"I was solo, living YOLO ‘Til you blew my mind" ~ "Byłem sam, żyłem chwilą dopóki nie namieszałaś w moim umyśle" - Pass Me By
~Los Angeles, 10.07.2015r.~
★Ross★
Obudziłem się i przeciągnąłem. Sięgnąłem ręką do szafki nocnej i wziąłem z niej telefon. Włączyłem go, żeby sprawdzić godzinę. Była 9:55, czyli moja normalna pora wstawania. Odłożyłem przedmiot na miejsce. Przypomniały mi się wczorajsze wydarzenia, a szczególnie te z nocy. Szkoda mi Laury. Straciła swoją pasję przez wypadek. To musiało być okropne. Zresztą widziałem to po tym, jak wszystko opowiadała z emocjami i przecież płakała. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś kazał mi porzucić na zawsze muzykę. To byłoby nie do zniesienia. Chociaż jak na razie to nasz zespół jest zawieszony, ale przecież kiedyś się to skończy. Chciałbym coś zrobić, żeby spełnić marzenie Laury. Chciałbym, żeby była szczęśliwa. Stadnina jest blisko, więc mógłbym ją tam zabrać, gdy nie będzie jej rodziców w domu. Tak tylko, że wtedy ja bym stał i nic nie robił podczas, gdy ona jeździłaby na koniu. Zresztą ja nie jestem taki ważny. Najważniejsze jest to, żeby Laura była zadowolona. Tak, ale co jeśli ona pojedzie w teren? Szczerze? To chciałbym jej towarzyszyć. Jest tylko jeden wielki problem. Ja nie umiem jeździć konno. Może jednak mógłbym się tego nauczyć? Laura mówiła, że z jazdą konną jest tak samo jak z rowerem. Wsiadasz i jedziesz. No tak tylko to robiła przez cztery lata i miała trzecie miejsce w zawodach i starała się o pierwsze, a ja nigdy nie miałem doczynienia z końmi. Jednak chciałbym towarzyszyć jej podczas jazdy. To chyba nie jest takie trudne. Wsiadasz na konia i jedziesz. Pewnie łatwo się mówi, a trudniej robi. Pewnie dochodzi jeszcze do tego utrzymanie równowagi i inne rzeczy. Jednak chcałbym zrobić to dla Laury. Chcę, żeby jej marzenie się spełniło, a ja mu w tym pomogę. Zrobię to, nauczę się jeździć konno. Chociaż za dużo czas nie mam, bo zostały mi dwa tygodnie z kawałkiem do oddania jej Romwellom. Wykorzystam ten czas najlepiej jak potrafię i zrobię wszystko, żeby się nauczyć. Dam radę. Zrobię to dla Laury. Chcę, żeby była szczęśliwa. Czyli musiałbym pojechać do tej stadniny i zapytać o lekcje. Nawet dzisiaj mogę tam pojechać. Im szybciej tym lepiej. Okay koniec już tego leżenia. Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej dżinsy i czerwoną koszulę w czarną kratę. Poszedłem z tymi ubraniami do łazienki i wykonałem wszystkie poranne czynności. Wyszedłem z pomieszczenia czystości i zszedłem na dół do kuchni. Siedzieli w niej już wszyscy. Niecodziennie jestem ostatni.
- Hej. - przywitałem się wesoło.
- Hej. - odpowiedzieli, a ja usiadłem przy stole. Jedli tosty, które pachniały bardzo smakowicie. Na talerzu leżała moja porcja, więc wziąłem je i zacząłem jeść.
- Jak poszło ci wczorajsze spotkanie z Laurą? - spytała Rydel.
- Dobrze, dowiedziałem się więcej o jej przeszłości. - odpowiedziałem.
- Czego?
- Tego, że jeździła konno, ale przez wypadek rodzice jej zabronili. Nadal chce to robić, więc przed chwilą wpadłem na pomysł, żeby pomóc jej spełnić to marzenie. Zamierzam zabrać ją do stadniny, która jest pod Los Angeles i do to tego nauczyć się jeździć na koniu.
- Aww... jak słodko. Widać, że ci na niej zależy. - uśmiechnęła się Rydel.
- Po prostu chcę, żeby była szczęśliwa, ale nie myślcie od razu, że jestem w niej zakochany, bo tak nie jest. Zresztą taką rzecz może zrobić przyjaciel.
- No może, ale zobaczysz, że poczujesz do niej coś więcej. - odezwał się Riker.
- Znowu zaczynacie ten temat? Musicie go ciągle poruszać przy tym jak mówię coś o Laurze. Ja się tylko z nią przyjaźnię. Nic więcej. Nawet nie macie pojęcia jak się czuję z myślą, że za dwa tygodnie ją oddam Romwellom! - powiedziałem trochę podniesionym tonem.
- Ross, przepraszam cię ja nie chciałem cię urazić. - odparł Riker.
- Ja też cię przepraszam, bo to ja, jak zawsze zaczęłam ten temat. Nie obrażaj się na nas. - odezwała się Rydel.
- Nie robię tego, bo nie umiem się na was gniewać. - uśmiechnąłem się.
- Okay, już nie będę zaczynać tego tematu, ale gdy się w niej zakochasz to powiesz mi o tym? - spytała.
- Tak, jeśli tak się stanie.
- To super, a tak w ogóle to wczoraj w nocy wpadałam na pewnien pomysł. - powiedziała Rydel.
- Jaki? - spytał Rocky.
- Może wyznamy Laurze i Vanessie, że jesteśmy zespołem? Moglibyśmy zrobić to jutro, gdy będziemy w tym ich domku? Zgadzacie się?
- Rydel, ale jak im wytłumaczysz, że zawiesiliśmy zespół? Przecież to jest związane ze mną. - odparłem.
- Powiemy im tak jak wszystkim, że zrobiliśmy to, bo chcieliśmy odpocząć.
- Okay, ale nie wspominajcie o mnie.
- Wiadamo. Zgadzacie się, czy nie? - spytała, a my wszyscy spojrzeliśmy na siebie.
- Zgadzamy się. - odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Może od razu zagramy i zaśpiewamy im. Może przy ognisku? - zaproponował Rocky.
- No to jest dobry pomysł. - przytaknął Ellington.
- Jak myślicie jak one na to zareagują? - spytał Riker.
- Myślę, że dobrze to przyjmą. Musimy im to porządnie wytłumaczyć. - odpowiedziała Rydel.
- No nie do końca. - odparłem, a ona przytaknęła głową.
- To jutro pozbywamy się jednej naszej tajemnicy, bo drugą jest sprawa Rossa. - powiedział Ell.
- Mojej chyba nie uda mi się wyznać. Chociaż chciałbym to powiedzieć tylko Laurze. Jednak, co Romwellowie z nią zrobią tego już nie wiem. - westchnąłem.
- Ross nie myśl o tym. Zostały ci jeszcze przecież dwa tygodnie. Wykorzystaj ten czas najlpiej jak potrafisz. - odparła Rydel.
- Tak wiem.
- Może nawet zaryzykuj i bardziej otwórz serce dla Laury.
- Czy się w niej zakocham to nie zależy ode mnie, bo to nie mój rozum odczuwa moje uczucia tylko serce.
- Pomyśl co przed chwilą powiedziałeś, bo może ci się to kiedyś przydać. - powiedziała Rydel, a ja zastanowiłem się chwilę. Fakt dobrze powiedziałem, bo to serce wybiera osobę, którą się pokocha. Rozum musi tylko to zaakceptować, a to czasami nie jest takie proste, bo można się wypierać, ale serce i tak wie lepiej. Ja jednak nie czuję niczego więcej do Laury. Może tylko to siebie wmawiam? Może tak, ale jeszcze nie sądzę, że się w niej zakochałem. Chyba to nie nastąpiło. A może jednak? Nie wiem. To jest trudne. Najlepiej nad tym mogę się zastanawiać przy Laurze. Na tą chwilę to uważam, że nie jestem w niej zakochany. Chyba.
- Okay, czyja dzisiaj kolej zmywania? - spytała Rydel, a ja się ocknąłem.
- Moja. - odparł Ellington i pozbierał wszystkie talerze. Wszyscy wyszliśmy z kuchni, żeby mu nie przeszkadzać. Może teraz pojadę to tej stadniny? Muszę znać dokładny adres. Poszedłem na górę do swojego pokoju i usiadłem na krześle przed biurkiem. Otworzyłem laptopa i chwilę poczekałem aż się włączy. Gdy tylko to się stało, wszedłem na internet. Wpisałem w przeglądarce stadnina ,,W siodle" i wyskoczła mi odpowiednia strona. Przeglądałem ją aż w końcu natrafiłemna adres: Los Angeles 1502. Obejrzałem kilka zdjęć z terenu, który obejmuje stadnina. Naprawdę są tam ładne widoki. Okay to mam już to, co potrzebuję. Zamknąłem laptopa i wyszedłem z pokoju. Udałem się do salonu, gdzie siedziało moje rodzeństwo.
- Ja jadę do stadniny. Nie wiem kiedy wrócę. - powiedziałem.
- Okay jedź. - odparła Rydel, a ja poszedłem na korytarz. Założyłem trampki i wyszedłem z domu. Wyciągnąłem samochód z garażu i odjechałem. Kierowałem się na wschodnią część miasta. Wyjechanie z niego trochę mi zajęło, bo Los Angeles to małych miast nie należy. W końcu natrafiłem na drogę wyjazdową. Gdy zniknęły wysokie budynki zacząłem rozglądać się po okolicy, ale jak na razie nie widziałem. Jechałem jeszcze jakieś 10 minut aż w końcu ujrzałem reklamę stadniny. Skręciłem w prawo i po 5 minutach zobaczyłem budynki oraz konie. Zaparkowłem na parkingu i wysiadłem z samochodu. To tutaj Laura spędziła cztery lata. Muszę przyzanć, że stadnina jest położona w malowniczym miejscu. To teraz muszę kogoś znaleźć, a najlepiej właścicielkę. Wszedłem do pierwszego budynku i jak się po chwili zorientowałem do stajni. Mają tutaj dużo koni. Ciekawe gdzie jest ten Laury? Rozejrzałem się po wnętrzu i zauważyłem jakąś dziewczynę. Podszedłem do niej.
- Dzień dobry. - powiedziałem, a ona natychmiast się odwróciła. Była blondynką o zielonych oczach i mniej więcej w moim wieku. Nawet ładna, ale Laura według mnie jest ładniejsza. Zaraz, zraz, o czym ja myślę?
- W czymś mogę pomóc? - spytała uprzejmie.
- Szukam właścicielki tej stadniny, pani Elizabeth Morgan. Jest może tutaj?
- Tak, zaprowadzę pana do niej. - uśmiechnęła się i razem wyszliśmy ze stajni. Obeszliśmy ten budynek i zobaczyłem dużo miejsca do jazdy. Akurat jakaś dziewczynka jeździła. Skoro ona potrafi, to chyba ja też mogę się tego nauczyć. Zauważyłem, że blondynka cały czas na mnie zerka. Podeszliśmy do barierek, przy której stała jakaś kobieta. To pewnie właścicilka.
- Przepraszam. - powiedziała dziewczyna, a kobieta odwróciła się. Była w średnim wieku, włosy miała brązowe, tak samo jak oczy. - Przyszedł ktoś do pani. - odparła i odeszła.
- Dzień dobry. Nazywam się Ross Lynch. - przedstawiłem się.
- Dzień dobry. Jestem Elizabeth Morgan, właścicielka tej stadniny.
- Miło mi panią poznać.
- Wzajemnie. Co pana do mnie sprowadza?
- Chciałbym nauczyć się jeździć konno. Czy mam na to szanse w takim wieku?
- Oczywiście, każdy może się tego nauczyć i nie ma ograniczeń. Zazwyczaj naukę rozpoczna się od dziecka.
- Tak wiem, ale chciałbym się nauczyć, ponieważ chcę pomóc spełnić marzenie mojej przyjaciółce Laurze Marano.
- Laurze? - spytała ze zdziwieniem, ale również z widoczną radością. - Tej Laurze Marano, córce milionerów?
- Tak.
- Minęły trzy lata odkąd ją widziałam. To była niezwykła dziewczyna. Pełna ambicji i zapału. Jak się na coś uparła to nie odpuszczała i zawsze stawiała na swoim. Co u niej słychać?
- Chyba nic się nie zmieniło z wyjątkiem tego, że nie jeździ konno.
- Szkoda, że rodzicie jej zabronili. Miała wielki potencjał. Nigdy jeszcze nie miałam takiej uczennicy jak ona.
- Laura dużo mi opowiadała o tej stadninie i o jej klaczy Night.
- Ona była z nią bardzo zżyta. Laura spędzała całe dnie na przejażdżkach na niej.
- Ta klacz nadal jest tutaj?
- Tak, trzyma się bardzo dobrze. Nadal tylko mi się pozwala dotykać. Tylko Laura ją oswoiła do siebie. Mówiłeś, że chcesz się nauczyć jeździć konno i pomóc jej spełnić marzenie, tak?
- Tak chcę, żeby znowu wsiadła na koński grzbiet.
- Musi ci na niej bardzo zależeć, skoro tak się dla niej starasz. - uśmiechnęła się, a ja trochę się zmieszałem.
- Laura to moja przyjaciółka.
- Wiesz, dam ci pewną radę. Jeśli chcesz znaleźć prawdziwą miłość to Laura jest dla ciebie idealna. Takiej dziewczyny jak ona nigdzie nie znajdziesz. - odparła, a ja nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Czy nawet pani Morgan musi mi o tym mówić? Czy ja naprawdę nie mogę tylko przyjaźnić się z Laurą? Dlaczego każdy mnie z nią łączy?
- Będę o tym pamiętał. - powiedziałem. - To będę mógł się nauczyć jazdy konnej? - spytałem, żeby zmienić temat.
- Oczywiście.
- A da się to robić w dwa tygodnie?
- To zależy od chęci i szybkiej nauki. Jeśli tak zależy ci na czasie to mogę zostać twoją trenerką.
- Dziękuję, a kiedy będę mógł przychodzić?
- Pięć razy w tygodniu, jeśli chcesz się nauczyć jazdy w dwa tygodnie.
- Dobrze. Od kiedy zaczynam?
- Dzisiaj niestety już nie mogę, ale możesz przychodzić od poniedziałku do piątku.
- Dobrze, dziękuję pani bardzo.
- Nie ma za co. Pozdrów ode mnie Laurę.
- To będzie niespodzianka, więc nie.
- Dobrze, już nie mogę się doczekać aż ją zobaczę. Pewnie wyrosła na piękną dziewczynę.
- Z tym muszę się zgodzić. Do widzenia.
- Do widzenia. - odpowiedziała pani Morgan, a ja poszedłem do samochodu. Wsiadłem do niego, odpaliłem i odjechałem. Cieszę się, że załatwiłem tą sprawę. Myślę, że dam radę się nauczyć jeździć konno. To chyba nie jest takie trudne. Ta pani Morgan to sypmatyczna kobieta. Łatwo się z nią dogadać. Nie dziwię się, że Laura ją lubiła. Mam nadzieję, że wyrobię się w czasie i zdążę spełnić jej marzenie. Nawet nie wiem dlaczwgo tak bardzo mi na tym zależy. Może dlatego, że Laura to moja najlpesza przyjaciółka i chcę dla niej jak najlepiej? Tak, chyba to jest powód. Po chwili usłyszałem w radiu ,,Pass Me By" i zacząłem śpiewać. Słysząc tą piosenkę przypomniałem sobie czasy, gdy ją pisaliśmy, robiliśmy teledysk, występowaliśmy. To było niezwykłe. Naprawdę chciałbym znowu stanąć na scenie i poczuć te wszystkie emocje, czyli radość, ale też dumę. Jednak nie wiem kiedy to się stanie. Mam nadzieję, że jak najszybciej. Z początku muszę przyznać, że przerwa mi się przydawała, ale teraz my wszyscy chcemy znów robić to, co kochaliśmy. To jest część naszej rodziny. Część mnie. Gdy piosenka się skończyła usłyszałem głos prowadzącego: ,,To był utwór ,,Pass Me By" zespołu R5, który niestety jest zawieszony od czterech miesięcy. Fani bardzo rozpaczają i chcieliby znów zobaczyć na scenie swoich idoli. Kiedy R5 to zrobi? Tego nie wie nikt." Skończył, a ja westchnąłem. Ma rację tego nie wie nikt. Dlaczego Romwellowie musieli pojawić się w moim życiu, które tak dobrze się układało? Doprowadzili do zawieszenia naszego zespołu, ale też do mojego cierpienia z powodu oddania im Lau. Ta druga sprawa ciągle nie daje mi spokoju. Z każdym dniem coraz bardziej, bo każdy dzień przybliża mnie do rozstania z Laurą. Ja tego nie chcę robić. Jednak ja nie ma nic do gadania. Nawet, gdybym poszedł do nich i powiedział, że nie przyprowadzę im jej to pewnie zaraz daliby mi wybór, czyli śmierć lub zadanie. Ja oczywiście wybiorę to drugie. Chociaż może bez nich nie spotkałbym Laury, a tego bym nie chciał, bo przywiązałem się do niej. Naprawdę bardzo ją polubiłem. Spotkana z nią to dla mnie czysta przyjemność. Cieszę się, że ją znam. Ona jest niezywkłą dziewczyną. Nigdy takiej nie spotkałem i wątpię, żebym kiedykolwiek spotkał. Nie ma takiej drugiej jak Laura. Może brzmię tak, jak bym był w niej zakochany, ale tak nie jest. Przyjaciel też może tak powiedzieć. Przyjaźń z nią daje mi naprawdę wielkie szczęście. Tak i właśnie dlatego chcę się nauczyć jeździć konnej i jej towarzyszyć podczas tego. Chcę spełnić jej marznie i pokazać, że jest dla mnie bardzo ważna. Dobra koniec już tych przemyślać i użalania się nad moim losem. Co się stanie to się stanie. Zobaczymy, co pokaże mi jeszcze życie. Takie myśli towarzyszyły mi do wjazdu do miasta. Po jakiś 15 minutach zatrzymałem samochód pod domem. Wjechałem nim do garażu i wszedłem do domu. Ściągnąłem buty i udałem się do salonu, gdzie zastałem Rydel oglądającą telewizję.
- Hej Rydel. - powiedziałem, a ona spojrzała na mnie.
- Hej Ross. Udało ci się zapisać na lekcje jazdy konnej? - spytała.
- Tak, zaczynam od poniedziałku. Mam je pięć razy w tygodniu.
- Czyli codziennie będziesz tam jeździł oprócz soboty i niedzieli?
- Tak.
- To urocze, że chcesz spełnić marzenie Laury. Widać, że ci na niej zależy. - uśmiechnęła się.
- Zależy mi na niej jak na przyjaciółce. Chyba mogę sprawić jej radość będąc jej przyjcielem?
- Możesz, czy ja coś powiedziałam na ten temat?
- Idę do siebie. - odparłem, a Rydel pokiwała tylko głową i odwróciła ze mnie wzrok i skierowała go na ekran telwizora. Wyszedłem z salonu i udałem się na górę do mojego pokoju.
~*~
★Laura★
Siedzę z Vanessą pod wierzbą i rozmawiamy. Do spotkania z Jake'iem zostało mi już tylko pół godziny. Dzisiaj spędziłam cały dzień z moją siostrą. Przed południem kąpałyśmy się w basenie i opalałyśmy. Zrobiłyśmy sobie siostrzany dzień. Jednak jakoś dziwnie siedzi mi się z nią pod wierzbą. Pewnie dlatego, że jest to miejsce moje i Rossa. Myślałam, że po tym jak wczoraj prawie nakryła mnie z Rossem to znowu mnie o to spyta, ale jednak tego nie zrobiła. Chciaż ją znam i pewnie to zrobi.
- Okay, a teraz mam do ciebie takie małe pytanko. - powiedziała. Coś mi się wydaje, że to dotyczy wczoraj.
- Jakie?
- Powiedz szczerze i nie owijaj w bawełnę. Był u ciebie wczoraj w nocy Ross? Widziałam, że jesteś poddenerwowana i że chcesz mnie jak najszybciej spławić, więc mów. - odparła. Wiedziałam, że mnie o to spyta. Jej ciekawość jest naprawdę wielka. Powiedzieć jej prawdę? Czemu nie. Zresztą już wcześniej powinna o tym wiedzieć.
- Eee... no, bo wiesz... - zaczęłam niepewnie. - Dobra powiem ci prawdę. Tak, wczoraj w nocy Ross był u mnie. Wszedł przez balkon. Przychodził nawet już wcześniej, a dokładnie pierwszy raz to zrobił, gdy spotkałyśmy Lynchów. Później tak zjawiał się co dwa dni, a teraz codziennie.
- A co wy robicie, że tak spytam z ciekawości? - uśmiechnęła się.
- Rozmawiamy na różne tematy.
- U ciebie w pokoju?
- Rzadko, bo zazwyczaj przychodzimy właśnie tu pod wierzbę, a dokładnie to obok rozścielamy koc, kładziemy się na nim i oglądamy gwizady. Schodzimy po pergoli i przemykamy się tu pokotyjomu, żeby nikt nas nie zobaczył.
- Aww... jak romantycznie. - uśmechnęła się. - Nie doszło między wamio czegoś więcej?
- Do czego?
- Naprawdę nie wiesz o co mi chodzi? Chodzi mi o całowanie się.
- Co? Nie, my tego nie robiliśmy. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Do takich rzeczy nie doszło.
- Jeszcze nie doszło mogę dodać. Zobaczysz w końcu to się stanie i ja to wiem, bo widzę jak na siebie patrzycie. Może jak na razie tylko się przyjaźnicie, ale myślę, że to się przerodzi w coś więcej. Te wasze spotkania mogą do tego doprowadzić.
- Myślisz, że się zakocham w Rossie?
- Tak, chyba, że już to się stało.
- Nie, ja go tylko bardzo lubię i nic więcej.
- Zobaczysz, że się w nim zakochasz. Z takim przystojnym chłopakiem, jakim jest Ross ciężko się przyjaźnić. Zresztą uważam, że pasujcie do siebie. Nawet bardziej niż ty i Jake.
- Van, skończ już ten temat. Z Rossem jest mi dobrze w przyjaźni i jak na razie nie chcę tego zmieniać.
- Okay, ale zobaczysz, że wspomnisz moje słowa. Ja i tak będę za Raurą, a nie za Jaurą.
- Za kim?
- Połączyłam imię twoje i Rossa oraz twoje i Jake'a. Wyszło mi Raura i Jaura.
- Okay, a ja za to shippuję Rikessę. - odgryzłam się jej.
- Dla twojej wiadomości ja i Riker się przyjaźnimy. To ty i Ross bardziej przekraczacie tą granicę.
- Okay, dobra koniec już tych naszych pogaduszek, bo idę na spotkanie z Jake'iem i jego przyjaciółmi. - odparłam i wstałam z trawy.
- Miłej zabawy życzę, ale nie za dobrej z Jake'iem, bo ja czekam na Raurę. - uśmiechnęła się, a ja przerwróciłam oczami i odgarnęłam gałązki wierzby, żeby wyjść. Szłam dróżką prowadzącą do domu. Zauważyłam, że cały czas się uśmiecham. Dlaczego zawsze, gdy rozmawiam z Rossem lub o nim to właśnie się uśmiecham? Nie wiem dlaczego. To przezwisko jakie dała mi i Rossowi jest słodkie. Raura. Nawet nie wiedziałam, że tak razem współgrają nasze imiona. Przyjemnie to brzmi. Powiem o tym Rossowi, gdy do mnie przyjdzie. Pewnie to zrobi, bo teraz zjawia się codziennie, co mnie cieszy, bo lubię spędzać z nim czas. Jemu mówię o wszystkim. Jednak on o sobie już rzadko. Nie wiem za dużo o nim, ale skoro on nie chce opowiadać o sobie to nie musi. Nie będę naciskać. Z takimi myślami doszłam do swojego pokoju. Czas się przyszykować na spotkanie z Jake'iem i jego przyjaciółmi. Weszłam do garderoby i wybrałam niebiskie bikini oraz letnią sukienkę w tym kolorze. Ubrałam się w to i podeszłam do toaletki. Rozczesałam włosy i zostawiłam je, jak zawsze rozpuszczone. Nie będę robiła makijażu, bo gdy wejdę do wody to mi się wszystko zmyje. Sapakowałam również wszystkie potrzebne rzeczy na plażę do torby i byłam już gotowa. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi, więc szybko wybiegłam ze swojego pokoju i udałam się na korytarz. Oczywiście drzwi otworzył już lokaj.
- Hej Laura. - powiedział Jake i się uśmiechnął.
- Hej Jake. - odparłam i odwzajemniłam jego gest.
- Już jesteś gotowa?
- Tak, tylko jeszcze założę buty i możemy iść. - odpowiedziałam i ubrałam sandały, po czym wyszłam z domu.
- A tak w ogóle to ładnie wyglądasz. - uśmiechnął się.
- Dziękuję. - odparłam i wyszliśmy za bramę. Wsiedliśmy do jego samochodu i po chwili odjechaliśmy.
- Justin, Max i Liz nie mogą się doczekać aż ciebie zobaczą.
- To fajnie. Jestem ciekawa jacy oni są.
- Tacy jacy już ci mówiłem, bardzo mili i sympatyczni. - odpowiedział, a po chwili usłyszałam z radia piosenkę. To była ta, która leciała, gdy Ross zawiózł mnie i Vanessę do domu po rzeczy na plażę. Nie powiedział mi wtedy jak nazywa się ten utwór, ani jaki ma tytuł. Szkoda, bo spodobała mi się ta melodia i tekst.
- Znasz może tą piosenkę? - spytałam.
- Nie, ale jest nawet fajna.
- Mi się bardzo podoba. - odparłam i wsłuchałam się w nią. Jednak ten głos wydawał mi się znajomy. Chyba, że mi się wydaje. Skądś go znam, ale nie mogę go skojarzyć. Dobra nie ważne. Zaczęłam nucić tą piosenkę. Jest naprawdę przyjemna dla ucha. Gdy się skończyła rozmawialiśmy z Jake'iem na temat jego przyjaciół. Po 10 minutach dojechaliśmy na miejsce. Jacob zaparkował samochód, po czym z niego wysiedliśmy.
- Daj poniosę twoją torbę. - odezwał się.
- Nie musisz, nie jest ciężka. Zresztą masz swoją.
- Dla mnie to nie jest duże obciążenie.
- Okay niech ci będzie. - odpowiedziałam i dałam mu torbę. Szliśmy do wejścia na plażę, gdy byliśmy już blisko jacyś dwaj chłopcy machali do nas ręką. Domyślałam się, że to są właśnie jego przyjaciele. Podeszliśmy do nich.
- Siemia stary. - powiedzieli i przybili sobie piątkę.
- Siemia chłopaki. Cześć Liz. - odparł Jake. - Laura przedsatawię ci moich kumpli. To są Justin, Max i Liz, a wy poznajcie Laurę. - na każdego wskazywał rękę. Przyglądałam się im. Justin był wyskokim blondynem o niebieskich oczach. Max natomiast był brunetem o brązowych oczach i również wysoki, miał dłuższą grzywkę. Obaj mieli włosy postawione na żel. Muszę przyznać, że jest na co popatrzeć, bo obaj są przystojni. Na końcu przyjrzałam się Liz. Była wysoką, blondynką o zielonych oczach. Na pierwszy rzut oka wydaje się być miła. Zresztą uśmiechała się, co trochę mnie w tym przekonaniu utwierdziło.
- Miło nam cię poznać. - powiedzieli.
- Mi was również. - odparłam.
- Dużo o tobie słyszeliśmy. Jake non stop o tobie gada. - odezwał się Justin, a Jake spiorunował go wzrokiem.
- Mam nadzieję, że same dobre rzeczy. - uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, że tak. Ciągle po spotkanich z tobą mówi jaka to jesteś ładna i w ogóle. - powiedział Max i zaśmiał się, a po chwili dołączył do niego Justin. Spojrzałam na Jake'a, a jemu to chyba nie było do śmiechu. Cieszę się, że tak o mnie sądzi.
- Dobra chłopaki przestańcie już. - odparł Jacob, a oni trochę się uspokoili, ale uśmiech nadal pozostał na ich twarzach. Tym wiecznym rozbawieniem trochę przypominali mi Lynchów. Jednak oni nie mogli się równać z moimi przyjaciółmi, a szczególnie z Rocky'm i Ellingtonem. Nikt ich nie pobije w ich wyczynch. Myślę tak, a w ogóle nie znam Justina i Maxa. Jednak nawet, gdy ich lepiej poznam to raczej zdania nie zmienię.
- Okay, Jake wyluzuj już. - powiedział Max.
- Chodźmy już na tą plażę. - odezwała się Liz i przeszliśmy przez przejście. Gdy tylko znaleźliśmy się na niej od razu ściągnęłam sandały, żeby poczuć ciepły piasek pod stopami. Trochę czasu zajęło nam poszukiwanie miejsca, w którym się rozłożymy. W końcu znaleźliśmy dość spory obszar. Rozścieliśmy koce. Chłopaki od razu ściągnęli ubrania i muszę przyznać, że każdy był trochę umięśniony. Jeszcze nigdy nie widziałam Jake'a bez koszulki. Rossa widziałam dwa razy. Umięśniony to on jest. Zaraz, zaraz, o czym ja myślę? Zauważyłam, że Liz też już jest w samym bikini, więc ściągnęłam swoją sukienkę.
- No, no, Jake dobrze się ustawiłeś. Wyrwałeś ładną dziewczynę i to w dodatku córkę milionrów. - powiedział Max.
- My jesteśmy przyjaciółmi. - odparł Jake.
- Okay, my się nie będziemy już wtrącać w wasze relacje, bo widzę, że oboje jesteście zakłopotani. - odezwał się Justin. Szczerze powiedziawszy to nie czuję się zbyt swobodnie w ich towarzystwie. Przy Lynchach od razu byłam sobą. Nie byłam spięta. Teraz to jest też pewnie spowodowane obecnością Rossa, bo z nim jestem najbliżej, z Rydel też, ale z Rossem jednak czuję się inaczej. Zdecydowanie to jest mój najlpeszy przyjaciel.
- Chłopaki idźcie do wody. Ty Jake też. - odezwała się Liz.
- Ale... - zaczął.
- Nie ma żadnego ale. Idźcie. - powiedziała blondynka, a chłopaki odeszli. - To teraz możemy sobie na spokojnie porozmawiać. - zwróciła się do mnie.
- Okay. Oni zawsze się tak ciebie słuchają?
- Nie, ale znamy się już długo, a jestem jedną dziewczyną wśrod trzech chłopaków, więc trzeba sobie jakoś radzić. - uśmiechnęła się. Trochę przypomina mi Rydel, ale i tak nie jest taka sama.
- Ile się znacie?
- Pięć miesięcy, a od czterch jestem z Justinem.
- Długo jesteście razem.
- Tak i cieszę się z tego. Jeśli Justin albo Max cię urazili to nie obrażaj się na nich. Oni tacy już są. Są poprostu pewni siebie i wyluzowani. Trochę tacy, jak podrywacze, ale oni potrafią stworzyć z dziewczną udany związek. Jake też kiedyś taki był, ale odkąd zaczął pracować w firmie to trochę spoważniał. Tak mi opowiadał Justin.
- Naprawdę Jake taki był? Nie wyobrażam go siebie takiego.
- Ja też nie zabardzo, ale przebywając z chłopakmi potrafię to zrobić.
- Ja nadal nie potrafię tego pojąć.
- Mogę zadać ci pewne pytanie?
- Pewnie.
- Jak to jest być córką milionerów?
- Ma się wszystko, co materialne, ale co już związane z uczuciami to już nie za bardzo. Nie chodziłam do szkoły, nie miałam jeszcze chłopaka, nawet przyjaciół, ale teraz już tak.
- Czyli nie jest za kolorowo?
- Zależy jak na to patrzysz. Jeśli na pieniądze to wydaje się to wielki szczęściem. Ja jednak patrzę na osobowość, a nie na bogactwo.
- Jake mówił o tym, ale nie sądziłam, że to jest prawda, a jednak.
- Mogę teraz ja zadać tobie pytanie?
- Jasne. Pytaj o co chcesz.
- Jak rozpoznać, że jest się zakochanym? - spytałam, bo chciałam poznać jej zdanie na ten temat.
- Wiesz, każdy to może czuć inaczej, ale najczęściej jest podobnie, czyli wystarczy ci sam widok tej osoby, żeby być szczęśliwym. Wszystko nabiera barw i staje się piękniejsze. Nawet każda zwykła rzecz. Ja czułam się jakbym unosiła się nad ziemią. Miłość to piękne uczucie. Naprawdę jej jeszcze nie przeżyłaś? Z takim wyglądem i pochodzeniem?
- Nie, bo każdy chłopak patrzył na moje pieniądze, a nie na moją osobowość, a tego nie lubię.
- Masz poza Jake'iem innych przyjaciół?
- Tak, czteroosobwe rodzeństwo i ich przyjaciel. Dokładniej czterch chłopaków i jedna dziewczyna.
- Którego lubisz najbardziej? Bo chyba jeden musiał ci bardziej przypaść do gustu.
- Najbardziej tego w moim wieku.
- Jak on wygląda?
- Jest blondynem o brązowych oczach. Przystojny, dobrze umięśniony. Ma ładny uśmiech. - odpowiedziałam, a mówiąc z każdym słowem mój uśmiech robił się coraz większy. Ross nawet, gdy go nie ma tak na mnie działa. To jest jednocześnie zaskakujące i przyjemne.
- A jak się nazywa jeśli mogę wiedzieć?
- Ross. - odparłam.
- Skądś kojarzę to imię, ale nie pamiętam dokładnie z kim. - powiedziała, a ja chciałam jeszcze spytać z kim dokładniej, ale w naszą stronę szli chłopaki. Usiedli na swoich kocach.
- I co lepiej się poznałyście? - spytał Jake.
- Tak, trochę rozmawiałyśmy. - odpowiedziałam.
- Polubiłyście się trochę?
- Tak, Liz to bardzo sympatyczna dziewczyna. - uśmiechnęłam się do niej.
- Okay, to może teraz wszycy pójdziemy do wody? - spytał Max i wszyscy przytaknęliśmy głowami. Wstaliśmy z kocy i udaliśmy się do oceanu. Zanurzyłam stopy, a woda była już trochę zimna, bo jest już coś po piątej. Nie mam ochoty na kąpiel. Jaustin, Max i Liz byli już zanurzeni prawie do pasa, a ja nadal stałam na brzegu po kostki w wodzie.
- Nie wchodzisz głębiej? - spytał Jake.
- Chyba nie, bo woda jest już trochę zimna, ale też nie mam ochoty na kąpiel. - odpowiedziałam.
- Okay, to w takim razie postoję tu z tobą.
- Nie mam nic przeciwko. - uśmiechnęłam się. Patrząc tak na ocean przypomniało mi się jak ja, Van i Lynchowie plus Ell chlapaliśmy w wodzie. Byliśmy wtedy tacy weseli. Dobrze się z nimi wtedy bawiłam. Jednak najbardziej w pamięci utkwiło mi to spojrzenie Rossa po wynurzeniu się po tym jak na niego wskoczyłam za to, że wrzucił mnie do oceanu. Trwało ono może z sekundę, ale spodobało mi się. Podobnym spojrzeniem obdarzył mnie, gdy pierwszy raz do mnie przyszedł w nocy i mówił mi, że nic mi nie zrobi. Teraz, gdy tylko nasze spojrzenia się zetkną natychmiast ucieka wzrokiem. Nie wiem dalczego tak robi. Zresztą dlaczego ja myślę o Rossie będąc z Jake'iem? Laura ogarnij się!
- Liz mówiła mi, że zanim zacząłeś pracować w firmie mojego taty to byłeś taki jak Justin i Max, to prawda? - spytałam po chwili. Byłam ciekawa ci na to odpowie.
- Wiesz, no byłem podobny. Też taki wyluzowany i pewny siebie, ale przez pracę trochę spoważniałem.
- Nie mogę sobie wyobrazić takiego.
- Naprawdę? Dlaczego?
- Chyba dlatego, że przyzwycziłam się już do twojego charakteru. Portafisz nadal tak się zachowywać?
- Raczej tak, ale myślę, że w końcu trzeba trochę spoważnieć i zacząć myśleć o swojej przyszłości.
- Tak, ale czasami można żyć tylko teraźniejszością.
- Tak, ale też warto zastanowiśc się nad tym co się stanie później. Jednak czasami trzeba zaryzykować i nie patrzeć na konsekwencje.
- Tak, też tak myślę. - przytaknęłam. - Jeśli będziesz chciał się ze mną spotkać jutro lub pojutrze to nie będziesz mógł, bo spędzę ten weekend z moimi przyjaciółmi i Vanessą.
- Tym rodzeństwem?
- Tak.
- To życzę wam udanego weekendu.
- Dzięki.
- Może jednak wejdziesz do wody i dołączymy do reszty? - spytał Jake.
- Okay, a co mi tam. - odparłam i stopniowo się zanurzaliśmy. Woda nie była za ciepła, ale nie było aż tak źle. Wsytarczy się przyzwyczaić. W końcu doszliśmy do przyjaciół Jacoba.
- Jednak weszłaś? - spytała Liz.
- Tak, jednak tak. - odpowiedziałam i razem zaczęliśmy skakać w fale. Dobrze się z nimi bawiłam, ale jednak z Lynchami lepej. Było zabawniej. Co jak co, ale z nimi na plaży jest najpiej. Już nie mogę się doczekać jutra. Ten weekend będzie udany. Wiem to. Zresztą z nimi napewno nie będzie nudno. Mam już pewien pomysł jeśli chodzi o spanie z Rossem. Cieszy mnie to. Nie wierzę znowu o nim myślę! Laura ogarnij się! Z Jake'iem i jego przyjaciółmi byłam jeszcze na plaży z godzinę, a później stwierdziliśmy, że czas się zbierać. Pożegnaliśmy się na parkingu, a ja wsiadłam z Jacobem do samochodu i po chwili odjechaliśmy. Przyjemnie spędziłam ten czas.
- I co sądzisz o chłopakach i Liz? - spytał Jake.
- Są tacy jak mówieł, czyli mili i sympatyczni. Dobrze się z wami bawiłam.
- Może częściej będziemy tak wspólnie z nimi gdzieś wychodzić?
- Nie wiem, ale chyba wolę spędzać czas tylko z tobą. Oczywiście nic do nich nie mam.
- Okay, rozumiem. - odpowiedział. Przez resztę drogi do mojego domu rozmawialiśmy na inne tematy. Po 10 minutach stanęlśmy przed bramą.
- Dziękuję za udane popołudnie. - odezwałam się.
- Nie ma za co, ale mi też się podobało.
- Okay, to pa Jake. - uśmiechnęłam się.
- Pa Lau. - odwzajemnił mój gest i lekko mnie objął. Po chwili się puściliśmy, a ja wyszłam z samochodu. Przeszłam przez bramę i szłam dróżką prowadzącą do domu. Gdy już się pod nim znalazłam, odwróciłam się na chwilę, żeby pomachać Jake'owi, a on zrobił to samo i odjechał. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zdjęłam sandały i udałam się do kuchni. Powiedziałam Natalie, że już jestem i poszłam na górę do pokoju Vanessy. Zapukałam i usłyszałam ,,proszę", więc weszłam do środka. Nigdzie nie zuważyłam mojej siostry.
- Van, gdzie jestes? - spytałam.
- W garderobie. - odpowiedziała Vanessa, ja udałam się do tego pomieszczenia. Zobaczyłam, że moja siostra się pakuje. - Jak tam spotaknie z Jake'iem i jego przyjaciółmi? - spytała i przerwała wykonywane czynności.
- Dobrze się z nimi bawiłam. Byli mili i sympatyczni.
- A przynajmniej przystojni byli ci chłopcy?
- Tak, było na co poparzeć.
- A jaka była ta dziewczyna?
- Bardzo miła. Pogadałyśmy trochę. Nawet ją polubiłam.
- To fajnie.
- Jednak z nimi nie było tak jak z Lynchami i Ellingtonem. Trochę mi ich brakowało. Chociaż i tak dobrze się bawiłam.
- Spędzimy całe dwa dni z nimi i to pewnie głównie na plaży, więc się rozerwiesz. - uśmiechnęła się Van.
- Już się nie mogę doczekać. Widzę, że już się zaczęłaś pakować?
- Tak, ale dopiero co zaczęłam. Tobie też radzę teraz to zrobić.
- Wiem, mam taki zamiar.
- Spiesz się, bo jeszcze nie zdążysz zanim przyjdzie do ciebie Ross. - zaśmiała się.
- A kto powiedział, że on przyjdzie dzisiaj? Z nim to nigdy nic nie wiadomo, ale i tak nie wchodź do mojego pokoju po dziesiątej.
- Okay, nie będę wam przerywać waszych romansów. - uśmiechnęla się, a ja tylko przewróciłam oczami.
- Idę się już pakować.
- Okay. - odparła Van, a ja wyszłam z jej pokoju i udałam się do swojego. Od razu weszłam do garderoby. Wyciągnęłam torbę i zaczęłam do niej pakować wszystkie potrzebne rzeczy. Zajęło mi to jakieś pół godziny i w końcu miałam spokój. Wzięłam słuchawki, podłączyłam je do telefonu i założyłam je na uszy. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy, żeby lepiej się odprężyć i oddać dźwiękom muzyki.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Myślę, że nie jest taki zły, ale mógłby być lepszy. Zawaliłam trochę koncówkę, ale nie miałam już pomysłów i uleciała mi wena. To już znacie plan Rossa. Od razu mówię trochę poczekacie sobie na ten moment, ale będzie się w tym rozdziale trochę działo. Więcej wam nie zdradzę. W tym rozdziale było trochę Raury, ale następnym będzie więcej.
Do napisania!!!
Komentujcie!!!
sobota, 21 listopada 2015
sobota, 14 listopada 2015
TB + One Shot
Zostałam nominowana do TB przez Anię Fankę. Dziękuję ci bardzo. Czas do napisania OS'a mija jutro, więc się wyrobiłam. Pisałam go przez ten tydzień, bo szczerze powiedziawszy to o nim zapomniałam, ale w porę sobie przypomniałam. Tematem OS'a miał być wymarzony tydzień. Nie wiem, czy do końca się zgadza, ale myślę, że tak. Liczę, że choć trochę wam się spodoba. Co do rozdziału to dopiero go zacznę, więc jak zwykle pojawi się za tydzień. Jeszcze raz dziękuję ci Aniu za nominację. :)
Nominowani:
- Alex Rover
- Szylwia
- Abi
- Pinni Pay
- Karcia Lynch
- King JuLien
- Megan Lynch
- Sandra Lynch
- Patrycja-choclate Lynch
- Kiki
- Pattiee
Tematy (do wyboru): Nieszczęśliwa miłość/Szkolna miłość/Nienawiść i miłość
Paring: Raura
Czas: do 16 grudnia
Życzę powodzenia! A teraz zapraszam wam do przeczytania mojego One Shota.
,,Czasami miłość przychodzi wtedy, gdy się jej nie spodziewamy"
Nazywam się Laura Marano. Mam 19 lat. Jestem brunetką o brązowych oczach. Z charakteru jestem miła i przyjazna, ale gdy ktoś mnie wkurzy to już umiem pokazać pazurki. Mam siostrę Vanessę oraz przyjaciół, którymi są Lynchowie i Ellington. Bez tych osób nie wyobrażam siebie życia. Jestem aktorką i właśnie skończyły się zdjęcia do serialu Austin i Ally. Z tego powodu cała obsada leci na tydzień na Hawaje. Naprawdę się z tego cieszę, bo od zawsze marzyłam, żeby tam polecieć. Jednak, albo nie miałam czasu, albo nie miałam okazji. Teraz spełni się moje marzenie, bo właśnie teraz tam lecę. Siedzę koło okna i patrzę na chmury, a obok mnie jest Ross. Jest on moim najlrpszym przyjacielem. W głębi serca ukrywam bardzo ważną rzecz, o której nie wie nikt oprócz Vanessy. Jestem zakochana w Rossie Lynchu! Nawet sama nie wiem kiedy to się stało. Domyślam się, że na planie, a szczególnie przez sceny pocałunków Auslly. Jednak chyba trochę za późno zdałam siebie z tego sprawę. Otóż mam chłopaka Andrewa. Znaczy miałam, bo zerwałam z nim wczoraj. Dokładnie pamiętam jak potoczyła się ta cała rozmowa.
- Hej Lau. - powiedział Andrew i chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam. - Coś nie tak?
- Nie. - odparłam krótko. Byłam bardzo zestresowana i chyba było to widać.
- Widzę, że coś cię dręczy. Powiedz, a na pewno ci ulży. - ujął moją dłoń w swoją. Nie cofnęłam ręki. Nie wiedziałam jak zacząć. Jak mu najdelikatniej powiedzieć, że z nim zrywam? Dobra Laura weź się w garść!
- Chodzi o to, że... - głos uwiązł mi w gardle. - Ja chcę ci powiedzieć, że ja nic do ciebie nie czuję. - powiedziałam trochę się zacinając.
- Co? Jak to nic do mnie nie czujesz? - spytał i puścił moją dłoń.
- Ja jestem zakochana w kimś innym.
- W kim?
- Powiem ci jeśli jemu o tym nie powiesz i nic nie zrobisz.
- Okay zgoda.
- Naprawdę się nie domyślasz kto to może być?
- Może trochę, ale nie do końca. Powiedz.
- Tym chłopakiem jest mój najlepszy przyjaciel. Teraz już raczej wiesz kto to?
- Ross?
- Tak, Ross. To w nim jestem zakochana. - westchnęłam. - Ale nie możesz mu tego powiedzieć. Proszę cię.
- Okay, ale i tak bym tego nie zrobił.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się.
- Ale przecież on ma dziewczynę, więc dlaczego ze mną zrywasz?
- Wiesz, ja po prostu nie chcę być kimś kogo nie kocham. Z Rossem to nic do nie wiadomo. Przecież jutro lecimy na Hawaje i nie będzie z nim Courtney, więc może uda mi się coś zdziałać lub zobaczyć, czy on czuje do mnie to samo.
- Planujesz rozbić jego związek?
- Nie, co się stanie to się stanie.
- Mam nadzieję, że będziesz z nim szczęśliwa. - powiedział smutno.
- Dzięki, ale tobie też życzę szczęścia.
- To ja już idę. Pa Laura.
- Pa Andrew. - odpowiedziałam, a on wstał z ławki i odszedł.
Tak właśnie wyglądało nasze zerwanie. Nie jestem z tego powodu smutna, ale trochę szkoda mi Andrewa. Nie wiem czy mam szansę u Rossa, a tym bardziej, że jest on z Courtney. Ja chyba od tego momentu, gdy mi powiedział, że ma dziewczynę i są razem, to jestem zazdrosna. W środku mnie paliło. To ja chciałam z nim być. Jednak może za późno zorientowałam się, że go kocham? Może gdybym to wiedziała przed zakończeniem kręcenia Austina i Ally to może miałabym jakieś szanse u niego? Nie wiem. Tego nie dało się przewidzieć. Często rozpaczamy po kimś lub po czymś, gdy to stracimy. Jak ja mogłam wcześniej nie zauważyć, że Ross jest mi bliższy niz przyjaciel? Szczególnie po naszych pocałunkach na planie, które zawsze wywoływały ciepło w moim sercu. Jednak, czy Ross coś do mnie czuje? To pytanie najbardziej mnie nurtuje. Skoro jest z Courtney to może nie. Ja naprawdę nie wiem co mam o tym myśleć. To jest okropne uczucie, gdy osoba, którą kochasz jest z kimś innym. Z początku znosiłam widok Rossa i Courtney razem, ale odkąd zrozumiałam, że jestem w nim zakochana ten widok sprawia mi wielki ból. Jest on nawet większy od zazdrości. Jaka ja byłam głupia, że wcześniej tego nie zauważyłam! Jednak skąd miałam wiedzieć, że pojawi się jakaś Courtney i na dodatek będzie z Rossem? Jednak tego nie dało się przewidzieć. Może ten wyjazd coś zmieni? Może spostrzegnę, że Ross coś do mnie czuje? Gdyby tak się stało to byłabym najszczęśliwsza na świcie i byłby to mój wymarzony tydzień. Spojrzałam na Rossa. Miał na uszach słuchawki, a oczy zamknięte. Na jego ustach malował się delikatny uśmiech. Patrząc na niego sama się uśmiechałam. On tak na mnie działa. Nawet, gdy patrzyłam na niego, jak na przyjaciela. On samym byciem przy mnie mnie uszczęśliwiał. Nie musieliśmy ze sobą rozmawiać, bo wystarczała mi jego obecność. To jest piękne w przyjaźni. Nie wyobrażam siebie, żebym go nie spotkała. Szczególnie teraz, gdy wiem, że jestem w nim zakochana. Po chwili w samolocie rozległ się głos informujący o zapięciu pasów, bo niedługo będziemy lądować. Wykonałam polecenie. Zauważyłam, że Ross już ściągnął słuchawki i zrobił to samo.
- Już dolatujemy. Cieszę się z tego wyjazdu. - odezwał się.
- Tak ja też. To będzie spełnienie moich marzeń. - odpowiedziałam.
- Jakie masz kolejne marzenie? - spytał, a ja nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Teraz marzę o tym, żeby on coś do mnie poczuł, ale tego nie mogę mu powiedzieć.
- Nie wiem jeszcze. - odparłam. - A ty?
- Ja marzę o tym, żeby stworzyć związek z dziewczyną, która naprawdę kocham. - powiedział, a moje serce zabiło szybciej. Może on ma na myśli mnie? To byłoby coś cudownego.
- A Courtney nie kochasz? - sama nie wiem dlaczego o to bo zapytałam. Przecież jeśli odpowie, że tak to mnie to zaboli. Jednak wolę poznać prawdę.
- Chyba jeszcze bym tak tego nie nazwał. Prędzej jestem zauroczony. - odparł, a mnie ta widamość ucieszyła. On jeszcze nie jest pewny uczuć do niej. Może mam jakieś szanse?
- No tak, bo w końcu nie znacie się za długo.
- Tak, ale mamy jeszcze dużo czasu, żeby się lepiej poznać.
- Tak. - odparłam trochę smutnym głosem i spojrzałam w okno. - O zobacz już lądujemy. - powiedziałam radośnie i patrzyłam na widoki, które mnie zachwyciły. Po chwili wysiedliśmy z samolotu. Dołączyliśmy do Raini i Caluma. Po rozprawie, odebraniu bagaży, mogliśmy w końcu opuścić lotnisko. Wszyscy byliśmy głodni, więc poszliśmy na pizzę. Do hotelu pojechaliśmy taksówką. W recepcji odebraliśmy klucz do pokoju i każdy udał się do niego. Ja i Raini miałyśmy razem, a Ross z Calumem. Po wejściu do środka podałam zmęczona na łóżko.
- Nareszcie jesteśmy. - odezwałam się.
- Tak, cieszę się, że jesteśmy na Hawajach. Jestem ciekawa jak będzie wyglądał ten tydzień. - odpowiedziała Raini.
- Mam nadzieję, że będą to same przyjemne rzeczy.
- To co rozpakowujemy się? Lepiej zrobić to teraz, bo i tak jest już prawie wieczór.
- To jest dobry pomysł. - odparłam i wstałam z łóżka. Poukładanie wszystkich rzeczy z walizki w szafie zajęło mi sporo czasu. Muszę przyznać, że zabrałam dużo ubrań. Nawet nie wiem po co aż tyle, bo pewnie nie ubiorę wszystkiego. Chociaż lepiej mieć więcej niż mniej. Po skończonym zajęciu z powrotem położyłam się na łóżku. Jestem trochę zmęczona. Kilku godzinne siedzenie w samolocie jest męczące. Chyba dziś podłożę się spać wcześniej.
- Co robimy w ten wieczór? - spytała Raini.
- A możemy nie wychodzić z pokoju?
- Serio? Przyjechaliśmy tu na wakacje, a ty chcesz siedzieć w pokoju? Musimy się zabawić.
- Jestem zmęczona i nie mam za bardzo na nic ochoty.
- To może razem z chłopakami coś ustalimy?
- Okay.
- Okay, to ja po nich pójdę. - odpowiedziała i wyszła z pokoju. Po kilku minutach wróciła razem z Rossem i Calumem. Gdy ich zobaczyłam podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Przychodzimy, aby trochę rozkręcić ten wieczór. - odezwał się Ross
- Macie jakiś pomysł, co możemy zrobić? - spytałam.
- Ja już coś wymyślłam. - odpowiedziała Raini.
- Co takiego?
- Co powiecie na butelkę? Skoro Laura nie chce wychodzić z pokoju to możemy w nim zostać i zagrać. Kto popiera mój pomysł? - zapytała i wszyscy się zgodziliśmy.
- To może najpierw trochę się odświeżmy, a później zagramy? - odparłam, a oni przytaknęli.
- Załóżmy, że za jakieś pół godziny spotykamy się w naszym pokoju. - powiedziała Raini, a chłopaki wyszli.
- To ja idę się pierwsza wykąpać. - odparłam.
- Okay, niech ci będzie. - uśmiechnęła się. Udałam się do łazienki. Wykąpałam się i umyłam włosy. Po 15 minutach byłam gotowa. Później czekałam na Raini. W końcu wyszła z pomieszczenia czystości. Chwilę potem przyszli chłopaki. Usiedliśmy w kółku, a na środku położyliśmy pustą butelkę. Zaczęła Raini. Wypadło na Caluma.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Niech będzie pytanie.
- Jaka była najśmieszniejsza sytuacja w twoich życiu?
- Chyba taka, że po imprezie, wróciłem pijany do domu i położyłem się spać do byle jakigo pokoju. Rano okazało się, że była to sypialnia mojej babci. Wystraszyła się, gdy mnie zobaczyła, ale ja też. - odpowiedział Calum i się zaśmiał.
- Nie skomentuję tego. - uśmiechnęła się Raini, a on zakręcił. Wylosował Rossa.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Niech będzie wyzwanie, a co mi tam.
- Całuj się się z Laurą przez minutę.
- Co?! - ja i Ross powiedzieliśmy razem. Co jak co to mi to nie przeszkadza, ale wolę udawać, że tak. No w końcu jestem dobrą aktorką.
- Ja nie mogę, bo przecież jestem z Courtney. - odparł Ross.
- Nie powiemy jej o tym. - odezwała się Raini.
- Ale my jesteśmy przyjaciółmi. - powiedziałam.
- Przecież robiliście to już dużo razy na planie, więc teraz to powinno być dla was proste. - odpowiedziała Raini.
- Na planie musieliśmy się całować, a prywatnie to już co innego. - odparł Ross.
- Wyzwanie to wyzwanie i masz je wykonać. - powiedział Calum.
- Okay niech wam będzie, ale nie nagrywajacie tego, ani nie róbcie zdjęć.
- Okay. - odparli Calum i Raini.
Ross przysunął się bliżej mnie, bo siedział obok. Spojrzeliśmy sobie w oczy, w których utonęłam. Po chwili Ross zaczął się przybliżać. Gdy jego twarz była już blisko zamknęłam oczy i czekałam aż stanie się ten moment. Po kilku sekundach poczułam jego wargi na swoich. Moje serce oblała fala szczęścia i zrobiło mi się gorąco. Natychmiast odwzajemniłam pocałunek, pogłębiając go. Całowaliśmy się delikatnie, ale już po chwili zaczęliśmy to robić coraz namiętniej. Ross gładził mój policzek, co mnie bardziej rozpalało. Pozycja, w której się znajdowaliśmy zaczynała się robić niewygodna. Ross też chyba to poczuł, bo posadził mnie na swoich kolanach. Przylegliśmy do siebie całym ciałem. Nasze pocałunki z każdą sekundą stawały się namiętniejsze i odważniejsze. Już zapomniałam, że on tak dobrze całuje. Teraz naprawde czuję, że go kocham. Ta radość prawie rozsadza mnie od środka. Ciekawe, czy Ross tak się czuje? Wnioskując po jego pocałunkach chyba tak. Moje są przepełnione miłością. Jak ja bym chciała czuć się już zawsze tak jak teraz. Oderwaliśmy się od siebie z powodu braku powietrza w płucach. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Zobaczyłam, że w jego skaczą iskierki szczęścia. Słowa mogą kłamać, ale nie oczy. Moje z pewnością wyrażają niezmierne szczęście. Ross pochylił się się i jeszcze raz mnie pocałował, ale krótko i namiętnie. Jejku, jak ja go kocham!
- Wow. - szepnęła Raini. - Całowaliście się dłużej niż minutę. - uśmiechnęła się, a na moje policzki wkradły się dwa rumieńce.
- Wczuliście się i to bardzo. Nie robiliście tego obojętnie. - odezwał się Calum.
- Koniec już tego gadania. - powiedział Ross i zakręcił butelką, która wylosowała Raini. Tak bawiliśmy się do północy. Później chłopaki poszli do swojego pokoju, a ja i Raini weszłyśmy do łóżek. Ona szybko zasnęła, ale ja ciągle przewracałam się z boku na bok i nie mogłam zmrużyć oka. Nie mogę zapomnieć o tym pocałunku. Ciągle staje mi przed oczami. Jednak cały czas nurtuje mnie jedna sprawa. Czy Ross coś do mnie czuje? Moim zdaniem nie całował mnie obojętnie. Tak nawet nie robiliśmy na planie. Robił to, bo kierowały nim uczucia, czy może grał? Może jednak robił to z miłości? Może on nie kocha Courtney? Chciałabym się tego dowiedzieć, ale boję się go o to zapytać. Po prostu obawaiam się odrzucenia. To mogłoby zniszczyć naszą przyjaźń, a ja tego za żadne skarby nie chcę. Pragnę go mieć cały czas przy sobie. Nie musi wiedzieć, co do mniego czuję, bo wystarcza mi sama jego obecność, przyjaźń. Nie, co ja wygaduję?! Okłamuję sama siebie! Ja chcę, żeby on był moim chłopakiem, nie przyjacielem. Może ten pocałunek coś zmienił? Może teraz coś poczuł do mnie? Może tak jak ja ukrywał przede mną swoje uczucia? Może. To głupie może, które jest takie niepewne. To gdybanie nic mi nie daje, bo w dalszym ciągu nie wiem, czy on mnie kocha. Jak ja bardzo bym tego chciała. Muszę przestać już o tym myśleć! Odwróciłam się na prawy bok i próbowałam zasnąć. Po kilku minutach sen zaczął napływać na moje powieki i odłynęłam do krainy Morfeusza.
Minął już prawie cały tydzień. Już jutro opuszę piękne Hawaje i z powrotem wrócę do Los Angeles. Przez te dni nic takiego się nie działo. Cały czas spędziliśmy razem we czwórkę na plaży lub chodzeniu po mieście. Nadal nie wiem, czy Ross coś do mnie czuje. Rozmawia ze mną zupełnie swobodnie, jakby ten pocałunek w ogóle się nie wydarzył. Może jednak rzeczywiście on nie traktował go jakoś szczególnie. Smuci mne to trochę. Z drugiej strony cieszę się, że nie jesteśmy przy sobie spięci. Zachowujemy się tak jak na planie, czyli całujemy się, potem jak gdyby nigdy nic się zdarzyło. Przywykłam już do tego, ale myślałam, że tym razem będzie inaczej. Co by się nie stało, cieszę się, że Ross jest moim najlepszm przyjacielem.
- Może przejedziemy się sami po plaży? Co ty na to Lau? - spytał Ross, który leżał obok mnie na kocu. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego.
- Okay. - odpowiedziałam. Cieszę się, że przez chwilę pobędziemy sami. Może uda mi się zapytać, czy ten nasz pocałunek coś dla niego znaczył? Nie wiem, czy się na to odważę. Wstaliśmy z kocy.
- Raini, Calum, my idziemy się przejść. - powiedział Ross.
- Okay, bawcie się dobrze. - uśmiechnęła się Raini, a my ruszyliśmy. Skierowaliśmy się u brzegu oceanu i szliśmy tak, żeby woda oblewała nam nogi. Zapanowała pomiędzy nami cisza, która wcale mi nie przeszkadzała.
- Tęsknisz za Courtney? - spytałam. Nie wiem, po co zaczęłam ten temat. Jednak wolę wiedzieć, co on o tym sądzi.
- Trochę mi jej brakuje, ale nie narzekam, bo spędzam świetnie czas z moimi przyjaciółmi. - uśmiechnął się do mnie.
- Chciałbyś, żeby była tutaj?
- Wiesz, czasami potrzeba trochę odpoczynku od drugiej osoby. Jednak nie miałbym nic przeciwko. - odpowiedział. Chcę go zapytać, czy coś czuł podczas pocałunku. Dam radę. Laura dasz radę! To tylko jedno pytanie, które nje musi mieć żadnych skutków. Okay na trzy. Raz... Dwa... Trzy!
- Gdyby tutaj była to pewnie nie pozwoliłaby na nasz pocałunek do wykonania zadania. - odparłam. Powoli dojdę do tego pytania. Małymi kroczkami.
- Tak, byłaby zazdrosna, ale zadanie to zadanie i musiałaby się z tym pogodzić. - uśmiechnął się. Dobra powiem to teraz i będzie mi lżej. Muszę wiedzieć, co on sądzi na ten temat.
- A czułeś coś podczas tego pocałunku? - spytałam i spuściłam głowę w dół. Czekałam na odpowiedź, która nie padła od razu.
- Wiesz, ja czułem się tak jak na planie. - odparł. Nie jest to odpowiedź jakiej oczekiwałam. Jednak Ross chyba nic do mnie nie czuje.
- Aha. - tylko na taką odpowiedź mogłam się zdobyć.
- A jak ci się układa z Andrewem? Jakoś nie wspominasz nic o nim. - powiedział. Pewnie chciał tym pytaniem zmienić temat o pocałunku. Ja też nie zamierzam go ciągnąć. Powiedzieć mu prawdę, że zerwałam z Andrewem? Zresztą, co mi szkodzi? W końcu to mój przyjaciel i ma prawo wiedzieć taką rzecz.
- Wiesz, ja zerwałam z nim przed tym wyjazdem.
- Co? Dlaczego?
- Stwierdziłam, że ten związek nie ma sensu skoro ja go nie kocham, bo zakochałam się w innym chłopaku. - odpowiedziałam. Jednak chciałabym usunąć ostatnie słowa, bo pewnie Ross zaraz spyta w kim jest ten chłopak. Mogłam się ugryźć w język.
- Kto to jest? - spytał z wyraźnym zaciekawieniem w głosie.
- Ja... Nie mogę ci tego powiedzieć. - zacinałam się.
- Dlaczego? Jesteśmy przyjaciółmi i nie powinniśmy niczego przed sobą zatajać.
- Ross, ale ja naprawdę nie mogę ci tego powiedzieć.
- Wytłumacz mi dlaczego. Może wtedy zrozumiem.
- Nie wiem, jak ci to powiedzieć.
- Naprawdę tak ciężko wyjawić ci imię tego chłopaka? Po prostu chcę wiedzieć kto to jest. Co to za przyjaźń, gdy druga osoba nie chce zdradzić czegoś drugiej?
- Okay! Powiem ci! Skoro tak bardzo ci na tym zależy to, co mi tam! - odpowiedziałam podniesionym tonem. No trudno zaraz on dwie się prawdy.
- No to słucham. W kim się zakochałaś?
- W tobie! Pasuje ci?! - krzyknęłam mu prosto w twarz. Zauważyłam zdziwienie w jego oczach. Odwróciłam się tyłem do niego i zaczęłam biec. Do moich oczu napłynęły łzy, przez które mało widziałam. Nawet się nie odwróciłam. On nawet nie zawołał mnie, nie zatrzymał, nie dogonił. To mnie najbardziej bolało, że on nic nie zrobił. Teraz jestem pewna, że on nic do mnie nie czuje, bo gdyby tak było to próbowałaby mnie zatrzymać. To wyjaśnia dlaczego przy pocałunku czuł się tak jak na planie. Nie wiem jak teraz ma wyglądać nasza przyjaźń. Nie sądziłam, że on w taki sposób dowie się prawdy. Zresztą nie potrzebnie się łudziłam, ze on odwzajemnia moje uczucia. On przecież jest z Courtney. Ja nie mam z nim przyszłości. Jaka ja byłam głupia sądząc, że on czuje do mnie to samo. Najgorsze co mnie w życiu spotkało to nieodwzajemniona miłość. Cieszę się, że już jutro lecimy z powrotem do Los Angeles, bo nie wytrzymałabym jego widoku. Już myślałam, że to jest mój wymarzony tydzień, że po tym pocałunku Ross się we mnie zakocha. Jednak jedną chwilą cały czar tego miejsca prysł. Przebiegłam obok Raini i Caluma i pognałam w kierunku hotelu.
- Laura! Co się stało?! Laura zaczekaj! - krzyczała Raini i słyszałam, że za mną biegnie. Zatrzymałam się, a ona po chwili stanęła naprzeciwko mnie. - Ty płaczesz? Co zrobił ci Ross? Mam mu wygłosić kazanie?
- Płaczę z powodu czego on nie zrobił. - powiedziałam zapłakanym głosem.
- Co się stało? Opowiedz mi.
- Dobrze, ale chodźmy do pokoju, bo na razie nie chcę go zobaczyć.
&nbso; - Okay. - przytaknęła i poszłyśmy do hotelu. Pojechałyśmy windą na czwarte piętro i udałyśmy się do naszej sypialni. Usiadłysmy na łóżku. - A teraz opowiadaj.
- No więc szliśmy i rozmawialiśmy. Udało mi się spytać go, czy czuł coś podczas pocałunku, a on odpowiedział, że czuł się tak jak na planie. Potem zapytał, jak mi się układa z Anrewem. Powiedziałam mu prawdę, że z nim zerwałam, bo zakochałam się w innym chłopaku. Ross chciał się dowiedzieć kto to jest. Nie chciałam mu tego zdradzić, ale w końcu uległam i wykrzyczałam mu prosto w twarz, że to w nim się zakochałam. Później uciekłam, a on nic nie zrobł. Nie zawołał mnie, nie zatrzymał. To mnie najbardziej zabolało. Teraz już wiem, że on nic do mnie nie czuje. - odpowiedziałam, a z moich oczu spłynęł dwie, duże łzy, które szybko starłam.
- A może po prostu był tak zdziwiony twoim wyznaniem, że nie mógł nic zrobić?
- Ty go bornisz?
- Nie, ale uważam, że bezpodstawnie wyciągasz takie wnioski. Myślę, że on też cię kocha tylko nie chce ci tego zdradzić. Zresztą widziałam, że nie całował cię obojętnie i z pewnością nie tak jak na planie.
- Nawet, gdyby tak było, to dlaczego nic nie zrobił?
- Mówiłam, może zatkało go to co powiedziałaś.
- No po jego oczach i minie widziałam, że jest zaskoczony.
- Może on chciał to sobie na spokojnie przemyśleć. Laura zobaczysz, że wam się ułoży. Musisz tylko z nim szczerze pogadać.
- Dzisiaj nie potrafię. Nie dam rady spojrzeć mu w oczy. Może, gdy już przyjedziemy do Los Angeles to prędzej.
- Nie zwlekaj z tym długo, bo to myślenie tylko będzie cię smuciło. Lepiej od razu wiedzieć na czym się stoi.
- Napewno z nim pogadam, bo sama jestem ciekawa, czy on odwzajemnia moje uczucia. Jednak dzisiaj nie chcę go zobaczyć.
- Jak chcesz.
- Jeśli chcesz to możesz już iść. Nie musisz siedzieć ze mną w pokoju. Zresztą chcę trochę pobyć sama i sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć.
- Okay, ale jakby co to jestem na plaży. - powiedziała, a ja skinęłam głową. Raini wstała z łóżka i wyszła z pokoju. Westchnęłam i opadłam plecami na materac. Może Raini ma rację? Może moje wyznanie zaskoczyło Rossa? Może on kłamał, gdy mówił, że podczas naszego pocałunku czuł się tak jak na planie? Może on odwzajemnia moje uczucia? Może, znowu to głupie może. Jak jest naprawdę? Chcę się tego dowiedzieć i z nim pogadać. Jednak dziś się na to nie zdobędę. Nie jestem w stanie spojrzeć mu w oczy. Ja po prostu boję się tej rozmowy. Obawiam się prawdy, że on mnie nie kocha. Skoro ja wykonałam pierwszy korok wyznając mu moje uczucią, to teraz on powinien coś zrobić. Zobaczę, jak to wszystko się z nim ułoży.
Jest już wieczór i słońce zaczyna zachodzić, a ja nadal nie wyszłam z pokoju, a tym bardziej nie widziałam Rossa. Raini też wsiąkła. Po chwili usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Wyciągnęłam przedmiot z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła Raini. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- Hej Raini. - odezwałam się.
- Hej Laura.
- Po co dzwonisz?
- Pokłóciłam się z Calumem. Możesz przyjść na niestrzeżoną plażę?
- Okay, a gdzie dokładnie jesteś?
- Od wejscia skręć w lewą stronę i cały czas idź prosto aż nie będzie żadnych ludzi.
- Okay, będę tam za parę minut.
- To pa.
- Pa Raini. - odpowiedziałam i usłyszałam pikanie. Włożyłam telefon z powrotem do kieszni i wstałam z łóżka. Wyszłam z pokoju i zamknęłam go. Jejku siedziałam w nim pół dnia. Szłam korytarzem do windy, zjechałam nią na parter i wyszłam z hotelu. Kierowałam się na plażę, która była oddalona o trzy minuty drogi. Gdy przeszłam przez przejście, skręciłam w lewo. Podążałam obok brzegu. Jak pięknie dziś zachodzi słońce. Pół nieba jest w czerwonych, pomarańczowych i żołtych barwach. Teraz jest idealna pora na romantyczne spacery. Minęłam już kilka par trzymających się za ręcę. Jak ja bym tak chciała chodzić z Rossem. Jeśli on nic do mnie nie czuje to będę musiała się odkochać. Będzie to bardzo trudne zadanie, bo chcę jednocześnie być blisko niego. Nie pozwolę, żeby przez moje wyznanie skończyła się nasza przyjaźń. Nie mogę go stracić, bo jest dla mnie zbyt waży. Kocham go i chyba nic tego nie zmieni. Ross jest moim ideałem i wiem, że nigdy nie spotkam drugiego takiego chłopaka jak on. On jest wyjątkowy. Jedyny w swoim rodzaju i niezastąpiony. Jednak może za późno zorientowałam się, że jestem w nim zakochana? Chociaż lepiej późno niż wcale. Gdyby on odwzajemniał moje uczucia to byłabym przeszczęśiwa. Takie myśli towarzyszyły mi aż wyszłam z strzeżona plażę i było już coraz mniej ludzi. Rozglądałam się w poszukiwaniu Raini, ale nigdzie jej nie mogłam zobaczyć. Pewnie jest gdzieś dalej. Spojrzałam na piasek. Była na nim strzałka wskazująca prosty kierunek i napis: ,,IDŹ TĘDY LAU". No to się Raini postarała, żebym ją znalazła, bo zostawiła mi ślady. Przeszłam kawałek ciągle wpatrując się na piasek. W końcu ujrzałam kolejną strzałkę. ,,JUŻ BLISKO" - przeczytałam i po przebyciu kilku metrów zobaczyłam napis: ,,JESTEŚ NA MIEJSCU". Uniosłam głowę w górę i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Dwa metry ode mnie stał Ross z gitarą i zaczął na niej grać. Wiedziałam, co to była za piosenka, bo już po samej melodii zgadłam, a gdy dołączył śpiew to już tym bardziej. Śpiewał If I Can't Be With You. Patrzył mi w oczy i z każdym zdaniem powoli zbliżał się do mnie. Uśmiech rozpromienił mi twarz, a nogi się pode mną ugięły. Nie mogę uwierzyć, że on specjalnie dla mnie śpiewa piosenkę. Jeszcze tak idealnie ją dobrał. Teraz jestem już pewna, że jemu na mnie zależy. Patrzyłam tylko w jego oczy, które lśniły blaskiem szczęścia. Teraz nic się dla mnie nie liczyło oprócz tej cudownej chwili. Gdy skończył śpiewać, stał bardzo blisko mnie. Poczułam ogromną ochotę, żeby go pocałować, ale opamiętałam się, bo pewnie będzie chciał coś powiedzieć. To zostawię na później. Ross odłożył gitarę na piasek i ponownie spojrzał mi w oczy, których zabrakło mi przez te parę sekund.
- Lau muszę ci coś wyznać. Tak naprawdę chciałem zrobić to już dawno, ale bałem się, że ty nie odwzajemniasz moich uczuć. Utwierdziło mnie w tym to, gdy zaczęłaś spotykałać się z Andrewem, bo byłem o ciebie zazdrosny. Chciałem pozbyć się tego uczucia, ale nie umiałem się w tobie odkochać. Myślałem, że gdy będę z kimś innym to minie, ale tak się nie stało. Będąc z Courtney nadal tylko w tobie byłem zakochany. Byłem z nią też, żeby zobaczyć twoją reakcję na to, ale ty chyba byłaś obojętna. Wtedy, gdy już prawie staciłem nadzieję, że możesz ze mną być, produceni serialu ogłosili, że lecimy na Hawaje. Chciałem tutaj sprawić, żebyś coś do mnie poczuła. Podczas naszego pocałunku czułem się bardzo szczęśliwy. Wręcz nie mogłem uwierzyć, że dzieje się ta chwila. Wtedy moje uczucia tylko się pogłębiły. Skłamałem mówiąc ci, że czułem się podczas niego jak na planie, bo nie wiedziałem, że ty odwzajemniasz moje uczucia. Gdy powiedziałaś, że zerwałaś z Andrewem to bardzo się ucieszyłem, ale fakt, że jesteś zakochana w kimś innym trochę mnie zaniepokoił. Chociaż miałam cichą nadzieję, że chodzi ci o mnie. Gdy mi to powiedziałaś nie mogłem w to uwierzyć i nie byłem w stanie nic zrobić. Ocknąłem się dopiero, gdy ty byłaś już daleko. Od Raini dowiedziałem się, że płakałaś. Przepraszam, że nie próbowałem cię zatrzymać, ale twoje słowa po prostu mnie zamurowały. Później tylko myślałem, co zrobić, żebyś mi wybaczyła. Wybarałem najprostrzy sposób, ale moim zdaniem najromantyczniejszy. Piosenka też idealnie pasowała. Lau wiedz, że ja już od dawna cię kocham. Zakochałem się w tobie nawet sam nie wiem kiedy. Każdego chwila spędzona z tobą tylko pogłębiała moje uczicia. - skończył mówić, a z moich oczu spłynęły łzy szczęścia. Chciałam coś powiedzieć, ale wzruszenie odebarało mi głos. Nadal nie mogę uwierzyć, że Ross wyznał mi swoje uczucia. Dotknął mojego policzka i starł mokre ślady po łzach. Jego dotyk spowodowałał, że na moje policzki wkradły się rumieńce.
- Ross, ja nie przypuszczałam, że ty możesz odwzajemniać moje uczucia. Ja dowiedziałam się, że jestem w tobie zakochana, gdy zacząłeś spotykać się z Courtney. Myślalam wtedy, że zbyt późno się o tym zorientowałam i że już cię straciłam. Do Andrewa od początku nic nie czułam i teraz wiem dlaczego. Ja też nie wiem kiedy coś do ciebie poczułam. Bałam ci się tego wyznać, bo myślałam, że to zniszczy naszą przyjaźń, a tego za żadne skarby bym nie chciała. Ja też chciałam będąc na Hawajach sprawić, żebyś się we mnie zakochał. Podczas naszego pocałunku czułam, że szczęście rozsadza mnie od środka. Gdy nic nie zrobiłeś po tym, gdy wyznałam ci moje uczuca myślałam, że ty nie odwzajemniasz moich uczuć. Jednak myliłam się. Kocham cię Ross i nigdy nie przestanę. - powiedziałam cały czas wpatrując się w jego oczy. Słowa same ze mnie wypływały, a wychodziły prosto z mojego serca. Z tego natłoku uczuć znów poczułam, że do oczu napływają mi łzy, które zaraz spłynęły mi po policzkach. Ross tak jak poprzednio je starł, ale nie cofnął ręki. Powoli zaczął się do mnie zbliżać. Po chwili poczułam jego usta na moich, a moje serce w jednej sekundzie zalała fala gorąca i szczęścia, która oblała całe moje ciało. Od razu odwzajemniłam pocałunek, pogłębiając go. Ross złapał mnie w talii i przybliżył mnie do siebie tak, że nasze ciała idealnie się stykały. Ja natomiast zarzuciłam ręce na jego szyję, a jedną dłoń wplotłam w jego włosy. Nasze pocałunki z każdą sekundą stawały się coraz bardziej namiętne. Przypieczętowywaliśmy nimi nasze wyznania. Wkładałam w nie wszystkie moje uczucia, które do niego żywię. Jak ja go kocham! Już nikomu go nie oddam. Nie pozwolę na to. Będę go strzegła jak oka w głowie. Po długim czasie oderwaliśmy się od siebie, a Ross oparł swoje czoło o moje. Nasze spojrzenia wyrażały więcej niż tysiąc słów.
- Zostaniesz moją dziewczyną Lau? - spytał.
- Oczywiście, że tak. - odpowiedziałam z ogromnym uśmiechem na twarzy. Pownie złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Ten tydzień zdecydownie jest taki jaki sobie wymarzyłam. Pojechałam na Hawaje i zdobyłam chłopaka, którego kocham ponad życie i najważniejsze, że on czuje do mnie to samo. Teraz moim życiu mam nadzieję, że zagoszczą tylko same szczęśliwe chwile, wypełnione naszą miłością.
THE END
Proszę skomentujcie tego One Shota! Chcę wiedzieć, co o nim sądzicie.
Nominowani:
- Alex Rover
- Szylwia
- Abi
- Pinni Pay
- Karcia Lynch
- King JuLien
- Megan Lynch
- Sandra Lynch
- Patrycja-choclate Lynch
- Kiki
- Pattiee
Tematy (do wyboru): Nieszczęśliwa miłość/Szkolna miłość/Nienawiść i miłość
Paring: Raura
Czas: do 16 grudnia
Życzę powodzenia! A teraz zapraszam wam do przeczytania mojego One Shota.
,,Czasami miłość przychodzi wtedy, gdy się jej nie spodziewamy"
Nazywam się Laura Marano. Mam 19 lat. Jestem brunetką o brązowych oczach. Z charakteru jestem miła i przyjazna, ale gdy ktoś mnie wkurzy to już umiem pokazać pazurki. Mam siostrę Vanessę oraz przyjaciół, którymi są Lynchowie i Ellington. Bez tych osób nie wyobrażam siebie życia. Jestem aktorką i właśnie skończyły się zdjęcia do serialu Austin i Ally. Z tego powodu cała obsada leci na tydzień na Hawaje. Naprawdę się z tego cieszę, bo od zawsze marzyłam, żeby tam polecieć. Jednak, albo nie miałam czasu, albo nie miałam okazji. Teraz spełni się moje marzenie, bo właśnie teraz tam lecę. Siedzę koło okna i patrzę na chmury, a obok mnie jest Ross. Jest on moim najlrpszym przyjacielem. W głębi serca ukrywam bardzo ważną rzecz, o której nie wie nikt oprócz Vanessy. Jestem zakochana w Rossie Lynchu! Nawet sama nie wiem kiedy to się stało. Domyślam się, że na planie, a szczególnie przez sceny pocałunków Auslly. Jednak chyba trochę za późno zdałam siebie z tego sprawę. Otóż mam chłopaka Andrewa. Znaczy miałam, bo zerwałam z nim wczoraj. Dokładnie pamiętam jak potoczyła się ta cała rozmowa.
- Hej Lau. - powiedział Andrew i chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam. - Coś nie tak?
- Nie. - odparłam krótko. Byłam bardzo zestresowana i chyba było to widać.
- Widzę, że coś cię dręczy. Powiedz, a na pewno ci ulży. - ujął moją dłoń w swoją. Nie cofnęłam ręki. Nie wiedziałam jak zacząć. Jak mu najdelikatniej powiedzieć, że z nim zrywam? Dobra Laura weź się w garść!
- Chodzi o to, że... - głos uwiązł mi w gardle. - Ja chcę ci powiedzieć, że ja nic do ciebie nie czuję. - powiedziałam trochę się zacinając.
- Co? Jak to nic do mnie nie czujesz? - spytał i puścił moją dłoń.
- Ja jestem zakochana w kimś innym.
- W kim?
- Powiem ci jeśli jemu o tym nie powiesz i nic nie zrobisz.
- Okay zgoda.
- Naprawdę się nie domyślasz kto to może być?
- Może trochę, ale nie do końca. Powiedz.
- Tym chłopakiem jest mój najlepszy przyjaciel. Teraz już raczej wiesz kto to?
- Ross?
- Tak, Ross. To w nim jestem zakochana. - westchnęłam. - Ale nie możesz mu tego powiedzieć. Proszę cię.
- Okay, ale i tak bym tego nie zrobił.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się.
- Ale przecież on ma dziewczynę, więc dlaczego ze mną zrywasz?
- Wiesz, ja po prostu nie chcę być kimś kogo nie kocham. Z Rossem to nic do nie wiadomo. Przecież jutro lecimy na Hawaje i nie będzie z nim Courtney, więc może uda mi się coś zdziałać lub zobaczyć, czy on czuje do mnie to samo.
- Planujesz rozbić jego związek?
- Nie, co się stanie to się stanie.
- Mam nadzieję, że będziesz z nim szczęśliwa. - powiedział smutno.
- Dzięki, ale tobie też życzę szczęścia.
- To ja już idę. Pa Laura.
- Pa Andrew. - odpowiedziałam, a on wstał z ławki i odszedł.
Tak właśnie wyglądało nasze zerwanie. Nie jestem z tego powodu smutna, ale trochę szkoda mi Andrewa. Nie wiem czy mam szansę u Rossa, a tym bardziej, że jest on z Courtney. Ja chyba od tego momentu, gdy mi powiedział, że ma dziewczynę i są razem, to jestem zazdrosna. W środku mnie paliło. To ja chciałam z nim być. Jednak może za późno zorientowałam się, że go kocham? Może gdybym to wiedziała przed zakończeniem kręcenia Austina i Ally to może miałabym jakieś szanse u niego? Nie wiem. Tego nie dało się przewidzieć. Często rozpaczamy po kimś lub po czymś, gdy to stracimy. Jak ja mogłam wcześniej nie zauważyć, że Ross jest mi bliższy niz przyjaciel? Szczególnie po naszych pocałunkach na planie, które zawsze wywoływały ciepło w moim sercu. Jednak, czy Ross coś do mnie czuje? To pytanie najbardziej mnie nurtuje. Skoro jest z Courtney to może nie. Ja naprawdę nie wiem co mam o tym myśleć. To jest okropne uczucie, gdy osoba, którą kochasz jest z kimś innym. Z początku znosiłam widok Rossa i Courtney razem, ale odkąd zrozumiałam, że jestem w nim zakochana ten widok sprawia mi wielki ból. Jest on nawet większy od zazdrości. Jaka ja byłam głupia, że wcześniej tego nie zauważyłam! Jednak skąd miałam wiedzieć, że pojawi się jakaś Courtney i na dodatek będzie z Rossem? Jednak tego nie dało się przewidzieć. Może ten wyjazd coś zmieni? Może spostrzegnę, że Ross coś do mnie czuje? Gdyby tak się stało to byłabym najszczęśliwsza na świcie i byłby to mój wymarzony tydzień. Spojrzałam na Rossa. Miał na uszach słuchawki, a oczy zamknięte. Na jego ustach malował się delikatny uśmiech. Patrząc na niego sama się uśmiechałam. On tak na mnie działa. Nawet, gdy patrzyłam na niego, jak na przyjaciela. On samym byciem przy mnie mnie uszczęśliwiał. Nie musieliśmy ze sobą rozmawiać, bo wystarczała mi jego obecność. To jest piękne w przyjaźni. Nie wyobrażam siebie, żebym go nie spotkała. Szczególnie teraz, gdy wiem, że jestem w nim zakochana. Po chwili w samolocie rozległ się głos informujący o zapięciu pasów, bo niedługo będziemy lądować. Wykonałam polecenie. Zauważyłam, że Ross już ściągnął słuchawki i zrobił to samo.
- Już dolatujemy. Cieszę się z tego wyjazdu. - odezwał się.
- Tak ja też. To będzie spełnienie moich marzeń. - odpowiedziałam.
- Jakie masz kolejne marzenie? - spytał, a ja nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Teraz marzę o tym, żeby on coś do mnie poczuł, ale tego nie mogę mu powiedzieć.
- Nie wiem jeszcze. - odparłam. - A ty?
- Ja marzę o tym, żeby stworzyć związek z dziewczyną, która naprawdę kocham. - powiedział, a moje serce zabiło szybciej. Może on ma na myśli mnie? To byłoby coś cudownego.
- A Courtney nie kochasz? - sama nie wiem dlaczego o to bo zapytałam. Przecież jeśli odpowie, że tak to mnie to zaboli. Jednak wolę poznać prawdę.
- Chyba jeszcze bym tak tego nie nazwał. Prędzej jestem zauroczony. - odparł, a mnie ta widamość ucieszyła. On jeszcze nie jest pewny uczuć do niej. Może mam jakieś szanse?
- No tak, bo w końcu nie znacie się za długo.
- Tak, ale mamy jeszcze dużo czasu, żeby się lepiej poznać.
- Tak. - odparłam trochę smutnym głosem i spojrzałam w okno. - O zobacz już lądujemy. - powiedziałam radośnie i patrzyłam na widoki, które mnie zachwyciły. Po chwili wysiedliśmy z samolotu. Dołączyliśmy do Raini i Caluma. Po rozprawie, odebraniu bagaży, mogliśmy w końcu opuścić lotnisko. Wszyscy byliśmy głodni, więc poszliśmy na pizzę. Do hotelu pojechaliśmy taksówką. W recepcji odebraliśmy klucz do pokoju i każdy udał się do niego. Ja i Raini miałyśmy razem, a Ross z Calumem. Po wejściu do środka podałam zmęczona na łóżko.
- Nareszcie jesteśmy. - odezwałam się.
- Tak, cieszę się, że jesteśmy na Hawajach. Jestem ciekawa jak będzie wyglądał ten tydzień. - odpowiedziała Raini.
- Mam nadzieję, że będą to same przyjemne rzeczy.
- To co rozpakowujemy się? Lepiej zrobić to teraz, bo i tak jest już prawie wieczór.
- To jest dobry pomysł. - odparłam i wstałam z łóżka. Poukładanie wszystkich rzeczy z walizki w szafie zajęło mi sporo czasu. Muszę przyznać, że zabrałam dużo ubrań. Nawet nie wiem po co aż tyle, bo pewnie nie ubiorę wszystkiego. Chociaż lepiej mieć więcej niż mniej. Po skończonym zajęciu z powrotem położyłam się na łóżku. Jestem trochę zmęczona. Kilku godzinne siedzenie w samolocie jest męczące. Chyba dziś podłożę się spać wcześniej.
- Co robimy w ten wieczór? - spytała Raini.
- A możemy nie wychodzić z pokoju?
- Serio? Przyjechaliśmy tu na wakacje, a ty chcesz siedzieć w pokoju? Musimy się zabawić.
- Jestem zmęczona i nie mam za bardzo na nic ochoty.
- To może razem z chłopakami coś ustalimy?
- Okay.
- Okay, to ja po nich pójdę. - odpowiedziała i wyszła z pokoju. Po kilku minutach wróciła razem z Rossem i Calumem. Gdy ich zobaczyłam podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Przychodzimy, aby trochę rozkręcić ten wieczór. - odezwał się Ross
- Macie jakiś pomysł, co możemy zrobić? - spytałam.
- Ja już coś wymyślłam. - odpowiedziała Raini.
- Co takiego?
- Co powiecie na butelkę? Skoro Laura nie chce wychodzić z pokoju to możemy w nim zostać i zagrać. Kto popiera mój pomysł? - zapytała i wszyscy się zgodziliśmy.
- To może najpierw trochę się odświeżmy, a później zagramy? - odparłam, a oni przytaknęli.
- Załóżmy, że za jakieś pół godziny spotykamy się w naszym pokoju. - powiedziała Raini, a chłopaki wyszli.
- To ja idę się pierwsza wykąpać. - odparłam.
- Okay, niech ci będzie. - uśmiechnęła się. Udałam się do łazienki. Wykąpałam się i umyłam włosy. Po 15 minutach byłam gotowa. Później czekałam na Raini. W końcu wyszła z pomieszczenia czystości. Chwilę potem przyszli chłopaki. Usiedliśmy w kółku, a na środku położyliśmy pustą butelkę. Zaczęła Raini. Wypadło na Caluma.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Niech będzie pytanie.
- Jaka była najśmieszniejsza sytuacja w twoich życiu?
- Chyba taka, że po imprezie, wróciłem pijany do domu i położyłem się spać do byle jakigo pokoju. Rano okazało się, że była to sypialnia mojej babci. Wystraszyła się, gdy mnie zobaczyła, ale ja też. - odpowiedział Calum i się zaśmiał.
- Nie skomentuję tego. - uśmiechnęła się Raini, a on zakręcił. Wylosował Rossa.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Niech będzie wyzwanie, a co mi tam.
- Całuj się się z Laurą przez minutę.
- Co?! - ja i Ross powiedzieliśmy razem. Co jak co to mi to nie przeszkadza, ale wolę udawać, że tak. No w końcu jestem dobrą aktorką.
- Ja nie mogę, bo przecież jestem z Courtney. - odparł Ross.
- Nie powiemy jej o tym. - odezwała się Raini.
- Ale my jesteśmy przyjaciółmi. - powiedziałam.
- Przecież robiliście to już dużo razy na planie, więc teraz to powinno być dla was proste. - odpowiedziała Raini.
- Na planie musieliśmy się całować, a prywatnie to już co innego. - odparł Ross.
- Wyzwanie to wyzwanie i masz je wykonać. - powiedział Calum.
- Okay niech wam będzie, ale nie nagrywajacie tego, ani nie róbcie zdjęć.
- Okay. - odparli Calum i Raini.
Ross przysunął się bliżej mnie, bo siedział obok. Spojrzeliśmy sobie w oczy, w których utonęłam. Po chwili Ross zaczął się przybliżać. Gdy jego twarz była już blisko zamknęłam oczy i czekałam aż stanie się ten moment. Po kilku sekundach poczułam jego wargi na swoich. Moje serce oblała fala szczęścia i zrobiło mi się gorąco. Natychmiast odwzajemniłam pocałunek, pogłębiając go. Całowaliśmy się delikatnie, ale już po chwili zaczęliśmy to robić coraz namiętniej. Ross gładził mój policzek, co mnie bardziej rozpalało. Pozycja, w której się znajdowaliśmy zaczynała się robić niewygodna. Ross też chyba to poczuł, bo posadził mnie na swoich kolanach. Przylegliśmy do siebie całym ciałem. Nasze pocałunki z każdą sekundą stawały się namiętniejsze i odważniejsze. Już zapomniałam, że on tak dobrze całuje. Teraz naprawde czuję, że go kocham. Ta radość prawie rozsadza mnie od środka. Ciekawe, czy Ross tak się czuje? Wnioskując po jego pocałunkach chyba tak. Moje są przepełnione miłością. Jak ja bym chciała czuć się już zawsze tak jak teraz. Oderwaliśmy się od siebie z powodu braku powietrza w płucach. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Zobaczyłam, że w jego skaczą iskierki szczęścia. Słowa mogą kłamać, ale nie oczy. Moje z pewnością wyrażają niezmierne szczęście. Ross pochylił się się i jeszcze raz mnie pocałował, ale krótko i namiętnie. Jejku, jak ja go kocham!
- Wow. - szepnęła Raini. - Całowaliście się dłużej niż minutę. - uśmiechnęła się, a na moje policzki wkradły się dwa rumieńce.
- Wczuliście się i to bardzo. Nie robiliście tego obojętnie. - odezwał się Calum.
- Koniec już tego gadania. - powiedział Ross i zakręcił butelką, która wylosowała Raini. Tak bawiliśmy się do północy. Później chłopaki poszli do swojego pokoju, a ja i Raini weszłyśmy do łóżek. Ona szybko zasnęła, ale ja ciągle przewracałam się z boku na bok i nie mogłam zmrużyć oka. Nie mogę zapomnieć o tym pocałunku. Ciągle staje mi przed oczami. Jednak cały czas nurtuje mnie jedna sprawa. Czy Ross coś do mnie czuje? Moim zdaniem nie całował mnie obojętnie. Tak nawet nie robiliśmy na planie. Robił to, bo kierowały nim uczucia, czy może grał? Może jednak robił to z miłości? Może on nie kocha Courtney? Chciałabym się tego dowiedzieć, ale boję się go o to zapytać. Po prostu obawaiam się odrzucenia. To mogłoby zniszczyć naszą przyjaźń, a ja tego za żadne skarby nie chcę. Pragnę go mieć cały czas przy sobie. Nie musi wiedzieć, co do mniego czuję, bo wystarcza mi sama jego obecność, przyjaźń. Nie, co ja wygaduję?! Okłamuję sama siebie! Ja chcę, żeby on był moim chłopakiem, nie przyjacielem. Może ten pocałunek coś zmienił? Może teraz coś poczuł do mnie? Może tak jak ja ukrywał przede mną swoje uczucia? Może. To głupie może, które jest takie niepewne. To gdybanie nic mi nie daje, bo w dalszym ciągu nie wiem, czy on mnie kocha. Jak ja bardzo bym tego chciała. Muszę przestać już o tym myśleć! Odwróciłam się na prawy bok i próbowałam zasnąć. Po kilku minutach sen zaczął napływać na moje powieki i odłynęłam do krainy Morfeusza.
Minął już prawie cały tydzień. Już jutro opuszę piękne Hawaje i z powrotem wrócę do Los Angeles. Przez te dni nic takiego się nie działo. Cały czas spędziliśmy razem we czwórkę na plaży lub chodzeniu po mieście. Nadal nie wiem, czy Ross coś do mnie czuje. Rozmawia ze mną zupełnie swobodnie, jakby ten pocałunek w ogóle się nie wydarzył. Może jednak rzeczywiście on nie traktował go jakoś szczególnie. Smuci mne to trochę. Z drugiej strony cieszę się, że nie jesteśmy przy sobie spięci. Zachowujemy się tak jak na planie, czyli całujemy się, potem jak gdyby nigdy nic się zdarzyło. Przywykłam już do tego, ale myślałam, że tym razem będzie inaczej. Co by się nie stało, cieszę się, że Ross jest moim najlepszm przyjacielem.
- Może przejedziemy się sami po plaży? Co ty na to Lau? - spytał Ross, który leżał obok mnie na kocu. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego.
- Okay. - odpowiedziałam. Cieszę się, że przez chwilę pobędziemy sami. Może uda mi się zapytać, czy ten nasz pocałunek coś dla niego znaczył? Nie wiem, czy się na to odważę. Wstaliśmy z kocy.
- Raini, Calum, my idziemy się przejść. - powiedział Ross.
- Okay, bawcie się dobrze. - uśmiechnęła się Raini, a my ruszyliśmy. Skierowaliśmy się u brzegu oceanu i szliśmy tak, żeby woda oblewała nam nogi. Zapanowała pomiędzy nami cisza, która wcale mi nie przeszkadzała.
- Tęsknisz za Courtney? - spytałam. Nie wiem, po co zaczęłam ten temat. Jednak wolę wiedzieć, co on o tym sądzi.
- Trochę mi jej brakuje, ale nie narzekam, bo spędzam świetnie czas z moimi przyjaciółmi. - uśmiechnął się do mnie.
- Chciałbyś, żeby była tutaj?
- Wiesz, czasami potrzeba trochę odpoczynku od drugiej osoby. Jednak nie miałbym nic przeciwko. - odpowiedział. Chcę go zapytać, czy coś czuł podczas pocałunku. Dam radę. Laura dasz radę! To tylko jedno pytanie, które nje musi mieć żadnych skutków. Okay na trzy. Raz... Dwa... Trzy!
- Gdyby tutaj była to pewnie nie pozwoliłaby na nasz pocałunek do wykonania zadania. - odparłam. Powoli dojdę do tego pytania. Małymi kroczkami.
- Tak, byłaby zazdrosna, ale zadanie to zadanie i musiałaby się z tym pogodzić. - uśmiechnął się. Dobra powiem to teraz i będzie mi lżej. Muszę wiedzieć, co on sądzi na ten temat.
- A czułeś coś podczas tego pocałunku? - spytałam i spuściłam głowę w dół. Czekałam na odpowiedź, która nie padła od razu.
- Wiesz, ja czułem się tak jak na planie. - odparł. Nie jest to odpowiedź jakiej oczekiwałam. Jednak Ross chyba nic do mnie nie czuje.
- Aha. - tylko na taką odpowiedź mogłam się zdobyć.
- A jak ci się układa z Andrewem? Jakoś nie wspominasz nic o nim. - powiedział. Pewnie chciał tym pytaniem zmienić temat o pocałunku. Ja też nie zamierzam go ciągnąć. Powiedzieć mu prawdę, że zerwałam z Andrewem? Zresztą, co mi szkodzi? W końcu to mój przyjaciel i ma prawo wiedzieć taką rzecz.
- Wiesz, ja zerwałam z nim przed tym wyjazdem.
- Co? Dlaczego?
- Stwierdziłam, że ten związek nie ma sensu skoro ja go nie kocham, bo zakochałam się w innym chłopaku. - odpowiedziałam. Jednak chciałabym usunąć ostatnie słowa, bo pewnie Ross zaraz spyta w kim jest ten chłopak. Mogłam się ugryźć w język.
- Kto to jest? - spytał z wyraźnym zaciekawieniem w głosie.
- Ja... Nie mogę ci tego powiedzieć. - zacinałam się.
- Dlaczego? Jesteśmy przyjaciółmi i nie powinniśmy niczego przed sobą zatajać.
- Ross, ale ja naprawdę nie mogę ci tego powiedzieć.
- Wytłumacz mi dlaczego. Może wtedy zrozumiem.
- Nie wiem, jak ci to powiedzieć.
- Naprawdę tak ciężko wyjawić ci imię tego chłopaka? Po prostu chcę wiedzieć kto to jest. Co to za przyjaźń, gdy druga osoba nie chce zdradzić czegoś drugiej?
- Okay! Powiem ci! Skoro tak bardzo ci na tym zależy to, co mi tam! - odpowiedziałam podniesionym tonem. No trudno zaraz on dwie się prawdy.
- No to słucham. W kim się zakochałaś?
- W tobie! Pasuje ci?! - krzyknęłam mu prosto w twarz. Zauważyłam zdziwienie w jego oczach. Odwróciłam się tyłem do niego i zaczęłam biec. Do moich oczu napłynęły łzy, przez które mało widziałam. Nawet się nie odwróciłam. On nawet nie zawołał mnie, nie zatrzymał, nie dogonił. To mnie najbardziej bolało, że on nic nie zrobił. Teraz jestem pewna, że on nic do mnie nie czuje, bo gdyby tak było to próbowałaby mnie zatrzymać. To wyjaśnia dlaczego przy pocałunku czuł się tak jak na planie. Nie wiem jak teraz ma wyglądać nasza przyjaźń. Nie sądziłam, że on w taki sposób dowie się prawdy. Zresztą nie potrzebnie się łudziłam, ze on odwzajemnia moje uczucia. On przecież jest z Courtney. Ja nie mam z nim przyszłości. Jaka ja byłam głupia sądząc, że on czuje do mnie to samo. Najgorsze co mnie w życiu spotkało to nieodwzajemniona miłość. Cieszę się, że już jutro lecimy z powrotem do Los Angeles, bo nie wytrzymałabym jego widoku. Już myślałam, że to jest mój wymarzony tydzień, że po tym pocałunku Ross się we mnie zakocha. Jednak jedną chwilą cały czar tego miejsca prysł. Przebiegłam obok Raini i Caluma i pognałam w kierunku hotelu.
- Laura! Co się stało?! Laura zaczekaj! - krzyczała Raini i słyszałam, że za mną biegnie. Zatrzymałam się, a ona po chwili stanęła naprzeciwko mnie. - Ty płaczesz? Co zrobił ci Ross? Mam mu wygłosić kazanie?
- Płaczę z powodu czego on nie zrobił. - powiedziałam zapłakanym głosem.
- Co się stało? Opowiedz mi.
- Dobrze, ale chodźmy do pokoju, bo na razie nie chcę go zobaczyć.
&nbso; - Okay. - przytaknęła i poszłyśmy do hotelu. Pojechałyśmy windą na czwarte piętro i udałyśmy się do naszej sypialni. Usiadłysmy na łóżku. - A teraz opowiadaj.
- No więc szliśmy i rozmawialiśmy. Udało mi się spytać go, czy czuł coś podczas pocałunku, a on odpowiedział, że czuł się tak jak na planie. Potem zapytał, jak mi się układa z Anrewem. Powiedziałam mu prawdę, że z nim zerwałam, bo zakochałam się w innym chłopaku. Ross chciał się dowiedzieć kto to jest. Nie chciałam mu tego zdradzić, ale w końcu uległam i wykrzyczałam mu prosto w twarz, że to w nim się zakochałam. Później uciekłam, a on nic nie zrobł. Nie zawołał mnie, nie zatrzymał. To mnie najbardziej zabolało. Teraz już wiem, że on nic do mnie nie czuje. - odpowiedziałam, a z moich oczu spłynęł dwie, duże łzy, które szybko starłam.
- A może po prostu był tak zdziwiony twoim wyznaniem, że nie mógł nic zrobić?
- Ty go bornisz?
- Nie, ale uważam, że bezpodstawnie wyciągasz takie wnioski. Myślę, że on też cię kocha tylko nie chce ci tego zdradzić. Zresztą widziałam, że nie całował cię obojętnie i z pewnością nie tak jak na planie.
- Nawet, gdyby tak było, to dlaczego nic nie zrobił?
- Mówiłam, może zatkało go to co powiedziałaś.
- No po jego oczach i minie widziałam, że jest zaskoczony.
- Może on chciał to sobie na spokojnie przemyśleć. Laura zobaczysz, że wam się ułoży. Musisz tylko z nim szczerze pogadać.
- Dzisiaj nie potrafię. Nie dam rady spojrzeć mu w oczy. Może, gdy już przyjedziemy do Los Angeles to prędzej.
- Nie zwlekaj z tym długo, bo to myślenie tylko będzie cię smuciło. Lepiej od razu wiedzieć na czym się stoi.
- Napewno z nim pogadam, bo sama jestem ciekawa, czy on odwzajemnia moje uczucia. Jednak dzisiaj nie chcę go zobaczyć.
- Jak chcesz.
- Jeśli chcesz to możesz już iść. Nie musisz siedzieć ze mną w pokoju. Zresztą chcę trochę pobyć sama i sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć.
- Okay, ale jakby co to jestem na plaży. - powiedziała, a ja skinęłam głową. Raini wstała z łóżka i wyszła z pokoju. Westchnęłam i opadłam plecami na materac. Może Raini ma rację? Może moje wyznanie zaskoczyło Rossa? Może on kłamał, gdy mówił, że podczas naszego pocałunku czuł się tak jak na planie? Może on odwzajemnia moje uczucia? Może, znowu to głupie może. Jak jest naprawdę? Chcę się tego dowiedzieć i z nim pogadać. Jednak dziś się na to nie zdobędę. Nie jestem w stanie spojrzeć mu w oczy. Ja po prostu boję się tej rozmowy. Obawiam się prawdy, że on mnie nie kocha. Skoro ja wykonałam pierwszy korok wyznając mu moje uczucią, to teraz on powinien coś zrobić. Zobaczę, jak to wszystko się z nim ułoży.
Jest już wieczór i słońce zaczyna zachodzić, a ja nadal nie wyszłam z pokoju, a tym bardziej nie widziałam Rossa. Raini też wsiąkła. Po chwili usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Wyciągnęłam przedmiot z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła Raini. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- Hej Raini. - odezwałam się.
- Hej Laura.
- Po co dzwonisz?
- Pokłóciłam się z Calumem. Możesz przyjść na niestrzeżoną plażę?
- Okay, a gdzie dokładnie jesteś?
- Od wejscia skręć w lewą stronę i cały czas idź prosto aż nie będzie żadnych ludzi.
- Okay, będę tam za parę minut.
- To pa.
- Pa Raini. - odpowiedziałam i usłyszałam pikanie. Włożyłam telefon z powrotem do kieszni i wstałam z łóżka. Wyszłam z pokoju i zamknęłam go. Jejku siedziałam w nim pół dnia. Szłam korytarzem do windy, zjechałam nią na parter i wyszłam z hotelu. Kierowałam się na plażę, która była oddalona o trzy minuty drogi. Gdy przeszłam przez przejście, skręciłam w lewo. Podążałam obok brzegu. Jak pięknie dziś zachodzi słońce. Pół nieba jest w czerwonych, pomarańczowych i żołtych barwach. Teraz jest idealna pora na romantyczne spacery. Minęłam już kilka par trzymających się za ręcę. Jak ja bym tak chciała chodzić z Rossem. Jeśli on nic do mnie nie czuje to będę musiała się odkochać. Będzie to bardzo trudne zadanie, bo chcę jednocześnie być blisko niego. Nie pozwolę, żeby przez moje wyznanie skończyła się nasza przyjaźń. Nie mogę go stracić, bo jest dla mnie zbyt waży. Kocham go i chyba nic tego nie zmieni. Ross jest moim ideałem i wiem, że nigdy nie spotkam drugiego takiego chłopaka jak on. On jest wyjątkowy. Jedyny w swoim rodzaju i niezastąpiony. Jednak może za późno zorientowałam się, że jestem w nim zakochana? Chociaż lepiej późno niż wcale. Gdyby on odwzajemniał moje uczucia to byłabym przeszczęśiwa. Takie myśli towarzyszyły mi aż wyszłam z strzeżona plażę i było już coraz mniej ludzi. Rozglądałam się w poszukiwaniu Raini, ale nigdzie jej nie mogłam zobaczyć. Pewnie jest gdzieś dalej. Spojrzałam na piasek. Była na nim strzałka wskazująca prosty kierunek i napis: ,,IDŹ TĘDY LAU". No to się Raini postarała, żebym ją znalazła, bo zostawiła mi ślady. Przeszłam kawałek ciągle wpatrując się na piasek. W końcu ujrzałam kolejną strzałkę. ,,JUŻ BLISKO" - przeczytałam i po przebyciu kilku metrów zobaczyłam napis: ,,JESTEŚ NA MIEJSCU". Uniosłam głowę w górę i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Dwa metry ode mnie stał Ross z gitarą i zaczął na niej grać. Wiedziałam, co to była za piosenka, bo już po samej melodii zgadłam, a gdy dołączył śpiew to już tym bardziej. Śpiewał If I Can't Be With You. Patrzył mi w oczy i z każdym zdaniem powoli zbliżał się do mnie. Uśmiech rozpromienił mi twarz, a nogi się pode mną ugięły. Nie mogę uwierzyć, że on specjalnie dla mnie śpiewa piosenkę. Jeszcze tak idealnie ją dobrał. Teraz jestem już pewna, że jemu na mnie zależy. Patrzyłam tylko w jego oczy, które lśniły blaskiem szczęścia. Teraz nic się dla mnie nie liczyło oprócz tej cudownej chwili. Gdy skończył śpiewać, stał bardzo blisko mnie. Poczułam ogromną ochotę, żeby go pocałować, ale opamiętałam się, bo pewnie będzie chciał coś powiedzieć. To zostawię na później. Ross odłożył gitarę na piasek i ponownie spojrzał mi w oczy, których zabrakło mi przez te parę sekund.
- Lau muszę ci coś wyznać. Tak naprawdę chciałem zrobić to już dawno, ale bałem się, że ty nie odwzajemniasz moich uczuć. Utwierdziło mnie w tym to, gdy zaczęłaś spotykałać się z Andrewem, bo byłem o ciebie zazdrosny. Chciałem pozbyć się tego uczucia, ale nie umiałem się w tobie odkochać. Myślałem, że gdy będę z kimś innym to minie, ale tak się nie stało. Będąc z Courtney nadal tylko w tobie byłem zakochany. Byłem z nią też, żeby zobaczyć twoją reakcję na to, ale ty chyba byłaś obojętna. Wtedy, gdy już prawie staciłem nadzieję, że możesz ze mną być, produceni serialu ogłosili, że lecimy na Hawaje. Chciałem tutaj sprawić, żebyś coś do mnie poczuła. Podczas naszego pocałunku czułem się bardzo szczęśliwy. Wręcz nie mogłem uwierzyć, że dzieje się ta chwila. Wtedy moje uczucia tylko się pogłębiły. Skłamałem mówiąc ci, że czułem się podczas niego jak na planie, bo nie wiedziałem, że ty odwzajemniasz moje uczucia. Gdy powiedziałaś, że zerwałaś z Andrewem to bardzo się ucieszyłem, ale fakt, że jesteś zakochana w kimś innym trochę mnie zaniepokoił. Chociaż miałam cichą nadzieję, że chodzi ci o mnie. Gdy mi to powiedziałaś nie mogłem w to uwierzyć i nie byłem w stanie nic zrobić. Ocknąłem się dopiero, gdy ty byłaś już daleko. Od Raini dowiedziałem się, że płakałaś. Przepraszam, że nie próbowałem cię zatrzymać, ale twoje słowa po prostu mnie zamurowały. Później tylko myślałem, co zrobić, żebyś mi wybaczyła. Wybarałem najprostrzy sposób, ale moim zdaniem najromantyczniejszy. Piosenka też idealnie pasowała. Lau wiedz, że ja już od dawna cię kocham. Zakochałem się w tobie nawet sam nie wiem kiedy. Każdego chwila spędzona z tobą tylko pogłębiała moje uczicia. - skończył mówić, a z moich oczu spłynęły łzy szczęścia. Chciałam coś powiedzieć, ale wzruszenie odebarało mi głos. Nadal nie mogę uwierzyć, że Ross wyznał mi swoje uczucia. Dotknął mojego policzka i starł mokre ślady po łzach. Jego dotyk spowodowałał, że na moje policzki wkradły się rumieńce.
- Ross, ja nie przypuszczałam, że ty możesz odwzajemniać moje uczucia. Ja dowiedziałam się, że jestem w tobie zakochana, gdy zacząłeś spotykać się z Courtney. Myślalam wtedy, że zbyt późno się o tym zorientowałam i że już cię straciłam. Do Andrewa od początku nic nie czułam i teraz wiem dlaczego. Ja też nie wiem kiedy coś do ciebie poczułam. Bałam ci się tego wyznać, bo myślałam, że to zniszczy naszą przyjaźń, a tego za żadne skarby bym nie chciała. Ja też chciałam będąc na Hawajach sprawić, żebyś się we mnie zakochał. Podczas naszego pocałunku czułam, że szczęście rozsadza mnie od środka. Gdy nic nie zrobiłeś po tym, gdy wyznałam ci moje uczuca myślałam, że ty nie odwzajemniasz moich uczuć. Jednak myliłam się. Kocham cię Ross i nigdy nie przestanę. - powiedziałam cały czas wpatrując się w jego oczy. Słowa same ze mnie wypływały, a wychodziły prosto z mojego serca. Z tego natłoku uczuć znów poczułam, że do oczu napływają mi łzy, które zaraz spłynęły mi po policzkach. Ross tak jak poprzednio je starł, ale nie cofnął ręki. Powoli zaczął się do mnie zbliżać. Po chwili poczułam jego usta na moich, a moje serce w jednej sekundzie zalała fala gorąca i szczęścia, która oblała całe moje ciało. Od razu odwzajemniłam pocałunek, pogłębiając go. Ross złapał mnie w talii i przybliżył mnie do siebie tak, że nasze ciała idealnie się stykały. Ja natomiast zarzuciłam ręce na jego szyję, a jedną dłoń wplotłam w jego włosy. Nasze pocałunki z każdą sekundą stawały się coraz bardziej namiętne. Przypieczętowywaliśmy nimi nasze wyznania. Wkładałam w nie wszystkie moje uczucia, które do niego żywię. Jak ja go kocham! Już nikomu go nie oddam. Nie pozwolę na to. Będę go strzegła jak oka w głowie. Po długim czasie oderwaliśmy się od siebie, a Ross oparł swoje czoło o moje. Nasze spojrzenia wyrażały więcej niż tysiąc słów.
- Zostaniesz moją dziewczyną Lau? - spytał.
- Oczywiście, że tak. - odpowiedziałam z ogromnym uśmiechem na twarzy. Pownie złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Ten tydzień zdecydownie jest taki jaki sobie wymarzyłam. Pojechałam na Hawaje i zdobyłam chłopaka, którego kocham ponad życie i najważniejsze, że on czuje do mnie to samo. Teraz moim życiu mam nadzieję, że zagoszczą tylko same szczęśliwe chwile, wypełnione naszą miłością.
THE END
Proszę skomentujcie tego One Shota! Chcę wiedzieć, co o nim sądzicie.
sobota, 7 listopada 2015
Rozdział 15
"You know you set me free like no one else" ~ "Ty wiesz że dajesz mi wolność jak nikt inny" - Crazy 4u
~Los Angeles, 09.07.2015r.~
★Laura★
Siedzę w przy biurku i rysuję konia. Jednak nie idzie mi za dobrze. Chyba nie mam dzisiaj weny. Odłożyłam wszystkie rzeczy do szuflady. Co by tu innego porobić? Może zadzwonię do Rydel i się spotakamy? To jest dobry pomysł. Wzięłam mój telefon i wybrałam jej numer, po czym nacisnęłam zieloną słuchawkę. Chwilę poczekałam aż odbierze.
- Hej Lau. - usłyszałam jej wesoły głos, który był trochę zniekształcony.
- Hej Delly. - odpowiedziałam i na usta wykradł mi się uśmiech.
- Po co dzwonisz?
- Nudzi mi się w domu. Może mogłabym do was wpaść? Van pewnie też przyjdzie.
- Jasne, że możecie. Dla was zawsze naz dom będzie otwarty.
- Okay to przyjdziemy do was za jakieś pół godziny. Może szybciej.
- Dobra, a tak w ogóle to miałam do was zadzwonić, bo wpadłam na pewien pomysł, który może wam się spodobać. Nie zdradzę teraz, o co mi chodzi. Powiem wam, gdy przyjdziecie.
- Okay, już jestem ciekawa co wymyśliłaś.
- Myślę, że zgodzicie się na to.
- No pewnie tak. Okay to pa Delly.
- Do zobaczenia za pół godziny. - odpowiedziała blondynka i rozłączyła się. Na jaki pomysł wpadła Rydel? Jestem tego bardzo ciekawa. Muszę iść po Vanessę. Wyszłam ze swojego pokoju i udałam się do jej, uprzednio pukając. Zastałam ją leżacą na łóżku i słuchającą muzyki.
- Hej Van. - odezwałam się i usiadłam obok niej.
- Hej Lau. - odparła i ściągnęła słuchawki.
- Chcesz może iść teraz do Rydel? Przed chwilą do niej dzwoniłam i mam jej pozwolenie.
- No jasne, że chcę. Jeszcze się pytasz?
- Wiedziałam, że się zgodzisz. - uśmechnęłam się. - Rydel wpadła na jakiś pomysł i przedstawi go nam, gdy przyjdziemy.
- Ciekawe co to będzie.
- Też się nad tym zastanawiam. To co zbieramy się do wyjścia?
- Okay. - odparła Vanessa i wyszłyśmy z jej pokoju. Udałyśmy się do kuchni, że powiadomiść Natalie o wyjściu.
- Jedziemy limuzyną czy taksówką? - spytałam.
- Taksówką, bo nie chcę rzucać się bardzo w oczy.
- Też pomyślałam o tym rozwiązaniu. - uśmiechnęłam się. Gdy zobaczyłśmy samochód zaczęłyśmy machać i po chwili taksówka zatrzymała się przed nami. Wsiadłyśmy do niej i podałyśmy adres Lynchów. Zaraz odjechaliśmy.
- Jak myślisz co wymyśliła Rydel? - spytała Vanessa.
- Nie wiem, ale ona jest bardzo pomysłowa, więc napawdę nie wiem, czego możemy się po niej spodziewać. - odpowiedziałam.
- Tak nigdy nie wiadomo co wpadnie jej do głowy. - odparła Van. Przez całą drogę do domu naszych przyjaciół rozmawiałyśmy na różne tematy. W końcu zatrzymaliśmy się przed właściwym budynkiem.
&nbso; - Dziękiemy za podwózkę. - powiedziałam i zapłaciłam kierowcy. Wysiadłyśmy z taksówki i zadzwoniłyśmy dzwonikiem. Po chwili drzwi otworzyły się i ukazała nam się Rydel.
- Hej dziewczyny. - powiedziała wesoło i uścisnęła nas na powitanie.
- Hej Delly. - odparłyśmy.
- Wchodźcie do środka. - otworzyła szerzej drzwi. Weszłyśmy na korytarz i ściągnęłyśmy buty. - Jak ja dawno was nie widziałam.
&nbso; - Minęły tylko dwa dni. - odpowiedziała Vanessa.
- Co z tego? I tak się za wami stęskniłam. - uśmechnęła się.
- Nam też brakowało twojego humoru. - zaśmiałam się i szłyśmy w kierunku salonu. Już udzielił mi się nastrój panujący w tym domu. Naprawdę, gdy tylko przejdę przez próg tego domu to już towarzyszy mi dobry humor. To chyba jest zależne od tego, że mieszkają tu moi przyjaciele. Bardzo lubię spędzać z nimi czas.
- Cześć dziewczyny. - odezwali się chłopaki, gdy weszłysmy do salonu.
- Hej. - odpowiedziałyśmy i usiadłyśmy na kanapie. Usiadłam obok Rossa, bo było wolne miejsce. Uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam gest.
- Rydel zdradzisz nam swój pomysł skoro są już dziewczyny? - spytał Rocky.
- To wy też nie wiecie o co jej chodzi? - odparała Vanessa, a chłopaki zaprzeczyli. Normalnie wyjęła mi to pytanie z ust. Teraz to już naprawdę jestem ciekawa, co Rydel ma nam do powiedzienia.
- Otóż wczoraj, gdy leżałam w łóżku wpadłam na pomysł, żeby wspólnie spędzić ten weekend. Chodzi mi o to, żeby pojechać gdzieś, na przykład pod namioty, albo coś w tym stylu. Taki rodzinno - przyjacielski wypad za miasto. Co wy na to? - powiedziała Rydel. Zauważyłam, że na twarzy wszystkich pojawił się uśmiech, co oznacza, że się zgadzamy.
- Jasne. - odparliśmy chórem, po czym zaśmialiśmy się.
- Jaka synchronzacja. - odezwał się Ellington.
- Masz na myśli jakieś konkretne miesjce, gdzie pojedziemy? - spytał Ross.
- Nie zanam takich miejsc dlatego mówię wam o tym teraz, bo dziś jest środa, więc mamy dwa dni łącznie z tym, na wymyślenie tego.- odpowiedziała blondynka.
- Możemy znaleźć jakiś camping w pobliżu LA. Wystarczy trochę poszperać po internecie. - odezwał się Riker.
- Może to być też jakiś domek nad morzem. - odparł Rocky, a mi w głowie zaświtał pewien pomysł.
- Już mam pomysł na mijesce. - powiedziłam.
- Jaki? - spytała Rydel.
- Mamy domek nad morzem. Jest on oddalony o godzinę drogi od LA. Jest on w miejscu, gdzie w ogóle nie ma ludzi, więc będziemy mieli dużo prywatności. Co wy na to? - zaproponowałam.
- Okay, to jest dobry pomysł. - odparł Riker.
- Ile pokoi jest w tym waszym domku? - spytała Rydel.
- Cztery sypialnie, mały salon, kuchnia i dwie łazienki. - odpowiedziała Vanessa.
- To jest mały problem ze spaniem. - odparłam.
- Chyba, że możemy spać we dwie osoby w jednym pokoju, a jedna ma swój własny. - odezwał się Ross.
- To ja już nawet wiem jakie mogą być pary. - uśmiechnęła się Rydel.
- Jakie? - spytał Ellington.
- Laura z Rossem, Vanessa z Rikerem, ja z Ellingtonem, a Rocky ma osobną sypialnię. Co wy na to? - zaproponowała, a ja spojrzałam na Rossa. On też zrobił to w tym samym czasie, więc nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił mój gest. Ja się zgadzam na taki układ. Już widzę pół nocy przegadanej z nim. Już wiem, że będzie to wspaniały weekend i nie mogę się go doczekać.
- Chyba tak będzie najlepiej. - odparł Ross.
- Okay to mamy już załatwione gdzie i jak śpimy. To chyba już wszystko, co nie? - spytał Rocky.
- Jeszcze potrzebujemy zgody naszych rodziców na pobyt w domku. - odpowiedziałam.
- Damy radę ich przekonać. - odparła Vanessa.
- Najczęściej możemy zrobić to o co poprosimy.
- Jak już spytamy rodziców to damy wam znać. Myślę, że pojedziemy tam.
- No to dziewczyny trzymamy za was kciuki i życzymy powodzenia. - powiedział Riker.
- Dzięki, może się przyda. - uśmiechnęła się Van.
- Już coś czuję, że to będzie udany weekend. - odezwał się Ell.
- W takim gronie to napewno. - uśmiechnął się Rocky.
- Cieszę się, że zgodziliście się na mój pomysł i że mamy już wszystko obgadane. - powiedziała Rydel.
- To skoro już wszystko jest załatwione to może teraz coś porobimy? - spytał Riker.
- Może zagramy na Xboxie?- zaproponował Rocky, a każdy przystał na ten pomysł.
- Zagramy w grę taneczną. Co wy na to dziewczyny? - spytała Rydel.
- Okay. - odpowiedziałyśmy, a Ellington włączył sprzęt.
- Kto gra z nami? Mamy jedno wolne miejsce .- powiedziała blondnka.
- Mistrz parkietu z wami pogra. - odparli jednocześnie Ross i Riker, po czym się zaśmiali.
- Choć najpierw Ross, a później Riker.
- Okay. - odparli, a do nas dołączył młodszy blondyn. Tańczyliśmy i świetnie się ze sobą bawiliśmy. Nawet nie wiem ile zajęło nam czasu granie. On leciał bardzo szybko, a ja nawet nie zwracałam na niego uwagi. Będąc w takim gronie myśli się tylko o drobej zabawie. Inne myśli po prostu nie przychodzą mi do głowy. Kocham spędać czas z Lynchami i Ellingtonem. Po kilku godzinach gry padliśmy zmęczeni na kanapę.
- Coś mi się wydaje, że spaliłam mnóstwo kalorii. - odezwała się Rydel.
- Tak, zrzuciłyśmy trochę tłuszczyku. - powiedziałam.
- Ty to mówisz? Ty jesteś szczupła. - odparła blondynka, a ja się uśmiechnęłam.
- Wiecie, ja i Lau musimy się już powoli zbierać, bo musimy powiedzieć rodzicom o tym naszym weekendowym wypadzie. - odezwała się Vanessa.
- Tak, musimy ich o to spytać. Nawet nie wiem, o której przyjeżdżają z pracy. - odpowiedziałam.
- Skoro musicie to idźcie. Zresztą to od decyzji wszych rodziców zależy nasz wyjzd. - odparła Rydel.
- To ja was zawiozę, bo nie będziecie przecież szły. - powiedział Ross.
- Okay to ja siedzę z przodu. - uśmiechnęłam się.
- Znowu będę musiała słuchać waszego flirtu. - zaśmiała się Van.
- Oj nie mów tak, bo gdyby jechał Riker to ty byś to robiła. - odgryzłam się jej.
- No w sumie masz rację. - odezwał się Riker.
- Ty też jesteś przeciwko mnie? - spytała moja siostra.
- Ja jestem z tobą, a stwierdzam też fakty. - uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła gest.
- Dobra koniec już tych pogaduszek, bo czas już na nas. - powiedziałam.
- Znjąc nas to pewnie byśmy się bardziej zagadali i nie wiadmo kiedy skończyli. - odparła Van i wstała z kanapy, a ja i Ross zaraz zrobiliśmy to samo.
- Pa wszystkim. - ja i Vanessa powiedziałyśmy wspólnie.
- Pa dziewczyny. - odpowiedzieli, a my udaliśmy się na korytarz. Założyliśmy buty i wyszliśmy z domu. Ross poszedł wyciągnąć samochód z garażu i po chwili pojazd stanął przed nami. Weszłyśmy do środka i odjechaliśmy. Cała droga upłynęła nam na żywej rozmowie na różne tematy. Czas minął mi bardzo szybko i nim się spostrzegłam i staliśmy pod naszym domem.
- Dzięki za podwózkę Ross.- powiedziała Van.
- Spoko, lubię was zawozić.
- To pa Ross. - odparła moja siostra i wyszła z samochodu. - A ty Lau nie idziesz? - spytała, gdy zostałam w samochodzie.
- Za chwilę, muszę tylko się jego czegoś zapytać. - odpowiedziałam.
- Okay dam wam chwilę prywatności i wejdę już do domu. - uśmiechnęła się i otworzyła drzwiczki bramy.
- O co chcesz się mnie zapytać? -spytał Ross.
- Przyjdzesz dziś do mnie?
&nbsb; - To się jeszcze okaże. - uśmiechnął się.
- To będę na ciebie czekała.
- Przecież ja nie powiedziałem, że przyjdę.
- Wiem, ale pewnie tak pomyślałeś. - uśmiechnęłam się.
- Czy ty mi czysz w myślach? - zaśmiał się.
- Nie, ale wiem, że lubisz do mnie przychodzić.
- I tu mnie masz.
- Czyli widzimy się o dziesiątej, tak? - spytałam.
- Pewnie tak.
- Okay skoro już mamy to ugadane to chyba muszę już iść, bo Vanessa zaraz będzie miała swoje podejrzenia.
- To cię nie zatrzymuję. Pa Lau. - uśmiechnął się.
- Pa Ross. - odwzajemniłam jego gest i wyszłam z samochodu. Przeszłam przez bramę, po czym udałam się w stronę wejścia. Gdy otworzyłam już drzwi, odwróciłam się i pomachałam Rossowi. On odmachał i odjechał. Spostrzegłam, że się uśmiecham. Nie dziwię się już temu, bo tak działa na mnie Ross. Weszłam do środka domu i udałam się do kuchni. Gdzie zastałam Natalie z Vanessą.
- Dzień dobry. - przywitałam się.
- Dzień dobry Lauro. - odpowiedziała gosposia.
- Już pożeganłaś się z Rossem? - spytała Van.
- Tak.
- Kto to jest Ross jeśli mogę wiedzieć? - powiedziała Natalie.
- To jest mój przyjaciel. - uśmiechnęłam się.
- Jak na razie przyjaciel, bo nie wiadomo co będzie później. - odparła moja siostra.
- Znowu zaczynasz ten temat? Ja cię nie słucham. Idę się przebrać. - odpowiedziałam i szybko wyszłam z kuchni. Udałam się na górę po schodach i weszłam do swojego pokoju. Od razu podeszłam do garderoby. Wybrałam niebieską koszulę w czarną kratę i do tego czarne dżinsy. Ściągnęłam z siebie spocone od gry na Xboxsie ubrania i założyłam czyste. Poszłam do łazienki, a tam rozczesałam włosy i popsikałam się perfumami. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. - odezwałam się, a do pokoju wszedł lokaj.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale przyszedł do ciebie chłopak i czeka pod drzwiami. Mam go wpuścić? - powiedział mężczyzna.
- Tak. - skinęłam głową, a on wyszedł i po chwili w wejściu zobaczyłam Jacoba. Co on tutaj robi?
- Jake? Co ty tutaj robisz? - spytałam nie ukrywając zaskoczenia.
- Może tak na początek jakieś hej, albo cześć? - uśmiechnął się.
- Przepraszam cię. Cześć Jacob. - odpowiedziałam i podeszłam do niego.
- Hej Lau. Co tam u ciebie słychać?
- Jest w porządku. Dzisiaj byłam u swoich przyjaciół. Możesz mi powiedzieć, co u mnie robisz tak niespodziewanie?
- Chciałem przyjść do ciebie bez zapowiedzi, żeby zrobić ci niespodziankę. Chyba mi się to udało. - uśmiechnął się.
- Tak, naprawdę mnie zasoczyłeś. Nie powinieneś być w pracy? Jest po czwartej.
- Zazwyczaj o tej godzinie ją kończę, ale czasami zdarzają mi się nadgodziny. Masz jeszcze jakieś pytania jeśli chodzi o moją obecność? - zaśmiał się.
- Nie mam już więcej pytań. - uśmechnęłam się.
- A tak w ogóle to masz bardzo ładny pokój.
- Tak wiem, bo w końcu projektował go mój tata.
- On ma wieki talen jeśli chodzi o architerkurę.
- Tak, masz rację. Może wyjdziemy do ogrodu? - spytałam.
- Okay, mi to obojętne gdzie będziemy. - odpowiedział Jacob i wyszliśmy z mojego pokoju. Udaliśmy się do ogrodu. Szliśmy w milczeniu po dróżce. Przeszliśmy przez mostek prowadzący do altanki i usiedliśmy na ławce.
- Mimo, że już byłem w tym ogordzie to nadal zadziwia mnie swoim pięknem. - odezwał się Jake.
- Taki już jest urok tego miejsca. - odpowiedziałam.b- A tak w ogóle to ja długo pracujesz w firmie mojego taty? - spytałam.
- Rok, od skończenia liceum.
- A nie powinieneś najpierw iść na studia?
- Chciałem iść, ale mój tata stwierdził, że są one mi niepotrzebne, bo bardzo dobrze znam się na architekturze. Spytał twojego taty, czy mogę tam pracować. Dostałem się do firmy pokazując moje prace, które spodobały się panu Marano i zostałem przyjęty.
- Ile zarabiasz? Pytam cię o to wszystko z ciekawości jak się pracuje u mojego taty.
- Przez pierwsze miesiące zarabiałem trzy tysięce, ale później zrobiłem bardzo dobry porojekt, który spodobał się jakiemuś bogatemu człowiekowi i dostałem podwyżkę o dwa tysiące.
- Dużo się zarabiasz. Nie sądziałam, że aż tyle.
- Teraz ja przejmę pałeczkę. Dlaczego ty nie chcesz pracować w firmie twojego taty? Przecież chyba masz otwartą drogę. Zresztą z twoją umiejętnością rysunku i wyobraźnią mogłabyś tworzyć wspaniałe projekty.
- Dziękuję, że tak o mnie myślisz. Ja nie mam doświadczenia, ani nie znam się na tym wszystkim.
- Gdybyś się pouczyła to byś umiała.
- Szczerze powiedziawszy to jeszcze nie chcę pracować. Jednak jeśli już mam wybierać to byłaby to firma mojego taty.
- I dział ogrodniczy, co?
- Mogłabym połaczyć wszystkie rzeczy. Ty jesteś w dziale architektura domu?
- Tak, głównie projektuję domy i ich wnętrza. - odpowiedział i na chwilę zapanowała pomiędzy nami cisza, ale nie była ona krępująca. W towarzystwie Jake'a tak jak przy Rossie czuję się swobodnie nawet, gdy zapada milczenie. Jednak to mają wspólne.
- Pamiętasz jak przy naszym pierwszym spotkaniu spytałam cię, czy masz dziewczynę, a ty odpowiedałeś, że z nią zerwałeś, ale nic więcej. Opowiesz mi jak to się stało? - spytałam, a Jacob trochę posmutniał? - Oczywiście nie musisz jeśli nie chcesz. - dopowiedziałam szybko.
- Skoro jesteśmy przyjaciółmi to nie będę przed tobą tego zatajał. - odpowiedział i westchnął. - Zacznę od początku to wtedy może wszystko zrozumiesz. Ta dziewczyna nazywała się Melanie. Jest ona brunetką o zielonych oczach. Znaliśmy się ze szkoły, bo chodziliśmy do tej samej klasy. Mieliśmy podobne zainteresowania, bo ona również lubiła architekturę i chciała iść na takie studia. Dobrze się ze sobą dogadywaliśmy i pewnego dnia spostrzegłem, że jestem, w niej zakochany. Bałem się trochę jej to powiedzieć, bo podrywał ją mój wróg Marcus, ale ona mu się opierała. Jednak postanowiłem zaryzykować i powiedziałem jej co czuję, a najlepsze było to, że ona odwzajemniała moje uczucia. Po tym zostaliśmy parą. Marcus nie był z tego zadowolony i bardzo często mi groził. To nie był chłopak dla niej. Jest on typem bad boy'a i po jednej nocy lub po paru dniach zostawia te dziewczyny. Ja i Melanie byliśmy ze sobą cztery miesiące, a ja naprawdę ją kochałem. - przerwał na chwilę. - Pewnego dnia Justin, to jest mój najlepszy przyjaciel, powiedział mi, że widział Melanie, która całowała się z Marcusem. Na początku nie uwierzyłem, ale on opowiedział mi, że widział to wszystko od samego początku i że ona nie opierała się tylko odwzajemniła pocałunek. Po tym od razu do niej poszedłem i zastałem ją całującą się z Marcusem w jej domu. Zerwałem z nią. Nigdy nie zapomnę tego zwycięskiego wzroku Marcusa. Zrozumiałem, że znowu z nim przegrałem, a parę razy już mi się to zdarzyło. Jednak w jednym z nim wygrałem. Ja pracuję w firmie pana Marano, który jest znany na całym świecie, a on spędza noce w klubach. Pod tym względem jestem od niego lepszy. Tak właśnie wyglądała moja historia miłosna. - skończył swoją opowieść i westchnął. Cały czas go słuchałam, bo byłam ciekawa jak się potoczyły jego losy z tą Melanie. Szkoda mi go.
- Jejku współczuję ci Jake. Ta Melanie nie zasługiwała na ciebie. Jesteś wspaniałym chłopakem, a ona chyba nie umiała tego docenić. Ja bym ci nigdy nie zrobiła. - odpowiedziałam.
- Nie mów czegoś jeśli nie wiesz, czy dotrzymasz dane słowo. - odparł smutno, a mnie zdziwiło to zdanie.
- Co chcez przez to powiedzieć?
- Mówiłaś, że masz też innych przyjaciół oprócz mnie. Kim oni są?
- To jest rodzeństwo, które składa się z trzech braci i jednej siostry, ale mieszkają też ze swoim najlepszym przyjacielem.
- To czyli jest tam aż czworo chłopaków. Jesteś z jednym z nich związana najbardziej?
- Tak i on jest w moim wieku. Jeszcze mam najlpeszą przyjaciółkę z tego rodzeństwa.
- Ale przyjaciółka to nie to samo, co przyjaciel.
- No tak, ale do czego zmierzasz tymi pytaniami? - spytałam, ale nie uzyskałam od razu odpowiedzi.
- Masz dwóch najlepszych przyjaciół i co jeśli zakochasz się w tym drugim? Co wtedy zrobisz ze mną? - odparł po chwili. Jego pytania naprawdę zaczynają mnie zaskakiwać.
- Może w ogóle się nie zakocham w was obojgu.
- Wątpię. Z nim pewnie sędzasz dużo czasu, ale ze mną też, ale może kiedyś spojrzysz na jednego z nas inaczej niż na przyjciela. Ja po prostu chcę wiedzieć, co się wtedy stanie ze mną, gdy pokochasz tamtego?
- Jacob ja nie wiem, ale nie chcę ciebie stracić. Jesteś dla mnie bardzo ważny. Skąd w ogóle wziąłeś te pytania?
- Powiedziałaś, że nigdy nie zrobisz mi czegoś podobnego, co Melanie. Co jeśli będziemy razem i ty poczujesz coś do twojego drugiego przyjaciela? Zostawisz mnie czy może zostaniesz ze mną?
- Jake nawet jeśli zaistniałaby taka sytuacja to napweno cię nie zostawię, bo tak jak już powiedziałam, nie chcę ciebie stracić. Przestań mieć już wątpliwości. Nie patrz za bardzo w przyszłość tylko żyj teraźniejszością.
- Masz rację Lau. Za bardzo wszystko wyolbrzymiam. Przepraszam jeśli uraziłem cię tym.
- Nie musisz mnie przepraszać. Rozumiem twoje obawy, bo nie chcesz przechodzić drugi raz czegoś podobnego, co z Melanie, prawda?
- Tak prawda, ale już nie poruszajmy tego tematu, okay?
- Okay.
- To może na zgodę przytulas? - spytał i rozstawił swoje ramiona, uśmiechając się przy tym.
- Wrócił stary Jake. - odwzajemniłam jego gest i wtuliłam się w niego, a on objął mnie. Chwilę zastygliśmy w takiej pozycji. Spodobał mi się ten gest. Lubię się przytulać, a szególnie z ważnymi dla mnie osobami. Cieszę się, że Jake jest moim przyjacielem. Po chwili Jacob poluźnił uścisk i wypuścił mne z objęć. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Chcesz może poznać moich dwóch najlepszych przyjaciół Justina i Maxa? Pytają mnie o ciebie i chcieliby cię poznać i zobaczyć. - spytał.
- Okay, czemu nie. Z chęcią poznam twoich kupli. - uśmiechnęłam się do niego.
- Co powiesz na spotkanie jutro o 16:30 na plaży?
- Okay nie mam nic jutro zaplanowane, więc się zgadzam.
- Może przyjść też dziewczyna Justina, Monica. Ona jest bardzo miła i sympatyczna. Napewno ją polubisz. Chłopaki też są wyluzowani i przyjacielscy.
- Okay, skoro tak twierdzisz to pewnie tacy oni są. - uśmiechnęłam się.
- To super, czyli jesteśmy umówieni. Powiem im, że się zgodziłaś, bo to oni namawiali mnie, żebym się o to ciebie spytał. Chcą ciebie poznać po tym, co im o tobie opowiedziałem.
- Mam nadzieję, że były to same dobre rzeczy.
- No pewnie. Zresztą sądzę, że masz mało negatywnych cech.
- Każdy ma wady i ja nie jestem wyjątkiem.
- Tak wiem, ale ja ich jeszcze w tobie nie poznałem.
- Może kiedyś poznasz. - zaśmiałam się. Później rozmawialiśmy już na inne tematy. Jake opowiedział mi o Justinie i Maxie. Sądząc, co o nich mówił to wydają się być mili i sympatyczni. Monica tak samo. Nie mogę się doczekać aż ich poznam. Lubię zawierać nowe znajomości, a jak na razie to nie mam ich za dużo, ale te osoby, z którymi się przyjaźnię mi wystarczają. Z nimi po prostu czuję się sobą. Nie patrzą na mnie przez pryzmat pieniędzy tylko jak na ,,normalną" dziewczynę. Tego jestem pewna. Zresztą utwierdzili mnie w tym, a ja im wierzę. Jake, Lynchowie i Ell to tak jakby moja druga rodzina. Są oni dla mnie bardzo ważni i na tą chwilę nie wyobrażam sobie życia bez nich. Oni wprowadzili radość do mojego serca. Szczęście z małych rzeczy to może być, na przykaład przytulenie się. Niby taki zwyczajny gest, a wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Tacy przyjaciele jakich mam to ogromny skarb. Nie chcę żadnego z nich stracić. Zauważyłam, że na podjazd wjeżdża limuzyna i po chwili wysiadają z niej moi rodzice. Trzeba ich spytać o wyjazd. Myślę, że przy kolacji będzie najlepszy moment, a ona niedługo już będzie, bo jest już po szóstej.
- Przyjechali moi rodzicie. Chyba powinieneś już iść, bo za chwilę będziemy jeść kolację. - powiedziałam. Chciałam, żeby zabrzmiało to normalnie, a nie jak spławienie, bo tak to trochę wygląda.
- Okay. Macie dzisiaj rodzinną kolację, tak? - spytał.
- Tak. - przytaknęłam.
- Skoro tak, to do zobaczenia jutro.
- Mam przyjść na plażę?
- Przyjdę po ciebie.
- Okay.
- Pa Lau. - uśmiechnął się.
- Pa Jake. - odpowiedziałam i przytuliliśmy się na pożegnanie. Po chwili wypuściliśmy się z objęć. Wstaliśmy z ławki i poszliśmy do bramy.
- Do zobaczenia. - odparł Jacob, a ja się tylko uśmiechnęłam. Wyszedł z bramę. Chwilę patrzyłam na niego. Okay pora spytać rodziców o wyjazd. Najpierw muszę uzgodnić to z Vanessą. Weszłam do domu i udałam się do jej pokoju. Przed wejściem zapukałam. Zastałam ją leżącą na brzuchu na łóżku i robiącą coś na laptopie.
- Hej Van. - odezwałam się i podeszłam do niej.
- Hej. - odparła i krótko na mnie spojrzała, bo zaraz powróciła wzrokiem na ekran.
- Co robisz? - spytałam i usiadłam na łóżku.
- Piszę z Rikerem.
- Widzę romansik się kroi. - zaśmiałam się i poruszałam znacząco brwiami.
- Co?! Nie. Już nie mogę sobie popisać z Rikerem?
- Możesz, czy ja coś mówię na ten temat? - podnosłam ręce w geście obrony. - A tak w ogóle to przyszłam do ciebie w innej sprawie.
- Jakiej?
- Rodzice przed chwilą przyjechali i pewnie zaraz będzie kolacja. Może spytamy się podczas niej o nasz wyjazd z Lynchami i o ten domek?
- Tak, musimy to zrobić. Zresztą Riker pytał mnie czy już mamy załatwione pozwolenie i też chciałam iść do ciebie w tej sprawie, ale byłaś z Jake'iem.
- To idziemy do jadalni?
- Tak, za chwilę.- odparła Van i napisała coś.
- Pożegnaj się z Rikerem i chodź na dół. Później możesz skończyć romansować. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- No dobra już idę. - odparła i wystukukała coś na klawiaturze i po chwili zamknęła laptopa. - Okay to chodźmy. - powiedziała i wstała z łóżka razem z przedmiotem, który położyła na biurku. Ja po chwili również wstałam i wyszłyśmy z pokoju. Zeszłyśmy na dół i udałyśmy się do jadalni, w której siedzieli już nasi rodzice i o czymś rozmawiali. Pewnie o pracy.
- Cześć. - odezwałyśmy się i zwróciłyśmy tym na siebie nich uwagę.
- Cześć. - odpowiedzieli, a my usiadłyśmy do stołu.
- Jak wam minął dzień? - spytała mama.
- Dobrze, widziałyśmy się dzisiaj ze naszymi przyjaciółmi. - odparłam.
- Z Jacobem i Brayanem? - odezwał się tata.
- Ja z Jake'iem, ale mamy też innych przyjaciół. Rodzeństwo w podobnym wieku, co my i ich przyjaciel.
- Dlaczego jeszcze ich nie poznaliśmy? - zapytał tata.
- Bo jeszcze nie było na to okazji. Zresztą oni nie są z bogatej rodziny. Chyba to akceptujecie? - odezwała się Vanessa.
- Oczywiście. Ważne, żebyście wy były szczęśliwe. - odpowiedziała mama i po chwili do jadalni wszedł lokaj z tacą z daniami. Każdemu dał jednen talerz, po czym wyszedł.
- Mamy do was pytanie. - zaczęłam i spojrzałam znacząco na Vanessę.
- Jaką? - spytał tatą.
- Chodzi o to, że my i nasi przyjaciele wymyśliliśmy wspólny wyjazd poza miasto w ten weekend. - powiedziała moja siostra. Przerwała w tym momencie, czyli to ja pytam.
- Zaproponowałam, żebyśmy pojechali do naszego domku nad ocenem pod Los Angeles. Możemy tam pojechać, ale tylko my i oni? - spytałam.
- Ilu ich tam jest? - odparła mama.
- Czterech chłopaków i jedna dziewczyna. - odpowiedziała Van.
- Jak wy się tam wszyscy zmieścicie skoro w domku są tylko trzy pokoje i jeden gościnny? - odezwał się tata.
- Jakoś damy radę. Jest jeszcze przecież kanapa, którą można rozłożyć i materace. - powiedziałam.
- To co możemy tam jechać na weekend? - spytała Van, ale nie uzyskałyśmy od razu odpowiedzi. Rodzice spojrzeli na siebie i widocznie się zastanawiali.
- Ja się zgadzam. - odezwał się tata.
- Ja też. Skoro tam bardzo wam zależy na tym wyjeździe to my wam nie będziemy tego zabraniać. - odpowiedziała mama, a ja i Van uśmiechnęłśmy się.
- Dziękujemy. - oparłyśmy.
- Nie ma za co. Czego się nie robi dla swoich córeczek. - uśmiechnęła się mama. Muszę powiedzieć to Rydel. Jejku jak się cieszę, że rodzice się zgodzili i że spędzę czas z moimi przjaciółmi. Zapowiada się wspaniały weekend. Szybko zjadłam kolację. Zauważyłam, że Vanessa również.
- Dziękuję. - odezwałyśmy się, gdy skończyłyśmy jeść. Wstałyśmy od stołu i wyszłyśmy z jadalni.
- Lecę powiedzieć Rydel, że nasi rodzice się zgodzli. - powiedziałam.
- Okay, chciałam zrobić to ja, ale widzę, że nic cię nie zatrzyma.
- Tak, masz rację. - uśmiechnęłam się i pobiegłam schodach na górę do swojego pokoju. Od razu chwyciłam telefon z biurka i wybrałam numer do Rydel. Nacisnęłam zieloną słuchwkę i czekałam aż odbierze. Po chwili usłyszałam jej głos.
- Hej Lau. - odezwała się jak zawsze wesoło blondynka.
- Cześć Delly. Mam dobrą wiadomość. Nasi rodzice się zgodzili na to, żebyśmy pojechali do naszego domku. - odpowiedziałam z entuzjazmem, który nawet wyczułam w swoim głosie.
- To świetnie! Czyli nasz weekend nadal jest aktualny. Zaraz powiem o tym chłopakom. Cieszę się, że spędzimy ten czas razem.
- Tak ja też. Już nie mogę się doczekać.
- To a już kończę, bo akurat robię kolację dla moich głodomorów.
- Okay, to pa Delly.
- Pa Lau. - odparła Rydel i rozłączyła się. O tak, zdecydownie to będzie udany weekend.
~*~
O 22:00...
Kończę właśnie mój rysunek konia, który zaczęłam po południu. Podoba mi się. Jednak jeszcze dodałam kilka kresek i cieni ołówkiem. Teraz już chyba jest gotowy. Oparłam kartkę o ścianę i wstałam z krzesła, żeby przyjrzeć się rysunkowi z daleka. Udał mi się. Dołączę go do reszty, a jest ich naprawdę sporo. Podeszłam z powrotem do biurka i wzięłam kartkę, żeby schować ją do teczki.
- Hej Lau. - usłyszałam dobrze znany mi głos dobiegjący z drzwi balkonowych. Zresztą którzby inny przyszedł do mnie w nocy?
- Hej Ross. - odpowiedziałam i spojrzałam na niego. Stał z założonymi na klatce rękami i opary o framugę oraz uśmiechał się. Po chwili wszedł do środka i stanął obok mnie.
- Widzę, że rysowałaś. - odparł wskazując na rysunek.
- Tak, kończyłam go teraz, bo wcześniej zniknęła mi wena.
- Pięknie ci wyszedł ten koń. Masz wielki talent.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego. - Chcesz może zobaczyć więcej moich rysunków?
- Pewnie. - odpowiedział, a ja wyciągnęłam teczkę z szafki i otworzyłam ją. Wyciągnęłam wszystkie kartki, a było ich sporo. - Dużo ich masz.
- W ciągu trzech lat trochę się ich nagromadziło.
- Od tamtego czasu rysujesz?
- Tak i głównie konie, bo są to moje ulubione zwierzęta. Może usiądźmy, żeby lepiej ci się oglądało?
- Okay. - prztaknął i usiedliśmy na kanapie. Ross przeglądał moje rysunki i często mnie chwalił.
- Czym najlepiej ci się maluje? - spytał.
- Wszystkim lubię, ale najbardziej ołówkiem i suchymi pastelami. Na konich wypróbowałam wszystko.
- Ale te farbami i olejnymi pastelmi też są ładne.
- No tak, ale i tak czegoś im brakuje.
- Ja sądzę, że wszystkie są wykończone idelanie. - uśmiechnął się.
- Ty tak, ale ten kto tworzy to zawsze mu czegoś brakuje. Wiem też jak wyglądają konie na żywo i są one naprawdę piękne.
- Jeździłaś kiedyś konno? - spytał, a ja trochę posmutniałam.
- Tak. - westchnęłam i nagle wszytkie moje wspomnienia odżyły.
- Ja nie chciałem cię zasmucić. Jeśli nie chcesz to nie mów nic na ten temat, bo widzę, że nie jest on dla ciebie łatwy. - powiedział czułym głosem.
- Jesteśmy przjaciółmi, więc możesz poznać prawdę.
- Okay, jak chcesz. - odparł i w tym samym czasie ktoś zapukał do drzwi. Natychmiast poderwaliśmy się z kanapy.
- Ross musisz się gdzieś schować. - powiedziałam ciszej, a w moim głosie wyczułam panikę, bo tak było. Zaczęłam się rozglądać po całym pomieszczeniu. - Już wiem. Idź do garderoby. - odparłam i szybko podeszliśmy do niej.
- Zamast do szafy to do garderoby. Czuję się jak przyłapany kochanek. - zaśmiał się, a ja tylko przewróciłam oczami.
- Siedź tu cicho zanim do ciebie nie przyjdę. - powiedziałam i zamknęłam drzwi do pomieszczenia. Ponownie usłyszałam pukanie. - Proszę. - odparłam i szybko usiadłam na kanapie i chwyciałam o ręki jeden rysunek. Po chwili drzwi się otworzyły i zobaczyłam Vanessę.
- Hej Lau. Co tak długo się nie odzywałaś? - spytała.
- Byłam w łazience. - odpowiedziałam bez namysłu. Musiałam też brzmieć normalnie, bo nie chciałam, żeby usłyszała poddenerwowanie w moim głosie.
- Wiesz zdawało mi się, że słyszałam u ciebie Rossa. - odparła, a ja przełknęłam ślinę.
- To chyba ci się przesłyszało, bo jego tutaj nie ma. Jak w ogóle mógłby wejść do domu o tej godzinie?
- Fakt, ale naprawdę słyszałam jego głos.
- Może dlatego, że rozmaiwałam z nim przez telefon i dałam na głośnomówiący.
- Przecież mówiłaś, że się kąpałaś.
- Wykąpałam się wcześniej, a teraz rozmawiałam z nim, a ty mi przeszkodziłaś.
- Może porobimy coś? Jest po dziesiątej, a noc jeszcze młoda.
- Nie mam na nic ochoty. Jestem już zmęczona i chcę iść już spać. - odparłam i udałam, że ziewam.
- Okay, to w takim razie ci nie przeszkadzam. Dobranoc Lau.
- Dobranoc Van. - odpowiedziałam, a ona wyszła z moiego pokoju. Odetchnęłam z ulgą. Wstałam i podeszłam do garderoby.
- Jeszcze nie wchodź, Ross. - powiedziałam i lekko uchyliłam drzwi.
- Dlaczego? Przecież Vanessa już wyszła.
- Znam ją bardzo dobrze i za chwilę może wejść do pokoju. - odpowiedziałam i w tym samym czasie Vanessa wpadła do pokoju, a ja szybko zamknęłam drzwi od garderoby.
- Co chcesz Van? - spytałam.
- Napewno nie ma u ciebie Rossa?
- Napewno. Jestem tego stuprocentowo pewna.
- Okay to ja już pójdę do siebie. - wskazała ręką na drzwi i wyszła. Znowu odetchnęłam z ulgą.
- Ross teraz możesz już wyjść. - odezwałam się, a on zrobił to.
- Rzeczywiście miałaś rację, że jeszcze raz tutaj przyjdzie. - uśmiechnął się.
- Znam dobrze swoją siostrę i wiem, że jutro też będzie się mnie o to spyta.
- To Van nie wie, że ja do ciebie przychodzę?
- Nie, ale jutro chyba jej to powiem.
- Jestem ciekawy jak na to zareaguje.
- Ja też, ale pewnie będzie się cieszyć i mówić, że ze sobą flirtujemy. - uśmiechnęłam się.
- Przecież my tylko rozmawiamy. Ja nie wiem dlaczego wszyscy tak sądzą.
- Ja też nie. Może pójdziemy leżeć koło wierzby?
- Chyba spodobało ci się to, co? - uśmiechnął się.
- Tak, polubiłam leżeć pod gwiazdami i rozmawiać.
- Ja też. To chodźmy, ale najpierw się ubierz, bo będzie ci pewnie zimno.
- Okay. - odparłam i założyłam bluzę oraz wzięłam koc. Wyszliśmy na balkon, a Ross zszedł pierwszy po pergoli, żeby w razie czego mnie asekurować. Jestem ciekawa jak to jest tak spaść i znaleźć się w jego ramionach? Jednak wolę nie próbować. Ostrożnie zeszłam na dół i nawet nie zajęło mi to dużo czasu. Po pewnym czasie dojadę już do wprawy. Szybko przeszliśmy pod wierzbę. Rozścieliliśmy koc obok niej i położyliliśmy się na nim. Patrzyliśmy się w ciszy na gwiazdy. Ja głównie na nasze, które są obok siebie.
- Jak patrzyłem na twoje rysunki to głównie był tam czarny koń. Najbardziej lubisz takie, czy może z innego powodu? - spytał.
- To się wiąże z moja historią o jeździe konnej, którą miałam ci opowiedzieć, ale przerwała mi Vanessa.
- Okay skoro chcesz to możesz mi powiedzieć coś więcej o swojej przeszłości.
- To nie jest krótka historia, a ja chcę zacząć ją od początku, żebyś ją dobrze zrozumiał.
- Okay, zamieniam się w słuch i ci nie przerywam.
- Wszytko się zaczęło od tego, że na każde wakacje ja i Vanessa przyjeżdżyłyśmy do babci i dziadka właśnie tutaj do Los Angeles. Spędzałyśmy tutaj miesiąc. Już jako mała dziewczynka lubiłam konie i ciągle o tym mówiłam. Gdy miałam 13 lat babcia powiedziała, że ma dla mnie niespodziankę. Jak się okazało pojechałyśmy do stadniny, która jest za wschodnią częścią LA. Najlpesze z tego było to, że mogłam jeździć konno. Miałam lekcje trzy razy w tygodniu i zawsze z niecierpliwością czekałam na kolejną. Wtedy jeszcze bardziej pokochałam konie, bo miałam z nimi kontakt. Jednak zawsze, gdy przechodziłam przez stajnię i oglądałam konie to największą uwagę poświęcałam pięknej, czarnej klaczy, która była koniem arabskim. Nazywała się Night i należała do właścicielki stadniny pani Morgan. Jednak nikomu oprócz jej nie pozwalała się dotknąć, ani dosiąść. Ja chciałam ją pogłaskać. Ta chęć była tak silna, że musiałam znaleźć sposób na to, żeby mnie polubiła. Gdy już kończyłam lekcje to chodziłam do Night i próbowałam się do niej zbliżyć, a ona mi nie pozwalała. Jednak ja byłam uparta i ciągle próbowałam. Po tygodniu w końcu udało mi się ją dotknąć, ale tylko na chwilę. To było już coś. Zaczęłam codziennie przychodzić do stajni nawet, gdy nie miałam lekcji. W drugim tygodniu mogłam już ją bez przeszkód głaskać i dawać jedzenie. W kolejnym próbwałam ją osiodłać, a w czwartym chciałam już na nią wsiąść i jeździć. Gdy mi się to udało byłam z siebie bardzo dumna. Oczywiście nie mogłabym tego dokonać bez pozwolenia pani Morgan, która również wiele opowiadała o koniach. Jednak nauczenie się jazdy na Night było chyba najtrudniejszym zadaniem, ale i to również udało mi się. W ciągu miesiąca zdobyłam zaufanie klaczy, która prawie nikomu nie pozwalała się dotknąć. To był mój sukces. Kolejne wakacje również spędziłam w stajni. Wtedy chciałam zrobić jeszcze coś. Wygrać zawody jeździeckie. Oczywiście ćwiczyłam do nich na Night i byłyśmy bardzo zgrane. Ona ufała mi, a to jest podstawa do konkursu. Na początku sierpnia odbyły się zawody, na których zajęłam piąte miejsce. To jest bardzo dobry wynik na początkującą zawodniczkę. Rok później byłam już trzecia, więc w następnym konkursie chciałam wygrać. Przygotowywałam się najlepiej jak potrafiłam. Dwa dni przed zawodami wybrałam się na przejażdżkę po polach razem z panią Morgan. Byłam bez kasku, bo całkowicie ufałam Night i byłam pewna, że mnie nie zrzuci. Zresztą już kilka razy tak jeździłam i nic mi się nie stało, ale jednak tym razem tak nie było. Night wystaszył jakiś huk i stanęła dęba, a ja nie utrzymałam równowagi i spadłam z siodła. Uderzyłam głową o drzewo. Przez tydzień byłam w śpiączce farmakologicznej. Przegapiłam zawody, a to było dla mnie wtedy najgorsze. Mimo tego wypadku nadal chciałam jeździć konno, ale rodzice mi na to nie pozwolili, co było dla mnie ciosem prosto w serce. - poczułam, że do oczu napływają mi łzy. - Pamiętam jak żegnałam się z Night. Powiedziałam jej wtedy, żeby nie pozwalała się dotykać nikomu oprócz mnie i pani Morgan. Nie wiem czy posłuchała. Zresztą, czy konie potrafią zrozumieć naszą mowę? Jednak bałam się, że komuś tak jak mi uda się zdobyć jej zaufanie. To byłoby dla mnie bolesne, bo byłam bardzo z nią związana. Moja pasja została przerwana przez jeden głupi wypadek. Gdybym wtedy założyła ten kask to pewnie nadal bym jeździła konno, ale niestety niczego nie da się przewidzieć.- westchnęłam i otarłam łzy, które spłynęły mi po policzkach. Teraz wszystkie moje wspomnenia powróciły i odbiły się na mnie.
- Och Lau nie płacz. - powiedział troskliwym głosem Ross i objął mnie ramieniem.
- Teraz po prostu powróciły do mnie te wspomnienia i poczułam się tak jak wtedy.
- Lau uspokój się. Zaraz ci przejdzie to tylko taki natłok uczuć. - odparł i potarł moje ramię, a ja przytuliłam się do jego torsu. Biło od niego przyjemne ciepło, które uspokajało mnie. Po chwili już łzy przestały mi lecieć.
- Już mi lepiej Ross. Już jest okay. - powiedziłam nadal trochę zapłakanym głosem.
- Napewno?
- Tak. - odparłam, a on wypuścił mnie z objęć. Szczerze powiedziawszy to mogłabym dłużej twkić w jego ramionach. On tak fajnie przytula.
- Nie sądziłem, że aż tyle przeszłaś. Czyli skończyłaś jeździć w wieku 16 lat?
- Tak i od tametego czasu rysuję i to głównie Night. Wiesz nawet nadałam jej tak jakby drugie imię.
- Jakie?
- Night Fury i to bardzo do niej pasowało, bo była czarna jak noc i dzika, szybka, zwinna, a do tego piękna i pełna gracji, jak to konie arabskie. Klacz z temperamentem. Nie spotkałam takiego konia jak ona.
- Masz zdjęcia z nią?
- Tak, ale rzadko je oglądam, bo wtedy wszystko sobie przypominam i tak jakby cofam się w czasie i przypomniam sobie wszystkie wydarzenia z nią związane.
- Wiesz, chciałbym zobaczyć jak jeździsz. Po tych trzech latach nadal byś umiała to robić?
- Z jazdą konną jest tak samo jak z rowerem. Wsiadasz i od razu zaczynach pedałować, tak samo jest w przypadku konia. Wsiadasz i jedziesz. Taka niezbywalna umiejętność.
- Pewnie chciałabyś wsiąść znowu na grzbiet konia, co?
- Tak, to jest moje marzenie. Znów chciałabym poczuć ten pęd, wiatr we włosach. Znowu zobaczyć Night. Gdyby to się spełniło byłabym przeszczęśliwa. Wystarczyłaby mi tylko jedna jazda. Nie potrzebuję więcej. Oczywiście chciałabym robić to częściej, ale jeden raz by mi wystarczył.
- Mówiłaś, że ta stadnina jest pod Los Angeles. Gdzie dokładnie?
- We wschodniej części. Jest trochę na uboczu, żeby było mnóstwo miejsca do jazdy w terenie. Są tam piękne widoki.
- Jak się nazywa?
- ,,W siodle".
- Pokażesz mi twoją nagrodę za trzecie miejsce?
- Pewnie, ale jest ona w moim pokoju. To jest puchar. Kiedyś stał na widoku, ale teraz jest schowany w szafce.
- To okropne stracić swoją pasję. Nie mogłaś jakoś uprosić swoich rodziców?
- Nie, ale próbowałam bardzo długo, ale oni nie pozwolili mi już wsiąść na konia. Teraz już nawet o to nie pytam, bo trochę się z tym pogodziłam. Jednak, gdy rysuję konia, a szególnie Night to wtedy chcę ich o to zapytać. Jednak nie robię tego, bo znam odpowiedź. Już prawie straciłam nadzieję na jazdę konną. Teraz jestem blisko, a nie mogę tego robić. Dopiero teraz to sobie uzmysłowiłam.
- Nie zadręczaj się już myślami o tym, bo wtedy jesteś smutna.
- Dobrze. Może wracajmy już do mojego pokoju? Bo ten temat trochę odebrał mi chcęci na inną rozmowę.
- Okay, skoro chcesz.- odparł Ross i wstaliśmy z koca. Wzięłam go i szybko przebiegliśmy po kryjomu przez naszą trasę. Jak zawsze ja weszłam pierwsza na balkon, a Ross później. Weszliśmy do środka pokoju. Otworzyłam szifladę, w której mam puchar i wyciągnęłam go.
- To jest puchar za moje trzecie miejsce. Duży on nie jest, ale cieszę się z niego.
- Ładny jest.
- Tak, mi też się podoba.
- Dobra będę już szedł, bo jest już późno.
- Okay. - odpowiedziałam i przytuliliśmy się na pożegnanie. Chwilę zastygliśmy w takiej pozycji. Lubię być w jego ramionach, bo wtedy jestem blisko niego i czuję jego ciepło. Po chwili obliźniliśmy uścisk i odsunęliśmy się od siebie.
- To pa Ross. - uśmiechnęłam się do niego.
- Pa Lau. - odpowiedział i odwzjemnił mój gest. Wyszliśmy na balkon, a Ross zszedł po pergoli i szybko pobiegł w stronę bramy. Gdy był już blisko niej, jak zawsze się odwrócił i pomachał mi. Ja odmachałam mu, a on przeszedł przez bramę i zniknął mi z pola widzenia. Zauważyłam, że uśmiecham się, co już wcale mnie nie dziwiło. Weszłam do środka i zamknęłm drzwi balkonowe. Przebrałam się w piżamę i położyłam się na łóżku. Dobrze, że wcześniej się wykąpałam, bo teraz by mi się nie chciało. Chwilę poleżałam, po czym odwróciłam się na lewy bok i zasnęłam.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak tam wrażenia po przeczytaniu rozdziału? Mi się on podoba, bo jest w nim Raura, ale również konie. To są moje ulubione zwierzęta. Te rzeczy o tym czym i co lubi rysować Laura są takie jak moje. Jednak ja nie jeździłam konno, ale nie ważne. Mam nadzieję, że podobał wam się rozdział. Relacje Raury są już coraz lepsze jednak nadal dużo im brakuje do bycia parą.
Jak tam u was w szkole? Ja w tym tygodniu mam trzy sprawdziany. Dwa w jednym dniu. Co z tego, że tak nie powinno być. Nauczyciele i tak muszą nam dowalić. Do tego jeszcze kartkówka z angielskiego, niemieckiego i historii. Także mam zawalone cztery dni, bo 11 jest wolne. Jak się z tego cieszę.
Jedna sprawa mnie trochę zmartwiła. Chodzi mi o liczbę komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Było ich tylko 6, a pod wcześniejszym 10. Naprawdę ten rozdział wyszedł mi tak źle? Mam nadzieję, że pod tym postem zostawicie więcej śladów po was. Liczę na was!
Do napisania!!!
10 komentarzy=next
~Los Angeles, 09.07.2015r.~
★Laura★
Siedzę w przy biurku i rysuję konia. Jednak nie idzie mi za dobrze. Chyba nie mam dzisiaj weny. Odłożyłam wszystkie rzeczy do szuflady. Co by tu innego porobić? Może zadzwonię do Rydel i się spotakamy? To jest dobry pomysł. Wzięłam mój telefon i wybrałam jej numer, po czym nacisnęłam zieloną słuchawkę. Chwilę poczekałam aż odbierze.
- Hej Lau. - usłyszałam jej wesoły głos, który był trochę zniekształcony.
- Hej Delly. - odpowiedziałam i na usta wykradł mi się uśmiech.
- Po co dzwonisz?
- Nudzi mi się w domu. Może mogłabym do was wpaść? Van pewnie też przyjdzie.
- Jasne, że możecie. Dla was zawsze naz dom będzie otwarty.
- Okay to przyjdziemy do was za jakieś pół godziny. Może szybciej.
- Dobra, a tak w ogóle to miałam do was zadzwonić, bo wpadłam na pewien pomysł, który może wam się spodobać. Nie zdradzę teraz, o co mi chodzi. Powiem wam, gdy przyjdziecie.
- Okay, już jestem ciekawa co wymyśliłaś.
- Myślę, że zgodzicie się na to.
- No pewnie tak. Okay to pa Delly.
- Do zobaczenia za pół godziny. - odpowiedziała blondynka i rozłączyła się. Na jaki pomysł wpadła Rydel? Jestem tego bardzo ciekawa. Muszę iść po Vanessę. Wyszłam ze swojego pokoju i udałam się do jej, uprzednio pukając. Zastałam ją leżacą na łóżku i słuchającą muzyki.
- Hej Van. - odezwałam się i usiadłam obok niej.
- Hej Lau. - odparła i ściągnęła słuchawki.
- Chcesz może iść teraz do Rydel? Przed chwilą do niej dzwoniłam i mam jej pozwolenie.
- No jasne, że chcę. Jeszcze się pytasz?
- Wiedziałam, że się zgodzisz. - uśmechnęłam się. - Rydel wpadła na jakiś pomysł i przedstawi go nam, gdy przyjdziemy.
- Ciekawe co to będzie.
- Też się nad tym zastanawiam. To co zbieramy się do wyjścia?
- Okay. - odparła Vanessa i wyszłyśmy z jej pokoju. Udałyśmy się do kuchni, że powiadomiść Natalie o wyjściu.
- Jedziemy limuzyną czy taksówką? - spytałam.
- Taksówką, bo nie chcę rzucać się bardzo w oczy.
- Też pomyślałam o tym rozwiązaniu. - uśmiechnęłam się. Gdy zobaczyłśmy samochód zaczęłyśmy machać i po chwili taksówka zatrzymała się przed nami. Wsiadłyśmy do niej i podałyśmy adres Lynchów. Zaraz odjechaliśmy.
- Jak myślisz co wymyśliła Rydel? - spytała Vanessa.
- Nie wiem, ale ona jest bardzo pomysłowa, więc napawdę nie wiem, czego możemy się po niej spodziewać. - odpowiedziałam.
- Tak nigdy nie wiadomo co wpadnie jej do głowy. - odparła Van. Przez całą drogę do domu naszych przyjaciół rozmawiałyśmy na różne tematy. W końcu zatrzymaliśmy się przed właściwym budynkiem.
&nbso; - Dziękiemy za podwózkę. - powiedziałam i zapłaciłam kierowcy. Wysiadłyśmy z taksówki i zadzwoniłyśmy dzwonikiem. Po chwili drzwi otworzyły się i ukazała nam się Rydel.
- Hej dziewczyny. - powiedziała wesoło i uścisnęła nas na powitanie.
- Hej Delly. - odparłyśmy.
- Wchodźcie do środka. - otworzyła szerzej drzwi. Weszłyśmy na korytarz i ściągnęłyśmy buty. - Jak ja dawno was nie widziałam.
&nbso; - Minęły tylko dwa dni. - odpowiedziała Vanessa.
- Co z tego? I tak się za wami stęskniłam. - uśmechnęła się.
- Nam też brakowało twojego humoru. - zaśmiałam się i szłyśmy w kierunku salonu. Już udzielił mi się nastrój panujący w tym domu. Naprawdę, gdy tylko przejdę przez próg tego domu to już towarzyszy mi dobry humor. To chyba jest zależne od tego, że mieszkają tu moi przyjaciele. Bardzo lubię spędzać z nimi czas.
- Cześć dziewczyny. - odezwali się chłopaki, gdy weszłysmy do salonu.
- Hej. - odpowiedziałyśmy i usiadłyśmy na kanapie. Usiadłam obok Rossa, bo było wolne miejsce. Uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam gest.
- Rydel zdradzisz nam swój pomysł skoro są już dziewczyny? - spytał Rocky.
- To wy też nie wiecie o co jej chodzi? - odparała Vanessa, a chłopaki zaprzeczyli. Normalnie wyjęła mi to pytanie z ust. Teraz to już naprawdę jestem ciekawa, co Rydel ma nam do powiedzienia.
- Otóż wczoraj, gdy leżałam w łóżku wpadłam na pomysł, żeby wspólnie spędzić ten weekend. Chodzi mi o to, żeby pojechać gdzieś, na przykład pod namioty, albo coś w tym stylu. Taki rodzinno - przyjacielski wypad za miasto. Co wy na to? - powiedziała Rydel. Zauważyłam, że na twarzy wszystkich pojawił się uśmiech, co oznacza, że się zgadzamy.
- Jasne. - odparliśmy chórem, po czym zaśmialiśmy się.
- Jaka synchronzacja. - odezwał się Ellington.
- Masz na myśli jakieś konkretne miesjce, gdzie pojedziemy? - spytał Ross.
- Nie zanam takich miejsc dlatego mówię wam o tym teraz, bo dziś jest środa, więc mamy dwa dni łącznie z tym, na wymyślenie tego.- odpowiedziała blondynka.
- Możemy znaleźć jakiś camping w pobliżu LA. Wystarczy trochę poszperać po internecie. - odezwał się Riker.
- Może to być też jakiś domek nad morzem. - odparł Rocky, a mi w głowie zaświtał pewien pomysł.
- Już mam pomysł na mijesce. - powiedziłam.
- Jaki? - spytała Rydel.
- Mamy domek nad morzem. Jest on oddalony o godzinę drogi od LA. Jest on w miejscu, gdzie w ogóle nie ma ludzi, więc będziemy mieli dużo prywatności. Co wy na to? - zaproponowałam.
- Okay, to jest dobry pomysł. - odparł Riker.
- Ile pokoi jest w tym waszym domku? - spytała Rydel.
- Cztery sypialnie, mały salon, kuchnia i dwie łazienki. - odpowiedziała Vanessa.
- To jest mały problem ze spaniem. - odparłam.
- Chyba, że możemy spać we dwie osoby w jednym pokoju, a jedna ma swój własny. - odezwał się Ross.
- To ja już nawet wiem jakie mogą być pary. - uśmiechnęła się Rydel.
- Jakie? - spytał Ellington.
- Laura z Rossem, Vanessa z Rikerem, ja z Ellingtonem, a Rocky ma osobną sypialnię. Co wy na to? - zaproponowała, a ja spojrzałam na Rossa. On też zrobił to w tym samym czasie, więc nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił mój gest. Ja się zgadzam na taki układ. Już widzę pół nocy przegadanej z nim. Już wiem, że będzie to wspaniały weekend i nie mogę się go doczekać.
- Chyba tak będzie najlepiej. - odparł Ross.
- Okay to mamy już załatwione gdzie i jak śpimy. To chyba już wszystko, co nie? - spytał Rocky.
- Jeszcze potrzebujemy zgody naszych rodziców na pobyt w domku. - odpowiedziałam.
- Damy radę ich przekonać. - odparła Vanessa.
- Najczęściej możemy zrobić to o co poprosimy.
- Jak już spytamy rodziców to damy wam znać. Myślę, że pojedziemy tam.
- No to dziewczyny trzymamy za was kciuki i życzymy powodzenia. - powiedział Riker.
- Dzięki, może się przyda. - uśmiechnęła się Van.
- Już coś czuję, że to będzie udany weekend. - odezwał się Ell.
- W takim gronie to napewno. - uśmiechnął się Rocky.
- Cieszę się, że zgodziliście się na mój pomysł i że mamy już wszystko obgadane. - powiedziała Rydel.
- To skoro już wszystko jest załatwione to może teraz coś porobimy? - spytał Riker.
- Może zagramy na Xboxie?- zaproponował Rocky, a każdy przystał na ten pomysł.
- Zagramy w grę taneczną. Co wy na to dziewczyny? - spytała Rydel.
- Okay. - odpowiedziałyśmy, a Ellington włączył sprzęt.
- Kto gra z nami? Mamy jedno wolne miejsce .- powiedziała blondnka.
- Mistrz parkietu z wami pogra. - odparli jednocześnie Ross i Riker, po czym się zaśmiali.
- Choć najpierw Ross, a później Riker.
- Okay. - odparli, a do nas dołączył młodszy blondyn. Tańczyliśmy i świetnie się ze sobą bawiliśmy. Nawet nie wiem ile zajęło nam czasu granie. On leciał bardzo szybko, a ja nawet nie zwracałam na niego uwagi. Będąc w takim gronie myśli się tylko o drobej zabawie. Inne myśli po prostu nie przychodzą mi do głowy. Kocham spędać czas z Lynchami i Ellingtonem. Po kilku godzinach gry padliśmy zmęczeni na kanapę.
- Coś mi się wydaje, że spaliłam mnóstwo kalorii. - odezwała się Rydel.
- Tak, zrzuciłyśmy trochę tłuszczyku. - powiedziałam.
- Ty to mówisz? Ty jesteś szczupła. - odparła blondynka, a ja się uśmiechnęłam.
- Wiecie, ja i Lau musimy się już powoli zbierać, bo musimy powiedzieć rodzicom o tym naszym weekendowym wypadzie. - odezwała się Vanessa.
- Tak, musimy ich o to spytać. Nawet nie wiem, o której przyjeżdżają z pracy. - odpowiedziałam.
- Skoro musicie to idźcie. Zresztą to od decyzji wszych rodziców zależy nasz wyjzd. - odparła Rydel.
- To ja was zawiozę, bo nie będziecie przecież szły. - powiedział Ross.
- Okay to ja siedzę z przodu. - uśmiechnęłam się.
- Znowu będę musiała słuchać waszego flirtu. - zaśmiała się Van.
- Oj nie mów tak, bo gdyby jechał Riker to ty byś to robiła. - odgryzłam się jej.
- No w sumie masz rację. - odezwał się Riker.
- Ty też jesteś przeciwko mnie? - spytała moja siostra.
- Ja jestem z tobą, a stwierdzam też fakty. - uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła gest.
- Dobra koniec już tych pogaduszek, bo czas już na nas. - powiedziałam.
- Znjąc nas to pewnie byśmy się bardziej zagadali i nie wiadmo kiedy skończyli. - odparła Van i wstała z kanapy, a ja i Ross zaraz zrobiliśmy to samo.
- Pa wszystkim. - ja i Vanessa powiedziałyśmy wspólnie.
- Pa dziewczyny. - odpowiedzieli, a my udaliśmy się na korytarz. Założyliśmy buty i wyszliśmy z domu. Ross poszedł wyciągnąć samochód z garażu i po chwili pojazd stanął przed nami. Weszłyśmy do środka i odjechaliśmy. Cała droga upłynęła nam na żywej rozmowie na różne tematy. Czas minął mi bardzo szybko i nim się spostrzegłam i staliśmy pod naszym domem.
- Dzięki za podwózkę Ross.- powiedziała Van.
- Spoko, lubię was zawozić.
- To pa Ross. - odparła moja siostra i wyszła z samochodu. - A ty Lau nie idziesz? - spytała, gdy zostałam w samochodzie.
- Za chwilę, muszę tylko się jego czegoś zapytać. - odpowiedziałam.
- Okay dam wam chwilę prywatności i wejdę już do domu. - uśmiechnęła się i otworzyła drzwiczki bramy.
- O co chcesz się mnie zapytać? -spytał Ross.
- Przyjdzesz dziś do mnie?
&nbsb; - To się jeszcze okaże. - uśmiechnął się.
- To będę na ciebie czekała.
- Przecież ja nie powiedziałem, że przyjdę.
- Wiem, ale pewnie tak pomyślałeś. - uśmiechnęłam się.
- Czy ty mi czysz w myślach? - zaśmiał się.
- Nie, ale wiem, że lubisz do mnie przychodzić.
- I tu mnie masz.
- Czyli widzimy się o dziesiątej, tak? - spytałam.
- Pewnie tak.
- Okay skoro już mamy to ugadane to chyba muszę już iść, bo Vanessa zaraz będzie miała swoje podejrzenia.
- To cię nie zatrzymuję. Pa Lau. - uśmiechnął się.
- Pa Ross. - odwzajemniłam jego gest i wyszłam z samochodu. Przeszłam przez bramę, po czym udałam się w stronę wejścia. Gdy otworzyłam już drzwi, odwróciłam się i pomachałam Rossowi. On odmachał i odjechał. Spostrzegłam, że się uśmiecham. Nie dziwię się już temu, bo tak działa na mnie Ross. Weszłam do środka domu i udałam się do kuchni. Gdzie zastałam Natalie z Vanessą.
- Dzień dobry. - przywitałam się.
- Dzień dobry Lauro. - odpowiedziała gosposia.
- Już pożeganłaś się z Rossem? - spytała Van.
- Tak.
- Kto to jest Ross jeśli mogę wiedzieć? - powiedziała Natalie.
- To jest mój przyjaciel. - uśmiechnęłam się.
- Jak na razie przyjaciel, bo nie wiadomo co będzie później. - odparła moja siostra.
- Znowu zaczynasz ten temat? Ja cię nie słucham. Idę się przebrać. - odpowiedziałam i szybko wyszłam z kuchni. Udałam się na górę po schodach i weszłam do swojego pokoju. Od razu podeszłam do garderoby. Wybrałam niebieską koszulę w czarną kratę i do tego czarne dżinsy. Ściągnęłam z siebie spocone od gry na Xboxsie ubrania i założyłam czyste. Poszłam do łazienki, a tam rozczesałam włosy i popsikałam się perfumami. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. - odezwałam się, a do pokoju wszedł lokaj.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale przyszedł do ciebie chłopak i czeka pod drzwiami. Mam go wpuścić? - powiedział mężczyzna.
- Tak. - skinęłam głową, a on wyszedł i po chwili w wejściu zobaczyłam Jacoba. Co on tutaj robi?
- Jake? Co ty tutaj robisz? - spytałam nie ukrywając zaskoczenia.
- Może tak na początek jakieś hej, albo cześć? - uśmiechnął się.
- Przepraszam cię. Cześć Jacob. - odpowiedziałam i podeszłam do niego.
- Hej Lau. Co tam u ciebie słychać?
- Jest w porządku. Dzisiaj byłam u swoich przyjaciół. Możesz mi powiedzieć, co u mnie robisz tak niespodziewanie?
- Chciałem przyjść do ciebie bez zapowiedzi, żeby zrobić ci niespodziankę. Chyba mi się to udało. - uśmiechnął się.
- Tak, naprawdę mnie zasoczyłeś. Nie powinieneś być w pracy? Jest po czwartej.
- Zazwyczaj o tej godzinie ją kończę, ale czasami zdarzają mi się nadgodziny. Masz jeszcze jakieś pytania jeśli chodzi o moją obecność? - zaśmiał się.
- Nie mam już więcej pytań. - uśmechnęłam się.
- A tak w ogóle to masz bardzo ładny pokój.
- Tak wiem, bo w końcu projektował go mój tata.
- On ma wieki talen jeśli chodzi o architerkurę.
- Tak, masz rację. Może wyjdziemy do ogrodu? - spytałam.
- Okay, mi to obojętne gdzie będziemy. - odpowiedział Jacob i wyszliśmy z mojego pokoju. Udaliśmy się do ogrodu. Szliśmy w milczeniu po dróżce. Przeszliśmy przez mostek prowadzący do altanki i usiedliśmy na ławce.
- Mimo, że już byłem w tym ogordzie to nadal zadziwia mnie swoim pięknem. - odezwał się Jake.
- Taki już jest urok tego miejsca. - odpowiedziałam.b- A tak w ogóle to ja długo pracujesz w firmie mojego taty? - spytałam.
- Rok, od skończenia liceum.
- A nie powinieneś najpierw iść na studia?
- Chciałem iść, ale mój tata stwierdził, że są one mi niepotrzebne, bo bardzo dobrze znam się na architekturze. Spytał twojego taty, czy mogę tam pracować. Dostałem się do firmy pokazując moje prace, które spodobały się panu Marano i zostałem przyjęty.
- Ile zarabiasz? Pytam cię o to wszystko z ciekawości jak się pracuje u mojego taty.
- Przez pierwsze miesiące zarabiałem trzy tysięce, ale później zrobiłem bardzo dobry porojekt, który spodobał się jakiemuś bogatemu człowiekowi i dostałem podwyżkę o dwa tysiące.
- Dużo się zarabiasz. Nie sądziałam, że aż tyle.
- Teraz ja przejmę pałeczkę. Dlaczego ty nie chcesz pracować w firmie twojego taty? Przecież chyba masz otwartą drogę. Zresztą z twoją umiejętnością rysunku i wyobraźnią mogłabyś tworzyć wspaniałe projekty.
- Dziękuję, że tak o mnie myślisz. Ja nie mam doświadczenia, ani nie znam się na tym wszystkim.
- Gdybyś się pouczyła to byś umiała.
- Szczerze powiedziawszy to jeszcze nie chcę pracować. Jednak jeśli już mam wybierać to byłaby to firma mojego taty.
- I dział ogrodniczy, co?
- Mogłabym połaczyć wszystkie rzeczy. Ty jesteś w dziale architektura domu?
- Tak, głównie projektuję domy i ich wnętrza. - odpowiedział i na chwilę zapanowała pomiędzy nami cisza, ale nie była ona krępująca. W towarzystwie Jake'a tak jak przy Rossie czuję się swobodnie nawet, gdy zapada milczenie. Jednak to mają wspólne.
- Pamiętasz jak przy naszym pierwszym spotkaniu spytałam cię, czy masz dziewczynę, a ty odpowiedałeś, że z nią zerwałeś, ale nic więcej. Opowiesz mi jak to się stało? - spytałam, a Jacob trochę posmutniał? - Oczywiście nie musisz jeśli nie chcesz. - dopowiedziałam szybko.
- Skoro jesteśmy przyjaciółmi to nie będę przed tobą tego zatajał. - odpowiedział i westchnął. - Zacznę od początku to wtedy może wszystko zrozumiesz. Ta dziewczyna nazywała się Melanie. Jest ona brunetką o zielonych oczach. Znaliśmy się ze szkoły, bo chodziliśmy do tej samej klasy. Mieliśmy podobne zainteresowania, bo ona również lubiła architekturę i chciała iść na takie studia. Dobrze się ze sobą dogadywaliśmy i pewnego dnia spostrzegłem, że jestem, w niej zakochany. Bałem się trochę jej to powiedzieć, bo podrywał ją mój wróg Marcus, ale ona mu się opierała. Jednak postanowiłem zaryzykować i powiedziałem jej co czuję, a najlepsze było to, że ona odwzajemniała moje uczucia. Po tym zostaliśmy parą. Marcus nie był z tego zadowolony i bardzo często mi groził. To nie był chłopak dla niej. Jest on typem bad boy'a i po jednej nocy lub po paru dniach zostawia te dziewczyny. Ja i Melanie byliśmy ze sobą cztery miesiące, a ja naprawdę ją kochałem. - przerwał na chwilę. - Pewnego dnia Justin, to jest mój najlepszy przyjaciel, powiedział mi, że widział Melanie, która całowała się z Marcusem. Na początku nie uwierzyłem, ale on opowiedział mi, że widział to wszystko od samego początku i że ona nie opierała się tylko odwzajemniła pocałunek. Po tym od razu do niej poszedłem i zastałem ją całującą się z Marcusem w jej domu. Zerwałem z nią. Nigdy nie zapomnę tego zwycięskiego wzroku Marcusa. Zrozumiałem, że znowu z nim przegrałem, a parę razy już mi się to zdarzyło. Jednak w jednym z nim wygrałem. Ja pracuję w firmie pana Marano, który jest znany na całym świecie, a on spędza noce w klubach. Pod tym względem jestem od niego lepszy. Tak właśnie wyglądała moja historia miłosna. - skończył swoją opowieść i westchnął. Cały czas go słuchałam, bo byłam ciekawa jak się potoczyły jego losy z tą Melanie. Szkoda mi go.
- Jejku współczuję ci Jake. Ta Melanie nie zasługiwała na ciebie. Jesteś wspaniałym chłopakem, a ona chyba nie umiała tego docenić. Ja bym ci nigdy nie zrobiła. - odpowiedziałam.
- Nie mów czegoś jeśli nie wiesz, czy dotrzymasz dane słowo. - odparł smutno, a mnie zdziwiło to zdanie.
- Co chcez przez to powiedzieć?
- Mówiłaś, że masz też innych przyjaciół oprócz mnie. Kim oni są?
- To jest rodzeństwo, które składa się z trzech braci i jednej siostry, ale mieszkają też ze swoim najlepszym przyjacielem.
- To czyli jest tam aż czworo chłopaków. Jesteś z jednym z nich związana najbardziej?
- Tak i on jest w moim wieku. Jeszcze mam najlpeszą przyjaciółkę z tego rodzeństwa.
- Ale przyjaciółka to nie to samo, co przyjaciel.
- No tak, ale do czego zmierzasz tymi pytaniami? - spytałam, ale nie uzyskałam od razu odpowiedzi.
- Masz dwóch najlepszych przyjaciół i co jeśli zakochasz się w tym drugim? Co wtedy zrobisz ze mną? - odparł po chwili. Jego pytania naprawdę zaczynają mnie zaskakiwać.
- Może w ogóle się nie zakocham w was obojgu.
- Wątpię. Z nim pewnie sędzasz dużo czasu, ale ze mną też, ale może kiedyś spojrzysz na jednego z nas inaczej niż na przyjciela. Ja po prostu chcę wiedzieć, co się wtedy stanie ze mną, gdy pokochasz tamtego?
- Jacob ja nie wiem, ale nie chcę ciebie stracić. Jesteś dla mnie bardzo ważny. Skąd w ogóle wziąłeś te pytania?
- Powiedziałaś, że nigdy nie zrobisz mi czegoś podobnego, co Melanie. Co jeśli będziemy razem i ty poczujesz coś do twojego drugiego przyjaciela? Zostawisz mnie czy może zostaniesz ze mną?
- Jake nawet jeśli zaistniałaby taka sytuacja to napweno cię nie zostawię, bo tak jak już powiedziałam, nie chcę ciebie stracić. Przestań mieć już wątpliwości. Nie patrz za bardzo w przyszłość tylko żyj teraźniejszością.
- Masz rację Lau. Za bardzo wszystko wyolbrzymiam. Przepraszam jeśli uraziłem cię tym.
- Nie musisz mnie przepraszać. Rozumiem twoje obawy, bo nie chcesz przechodzić drugi raz czegoś podobnego, co z Melanie, prawda?
- Tak prawda, ale już nie poruszajmy tego tematu, okay?
- Okay.
- To może na zgodę przytulas? - spytał i rozstawił swoje ramiona, uśmiechając się przy tym.
- Wrócił stary Jake. - odwzajemniłam jego gest i wtuliłam się w niego, a on objął mnie. Chwilę zastygliśmy w takiej pozycji. Spodobał mi się ten gest. Lubię się przytulać, a szególnie z ważnymi dla mnie osobami. Cieszę się, że Jake jest moim przyjacielem. Po chwili Jacob poluźnił uścisk i wypuścił mne z objęć. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Chcesz może poznać moich dwóch najlepszych przyjaciół Justina i Maxa? Pytają mnie o ciebie i chcieliby cię poznać i zobaczyć. - spytał.
- Okay, czemu nie. Z chęcią poznam twoich kupli. - uśmiechnęłam się do niego.
- Co powiesz na spotkanie jutro o 16:30 na plaży?
- Okay nie mam nic jutro zaplanowane, więc się zgadzam.
- Może przyjść też dziewczyna Justina, Monica. Ona jest bardzo miła i sympatyczna. Napewno ją polubisz. Chłopaki też są wyluzowani i przyjacielscy.
- Okay, skoro tak twierdzisz to pewnie tacy oni są. - uśmiechnęłam się.
- To super, czyli jesteśmy umówieni. Powiem im, że się zgodziłaś, bo to oni namawiali mnie, żebym się o to ciebie spytał. Chcą ciebie poznać po tym, co im o tobie opowiedziałem.
- Mam nadzieję, że były to same dobre rzeczy.
- No pewnie. Zresztą sądzę, że masz mało negatywnych cech.
- Każdy ma wady i ja nie jestem wyjątkiem.
- Tak wiem, ale ja ich jeszcze w tobie nie poznałem.
- Może kiedyś poznasz. - zaśmiałam się. Później rozmawialiśmy już na inne tematy. Jake opowiedział mi o Justinie i Maxie. Sądząc, co o nich mówił to wydają się być mili i sympatyczni. Monica tak samo. Nie mogę się doczekać aż ich poznam. Lubię zawierać nowe znajomości, a jak na razie to nie mam ich za dużo, ale te osoby, z którymi się przyjaźnię mi wystarczają. Z nimi po prostu czuję się sobą. Nie patrzą na mnie przez pryzmat pieniędzy tylko jak na ,,normalną" dziewczynę. Tego jestem pewna. Zresztą utwierdzili mnie w tym, a ja im wierzę. Jake, Lynchowie i Ell to tak jakby moja druga rodzina. Są oni dla mnie bardzo ważni i na tą chwilę nie wyobrażam sobie życia bez nich. Oni wprowadzili radość do mojego serca. Szczęście z małych rzeczy to może być, na przykaład przytulenie się. Niby taki zwyczajny gest, a wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Tacy przyjaciele jakich mam to ogromny skarb. Nie chcę żadnego z nich stracić. Zauważyłam, że na podjazd wjeżdża limuzyna i po chwili wysiadają z niej moi rodzice. Trzeba ich spytać o wyjazd. Myślę, że przy kolacji będzie najlepszy moment, a ona niedługo już będzie, bo jest już po szóstej.
- Przyjechali moi rodzicie. Chyba powinieneś już iść, bo za chwilę będziemy jeść kolację. - powiedziałam. Chciałam, żeby zabrzmiało to normalnie, a nie jak spławienie, bo tak to trochę wygląda.
- Okay. Macie dzisiaj rodzinną kolację, tak? - spytał.
- Tak. - przytaknęłam.
- Skoro tak, to do zobaczenia jutro.
- Mam przyjść na plażę?
- Przyjdę po ciebie.
- Okay.
- Pa Lau. - uśmiechnął się.
- Pa Jake. - odpowiedziałam i przytuliliśmy się na pożegnanie. Po chwili wypuściliśmy się z objęć. Wstaliśmy z ławki i poszliśmy do bramy.
- Do zobaczenia. - odparł Jacob, a ja się tylko uśmiechnęłam. Wyszedł z bramę. Chwilę patrzyłam na niego. Okay pora spytać rodziców o wyjazd. Najpierw muszę uzgodnić to z Vanessą. Weszłam do domu i udałam się do jej pokoju. Przed wejściem zapukałam. Zastałam ją leżącą na brzuchu na łóżku i robiącą coś na laptopie.
- Hej Van. - odezwałam się i podeszłam do niej.
- Hej. - odparła i krótko na mnie spojrzała, bo zaraz powróciła wzrokiem na ekran.
- Co robisz? - spytałam i usiadłam na łóżku.
- Piszę z Rikerem.
- Widzę romansik się kroi. - zaśmiałam się i poruszałam znacząco brwiami.
- Co?! Nie. Już nie mogę sobie popisać z Rikerem?
- Możesz, czy ja coś mówię na ten temat? - podnosłam ręce w geście obrony. - A tak w ogóle to przyszłam do ciebie w innej sprawie.
- Jakiej?
- Rodzice przed chwilą przyjechali i pewnie zaraz będzie kolacja. Może spytamy się podczas niej o nasz wyjazd z Lynchami i o ten domek?
- Tak, musimy to zrobić. Zresztą Riker pytał mnie czy już mamy załatwione pozwolenie i też chciałam iść do ciebie w tej sprawie, ale byłaś z Jake'iem.
- To idziemy do jadalni?
- Tak, za chwilę.- odparła Van i napisała coś.
- Pożegnaj się z Rikerem i chodź na dół. Później możesz skończyć romansować. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- No dobra już idę. - odparła i wystukukała coś na klawiaturze i po chwili zamknęła laptopa. - Okay to chodźmy. - powiedziała i wstała z łóżka razem z przedmiotem, który położyła na biurku. Ja po chwili również wstałam i wyszłyśmy z pokoju. Zeszłyśmy na dół i udałyśmy się do jadalni, w której siedzieli już nasi rodzice i o czymś rozmawiali. Pewnie o pracy.
- Cześć. - odezwałyśmy się i zwróciłyśmy tym na siebie nich uwagę.
- Cześć. - odpowiedzieli, a my usiadłyśmy do stołu.
- Jak wam minął dzień? - spytała mama.
- Dobrze, widziałyśmy się dzisiaj ze naszymi przyjaciółmi. - odparłam.
- Z Jacobem i Brayanem? - odezwał się tata.
- Ja z Jake'iem, ale mamy też innych przyjaciół. Rodzeństwo w podobnym wieku, co my i ich przyjaciel.
- Dlaczego jeszcze ich nie poznaliśmy? - zapytał tata.
- Bo jeszcze nie było na to okazji. Zresztą oni nie są z bogatej rodziny. Chyba to akceptujecie? - odezwała się Vanessa.
- Oczywiście. Ważne, żebyście wy były szczęśliwe. - odpowiedziała mama i po chwili do jadalni wszedł lokaj z tacą z daniami. Każdemu dał jednen talerz, po czym wyszedł.
- Mamy do was pytanie. - zaczęłam i spojrzałam znacząco na Vanessę.
- Jaką? - spytał tatą.
- Chodzi o to, że my i nasi przyjaciele wymyśliliśmy wspólny wyjazd poza miasto w ten weekend. - powiedziała moja siostra. Przerwała w tym momencie, czyli to ja pytam.
- Zaproponowałam, żebyśmy pojechali do naszego domku nad ocenem pod Los Angeles. Możemy tam pojechać, ale tylko my i oni? - spytałam.
- Ilu ich tam jest? - odparła mama.
- Czterech chłopaków i jedna dziewczyna. - odpowiedziała Van.
- Jak wy się tam wszyscy zmieścicie skoro w domku są tylko trzy pokoje i jeden gościnny? - odezwał się tata.
- Jakoś damy radę. Jest jeszcze przecież kanapa, którą można rozłożyć i materace. - powiedziałam.
- To co możemy tam jechać na weekend? - spytała Van, ale nie uzyskałyśmy od razu odpowiedzi. Rodzice spojrzeli na siebie i widocznie się zastanawiali.
- Ja się zgadzam. - odezwał się tata.
- Ja też. Skoro tam bardzo wam zależy na tym wyjeździe to my wam nie będziemy tego zabraniać. - odpowiedziała mama, a ja i Van uśmiechnęłśmy się.
- Dziękujemy. - oparłyśmy.
- Nie ma za co. Czego się nie robi dla swoich córeczek. - uśmiechnęła się mama. Muszę powiedzieć to Rydel. Jejku jak się cieszę, że rodzice się zgodzili i że spędzę czas z moimi przjaciółmi. Zapowiada się wspaniały weekend. Szybko zjadłam kolację. Zauważyłam, że Vanessa również.
- Dziękuję. - odezwałyśmy się, gdy skończyłyśmy jeść. Wstałyśmy od stołu i wyszłyśmy z jadalni.
- Lecę powiedzieć Rydel, że nasi rodzice się zgodzli. - powiedziałam.
- Okay, chciałam zrobić to ja, ale widzę, że nic cię nie zatrzyma.
- Tak, masz rację. - uśmiechnęłam się i pobiegłam schodach na górę do swojego pokoju. Od razu chwyciłam telefon z biurka i wybrałam numer do Rydel. Nacisnęłam zieloną słuchwkę i czekałam aż odbierze. Po chwili usłyszałam jej głos.
- Hej Lau. - odezwała się jak zawsze wesoło blondynka.
- Cześć Delly. Mam dobrą wiadomość. Nasi rodzice się zgodzili na to, żebyśmy pojechali do naszego domku. - odpowiedziałam z entuzjazmem, który nawet wyczułam w swoim głosie.
- To świetnie! Czyli nasz weekend nadal jest aktualny. Zaraz powiem o tym chłopakom. Cieszę się, że spędzimy ten czas razem.
- Tak ja też. Już nie mogę się doczekać.
- To a już kończę, bo akurat robię kolację dla moich głodomorów.
- Okay, to pa Delly.
- Pa Lau. - odparła Rydel i rozłączyła się. O tak, zdecydownie to będzie udany weekend.
~*~
O 22:00...
Kończę właśnie mój rysunek konia, który zaczęłam po południu. Podoba mi się. Jednak jeszcze dodałam kilka kresek i cieni ołówkiem. Teraz już chyba jest gotowy. Oparłam kartkę o ścianę i wstałam z krzesła, żeby przyjrzeć się rysunkowi z daleka. Udał mi się. Dołączę go do reszty, a jest ich naprawdę sporo. Podeszłam z powrotem do biurka i wzięłam kartkę, żeby schować ją do teczki.
- Hej Lau. - usłyszałam dobrze znany mi głos dobiegjący z drzwi balkonowych. Zresztą którzby inny przyszedł do mnie w nocy?
- Hej Ross. - odpowiedziałam i spojrzałam na niego. Stał z założonymi na klatce rękami i opary o framugę oraz uśmiechał się. Po chwili wszedł do środka i stanął obok mnie.
- Widzę, że rysowałaś. - odparł wskazując na rysunek.
- Tak, kończyłam go teraz, bo wcześniej zniknęła mi wena.
- Pięknie ci wyszedł ten koń. Masz wielki talent.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego. - Chcesz może zobaczyć więcej moich rysunków?
- Pewnie. - odpowiedział, a ja wyciągnęłam teczkę z szafki i otworzyłam ją. Wyciągnęłam wszystkie kartki, a było ich sporo. - Dużo ich masz.
- W ciągu trzech lat trochę się ich nagromadziło.
- Od tamtego czasu rysujesz?
- Tak i głównie konie, bo są to moje ulubione zwierzęta. Może usiądźmy, żeby lepiej ci się oglądało?
- Okay. - prztaknął i usiedliśmy na kanapie. Ross przeglądał moje rysunki i często mnie chwalił.
- Czym najlepiej ci się maluje? - spytał.
- Wszystkim lubię, ale najbardziej ołówkiem i suchymi pastelami. Na konich wypróbowałam wszystko.
- Ale te farbami i olejnymi pastelmi też są ładne.
- No tak, ale i tak czegoś im brakuje.
- Ja sądzę, że wszystkie są wykończone idelanie. - uśmiechnął się.
- Ty tak, ale ten kto tworzy to zawsze mu czegoś brakuje. Wiem też jak wyglądają konie na żywo i są one naprawdę piękne.
- Jeździłaś kiedyś konno? - spytał, a ja trochę posmutniałam.
- Tak. - westchnęłam i nagle wszytkie moje wspomnienia odżyły.
- Ja nie chciałem cię zasmucić. Jeśli nie chcesz to nie mów nic na ten temat, bo widzę, że nie jest on dla ciebie łatwy. - powiedział czułym głosem.
- Jesteśmy przjaciółmi, więc możesz poznać prawdę.
- Okay, jak chcesz. - odparł i w tym samym czasie ktoś zapukał do drzwi. Natychmiast poderwaliśmy się z kanapy.
- Ross musisz się gdzieś schować. - powiedziałam ciszej, a w moim głosie wyczułam panikę, bo tak było. Zaczęłam się rozglądać po całym pomieszczeniu. - Już wiem. Idź do garderoby. - odparłam i szybko podeszliśmy do niej.
- Zamast do szafy to do garderoby. Czuję się jak przyłapany kochanek. - zaśmiał się, a ja tylko przewróciłam oczami.
- Siedź tu cicho zanim do ciebie nie przyjdę. - powiedziałam i zamknęłam drzwi do pomieszczenia. Ponownie usłyszałam pukanie. - Proszę. - odparłam i szybko usiadłam na kanapie i chwyciałam o ręki jeden rysunek. Po chwili drzwi się otworzyły i zobaczyłam Vanessę.
- Hej Lau. Co tak długo się nie odzywałaś? - spytała.
- Byłam w łazience. - odpowiedziałam bez namysłu. Musiałam też brzmieć normalnie, bo nie chciałam, żeby usłyszała poddenerwowanie w moim głosie.
- Wiesz zdawało mi się, że słyszałam u ciebie Rossa. - odparła, a ja przełknęłam ślinę.
- To chyba ci się przesłyszało, bo jego tutaj nie ma. Jak w ogóle mógłby wejść do domu o tej godzinie?
- Fakt, ale naprawdę słyszałam jego głos.
- Może dlatego, że rozmaiwałam z nim przez telefon i dałam na głośnomówiący.
- Przecież mówiłaś, że się kąpałaś.
- Wykąpałam się wcześniej, a teraz rozmawiałam z nim, a ty mi przeszkodziłaś.
- Może porobimy coś? Jest po dziesiątej, a noc jeszcze młoda.
- Nie mam na nic ochoty. Jestem już zmęczona i chcę iść już spać. - odparłam i udałam, że ziewam.
- Okay, to w takim razie ci nie przeszkadzam. Dobranoc Lau.
- Dobranoc Van. - odpowiedziałam, a ona wyszła z moiego pokoju. Odetchnęłam z ulgą. Wstałam i podeszłam do garderoby.
- Jeszcze nie wchodź, Ross. - powiedziałam i lekko uchyliłam drzwi.
- Dlaczego? Przecież Vanessa już wyszła.
- Znam ją bardzo dobrze i za chwilę może wejść do pokoju. - odpowiedziałam i w tym samym czasie Vanessa wpadła do pokoju, a ja szybko zamknęłam drzwi od garderoby.
- Co chcesz Van? - spytałam.
- Napewno nie ma u ciebie Rossa?
- Napewno. Jestem tego stuprocentowo pewna.
- Okay to ja już pójdę do siebie. - wskazała ręką na drzwi i wyszła. Znowu odetchnęłam z ulgą.
- Ross teraz możesz już wyjść. - odezwałam się, a on zrobił to.
- Rzeczywiście miałaś rację, że jeszcze raz tutaj przyjdzie. - uśmiechnął się.
- Znam dobrze swoją siostrę i wiem, że jutro też będzie się mnie o to spyta.
- To Van nie wie, że ja do ciebie przychodzę?
- Nie, ale jutro chyba jej to powiem.
- Jestem ciekawy jak na to zareaguje.
- Ja też, ale pewnie będzie się cieszyć i mówić, że ze sobą flirtujemy. - uśmiechnęłam się.
- Przecież my tylko rozmawiamy. Ja nie wiem dlaczego wszyscy tak sądzą.
- Ja też nie. Może pójdziemy leżeć koło wierzby?
- Chyba spodobało ci się to, co? - uśmiechnął się.
- Tak, polubiłam leżeć pod gwiazdami i rozmawiać.
- Ja też. To chodźmy, ale najpierw się ubierz, bo będzie ci pewnie zimno.
- Okay. - odparłam i założyłam bluzę oraz wzięłam koc. Wyszliśmy na balkon, a Ross zszedł pierwszy po pergoli, żeby w razie czego mnie asekurować. Jestem ciekawa jak to jest tak spaść i znaleźć się w jego ramionach? Jednak wolę nie próbować. Ostrożnie zeszłam na dół i nawet nie zajęło mi to dużo czasu. Po pewnym czasie dojadę już do wprawy. Szybko przeszliśmy pod wierzbę. Rozścieliliśmy koc obok niej i położyliliśmy się na nim. Patrzyliśmy się w ciszy na gwiazdy. Ja głównie na nasze, które są obok siebie.
- Jak patrzyłem na twoje rysunki to głównie był tam czarny koń. Najbardziej lubisz takie, czy może z innego powodu? - spytał.
- To się wiąże z moja historią o jeździe konnej, którą miałam ci opowiedzieć, ale przerwała mi Vanessa.
- Okay skoro chcesz to możesz mi powiedzieć coś więcej o swojej przeszłości.
- To nie jest krótka historia, a ja chcę zacząć ją od początku, żebyś ją dobrze zrozumiał.
- Okay, zamieniam się w słuch i ci nie przerywam.
- Wszytko się zaczęło od tego, że na każde wakacje ja i Vanessa przyjeżdżyłyśmy do babci i dziadka właśnie tutaj do Los Angeles. Spędzałyśmy tutaj miesiąc. Już jako mała dziewczynka lubiłam konie i ciągle o tym mówiłam. Gdy miałam 13 lat babcia powiedziała, że ma dla mnie niespodziankę. Jak się okazało pojechałyśmy do stadniny, która jest za wschodnią częścią LA. Najlpesze z tego było to, że mogłam jeździć konno. Miałam lekcje trzy razy w tygodniu i zawsze z niecierpliwością czekałam na kolejną. Wtedy jeszcze bardziej pokochałam konie, bo miałam z nimi kontakt. Jednak zawsze, gdy przechodziłam przez stajnię i oglądałam konie to największą uwagę poświęcałam pięknej, czarnej klaczy, która była koniem arabskim. Nazywała się Night i należała do właścicielki stadniny pani Morgan. Jednak nikomu oprócz jej nie pozwalała się dotknąć, ani dosiąść. Ja chciałam ją pogłaskać. Ta chęć była tak silna, że musiałam znaleźć sposób na to, żeby mnie polubiła. Gdy już kończyłam lekcje to chodziłam do Night i próbowałam się do niej zbliżyć, a ona mi nie pozwalała. Jednak ja byłam uparta i ciągle próbowałam. Po tygodniu w końcu udało mi się ją dotknąć, ale tylko na chwilę. To było już coś. Zaczęłam codziennie przychodzić do stajni nawet, gdy nie miałam lekcji. W drugim tygodniu mogłam już ją bez przeszkód głaskać i dawać jedzenie. W kolejnym próbwałam ją osiodłać, a w czwartym chciałam już na nią wsiąść i jeździć. Gdy mi się to udało byłam z siebie bardzo dumna. Oczywiście nie mogłabym tego dokonać bez pozwolenia pani Morgan, która również wiele opowiadała o koniach. Jednak nauczenie się jazdy na Night było chyba najtrudniejszym zadaniem, ale i to również udało mi się. W ciągu miesiąca zdobyłam zaufanie klaczy, która prawie nikomu nie pozwalała się dotknąć. To był mój sukces. Kolejne wakacje również spędziłam w stajni. Wtedy chciałam zrobić jeszcze coś. Wygrać zawody jeździeckie. Oczywiście ćwiczyłam do nich na Night i byłyśmy bardzo zgrane. Ona ufała mi, a to jest podstawa do konkursu. Na początku sierpnia odbyły się zawody, na których zajęłam piąte miejsce. To jest bardzo dobry wynik na początkującą zawodniczkę. Rok później byłam już trzecia, więc w następnym konkursie chciałam wygrać. Przygotowywałam się najlepiej jak potrafiłam. Dwa dni przed zawodami wybrałam się na przejażdżkę po polach razem z panią Morgan. Byłam bez kasku, bo całkowicie ufałam Night i byłam pewna, że mnie nie zrzuci. Zresztą już kilka razy tak jeździłam i nic mi się nie stało, ale jednak tym razem tak nie było. Night wystaszył jakiś huk i stanęła dęba, a ja nie utrzymałam równowagi i spadłam z siodła. Uderzyłam głową o drzewo. Przez tydzień byłam w śpiączce farmakologicznej. Przegapiłam zawody, a to było dla mnie wtedy najgorsze. Mimo tego wypadku nadal chciałam jeździć konno, ale rodzice mi na to nie pozwolili, co było dla mnie ciosem prosto w serce. - poczułam, że do oczu napływają mi łzy. - Pamiętam jak żegnałam się z Night. Powiedziałam jej wtedy, żeby nie pozwalała się dotykać nikomu oprócz mnie i pani Morgan. Nie wiem czy posłuchała. Zresztą, czy konie potrafią zrozumieć naszą mowę? Jednak bałam się, że komuś tak jak mi uda się zdobyć jej zaufanie. To byłoby dla mnie bolesne, bo byłam bardzo z nią związana. Moja pasja została przerwana przez jeden głupi wypadek. Gdybym wtedy założyła ten kask to pewnie nadal bym jeździła konno, ale niestety niczego nie da się przewidzieć.- westchnęłam i otarłam łzy, które spłynęły mi po policzkach. Teraz wszystkie moje wspomnenia powróciły i odbiły się na mnie.
- Och Lau nie płacz. - powiedział troskliwym głosem Ross i objął mnie ramieniem.
- Teraz po prostu powróciły do mnie te wspomnienia i poczułam się tak jak wtedy.
- Lau uspokój się. Zaraz ci przejdzie to tylko taki natłok uczuć. - odparł i potarł moje ramię, a ja przytuliłam się do jego torsu. Biło od niego przyjemne ciepło, które uspokajało mnie. Po chwili już łzy przestały mi lecieć.
- Już mi lepiej Ross. Już jest okay. - powiedziłam nadal trochę zapłakanym głosem.
- Napewno?
- Tak. - odparłam, a on wypuścił mnie z objęć. Szczerze powiedziawszy to mogłabym dłużej twkić w jego ramionach. On tak fajnie przytula.
- Nie sądziłem, że aż tyle przeszłaś. Czyli skończyłaś jeździć w wieku 16 lat?
- Tak i od tametego czasu rysuję i to głównie Night. Wiesz nawet nadałam jej tak jakby drugie imię.
- Jakie?
- Night Fury i to bardzo do niej pasowało, bo była czarna jak noc i dzika, szybka, zwinna, a do tego piękna i pełna gracji, jak to konie arabskie. Klacz z temperamentem. Nie spotkałam takiego konia jak ona.
- Masz zdjęcia z nią?
- Tak, ale rzadko je oglądam, bo wtedy wszystko sobie przypominam i tak jakby cofam się w czasie i przypomniam sobie wszystkie wydarzenia z nią związane.
- Wiesz, chciałbym zobaczyć jak jeździsz. Po tych trzech latach nadal byś umiała to robić?
- Z jazdą konną jest tak samo jak z rowerem. Wsiadasz i od razu zaczynach pedałować, tak samo jest w przypadku konia. Wsiadasz i jedziesz. Taka niezbywalna umiejętność.
- Pewnie chciałabyś wsiąść znowu na grzbiet konia, co?
- Tak, to jest moje marzenie. Znów chciałabym poczuć ten pęd, wiatr we włosach. Znowu zobaczyć Night. Gdyby to się spełniło byłabym przeszczęśliwa. Wystarczyłaby mi tylko jedna jazda. Nie potrzebuję więcej. Oczywiście chciałabym robić to częściej, ale jeden raz by mi wystarczył.
- Mówiłaś, że ta stadnina jest pod Los Angeles. Gdzie dokładnie?
- We wschodniej części. Jest trochę na uboczu, żeby było mnóstwo miejsca do jazdy w terenie. Są tam piękne widoki.
- Jak się nazywa?
- ,,W siodle".
- Pokażesz mi twoją nagrodę za trzecie miejsce?
- Pewnie, ale jest ona w moim pokoju. To jest puchar. Kiedyś stał na widoku, ale teraz jest schowany w szafce.
- To okropne stracić swoją pasję. Nie mogłaś jakoś uprosić swoich rodziców?
- Nie, ale próbowałam bardzo długo, ale oni nie pozwolili mi już wsiąść na konia. Teraz już nawet o to nie pytam, bo trochę się z tym pogodziłam. Jednak, gdy rysuję konia, a szególnie Night to wtedy chcę ich o to zapytać. Jednak nie robię tego, bo znam odpowiedź. Już prawie straciłam nadzieję na jazdę konną. Teraz jestem blisko, a nie mogę tego robić. Dopiero teraz to sobie uzmysłowiłam.
- Nie zadręczaj się już myślami o tym, bo wtedy jesteś smutna.
- Dobrze. Może wracajmy już do mojego pokoju? Bo ten temat trochę odebrał mi chcęci na inną rozmowę.
- Okay, skoro chcesz.- odparł Ross i wstaliśmy z koca. Wzięłam go i szybko przebiegliśmy po kryjomu przez naszą trasę. Jak zawsze ja weszłam pierwsza na balkon, a Ross później. Weszliśmy do środka pokoju. Otworzyłam szifladę, w której mam puchar i wyciągnęłam go.
- To jest puchar za moje trzecie miejsce. Duży on nie jest, ale cieszę się z niego.
- Ładny jest.
- Tak, mi też się podoba.
- Dobra będę już szedł, bo jest już późno.
- Okay. - odpowiedziałam i przytuliliśmy się na pożegnanie. Chwilę zastygliśmy w takiej pozycji. Lubię być w jego ramionach, bo wtedy jestem blisko niego i czuję jego ciepło. Po chwili obliźniliśmy uścisk i odsunęliśmy się od siebie.
- To pa Ross. - uśmiechnęłam się do niego.
- Pa Lau. - odpowiedział i odwzjemnił mój gest. Wyszliśmy na balkon, a Ross zszedł po pergoli i szybko pobiegł w stronę bramy. Gdy był już blisko niej, jak zawsze się odwrócił i pomachał mi. Ja odmachałam mu, a on przeszedł przez bramę i zniknął mi z pola widzenia. Zauważyłam, że uśmiecham się, co już wcale mnie nie dziwiło. Weszłam do środka i zamknęłm drzwi balkonowe. Przebrałam się w piżamę i położyłam się na łóżku. Dobrze, że wcześniej się wykąpałam, bo teraz by mi się nie chciało. Chwilę poleżałam, po czym odwróciłam się na lewy bok i zasnęłam.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak tam wrażenia po przeczytaniu rozdziału? Mi się on podoba, bo jest w nim Raura, ale również konie. To są moje ulubione zwierzęta. Te rzeczy o tym czym i co lubi rysować Laura są takie jak moje. Jednak ja nie jeździłam konno, ale nie ważne. Mam nadzieję, że podobał wam się rozdział. Relacje Raury są już coraz lepsze jednak nadal dużo im brakuje do bycia parą.
Jak tam u was w szkole? Ja w tym tygodniu mam trzy sprawdziany. Dwa w jednym dniu. Co z tego, że tak nie powinno być. Nauczyciele i tak muszą nam dowalić. Do tego jeszcze kartkówka z angielskiego, niemieckiego i historii. Także mam zawalone cztery dni, bo 11 jest wolne. Jak się z tego cieszę.
Jedna sprawa mnie trochę zmartwiła. Chodzi mi o liczbę komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Było ich tylko 6, a pod wcześniejszym 10. Naprawdę ten rozdział wyszedł mi tak źle? Mam nadzieję, że pod tym postem zostawicie więcej śladów po was. Liczę na was!
Do napisania!!!
10 komentarzy=next
Subskrybuj:
Posty (Atom)


