellington i podoba mi się. Na tym blogu oprócz Raury stowrzę jeszcze inne paringi, żeby było ciekawiej. W następnym rozdziale będzie już trochę więcej Raury. Nie mam ochoty na dłuższą notkę, więc ją kończę. Liczę na komentarze!
Do napisania!!!
~Los Angeles, 05.07.2015r.~
★Rydel★
Obudziłam się i przeciągnęłam. Uśmiechnęłam się na wspomnienie wczorajeszego dnia. Zdecydowanie musimy częściej wychodzić z Laurą i Vanessą. Która to jest godzina? Sięgnęłam ręką do szafki nocnej, na której był mój telefon i wzięłam go. Włączyłam wyświetlacz. 9:30. Znając moich braci i przyjaciela to pewnie jeszcze śpią, bo cisza w tym domu mówi sama za siebie. Co jak co, ale jeszcze chyba nigdy się nie zdarzyło, że jest tutaj tak cicho. W tym domu zasze jest głośno, ale przyzwyczaiłam się do tego. Pora wstać, bo niedługo moje głodomory zejdą na śniadanie. Zeszłam z łóżka i podeszłam do szafy. Przeglądałam jej zawartowść i w końcu znalazłam strój na dzisiaj składający się z białej bokserki z różowym sercem na środku i jasnoniebieskich spodenek. Wzięłam jeszcze bieliznę i z tym wszystkim poszłam do swojej osobistej łazienki. W tym domu jest ich więcej. Ja mam sama, Ross ma z Rikerem, a Rocky z Ellem. Gdyby była wspólna to ciężko byłoby się do niej dostać. Ubrałam się, po czym wykonałam wszystkie poranne czynności i wyszłam z pomieszczenia. Sprawdziałam jeszcze swój wygląd w lustrze i wyszłam z pokoju. Udałam się do kuchni. Nie chce mi się jeszcze jeść, a chłopaki jeszcze nie wstali, za to chętnie się czegoś napiję. Otworzyłam szafkę i wyciągnęłam z niej pojemnik z kakaem. Z lodówki wzięłam mleko i wlałam trochę do garnuszka, po czym postawilam na kuchnence, żeby się trochę zagrzało. Wzięłam mój ulubiony różowy kubek i wsypałam do niego czetry łyżeczki proszku. Teraz tylko pozostało mi czekać na mleko. Po chwili usłyszałam kroki na schodach i po chwili w wejściu do kuchni pojwił się Ellington. Jeszcze zaspany Ellington. On tak słodko wygląda w rozczochranych włosach i nieprzytomnym spojrzeniem. Lekki uśmiech sam wkradł mi się na usta.
- Hej Ell.- przywitałam się wesoło jak zawsze miałam w swoim zwyczaju.
- Hej Delly.- odpowiedział i ziewnął, po czym usiadł za stołem.
- Chcesz może kakao?- spytałam, a on skinął głową na tak. Wyciąnęłam z szafki jego zielony kubek i wsypałam do niego proszku. Po chwili mleko już się zagrzało, więc wlałam je do kubków. Jeden podałam przyjacielowi.
- Dzięki.- powiedział, a ja uśmiechnęłam się i napiłam pysznego napoju. Przez chwilę zapanowała pomiędzy nami cisza.
- Jak się spało?- zagadałam.
- Dobrze.
- Moi bracia pewnie już niedługo się obudzą, może pomożesz mi ze śniadaniem?
- Okay chętnie ci pomogę, ale najpierw wypijmy kakao.- uśmiechnął się do mnie.
- Dobrze. Myślałam, że się nie zgodzisz. Co tak nagle stałeś się pomocny?
- A nie mogę ot tak pomóc mojej przyjaciółce?
- Możesz i to miłe.- odparłam i po chwli wypiłam swój napój. Po chwili Ell zrobił to samo, bo postawił kubek na stole.
- Okay, to co robimy na śniadanie?- spytał i wstał z krzesła.
- Może jak zwykle naleśniki?
- To jest dobry pomysł.- uśmiechnął się.- Okay to co mam robić?
- Musimy przygotować składniki, a chyba wiesz jak się robi naleśniki?
- No pewnie.- odparł, po czym przyszykowaliśmy wszystkie potrzebne rzeczy. Wyciągnęłam miskę i trzepaczkę.
- To teraz wsyp mąkę do miski.- powiedziałam, a Ellington zrobił to, a później wziął trochę białego proszku i sypnął mnie nim.- Czy ja coś mowiłam o sypaniu mnie mąką?
- Nie, ale tak jest zabawniej.- zaśmiał się, za co dostał ode mnie mąką.- Jak ja cię ubrudziłem mąką to ty się czepiasz, ale jak ty to już jest dobrze?
- A żebyś wiedział, że tak.- uśmiechnęłam się i zaczęła się bitwa na sypanie. Już po chwili cała kuchnia była biała. - Okay, ale teraz już nie sypmy się mąką, bo musimy zrobić śniadanie.
- Dobrze.- odparł Ell. Dodaliśmy resztę składników do miski, po czym wymieszałam je. Brunet w tym czasie rozgrzał dwie paletnie i po chwili nalałam na nie pierwsze naleśniki.
- Dziękuję za pomoc Ell.- uśmiechnęłam się do niego.
- Nie ma za co, przy śniadaniu to ja ci mogę pomagać, bo szybko to idzie.
- Bo jak się robi we dwóję to jest szybciej. Teraz trzeba posprzątać kuchnię z mąki. Zrobisz to, bo ja muszę pilonować naleśników.
- Ej przecież ty też mnie sypałaś, więc czemu tylko ja muszę sprzątać?
- Bo ty zacząłeś piewszy i tak jak już mówiłam ja muszę pilnować naleśników. Proszę no zrób to dla mnie.- uśmiechnęłam się do niego słodko.
- Okay niech ci będzie.- odpowiedział.
- Dzięki jesteś kochany.- odparłam i szybko cmoknęłam go w policzek. Zauważyłam, że na twarzy Ellingtona pojawiają się dwa lekkie rumieńce. On, żeby je ukryć odwrócił się i zaczął scierać mąkę z szafek. Całując go jakoś dziwnie się poczułam. Moje serce zabiło szybciej. Nie powiem, że mi się to nie podobało. Zauważyłam, że uśmiecham się sama do siebie. Ja muszę pilnować naleśników! Odwróciłam się do patelń i wzięłam z nich już dwa gotowe, po czym nalałam kolejną porcję. Po chwili usłyszałam, że ktoś zszedł po schodach.
- Hej Delly. Siema Ell.- przywitał się Ross, a ja odwróciłam się w jego stronę.
- Hej Ross.- ja i brunet odpowiedziliśmy wspólnie.
- Widzę, że ktoś tu urządził sobie bitwę na mąkę.- powiedział blondyn.
- Tak jakoś wyszło.- uśmiechnęłam się.
- Tak myślałem, że robisz naleśniki.
- A tak w ogóle to jak tam wczoraj ci poszło spotkanie z Laurą?- spytałam odwracając naleśnika na drugą stronę, po czym spojrzałam na brata.
- Dobrze. Zaproponowałem jej przyjaźń i zgodziła się.- uśmiechnął się.
- Widzę, że cię to cieszy.
- Tak cieszy mnie to.
- W jaki sposób, dla siebie czy dla zadania?- spytałam i widziałam, że chwilę się zastanawia nad odpowiedzią.
- Wiesz chyba dla siebie. Polubiłem ją i chcę spędzać z nią czas dla własnej przyjemności.
- To dobrze.- odpowiedziałam. Ucieszyła mnie jego odpowiedź. Co jak co, ale uważam, że Ross i Laura to ładna para i chciałabym, żeby byli razem, ale chyba to nie będzie im pisane przez to zadanie. Zresztą Ross nie chce się niej zakochać, ale ja już przeczuwam, że to się stanie skoro chce spędzać z nią czas dla własnej przyjemności. Będzie mi ich później szkoda. Mam nadzieję, że ten miesiąc nie zleci za szybko. Chciaż ten tydzień minął jak z bicza strzelił. Nim się obejrzę, a zobaczę cierpiącego Rossa. Nie mogę teraz o tym myśleć, ale chciałabym dla niego jak najlepiej. Zdjęłam dwa naleśniki z patelni i wlałam masę.
- Jak chcecie to już jedzcie. Macie już cztery naleśniki.- powiedziałam i odałam im talerz. Ellington i Ross od razu rzucili się na nie. Co jak co, ale my wszyscy kochamy naleśniki. Gdy minęło pół godziny w kuchni siedzieli już wszyscy i zajadali się pysznym daniem. Ja jak zawsze jem na końcu, ale przyzwyczaiłam się do tego.
- To kto dzisiaj zmywa? Wy ustalaliście grafik, więc ja nie wnikam w niego.- odezwałam się po skończonym posiłku.
- Riker.- odpowiedzieli wszyscy.
- No niestety ja.- westchnął blondyn i zebrał ze stołu wszystkie talerze, po czym podszedł do zlewu.
- Miłego zmywania życzę.- powiedzałam i wszyscy wyszliśmy z kuchni zostawiając w niej Rikera. Nie chce mi się siedzić w domu. Może gdzieś się przjedę? Tak, to jest dobry pomysł.
- Chłopaki ja idę się przejść do parku. Nie rozwalcie domu, gdy mnie nie będzie. Zrozumiano?- powiedziałam surowym tonem.
- Tak jest!- odpowiedzieli, a ja wyszłam na korytarz i ubrałam sandały.
- Ej Delly może się przejdę z tobą, co ty na to?- spytał Ellington, który w tej chwili pojawił obok mnie.
- Czemu nie. Razem zawsze jest raźniej.- odpowiedziałam wesoło, a brunet się uśmiechnął, po czym założył tenisówki.
- Okay to chodźmy.- odparł i wyszliśmy z domu.
&bbsp; - A tak w ogóle to co cię tak wzięło na wspólne spędzanie czasu ze mną?- spytałam, bo naprawdę mnie to ciekawiło. Dzisiejsze zachowanie Ellingtona mnie zastanawiało. Rano pomógł mi przy śniadanu, a teraz chce iść ze mną do parku.
- A co nie mogę spędzić trochę czasu z moją przyjaciółką? Ostatnio zauważyłem, że rzadko coś razem robimy.
- Masz rację. To dzisiaj trzeba trochę nadrobić zaległości.
- Dokładnie o tym samym pomyślałem.- uśmiechnął się do mnie.
- Co myślisz o Laurze i Vanessie?- spytałam.
- Są bardzo miłe i sympatyczne. Spoko dziewczyny.
- Tak też tak myślę tylko trochę mi głupio, że ukrywamy przed nimi, że jesteśmy R5.
- Rydel przeiceż wiesz, że w ten sposób kryjemy Rossa, bo to przecież głównie przez niego zawiesiliśmy swoją działalność.
- Tak, ale myślę, że taka przerwa jest dobra. Chociaż kocham być na scenie, grać na keyboardzie, śpiewać, ale chwila wytchnienia i odpoczynku się przydaje.
- Tak, ale kiedy my znowu staniemy na scenie?
- Nie wiem to trochę zależy od Rossa. Boję się o niego przez to nowe zadanie. To jest trudne zadanie, bo jeśli się zakocha w Laurze to będzie mu się ciężko z nią rozstać. Okropnie się czuję widząc ją, bo wiem, że ona trafi do Romwellów. Ona jest taką miłą dziewczną, a nie widomo co się z nią stanie za trzy tygodnie. Nie wiadomo co się z nami stanie.
- Delly nie myśl o tym. Nam nic nie grozi. Nie martw się wszystko kiedyś się ułoży, a Romwellowie odczepią się od Rossa.- powiedział Ell i obojął mnie opiekuńczo ramieniem. Od razu poczułam się lepiej. Przy nim wszystkie moje obawy znikają. Nie wiem dalczego tak się dzieje, ale to jest przyjemna sprawa. Cieszę się, że go mam. On jest najlepszym przyjacielem jakiego mogę mieć. Przy nim jestem sobą. Wiem, że mogę mu o wszystkim powiedzieć, bo on zawsze mnie wysłucha. Przy nim jestem szczęśliwa i nic już tego nie zmieni.
- Już ci lepiej?- spytał, ale ja nie chciałam uwalniać się z pod jego ramienia, bo dzięki temu jestem blisko niego i słyszę jego bicie serca. Jaki to jest przyjemny dźwięk.
- Już mi leiej, ale ty tak fajnie mnie obejmujesz, że nie chcę się od ciebie odsuwać.
- Wiesz ja też nie chcę, ale jak chcesz później widzieć nasze zdjęcia w gazecie z podpisem "Czy Rydel Lynch i Ellington Ratliff są parą?" to mi to nie przeszkadza.- odpowiedział. Fakt nie pomyślałam o paparazzi. Chociaż już trochę tak idziemy i może już zrobili nam zdjęcie. Jednak nie chcę widzieć takich tytułów w gazetach.
- Okay lepiej się trochę od siebie odsuńmy. Nie chcę jednak, żeby świat uważał nas za parę.- odparłam, a Ellington mnie puścił. Od razu moje miłe uczucie towarzyszące przy jego bliskości minęło. Szkoda.
- A tak w ogóle to co byłoby złego, gdyby ludzie myśleli, że jesteśmy razem?- spytał.
- Nie daliby nam spokoju. Przynajmniej bylibyśmy wolni od reporterów, bo przecież nie udzielamy jak na razie żadnych wywiadów.
- Co by było gdybyśmy byli razem?- zapytał, a mnie to pytanie trochę zdziwiło.
- Nie wiem, bo przecież jesteśmy przyjaciółmi. Ty wiesz?
- Wiesz myślę, że nasza relacja jest tak dobra, że raczej nic by się nie zmieniło. Chyba byłoby tak samo tylko z drobiazgami, które robią pary.
- Masz rację, ale co by było gdybyśmy się pokłócili? Co jeśli przestalibyśmy się wtedy do siebie odzywać? Ja nie chcę stracić naszej relacji nigdy. Chcę, żeby zawsze była taka sama.
- Tak ja też nie chcę jej zniszczyć, bo jest za dobra i nic jej nigdy nie rozerwie, a już szczególnie my sami. Za długo się znamy i przyjźnimy.- uśmiechnął się Ellington, a na moje usta również wpłynął uśmiech. To on go spowodował.
- Masz rację. Nic nigdy nie zniszczy naszej wieloletniej przyjaźni.
- Okay, a teraz może masz ochotę na loda? Zaraz dojdziemy do budki.- powiedział i wiem, że oznacza to koniec tematu. Zresztą uważam, że ten temat już sami skończyliśmy, bo przecież wszystko sobie wyjaśniliśmy.
- Okay, ale ja sama sobie kupuję.- odparłam.
- Dobrze niech ci będzie, bo i tak wiem, że jak coś postanowisz to dopniesz swojego. Bardzo dobrze cię znam Rydel Lynch.- uśmiechnął się.
- Ja też znam twój upór oraz ciebie Ellingtonie Ratliff.- również się uśmiechnęłam. Doszliśmy do budki z lodami. Ja oczywiście wzięłam truskawkowe, bo jest to mój ulubiony smak, zaś Ell wybrał czekoladowe. Z lodami i uśmiechem na ustach weszliśmy do parku. Szliśmy po żwirowej alejce, a między nami panowała przyjemna cisza. Ona też jest dobra, a szególnie, gdy nie jest niezręczna. Cisza to takie zakończenie jednej części rozmowy, żeby potem zacząć kolejną. To jest taka mała przerwa. Idąc tak przez park patrzyłam na bawiące się dzieci. Czasami trzeba na chwilę zapomnieć, że jest się dorosłym i przypomnieć sobie czasy dzieciństwa, a są to najpięknijesze lata w życiu człowieka. Powinny być, ale nie są zawsze. Ja swoje czasy młodości wspominam z uśmiechem na ustach. Już od dziecka ja i moi bracia śpiewaliśmy i graliśmy na instrumentach. Robiliśmy wstępy dla rodziców i krewnych i gdy słyszałam brawa to cieszyłam się, bo co innego może robić dziecko, gdy słyszy pochwałę. Zawsze się ucieszy. Jednak, gdy zaczynaliśmy już występować poza domem to byłam z siebie dumna. Dumna, że robię to co kocham i że to podoba się innym ludziom. Pamiętam dobrze te czasy. Jednak nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy spotkaliśmy Ellingtona. To była jedna z najlpeszych rzeczy jakie mnie spotkały. Bez niego przecież nie bylibyśmy R5. Nie założylibyśmy zespołu. Chociaż może zrobilibyśmy to, ale nie byłoby to to samo, co z Ellingtonem. On już od samego początku był nam bardzo bliski i tak jest do dziś. Naprawdę cieszę się, że jest moim przjacielem. Najleszym przycielem. To on zawsze mnie wspierał, gdy coś się wydarzyło. On był, nadal jest moją podporą życiową. Taki przyjciel to skarb i nikomu go nie oddam. Nie pozwolę na to, żeby ktoś zniszczył naszą przyjaźń. Będę strażniczką mojej przyjaźni z nim. Nikomu nie otworzę drogi do niej, bo gdybym to zrobiłam to ktoś może mi go zabrać, a ja na to nie mogę powolić. Może zachowuję się jak egoistka, ale nie wyobrażam sobie życia beż Ellingtona.
- Delly! Rydel! Jesteś jeszcze może na ziemi czy może już nie? Rydel!- krzyczał Ell i machał mi ręką przed oczami. Zamrugam kilkaktornie oczami i spojrzałam na niego. Już myślałam, że tylko Laurze zdarza się tak zamyślić, a jednak ja też tak potrafię.
- Co się stało?- spytałam.
- No wiesz od jakiś 5 minut stoisz i patrzysz się przed siebie nieprzytomnym wzrokiem. Wszytko w prządku?- spytał troskliwym tonem.
- Tak, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Ja tylko zamyśliłam się. Przepraszam cię.- odpowiedziałam.
- Przecież nie musisz przepraszć mnie za to, że się zamyśliłaś, bo każdemu się to zdarza. Nie jesteś wyjątkiem, ale dla mnie jesteś.- uśmiechnął się do mnie, a ja nie wiem czemu, ale zarumieniłam się lekko. Szybko schyliłam głowe w dół zasłaniąjąc tym samym moją twarz włosami. Chyba zaraziłam się tym od Laury i Vanessy. To w ogóle jest zaraźliwe?
- Może chodźmy już dalej, co?- spytałam nie patrząc na niego.
- Okay chodźmy.- powiedział i wiedziałam, że się uśmiecha. Za dobrze go znam. Zaczęłam iść, ale nie spojrzałam na Ella.- A tak w ogóle to ładnie ci w rumieńcach.- odezwał się, a moje policzki znowu stały się bardziej czerwone. Co się ze mną dzieje?
- Dzięki.- powiedziałam tylko to, bo na nic innego nie umiałam się zdobyć.
- Okay, a teraz co powiesz na mały wyścig stąd do fontanny?- zaproponował. Co jak co, ale on dobrze umie wybrnąć z danej sytuacji.
- Okay, ale żebyś późnej nie marudzil, że przegrałeś.- odparłam już swoim normalnym głosem, a w duchu wzrosła chęć rywalizacji.
- Ja przegram? Chyba śnisz! Ja jestem od ciebie szybszy!
- A zakład, że ja wygram?
- Okay mogę się z tobą założyć, że to ja wygram. To o co się zakładamy?
- Gdy wygram to robisz mi kolację. Nie ma to być byle jaki danie. Stoi?- spytałam i wyciągnęłam przed siebie dłoń.
- Stoi, ale jeśli ja wygram to ty mi zrobisz kolację.- odparł i uścisnął mi rękę.
- Okay.- powiedziałam i przecięłam nasze dłonie.- Czyli stąd startujemy i biegniemy do fontanny, tak?
- Tak. Licz się z przegraną.
- Aha chyba ty się licz.- odparłam i ustawiliśmy się w pozycji do startu.- Gotowi... do startu... Start!- krzyknęłam i ruszyliśmy sprintem. Co jak co, ale Ellington szybko biega. Nie mogę przegrać tego wyścigu. Ludzie patrzyli na nas dziwnie i szybko usuwali się nam z drogi, bo dwie szybko biegnące osoby mogą być trochę nieobliczalne, ale nie obchodziło mnie teraz co sobie o nas myślą, bo chciałam wygrać ten wyścig. Do fontanny było już coraz bliżej, a my ciągle szliśmy łeb w łeb. Po chwili Ell trochę wysunął się na prowadzenie, ale ja się nie poddałam i przyspieszyłam jeszcze bardziej. Już widziałam fontannę. Ostatnia prosta i... dotknęliśmy murku jednocześnie. Co? Remis? Ja chcę dogrywkę! Chociaż remis nie jest taki zły, bo w końcu nikt nie wygrał, ani nie przegrał. Co jednak nie zmienia faktu, że chciałabym wygrać. No trudno. Teraz muszę się skupić na uspokajaniu przyspieszonego oddechu. Zgięłam się w pół i dotknęłam dłońmi kolan. Starałam się oddychać spokojnie. W końcu udało mi się to i usiadłam na murki fontanny. Po chwili Ellington zrobił to samo.
- Czyli mamy remis. To jak będzie z naszym zakładem?- spytał.
- Skoro nikt nie wygrał to robimy sobie wzajemnie kolację.
- Czyli ja robię tobie, a ty mi?- spytał pewnie dla upewnienia.
- Tak i pamiętaj, że to nie ma być nic normalnego.
- Czy ty sądzisz, że ja umiem coś przygotować oprócz naleśników, jajecznicy, gofrów lub tostów? Nawet jakbym zrobił coś lepszego to nie wiem czy by mi wyszło.
- Okay nie pomyślałam o tym. Nie ważne co mi zrobisz, ale ważne, że sam to zrobisz.- uśmiechnęłam się.
- Liczy się gest, co nie?- odwzajemnił uśmiech.
- Tak.
- A tak w ogóle to masz na prawym policzku trochę loda.- powiedział, a ja zaczęłam przestałam policzek dłonią.
- Już?
- Jeszcze trochę ci zostało.
- Gdzie?- spytałam, a Ellington wyciągnął przed siebie rękę i dotknął mojego policzka ścierając pozostałość po lodzie. Wraz z jego dotykiem poczułam, że moje serce oblewa fala szczęścia. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Zauważyłam w jego oczach iskierki szczęścia. Myślę, że z moich oczu on może to samo zobaczyć. Po chwili odwróciłam wzrok. Mimo, że to trwało tylko parę sekund to wywarło na mnie duży wpływ. Czuję się szczęśliwa.
- I teraz jesteś już czysta.- powiedział Ellington.
- Dzięki.- uśmiechnęłam się i zobaczyłam w jego oczach łobuzerski błysk.
- Ale zaraz możesz być bardziej czysta.- zaśmiał się i położył mi dłoń na ramieniu, po czym popchał mnie do wody. Jednak on wylądował w niej razem ze mną, bo chyciłam jego rękę.
- Ell przez ciebie jestem teraz cała mokra! Masz za to!- powiedziałam i ochlapałam go.
- Taką bitwę chcesz ze mną rozpocząć?- uśmiechnął się łobuzersko i również mnie ochlapał. Zaczęliśmy się wzajemnie chlapać. Śmialiśmy się przy tym i dobrze się bawiliśmy. Takie coś w naszym wykonaniu jest bardzo normalne.
- Okay może już skończmy tą zabawę, co? Ludzie się na nas dziwnie patrzą.- odezwałam się.
- Okay niech ci będzie.- powiedział Ellington, po czym wyszliśmy z fontanny. Zrobiło mi się trochę zimno, więc objęłam się rękami. Zauważyłam, że chłopak robi to samo.
- Nie pomyślałeś, że będzie nam zimno po tym, gdy mnie wrzucisz do fontanny, co?
- Nie pomyślałem, ale fajnie było. Przynajmniej mieliśmy jakąś rozrywkę.- uśmiechnął się.
- Gdyby jej z tobą nie było to zdziwiłabym się trochę. Może chodźmy już do domu?
- To jest bardzo dobry pomysł.- odpowiedział Ell i ruszyliśmy. Szliśmy szybciej. Ludzie dziwnie się na nas patrzyli zresztą im się nie dziwię, bo jestemy cali mokrzy.
- Wiesz cieszę się, że chciałeś do mnie dołączyć. Bez ciebie nudziłoby mi się i nie byłoby tak fajnie.- uśmiechnęłam się do niego.
- Polecam się na przyłość.- zaśmiał się.
- Chyba częściej musimy wspólnie wychodzić.
- To jest dobry pomysł. Takie spacery są miłe, a szczególnie, gdy ty ze mną jesteś.- uśmiechnął się.
- Rocky nic nie mówił, gdy wychodziłeś?
- Chyba nie zdążył nawet zareagować, bo to szybko się stało.
- Pewnie rzuci się na ciebie i będzie mówł "dlaczego mnie opuściłeś?".- zaśmiałam się.
- Tak raczej będzie. Tak w ogóle to jak to będzie z tą kolacją? Robimy ją wspólnie czy osobno.
- Osobno, żeby była niespodzianka.
- Okay, muszę coś wymyślić, ale jak na razie to jeszcze nie wiem co mam ci zrobić.
- Ja też nie wiem.
- Rydel nie musisz się za bardzo starać. Mnie wszystko ucieszy, bo lubię jeść.
- Ciekawe czy jest coś z żelkami?
- Gdyby coś było to mi takie zrób oby tylko było dużo żelków.
- Ach ta twoja miłość do zelków. Ja naprawdę tego nie rozumiem, jak można jeść ich tyle?
- Można, bo są przepyszne. Zresztą kto nie lubi żelków?
- Mogą zdarzyć się takie osoby, które ich nie lubią. Ja jestem w tych co lubią, a ty i Rocky chyba jako jedyni w tych, którzy jedzą je nałogowo.
- Zgadzam się z tym, bo ja po prostu jestem od nich uzależniony.- uśmiechnął się.
- To jest lepsze uzależnienie od palenia, pica lub ćpania.
- Zdecydowanie tak. Może znowu się pościgamy?
- Nie, bo jesteśmy już blisko ulicy, a tam będzie większy ruch niż w parku.
- Okay szkoda, bo znow pewnie byłby nowy zakład.
- Pewnie tak. Poczekaj może zrobimy wyścig na szybkie chodzenie? Musimy dojś do samego domu, ale nie można truchtać. Może być?- spytałam.
- Może być, a zakładamy się o coś?
- Może wystarczy już tych załadów, co?
- A co boisz się, że przegrasz?- chciał mnie podjeść, ale nie ze mną te numery.
- Ja to wygram nawet bez zakładu.
- Dobra zobaczymy kto szybciej umie chodzić.
- Okay właśnie doszliśmy do chodnika.- powiedziałam i ustawiliśmy się. My chyba za dużo ze sobą rywalizujemy, ale co tam i tak fajnie się bawię.- Gotowi... do staru... start!- krzyknęłam i ruszyliśmy szybkim krokiem. Szczerze powiedziawszy to jest trudno cały czas iść, bo czasami mam ochotę trochę potruchtać. Przynajmniej wymyśliłam coś trudniejszego. Jak na razie to szliśmy łeb w łeb, ale po kilku sekundach byłam na prowadzeniu jednak Ellington zaraz się ze mną zrównał. Tak właśnie wyglądała nasza rywalizacja do samego końca. Co chwilę ktoś z nas był pierwszy, ale zaraz ta druga osoba doganiała. W końcu widać już było nasz dom. Zostały oststnie metry, ostatnie próbowane być pierwszysm, ostatnie doganianie. Już prawie jesteśmy, jeszcze tylko parę kroków i... wygrał Ellington, który w ostatnej chwili przyspieszył.
- Haha tak wygrałem! I kto tu jest mistrzem szybkiego chodzenia? Ten gość!- wskazał na siebie i cały czas się cieszył.
- To był fart, gdyby było jeszcze parę metrów to ja to bym wygrała.
- Oj Delly nie przejmuj się tym to jest tylko zabawa. No chodź tu do mnie. W nagrodę za udział możesz przytulić zwycięzcę.- powiedział i rozłożył ramiona. Ja długo się nie zastanawiałam i tylko przytuliłam się do niego, a on objął mnie w pasie. Co jak co, ale Ellington umie przytulać. Jak mi przyjemnie w jego ramionach. Tak ciepło i przytulnie.- I co już się nie smucisz, że przegrałaś?- spytał po dłuższej chwili.
- Już mi trochę lepiej.- odpowiedziałam i niechętnie poluźniliśmy uścisk, po czym odsunęliśmy się od siebie.- Wiesz jak ty fajnie przytulasz? Mogłabym tak być w twoich ramionach dłużej.
- Bo ja jestem twoich misiem do przytulania.- zaśmiał się.
- To mój osobisty misiu może wejdźmy już do domu?- uśmiechnęłam się do niego.
- Okay, ale przez to szybkie chodzenie już mi nie jest zimno.
- Mi też.- odparłam i otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Ściągnęliśmy buty. Ja od razu sierowałam się w kierunku schodów, żeby się przebrać. Jenak przechodząc obok salonu zobaczyli nas moi bracia.
- O już przyszliście? Dlaczego jesteście cali mokrzy?- spytał Ross.
- Bo Ell wepchnął mnie do fontanny, a ja go złapałam i on razem ze mną wylądował w wodzie.- odpowiedziałam. Nagle Rocky zerwał się z kanapy i podbiegł do Ellingtona, po czym rzucił się na niego (czytaj: zaczął go przytulać).
- Ell jak mogłeś mnie zostawić samego i to bez uprzedzenia! Nie miałem z kim zjeść porannej paczli żelków! Nie zostawiaj mnie więcej tak!- szlochał, a Ell tylko klepał go po plecach.
- Okay Rocky spokojnie już więcej nie wyjdę bez pożegnia się z tobą.- powiedział, po czym mój brat go puścił.
- Okay, a teraz chodź jeść ze mną żelki?- odparł Rocky i pocągnął za sobą Ella. Ja się tylko zaśmiałam.
- To ja idę się przebrać.- odezwałam się i wyszłam z salonu. Szybko pokonałam schody i weszłam do swojego pokoju. Od razu podeszłam do szafy i po chwili wyciągnęłam z niej letnią sukienkę. Wzięłam ją i poszłam do łazienki. Wytarłam się ręcznikiem i ubrałam się. Wysuszyłam jeszcze włosy i gotowa wyszłam z pomieszczenia. Położyłam się na łóżku i zaczęłam przypominać sobie dzisiejsze wydarzenia związane z Ellingtonem. Świetnie spędziłam z nim czas. Z nim nie da się nudzić. W ogóle w tym domu nigdy nie wieje nudą. Ten spacer jeśli tak można nazwać ściganie się lub chlapanie wodą w fontannie to okay, ale cieszę się, że wyszłam z domu. Gdybym poszła sama to pewnie tylko posiedziałabym na ławce i odpoczywała, a tak z Ellem przy okazji zabawiłam się trochę. Nie chce mi się tak bezczynnie leżeć i patrzeć w sufit. Podniosłam się do pozycji siedzacej i wzięłam z szafki nocnej telefon oraz słuchawki. Włączyłam muzykę i zamknęłam oczy. Chwila relaksu mi się przyda chociaż wiem, że nie potrwa to długo, ale muszę nacieszyć się chwilą spokoju. Przestałam rozmyślać i całkowicie poddałam się dźwiękom piosenki.
~*~
Wieczorem...
No pora w końcu zrobić Ellingtonowi kolację, bo w końcu zakład to zakład. Wzięłam książkę kucharską i szukałam czegoś odpowiedniego. W końcu znalazłam kanapkę z kurczakiem. Wygląda samcznie. Przeczytałam składniki. Potrzebne mi są: chleb, pierś z kurczaka, szynka, ser, masło i kwaśna śmietana. Przygotowałam je wszystkie. Jak dobrze, że na obiad zrobiłam kurczaka i mam teraz już usmażoną pierś. Okay to biorę się do roboty. Wzięłam dwie kromki chleba i posmarowałam je masłem z jednej strony, a z drugiej śmietaną. Na jedną kromkę położyłam ser, kurczaka, szynkę i ser i przykryłam drugą. Podgrzałam patelnię i położylam na niej kanapkę. Podgrzewałam ją tak długo aż ser się rozpuścił, a kurczak zagrzał. Gotowe danie położyłam na talerzu i przekroiłam na pół. Może jeszcze coś do tego zrobię? Już wiem jajecznica będzie w sam raz. Szybko ją przyrządziłam i położyłam obok kanapki. No teraz wygląda już lepiej. Teraz muszę poczekać aż Ellington mi zrobi kolację. Jestem ciekawa co wymyśli. Cokolwiek to będzie i tak się ucieszę, bo przecież on nie umie gotować. Okay trzeba znieść mu ten talerz. Wzięłam go i poszłam do salonu, w którym byli wszyscy chłopacy i grali na konsoli.
- Ellington!- zawołałam, ale nie było żadnej reakcji z jego strony, bo tak był zapatrzony w grę. Podeszłam do niego i szturchnęłam go w ramię.- Ellington!
- Co chcesz Rydel? Nie widzisz, że ja tu teraz poziom przechodzę?- odpowiedział nawet na mnie nie patrząc.
- Pamiętasz może nasz zakład z rana? Bo ja pamiętałam i już go wykonałam.- odparłam, a na spjrzał na mnie i zatrzymał grę.
- Tak pamiętam. To w takim razie możesz już dać mi talerz?
- Tak, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Gdy już zjesz idziesz do kuchni i mi robisz kolację, bo w końcu taki był zakład.
- Okay zrobię ci coś. Spokojnie już nawet wiem co.- powiedział, a ja podałam mu talerz.- Dzięki.- uśmiechnął się i wziął pierwszego gryza kanapki.- Mmm to jest pyszne. Rób mi takie coś częścej.- odparał i zajadał się kanapką.
- A mi też zrobisz też taką kanpkę?- spytał Riker.
- Nie, bo to ją robiłam, żeby wykonać zakład.- odpowiedziałam.
- To chyba muszę też się z tobą o coś założyć.
- Chciałbyś. O kolację już więcej się nie zakładam.
- Szkoda, bo taką kolację mógłbym jeść częściej.- odezwał się Ell.
- Ross, tak w ogóle to idziesz dzisiaj do Laury?- spytałam.
- Nie wiem jeszcze, ale chyba dzisiaj będzie się mnie spodziewała, więc może nie. Jutro zrobię jej niespodziankę moją obecnością.- odparł.
- Dlaczego chodzisz do niej w nocy, a nie w dzień?
- A nie wiem. Tak jest oryginalniej.
- Ciekawe co wy tam robicie.- zaśmiał się Rocky.
- Rozmawiamy, a co niby mamy innego robić?
- W nocy można robić też inne rzeczy oprócz spania i rozmawiania.- poruszał znacząco brwiami.
- Weź zachowaj te swoje zboczone myśli dla siebie, okay?
- Okay już nic nie mówię.- odparł brunet i podniósł ręce do góry.
- Rydel to było przepyszne tylko, że to co ja zrobię już raczej nie będzie takie.- odezwał się Ellington.
- Oj tam dasz sobie radę. Teraz kuchnia należy do ciebie.- odpowiedziałam, a on wstał z kanapy i poszedł do wskazanego pomieszczenia. Jestem ciekawa co on wymyślił. Nie wiem czego mogę się po nim spodziewać.
- To chłopaki wracamy do gry?- spytał Rocky.
- No pewnie to teraz ja i Ross się zmierzymy, bo ty z Ellem jak na razie nie możecie.- odparł Riker i wziął od bruneta kontroler. Ross wziął drugi i zaczęli grać. Patrzyłam na ich zmagania, bo i tak nie miałam nic lepszego do roboty. Prawie co chwilę krzyczeli "już po tobie", "giń" i inne okrzyki. Po 15 minutach Ellington wszedł do salonu i usadł obok mnie z miseczką, w której był głównie ryż, ale też inne dodatki.
- Co to jest?- spytałam.
- To jest Veggie Bowl.- odpowiedział.
- Jake tu są skladniki?
- Nie pytaj już więcej tylko jedz. Smaczengo życzę.- uśmiechnął się do mnie.
- Dzięki.- odparłam i wzięłam pierwszą łyżkę do ust. Muszę przyznać, że jest to dobre. Skąd on wytrzasnął przepis na takie coś? Bez wzgęlu skąd, ale dobre jest to danie.
- I co smakuje ci?- spytał po chwili.
- Tak i to bardzo. Musisz mi zdradzić przepis na to.
- Nie zdradzę. Jak chcesz to mogę ci takie coś robić.- uśmiechnął się.
- Okay skoro chcesz.- odpowiedziałam i również się uśmiechnęłam. Powróciłam do jedzenia dania Ellingtona. Po krótkim czasie miseczka była już pusta, ale za to ja się najadłam.
- Wiesz takie robienie sobie wzajemnie kolacji jest całkiem fajne.- odezwałam się.
- No nawet fajne. Musimy częściej się zakładać.
- A po co zaraz tam głupi zakład. Możemy tak robić ot tak.
- Okay.- uśmiechnął się.
- Jest wygrałem! I kto tu jest mistrzem? Ja jestem mistrzem!- krzyknął uradowany Ross, ale Riker za to miał kwaśną minę.
- Pfff... oszukiwałeś.- odparł Riker.
- Wygrałem bez oszustwa.
- Miałeś po prostu farta.
- Tak, tak jasne. Ty po prostu nie umiesz pogodzić się z porażką.
- Nie parawda. Ja chcę dogrywkę i zobaczysz, że ja tym razem wygram.
- No chyba śnisz, ale skoro chcesz jeszcze raz grać i przegrać to proszę bardzo.
- Chłopaki wystarczy już tych waszych gier.- odezwałam się.
- Ale ja muszę pokonać Rossa.- odparł Riker.
- Zrobisz to kiedy indziej, a teraz może obejrzmy sobie jakiś film, co?- spytałam.
- Okay.
- Dla mnie spoko.
- Możemy oglądać.
- Ja też się zgadzam.- powiedzieli po kolei wszyscy chłopcy.
- To co oglądamy?- spytał Ross.
- Co powiecie na horror?- zaproponował Rocky, a chłopaki zgodzili się.
- Okay włącz ten horror, bo z wami to i tak nic innego nie obejrzę.- odparłam.
- Ten kto się będzie bał przez cały dzień będzie chodził w sukience i to nie tylko w domu, co wy na ten zakład?- spytał Ellington, a chłopaki zgodzili się.
- Ja mogę chodzić w sukence, bo dla mnie to nic trudnego.- powiedziałam.
- Ty Delly jak nie chcesz to nie musisz robić tego zakładu.
- Fakt nie muszę, bo i tak zmięknę na początkowych scenach.
- Wiesz jakbyś się bała możesz się do mnie przytulić.- uśmiechnął się Ell.
- Okay.- również się uśmiechnęłam.
- Uwaga pora zacząc seans!- powiedział Riker i zgasił światło.
- No to zobaczymy kto będzie chodził jutro w sukenice.- odparł Rocky i film się zaczął. Już początek był straszny, a co dopiero będzie później. Nie lubię horrorów, ale czasami też trzeba się trochę pobać. Spojrzałam na chłopaków, a oni byli wpatrzeni w ekran i ani na chwilę nie spuszczali z niego wzroku. Na ich twarzach nie było widać cienia strachu. Dobrzy są. Ja bym tak nie umiała zachować kamiennej twarzy w każdej z strasznej scenie, a wybrali naprawdę przerażający film. W najgorszych momentach chwytałam Ellingtona z ramię, a często też zasłaniałam się nim. Tak właśnie leciał mi seans na ciągłym zamykaniu oczy, piszczeniu i chowaniu się za czym popadnie, a najczęściej za Ellem. W końcu nadchodził koniec horroru i coś przeczuwałam, że również najgorsza scena. Rzeczywiście tak było i ze strachu krzyknęłam i wtuliłam się w przyjaciela całym ciałem. Jednak chłopaki nie ukazali po sobie ani grama strachu. Ja naprawdę nie wiem jak oni mogą wytrzymać takie sceny.
- Eee... Rydel, czy mogłabyś odrobinę poluźnić uścisk? Dusisz mnie.- odezwał się brunet, a ja od razu się od niego odsunęłam.
- Sorki to ze strachu.- zaśmiałam się nerwowo i spojrzałam na ekran, na którym pojawiły się napisy. Uff jakoś udało mi się przetrwać ten film.
- A niech to! Dlaczego nikt się nie wystraszył?!- odezwał się Riker.
- To trzeba było krzyknąć to wtedy by ktoś to zrobił.- odparł Ross.
- Przez to nie mamy z kogo się pośmiać.- powidział Ellington.
- To może objerzymy jeszcze jeden, ale teraz jeszcze straszniejszy, co wy na to?- zaproponował Rocky, a chłopaki zgodzili się.
- To ja jednak już rezygnuję z tego horroru, bo ten był dla mnie koszmarny, a wy wybierzecie teraz jeszcze gorszy. Ja już pojdę do siebie.- odezwałam się i wstałam z kanapy, po czym wyszłam z salonu. Pokonałam schody i weszłam do swojego pokoju. Nie chce mi się już nic robić, więc pójdę się wykąpać, a później położę się do łóżka. Wzięłam swoją piżame i udałam się do łazieni. Tam umyłam się i po 20 mintuach leżałam w moim kochanym łóżeczku. Chwilę poleżałam na plecach i przypomniałam sobie dziesiejszy dzień, po czym odwróciłam się na prawy bok i po krótkim czasie zasnęłam z uśmiechem na ustach.
~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak tam wrażenia po przeczyniu rozdziału? Jest on cały o Rydellington i podoba mi się. Na tym blogu oprócz Raury stowrzę jeszcze inne paringi, żeby było ciekawiej. W następnym rozdziale będzie już trochę więcej Raury. Nie mam ochoty na dłuższą notkę, więc ją kończę. Liczę na komentarze!
Do napisania!!!
piątek, 2 października 2015
LBA
Dzisiaj nie przychodzę do was z rozdziałem, ale jak już tytuł mówi z LBA. Zostałam nominowana przez Alex Rover. Dziękuję, że mnie nominowałaś. Bardzo się a tego cieszę.:D Jeśli chodzi o rozdział to pojawi się jutro. Ten tydzień miałam tak zawalony nauką i zadaniami, że dopiero dzisiaj znalazłam więcej czasu na LBA. Nie będę się już więcej rozpisywać i jedziemy z pytaniami. :)
1. Czy masz jakieś zwierzątko?
Mam psa, który wabi się Misiu.
2. Co sądzisz o uchodźcach?
To jest trudne pytanie. Nie znam się zbytnio na polityce, ale nie ważne. Szczerze, to trochę mi ich szkoda, a szczególnie matek z dziećmi. Zresztą ci ludzie uciekli ze swojego kraju, w którym jest wojna. Myśleli, że w Europie znajdą nowe miejsce do życia, a tu co? Niektóre kraje nie chcą ich przyjąć. Nie wnikam w głębszy sens tego tematu, bo nie wiem co mogę jeszcze napisać o uchodźcach.
3. Do jakiego kraju wyprowadziłabyś się najchętniej?
USA. Jeśli chodzi o miasto to Nowy Jork lub Los Angeles.
4. Aktor, za którego chcesz wyjść?
Ross Lynch haha. Dobra zostawię go Laurze.:D Taylor Lautner może być. Zmierzch się kłania. :)
5. Ulubiony kosmetyk?
Nie używam zbyt dużo kosmetyków, bo nie maluję się. Jednak nie mogę obyć się bez toniku i fliudu. Bez odrobiny tego drugiego nie wyjdę z domu. :)
6. Ukochany sklep?
Reserved i Sinsay. Nie potrafię się zdecydować na jeden.
7. Jaki masz stosunek do sklepów z odzieżą używaną?
Nie mam nic do nich, ale nie kupuję tam ubrań.
8. Książka, która skończyła się tak, że miałaś ochotę rzucić nią o ścianę?
Nie pamiętam takiej książki. Jednak czytając niektóre momenty ,,Kwiatów na poddaszu" Virginii C. Andrews to miałam ochotę rzucić książką przez złość. Jak ta babcia i matka mogły tak traktować dzieci!?
9. Piosenka, którą lubisz, ale musisz mieć nastrój na słuchanie jej?
Nie mam takiej piosenki. Mogę słuchać wszystkich piosenek bez względu na mój nastrój. Na przykład R5 mogę słuchać o każdej porze i wiele razy, a te utwory i tak mi się nie znudzą. :)
10. Czy miałaś kiedyś tak, że podobał ci się niezbyt urodziwy chłopiec?
Niezbyt urodziwy chłopiec nie. Jednak podobał mi się taki chłopak, ale nie był on brzydki, ale też nie był przystojny. Taki przeciętny. Mogę nawet powiedzieć, że byłam nim przez pewien czas zauroczona, ale długo do tego dochodziłam, bo nie chciałam się przyznać samej sobie, a jemu to już w ogóle. Jednak to minęło.
11. Jak (w skali od 1 do 10) bardzo kochasz swoje łóżko?
10! Kocham swoje łóżeczko, moją kołderkę, poduszeczkę.:) Bardzo lubię się w nim wylegiwać i nie mam ochoty z niego wychodzić. Szczególnie, gdy trzeba wstawać o nieludzkiej porze do szkoły. Zresztą to właśnie w łóżku w mojej głowie narodził się pomysł na założenie bloga i fragmenty pierwszego i skończonego już opowiadania.
To tyle jeśli chodzi o mnie.
Nominowani:
1. Abi
2. Pinni Pay
3. Ania Fanka
4. Szylwia
5. Karcia Lynch
6. Cristal
7. Patrycja-choclate Lynch
8. Savannah Lynch ;3
Moje pytania:
1. Jak zaczęła się twoja przygoda z bloggerem?
2. Ulubiony cytat?
3. Jaki masz styl ubioru?
4. Ulubiony aktor i aktorka?
5. Co sądzisz o R5?
6. Film, którego nienawidzisz?
7. Jaki był najlepszy i najgorszy dzień twojego życia?
8. Co myślisz o Routney?
9. Czym się interesujesz?
10. Ulubiona piosenka z nowego albumu R5?
11. Jak zareagowałaś na nominację?
1. Czy masz jakieś zwierzątko?
Mam psa, który wabi się Misiu.
2. Co sądzisz o uchodźcach?
To jest trudne pytanie. Nie znam się zbytnio na polityce, ale nie ważne. Szczerze, to trochę mi ich szkoda, a szczególnie matek z dziećmi. Zresztą ci ludzie uciekli ze swojego kraju, w którym jest wojna. Myśleli, że w Europie znajdą nowe miejsce do życia, a tu co? Niektóre kraje nie chcą ich przyjąć. Nie wnikam w głębszy sens tego tematu, bo nie wiem co mogę jeszcze napisać o uchodźcach.
3. Do jakiego kraju wyprowadziłabyś się najchętniej?
USA. Jeśli chodzi o miasto to Nowy Jork lub Los Angeles.
4. Aktor, za którego chcesz wyjść?
Ross Lynch haha. Dobra zostawię go Laurze.:D Taylor Lautner może być. Zmierzch się kłania. :)
5. Ulubiony kosmetyk?
Nie używam zbyt dużo kosmetyków, bo nie maluję się. Jednak nie mogę obyć się bez toniku i fliudu. Bez odrobiny tego drugiego nie wyjdę z domu. :)
6. Ukochany sklep?
Reserved i Sinsay. Nie potrafię się zdecydować na jeden.
7. Jaki masz stosunek do sklepów z odzieżą używaną?
Nie mam nic do nich, ale nie kupuję tam ubrań.
8. Książka, która skończyła się tak, że miałaś ochotę rzucić nią o ścianę?
Nie pamiętam takiej książki. Jednak czytając niektóre momenty ,,Kwiatów na poddaszu" Virginii C. Andrews to miałam ochotę rzucić książką przez złość. Jak ta babcia i matka mogły tak traktować dzieci!?
9. Piosenka, którą lubisz, ale musisz mieć nastrój na słuchanie jej?
Nie mam takiej piosenki. Mogę słuchać wszystkich piosenek bez względu na mój nastrój. Na przykład R5 mogę słuchać o każdej porze i wiele razy, a te utwory i tak mi się nie znudzą. :)
10. Czy miałaś kiedyś tak, że podobał ci się niezbyt urodziwy chłopiec?
Niezbyt urodziwy chłopiec nie. Jednak podobał mi się taki chłopak, ale nie był on brzydki, ale też nie był przystojny. Taki przeciętny. Mogę nawet powiedzieć, że byłam nim przez pewien czas zauroczona, ale długo do tego dochodziłam, bo nie chciałam się przyznać samej sobie, a jemu to już w ogóle. Jednak to minęło.
11. Jak (w skali od 1 do 10) bardzo kochasz swoje łóżko?
10! Kocham swoje łóżeczko, moją kołderkę, poduszeczkę.:) Bardzo lubię się w nim wylegiwać i nie mam ochoty z niego wychodzić. Szczególnie, gdy trzeba wstawać o nieludzkiej porze do szkoły. Zresztą to właśnie w łóżku w mojej głowie narodził się pomysł na założenie bloga i fragmenty pierwszego i skończonego już opowiadania.
To tyle jeśli chodzi o mnie.
Nominowani:
1. Abi
2. Pinni Pay
3. Ania Fanka
4. Szylwia
5. Karcia Lynch
6. Cristal
7. Patrycja-choclate Lynch
8. Savannah Lynch ;3
Moje pytania:
1. Jak zaczęła się twoja przygoda z bloggerem?
2. Ulubiony cytat?
3. Jaki masz styl ubioru?
4. Ulubiony aktor i aktorka?
5. Co sądzisz o R5?
6. Film, którego nienawidzisz?
7. Jaki był najlepszy i najgorszy dzień twojego życia?
8. Co myślisz o Routney?
9. Czym się interesujesz?
10. Ulubiona piosenka z nowego albumu R5?
11. Jak zareagowałaś na nominację?
sobota, 26 września 2015
Rozdział 9
"I'm talking about starting out as friends" ~ "Mówię o rozpoczęciu, jako przyjaciele" - Here Comes Forever
~Los Angeles, 04.07.2015r~
★Laura★
Otworzyłam oczy i ponownie je zamknęłam, bo poraziły mnie promienie słonecze. Odwróciłam się na drugi bok i ponownie otworzyłam powieki. Zobaczyłam, że Vanessa miała ręce i nogi na ciele Rydel. Wyglądało to bardzo zabawnie, więc wstałam i wzięłam z biurka mój tefon i zrobiłam im zdjęcie. Przy okazji zauważyłam, że jest 9:05. Zazwyczaj wstaję jakieś pół godziny później, ale ta pora mi nie przeszkadza. Teraz już przecież nie zasnę, a nie zamierzam budzić dziewczyn. Po cichu podeszłam do drzwi balkonowych i otworzyłam je, po czym wyszłam na zewnątrz. Oparłam ręce o barierkę i patrzyłam na prześliczny ogród. On mnie codziennie zachwyca. To poranne wpatrywanie się w ogród to chyba już moja tradycja, bo przecież przez te cztery dni odkąd tutaj mieszkam to robię i wiem, że mi to zostanie. Zresztą kocham ten widok, więc to mnie utwierdza w tym przekonaniu. Nie umiem wyrazić piękna tego ogrodu słowami. Zużyłabym wszystkie synonimy wyrazu "piękny". To miejsce byłoby jeszcze piękniejsze, gdyby stałoby się w nim coś wyjątkowego. Coś co na długo zachowałoby się w mojej pamięci. Jednak i bez tego to miejsce jest cudowne i gdy na nie patrzę to jestem szczęśliwa. Niby to tylko podziwianie ogrodu, ale jednak daje mi to przyjemność. Są różne rodzaje szczęścia: z jakiegoś wydarzenia, z przebywania z ukochaną osobą, bądź z przyjaciółmi, osiągnięcia jakiegoś sukcesu albo szczęście ze zwykłych rzeczy takich jak moja, czyli patrzenie na ogród. Każdego cieszy co innego i każdy odczuwa je na swój sposób. Nie ma przepisu na radość, bo ona przychodzi sama w jakimś momencie w życiu. Sprawia nam ona przyjemność. Ja jestem szczęśliwa, ze spotkałam Lynchów, bo to dzięki nim zobaczyłam prawdziwe oblicze radości. Wiem, że znam ich tylko jeden dzień no Rydel dwa, ale to dzięki nim na mojej twarzy zagościł uśmiech. Szczery uśmiech. Głupio się czuję, że wszystkich okłamałam, ale prawda szybko wyszła na jaw. Nawet, gdyby tak się nie stało to nie wytrzymałabym dłużej z tym kłamstwem. Mimo, że nie było ono jakoś bardzo duże, ale zawsze to było kłamstwo. Trzeba już w końcu wyjaśnić to reszcie rodzeństa Rydel. Ten rozdział trzeba już zakończyć. Zdecydowanie wolę żyć w szczerości, bo ona jest lepsza. Skoro mam powiedzieć prawdę Lynchom to trzeba do nich iść. Tylko, żeby ich odwiedzić Rydel i Vanessa muszą się obudzić, a jak na razie to się na to nie zanosi. Nie chcę ich budzić, bo jak pójdziemy do domu blondynki to chłopaki będą pewnie jeszcze spać. Spojrzałam na nie. Tak słodko spały, ale muszę je obudzić, bo co ja mam robić sama? Jakby tu je postawić na nogi? To musi być jakieś nietypowa pobudka. Wylanie im wody na głowę nie jest oryginalne, ale za to zniesienie do wanny to byłoby już coś. Tylko, że ja nie dam rady ich przenieść. Co by tu im zrobić? Hmmm... O już wiem! Włączę telewizor i dam na jakiś kanal muzyczny, a później dam dźwięk na maksa. Od razu się obudzą. Okay to biorę się do roboty. Weszłam do środka pokoju i podeszłam do telewizora i włączyłam go. Dźwięk był cichy, więc Van i Rydel się nie obudziły. Przełączyłam na kanał z muzyką, chwyciłam pilota do ręki i patrząc na dziewczyny pogłosiłam na maksa dźwięk. One natychmiast poderwały się z podłogi i patrzyły po całym pokoju rozkojarzonym spojrzeniem. Po chwili ich wzrok padł na mnie.
- Laura, dlaczego włączyłaś tak głośno dźwięk?- spytała Vanessa.
- A tak jakoś zachciało mi się posłuchać muzyki z samego rana.- uśmiechnęłam się słodko.
- Okay, ale nie mogłaś na słuchawkach?- odezwała się Rydel.
- Zapomniałam o nich.
- Tak jasne zapomniałaś. Przyznaj się, że zrobiłaś to celowo.- powiedziała moja siotra.
- Nie prawda.- starałam się powiedzieć to normalnym głosem, ale trochę zapiszczałam i nie mogłam również ukryć uśmiechu wdzierającego mi się na twarz. Pewnie się przez to zdradziłam. Rydel i Vanessa spojrzały na siebie, a ja nie wiedziałam o co im chodzi. Jednak, gdy natychmiast poderwały się z podłogi z poduszkami w rękach już wiedziałam co to oznacza.
- Za to, że nas obudziłaś to przywitaj się z naszymy przyjaciółkami!- krzyknęła blondynka i we dwie rzuciły się na mnie i zaczęły okładać poduszkami. Ja nawet nie miałam się jak bronić, bo po pierwsze nie miałam poduszki, a po drugie były we dwie i były przeciwko mnie. Leżałam na podłodze i zasłaniałam się rękami. Wszystkie śmiałyśmy się.
- Możecie już przestać?- spytałam.
- Możemy, ale gdy przyznasz się, że obudziłaś nas celowo i nas za to przeprosisz.- odparła Vanesa i na obie na chwilę przestały mnie atakować.
- Okay przyznaję się, że zrobiłam to celowo i przepraszam, że was obudziłam.- odpowiedziałam, a dziewczyny odrzuciły poduszki.
- Okay umowa to umowa.- uśmiechnęła się Rydel i pomogła mi wstać. Usiadłyśmy na kanapie i odpoczywałyśmy.
- A tak w ogóle to po co nas obudziłaś?- spytała moja siostra.
- Wiecie pomyślałam, że chłopakom też należy powiedzieć prawdę.- odparłam.
- Oni już o tym wiedzą.- powiedziała blondynka.
- Wiem, ale im też należą się przeprosiny i wyjaśnienia.
- Masz rację Lau.- przytaknęła Van.
- Okay to kiedy chcecie do nich iść?- spytała Rydel.
- Może nawet teraz?- zaproponowałam.
- Okay.
- Mi tam pasuje, bo i tak idę do domu.
- Okay, ale oni jeszcze nie będą spali?- spytała moja siostra.
- Pewnie tak, ale zależy która jest godzina. Która jest?- powiedziała Rydel.
- Jak się obudziłam to była dziewiąta.- odpowiedziałam.
- Czyli chłopaki napewno śpią. Oj już się boję w jakim stanie zastanę dom. Wiem, że napewno coś zrobili, więc nie unikną kary.
- A może akurat nic nie zrobili.- powiedziała Van, a Rydel się zaśmiała.
- Znam dobrze moich braci i wiem, że gdy mnie nie ma w domu to zawsze coś zmalują. Mieszkam już z nimi 21 lat pod jednym dachem, więc bardzo dobrze wiem na co ich stać.
- To czyli idziemy teraz do nich?- spytałam.
- Tak i musimy zrobić im porządną pobudkę.- odparła blondynka. Oj już się boję co ona wymyśli. Trochę współczuję chłopakom.
- Okay to teraz koniec tego siedzenia, bo pora się wyszykować do wyjścia.- powiedziała Vanessa i wszystkie wstałyśmy z kanapy. Moja siotra poszła do swojego pokoju się ubrać.
- To ja Rydel też zrobię to samo. Idę do garderoby, a ty możesz iść do łazienki.
- Okay, a pokażesz mi swoją garderobę?- spytała blondynka.
- No pewnie. Chodź za mną.- uśmiechnęłam się i poszłam do wskazanego pomieszczenia i otworzyłam drzwi. Zapaliłam światło.
- Wow... ile ty masz ubrań.- westchnęła Rydel i weszła do środka.- Chciałabym mieć taką garderobę.
- To nic wielkiego. Ja tam wolę mieć przyjaciół.
- Wierz mi ja też, ale naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem jeśli chodzi o wasz dom.
- Ja mogłabym nie być bogata, bo pieniądze nie są dla mnie najważniejsze w życiu. Mogłabym żyć jak normalna dziewczyna w moim wieku. Nie chodziłam do szkoły, nie miałam przyjaciół, chłopaka, nie mam żadnych życiowych doświadczeń. Po prostu to bogactwo przez całe moje życie nie pozwalało mi żyć normalnie. Nie jestem taka jak inne córki milionerów i się z tego cieszę, bo nie chciałabym być taka. Wolę być taka jaka jestem.- skończyłam mój monolog.
- Wiesz za co was polubiłam?
- Za co?
- Za to, że jesteście naprawdę wspaniałymi dziewczynami. Nie obchodzi mnie to, że jesteście bogate, bo ja tak samo jak ty wyznaję w życiu wartości inne niż pieniądze. Gdy pierwszy raz was spotkałam to ani przez chwilę nie pomyślałam, że wy jesteście córkami milionerów, bo zachowywałyście się jak zwyczajne dziewczyny w tym wieku. Nawet ta wasza tajemnica nie przeszkadzała mi w tym, żeby was lubić. Naprawdę jeszcze nigdy nie spotkałam takich dzewczyn jakimi wy jesteście. Już wiem, że to jest początek naszej przyjaźni.- uśmiechnęła się Rydel.
- Cieszę się, że tak myślisz. Naprawdę mieć taką przyjaciółkę jak ty to wielke szczęście.- również się uśmiechnęłam, po czym przytuliłyśmy się.
- No fajnie nam się gadało, ale chyba już czas się ubrać, bo za chwilę Vanessa do nas przyjdzie.
- Jej szykowanie się zajmie jeszcze trochę czasu. Ona bardzo długo zastanawia się nad wyborem ubrań. Potrafi zmienić swój strój co najmniej trzy razy, ale to gdy nie wychodzi gdzieś pozoza dom, a teraz pewnie nadal jeszcze nie jest gotowa.- zaśmiałam się.
- Okay to ja już pójdę do łazienki.- uśmiechnęła się Rydel i wszyła z mojej garderoby. Ten dzień już dobrze się zaczyna, a co będzie później po spotkaniu z Lynchami i Ellingtonem? Westvhnęłam i poszukałam stroju na dzisiaj. Wybrałam krótkie, dżinsowe spodenki i błękitną bokserkę. Po ubraniu się podeszłam do toaletki i rozszesałam włosy. Zostawiłam je naturalne, czyli lekko pofalowane. Zrobiłam sobie lekki makijaż składający się z tuszu do rzęs i błyszczyka. Jeszcze raz sprawdziłam swój wygląd. Tak jestem już gotowa. Wyszłam z garderoby, a w pokoju zastałam już Rydel i Vanessę, które rozmawiały.
- To co idziemy już?- odezwałam się, a one spojrzały na mnie.
- Tak pewnie.- odparły wspólnie, po czym się zaśmiały.
- Rydel znasz nas dwa dni i tobie też już zdarza się mówić jednocześnie z Vanessą?- zaśmiałam się.
- To chyba jest zaraźliwe.- blondynka również się zaśmiała.
- To co idziemy?- spytałam, a one przytaknęły głowami, po czym wstały z kanapy. Wyszłyśmy z mojego pokoju i zeszłyśmy na dół do kuchni.
- Dzień dobry Natalie.- powiedziałam ja i Van, a Rydel to samo tylko bez imienia.
- Dzień dobry.- przywitała się miło kobieta.
- Wychodzimy do domu Rydel. Nie wiem, o której wrócimy.- odparła Vanessa.
- Dobrze bawcie się dobrze, ale może najpierw zdjęcie śniadanie?- spytała gosposia, a my spojrzałyśmy na siebie i przytaknęłyśmy głowami.- To tak jak zawsze naleśniki?
- A jakżeby inaczej.- uśmiechnęłam się, a Natalie zabrała się za robienie dania.
- Zostajemy w kuchni czy idziemy do jadalni?- spytała moja siostra.
- Mi to jest obojętne. Rydel ty jesteś naszym gościem, więc tu możesz zdeydować.- powiedziałam.
- Możemy zostać tutaj. Zresztą lubię przesiadywać w kuchni.- uśmiechnęła się blondynka i usiadłyśmy za wysokim blatem.- Wiecie dziwnie się czuję nie robiąc śniadania. Robię to codziennie, wiec już się przyzwyczaiłam do tego.
- No widzisz. Jednak brakuje ci twoich braci?- zaśmiała się Van.
- Nie. Chociaż trochę dziwnie się bez nich czuję. Ach to przyzwyczajenie. Jednak czasami przydaje mi się od nich wolne. Zdecydowanie.
- Teraz znowu do nich wrócisz i pewnie nie będziesz zadowolona, gdy oni coś zmalują. Ciekawe czy wtedy będziesz za nimi tęsknić?- zaśmiałam się.
- Napewno nie będę. Pewnie będę miała ich dość. Jednak do tego też już się przyzwyczaiłam. Za długo mieszkam z czterema chłopakami pod jednym dachem i po prostu nie wyobrażam sobie życia bez nich.- uśmiechnęła się Rydel.
- Ja tam do nich nic nie mam, ale ja nie mieszkam z nimi.- powiedziła Van.
- A co chciałabyś się zamienić? Musiałabyś robić im trzy posiłki dziennie, sprzątać, pilnować ich i dawać im kary, gdy coś przeskrobią. Teraz chciałabyś się zamienić?
- Wiesz, chyba niekoniecznie.- zaśmiała się moja siotra.
- Wiedziałam, że się nie zamienisz. Jestem ciekawa jakbyś ty z nimi wyglądała.
- Pewnie po pewnym czasie zachowywałabym się tak jak ty.
- Nawet cię widzę w mojej roli, gdy na nich krzyczę.
- Tak? Naprawdę?
- Chociaż sama nie wiem, ale tak jest mi dobrze tak jak jest. Ja naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez chłopaków.- uśmiechnęła się Rydel.
- Wiecie byłoby bardzo ciekawie gdybyście się zamieniły.- odezwałam się.
- Tak, ale ja jednak chyba każda z nas woli takie życie jakie ma.- odpowiedziała Vanessa.
- Tak jest najlepiej.- odparła blondynka.
- No dziewczyny naleśniki już gotowe.- powiedziała Natalie i podała nam talerze. Zaciągnęłam się ich zapachem. Zdecydowanie to moje ulubione śniadanie.
- Mmm... robi pani naprawdę świetne naleśniki.- odezwała się Rydel.
- Dziękuję. Robie je już wiele lat, a Laura i Vanessa przepadają z nimi.- uśmiechnęła się kobieta.
- Tak masz rację.- powiedziała Van. W końcu naleśniki zniknęły z naszych talerzy tak szybko jak się pojawiły.
- To teraz idziemy do ciebie, co nie Delly?- spytałam.
- Tak. Jestem ciekawa czy chłopaki jeszcze śpią. Jak tak to zgotujemy im pobudkę. Mam też nadzieję, że dom nie wygląda jakby wybuchła w nim bomba.- odpowiedziała blondynka, po czym poszłyśmy na korytarz, żeby założyć buty i wyszłyśmy z domu. Po 20 minutach, spędzonych na rozmowie, śmianiu się i wspominaniu wczorajszej nocy, doszłyśmy do domu Rydel.
- W razie czego przygotujcie się na widok, który zobaczycie. Oni nie mogą być w domu sami, bo wtedy zasze coś wykombinują.- powiedziała blondynka i otworzyła drzwi. Z korytarzem napewno nic się nie stało, bo jest w takim samym stanie, co wcześniej. Poszłyśmy do salonu. O nim z całym pewnościa nie mogę powiedzieć tego samego co o korytarzu. Było w nim dużo ludzi, którzy spali na czym popadanie. Na ścianach i kanapie były plamy, wszędzie walało się dużo pustych butelek po alkoholu. Widzę, że Lynchowie i Ellington urządzili sobie wczoraj imprezę. Rozgladałam się po salonie aż natrafiłam wzrokiem na Rossa. Spał przywiązany do nogi od stołu, miał na szyi obrożę, ubrany był w różową sukienkę, a na czole miał długi róg w tym samym kolorze. On chyba robił za jednorożca jeśli się nie mylę. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu wdzierajcego mi się na usta. To wygląda bardzo komicznie. Starałam się nie wybuchnąć śmiechem. Spojrzałam na Rydel, która ani trochę nie była skłonna do śmiechu. Wręcz przeciwnie, była cała czerwona na twarzy i wszystko lustrowała wściekły spojrzeniem. Wiedziałam, że za chwilę wybuchnie i tylko czekałam na to.
- Riker! Ross! Rocky! Ellington! Wstawać mi tu natychmiast! - krzyknęła, a wszyscy śpiący ludzie razem z jej braćmi i przyjacielem obudzili się. Co jak co, ale Rydel to ma głośny krzyk. Chłopaki jak ją zobaczyli od razu się przestraszyli.- Do szeregu zbiórka!- rozkazała, a oni natychmiast się podnieśli i stanęli na baczność. Niestety Ross nie móg wykonać tego zadania.- Lau odwiążesz Rossa?- spytała mnie Rydel swoim naturalym głosem. Jak ona to robi?
- Tak.- odpowiedziałam i podeszłam do niego, po czym uklęknęłam.- Hej Ross.- przywitałam się i uśmiechnęłam do niego.
- Hej Laura, a co ty tutaj robisz?- spytał, a ja odwiązałam sznurek od nogi stołu.
- Przyszłam razem z Rydel do was. Teraz podnieś trochę wyżej głowe, bo muszę zdjąć ci obrożę.- powiedziałam, a on zrobił to. Nasze spojrzenia się spotkały, a nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu. Ross chyba też tak ma, bo również patrzy tylko mi w oczy. Po chwili otrząsnęłam się i skierowałam spojrzenie na obrożę, po czym odpięłam ją z szyi blondyna, który tą czynność obserwował, a dokładniej mówiąc parzył na moje dłonie.
- I już jesteś wolny.- uśmiechnęłam się lekko.
- Dziękuję. Jestem ciekawy jak na znalazła się na mojej szyi.
- Byliście pijani, więc pewnie nie pamiętasz. Tak w ogóle to zauważyłeś może jak jesteś ubrany?- spytałam, a on spojrzał na sukienkę.
- Kto mnie w to ubrał?- spytał zdziwony.
- Dodatkowo jeszcze masz róg na czole.- wskazałan na niego, a on dotknął go i zdjął z głowy.- Chyba na tej imprezie robiłeś za jednorożca.- zaśmiałam się.
- Pewnie tak.- Ross również się zaśmiał.
- Ross nie zagaduj mi tu Laury tylko w tej chwili dołącz do szeregu!- krzyknęła Rydel, a on natychmiast poderwał się z ziemi i stanął na baczność obok Ellingtona. Ja też wstałam i podeszłam do blondynki. Zorientowałam się, że wszyscy uczestnicy imprezy już znikli z domu. Za chwilę Rydel pewnie wygłosi kazanie chłopakom. Już im współczuję.
- Czy was naprawdę nie można zostawić samych w domu na noc?! Nie, nie można, bo cztery małpy mieszkające tutaj robią sobie w tym czasie imprezkę, a w dodatku dom wygląda jak pobojowisko! Co wam strzeliło znowu do tych głów?! Kto to wymyślił?!- przewędrowała po wszystich groźnym wzrokiem.
- To Riker!- odpowiedzili wszyscy wspólnie i wskazali na najstarszego.
- Co?! To nie byłem ja!- zaprał się blondyn.
- Nie radzę wam teraz kłamać, bo jak się nie przyznacie to dostanecie gorszą karę. Więc, który to zrobił?! Niech winny przyzna się po dobroci.
- Okay to byłem ja.- odparł Riker i spuścił głowę.
- Ty? Skąd przyszedł ci do głowy ten pomysł?- spytała już trochę normalniejszym głosem, ale cały czas słychać było złość.
- Nudziło nam się wszystkim i wpadłem na pomysł, żeby zrobić imprezę. Ciebie nie było, więc skorzystaliśmy z okazji. Myśleliśmy, że przyjedziesz później i do tego czasu zdążymy posprzątać. Taka jest prawda. Chłopaki mogą potwierdzić.- odpowiedział blondyn, a reszta pokiwała zgodnie głowami.
- Okay dobrze, że się przyznaliście, ale kara i tak musi być. Przez dwa tygodnie zmywacie naczynia po każdym posiłku. Ja nie będę decydowała kto kiedy, bo to już wy sami ustalicie. Teraz w półgodziny macie posprzątać i doprowadzić cały dom do stanu w jakim był wcześniej. Jeśli się nie wyrobicie to przedłużę wam karę do trzech tygodni. Czas start!- krzyknęła Rydel, a chłopcy natychmiast zerwali się z miejsca i zaczęli biegać po całym salonie.
- Wow oni to mają zryw.- odezwała się Vanessa.
- Motywacja robi swoje.- powiedziała blondynka.- Nie przeszkadzajmy im. Chodźcie do mojego pokoju.
- Okay.- ja i Van odpowiedziałyśmy wspólnie i poszłyśmy za naszą przyjaciółką na górę. Stanęłyśmy przed pdrzwiami z różowym napisem "Królestwo Rydel".
- Zapraszam do mojego królestwa.- uśmiechnęła się i otrzyła drzwi, po czym weszłyśmy do środka.
- Masz bardzo ładny pokój.- powiedziałam rozgladając się po wnętrzu.
- Dziękuję sama go wymyśliłam.- odparła blondynka.
- Już widać, że twoim ulubionem jest różowy.- odezwała się Vanessa.
- Tak mam słabość do tego koloru.
- Naprawdę twój pokój jest bardzo miło urządzony. Jest taki przytulny.
- Tak, też o nim tak myślę. Jednak mój pokój w stosunku do waszych to jest nic takiego. Chociaż i tak wolę mój.
- Swoje zawsze najlepsze.- uśmiechnęłam się.
- Dziewczyny przepraszam was na chwilkę, ale muszę się przebrać, bo mam na sobie wczorajsze ubrania. Usiądźcie sobie na łóżku, a ja przebiorę się w swojej łazience.
- Okay.- ja i Van odpowiedziałysmy wspólnie i usiadłyśmy. Rydel podeszła do szafy i po chwili wyciągnęła z niej jakieś ubrania i poszła z nimi do łazienki. Rozglądałam się po pokoju. Naprawdę mi się podobał. Jest taki miły i przytulny, aż chce się w nim siedzieć. Z dołu słyszę hałasy i dźwięki szybkich kroków. Trochę współczuję chłopakom, ale już wiem do czego są zdolni po opowiadaniach Rydel, więc nie dziwię się jej, że tak na to zareagowała. Jednak cały czas nie mogę zapmnieć o spojrzeniu Rossa. Mimo, że ta chwila trwała krótko to wywarła na mnie uczucia, których nigdy nie czułam. Jego oczy tak jak wtedy gdy wszedł do mojego pokoju mnie zahipnotyzowały i nie mogłam oderwać od nich wzroku. Jego obecność wywiera na mnie duży wpływ. Przy nim po prostu czuję się szczęśliwa i nie wiem czym to jest spowodowne. Pewnie gdybym powiedziała o tych odczuciach Vanessie lub Rydel to pewnie stwierdziłby, że się w nim zakochałam. Jednak jak nie sądzę, żeby tak było. Jeszcze przecież go nie znam, więc to byłoby tylko zauroczenie jego wyglądem, bo charakteru nie znam. Naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje, ale przy Rossie czuję się inaczej niż przy Jake'u. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest. Jestem w takiej sytuacji dopiero pierwszy raz. Nie mam życiowych doświadczeń. Nawet nie mogłam ich przeżyć, bo niby jak to zrobić siedząc całymi dniami w domu. Odkąd pamiętam zawsze marzyłam o prawdziwej przyjaźni, a gdy zaczęłam dorastać to również o miłości. Wiem, że pierwsza rzecz już zaczyna się spełniać. Mogę nawet stwierdzić, że już się spełniła. Na miłość jeszcze muszę poczekać, ale ona też w końcu mnie spotka. Chcę poznać chłopaka, który będzie jednocześnie moim przyjacielem i chłopakiem. Nie wiem czy tak może być, ale chciałabym tak. Myślę, że prawdziwa miłość rodzi się z przyjaźni. Przyjaźniąc się ufamy sobie wzajemnie, wspieramy się w ciężkich chwilach, cieszymy się sobą, ale czasami możemy się zakochać. Wtedy wydaje nam się, że wszstko się zepsuje, gdy wyjwimy uczucia drugiej osobie, ale często się zdarza, że ta druga połówa czuje dokładnie to samo. Wtedy zaczyna się rodzić miłość. Zdecydowanie czytałam za dużo książek o miłości, a nic pdobnego nie przeżyłam. Jednak chciałabym tak się zakochać. Zakochać się w przyjacielu. Najlepszym przyjacielu. To jest moje nowe marzenie, które nie wiem czy się spełni. Mam nadzieję, że tak. Wtedy byłabym szczęśliwa, bo spełnianie marzeń jest bardzo przyjemną rzeczą.
- Laura! Laura! Żyjesz tam czy może już nie?! Laura!- usłyszałam krzyki i poszułam, że ktoś szarpie mnie za ramię. Tym ktosiem była moja siotra. Znowu się za długo zamyśliłam, ale to samo jakoś tak się dzieje i ja na to nic nie poradzę.
- Tak?- spytałam.
- Czyli już powróciłaś z powrotem na ziemię. Wołam cię tak już dobre dwie minuty, a ty w ogóle nie reagowałaś.- powiedziała Vanessa. Zauważyłam, że Rydel też już jest w pokoju. Chyba naprawdę długo byłam w świecie moich myśli.
- Przepraszam was, ale ja nie panuję nad tym kiedy się zamyślę.- odparłam.
- Szczerze, to ja już się trochę przyzwyczaiłam do tego.- uśmiechnęła się blondynka.
- Przyzwyczajaj się do tego, bo Laura jeszcze często będzie tak robiła.- powiedziała moja siotra.
- Mów sama za siebie.- odpowiedziałam.
- Okay ja już na ten temat się nie odzywam, ale i ta wiem swoje.- zaśmiała się.
- Jestem ciekawa jak idzie chłopakom.- zmieniłam temat.
- Teraz pewnie ganiają po całym domu i porządkują wszystko. Wiem, że wyrobią się w czasie. Zresztą jak chcecie to możemy do nich zajrzeć. Pod moim okiem będą jeszcze szybsi i dokładniejsi.- odparła Rydel.
- Okay możemy do nich iść. Chętnie zobaczę jak zabijają się o własne nogi.- zaśmiała się Vanessa. Wstałyśmy z łóżka i wyszłyśmy z pokoju, po czym zeszłyśmy na dół. Poszłyśmy do salonu, a chłopaki rzeczywiście szybko się uwijali, a gdy zobaczyli Rydel to odrobinę się przerazili. Minęło chyba jakieś 10 minut, a oni już prawie doprowadzili cały salon do porządku. Mają niezłe tempo. Patrzyłyśmy tak na nich jeszcze tyle samo czasu, aż oni skończyli i padli zmęczeni na kanapę.
- No brawo chłopaki! Wyrobiliście się w 20 minut. Gratuluję.- odezwała się Rydel, a oni lekko się uśmiechnęli.
- Może z tej okazji, że zrobiliśmy wszystko wcześniej to może skrócisz nam karę?- spytał Rocky i zrobił szczenięce oczka.
- Muszę pomyśleć chwilę. Skroro zostało wam jeszcze 10 minut to skrócę wam karę o dwa dni i więcej już nie wytargujecie.- odpowiedziała blondynka, a chłopaki uśmiechnęli się.
- Dziękujemy Rydel.- odparli.
- Te dwa dni mniej to i tak lepiej.- powiedział Ellington.
- Macie i się cieszcie. Znajacie moją litość.- uśmiechnęła się Rydel.
- A tak w ogóle to, po co Laura i Vanessa tutaj przyszły?- spytał Riker, a ja i moja siotra spojrzałyśmy na siebie. Pora już całkowice pozbyć się tego kłamstwa. Ten rozdział już za chwilę będzie zamknięty. Już więcej nie zamierzam ich okłamywać.
- My przyszłyśmy tutaj, bo chciałyśmy wam się do czegoś przyznać mimo, że w już znacie prawdę.- odezwałam się i skinęłam głową na Van, żeby teraz ona mówiła.
- Chodzi nam o to, że nie byłyśmy z wami do końca szczere, bo my nie nazywamy się Morasso tylko Marano i jesteśmy córkami milionerów.
- Przepraszamy was. My tylko chciałyśmy mieć przyjaciół, którzy nie będą lubić nas ze względu na pieniądze tylko przez to jakie jesteśmy. Przepraszamy was. Nie obrazicie się na nas, prawda?- powiedziałam.
- No pewnie, że nie. My już was polubiliśmy.- odezwał się Riker i uśmiechnął się do nas.
- Nie ważne, że jesteście bogate, bo my nie zwracamy na to uwagi.- powiedział Ross.
- Powiedziałyście też, że lubicie żelki, więc jak ja i Ell możemy was nie lubić?- zaśmiał się Rocky.
- Czyli już wszystko mamy wyjaśnione. Naprawdę cieszymy się, że was spotkaliśmy.- odparła Vanessa.
- My też.- uśmiechnęła się Rydel.
- Okay to może z teraz gdzieś wspólnie znowu wyjdziemy?- zaproponował Ellington.
- Dziewczyny to decydujecie.- powiedziała blondynka, a ja i Van spojrzałyśmy na siebie i uśmiechnęłyśmy się.
- No pewnie, że się zgadzamy.- odpowidziałyśmy wspólnie, po czym zaśmiałyśmy się.
- Okay to gdzie idziemy?- spytał Ross.
- Może na plażę?- zaproponował Riker i wszyscy zgodziliśmy się.
- To w takim razie ja i Van musimy iść po stroje kąpielowe.- odezwałam się.
- Tylko nie mówicie, że będziecie szły. Riker albo Ross was zawiezie.- powiedziała Rydel.
- Okay tak będzie szybciej.- odparła Vanessa.
- To może ja wa zawiozę? Wiem gdzie mieszkacie.- odezwał się Ross i zgodziłyśmy się.
- Okay, to wy jedźcie, a my się tutaj przyszykujemy. Ross przyjedź tu z powrotem i wszyscy razem pójdziemy, bo nie mamy daleko do plaży.- powiedziała blondynka, a chłopak przytaknął głową i wyszłyśmy za nim z domu.
- Poczekajcie chwilę tylko wyciągnę auto z garażu.- odparł blondyn, a my zostałyśmy pod drzwiami. Po chwili samochód podjechał obok nas, a ja usiadłam z przodu. Zauważyłam, że Vanessa nie skarży się przez to, że siedzi z tyłu. Ross uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam jego gest, po czym zapięłam się pasem. Po chwili ruszyliśmy.
- Tak w ogóle to skąd znasz nasz adres Ross?- spytała Vanessa, a ja i on spojrzeliśmy na siebie.
- W gazecie był artykuł o waszej przeprowadzce i był podany adres. Sam nie sprawdzałem gdzie to jest.- odpowiedział i uśmiechnął się do mnie.
- To od ciebie Rydel dowiedziała się o tym gdzie mieszkamy?
- Tak. Ja od początku wiedziałem, że nie nazywacie się Morasso, ale nie odzywałem się, gdy wy byłyście.
- To dobrze, że wy wszyscy już znacie prawdę. Tak jest lepiej.- uśmiechnęłam się. Ross włączył radio i usłyszałam piosenkę, której jeszcze nigdy nie słyszałam. Blondyn za to zaczął się uśmiechać.
- Znasz ta piosenkę, że tak się uśmiechasz?- spytałam.
- Tak, a ty ją kiedyś może słyszałaś?
- Nie, jaki to jest zespół?- zapytałam, ale nie uzyskałam od razu odpowiedzi.
- Zapomniałem, ale oni są bardzo dobrzy.- odpowiedział po chwili trochę poddenerowany. Chyba, że mi się wydawało.
- Szkoda, że nie wiesz jak się nazywają, bo spodobała mi się ta piosenka. Dobrze wpada w ucho. Chętnie posłuchałabym innych.- odparłam.
- Tak ich piosenki są świetne.- powiedział i w samochodzie zapanowała cisza wypełniona dźwiękiem piosenki. Dlaczego Ross przez to pytanie o zepół stał się jakiś spięty? Powiedziałam coś nie tak? On naprawdę jest tajemniczy. Raz jest wesoły i wyluzowany, a raz cichy i trochę spięty. Jednak naprawdę chciałabym go bliżej poznać, ale żeby to zrobić musimy spotkać się sam na sam, a ja się trochę krępuję go o to zapytać. Może on mnie spyta? Zgodziłabym się napewno.
- Dobrze bawiliście się na imprezie?- spytała Vanessa.
- Nie pamiętam jej za bardzo, ale zabawa była świetna. Co jak co, ale na naszych imprezach zawsze dzieje się coś ciekawego i nigdy nie jest nudno.- odpowiedział Ross. Znowu jest wyluzowany. Znowu zmienił swój nastrój na wesoły. On naprawdę zaczyna mnie coraz bardziej intrygować.
- Czyli nie pamiętasz, gdy robiłeś prawdodopodnie za jednorożca?- zaśmiałam się.
- Nie tego na szczęscie nie pamiętam i cieszę się z tego. Chociaż jestem ciekawy co ja robiłem i czy ja sam się za niego przebrałem, czy ktoś to zrobił.- uśmiechnął się.
- Tak i jeszcze dowiedzieć się, kto założył ci obrożę i przywiązał do nogi od stołu.- powiedziałam.
- Może i robiłem za jednorożca, ale ich raczej nie przywiązuje się. Chociaż logoka pijanego człowieka nie jest taka jak na codzień.
- Ale wiesz, do twarzy ci było w twj sukienkce.- zaśmiałam się, a Ross spojrzał na mnie i zrobił to samo.
- Dzięki. Chyba muszę częściej chodzić w sukienkach.
- To byłby niezykły widok.- odparłam i uspakajaliśmy nagły wybuch śmiechu. Dobrze czuję się w jego towarzystwie, a to jest dobre do nawiązania lepszej relacji.
- Zauważyłam, że wy się dobrze dogadujecie. Zachowujecie się jakbyście się znali już dłużej.- odezwała się Vanessa. Spojrzałam w lusterko i zobaczyłam, że się do mnie uśmiecha.
- To chyba dobrze, co nie?- spytał Ross.
- No dobrze. Wiecie stwierdziłam, że ładnie razem wyglądacie.- powiedziała, a ja zarumeiniłam się lekko. Spojrzałam na Rossa w tym samym czasie co na mnie, a spowodowało to, że spojrzeliśmy sobie w oczy. Blondyn uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniła gest. Ten moment trawał może z trzy sekundy, bo Ross skierował swój wzrok na ulicę. Przez jego spojrzenie czuję takie ciepłe uczucie w sercu. Nie wiem co to oznacza, ale jest to bardzo przyjemne doznanie.
- No i właśnie o to mi chodzi. Widziałam wasze spojrzenia i uśmiechy.- odparła Vanessa i nawet nie musiałam na nią patrzyć, bo dobrze wiem, że teraz się uśmiecha.
- To były zwyczajne spojrzenia. O co ci chodzi?- spytałam.
- Czy mi musi zawsze o coś chodzić? Co powiedziałam to powiedziałam i cóż zdania nie zmienię.
- Dla twojej wiadomości to my się nawet dobrze znamy.
- Ale zawsze możemy się bliżej poznać.- wtrącił się Ross, po czym krótko spojrzał na mnie.
- Chcesz mnie bliżej poznać?- spytałam.
- Czemu nie. Wyglądasz i pewnie jesteś miłą dziewczyną i w dodatku ładną.- odpowiedział, a ja poczułam, że moje policzki lekko się rumienią.
- Dziękuję.- tylko to powiedziałam, bo nie widziałam czy coś jeszcze mam dodać.
- Nie ma za co.- uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam gest.
- No i właśnie o tym mówiłam. Coś już czuję, że w przyszłości będzecie parą.- odezwała się Vanessa.
- Van już przestać snuć historie na nasz temat.- odpowiedziałam.
- Okay już nic nie mówię, ale kiedyś wspomnicie moje słowa i zrozumiecie, że miałam rację.
- I musiałaś na końcu wtrącić swoje trzy grosze?
- Okay teraz już niec nie powiem na wasz temat, ale powiedziałam teraz, a co będzie później to już nie wiem.- powiedziała, a ja tylko się zaśmiałam.
- Już dojeżdżamy.- odezwał się Ross i spojrzałam w okno. Rzeczywiście już wjechaliśmy na naszą ulicę. Po chwili stanęliśmy przed bramą naszego domu.
- Okay to wy lećcie się przyszykować, a ja na was tutaj poczekam.- powiedział blondyn, a ja i Vanessa wysiadłyśmy z samochodu. Nacisnęłam dzwonek do bramy i po chwili drzwiczki otworzyły się przed nami i skierowałyśmy się do drzwi. Otowrzył nam je lokaj. Pobiegłyśmy do swoich pokoi. Weszłam o garderoby i szukałam stroju kąpielowego. W końcu znalazłam odpowiednią szufladę i wyciąnęłam z niej żółte bikini. Zdjęłam z siebie ubrania i założyłam strój. Wybrałam również sukienkę idelaną na plażę, po czym ubrałam się w nią.
Na stopy założyłam białe sandały, Podeszłam jeszcze do lustra i rozczesałam włosy. Okay to wygląd mam już z głowy. To teraz pora przygotować potrzebne rzeczy. Po znalezieniu dużej torby zaczęłam pakować do niej koc, ręcznik, krem do opalania. We włosy wsunęłam okulary słoneczne i byłam już gotowa do pójścia na plażę. Ciekawe czy Vanessa już jest gotwa? Muszę to sprawdzić. Wyszłam ze swojego pokju i udałam się do jej. Zapukałam i usłyszałam "proszę", więc weszłam do środka.
- I co Van jesteś już gotowa?- spytałam.
- Tak już prawie. Szukam tylko kremu do opalania.- odpowiedziała.
- Ja go już wzięłam, więc ci pożyczę.
- Okay dzięki, to w takim razie jestem już gotowa. Tak w ogóle to ładnie wyglądasz. Wystroiłaś się dla Rossa? No przyznaj się.- zaśmiała się.
- Nie ubrałam się dla niego. Ubrałam się tak nie myśląc o nikim.- odparłam.
- Okay ja i tak tam swoje wiem.- uśmiechnęła się.
- Ty też ładnie wglądasz. Może ty wystroiłaś się dla Rikera?- odgryzłam się jej.
- Okay wiem do czego zmierzasz, ale ubrałam się dla siebie.
- Okay ja i tak tam swoje wiem.- powtórzyłam jej słowa i obie się zaśmiałyśmy.
- Chodźmy już do Rossa, bo on nie będzie czekał w nieskończoność.- powiedziała Vanessa, po czym wyszłyśmy z jej pokoju i udałyśmy się do kuchni. Powiedziałyśmy Natalie, że idziemy na plażę i wszyłyśy z domu. Wsiadłyśmy do samochodu Rossa.
- Nareszcie się wystroiłyście. Chyba nigdy nie zrozumiem kobiet jeśli chodzi o czas szykowania się.- powiedział blondyn.
- Taka już jest nasza natra i nic na to nie poradzisz.- odparła Vanessa i ruszłyliśmy.
- A tak w ogóle w to ładnie wyglądasz Laura.- uśmiechnął się do mnie, a ja zarumieniłam się lekko.
- Dziękuję.- odpowiedziałam i odwzajemniłam jego gest. Dalsza części drogi minęła nam na rozowie, a czas zleciał mi naprawdę szybko i przyjemnie. W końcu stanęliśmy pod domem Lynchów i Ellingtona. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do środka domu.
- Już jesteśmy!- krzyknął Ross z korytarza. Poszliśmy do salonu, a tam zastaliśmy już wszystkich.
- To dobrze. Zaraz wychodzmy.- odezwała się Rydel.
- To poczekajcie chwilę na mnie, bo muszę się przebrać.- odpowiedział blondyn i wyszedł z salonu.
- Ładnie wyglądasz Vanessa.- powiedzał Riker i uśmiechnął się do niej. Spojrzałam na siostrę, a jej policzki były lekko zaróżowione. Widzę, że nie tylko ja się rumienię przez komplementy.
- Dziękuję.- odparła. Spojrzała na mnie, a ja poruszałam znacząco brwiami. Van tylko przewróciła oczami i usiadła na kanapie obok Rydel. Zrobiłam to samo, bo nie chciało mi się stać.
- Jak wam zleciała przejażdżka z Rossem?- spytała blondynka.
- Dobrze, dużo rozmawialiśmy.- odpowiedziałam.
- Tak, a najwięcej Ross i Laura.- powiedziała Vanessa.
- Widzę, że szykuje się nam coś poważniejszego.- zaśmiał się Riker.
- Nic się nie dzieje. Co już nie można prozmawiać?
- Można, ale czy ja coś mówiłem na temat rozmawiania?- podniósł ręce w geście obrony.
- Zachowujesz się jak Vanessa.- odparłam.
- Tak? Czyli mamy coś wspólnego ze sobą.- uśmiechnął się do niej.
- Może tak, może nie.- powiedziała moja siostra. Po chwili usłyszałam odgłos kroków schodzenia po schodach i zaraz w salonie pojawił się Ross.
&nbdp; - Okay to ja jestem już gotowy.- odezwał się.
- To świtnie! W końcu pójdzemy na tą plażę.- powiedział Rocky i wstał z kanapy, a my wszyscy zrobiliśmy to samo.
- Komu w drogę temu czas.- odparł Ellington i wyszliśmy z domu. Po 10 minutach byliśmy już na miejscu. Jak ja dawno nie byłam na plaży. W Londynie nie miałam na to okazji, bo tam bardzo często pada deszcz i nie jest za ciepło. Za to Los Angeles najczęsciej jest słonecznie. Zdecydownie bardziej wolę to miasto, bo w końcu tutaj znalazłam przyjaciół. Po kolejnych 10 minutach znaleźliśmy miejsce, w którym się rozłożyliśmy. Chłopaki od razu się rozebrali i pobiegli do wody. Ja, Van i Rydel za to rozścieliłyśmy koce, ściągnęłyśmy z siebie ubrania zostając w samym bikini, posmarowałyśmy się kremem do opalania, a na końcu położyłyśmy się i zaczęłyśmy się opalać. Tak to ja mogę spędzić cały dzień. Słońce przyjemnie ogrzewa moją skórę, a ja odpoczywam i słucham szumu oceanu. Jak ja kocham być na plaży. Po dłuższym czasie poczułam, że promienie już nie padają na moje ciało. Otowrzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą stojącego Rossa, który na twarzy miał łobuzierski uśmiech. Przejechałam wzrokiem po całym jego ciele i muszę przyznać, że jest on dobrz umięśniony. Zauważyłam też, że koło Vanessy stoi Riker, a obok Rydel Ellington. Coś mi się wydaje, że oni coś szykują, ale nie wiem co.
- Dziewczyny chodźcie z nami wody.- powiedział Riker.
- Nie. My wolimy się poopalać.- odparła Rydel i spojrzała na mnie i na Van, a my skinęłyśmy zgodnie głowami.
- No odźcie będzie fajnie.- tym razem Ross próbował nas zachęcić.
- Nie.- odpowiedziałyśmy wspólnie i zmaknęłyśmy oczy.
- Okay skoro nie chciałyście po dobroci to trzeba na siłę.- odezwał się Ellington i poczułam, że jakieś zimne ręce chwytają mnie i podnoszą szybko do góry. Otworzyłam oczy i ujrzałam uśmiechniętego Rossa, który zaczął iść. Zauważyłam, że dziewczyny też już są na rękach tak samo jak ja. Chłopcy zaczęli biec, a gdy zobaczyłam, że zmierzają w kierunku morza zaczęłam się wyrywać Rossowi, ale on mocno mnie trzymał i za nic nie chciał mnie puścić.
- O nie tylko nie to! Nawet nie prubójcie nas wrzucać do wody!- krzyknęła Rydel, ale Ellingtona, który ją niosł, w ogóle to nie ruszyło.
- Ross nie rób tego!- krzyknęłam, gdy już był po kostki w wodzie, ale on nadal szedł naprzód. Jeszcze brdziej przylgnęłam do jego ciała. Pierwszy raz jestem w objęciach półnagiego chłopaka i w dodatku umięśnionego chłopaka. Co jak co, ale Ross jest dobrze zbudowany i teraz czuję jego mięśnie na swoim ciele.
- Chłopaki to na trzy.- zawołał Riker, gdy już byli zamoczeni do pasa.- Raz...- zaczęłam się szarpać.- Dwa...- jeszcze mocniej.- Trzy...- powiedział i po chwili wylądowałam w zimnej wodzie. Zaraz się wynurzyłam i przed sobą zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do ucha Rossa.
- Ellington nie daruję ci tego!- krzyknęła Rydel i zaczęła biec w jego stronę, a on przed nią uciekał. Vanessa też poszła w ślady blondynki i również goniła Rikera. Ja też ruszyłam na Rossa, a on dopiero po chwili się o tym zrientował i odwrócił się. Jednak nie zdążył mi uciec, bo skoczyłam mu na plecy i oboje zanurkowaliśmy pod wodą. Po chwili wynurzyliśmy się bardzo blisko siebie, że niemal stykaliśmy się ciałami. Odsunęłam się trochę dalej.
- Ross dlaczego to zrobiłeś?- spytałam.
- A dlatego, że nie chciałyście dołączyć do nas po dobroci.- zaśmiał się, a ja za to ochlapłam go wodą. On odwzajenił mi się tym samym i po chwili zaczęliśmy bitwę na chlapanie. Śmialiśmy się i dobrze się bawiliśmy.
- Dobra okay już stop.- powiedział, ale ja nie przestałam.
- Okay, ale dopiero gdy mnie przeprosisz za to, że mnie wrzuciłeś do wody.- odparłam.
- Okay nich ci będzie, przepraszam.- uśmiechnął się do mnie, a ja przestałam go chłapać.
- Przeprosiny przyjęte.- również się uśmiechnęłam.
- Wiesz, żółty to mój ulubiony kolor. Ładnie wyglądasz w tym stroju.- powiedział, a ja zarumieniłam się lekko.
- Dziękuję.- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.- Może chodźmy już do reszty?- spytałam.
- Okay.- odparł i szliśmy w kierunku brzegu. Po chwili wyszliśmy z wody i usiedliśmy na kocach.
- Rydel gdzie jest Vanessa?- spytałam.
- Tam jest. Dusi Rikera.- odpowiedziała blondynka i wskazała mi na nich ręką. Spojrzałam na nich i uśmiechnęłam się do siebie. Moja siotra siedziała na blondynie okrakiem i coś do niego mówiła.
- Ładnie razem wyglądają, co nie?- powiedziałam.
- Tak, masz rację.
- Powiedziałaś może Rikerowi, że Van ma chłopaka?
- Nie, a powinnam?
- Nie, właśnie dobrze, że nic mu nie mówiłaś. Jestem ciekawa, czy jak Vanessa powie mu o Brayanie to Riker nadal będzie ją podrywał, jak myślisz? To twój brat, więc więcej wiesz na ten temat.
- Szczerze powiedziawszy to ja nie wiem. On po prostu tak ma, że jak podoba mu się jakaś dziewczyna to się o nią stara, ale jak narazie nie widać tego za bardzo. Jednak pamiętam, że jak startował do jakiejś zajętej dziewczny to gdy ona powiedziała mu, że ma chłopaka to on ja sobie odpuścił.
- Myślisz, że tak samo będzie z Vanessą? Chociaż jak na razie to oni dobrze się nie znają.
- Nie wiem jak to się ułoży, ale mam nadzieję, że dobrze, bo rzeczywście ładna z nich para.
- Cicho już, bo oni tu idą.- powiedziałam i skończyłyśmy temat.
- Jak tam się dusiło Rikera?- spytała Rydel.
- Bardzo fajnie. Przynajmniej dostał karę.- odpowiedziała moja siostra i położyła się na kocu, a Riker zrobił to samo.
- Jakaś kobieta stwierdziła, że jesteśmy ładną parą. Jak myślicie miała rację?- spytał blondyn, a Vanessa zarumieniła się lekko.
- Przecież wy nie jesteście razem, ale trochę miała rację.- odparłam, a Riker się uśmiechnął.
- Okay, a teraz koniec już tego gadania, bo teraz pora się poopalać. Teraz nawet nie próbujcie wrzucać nas do wody.- powiedziała Rydel i wszyscy ucichliśmy. O tak nie ma to jak odrobina relaksu na plaży. Po jakiejś pół godzinie przyszli do nas Rocky i Ellington z prośbą o zagranie w siatkówę na co zgodziliśmy się. Podzieliliśmy się na dwie drużyny: ja, Ell, Van i Riker na pozostałych. Składy były nierówne i trochę się o to pokłóciliśmy, ale na końcu zostało tak jak było. Grając świetnie się bawiłam. Nie traktowaliśmy tego meczu za bardzo na poważnie tylko tak, żeby miło spędzić czas. Po prostu śmialiśmy się i czasami wygłupialiśmy, ale udało się nam rozegrać trzy rozgrywki. Wygrała drużyna Rossa, Rydel i Rocky'ego mimo, że było ich mniej. Po skończonej grze poszliśmy do wody i tam zachowywaliśmy się jak małe dzieci. Chlapaliśmy się, podtapialiśmy. Było po protu świetnie i liczyła się tylko zabawa. Czasami ludzie patrzyli na nas dziwnie, ale zazwyczaj tylko kręcili głowami i uśmiechali się. Nie obchodziło nas to co o nas myślą. Po prosu żyliśmy chwilą. Spędzliśmy cały dzień na plaży, a ja nawet nie zorientowałam się kiedy słońce powoli zaczęło zachodzić.
- Chyba musimy się powili zbierać, bo słońce już zachodzi.- powiedziała Rydel, a wszyscy zgodziliśmy się i zaczęliśmy zbierać swoje rzeczy. Nie zabrało nam to dużo czasu i już po 5 minutach wyszliśmy z plaży.
- Świetnie się z wami bawiłam.- odezwałam się.
- Z nami zawsze jest świetna zabawa.- zaśmiał się Rocky.
- Zauważyłam to.- uśmiechnęłam się.
- To może chodźcie jeszcze do nas?- spytała Rydel.
- Myślę, że powinnyśmy już wracać do domu, bo przecież jest już koło dziewiątej.- odpwiedziała Vanessa.
- Okay jak chcecie, ale chyba nie zamierzacie iść na nogach? Może znowu podwiezie was ktoś.
- Skoro się tak o nas troszczysz to okay.- uśmiechnęłam się do blondynki.
- Tym razem może ja was zawiozę?- spytał Riker.- Chociaż nie wiem gdzie mieszkacie, ale mi powiecie.
- Mi to obojętno kto jedzie.- powiedziałam.
- Ja się zgadzam.- odezwałała się Van.- I od razu mówię ja siedzę tym razem przodu.
- Okay idź do przodu flirtować z Rikerem.- zaśmiałam się, a on zarumieniła się lekko.
- A jak ty to robiłaś z Rossem to było dobrze?
- Ja z nim tylko rozmawiałam.- odpowiedziałam, a blondyn uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam jego gest.
- Okay niech będzie, że ci wierzę.- odparła, a reszta drogi do domu Lynchów i Ellingtona upłynęła nam na wspominaniu dzisiejszego dnia.
- Niestety musimy się już rozstać.- powiedziała Rydel, gdy już byliśmy pod ich domem.
- No niestety. Naprawdę świetnie się z wami bawiłyśmy.- uśmiechnęła się Vanessa.
- Polecamy się na przyszłość.- zaśmiała się blondynka i przytuliła nas na pożegnanie.
- To pa dzieewczyny.- odezwali się wszyscy.
- Pa.- odpowiedziałyśmy i wsiadłyśmy do samochodu Rikera. Oczywiście Vanessa usiadła z przodu. Będę miała was na oku. Nic przed mną nie ucieknie. Po chwili odjechaliśmy. Spojrzałam w okno. Patrzyłam na budynki, ludzi, wszystko co mijaliśmy. Świetnie się dzisiaj bawiłam. Cały dzień na plaży z Lynchami i Ellingtonem. Jak można nie polubić takich ludzi? Po prostu się nie da. Wiem, że właśnie zyskałam przjaciół i to mnie najbardziej cieszy. Dzień spędzony z nimi jest dla mnie niezwykły. Ja nie wiem skąd oni biorą tą ciągłą energię i dobry humor. Zawsze gdy ich widzę to są uśmiechnięci. Gdybym zobaczyłam ich smutnych to byłoby już coś nie tak. Mimo, że znam ich tylko trzy dni, a czuję jakbym znała ich o wiele dłużej. Przy nich nie myślę o tym, że jestem bogata. Nie myślę po prostu o niczym, bo dobrze się bawię. Z nimi słowo "nuda" nie istnieje. Najlepesze jest w nich to, że są sobą i nie udają przed nami kogoś innego. Skąd to wiem? Tak mówi mi moja intuicja, ale również opowiadania Rydel też dużo dają. Ja też przy nich jestem sobą, bo tak się czuję najlepiej. Oni są naprawdę wesołymi ludźmi i bardzo ich lubię. Mieć takie osoby za przyjciół to wielki skarb. Szczerze to teraz nie wyobrażam sobie, żebym ich nie poznała, bo to przecież oni wnieśli w moje życie radość i to w tak krótkim czasie. Nie wiem jak oni to zrobili, że tak szybko im zaufałam. Bardzo się cieszę, że ich spotkałam. Odwróciłam wzrok od okna i skierowałam go na Vanessę i Rikera. Rozmawiali jakby mnie tu w ogóle nie było. Niech sobie gadają, bo przecież ja i Ross robiliśmy to samo. Chciałabym, żeby oni byli razem. Życzę mojej siotrze jak najlepiej, bo wiem, że ona chce poznać prawdziwą miłość. Riker jest bardzo fajnym chłopakiem i myślę, że były dla niej najlepszy. Po 10 minutach dojechaliśmy pod naszą willę.
- Wow... macie bardzo piękny dom.- powiedział Riker.
- Tak jest na co popatrzeć.- odezwałam się.
- No to my już idziemy.- odparła Vanessa.
- Szkoda, że już się żegnamy. To pa dziewczyny.
- Pa Riker.- odpowiedziałyśmy i wyszłyśmy z samochodu. Przeszłyśmy przez bramę i weszłyśmy do domu. Ściągnęłyśmy buty i udałyśmy się do kuchni. Tam zjadłyśmy kolację, po czym poszłyśmy do swoich pokoi.
~*~
Godzinę później...
Jestem właśnie w łazience i kąpię się. Ciepła woda to jest to czego potrzebuję. Siedziałam tak w wannie jakieś 10 minut, ale w końcu trzeba wyjść. Zrobiłam to, po czym wytarłam ciało i włosy i ubrałam się w piżamę. Wysuszyłam włosy, a następnie rozczesałam i wyszłam z łazienki. Poszłam do sypialni, a w niej zobaczyłam Rossa. Przestraszyłam się go aż chwyciłam się za serce i cofnęłam do tyłu. Co on tutaj znowu robi?
- Cześć Laura.- odezwał się i uśmiechnał się do mnie.
- Hej Ross. Czy ty musisz zjawiać się tak niespodziewanie? Przestraszyłeś mnie.- odparłam i uspokajałam przyspieszony oddech.
- Jestem aż taki straszny?
- Nie, ale gdy pojawiasz się nispodziewanie w moim pokoju to można się ciebie wystraszyć.
- Skoro nie jestem przerażający, to dlaczego nie podejdziesz bliżej mnie?- uśmiechnął się.
- Usiądźmy na łóżku.- powiedziałam i zrobiłam to, a on po chwili znalazł się obok mnie. Cały mój strach już przeszedł i zastapiła go radość, którą czułam przez cały dzisiejszy dzień.
- Okay, a teraz powiedz mi, dlaczego znowu do mnie przyszedłeś?
- Pamiętasz jak w samochodzie powiedziałem, że chcę cie bliżej poznać?- spytał, a ja przytaknęłam głową.- To właśnie po tu przyszedłem, żebyśmy się lepiej poznali.- uśmiechnął się do mnie.
- Naprawdę chcesz mnie poznać?
- Tak, a nawet zaprzyjaźnić się. Chcałabyś być moją przyjaciółką?
- Zjawiasz się u mnie niespodziewanie i proponujesz mi w dodatku przyjaźń? Naprawdę zaczynasz mnie coraz bardziej zaskakiwać.
- No widzisz taki już jestem. Zresztą sama powiedziałaś za pierwszym razem, gdy do ciebie przyszedłem, że jest to niecodzienne i trochę romantyczne.
- No bo tak jest. Nie codziennie przez mój balokn przychodzi chłopak.- zaśmiałam się.
- No to jak, zgadzasz się na przyjaźń ze mną?- spytał i spojrzał mi w oczy.
- Tak.- odpowiedziałam i spuściłam z niego wzrok.
- Cieszę się. To może wyjdziemy na balokon?
- Okay tylko się ubiorę.- powiedziałam i założyłam szlafrok. Wyszliśmy na zewnątrz i oparliśmy się o barierkę. Patrzyliśmy na ogród, a między nami zapanowała przyjemna cisza.
- Wiesz ten ogród jest bardzo piękny.- odezwał się Ross.
- Tak on o każdej porze taki jest, ale jednak w nocy jest najpiękniejszy. Te światełka obok dróżki i w między kwiatami dodają mu uroku. Muszę przyznać, ze jest to bardzo romantyczne miejsce.- powiedziałam.
- Tak, masz rację.
- Wierzysz w przjaźń damso-męską?- spytałam, a on spojrzał na mnie.
- Gdybym w nią nie wierzył to nie spytałbym o przjaźń z tobą.- uśmiechnął się.- A ty?
- Tak, ale myślę, że taka przyjaźń przeradza później się coś więcej. Naczytałam się dużo książek, ale nie wiem, czy tak się może stać w rzeczywistości.
- Wiesz myślę, że może się tak stać, ale ja nie przeżyłem takiego czegoś.
- Ja też nie.
- Opowiedz mi coś o sobie, a później ja coś powiem.
- Okay, wiesz już jak się nazywam oraz, że mam siostrę i bogatch rodziców. Lubię rysować i malować, a szczególnie konie, bo to są moje ulubione zwierzęta. To sprawia mi radość i przy tym się odprężam. Nie lubię kłamać, ale to zrobiłam. Wierz mi, nie czułam się dobrze z tym, że nie znacie prawdy. Mam swoje trzy warości, które są dla mnie najważniejsze, a są to przyjaźń, miłość i rodzina. Okay jak na razie to tyle ci wystarczy, bo przecież nie opowiemy sobie wszystkego teraz, bo mamy na to inne dni.- skończyłam swój monolog.- Teraz ty mi coś o sobie opowiedz.- uśmiechnęłam się do niego.
- Ty też już wiesz, że mam rodzeństwo i przyjaciela. Kocham muzykę. Ona sprawia, że świat staje się piękniejszy. Umiem grać na gitarze, perkusji, pianine. Mam te same wartości co ty i też są dla mnie najwżniejsze. Wiesz już, że mam zwariowane rodzeństwo, ale ja też sam taki jestem, bo chyba wesołe nastawienie do życia jest u nas dziedziczne.- powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- Wiesz nie wiem czy dobrze myślę, ale sądzę, że ty trochę się różnisz od swojego rodzeństwa. Takiego przekonania nabrałam, gdy pierwszy raz byłam w waszym domu. Ty wtedy byłeś taki spięty i jakby poddenrwowany. Jednak teraz już wiem, że jesteś tak samo wesoły jak reszta.
- Jeśli chodzi o tamten dzień to po prostu byłem zdziwiony, że wy, córki milionerów, jesteście w naszym domu. Ja na dodatek znałem już prawdę i zastanawiało mnie dlaczgo podałyście inne nazwisko. Fakt byłem trochę spięty, ale już widziałaś, że też jestem taki jak moje rodzeństwo, czyli wesoły.
- Świetnie się z wami bawiłam. Nigdy jeszcze nie byłam taka wesoła, a przy was to uśmiech sam wchodzi mi na usta. Nie wiem dlaczego tak się dzieje.
- Może dlatego, że jesteś z nami, a u nas nigdy nie jest nudno i zawsze się coś dzieje.- zaśmiał się.
- Tak w waszym domu po prostu jest chyba jakiś gaz rozweselający.- również się zaśmiałam.
- Może tak.
- A tak w ogóle to ktoś wie, że u mnie jesteś?- spytałam, gdy przestaliśmy się śmiać.
- Tak, Rydel wie. Wyszedłem normalnie przez drzwi.
- A do mnie nie mógłbyś tek wejść?
- A wpuściłby mnie ktoś o takiej porze?
- Raczej nie, ale przecież możesz przyjść w dzień.
- Wiem, ale tak jak do ciebie przyszedłem jest ciekawiej.
- Czyli, że jutro też do mie przyjdziesz o tej godzinie?- spytałam i chciałam, żeby tak było.
- Sama się przekonasz.- powiedział tajemniczym głosem i uśmiechnął się do mnie.
- Okay zobaczymy.- odparłam i odwzajemniłam jego gest, po czym ziewnęłam. Nie było to wymuszone tylko prawdziwe, bo co jak co, ale po całym dniu na plaży jestem zmęczona.
- O ktoś tu jest zmęczony, co?
- Tak.
- Czyli, że mam już sobie iść?
- Jak chcesz.- odpowiedziałam, bo nie chciałam za bardzo, żeby już sobie poszedł.
- Widzę, że jesteś zmęczona, więc dam ci iść spać. Jeszcze się spotkamy nie raz.- uśmiechnął się.
- Okay jestem za.- odparłam i również się uśmiechnęłam.
- To w takim razie, pa Laura.
- Skoro się przyjaźnimy to możesz mówić na mnie Lau.
- Dobrze.
- To pa Ross.
- Pa Lau.- uśmiechnął się, po czym zszedł na ziemię po pergoli i szybko przebiegł do drzewek. Gdy już był koło nich odwrócił się i pomachał mi, a ja zrobiłam to samo. Po chwili chłopak zniknął w ciemności. Westchnęłam i z uśmiechem na ustach, który cały czas mi nie schodził, weszłam do środka pokoju i zamknęłam drzwi balkonowe. Położyłam się na łóżku i po krótkim czasie zasnęłam.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podobał się rozdział? Jest najdłuższy ze wszystkich, które były dotychczas, ale podoba mi się on. Może też dlatego, że jest w nim trochę Raury. Na razie nie chcę im za bardzo słodzić, ale wątpię, żeby mi to wszyło. Jednak na Raurę jako parę jeszcze długo sobie poczekacie. Akcja po woli zaczyna nabierać tempa i mam nadzieję, że uda mi się napisać więcej takich długich rozdziałów.
Czy tylko ja nie mogę uwierzyć, że już za 4 dni R5 będą w Warszawie? Ja nie jadę na koncert, co mnie bardzo smuci. Kto z was zobaczy na żywo naszych idoli?
Do napisania!!!
Taki tam mały szantażyk...
8 komentarzy=next
~Los Angeles, 04.07.2015r~
★Laura★
Otworzyłam oczy i ponownie je zamknęłam, bo poraziły mnie promienie słonecze. Odwróciłam się na drugi bok i ponownie otworzyłam powieki. Zobaczyłam, że Vanessa miała ręce i nogi na ciele Rydel. Wyglądało to bardzo zabawnie, więc wstałam i wzięłam z biurka mój tefon i zrobiłam im zdjęcie. Przy okazji zauważyłam, że jest 9:05. Zazwyczaj wstaję jakieś pół godziny później, ale ta pora mi nie przeszkadza. Teraz już przecież nie zasnę, a nie zamierzam budzić dziewczyn. Po cichu podeszłam do drzwi balkonowych i otworzyłam je, po czym wyszłam na zewnątrz. Oparłam ręce o barierkę i patrzyłam na prześliczny ogród. On mnie codziennie zachwyca. To poranne wpatrywanie się w ogród to chyba już moja tradycja, bo przecież przez te cztery dni odkąd tutaj mieszkam to robię i wiem, że mi to zostanie. Zresztą kocham ten widok, więc to mnie utwierdza w tym przekonaniu. Nie umiem wyrazić piękna tego ogrodu słowami. Zużyłabym wszystkie synonimy wyrazu "piękny". To miejsce byłoby jeszcze piękniejsze, gdyby stałoby się w nim coś wyjątkowego. Coś co na długo zachowałoby się w mojej pamięci. Jednak i bez tego to miejsce jest cudowne i gdy na nie patrzę to jestem szczęśliwa. Niby to tylko podziwianie ogrodu, ale jednak daje mi to przyjemność. Są różne rodzaje szczęścia: z jakiegoś wydarzenia, z przebywania z ukochaną osobą, bądź z przyjaciółmi, osiągnięcia jakiegoś sukcesu albo szczęście ze zwykłych rzeczy takich jak moja, czyli patrzenie na ogród. Każdego cieszy co innego i każdy odczuwa je na swój sposób. Nie ma przepisu na radość, bo ona przychodzi sama w jakimś momencie w życiu. Sprawia nam ona przyjemność. Ja jestem szczęśliwa, ze spotkałam Lynchów, bo to dzięki nim zobaczyłam prawdziwe oblicze radości. Wiem, że znam ich tylko jeden dzień no Rydel dwa, ale to dzięki nim na mojej twarzy zagościł uśmiech. Szczery uśmiech. Głupio się czuję, że wszystkich okłamałam, ale prawda szybko wyszła na jaw. Nawet, gdyby tak się nie stało to nie wytrzymałabym dłużej z tym kłamstwem. Mimo, że nie było ono jakoś bardzo duże, ale zawsze to było kłamstwo. Trzeba już w końcu wyjaśnić to reszcie rodzeństa Rydel. Ten rozdział trzeba już zakończyć. Zdecydowanie wolę żyć w szczerości, bo ona jest lepsza. Skoro mam powiedzieć prawdę Lynchom to trzeba do nich iść. Tylko, żeby ich odwiedzić Rydel i Vanessa muszą się obudzić, a jak na razie to się na to nie zanosi. Nie chcę ich budzić, bo jak pójdziemy do domu blondynki to chłopaki będą pewnie jeszcze spać. Spojrzałam na nie. Tak słodko spały, ale muszę je obudzić, bo co ja mam robić sama? Jakby tu je postawić na nogi? To musi być jakieś nietypowa pobudka. Wylanie im wody na głowę nie jest oryginalne, ale za to zniesienie do wanny to byłoby już coś. Tylko, że ja nie dam rady ich przenieść. Co by tu im zrobić? Hmmm... O już wiem! Włączę telewizor i dam na jakiś kanal muzyczny, a później dam dźwięk na maksa. Od razu się obudzą. Okay to biorę się do roboty. Weszłam do środka pokoju i podeszłam do telewizora i włączyłam go. Dźwięk był cichy, więc Van i Rydel się nie obudziły. Przełączyłam na kanał z muzyką, chwyciłam pilota do ręki i patrząc na dziewczyny pogłosiłam na maksa dźwięk. One natychmiast poderwały się z podłogi i patrzyły po całym pokoju rozkojarzonym spojrzeniem. Po chwili ich wzrok padł na mnie.
- Laura, dlaczego włączyłaś tak głośno dźwięk?- spytała Vanessa.
- A tak jakoś zachciało mi się posłuchać muzyki z samego rana.- uśmiechnęłam się słodko.
- Okay, ale nie mogłaś na słuchawkach?- odezwała się Rydel.
- Zapomniałam o nich.
- Tak jasne zapomniałaś. Przyznaj się, że zrobiłaś to celowo.- powiedziała moja siotra.
- Nie prawda.- starałam się powiedzieć to normalnym głosem, ale trochę zapiszczałam i nie mogłam również ukryć uśmiechu wdzierającego mi się na twarz. Pewnie się przez to zdradziłam. Rydel i Vanessa spojrzały na siebie, a ja nie wiedziałam o co im chodzi. Jednak, gdy natychmiast poderwały się z podłogi z poduszkami w rękach już wiedziałam co to oznacza.
- Za to, że nas obudziłaś to przywitaj się z naszymy przyjaciółkami!- krzyknęła blondynka i we dwie rzuciły się na mnie i zaczęły okładać poduszkami. Ja nawet nie miałam się jak bronić, bo po pierwsze nie miałam poduszki, a po drugie były we dwie i były przeciwko mnie. Leżałam na podłodze i zasłaniałam się rękami. Wszystkie śmiałyśmy się.
- Możecie już przestać?- spytałam.
- Możemy, ale gdy przyznasz się, że obudziłaś nas celowo i nas za to przeprosisz.- odparła Vanesa i na obie na chwilę przestały mnie atakować.
- Okay przyznaję się, że zrobiłam to celowo i przepraszam, że was obudziłam.- odpowiedziałam, a dziewczyny odrzuciły poduszki.
- Okay umowa to umowa.- uśmiechnęła się Rydel i pomogła mi wstać. Usiadłyśmy na kanapie i odpoczywałyśmy.
- A tak w ogóle to po co nas obudziłaś?- spytała moja siostra.
- Wiecie pomyślałam, że chłopakom też należy powiedzieć prawdę.- odparłam.
- Oni już o tym wiedzą.- powiedziała blondynka.
- Wiem, ale im też należą się przeprosiny i wyjaśnienia.
- Masz rację Lau.- przytaknęła Van.
- Okay to kiedy chcecie do nich iść?- spytała Rydel.
- Może nawet teraz?- zaproponowałam.
- Okay.
- Mi tam pasuje, bo i tak idę do domu.
- Okay, ale oni jeszcze nie będą spali?- spytała moja siostra.
- Pewnie tak, ale zależy która jest godzina. Która jest?- powiedziała Rydel.
- Jak się obudziłam to była dziewiąta.- odpowiedziałam.
- Czyli chłopaki napewno śpią. Oj już się boję w jakim stanie zastanę dom. Wiem, że napewno coś zrobili, więc nie unikną kary.
- A może akurat nic nie zrobili.- powiedziała Van, a Rydel się zaśmiała.
- Znam dobrze moich braci i wiem, że gdy mnie nie ma w domu to zawsze coś zmalują. Mieszkam już z nimi 21 lat pod jednym dachem, więc bardzo dobrze wiem na co ich stać.
- To czyli idziemy teraz do nich?- spytałam.
- Tak i musimy zrobić im porządną pobudkę.- odparła blondynka. Oj już się boję co ona wymyśli. Trochę współczuję chłopakom.
- Okay to teraz koniec tego siedzenia, bo pora się wyszykować do wyjścia.- powiedziała Vanessa i wszystkie wstałyśmy z kanapy. Moja siotra poszła do swojego pokoju się ubrać.
- To ja Rydel też zrobię to samo. Idę do garderoby, a ty możesz iść do łazienki.
- Okay, a pokażesz mi swoją garderobę?- spytała blondynka.
- No pewnie. Chodź za mną.- uśmiechnęłam się i poszłam do wskazanego pomieszczenia i otworzyłam drzwi. Zapaliłam światło.
- Wow... ile ty masz ubrań.- westchnęła Rydel i weszła do środka.- Chciałabym mieć taką garderobę.
- To nic wielkiego. Ja tam wolę mieć przyjaciół.
- Wierz mi ja też, ale naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem jeśli chodzi o wasz dom.
- Ja mogłabym nie być bogata, bo pieniądze nie są dla mnie najważniejsze w życiu. Mogłabym żyć jak normalna dziewczyna w moim wieku. Nie chodziłam do szkoły, nie miałam przyjaciół, chłopaka, nie mam żadnych życiowych doświadczeń. Po prostu to bogactwo przez całe moje życie nie pozwalało mi żyć normalnie. Nie jestem taka jak inne córki milionerów i się z tego cieszę, bo nie chciałabym być taka. Wolę być taka jaka jestem.- skończyłam mój monolog.
- Wiesz za co was polubiłam?
- Za co?
- Za to, że jesteście naprawdę wspaniałymi dziewczynami. Nie obchodzi mnie to, że jesteście bogate, bo ja tak samo jak ty wyznaję w życiu wartości inne niż pieniądze. Gdy pierwszy raz was spotkałam to ani przez chwilę nie pomyślałam, że wy jesteście córkami milionerów, bo zachowywałyście się jak zwyczajne dziewczyny w tym wieku. Nawet ta wasza tajemnica nie przeszkadzała mi w tym, żeby was lubić. Naprawdę jeszcze nigdy nie spotkałam takich dzewczyn jakimi wy jesteście. Już wiem, że to jest początek naszej przyjaźni.- uśmiechnęła się Rydel.
- Cieszę się, że tak myślisz. Naprawdę mieć taką przyjaciółkę jak ty to wielke szczęście.- również się uśmiechnęłam, po czym przytuliłyśmy się.
- No fajnie nam się gadało, ale chyba już czas się ubrać, bo za chwilę Vanessa do nas przyjdzie.
- Jej szykowanie się zajmie jeszcze trochę czasu. Ona bardzo długo zastanawia się nad wyborem ubrań. Potrafi zmienić swój strój co najmniej trzy razy, ale to gdy nie wychodzi gdzieś pozoza dom, a teraz pewnie nadal jeszcze nie jest gotowa.- zaśmiałam się.
- Okay to ja już pójdę do łazienki.- uśmiechnęła się Rydel i wszyła z mojej garderoby. Ten dzień już dobrze się zaczyna, a co będzie później po spotkaniu z Lynchami i Ellingtonem? Westvhnęłam i poszukałam stroju na dzisiaj. Wybrałam krótkie, dżinsowe spodenki i błękitną bokserkę. Po ubraniu się podeszłam do toaletki i rozszesałam włosy. Zostawiłam je naturalne, czyli lekko pofalowane. Zrobiłam sobie lekki makijaż składający się z tuszu do rzęs i błyszczyka. Jeszcze raz sprawdziłam swój wygląd. Tak jestem już gotowa. Wyszłam z garderoby, a w pokoju zastałam już Rydel i Vanessę, które rozmawiały.
- To co idziemy już?- odezwałam się, a one spojrzały na mnie.
- Tak pewnie.- odparły wspólnie, po czym się zaśmiały.
- Rydel znasz nas dwa dni i tobie też już zdarza się mówić jednocześnie z Vanessą?- zaśmiałam się.
- To chyba jest zaraźliwe.- blondynka również się zaśmiała.
- To co idziemy?- spytałam, a one przytaknęły głowami, po czym wstały z kanapy. Wyszłyśmy z mojego pokoju i zeszłyśmy na dół do kuchni.
- Dzień dobry Natalie.- powiedziałam ja i Van, a Rydel to samo tylko bez imienia.
- Dzień dobry.- przywitała się miło kobieta.
- Wychodzimy do domu Rydel. Nie wiem, o której wrócimy.- odparła Vanessa.
- Dobrze bawcie się dobrze, ale może najpierw zdjęcie śniadanie?- spytała gosposia, a my spojrzałyśmy na siebie i przytaknęłyśmy głowami.- To tak jak zawsze naleśniki?
- A jakżeby inaczej.- uśmiechnęłam się, a Natalie zabrała się za robienie dania.
- Zostajemy w kuchni czy idziemy do jadalni?- spytała moja siostra.
- Mi to jest obojętne. Rydel ty jesteś naszym gościem, więc tu możesz zdeydować.- powiedziałam.
- Możemy zostać tutaj. Zresztą lubię przesiadywać w kuchni.- uśmiechnęła się blondynka i usiadłyśmy za wysokim blatem.- Wiecie dziwnie się czuję nie robiąc śniadania. Robię to codziennie, wiec już się przyzwyczaiłam do tego.
- No widzisz. Jednak brakuje ci twoich braci?- zaśmiała się Van.
- Nie. Chociaż trochę dziwnie się bez nich czuję. Ach to przyzwyczajenie. Jednak czasami przydaje mi się od nich wolne. Zdecydowanie.
- Teraz znowu do nich wrócisz i pewnie nie będziesz zadowolona, gdy oni coś zmalują. Ciekawe czy wtedy będziesz za nimi tęsknić?- zaśmiałam się.
- Napewno nie będę. Pewnie będę miała ich dość. Jednak do tego też już się przyzwyczaiłam. Za długo mieszkam z czterema chłopakami pod jednym dachem i po prostu nie wyobrażam sobie życia bez nich.- uśmiechnęła się Rydel.
- Ja tam do nich nic nie mam, ale ja nie mieszkam z nimi.- powiedziła Van.
- A co chciałabyś się zamienić? Musiałabyś robić im trzy posiłki dziennie, sprzątać, pilnować ich i dawać im kary, gdy coś przeskrobią. Teraz chciałabyś się zamienić?
- Wiesz, chyba niekoniecznie.- zaśmiała się moja siotra.
- Wiedziałam, że się nie zamienisz. Jestem ciekawa jakbyś ty z nimi wyglądała.
- Pewnie po pewnym czasie zachowywałabym się tak jak ty.
- Nawet cię widzę w mojej roli, gdy na nich krzyczę.
- Tak? Naprawdę?
- Chociaż sama nie wiem, ale tak jest mi dobrze tak jak jest. Ja naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez chłopaków.- uśmiechnęła się Rydel.
- Wiecie byłoby bardzo ciekawie gdybyście się zamieniły.- odezwałam się.
- Tak, ale ja jednak chyba każda z nas woli takie życie jakie ma.- odpowiedziała Vanessa.
- Tak jest najlepiej.- odparła blondynka.
- No dziewczyny naleśniki już gotowe.- powiedziała Natalie i podała nam talerze. Zaciągnęłam się ich zapachem. Zdecydowanie to moje ulubione śniadanie.
- Mmm... robi pani naprawdę świetne naleśniki.- odezwała się Rydel.
- Dziękuję. Robie je już wiele lat, a Laura i Vanessa przepadają z nimi.- uśmiechnęła się kobieta.
- Tak masz rację.- powiedziała Van. W końcu naleśniki zniknęły z naszych talerzy tak szybko jak się pojawiły.
- To teraz idziemy do ciebie, co nie Delly?- spytałam.
- Tak. Jestem ciekawa czy chłopaki jeszcze śpią. Jak tak to zgotujemy im pobudkę. Mam też nadzieję, że dom nie wygląda jakby wybuchła w nim bomba.- odpowiedziała blondynka, po czym poszłyśmy na korytarz, żeby założyć buty i wyszłyśmy z domu. Po 20 minutach, spędzonych na rozmowie, śmianiu się i wspominaniu wczorajszej nocy, doszłyśmy do domu Rydel.
- W razie czego przygotujcie się na widok, który zobaczycie. Oni nie mogą być w domu sami, bo wtedy zasze coś wykombinują.- powiedziała blondynka i otworzyła drzwi. Z korytarzem napewno nic się nie stało, bo jest w takim samym stanie, co wcześniej. Poszłyśmy do salonu. O nim z całym pewnościa nie mogę powiedzieć tego samego co o korytarzu. Było w nim dużo ludzi, którzy spali na czym popadanie. Na ścianach i kanapie były plamy, wszędzie walało się dużo pustych butelek po alkoholu. Widzę, że Lynchowie i Ellington urządzili sobie wczoraj imprezę. Rozgladałam się po salonie aż natrafiłam wzrokiem na Rossa. Spał przywiązany do nogi od stołu, miał na szyi obrożę, ubrany był w różową sukienkę, a na czole miał długi róg w tym samym kolorze. On chyba robił za jednorożca jeśli się nie mylę. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu wdzierajcego mi się na usta. To wygląda bardzo komicznie. Starałam się nie wybuchnąć śmiechem. Spojrzałam na Rydel, która ani trochę nie była skłonna do śmiechu. Wręcz przeciwnie, była cała czerwona na twarzy i wszystko lustrowała wściekły spojrzeniem. Wiedziałam, że za chwilę wybuchnie i tylko czekałam na to.
- Riker! Ross! Rocky! Ellington! Wstawać mi tu natychmiast! - krzyknęła, a wszyscy śpiący ludzie razem z jej braćmi i przyjacielem obudzili się. Co jak co, ale Rydel to ma głośny krzyk. Chłopaki jak ją zobaczyli od razu się przestraszyli.- Do szeregu zbiórka!- rozkazała, a oni natychmiast się podnieśli i stanęli na baczność. Niestety Ross nie móg wykonać tego zadania.- Lau odwiążesz Rossa?- spytała mnie Rydel swoim naturalym głosem. Jak ona to robi?
- Tak.- odpowiedziałam i podeszłam do niego, po czym uklęknęłam.- Hej Ross.- przywitałam się i uśmiechnęłam do niego.
- Hej Laura, a co ty tutaj robisz?- spytał, a ja odwiązałam sznurek od nogi stołu.
- Przyszłam razem z Rydel do was. Teraz podnieś trochę wyżej głowe, bo muszę zdjąć ci obrożę.- powiedziałam, a on zrobił to. Nasze spojrzenia się spotkały, a nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu. Ross chyba też tak ma, bo również patrzy tylko mi w oczy. Po chwili otrząsnęłam się i skierowałam spojrzenie na obrożę, po czym odpięłam ją z szyi blondyna, który tą czynność obserwował, a dokładniej mówiąc parzył na moje dłonie.
- I już jesteś wolny.- uśmiechnęłam się lekko.
- Dziękuję. Jestem ciekawy jak na znalazła się na mojej szyi.
- Byliście pijani, więc pewnie nie pamiętasz. Tak w ogóle to zauważyłeś może jak jesteś ubrany?- spytałam, a on spojrzał na sukienkę.
- Kto mnie w to ubrał?- spytał zdziwony.
- Dodatkowo jeszcze masz róg na czole.- wskazałan na niego, a on dotknął go i zdjął z głowy.- Chyba na tej imprezie robiłeś za jednorożca.- zaśmiałam się.
- Pewnie tak.- Ross również się zaśmiał.
- Ross nie zagaduj mi tu Laury tylko w tej chwili dołącz do szeregu!- krzyknęła Rydel, a on natychmiast poderwał się z ziemi i stanął na baczność obok Ellingtona. Ja też wstałam i podeszłam do blondynki. Zorientowałam się, że wszyscy uczestnicy imprezy już znikli z domu. Za chwilę Rydel pewnie wygłosi kazanie chłopakom. Już im współczuję.
- Czy was naprawdę nie można zostawić samych w domu na noc?! Nie, nie można, bo cztery małpy mieszkające tutaj robią sobie w tym czasie imprezkę, a w dodatku dom wygląda jak pobojowisko! Co wam strzeliło znowu do tych głów?! Kto to wymyślił?!- przewędrowała po wszystich groźnym wzrokiem.
- To Riker!- odpowiedzili wszyscy wspólnie i wskazali na najstarszego.
- Co?! To nie byłem ja!- zaprał się blondyn.
- Nie radzę wam teraz kłamać, bo jak się nie przyznacie to dostanecie gorszą karę. Więc, który to zrobił?! Niech winny przyzna się po dobroci.
- Okay to byłem ja.- odparł Riker i spuścił głowę.
- Ty? Skąd przyszedł ci do głowy ten pomysł?- spytała już trochę normalniejszym głosem, ale cały czas słychać było złość.
- Nudziło nam się wszystkim i wpadłem na pomysł, żeby zrobić imprezę. Ciebie nie było, więc skorzystaliśmy z okazji. Myśleliśmy, że przyjedziesz później i do tego czasu zdążymy posprzątać. Taka jest prawda. Chłopaki mogą potwierdzić.- odpowiedział blondyn, a reszta pokiwała zgodnie głowami.
- Okay dobrze, że się przyznaliście, ale kara i tak musi być. Przez dwa tygodnie zmywacie naczynia po każdym posiłku. Ja nie będę decydowała kto kiedy, bo to już wy sami ustalicie. Teraz w półgodziny macie posprzątać i doprowadzić cały dom do stanu w jakim był wcześniej. Jeśli się nie wyrobicie to przedłużę wam karę do trzech tygodni. Czas start!- krzyknęła Rydel, a chłopcy natychmiast zerwali się z miejsca i zaczęli biegać po całym salonie.
- Wow oni to mają zryw.- odezwała się Vanessa.
- Motywacja robi swoje.- powiedziała blondynka.- Nie przeszkadzajmy im. Chodźcie do mojego pokoju.
- Okay.- ja i Van odpowiedziałyśmy wspólnie i poszłyśmy za naszą przyjaciółką na górę. Stanęłyśmy przed pdrzwiami z różowym napisem "Królestwo Rydel".
- Zapraszam do mojego królestwa.- uśmiechnęła się i otrzyła drzwi, po czym weszłyśmy do środka.
- Masz bardzo ładny pokój.- powiedziałam rozgladając się po wnętrzu.
- Dziękuję sama go wymyśliłam.- odparła blondynka.
- Już widać, że twoim ulubionem jest różowy.- odezwała się Vanessa.
- Tak mam słabość do tego koloru.
- Naprawdę twój pokój jest bardzo miło urządzony. Jest taki przytulny.
- Tak, też o nim tak myślę. Jednak mój pokój w stosunku do waszych to jest nic takiego. Chociaż i tak wolę mój.
- Swoje zawsze najlepsze.- uśmiechnęłam się.
- Dziewczyny przepraszam was na chwilkę, ale muszę się przebrać, bo mam na sobie wczorajsze ubrania. Usiądźcie sobie na łóżku, a ja przebiorę się w swojej łazience.
- Okay.- ja i Van odpowiedziałysmy wspólnie i usiadłyśmy. Rydel podeszła do szafy i po chwili wyciągnęła z niej jakieś ubrania i poszła z nimi do łazienki. Rozglądałam się po pokoju. Naprawdę mi się podobał. Jest taki miły i przytulny, aż chce się w nim siedzieć. Z dołu słyszę hałasy i dźwięki szybkich kroków. Trochę współczuję chłopakom, ale już wiem do czego są zdolni po opowiadaniach Rydel, więc nie dziwię się jej, że tak na to zareagowała. Jednak cały czas nie mogę zapmnieć o spojrzeniu Rossa. Mimo, że ta chwila trwała krótko to wywarła na mnie uczucia, których nigdy nie czułam. Jego oczy tak jak wtedy gdy wszedł do mojego pokoju mnie zahipnotyzowały i nie mogłam oderwać od nich wzroku. Jego obecność wywiera na mnie duży wpływ. Przy nim po prostu czuję się szczęśliwa i nie wiem czym to jest spowodowne. Pewnie gdybym powiedziała o tych odczuciach Vanessie lub Rydel to pewnie stwierdziłby, że się w nim zakochałam. Jednak jak nie sądzę, żeby tak było. Jeszcze przecież go nie znam, więc to byłoby tylko zauroczenie jego wyglądem, bo charakteru nie znam. Naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje, ale przy Rossie czuję się inaczej niż przy Jake'u. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest. Jestem w takiej sytuacji dopiero pierwszy raz. Nie mam życiowych doświadczeń. Nawet nie mogłam ich przeżyć, bo niby jak to zrobić siedząc całymi dniami w domu. Odkąd pamiętam zawsze marzyłam o prawdziwej przyjaźni, a gdy zaczęłam dorastać to również o miłości. Wiem, że pierwsza rzecz już zaczyna się spełniać. Mogę nawet stwierdzić, że już się spełniła. Na miłość jeszcze muszę poczekać, ale ona też w końcu mnie spotka. Chcę poznać chłopaka, który będzie jednocześnie moim przyjacielem i chłopakiem. Nie wiem czy tak może być, ale chciałabym tak. Myślę, że prawdziwa miłość rodzi się z przyjaźni. Przyjaźniąc się ufamy sobie wzajemnie, wspieramy się w ciężkich chwilach, cieszymy się sobą, ale czasami możemy się zakochać. Wtedy wydaje nam się, że wszstko się zepsuje, gdy wyjwimy uczucia drugiej osobie, ale często się zdarza, że ta druga połówa czuje dokładnie to samo. Wtedy zaczyna się rodzić miłość. Zdecydowanie czytałam za dużo książek o miłości, a nic pdobnego nie przeżyłam. Jednak chciałabym tak się zakochać. Zakochać się w przyjacielu. Najlepszym przyjacielu. To jest moje nowe marzenie, które nie wiem czy się spełni. Mam nadzieję, że tak. Wtedy byłabym szczęśliwa, bo spełnianie marzeń jest bardzo przyjemną rzeczą.
- Laura! Laura! Żyjesz tam czy może już nie?! Laura!- usłyszałam krzyki i poszułam, że ktoś szarpie mnie za ramię. Tym ktosiem była moja siotra. Znowu się za długo zamyśliłam, ale to samo jakoś tak się dzieje i ja na to nic nie poradzę.
- Tak?- spytałam.
- Czyli już powróciłaś z powrotem na ziemię. Wołam cię tak już dobre dwie minuty, a ty w ogóle nie reagowałaś.- powiedziała Vanessa. Zauważyłam, że Rydel też już jest w pokoju. Chyba naprawdę długo byłam w świecie moich myśli.
- Przepraszam was, ale ja nie panuję nad tym kiedy się zamyślę.- odparłam.
- Szczerze, to ja już się trochę przyzwyczaiłam do tego.- uśmiechnęła się blondynka.
- Przyzwyczajaj się do tego, bo Laura jeszcze często będzie tak robiła.- powiedziała moja siotra.
- Mów sama za siebie.- odpowiedziałam.
- Okay ja już na ten temat się nie odzywam, ale i ta wiem swoje.- zaśmiała się.
- Jestem ciekawa jak idzie chłopakom.- zmieniłam temat.
- Teraz pewnie ganiają po całym domu i porządkują wszystko. Wiem, że wyrobią się w czasie. Zresztą jak chcecie to możemy do nich zajrzeć. Pod moim okiem będą jeszcze szybsi i dokładniejsi.- odparła Rydel.
- Okay możemy do nich iść. Chętnie zobaczę jak zabijają się o własne nogi.- zaśmiała się Vanessa. Wstałyśmy z łóżka i wyszłyśmy z pokoju, po czym zeszłyśmy na dół. Poszłyśmy do salonu, a chłopaki rzeczywiście szybko się uwijali, a gdy zobaczyli Rydel to odrobinę się przerazili. Minęło chyba jakieś 10 minut, a oni już prawie doprowadzili cały salon do porządku. Mają niezłe tempo. Patrzyłyśmy tak na nich jeszcze tyle samo czasu, aż oni skończyli i padli zmęczeni na kanapę.
- No brawo chłopaki! Wyrobiliście się w 20 minut. Gratuluję.- odezwała się Rydel, a oni lekko się uśmiechnęli.
- Może z tej okazji, że zrobiliśmy wszystko wcześniej to może skrócisz nam karę?- spytał Rocky i zrobił szczenięce oczka.
- Muszę pomyśleć chwilę. Skroro zostało wam jeszcze 10 minut to skrócę wam karę o dwa dni i więcej już nie wytargujecie.- odpowiedziała blondynka, a chłopaki uśmiechnęli się.
- Dziękujemy Rydel.- odparli.
- Te dwa dni mniej to i tak lepiej.- powiedział Ellington.
- Macie i się cieszcie. Znajacie moją litość.- uśmiechnęła się Rydel.
- A tak w ogóle to, po co Laura i Vanessa tutaj przyszły?- spytał Riker, a ja i moja siotra spojrzałyśmy na siebie. Pora już całkowice pozbyć się tego kłamstwa. Ten rozdział już za chwilę będzie zamknięty. Już więcej nie zamierzam ich okłamywać.
- My przyszłyśmy tutaj, bo chciałyśmy wam się do czegoś przyznać mimo, że w już znacie prawdę.- odezwałam się i skinęłam głową na Van, żeby teraz ona mówiła.
- Chodzi nam o to, że nie byłyśmy z wami do końca szczere, bo my nie nazywamy się Morasso tylko Marano i jesteśmy córkami milionerów.
- Przepraszamy was. My tylko chciałyśmy mieć przyjaciół, którzy nie będą lubić nas ze względu na pieniądze tylko przez to jakie jesteśmy. Przepraszamy was. Nie obrazicie się na nas, prawda?- powiedziałam.
- No pewnie, że nie. My już was polubiliśmy.- odezwał się Riker i uśmiechnął się do nas.
- Nie ważne, że jesteście bogate, bo my nie zwracamy na to uwagi.- powiedział Ross.
- Powiedziałyście też, że lubicie żelki, więc jak ja i Ell możemy was nie lubić?- zaśmiał się Rocky.
- Czyli już wszystko mamy wyjaśnione. Naprawdę cieszymy się, że was spotkaliśmy.- odparła Vanessa.
- My też.- uśmiechnęła się Rydel.
- Okay to może z teraz gdzieś wspólnie znowu wyjdziemy?- zaproponował Ellington.
- Dziewczyny to decydujecie.- powiedziała blondynka, a ja i Van spojrzałyśmy na siebie i uśmiechnęłyśmy się.
- No pewnie, że się zgadzamy.- odpowidziałyśmy wspólnie, po czym zaśmiałyśmy się.
- Okay to gdzie idziemy?- spytał Ross.
- Może na plażę?- zaproponował Riker i wszyscy zgodziliśmy się.
- To w takim razie ja i Van musimy iść po stroje kąpielowe.- odezwałam się.
- Tylko nie mówicie, że będziecie szły. Riker albo Ross was zawiezie.- powiedziała Rydel.
- Okay tak będzie szybciej.- odparła Vanessa.
- To może ja wa zawiozę? Wiem gdzie mieszkacie.- odezwał się Ross i zgodziłyśmy się.
- Okay, to wy jedźcie, a my się tutaj przyszykujemy. Ross przyjedź tu z powrotem i wszyscy razem pójdziemy, bo nie mamy daleko do plaży.- powiedziała blondynka, a chłopak przytaknął głową i wyszłyśmy za nim z domu.
- Poczekajcie chwilę tylko wyciągnę auto z garażu.- odparł blondyn, a my zostałyśmy pod drzwiami. Po chwili samochód podjechał obok nas, a ja usiadłam z przodu. Zauważyłam, że Vanessa nie skarży się przez to, że siedzi z tyłu. Ross uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam jego gest, po czym zapięłam się pasem. Po chwili ruszyliśmy.
- Tak w ogóle to skąd znasz nasz adres Ross?- spytała Vanessa, a ja i on spojrzeliśmy na siebie.
- W gazecie był artykuł o waszej przeprowadzce i był podany adres. Sam nie sprawdzałem gdzie to jest.- odpowiedział i uśmiechnął się do mnie.
- To od ciebie Rydel dowiedziała się o tym gdzie mieszkamy?
- Tak. Ja od początku wiedziałem, że nie nazywacie się Morasso, ale nie odzywałem się, gdy wy byłyście.
- To dobrze, że wy wszyscy już znacie prawdę. Tak jest lepiej.- uśmiechnęłam się. Ross włączył radio i usłyszałam piosenkę, której jeszcze nigdy nie słyszałam. Blondyn za to zaczął się uśmiechać.
- Znasz ta piosenkę, że tak się uśmiechasz?- spytałam.
- Tak, a ty ją kiedyś może słyszałaś?
- Nie, jaki to jest zespół?- zapytałam, ale nie uzyskałam od razu odpowiedzi.
- Zapomniałem, ale oni są bardzo dobrzy.- odpowiedział po chwili trochę poddenerowany. Chyba, że mi się wydawało.
- Szkoda, że nie wiesz jak się nazywają, bo spodobała mi się ta piosenka. Dobrze wpada w ucho. Chętnie posłuchałabym innych.- odparłam.
- Tak ich piosenki są świetne.- powiedział i w samochodzie zapanowała cisza wypełniona dźwiękiem piosenki. Dlaczego Ross przez to pytanie o zepół stał się jakiś spięty? Powiedziałam coś nie tak? On naprawdę jest tajemniczy. Raz jest wesoły i wyluzowany, a raz cichy i trochę spięty. Jednak naprawdę chciałabym go bliżej poznać, ale żeby to zrobić musimy spotkać się sam na sam, a ja się trochę krępuję go o to zapytać. Może on mnie spyta? Zgodziłabym się napewno.
- Dobrze bawiliście się na imprezie?- spytała Vanessa.
- Nie pamiętam jej za bardzo, ale zabawa była świetna. Co jak co, ale na naszych imprezach zawsze dzieje się coś ciekawego i nigdy nie jest nudno.- odpowiedział Ross. Znowu jest wyluzowany. Znowu zmienił swój nastrój na wesoły. On naprawdę zaczyna mnie coraz bardziej intrygować.
- Czyli nie pamiętasz, gdy robiłeś prawdodopodnie za jednorożca?- zaśmiałam się.
- Nie tego na szczęscie nie pamiętam i cieszę się z tego. Chociaż jestem ciekawy co ja robiłem i czy ja sam się za niego przebrałem, czy ktoś to zrobił.- uśmiechnął się.
- Tak i jeszcze dowiedzieć się, kto założył ci obrożę i przywiązał do nogi od stołu.- powiedziałam.
- Może i robiłem za jednorożca, ale ich raczej nie przywiązuje się. Chociaż logoka pijanego człowieka nie jest taka jak na codzień.
- Ale wiesz, do twarzy ci było w twj sukienkce.- zaśmiałam się, a Ross spojrzał na mnie i zrobił to samo.
- Dzięki. Chyba muszę częściej chodzić w sukienkach.
- To byłby niezykły widok.- odparłam i uspakajaliśmy nagły wybuch śmiechu. Dobrze czuję się w jego towarzystwie, a to jest dobre do nawiązania lepszej relacji.
- Zauważyłam, że wy się dobrze dogadujecie. Zachowujecie się jakbyście się znali już dłużej.- odezwała się Vanessa. Spojrzałam w lusterko i zobaczyłam, że się do mnie uśmiecha.
- To chyba dobrze, co nie?- spytał Ross.
- No dobrze. Wiecie stwierdziłam, że ładnie razem wyglądacie.- powiedziała, a ja zarumeiniłam się lekko. Spojrzałam na Rossa w tym samym czasie co na mnie, a spowodowało to, że spojrzeliśmy sobie w oczy. Blondyn uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniła gest. Ten moment trawał może z trzy sekundy, bo Ross skierował swój wzrok na ulicę. Przez jego spojrzenie czuję takie ciepłe uczucie w sercu. Nie wiem co to oznacza, ale jest to bardzo przyjemne doznanie.
- No i właśnie o to mi chodzi. Widziałam wasze spojrzenia i uśmiechy.- odparła Vanessa i nawet nie musiałam na nią patrzyć, bo dobrze wiem, że teraz się uśmiecha.
- To były zwyczajne spojrzenia. O co ci chodzi?- spytałam.
- Czy mi musi zawsze o coś chodzić? Co powiedziałam to powiedziałam i cóż zdania nie zmienię.
- Dla twojej wiadomości to my się nawet dobrze znamy.
- Ale zawsze możemy się bliżej poznać.- wtrącił się Ross, po czym krótko spojrzał na mnie.
- Chcesz mnie bliżej poznać?- spytałam.
- Czemu nie. Wyglądasz i pewnie jesteś miłą dziewczyną i w dodatku ładną.- odpowiedział, a ja poczułam, że moje policzki lekko się rumienią.
- Dziękuję.- tylko to powiedziałam, bo nie widziałam czy coś jeszcze mam dodać.
- Nie ma za co.- uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam gest.
- No i właśnie o tym mówiłam. Coś już czuję, że w przyszłości będzecie parą.- odezwała się Vanessa.
- Van już przestać snuć historie na nasz temat.- odpowiedziałam.
- Okay już nic nie mówię, ale kiedyś wspomnicie moje słowa i zrozumiecie, że miałam rację.
- I musiałaś na końcu wtrącić swoje trzy grosze?
- Okay teraz już niec nie powiem na wasz temat, ale powiedziałam teraz, a co będzie później to już nie wiem.- powiedziała, a ja tylko się zaśmiałam.
- Już dojeżdżamy.- odezwał się Ross i spojrzałam w okno. Rzeczywiście już wjechaliśmy na naszą ulicę. Po chwili stanęliśmy przed bramą naszego domu.
- Okay to wy lećcie się przyszykować, a ja na was tutaj poczekam.- powiedział blondyn, a ja i Vanessa wysiadłyśmy z samochodu. Nacisnęłam dzwonek do bramy i po chwili drzwiczki otworzyły się przed nami i skierowałyśmy się do drzwi. Otowrzył nam je lokaj. Pobiegłyśmy do swoich pokoi. Weszłam o garderoby i szukałam stroju kąpielowego. W końcu znalazłam odpowiednią szufladę i wyciąnęłam z niej żółte bikini. Zdjęłam z siebie ubrania i założyłam strój. Wybrałam również sukienkę idelaną na plażę, po czym ubrałam się w nią.
Na stopy założyłam białe sandały, Podeszłam jeszcze do lustra i rozczesałam włosy. Okay to wygląd mam już z głowy. To teraz pora przygotować potrzebne rzeczy. Po znalezieniu dużej torby zaczęłam pakować do niej koc, ręcznik, krem do opalania. We włosy wsunęłam okulary słoneczne i byłam już gotowa do pójścia na plażę. Ciekawe czy Vanessa już jest gotwa? Muszę to sprawdzić. Wyszłam ze swojego pokju i udałam się do jej. Zapukałam i usłyszałam "proszę", więc weszłam do środka.
- I co Van jesteś już gotowa?- spytałam.
- Tak już prawie. Szukam tylko kremu do opalania.- odpowiedziała.
- Ja go już wzięłam, więc ci pożyczę.
- Okay dzięki, to w takim razie jestem już gotowa. Tak w ogóle to ładnie wyglądasz. Wystroiłaś się dla Rossa? No przyznaj się.- zaśmiała się.
- Nie ubrałam się dla niego. Ubrałam się tak nie myśląc o nikim.- odparłam.
- Okay ja i tak tam swoje wiem.- uśmiechnęła się.
- Ty też ładnie wglądasz. Może ty wystroiłaś się dla Rikera?- odgryzłam się jej.
- Okay wiem do czego zmierzasz, ale ubrałam się dla siebie.
- Okay ja i tak tam swoje wiem.- powtórzyłam jej słowa i obie się zaśmiałyśmy.
- Chodźmy już do Rossa, bo on nie będzie czekał w nieskończoność.- powiedziała Vanessa, po czym wyszłyśmy z jej pokoju i udałyśmy się do kuchni. Powiedziałyśmy Natalie, że idziemy na plażę i wszyłyśy z domu. Wsiadłyśmy do samochodu Rossa.
- Nareszcie się wystroiłyście. Chyba nigdy nie zrozumiem kobiet jeśli chodzi o czas szykowania się.- powiedział blondyn.
- Taka już jest nasza natra i nic na to nie poradzisz.- odparła Vanessa i ruszłyliśmy.
- A tak w ogóle w to ładnie wyglądasz Laura.- uśmiechnął się do mnie, a ja zarumieniłam się lekko.
- Dziękuję.- odpowiedziałam i odwzajemniłam jego gest. Dalsza części drogi minęła nam na rozowie, a czas zleciał mi naprawdę szybko i przyjemnie. W końcu stanęliśmy pod domem Lynchów i Ellingtona. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do środka domu.
- Już jesteśmy!- krzyknął Ross z korytarza. Poszliśmy do salonu, a tam zastaliśmy już wszystkich.
- To dobrze. Zaraz wychodzmy.- odezwała się Rydel.
- To poczekajcie chwilę na mnie, bo muszę się przebrać.- odpowiedział blondyn i wyszedł z salonu.
- Ładnie wyglądasz Vanessa.- powiedzał Riker i uśmiechnął się do niej. Spojrzałam na siostrę, a jej policzki były lekko zaróżowione. Widzę, że nie tylko ja się rumienię przez komplementy.
- Dziękuję.- odparła. Spojrzała na mnie, a ja poruszałam znacząco brwiami. Van tylko przewróciła oczami i usiadła na kanapie obok Rydel. Zrobiłam to samo, bo nie chciało mi się stać.
- Jak wam zleciała przejażdżka z Rossem?- spytała blondynka.
- Dobrze, dużo rozmawialiśmy.- odpowiedziałam.
- Tak, a najwięcej Ross i Laura.- powiedziała Vanessa.
- Widzę, że szykuje się nam coś poważniejszego.- zaśmiał się Riker.
- Nic się nie dzieje. Co już nie można prozmawiać?
- Można, ale czy ja coś mówiłem na temat rozmawiania?- podniósł ręce w geście obrony.
- Zachowujesz się jak Vanessa.- odparłam.
- Tak? Czyli mamy coś wspólnego ze sobą.- uśmiechnął się do niej.
- Może tak, może nie.- powiedziała moja siostra. Po chwili usłyszałam odgłos kroków schodzenia po schodach i zaraz w salonie pojawił się Ross.
&nbdp; - Okay to ja jestem już gotowy.- odezwał się.
- To świtnie! W końcu pójdzemy na tą plażę.- powiedział Rocky i wstał z kanapy, a my wszyscy zrobiliśmy to samo.
- Komu w drogę temu czas.- odparł Ellington i wyszliśmy z domu. Po 10 minutach byliśmy już na miejscu. Jak ja dawno nie byłam na plaży. W Londynie nie miałam na to okazji, bo tam bardzo często pada deszcz i nie jest za ciepło. Za to Los Angeles najczęsciej jest słonecznie. Zdecydownie bardziej wolę to miasto, bo w końcu tutaj znalazłam przyjaciół. Po kolejnych 10 minutach znaleźliśmy miejsce, w którym się rozłożyliśmy. Chłopaki od razu się rozebrali i pobiegli do wody. Ja, Van i Rydel za to rozścieliłyśmy koce, ściągnęłyśmy z siebie ubrania zostając w samym bikini, posmarowałyśmy się kremem do opalania, a na końcu położyłyśmy się i zaczęłyśmy się opalać. Tak to ja mogę spędzić cały dzień. Słońce przyjemnie ogrzewa moją skórę, a ja odpoczywam i słucham szumu oceanu. Jak ja kocham być na plaży. Po dłuższym czasie poczułam, że promienie już nie padają na moje ciało. Otowrzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą stojącego Rossa, który na twarzy miał łobuzierski uśmiech. Przejechałam wzrokiem po całym jego ciele i muszę przyznać, że jest on dobrz umięśniony. Zauważyłam też, że koło Vanessy stoi Riker, a obok Rydel Ellington. Coś mi się wydaje, że oni coś szykują, ale nie wiem co.
- Dziewczyny chodźcie z nami wody.- powiedział Riker.
- Nie. My wolimy się poopalać.- odparła Rydel i spojrzała na mnie i na Van, a my skinęłyśmy zgodnie głowami.
- No odźcie będzie fajnie.- tym razem Ross próbował nas zachęcić.
- Nie.- odpowiedziałyśmy wspólnie i zmaknęłyśmy oczy.
- Okay skoro nie chciałyście po dobroci to trzeba na siłę.- odezwał się Ellington i poczułam, że jakieś zimne ręce chwytają mnie i podnoszą szybko do góry. Otworzyłam oczy i ujrzałam uśmiechniętego Rossa, który zaczął iść. Zauważyłam, że dziewczyny też już są na rękach tak samo jak ja. Chłopcy zaczęli biec, a gdy zobaczyłam, że zmierzają w kierunku morza zaczęłam się wyrywać Rossowi, ale on mocno mnie trzymał i za nic nie chciał mnie puścić.
- O nie tylko nie to! Nawet nie prubójcie nas wrzucać do wody!- krzyknęła Rydel, ale Ellingtona, który ją niosł, w ogóle to nie ruszyło.
- Ross nie rób tego!- krzyknęłam, gdy już był po kostki w wodzie, ale on nadal szedł naprzód. Jeszcze brdziej przylgnęłam do jego ciała. Pierwszy raz jestem w objęciach półnagiego chłopaka i w dodatku umięśnionego chłopaka. Co jak co, ale Ross jest dobrze zbudowany i teraz czuję jego mięśnie na swoim ciele.
- Chłopaki to na trzy.- zawołał Riker, gdy już byli zamoczeni do pasa.- Raz...- zaczęłam się szarpać.- Dwa...- jeszcze mocniej.- Trzy...- powiedział i po chwili wylądowałam w zimnej wodzie. Zaraz się wynurzyłam i przed sobą zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do ucha Rossa.
- Ellington nie daruję ci tego!- krzyknęła Rydel i zaczęła biec w jego stronę, a on przed nią uciekał. Vanessa też poszła w ślady blondynki i również goniła Rikera. Ja też ruszyłam na Rossa, a on dopiero po chwili się o tym zrientował i odwrócił się. Jednak nie zdążył mi uciec, bo skoczyłam mu na plecy i oboje zanurkowaliśmy pod wodą. Po chwili wynurzyliśmy się bardzo blisko siebie, że niemal stykaliśmy się ciałami. Odsunęłam się trochę dalej.
- Ross dlaczego to zrobiłeś?- spytałam.
- A dlatego, że nie chciałyście dołączyć do nas po dobroci.- zaśmiał się, a ja za to ochlapłam go wodą. On odwzajenił mi się tym samym i po chwili zaczęliśmy bitwę na chlapanie. Śmialiśmy się i dobrze się bawiliśmy.
- Dobra okay już stop.- powiedział, ale ja nie przestałam.
- Okay, ale dopiero gdy mnie przeprosisz za to, że mnie wrzuciłeś do wody.- odparłam.
- Okay nich ci będzie, przepraszam.- uśmiechnął się do mnie, a ja przestałam go chłapać.
- Przeprosiny przyjęte.- również się uśmiechnęłam.
- Wiesz, żółty to mój ulubiony kolor. Ładnie wyglądasz w tym stroju.- powiedział, a ja zarumieniłam się lekko.
- Dziękuję.- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.- Może chodźmy już do reszty?- spytałam.
- Okay.- odparł i szliśmy w kierunku brzegu. Po chwili wyszliśmy z wody i usiedliśmy na kocach.
- Rydel gdzie jest Vanessa?- spytałam.
- Tam jest. Dusi Rikera.- odpowiedziała blondynka i wskazała mi na nich ręką. Spojrzałam na nich i uśmiechnęłam się do siebie. Moja siotra siedziała na blondynie okrakiem i coś do niego mówiła.
- Ładnie razem wyglądają, co nie?- powiedziałam.
- Tak, masz rację.
- Powiedziałaś może Rikerowi, że Van ma chłopaka?
- Nie, a powinnam?
- Nie, właśnie dobrze, że nic mu nie mówiłaś. Jestem ciekawa, czy jak Vanessa powie mu o Brayanie to Riker nadal będzie ją podrywał, jak myślisz? To twój brat, więc więcej wiesz na ten temat.
- Szczerze powiedziawszy to ja nie wiem. On po prostu tak ma, że jak podoba mu się jakaś dziewczyna to się o nią stara, ale jak narazie nie widać tego za bardzo. Jednak pamiętam, że jak startował do jakiejś zajętej dziewczny to gdy ona powiedziała mu, że ma chłopaka to on ja sobie odpuścił.
- Myślisz, że tak samo będzie z Vanessą? Chociaż jak na razie to oni dobrze się nie znają.
- Nie wiem jak to się ułoży, ale mam nadzieję, że dobrze, bo rzeczywście ładna z nich para.
- Cicho już, bo oni tu idą.- powiedziałam i skończyłyśmy temat.
- Jak tam się dusiło Rikera?- spytała Rydel.
- Bardzo fajnie. Przynajmniej dostał karę.- odpowiedziała moja siostra i położyła się na kocu, a Riker zrobił to samo.
- Jakaś kobieta stwierdziła, że jesteśmy ładną parą. Jak myślicie miała rację?- spytał blondyn, a Vanessa zarumieniła się lekko.
- Przecież wy nie jesteście razem, ale trochę miała rację.- odparłam, a Riker się uśmiechnął.
- Okay, a teraz koniec już tego gadania, bo teraz pora się poopalać. Teraz nawet nie próbujcie wrzucać nas do wody.- powiedziała Rydel i wszyscy ucichliśmy. O tak nie ma to jak odrobina relaksu na plaży. Po jakiejś pół godzinie przyszli do nas Rocky i Ellington z prośbą o zagranie w siatkówę na co zgodziliśmy się. Podzieliliśmy się na dwie drużyny: ja, Ell, Van i Riker na pozostałych. Składy były nierówne i trochę się o to pokłóciliśmy, ale na końcu zostało tak jak było. Grając świetnie się bawiłam. Nie traktowaliśmy tego meczu za bardzo na poważnie tylko tak, żeby miło spędzić czas. Po prostu śmialiśmy się i czasami wygłupialiśmy, ale udało się nam rozegrać trzy rozgrywki. Wygrała drużyna Rossa, Rydel i Rocky'ego mimo, że było ich mniej. Po skończonej grze poszliśmy do wody i tam zachowywaliśmy się jak małe dzieci. Chlapaliśmy się, podtapialiśmy. Było po protu świetnie i liczyła się tylko zabawa. Czasami ludzie patrzyli na nas dziwnie, ale zazwyczaj tylko kręcili głowami i uśmiechali się. Nie obchodziło nas to co o nas myślą. Po prosu żyliśmy chwilą. Spędzliśmy cały dzień na plaży, a ja nawet nie zorientowałam się kiedy słońce powoli zaczęło zachodzić.
- Chyba musimy się powili zbierać, bo słońce już zachodzi.- powiedziała Rydel, a wszyscy zgodziliśmy się i zaczęliśmy zbierać swoje rzeczy. Nie zabrało nam to dużo czasu i już po 5 minutach wyszliśmy z plaży.
- Świetnie się z wami bawiłam.- odezwałam się.
- Z nami zawsze jest świetna zabawa.- zaśmiał się Rocky.
- Zauważyłam to.- uśmiechnęłam się.
- To może chodźcie jeszcze do nas?- spytała Rydel.
- Myślę, że powinnyśmy już wracać do domu, bo przecież jest już koło dziewiątej.- odpwiedziała Vanessa.
- Okay jak chcecie, ale chyba nie zamierzacie iść na nogach? Może znowu podwiezie was ktoś.
- Skoro się tak o nas troszczysz to okay.- uśmiechnęłam się do blondynki.
- Tym razem może ja was zawiozę?- spytał Riker.- Chociaż nie wiem gdzie mieszkacie, ale mi powiecie.
- Mi to obojętno kto jedzie.- powiedziałam.
- Ja się zgadzam.- odezwałała się Van.- I od razu mówię ja siedzę tym razem przodu.
- Okay idź do przodu flirtować z Rikerem.- zaśmiałam się, a on zarumieniła się lekko.
- A jak ty to robiłaś z Rossem to było dobrze?
- Ja z nim tylko rozmawiałam.- odpowiedziałam, a blondyn uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam jego gest.
- Okay niech będzie, że ci wierzę.- odparła, a reszta drogi do domu Lynchów i Ellingtona upłynęła nam na wspominaniu dzisiejszego dnia.
- Niestety musimy się już rozstać.- powiedziała Rydel, gdy już byliśmy pod ich domem.
- No niestety. Naprawdę świetnie się z wami bawiłyśmy.- uśmiechnęła się Vanessa.
- Polecamy się na przyszłość.- zaśmiała się blondynka i przytuliła nas na pożegnanie.
- To pa dzieewczyny.- odezwali się wszyscy.
- Pa.- odpowiedziałyśmy i wsiadłyśmy do samochodu Rikera. Oczywiście Vanessa usiadła z przodu. Będę miała was na oku. Nic przed mną nie ucieknie. Po chwili odjechaliśmy. Spojrzałam w okno. Patrzyłam na budynki, ludzi, wszystko co mijaliśmy. Świetnie się dzisiaj bawiłam. Cały dzień na plaży z Lynchami i Ellingtonem. Jak można nie polubić takich ludzi? Po prostu się nie da. Wiem, że właśnie zyskałam przjaciół i to mnie najbardziej cieszy. Dzień spędzony z nimi jest dla mnie niezwykły. Ja nie wiem skąd oni biorą tą ciągłą energię i dobry humor. Zawsze gdy ich widzę to są uśmiechnięci. Gdybym zobaczyłam ich smutnych to byłoby już coś nie tak. Mimo, że znam ich tylko trzy dni, a czuję jakbym znała ich o wiele dłużej. Przy nich nie myślę o tym, że jestem bogata. Nie myślę po prostu o niczym, bo dobrze się bawię. Z nimi słowo "nuda" nie istnieje. Najlepesze jest w nich to, że są sobą i nie udają przed nami kogoś innego. Skąd to wiem? Tak mówi mi moja intuicja, ale również opowiadania Rydel też dużo dają. Ja też przy nich jestem sobą, bo tak się czuję najlepiej. Oni są naprawdę wesołymi ludźmi i bardzo ich lubię. Mieć takie osoby za przyjciół to wielki skarb. Szczerze to teraz nie wyobrażam sobie, żebym ich nie poznała, bo to przecież oni wnieśli w moje życie radość i to w tak krótkim czasie. Nie wiem jak oni to zrobili, że tak szybko im zaufałam. Bardzo się cieszę, że ich spotkałam. Odwróciłam wzrok od okna i skierowałam go na Vanessę i Rikera. Rozmawiali jakby mnie tu w ogóle nie było. Niech sobie gadają, bo przecież ja i Ross robiliśmy to samo. Chciałabym, żeby oni byli razem. Życzę mojej siotrze jak najlepiej, bo wiem, że ona chce poznać prawdziwą miłość. Riker jest bardzo fajnym chłopakiem i myślę, że były dla niej najlepszy. Po 10 minutach dojechaliśmy pod naszą willę.
- Wow... macie bardzo piękny dom.- powiedział Riker.
- Tak jest na co popatrzeć.- odezwałam się.
- No to my już idziemy.- odparła Vanessa.
- Szkoda, że już się żegnamy. To pa dziewczyny.
- Pa Riker.- odpowiedziałyśmy i wyszłyśmy z samochodu. Przeszłyśmy przez bramę i weszłyśmy do domu. Ściągnęłyśmy buty i udałyśmy się do kuchni. Tam zjadłyśmy kolację, po czym poszłyśmy do swoich pokoi.
~*~
Godzinę później...
Jestem właśnie w łazience i kąpię się. Ciepła woda to jest to czego potrzebuję. Siedziałam tak w wannie jakieś 10 minut, ale w końcu trzeba wyjść. Zrobiłam to, po czym wytarłam ciało i włosy i ubrałam się w piżamę. Wysuszyłam włosy, a następnie rozczesałam i wyszłam z łazienki. Poszłam do sypialni, a w niej zobaczyłam Rossa. Przestraszyłam się go aż chwyciłam się za serce i cofnęłam do tyłu. Co on tutaj znowu robi?
- Cześć Laura.- odezwał się i uśmiechnał się do mnie.
- Hej Ross. Czy ty musisz zjawiać się tak niespodziewanie? Przestraszyłeś mnie.- odparłam i uspokajałam przyspieszony oddech.
- Jestem aż taki straszny?
- Nie, ale gdy pojawiasz się nispodziewanie w moim pokoju to można się ciebie wystraszyć.
- Skoro nie jestem przerażający, to dlaczego nie podejdziesz bliżej mnie?- uśmiechnął się.
- Usiądźmy na łóżku.- powiedziałam i zrobiłam to, a on po chwili znalazł się obok mnie. Cały mój strach już przeszedł i zastapiła go radość, którą czułam przez cały dzisiejszy dzień.
- Okay, a teraz powiedz mi, dlaczego znowu do mnie przyszedłeś?
- Pamiętasz jak w samochodzie powiedziałem, że chcę cie bliżej poznać?- spytał, a ja przytaknęłam głową.- To właśnie po tu przyszedłem, żebyśmy się lepiej poznali.- uśmiechnął się do mnie.
- Naprawdę chcesz mnie poznać?
- Tak, a nawet zaprzyjaźnić się. Chcałabyś być moją przyjaciółką?
- Zjawiasz się u mnie niespodziewanie i proponujesz mi w dodatku przyjaźń? Naprawdę zaczynasz mnie coraz bardziej zaskakiwać.
- No widzisz taki już jestem. Zresztą sama powiedziałaś za pierwszym razem, gdy do ciebie przyszedłem, że jest to niecodzienne i trochę romantyczne.
- No bo tak jest. Nie codziennie przez mój balokn przychodzi chłopak.- zaśmiałam się.
- No to jak, zgadzasz się na przyjaźń ze mną?- spytał i spojrzał mi w oczy.
- Tak.- odpowiedziałam i spuściłam z niego wzrok.
- Cieszę się. To może wyjdziemy na balokon?
- Okay tylko się ubiorę.- powiedziałam i założyłam szlafrok. Wyszliśmy na zewnątrz i oparliśmy się o barierkę. Patrzyliśmy na ogród, a między nami zapanowała przyjemna cisza.
- Wiesz ten ogród jest bardzo piękny.- odezwał się Ross.
- Tak on o każdej porze taki jest, ale jednak w nocy jest najpiękniejszy. Te światełka obok dróżki i w między kwiatami dodają mu uroku. Muszę przyznać, ze jest to bardzo romantyczne miejsce.- powiedziałam.
- Tak, masz rację.
- Wierzysz w przjaźń damso-męską?- spytałam, a on spojrzał na mnie.
- Gdybym w nią nie wierzył to nie spytałbym o przjaźń z tobą.- uśmiechnął się.- A ty?
- Tak, ale myślę, że taka przyjaźń przeradza później się coś więcej. Naczytałam się dużo książek, ale nie wiem, czy tak się może stać w rzeczywistości.
- Wiesz myślę, że może się tak stać, ale ja nie przeżyłem takiego czegoś.
- Ja też nie.
- Opowiedz mi coś o sobie, a później ja coś powiem.
- Okay, wiesz już jak się nazywam oraz, że mam siostrę i bogatch rodziców. Lubię rysować i malować, a szczególnie konie, bo to są moje ulubione zwierzęta. To sprawia mi radość i przy tym się odprężam. Nie lubię kłamać, ale to zrobiłam. Wierz mi, nie czułam się dobrze z tym, że nie znacie prawdy. Mam swoje trzy warości, które są dla mnie najważniejsze, a są to przyjaźń, miłość i rodzina. Okay jak na razie to tyle ci wystarczy, bo przecież nie opowiemy sobie wszystkego teraz, bo mamy na to inne dni.- skończyłam swój monolog.- Teraz ty mi coś o sobie opowiedz.- uśmiechnęłam się do niego.
- Ty też już wiesz, że mam rodzeństwo i przyjaciela. Kocham muzykę. Ona sprawia, że świat staje się piękniejszy. Umiem grać na gitarze, perkusji, pianine. Mam te same wartości co ty i też są dla mnie najwżniejsze. Wiesz już, że mam zwariowane rodzeństwo, ale ja też sam taki jestem, bo chyba wesołe nastawienie do życia jest u nas dziedziczne.- powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- Wiesz nie wiem czy dobrze myślę, ale sądzę, że ty trochę się różnisz od swojego rodzeństwa. Takiego przekonania nabrałam, gdy pierwszy raz byłam w waszym domu. Ty wtedy byłeś taki spięty i jakby poddenrwowany. Jednak teraz już wiem, że jesteś tak samo wesoły jak reszta.
- Jeśli chodzi o tamten dzień to po prostu byłem zdziwiony, że wy, córki milionerów, jesteście w naszym domu. Ja na dodatek znałem już prawdę i zastanawiało mnie dlaczgo podałyście inne nazwisko. Fakt byłem trochę spięty, ale już widziałaś, że też jestem taki jak moje rodzeństwo, czyli wesoły.
- Świetnie się z wami bawiłam. Nigdy jeszcze nie byłam taka wesoła, a przy was to uśmiech sam wchodzi mi na usta. Nie wiem dlaczego tak się dzieje.
- Może dlatego, że jesteś z nami, a u nas nigdy nie jest nudno i zawsze się coś dzieje.- zaśmiał się.
- Tak w waszym domu po prostu jest chyba jakiś gaz rozweselający.- również się zaśmiałam.
- Może tak.
- A tak w ogóle to ktoś wie, że u mnie jesteś?- spytałam, gdy przestaliśmy się śmiać.
- Tak, Rydel wie. Wyszedłem normalnie przez drzwi.
- A do mnie nie mógłbyś tek wejść?
- A wpuściłby mnie ktoś o takiej porze?
- Raczej nie, ale przecież możesz przyjść w dzień.
- Wiem, ale tak jak do ciebie przyszedłem jest ciekawiej.
- Czyli, że jutro też do mie przyjdziesz o tej godzinie?- spytałam i chciałam, żeby tak było.
- Sama się przekonasz.- powiedział tajemniczym głosem i uśmiechnął się do mnie.
- Okay zobaczymy.- odparłam i odwzajemniłam jego gest, po czym ziewnęłam. Nie było to wymuszone tylko prawdziwe, bo co jak co, ale po całym dniu na plaży jestem zmęczona.
- O ktoś tu jest zmęczony, co?
- Tak.
- Czyli, że mam już sobie iść?
- Jak chcesz.- odpowiedziałam, bo nie chciałam za bardzo, żeby już sobie poszedł.
- Widzę, że jesteś zmęczona, więc dam ci iść spać. Jeszcze się spotkamy nie raz.- uśmiechnął się.
- Okay jestem za.- odparłam i również się uśmiechnęłam.
- To w takim razie, pa Laura.
- Skoro się przyjaźnimy to możesz mówić na mnie Lau.
- Dobrze.
- To pa Ross.
- Pa Lau.- uśmiechnął się, po czym zszedł na ziemię po pergoli i szybko przebiegł do drzewek. Gdy już był koło nich odwrócił się i pomachał mi, a ja zrobiłam to samo. Po chwili chłopak zniknął w ciemności. Westchnęłam i z uśmiechem na ustach, który cały czas mi nie schodził, weszłam do środka pokoju i zamknęłam drzwi balkonowe. Położyłam się na łóżku i po krótkim czasie zasnęłam.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podobał się rozdział? Jest najdłuższy ze wszystkich, które były dotychczas, ale podoba mi się on. Może też dlatego, że jest w nim trochę Raury. Na razie nie chcę im za bardzo słodzić, ale wątpię, żeby mi to wszyło. Jednak na Raurę jako parę jeszcze długo sobie poczekacie. Akcja po woli zaczyna nabierać tempa i mam nadzieję, że uda mi się napisać więcej takich długich rozdziałów.
Czy tylko ja nie mogę uwierzyć, że już za 4 dni R5 będą w Warszawie? Ja nie jadę na koncert, co mnie bardzo smuci. Kto z was zobaczy na żywo naszych idoli?
Do napisania!!!
Taki tam mały szantażyk...
8 komentarzy=next
Subskrybuj:
Posty (Atom)





