sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 20

"I've just come to realize the fire in your eyes for me." ~ "Muszę tylko sobie uświadomić, ogień w twoich oczach jest dla mnie." - Doctor, Doctor

~Los Angeles, 14.07.2015r.~
                                                             ★Laura★

Siedzę pod wierzbą i rozmyślam. Ciągle nie mogę zapomnieć tego, co się wydarzyło wczoraj. Mianowicie, że Jake chciał mnie pocałować. Czy on coś do mnie czuje? Oby nie. Boję się, że przez to coś może się pomiędzy nami zmienić, że nasza przyjaźń się rozpadnie. Nie chcę tego. Co ja mam teraz zrobić? Jake już raz do mnie dzwonił, ale ja nie odebrałam, bo nie wiem, co mam mu odpowiedzieć. Trochę obawiam się spotkania z nim. Czy on w ciągu tych dwóch tygodni mógł się już we mnie zakochać? Co jeśli on spyta mnie, czy chcę zostać jego dziewczyną? Co mam mu odpowiedzieć? Przecież nic chyba do niego nie czuję, więc taki związek nie miałby sensu. Co jeśli uraziłabym go tym, że się nie zgodziłam? Co wtedy stałoby się z naszą przyjaźnią? Jejku, jak taki niedoszły pocałunek wszystko komplikuje. Cokolwiek się wydarzy to mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku i tak jak było. Po chwili usłyszałam, że dzwoni mój telefon, więc wyciągnęłam go z kieszeni i zobaczyłam, że dzwoni Rydel. Odebrałam.
  - Hej Delly. - odezwałam się wesoło.
  - Hej Lau. Może ty i Van przyszłybyście do nas. Nudzi nam się.
  - Okay. Pewnie, że wpadniemy. O której mamy być?
  - Za jakieś pół godziny?
  - Okay, powiem to Van i napewno przyjdziemy.
  - To super. To do zobaczenia.
  - Pa Rydel. - odpowiedziałam i rozłączyłam się. No to mam już zajęcie na to popołudnie. Wstałam z trawy i rozchyliłam gałązki wierzby, aby wyjść. Spojrzałam na miejce, w którym ja i Ross zawsze leżymy, a uśmiech sam wszedł mi na usta. To wychodzie w nocy to jest już nasza tradycja. Poszłam dróżką do domu i udałam się do pokoju Vanessy, uprzednio pukając. Zobaczyłam ją leżącą na brzuchu na łóżku i czytającą książkę.
  - Hej Van. - odezwałam się, a moja siostra spojrzała na mnie.
  - Hej. Po co przyszłaś? - spytała.
  - Rydel dzwoniła do mnie i spytała mnie, czy do nich przyjdziemy, a ja się zgodziłam. Idziesz, co nie?
  - Oczywiście, że tak. - odpowiedziała i włożyła zakładkę pomiędzy strony, po czym zamknęła książkę. Po okładce zorientowałam się, że czytała ,,Igrzyska śmierci". - O której mamy u nich być?
  - Za pół godziny. Idziesz tak, czy się przebierasz?
  - Nie chce mi się. Chodźmy od razu.
  - Okay. - odparłam, a Vanessa wstała z łóżka, położyła książkę na szafkę nocną, po czym razem wyszłysmy z jej pokoju i jak zawsze udałyśmy się do kuchni. Powiedziałyśmy Natalie, że wychodzimy i opuściłyśmy dom.
  - Idziemy na nogach czy jedziemy taksówką? - spytała Van.
  - Może się przejdźmy, bo i tak mamy dużo czasu.
  - Zresztą trochę ruchu nam nie zaszkodzi i nie musimy cały czas jeździć.
  - Dokładnie. - przytaknęłam.
  - I co wiesz już coś w sprawie Jake'a? - spytała, a ja westchnęłam.
  - Nie, ale on do mnie dzwonił, a ja nie odebrałam. Jednak i tak muszę się z nim spotkać.
  - Czemu to odkładasz? Przecież lepiej wiedzieć na czym się stoi niż zamęczać się myślami o tym.
  - Wiem, ale ja się boję, że on wyjawi mi swoje uczucia i to coś zmieni w naszej przyjaźni lub ją zniszczy.
  - Może wtedy wpłynęła na niego chwila, a nie uczucia? Zresztą jeśli mu na tobie zależy to nie zerwie z tobą przyjaźni.
  - Tak myślisz? - zapytałam i spojrzałam na nią.
  - Tak myślę. Zresztą masz przecież jeszcze Rossa, więc najlpeszego przyjaciela będziesz miała. - uśmiechnęła się. Już wiem na jakie tematy teraz zejdzie. Za dobrze ją znam.
  - Tak, nadal mam jego.
  - I wiesz to oczywiście jest tylko moja sugestia, ale sądzę, że z Rossem jesteś bardziej zżyta niż z Jake'iem. Nie mówię też tego dlatego, że jestem za Raurą, ale na podstawie tego, co sama widzę, a dostrzegam pomiędzy wami dużą chemię. - powiedziała i cały czas się uśmiechała.
  - Znowu zaczynasz? Zrozum wreszcie, że ja nic nie czuję do Rossa.
  - Jesteś tego stu procentowo pewna? - spytała, a ja zastanowiłam się chwilę. W sumie Van ma rację, jestem bardzo blisko z Rossem, ale nie wiem, czy coś do niego czuję. Za wcześnie jeszcze na takie sprawy. - Czyli, że nie?
  - Eee... no może na 99 procent.
  - Tak! Zawsze ten jeden mniej! - wyraźnie się ucieszyła. - To już dobra droga.
  - Oj Vanessa skończ już. - powiedziałam znudzonym głosem.
  - Okay, ale wiedz, że i tak powrócę do tego tamtu prędzej, czy później. - odparła, a ja przewróciłam oczami. Później rozmawiałyśmy już o innych rzeczach. Ogólnie o wszystkim i o niczym. Konwersacja umilała nam czas. Po jakiś 20 minutach stanęłyśmy pod domem Lynchów i Ellingtona. Nacisnęłam przycisk dzwonka. Chwilę czekałyśmy, aż drzwi otworzyły się i stanęła w nich Rydel, która jak zawsze była uśmiechnięta od ucha do ucha, co mnie wcale nie zdziwiło.
  - Cześć dziewczyny. - odezwała się wesoło.
  - Hej Delly. - odpowiedziałyśmy równocześnie.
  - Wchodźcie do środka. - otworzyła szerzej drzwi i zaprosiła nas gestem ręki, a my zrobiłyśmy to, co kazała. Ściągnęłyśmy buty i poszłyśmy do salonu, w którym siedzieli wszyscy chłopcy, ale oprócz Rossa, co mnie trochę zdziwiło. Gdzie on jest?
  - Hej chłopaki. - przywitałyśmy się.
  - Hej. - odparli, a ja i Van usiadłyśmy na kanapie.
  - Co tam u was słychać? - spytał Ellington.
  - Po staremu nic się nie zmieniło. - odpowiedziała Vanessa.
  - No u mnie trochę więcej się zadziało. - odezwałam się.
  - Co takiego się stało? - zapytała Rydel.
  - Jake chciał mnie pocałować, ale ja mu na to nie pozwoliłam i teraz mam mentlik w głowie, bo nie wiem, czy wpłynęła na niego chwila, czy uczucia. Jak myślicie, co mogło nim kierować?
  - Powiem ci tak na chłopski rozum. My faceci czasami robimy coś, czego wcześniej nie przemyśleliśmy. Później żałujemy tego, albo też nie. To zależy w jakiej sytuacji się znajdziemy. - powiedział Riker.
  - Czyli, że na Jake'a wpłynęła tylko chwila?
  - Może tak, może nie. To tylko wie on.
  - No tylko on. - westchnęłam.
  - Zresztą ja i tak sądzę, że Laura bardziej jest zżta z Rossem niż z Jake'iem. - odezwała się Vanessa, a ja spojrzałam na nią wymownie.
  - Też to potwierdzam. - powiedziała Rydel. No nie i teraz we dwie będą mi wmawiały, że ja coś czuję do Rossa? Muszę jak najszybiciej zakończyć ten temat nim za bardzo się rozwinie.
  - Znowu zaczynacie ten temat? Ja nie chcę już tego słuchać, bo i tak wiem swoje, że nie jestem zakochana w Rossie. - odpowiedziałam pewnym głosem. - A tak w ogóle to gdzie on jest? - spytałam. Może tym uda mi się zboczyć z tematu.
  - W swoim pokoju. Gdy powiedziałam mu o tym, że wy przychodzcie grał na gitarze i chyba nadal to robi. - odparła Rydel.
  - Może ktoś po niego pójdzie? - odezwał się Rocky.
  - Może na przykład Laura? - uśmiechnęła się blondynka.
  - Niech wam będzie. Pójdę po niego. - powiedziałam i wstałam z kanapy. Szczerze powiedziawszy to chcę go zobaczyć.
  - Nie musisz się spieszyć. - odezwał się Riker, gdy byłam już na schodach. Zaśmiałam się cicho i udałam się na górę. Poszłam na koniec holu, bo tam znajdował się pokój Rossa. Zapukałam do drzwi i usłyszałam proszę, więc weszłam do środka. Byłam już w jego pokoju, ale nadal ujął mnie klimat tego pomieszczenia. Dominiwało w nim dużo żółtych barw, co nadawało wnętrzu radości. Jest w nim po prostu przytulnie. Zobaczyłam, że Ross siedzi na skraju łóżka i brzdąka coś na gitarze.
  - Hej Ross. - odezwałam się, a on spojrzał na mnie, po czym się uśmiechnął. Na moje usta od razu wpłynął uśmiech. Tak właśnie on na mnie działa.
  - Hej Lau. - odpowiedział wesoło. - Siadaj obok mnie. - poklepał mijsce koło siebie. Podeszłam do łóżka i usiadłam na nim.
  - Widzę, że grasz na gitarze.
  - Tak, a dokładnie pracuję nad tą nową piosenką, do której nie mam słów. Próbuję coś wymyślić, ale nadal mi nie wychodzi.
  - A zagrałbyś mi ją?
  - No pewnie. - powiedział i zaczął grać. Spodobała mi się ta melodia. Była szybka i wesoła. To z pewnością będzie hit. - I co o niej myślisz? - spytał, gdy skończył.
  - Jest wesoła. Szybko wpada w ucho. Miło się jej słucha. - odparłam.
  - Też tak o niej uważam. Dzisiaj już zaświwtały mi jakieś słowa, ale gdy już wziąłem zeszyt, żeby je zapisać, to zapomniałem ich.
  - A o czym chcesz napisać tą piosenkę?
  - O zakochaniu się.
  - To można w niej przekazać uczucia. Jak się wtedy czuje i takie tam inne.
  - Taką właśnie ją sobie wyobrażam. Co byś napisała?
  - Nie wiem, co się dokładnie czuje, gdy się zakocha, ale mogę sobie to wyobrazić. Serce bije szybciej na widok tej osoby, jest się w jej towarzystwie szczśliwym i zupełnie swobodnym, każda chwila jest bezcenna i niezwykła. Jednak nie wiem, czy tak jest naprawdę.
  - Każdy inaczej może to odbierać, ale tak jest mniej więcej.
  - Wtedy na dachu powiedziałeś mi, że możesz pouczyć mnie grać na gitarze. Mogę spróbować?
  - No pewnie. - uśmiechnął się. Podał mi imstrument, a ja chwyciłam go.
  - To co teraz?
  - Na początek pokażę ci najprostszy akord. Połóż trzeci palec na czwartej strunie na drugim progu, czyli nad tą drugą kreską. - powiedział, a ja zrobiłam to. - A teraz drugi palec na piątej strunie na tym samym progu. Dociśnij te struny. To jest akord e-moll.
  - Aha, trochę bolą mnie palce.
  - Na początku tak jest, ale później już się do tego przyzwyczajają.
  - To teraz chcę zagrać.
  - Najprostsze bicie jest na dwa, czyli dwa razy w dół i raz do góry i tak czały czas. Spróbuj. Pamiętaj, że musisz naciskać struny, bo wtedy dźwięk nie będzie dobrze brzmiał.
  - Okay. - przytaknęłam. Niepewnie sunęłam dłonią po strunach, a dźwięk był nieczysty. Wiedziałam, że gra na gitarze jest trudna. Tak ,,grałam" jakieś dwie minuty. Palce mnie bolały.
  - Dobra puść na chwilę. - odparł Ross, a ja zrobiłam to i rozmasowałam obolałe paliczki. - Rozluźnij prawą rękę. Niech ona płynnie porusza się po strunach.
  - To jest trudne.
  - Na początku tak, ale później już nie. Gra na gitarze nie jest jakoś bardzo trudna, bo wystarczy nauczyć się odpowiednio chwytać akordy i znać je oraz orientować się, jakie jest bicie, a reszta sama wychodzi.
  - Dla ciebie to jest banalne, bo grasz już od wielu lat.
  - Wiem, ale przecież też kiedyś zaczynałem. To co dalej próbujesz?
  - A co mi tam.
  - To złap jeszcze raz ten sam akord. - powiedział, a ja wykonałam to. Znowu niepewnie grałam. - Przestań na chwilę. Pomogę cię się wyluzować. - odparł i objął mnie, po czym złapał mnie za zewnętrzną część dłoni, a przez moje ciało przeszły dziwne dreszcze. Nie wiem, co one oznaczają. - Okay, a teraz dół, dół i góra. - mówił i kierował moją ręką. Dzięki temu dźwięk był głośniejszy i nawet czystszy. Teraz przyjemniej mi się grało. Później Ross pokazał mi akord A-dur, który był trochę trudniejszy, bo musiałam złapać aż trzy struny i to na tym samym progu, ale dzięki pomocy Rossa udało mi się. W końcu Ross stwierdził, że już dobrze sobie radzę i sama grałam. Jednak nie było mi już tak przyjemnie tak jak wtedy, gdy trzymał mnie za rękę i obejmował od tyłu. Po chwili usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS'a i poczułam wibracje na udzie. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam, że dostałam wiadomość od Jake'a. Westchnęłam i odczytałam treść: ,,Dlaczego się do mnie nie odzywasz Lau? Obraziłaś się na mnie? Proszę zadzwonoń do mnie. Jake". I co ja mam teraz zrobić? Boję się do niego zadzwonić. Chociaż wtedy nie będę go widziała i będzie to mniej stresujące. Później się z nim skontaktuję. Na razie nie jestem na to gotowa.
  - Coś się stało Lau? Trochę posmutniałaś. - powiedział Ross, a ja na niego spojrzałam.
  - Jake do mnie napisał. - odparłam i  westchnęłam. - Jak chcesz to przeczytaj. - odwróciłam telefon w jego kierunku. 
  - Nadal nie odezwałaś się do niego po tym, jak chciał cię pocałować? Dlaczego?
  - Boję się, że on wyzna mi uczucia. Byłoby to dobre, gdybym coś do niego czuła, ale tak nie jest. Obawiam się, że przez to zniszczy się nasza przyjaźń. Co mam zrobić Ross? - spytałam, spoglądając mu w oczy.
  - Myślę, że powinnaś z nim porozmawiać, bo inaczej nie dowiesz się prawdy. Lepiej zrób to dzisiaj i nie będą cię dręczyły wątpliwości.
  - Masz rację. Muszę się wziąźć w garść i się z nim spotkać. - powiedziałam pewnym głosem.
  - Jak byś zareagowała, gdyby wyznał ci uczucia?
  - Pewnie by mnie to zszokowało i nie wiedziałabym, co mam powiedzieć. Jednak pewnie zaakceptowałabym to, bo nie chcę rozpadu naszej przyjaźni.
  - Czyli, że nic do niego nie czujesz? - spytał i przez sekundę spojrzał mi w oczy.
  - Nie wiem, ale raczej nie. Jak do tego dojść?
  - Myślę, że powinnaś się wysłuchać w głos twojego serca, bo ono wie najlepiej.
  - Dziękuję za radę. Kiedyś pewnie mi się przyda. - uśmiechnęłam się. - Ale tak szczerze to chciałabym się zakochać. Chodzić z głową w chmurach i myśleć tylko o swoim chłopaku. Chcę poczuć to uczucie. Wiedzieć, jak to naprawdę jest.
  - Masz kogoś na oku?
  - Jak na razie to za najlepszych męskich przyjaciół traktuję ciebie i Jake'a. - uśmiechnęłam się. - A ty?
  - Co ja?
  - No, czy ty zainteresowałeś się jakąś dziewczyną?
  - Oprócz ciebie to nie mam innej przyjaciółki. - uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam gest.
  - Wiesz, cieszę się, że jesteś moim przyjacielem. - powiedziałam to patrząc mu w oczy.
  - Ja też. - odparł i przez parę sekund nie spuszczaliśmy z siebie wzroku, ale jak zawsze zakończył to Ross. Szczerze? To już się do tego przyzwyczaiłam. Po chwili usłyszałam, że ktoś otworzył drzwi do pokoju Rossa. Spojrzałam w tamtym kierunku i ujrzałam Rydel.
  - Część gołąbeczki wy moje.  Może skończycie już gruchać i pójdziecie z nami na pizzę? - spytała, a uśmiech nie schodził jej z twarzy.
  - Okay. - ja i Ross odpowiedzieliśmy równocześnie.
  - No to chodźcie. - odparła. Ross wstał z łóżka i odłożył gitarę pod ścianą. We trójkę wyszliśmy z pokoju blondyna i zeszliśmy na dół do salonu.
  - Nasza zakochana para do nas dołącza? - zaśmiała się Vanessa. Ja tylko przewróciłam oczami.
  - Tak, też z wami idziemy. - powiedział Ross.
  - Wiecie, jak chcecie to możecie zostać i coś razem porobić. - odezwał się Riker. Spojrzałam kątem oka na Rossa.
  - Nie dzięki. Pójdziemy z wami. - odparłam.
  - Dobra chodźmy już, bo możcie tak ciągnąć w nieskończoność. Jestem głodny. - odezwał się Rocky.
  - Okay. - odpowiedzieliśmy i wyszliśmy z domu.
  - Laura chodź tu do nas. - powiedziała Rydel, która razem z Vanessą szły z tyłu trochę dalej od chłopaków.
  - Co chcecie? - spytałam i zatrzymałam się, aby się z nimi zrównać, po czym ruszyłam ich tempem.
  - Co ty i Ross robiliście? - spytała Van.
  - Serio? Znowu musicie zaczynać ten temat?
  - Oj tam. - blondynka machnęła ręką. - No, ale powiedz.
  - Ross uczył mnie grać na gitarze. Nie słyszałyście?
  - No może trochę słyszałam twoje rzępolenie. - zaśmiała się moja siostra.
  - Lepiej nie umiem.
  - Wiesz, nawet nie było tak źle. Ja nie umiem grać na gitarze jak chłopaki.
  - No, ale coś umiesz, co nie?
  - No tak. - przytaknęła blondynka.
  - I nic więcej nie robiliście oprócz grania? - spytała Vanessa.
  - Nic, co was by ucieszyło. - uśmiechnęłam się.
  - Szkoda, ale i tak to było słodkie, że Ross uczył cię grać. - powiedziała Rydel.
  - Oj dziewczyny, wy to tylko chciałybyście mnie z nim zeswatać. - zaśmiałam się. - Ale nic nie zrobicie na siłę, bo to od nas zależy, czy się w sobie zakochamy.
  - No tak, ale my chcemy Raurę, później zaręczyny, ślub i Raurzątka. - odpowiedziała Vanessa i we trzy się zaśmiałyśmy.
  - Czyli, że we mi już planujecie przyszłość z Rossem?
  - No, a jakżeby inaczej? - uśmiechnęła się Rydel.
  - Dziewczyny, z czego się śmiejecie beze mnie? - spytał Rocky.
  - Z niczego ważnego. - odpowiedziałam. Przyspieszyłyśmy i zrównałyśmy się z chłopakami. Po 5 minutach doszliśmy do pizzerii. Niestety nie mogliśmy być wszyscy przy jednym stoliku, więc wybraliśmy dwa najbliżej siebie.
  - Okay to, jak się dzielimy? - spytał Riker.
  - Może ja i dziewczyny razem, ty i Ross i Rocky z Ell'em. - odpowiedziała Rydel. Wszyscy przystali na tą propopozycję. Ustaliłyśmy, że my weźmiemy hawajską. Gdy przyszedł kelner złożyliśmy mu swoje zamówienia i czekaliśmy na pizzę.
  - A co robimy, gdy zjemy? - spytał Rocky.
  - Może pójdziemy do wesołego miasteczka? - zaproponował Ellington.
  - Ja nie mam dziś przy sobie za dużo pieniędzy, a wy nie będziecie mi fundować pobytu w wesołym miasteczku. - powiedziałam.
  - To dla nas nie byłoby dla nas problem.  - odezwał się Ross.
  - Nie chcę was obarczać.
  - Popieram Laurę. Ja też nie wzięłam dziś dużo pieniędzy. Może wybierzemy się tam kiedy indziej? - spytała Vanessa.
  - Okay, niech wam będzie. - odpowiedział Rocky.
  - To może pójdziemy z powrotem do nas? - odezwał się Riker.
  - Tak będzie najlepiej. - odparła Rydel. Oczekiwanie na zamówienia upłynęło nam na rozmowie i w końcu po 20 minutach na naszych stołach leżały ciepłe pizzy.
  - To smacznego wszystkim. - powiedział Ellington.
  - Wzajemnie. - odparliśmy wspólnie i każdy zajął się jedzeniem. Pizza była przepyszna. Dawno nie jadłam takiej dobrej. Gdy talerze pozostały już puste, zrobiliśmy zrzutę i zapłaciliśmy kelnerowi. Wyszliśmy z lokalu i poszliśmy z powrotem do domu Lynchów. Siedzieliśmy na kanapach i rozmawialiśmy na różne tematy. Po pewnym czasie poczułam wibracje na udzie i usłyszałam dźwięk SMS'a. Już się domyślam od kogo on jest.
  - Przepraszam. - powiedziałam i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Tak, jak myślałam dostałam wiadomość od Jake'a. Dotkęłam kopertę na ekranie i odczytałam treść: ,,Spotkamy się, Lau? Chcę ci to wytłumaczyć. Proszę cię.". Zobaczyłam, że jest już po czwartej, czyli Jacob kończy pracę. Westchnęłam. No trudno muszę się wziąźć w garść i się z nim spotkać.
  - Coś się stało Lau? - spytała Rydel. Spojrzałam na Rossa i jego wzrok mówił, że wie, o co chodzi.
  - Nic takiego. Jakie chce się ze mną spotkać. - odpowiedziałam.
  - Zrób to, a zobaczysz, że poczujesz się lepiej. - odezwał się Ross.
  - Pewnie tak. Jake teraz kończy pracę i może do mnie przyjdzie, więc powinnam się już zbierać.
  - Ja też już pójdę. - powiedziała Van. Wszyscy wystaliśmy i przytuliliśmy się na pożegnanie. Specjalnie Rossa zostawiłam na koniec.
  - Przyjdziesz dziś do mnie? - szepnęłam, gdy znalazłam się w jego ramionach.
  - Tak, bo pewnie będziesz chciała się wygadać o Jake'u. - powiedział i odsunęliśmy się od siebie trochę.
  - Jak ty mnie dobrze znasz. - uśmiechnęłam się do niego.
  - To fakt. - odwzajemnił mój gest.
  - Idziesz Lau? Z Rossem pewnie zobaczysz się jeszcze dzisiaj w nocy. - odezwała się Vanessa, a my się od siebie oddaliliśmy.
  - Okay, już idę. - odparłam.
  - Nie będziecie szły na nogach. Zwiozę was. - powiedział Riker, a my się zgodziłyśmy.
  - To pa wszystkim. - pożegnałyśmy się.
  - Pa dziewczyny. - odparli, a my we trójkę wyszliśmy z domu. Riker wyciągnął samochód z garażu, po czym wsiadłyśmy do niego. Oczywiście Vanessa siedziała z przodu, co mi nie przeszkadzało. Po chwili odjechaliśmy. Wzięłam mój telefon i wybrałam numer do Jake'a. ,,Dobrze spotkajmy się u mnie o 16:30." - napisałam do niego, po czym wysłałam wiadomość. Spojrzałam w okno. Jak będzie wyglądała nasza rozmowa? Przebiegnie szybko, łatwo i przyjemnie, czy może będziemy spięci i poddenerwowani? Ja z pewnością nie będę wyluzowana. Już na samą myśl o niej zaczynam się trochę bać. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli i nadal będziemy przyjaciółmi i nic się nie zmieni. Będzie dobrze. Muszę się zrelaksować i przestać o tym myśleć. Spojrzałam na Vanessę i Rikera. Byli pochłonięci w żywej rozmowie, więc nie będę im przeszkadzać. Pewnie, gdyby jechał Ross to byłoby na odwrót. Jednak na chwilę obecną potrzebuje trochę spokoju. Ponownie skierowałam swój wzrok za okno. Znak, wieżowec, kobieta z dzieckiem w wózku, mężczyzna rozmawiający przez telefon, samochody. Patrzę na to wszystko, aby przestać myśleć o spotkaniu z Jake'iem, ale za bardzo mi to nie wychodzi. Będzie dobrze. On przecież chyba nie wyzna mi uczuć. Wszystko będzie po staremu. Wieżowiec, przystnek, dziecko z lodem, trzy dziewczyny. Po pewnym czasie zauważyłam, że dojeżdżamy do naszego domu. Moje serce przyspieszyło trochę. Z nerwów włączyłam telefon, żeby zobaczyć godzinę. 16:28. Czyli już za parę minut dowiem się prawdy. Dlaczego ja to tak dramatyzuje? Przecież nic się takiego nie wydarzyło. Nie doszło do tego pocałunku. No, ale tylko dzięki mnie. Dlaczego Jake chciał to zrobić? Przyjaciele przecież się nie całują. Laura nie myśl już o tym! Będzie dobrze! Ogranij się już! Po chwili stanęliśmy pod bramą.
  - No to do zobaczenia Riker. - powiedziała Vanessa, która cały czas się uśmiechała.
  - Pa. - odezwałam się.
  - Cześć dziewczyny. - odparł blondyn, po czym wysiadłyśmy z samochodu, a on odjechał. Otworzyłam drzwiczki bramy.
  - Czemu się nie odzywałaś? - spytała Van.
  - Boję się tego spotkania z Jake'iem. - westchnęłam.
  - Nie martw się. Będzie dobrze. Za bardzo to przeżywasz. - powiedziała troskliwym głosem.
  - Masz rację. - odparłam i weszłyśmy do domu. Udałyśmy się do kuchni, pokazałyśmy się Natalie i poszłyśmy na górę do swoich pokoi. Gdy tylko się w nim znalazłam, padłam na łóżko. Leżałam, wpatrując się w sufit, jakby był to ósmy cud świata. Nie myślałam o niczym. Mój umysł był pusty. Ta cisza działała na mnie uspokojająco. Jednak nie dane było mi się nią zbyt długo cieszyć, bo po jakiś paru minutach usłyszałam dzwonek do głównych drzwi. Od razu poderwałam się z łóżka. To napewno Jake. Zaczęłam chodzć nerwowo po pokoju, a w mojej głowie nadal panowała pustka. Gdy do moich uszu dobiegło pukanie do moich drzwi, zamarłam tyłem do wejścia.
  - Proszę. - powiedziałam i nie odwróciłam się. Słyszałam tylko, jak drzwi się zamykają oraz kroki, które zmierzały w moją stronę. Po chwili naprzeciwko mnie stanął Jacob. Spuściłam głowę, bo bałam się spojrzeć mu w oczy. Panowała pomiędzy nami niezręczna cisza, która nie zdaża nam się zbyt często. Przedtem ona uspokajała mnie, a teraz powoduje jeszcze większy przypływ poddenerwowania. Po jakimś czasie usłyszałam, że Jake wzdycha ciężko. Coś mi się wydaje, że za chwilę zacznie coś mówić. Odczekałam może dwie, czy trzy sekundy i dalej nic.
  - Lau? Spójrz na mnie. - szepnął. Teraz jego cichy głos zadzwonił mi w uszach. Chciałam posłuchać mojego rozumu, ale on nie dawał żadnych znaków życia. Po chwili poczułam jego dotyk na moim podbródku. Lekko unosił moją głowę do góry aż w końcu była na wystarczającej wyskości, abym mogła widzieć jego oczy. Mimo tego nadal uciekałam wzrokiem. To w prawo, to w lewo.
  - Laura proszę spójrz na mnie. - powiedział miękkim tonem. Zaryzykowałam i skierowałam swój wzrok na jego oczy, które wyrażały strach i niepewność.
  - Przepraszam cię, jeśli cię uraziłem. To samo jakoś tak wyszło. Po prostu patrząc w twoje oczy chciałem cię pocałować. To pragnienie było tak silne, że nie umiałem się przed tym powstrzymać. Proszę cię nie obrażaj się na mnie. Wybacz mi. - mówił to cały czas nie spuszczając ze mnie wzroku. Widziałam w jego oczach szczerość. A co wyrażają moje? Co ja mam mu teraz odpowiedzieć. Ta sytuacja jest dla mnie bardzo krępująca. Dobra Laura weź się w garść i w końcu mu coś odpowiedz!
  - Jake ja... - zacięłam się.
  - Tak?
  - Ja przyjmuję twoje przeprosiny. Nie obraziłam się na ciebie. Po prostu nie wiedziałam, jak mam na to zareagować, ani co mam o tym myśleć. - wypowiedziałam te zdania z odrobiną trudności. - Teraz powiedz mi, ale szczerze, czy ty coś do mnie czujesz? - spytałam, a jego widocznie zaskoczyło moje pytanie, bo nie udzielił od razu na nie odpowiedzi. Znowu zapadał niezręczna cisza. Czekałam i nie spuszczałam z niego wzroku. Widziałam, że toczy wewnętrzną walkę i rozmyśla. Sama w takiej sytuacji nie wiedziałabym, co mam powiedzieć. W końcu zauważyłam gotowość w jego oczach.
  - Lau, ja sam tego nie wiem. Nie potrafię do tego dojść. Jednak powiem ci tak. Zależy mi na tobie i jesteś dla mnie ważna. Może z upływem czasu będę znał odpowiedź na twoje pytanie, ale na tą chwilę nie. - odpowiedział. Jednak coś mi się wydaje, że nie było to do końca prawdą. Chociaż chyba jak na razie wolę jej nie poznawać. Jak na razie to wystarczy mi tych emocji.
  - To oznacza, że nic się pomiędzy nami nie zmieniło? Nadal jesteśmy przyjaciółmi? - spytałam, a on się uśmiechnął do mnie.
  - Oczywiście, że tak. Nie chcę stracić najlepszej przyjaciółki. - odparł, a ja odwzajemniłam jego gest. - To może przytulas na zgodę? - rozłożył swoje ramiona, a ja zarzuciłam ręce na jego szyję, a Jake objął mnie w pasie. Od razu mój humor się poparawił. Po chwili odsunęliśmy się od siebie i usiedliśmy na kanapie.
  - Dlaczego się do mnie nie odzywałaś?
  - Bałam się tego spotkania, że ty coś do mnie czujesz i może to zniszczyć naszą przyjaźń. Nie wiem, czy bym się zgodziła, żeby z tobą porozmawiać, gdyby nie moi przyjaciele i siostra. Dodali mi otuchy.
  - To dobrze, ale nawet, gdybyś się nie zgodziła spotkać to i tak bym do ciebe przyszedł.
  - Tak, pewnie tak.
  - Ale naprawdę stałoby się coś złego, gdybym cię wtedy pocałował? - spytał niepewnie.
  - Pewnie bałabym się, że to zniszczy naszą przyjaźń, bo przecież ja nic do ciebie nie czuję.
  - Nie pozwoliłbym na to, bo nie chcę cię stracić. - uśmiechnął się.
  - Tak, też tago nie chcę.
  - Mogę zadać ci jedno pytanie? Mam nadzieję, że się przez to na mnie nie obrazisz.
  - Pytaj.
  - Z kim bardziej czujesz się związana ze mną, czy z tym Rossem? - spytał niepewnie. Zaskoczył mnie tym. Co ja mam mu odpowiedzieć. Tak od razu nie dojadę do tego. Musiałabym to przemyśleć, ale Jake widocznie czeka na moją odpowiedź. Po co mu to potrzebne?
  - Wiesz, wy się od siebie różnicie. W tobie i Rossie lubię coś innego. Oboje jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi.
  - Powiedz szczerze. - odparł.
  - Ja nie potrafię pomiędzy wami wybrać. Z każdym z osobna jestem inaczej związana. Tak, jak mówiłam różnicie się od siebie.
  - Jak na przykład?
  - Macie inne charaktery. Ty jesteś bardziej poważny, ale również uprzejmy i miły. Natomiast z Rossem mogę porozmawiać na każdy temat. Zawsze mnie zrozumie, ale ty też. Ross jest taki uczuciowy, ale też, gdy dłużej patrzymy sobie w oczy to odwraca wzrok. Wy oboje po prostu jesteście inni i każdego lubię na swój sposób. - mówiłam to patrząc mu w oczy, w których zauważyłam trochę smutku. Spuściłam z niego wzrok.
  - Aha. Teraz już wiem, jak mnie postrzegasz.
  - Chyba się nie obraziłeś na mnie za to?
  - Nie, czemu mam się obrażać? Zmieńmy już temat.
  - Okay. - odparłam. Przez parę godzin byliśmy pochłonięci na rozmowie. Jak zawsze czas leciał mi bardzo szybko i przyjemnie. Wcześniejsza krępacja minęła.
  - Chyba muszę się już zbierać. - powiedział Jake.
  - Tak, jak zawsze się zagadaliśmy.
  - To chodźmy. - odparł, po czym wstaliśmy z kanapy. Zeszliśmy na dół i wyszliśmy przed dom. Przytuliliśmy się na pożegnanie. Znowu nastąpiła podobna sytuacja, co wczoraj. Oby nie taka sama. Chwilę trwaliśmy w uścisku, po czym odsunęliśmy się od siebie. Ja od razu robiłam mały krok do tyłu. Tak na wszelki wypadek wolę być dalej od niego.
  - To pa Jake. - odezwałam się.
  - Pa Lau. - odpowiedział i ruszył przed siebie. Gdy zamykał bramę uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemiłam jego gest. Weszłam do domu i udałam się do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
  - Proszę. - odezwałam się, a do pokoju weszła Vannessa.
  - Hej Lau. - uśmiechnęła się.
  - Hej. - odpowiedziałam.
  - Jak tam minęło ci spotkanie z Jake'iem? Chyba nie było źle skoro tak długo u ciebie był.
  - Na początku bałam się na niego spojrzeć i panowała pomiędzy nami cisza, ale w końcu Jake powiedział, że to tak samo wyszło i że nie mógł się powstrzymać. Przeprosił mnie, a ja wybaczyłam mu. Później spytał mnie z kim bardziej czuję się związana z nim, czy z Rossem.
  - Powiedziałaś, że z Rossem? - przerwała mi.
  - Nie wybrałam żadnego. Powiedziałam, że się od siebie różnią i każdego lubię na swój sposób.
  - Wtedy pewnie nie chciałaś urazić Jake'a, więc teraz powiedz mi prawdę.
  - Taka jest prawda.
  - Oj Laura, dlaczego ty się boisz przyznać do swoich uczuć? Nie chodzi mi już nawet o to z kim chciałabym, żebyś była. Poprostu okłamujesz sama siebie. Wyłącz swój umysł i wsłuchaj się w głos swojego serca, a zobaczysz, że Ross nie jest ci obojętny. Pomyśl nad tym. - odpowiedziała Van, po czym wstała z łóżka i wyszła z mojego pokoju. Opadłam plecami na materac. Może ona ma rację? Może tylko sobie wmawiam, że nic nie czuję do Rossa? Ale ja nie wiem, jak mam do takich wnioków dojść. Jak wyłączyć umysł i wsłuchać się tylko w serce? Dlaczego to musi być takie skomplikowane? Sama nie wiem, co mam o tym wszystim myśleć. Z jednej strony Jake, który staje się coraz bardziej odważny i chce mnie pocałować, a z drugiej Ross, który ciągle, gdy dłużej patrzymy sobie w oczy to zaraz ucieka wzrokiem. Przyjaźnienie się z dwoma przystojnymi chłopakami naraz nie jest łatwe. Skoro już tak się stało to teraz muszę sobie radzić. Wiem, że kiedyś będę musiała wybrać jednego z nich, bo raczej za długo to nie utrzymam z nim relacji czysto przyjacielskiej. Tylko pytanie, którego wybrać? To będzie bardzo trudne i ciężkie, bo przecież jednego mogę tym zranić, co będzie nie tylko jego bolało, ale również mnie. Jednak, jak na razie to nie chcę niczego zmieniać i dalej z nimi żyć w przyjaźni. W kim się zakocham przecież samo się okaże prędzej, czy później. Na tą chwilę nie umiem pomiędzy nimi wybrać. Tak, jak już mówiłam Jake'owi oboje się od siebie różnią i każdego lubię na swój sposób. Jake jest bardziej poważny, ale również miły i uprzejmy. Jest szczery i potrafi mnie o wszystko zapytać. Jednak lubię z nim rozmawiać. Dużo o sobie opowiada. Natomiast Ross rzadko porusza sprawy swojej przeszłości. Wiem, że coś się wydarzyło, ale skoro nie chce mi tego powiedzieć to nie będę naciskać. Ross już pierwszym naszym spotkaniem mnie zaskoczył, bo wszedł do pokoju przez balkon. Bardzo lubię mu się zwierzać, bo on zawsze mnie wysłucha i da jakąś radę. Szczerze? To nie wyobrażam sobie, żeby ich przy mnie było. Zobaczymy, co jeszcze przyniesie mi los.
                                                                  ~*~
                                                             ★Ross★

Jest już po dziesiątej i jestem właśnie przed bramą domu Laury. Szybko i zwinnie pokonałem ogrodzenie, po czym pobiegłem pod balokon. Mimo, że pokonuję tą trasę codziennie, to nadal sprawdzam, czy nikogo nie ma. Czujność zawsze musi być. Wszedłem po pergoli i znalazłem się na balkonie. Jak zawsze w pokoju Laury paliło się światło, a drzwi były lekko uchylone. Zauważyłem, że brunetka siedzi przy biurku i zapewne rysuje, co mnie nie zdziwi. Wiem, że na mnie czeka i wymyśla zajęcia, aby się nie nudzić. Zorientowałem się, że się uśmiecham. Uśmiech zawsze wkrada mi się na twarz, gdy ją widzę. To dzieje się tak samo z siebie i ja już nawet tego nie kontroluje. Uchyliłem lekko drzwi, po czym wszedłem do środka jej pokoju.
  - Hej Lau. - odezwałem się, a ona spojrzała na mnie z uśmiechem na ustach.
  - Hej Ross. - odpowiedziała, a ja podszedłem do niej. Na jej biurku prawie gotowy obraz czerwonej róży namalowanej farbami.
  - Widzę, że malujesz. - wskazałem na jej pracę.
  - Tak, tym razem postanowiłam namalować różę.
  - Pięknie ci wyszła. - uśmiechnąłem się do niej.
  - Dziękuję. - odwzajemniła mój gest.
  - Umiesz rysować coś innego poza końmi i kwiatami? Na przykład ludzi?
  - Raz próbowałam narysować portret Vanessy, ale mi nie wyszedł.
  - A mnie byś potrafiła namalować? - spytałem. Skąd do głowy przyszło mi takie pytanie?
  - Nie wiem, czy oddałabym na kartce prawdziwego ciebie.
  - Dasz radę. Jestem ciekawy, jak by ci to wyszło.
  - Chcesz, żebym cię namalowała?
  - A co mi szkodzi. - uśmiechnąłem się.
  - Okay, czemu nie. Zawsze mogę spróbować, ale jak mi nie wyjdzie to ci go nie pokażę.
  - To ja ocenię, czy mi się podoba.
  - Ty i tak powiesz, że jest ładny. Teraz mi się nie chce, więc mogę zrobić ci zdjęcie?
  - No pewnie. - odpowiedziałem, po czym uśmiechnąłem się do telefonu.
  - Okay i już. Ładnie wyszedłeś.
  - Pokaż. - odparłem, a ona pokazała mi moje zdjęcie. Nie wyszedłem źle. Jest dobrze. Ale, co mi odbiło, żeby Laura mnie rysowała? Zaczynam coraz bardziej nie kontrolować tego, co mówię, co mi się za bardzo nie podoba. Może to doprowadzić do tego stopnia, że będę chciał ją pocałować, co nie wchodzi w rachubę.
  - Nie jest złe. - powiedziałem. - A umiesz narysować swój autoportret?
  - A co chciałbyś mój rysunek?
  - Czemu nie.
  - Mogę sprówać, bo i tak rano nie mam, co robić, więc będę miała zajęcie. - uśmichnęła się.
  - Napewno ci wyjdą, bo masz wielki talent.
  - Dzięki. Może pójdziemy tak, jak zwasze koło wierzby?
  - Okay, tak myślałem, że o to spytasz. - zaśmiałem się.
  - Nawet już od razu cieplej się ubrałam.
  - To chodźmy. - odparłem, a Laura wzięła koc, po czym wyszliśmy na balkon. Jak zawsze pierwszy zszedłem po pergoli, żeby w razie, czego ją asekurować. Jadnak Laura już coraz szybciej i zwinniej schodziła. W sumie robimy to codziennie, więc się nauczyła. Szybko pobiegliśmy koło wierzby, po czym rozłożyliśmy koc i położyliśmy się na nim. Nad nami rozciągało się rozgwieżdżone niebo. Moją uwagę przyciągnęły nasze gwiazdy. Zawsze na nie patrzę. Laura nadała im nazwę Together Forever, co w sumie się zgadza, bo one zawsze będą razem. Jednak, co innego to my. Do dnia, w którym będę musiał oddać Lau Romwellom, zostało już 17 dni. Dla niektórych może to aż dwa tygodnie, ale dla mnie to tylko dwa tygodnie. Nie mogę przyjąć do wiadomości, że mogę ją stracić. Na samą myśl o tym moje serce przeszywa ból. Już teraz tak się czuję, a co będzie w ten okropny dzień? Pewnie nie będę mógł spać w nocy od wyrzutów sumienia. Może uda mi się jakoś zmianieć to zadanie? Jasne, powodzenia. Oni za bardzo się na to napalili, żeby teraz nagle odpuścić. Spojrzałem kątem oka na Laurę. Tak samo jak ja była wpatrzona w gwiazdy i zamyślona. Z tym takim półprzytomnym spojrzeniem jej do twarzy. Ona zawsze jest w swoim świecie myśli. Chyba jeszcze nigdy podczas naszych spotkań, ani na chwilę się nie zamyśliła. Zresztą ja też mam podobnie. Po prostu myśli same przychodzą, gdy tak się leży i patrzy na gwiazdy.
  - O zobacz spadająca gwiazda! Pomyśl życzenie! - odezwała się nagle i wskazała na gwiazdę. Spojrzałem na nią. ,,Żeby Laura wyszła cało od Romwellów." - powiedziałem  w myślach. Ciekawe, czy się spełni? Mam nadzieję, że tak.
  - Co sobie pomyślałaś? - spytałem.
  - Nie powiem, bo wtedy się nie spełni. A ty?
  - Też ci tego nie zdradzę.
  - Moje jest nawet łatwe do spełnienia.
  - A moje sam nie wiem. - odpowiedziałem. - A tak w ogóle, jak ci poszło spotkanie z Jake'iem?
  - Jak widać nie było źle. Chociaż na początku bałam się na niego spojrzeć i przez chwilę nie odzywaliśmy się do siebie. W końcu Jake powiedział, że to samo tak wyszło i że, gdy patrzył mi w oczy to chciał mnie pocałować i nie mógł się powstrzymać. Przeprosił mnie, a ja wybaczyłam mu.
  - A pytałaś go, czy on coś do ciebie czuje?
  - Tak i powiedział, że jak na razie to tego nie wie oraz, że jestem dla niego ważna i zależy mu na mnie. Jak mam to ocenić?
  - Wiesz, myślę, że on może coś do ciebie czuć skoro ci to wyznał.
  - Ale przyjaciel chyba może tak powiedzić? Ty tak o mnie nie uważasz? - spytała i spojrzała mi w oczy.
  - Dla mnie też jesteś ważna, bo przecież jesteś moją przjaciółką. - odpowiedziałem, nie odrywając od niej wzroku.
  - Cieszę się. Ja o tobie myślę to samo. - uśmiechnęła się. Widziałem, że mówi prawdę, bo ona biła od jej oczu. Chyba już za długo nie odrywamy do siebie wzroku. Trzeba to zakończyć. Odwróciłem głowę.
  - Wiesz, Jake spytał mnie z kim czuję się bardziej związana z nim, czy z tobą. - odparła, a ja spojrzałem na nią.
  - Co mu odpowiedziałaś? - spytałem, bo szczerze powiedziawszy to mnie to ciekawiło.
  - Że oboje się od siebie różnicie i każdego z was lubię na swój sposób. Nie potrafię wybrać jednego z was, ale pewnie kiedyś będę musiała.
  - Pewnie tak, czyli wtedy z jednym z nas zerwiesz kontakt?
  - No może nie dokońca, ale pewnie bardzo rzadko będzemy się spotykać.
  - Aha. - odparłem i trochę posmutniałem.
  - Ale nie smuć się. Jak na razie to nie wyobrażam sobie życia bez was obu. - uśmiechnęła się do mnie.
  - Teraz Jake skoro chciał cię pocałować to może się to powtórzyć. Co jeśli w tym miesiącu będziecie razem? Co wtedy zrobisz ze mną? - spytałem niepewnie. Nie uzyskałem od razu odpowiedzi. Przecież jeśli Laura zerwie ze mną kontakt to, jak wykonam to zadanie? Jednak, czy tylko o to zadanie mi chodzi? Teraz przecież przychodzę do niej tylko i wyłącznie z mojej chęci. Już nawet nie myślę, że wyknuję polecenie od Romwellów. Chociaż wtedy mniej bym cierpiał, gdybym ją stracił przez Jake'a niż przez nich i trochę przeze mnie. Jednak, gdy nie przyprowadzę jej im to oni z pewnością mnie zabiją. Nawet jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to co się stanie z Laurą po tym, jak ją oddam Johnowi i Joshowi? To pytanie najbardziej mnie nurtuje. Ja nie chcę być małą przyczyną jej śmierci. Nie pogodziłbym się z tym. Zostały mi tylko te cholerne dwa tygodnie. Co się wydarzy w ciągu nich? Tego już nie wiem, ale mam nadzieję, że Laura przez ten czas będzie moją przyjaciółką.
  - Ja nie wiem, ale chyba nie potrafiłabym od tak zerwać z tobą kontaktu. Za bardzo cię lubię i jesteś dla mnie ważny, żebym to zrobiła. - odezwała się Laura.
  - Ale to pewnie nie podobałoby się Jake'owi.
  - Pewnie tak. Jednak ja nie chcę cię stracić.
  - Ja też nie chcę. - powiedziałem. Była to szczera prawda. Mi też za bardzo zależy na Laurze, żeby ją stracić. Jeśli wyjdzie cało od Romwellów to będę najszczęśliwszy. Wtedy powiem jej o tym wszystkim. Jednak, co się po tym wydarzy to już będzie miało małe znaczenie, bo ważniejsze dla mnie będzie to, że Lau żyje. Po chwili usłyszałem, że Laura ziewnęła.
  - Komuś chce się spać, co? - uśmiechnąłem się do niej.
  - No może trochę.
  - Chodźmy już do twojego pokoju, bo jeszcze mi tu zaśniesz, a łatwo by mi nie było wnieść cię na górę.
  - No fakt, to chodźmy. - odpowiedziała i wstaliśmy z koca. Wzięlięmy go, po czym przebiegliśmy pod dom. Szybko weszliśmy po pregoli i znaleźliśmy się na balkonie.
  - To pa Ross.
  - Pa Lau. - powiedziałem i przytuliliśmy się na pożegnanie. Zawsze podczas tego uśmiech sam wkrada mi się na twarz. Tak po prostu działa na mnie jej obecność. Po chwili odsunęliśmy się od siebie. Podszedłem koło barierki, po czym przeszedłem przez nią i zszedłem po pergoli. Szybko przebiegłem do bramy. Jak zawsze odwróciłem się w stronę jej domu i pomachałem Laurze, a ona robiła to samo. Później weszła do pokoju. Przedostałem się przez ogordzenie i szedłem w kierunku mojego domu.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Podoba wam się rozdział? Według mnie początek jest nudny, ale końcówka już jest ciekawsza i fajniejsza. Relacje Raury zaczynją się coraz bardziej pogłębiać, co pewnie was cieszy. Jednak nie zapominajcie o Jake'u, który troszeczkę zamiesza. Więcej wam nie zdradzę.
Już zostało tylko 5 dni do świąt. Jak ten czas szybko zleciał. Nareszcie będzie wolne od szkoły. Zresztą przez te dwa dni nie będę miała lekcji, bo w poniedziałek jadę na lodowisko, a we wtorek jest Wigilia szkolna, więc tak jakby mam trochę więcej wolnego.
Do napisania!!!

Komentujesz = Motywujesz

sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 19

"She said I'm outta my head I'm going outta my mind and when I'm out on the edge will you save me?" ~ "Powiedziała: ,,Zawróciłeś w mojej głowie, odchodzę od rozumu, czy jeśli znajdę się na krawędzi zechcesz mnie uratować?''" - All Night

~Los Angeles, 13.07.2015r.~
                                                             ★Laura★

Siedzę w altance i słucham piosenek R5. Ściągnęłam je rano na telefon i teraz cały czas chodzą mi po głowie. Bardzo szybko zapamiętałam, niektóre fragmenty. Jak na razie moimi ulubionymi są ,,Pass Me By" i ,,One Last Dance". Mogłabym tak wymieniać aż skończyłyby się ich piosenki. Polubiłam ich bardzo dużo. Coś mi się wydaje, że R5 jest moim ulubionym zespołem. Nie ze względu, że grają w nim moi przyjaciele lecz z powodu, że ich utwory są świetne. Szybko wpadają w ucho. Ciekawe, czy Ross był wczoraj u mnie? Zasnęłam, więc nie wiem. Może był. Często mówił, że może przyjdzie i robił to. Tym razem też mógł tak zrobić. Chociaż po nim, to nigdy nic nie wiadomo. On jest bardzo nieprzewidywalny. Jak na początku te nasze potajmne spotkania były czymś innym i niecodzinnym, tak teraz już się do tego przyzwyczaiłam i polubiłam to, a szczególnie leżenie pod gwiazdami. To jest już taka nasza mała tradycja. Znam Rossa dopiero dwa tygodnie, a czuję się jakbym znała o wiele dłużej. On bardzo szybko zdobył moje zaufanie. Już po paru spotkaniach stał się moim najlpeszym przyjacielem. Nawet z Rydel tak się nie zadaję jak z nim. Chyba wolę towarzystwo chłopaków. Rossowi bardzo łatwo mi się zwierza. Może dlatego, że zawsze mnie wysłucha do końca i nie przerywa? Naprawdę bardzo się z nim zżyłam. Nie przypuszczałam, że w ciągu dwóch tygodni można tak się do kogoś przywiązać. To jest zaskakujące i niezywkłe. Gdybym nie poznała Lynchów to moje życie byłoby nudne, a tak jest wesołe i pełne barw. Ten weekend był naprawdę bardzo udany. Cieszę się, że spędziłam go z moimi przyjaciółmi. Z moich myśli wybudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Jacob. Odebrałam i przułożyłam telefon do ucha.
  - Hej Jake. - przywitałam się wesoło.
  - Hej Laura. Masz może jakieś plany na to popołudnie? - spytał.
  - Nie mam nic zaplanowane, więc wcisnę cię w mój grafik. - zaśmiałam się.
  - Okay, to może spotkamy się o 16:30, jak zawsze w parku przy fontannie ?
  - Dobrze, jesteś już po pracy?
  - Już za chwilę kończę.
  - Aha, to do zobaczenia.
  - Do zobaczenia za 20 minut. - odpowiedział Jake i rozłączył się. No to mam już co robić w dzisiejsze popołudnie. Muszę się trochę ogarnąć. Wstałam z ławki i poszłam do domu. Udałam się do swojego pokoju i weszłam do łazienki. Uznałam, że przebierać się nie muszę, bo jest dobrze tak jak jest. Mianowicie byłam ubrana w białe spodnie i beżowy top crop, a na to zwiewny sweterek w takim samym kolorze, co spodnie. Rozczesałam włosy i jak zawsze pozostawiłam je rozpuszczone. Pomalowałam jeszcze rzęsy, a na usta nałożyłam różowy błyszczyk. Popsikałam się jeszcze moimi ulubionymi perfumami. Przejrzałam się w lustrze. Dobrze wyglądam. Jestem gotowa. Wyszłam ze swojego pokoju i udałam się na dół do kuchni. Powiedziałam Natalie, że wychodzę na spotkanie z Jake'iem i opuściłam dom. Jechać taksówką czy samochodem? Tym razem postawię na bezpłatny przejazd. Zawołałam szofera, po czym wsiedliśmy do auta. Podałam mu kierunek i odjechaliśmy. Jake coraz częściej chce się ze mną spotykać. W sumie mi to nie przeszkadza, bo przecież jest moim przyjacielem. Chociaż z Rossem widzę się codziennie. Ciekawe, czy dzisiaj przyjdzie? Pewnie tak, bo wczoraj może nie był. Dowiem się tego, gdy mnie odwiedzi. Szczerze? To cieszę się, że spotkam się z Jake'iem sam na sam, bo niezbyt polubiłam towarzystwo jego przyjaciół. Oczywiście nic do nich nie mam, ale jakoś nie czuję się przy nich pewnie. To nie to samo, co przy Lynchach. W ich towarzystwie jestem po prostu sobą. Spojrzałam w okno. Patrzyłam na wszystko, co mijaliśmy. Teraz ten widok już nie robi na mnie takiego wrażenia, jak za pierwszym razem. Już przyzwyczaiłam się do tego miasta. Prawie codziennie przebywam tą drogę, bo albo idę do Lynchów, albo do parku. Jednak Los Angeles ma swój osobisty urok. To nie to samo, co Londyn. Zdecydowanie wolę mieszkać tutaj niż tam. Te dwa miasta bardzo się od siebie różnią. W Londynie bardzo często padało, ale można było do tego przywyknąć, zaś w LA ciągle jest słonecznie. Jeśli chodzi o wygląd to oba są piękne i w każdym coś się wyróżna. Jednak to miasto lubię szczególnie dlatego, że tutaj poznałam przyjaciół. To jest najlpesze, co mnie w życiu spotkało. Przyjaźń to piękne uczucie, o które trzeba dbać i pielęgonować. Kocham przebywać w towarzystwie osób, które są mi bliskie, bo wtedy jestem szczęśliwa. Przyjemne jest też to, że moja obecnośc raduje innych. Nie wyobrażam sobie, żebym teraz miała z powrotem przeprowadzić się do Londynu. Nie mogłabym tego zrobić, bo wtedy odebrani zostaliby mi moi przyjaciele, a bez nich moje życie byłoby puste i nudne. Jak na razie to spełniło się moje jedno marzenie, czyli przyjaźń. Teraz chciałabym poznać smak miłości. Jestem ciekawa jak to naprawdę jest. Pewnie w książkach jest inaczej niż w rzeczywistości. Życie to nietety nie jest bajka. Ktoś jednak mógłby uznać, że moje takie jest. Jednak chyba nikt nie żyje jak w książkach. Życie to jedno wielkie pasmo sukcesów i porażek, smutków i radości, miłości i nienawiści. Czasami los rzuca nam kłody pod nogi, ale również pomaga nam się podnieść. Jednak w tym potrzeba trochę własnej inicjatywy. Bez naszych chęci nie zdobędzie się tego, czego pragniemy. Aby nasze marzenia się ziściły należy trochę im pomóc. No w końcu chcieć to móc, a móc to chcieć.
  - Panienko już dojechaliśmy na miejsce. - odezwał się szofer i wybudził mnie tym z moich przemyślań. Rzeczywiście stoimy przed parkiem. Nawet nie zorientowałam się, że już jesteśmy.
  - Dziękuję za podwózkę. - odpowiedziałam.
  - To moja powinność. - odparł, a ja wysiadłam z samochodu. Rozejrzałam się dookoła, ale nigdzie nie zobaczyłam Jake'a. Może jeszcze jest w pracy. Zresztą mieliśmy się spotakć przy fontannie. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i włączyłam go. Była 16:25, czyli jeszcze mam 5 minut w zapasie. Z powrotem schowałam przedmiot. Zaczęłam iść trochę szybkim krokiem, jakby Jake już był na miejscu. Gdy dotarłam do fontanny, nie zauważyłam go nigdzie. Pewnie zaraz przyjdzie. Zresztą, gdyby nie mógł to zadzwoniłby do mnie. Usiadłam na murku i nadal rozglądałam się po parku. Jednak z marnym skutkiem. Włączyłam telefon. 16:30. Zaczęłam się trochę niecierpliwić.
  - O cześć Lau. - usłyszałam bardzo znajomy dla mnie głos. Należał on nie do kogo innego, jak do Rossa, którego zauważyłam przed sobą. Uśmiechał się.
  - Hej Ross. - odpowiedziałam i odwzajemniłam jego gest. - Co ty tutaj robisz? - spytałam, wstając z murku fontanny.
  - Ot tak przyszedłem do parku, ale też, żeby trochę pobyć w samotności, bo u mnie nie za bardzo się da. A ty po co tutaj przyszłaś?
  - Mam się tutaj spotakć z Jake'iem. Właściwie to już powinien tu być.
  - Wystawił cię do wiatru?
  - Nie, on taki nie jest. Uprzedziłby mnie, gdyby nie mógł się spotkać. Zresztą dzwonił do mnie pół godziny wcześniej, więc raczej nic mu nie wypadło i pewnie przyjdzie.
  - Wiesz, jakby, co to możemy gdzieś razem pójść, gdy on się nie zajwi. - uśmiechnął się.
  - No jeśli tak będzie, to okay.
  - Jednak się zjawi. - usłyszałam głos Jacoba wydobywający się z tyłu mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam go.
  - O cześć Jake. - przywitałam się.
  - Cześć Laura. - uśmiechnął się. - Kto to jest? - spytał wskazując skinieniem głowy na Rossa.
  - Jestem Ross Lynch, przyjaciel Laury. - odezwał się blondyn i wyciągnął prze siebie dłoń. Jednak w jego głosie nie usłyszałam życzliwości.
  - Jacob Johnson, również przyjaciel Laury. - odpowiedział szatyn i uścisnęli sobie dłonie. Zapanowała pomiędzy nami trochę nieprzyjemna atmosfera. Jeszcze nigdy nie byłam w takiej sytuacji i to jest dla mnie nowość.
  - Może już pójdziemy Lau? - spytał Jake, a ja już miałam odpwiedzieć, ze dobrz, ale wyprzedził mnie Ross.
  - A może chcesz iść ze mną, bo on się spóźnił. - odparł blondyn.
  - To ja się z nią umówiłem, więc spadaj.
  - Tak, ale się spóźniłeś. Nie wiesz, że to nie miło tak robić?
  - Nie będziesz mi mówił, co jest dobre, a co złe, bo sam wiem to najlepiej.
  - Ja cię pouczać nie będę tylko mówię, że spóźnianie się jest nie w porządku. Laura przecież mogła sobie pomyśleć, że ją wystawiłeś.
  - Nie zrobiłbym tego. Umów się z Laurą kiedy indziej, a nie będziesz mi teraz rozwalał mojego spotaknia.
  - A może ona wcale nie chce z tobą iść?
  - Chłopaki nie kłóćcie się. - odezwałam się. Jednak oni nadal mierzyli się wzrokiem.
  - Dobrze, ale najpierw powiedz Lynchowi, że idziesz ze mną, bo on nie może przyjąć tego do świadomości.
  - Umiem to przyjąć Johnson. - prychnął Ross. Muszę to jakoś skończyć, bo nie mam zamiaru słuchać ich kłótni. W sumie to przyjemne, że się o mnie sprzeczają.
  - Z kim chcesz spędzić ten czas ze mną, czy z nim? - spytał Jake. Zastanowiłam się chwilę. Nie wiem, którego mam wybrać.
  - Okay, skoro tacy oboje jesteście to nie idę z nikim. Tak będzie najlepiej, a wy nie będziecie się spierać. - odpowiedziałam.
  - Przecież się umówiliśmy. - odparł szatyn.
  - No to co z tego? Spotkamy się kiedy indziej, a teraz muszę już iść. - odpowiedziałam i odwróciłam się. Ruszyłam przed siebie.
  - Dzięki, że zniszczyłeś mi sptaknie, Lynch. - powiedział złym głosem Jacob.
  - Nie ma za co. - odparł Ross. Mogę się założyć, że się uśmiechnął. Mówili coś jeszcze, ale przez to, że się od nich oddalałam, nie słyszałam, co mówią. Zresztą nie chcę ich podsłuchiwać. Chociaż to było fajne, że się o mnie kłócili. W sumie to pierwszy raz się widzą. Jednak nie spodziewałam się, że Ross będzie się spierał. Prędzej myślałam, że odejdzie. Oboje byli o mnie zazdrośni? Na to wygląda, że tak. Jednak nie wiem, co czuli naprawdę. Zapytam o to Rossa, gdy do mnie przyjdzie. Ciekawe, co na to odpowie? Z takimi myślami wyszłam z parku. Nie chce mi się jechać taksówką. Trochę ruchu mi nie zaszkodzi. Zresztą mogę się przejść. Nie spieszyłam się. Szłam wolnym krokiem. Po 15 minutach dotarłam do domu. Udałam się do kuchni.
  - Cześć Natalie. - odezwałam się.
  - Cześć Laura. Tak szybko wróciłaś ze spotaknia?
  - Tak wyszło.
  - Dobrze, nie będę wnikać w szczegóły. - uśmiechnęła się.
  - To ja pójdę już do siebie. - odparłam, na co kobieta skinęła głową, a ja wyszłam z kuchni. Poszłam na górę do swojego pokoju. Udałam się na balkon i usiadłam na drewnianym krześle. Patrzyłam na ogród, który się przede mną rozpościerał. Po kilku minutach usłyszałam pukanie do moich drzwi.
  - Proszę. - odezwałam się i odwróciłam w stronę wejścia, w którym stał Jake. - Jake? Co ty tutaj robisz? - spytałam i wstałam z krzesła, aby do niego podejść.
  - Przyszedłem cię przeprosić. Trochę głupio wyszło z tą kłótnią. Nie potrzebnie ją podsycałem.
  - Nie musiałeś przepraszać. - uśmiechnęłam się.
  - Oj tam wolałem to zrobić w razie wypadku, że się na mnie obraziłaś.
  - Ja się nie obrażam o byle co.
  - Mniejsza o tą kłótnię. Skoro już do ciebie przyszedłem to możemy poprowadzić nasze spotkanie tak, jak miało wyglądać.
  - Okay, usiądźmy na kanapie. - odpowiedziałam i zrobiliśmy tak. Od razu pochłonęliśmy w żywej rozmowie na różne tematy. Ogólnie mówiliśmy o wszytkim i o niczym. Tak zleciało nam pare godzin. O porze zorientowaliśmy się, gdy wyszliśmy na balokon, a zaczynało się robić ciemnawo.
  - Wiesz chyba powinieneś się już zbierać. - powiedziałam.
  - Tak, z tobą ten czas leci tak szybko. - uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam jego gest.
  - Chodźmy na dół. - odparłam i wyszliśmy z mojego pokoju. Udaliśmy się na dół, po czym wyszliśmy przed dom.
  - No to do zobaczenia. - odezwał się Jake.
  - Pa Jake. - odpowiedziałam i przytuliliśmy się na pożegnanie. Chwilę trwaliśmy w takiej pozycji, a gdy się od siebie odsunęliśmy Jacob nadal był blisko mnie. Za blisko. Spojrzał mi w oczy i po paru sekundach zaczął się do mnie zbliżać. Zaraz, zaraz, czy on chce mnie pocałować? Nie mogę do tego dopuścić. On jest moim przyjacielem. Natychmiast wyrwałam się z jego uścisku, a on patrzył na mnie zdezorientowanym wzrokiem.
  - Jake, co ty chciałeś zrobić?! - powiedziałam z wyrzutem.
  - Lau no ja... - zaciął się.
  - Chciałeś mnie pocałować?!
  - No tak, ale samo tak jakoś wyszło. - trochę się jąkał.
  - My się przecież przyjaźnimy, a przyjaciele się nie całują!
  - Laura ja... - zaczął, ale nie pozwoliłam mu skończyć.
  - Idź już Jacob. - odparłam zdecydownym głosem.
  - Obraziłaś się na mnie? - spytał niepewnie.
  - Nie wiem. Idź już. Chcę zostać sama. Muszę to wszystko przemyśleć.
  - Dobrze. - powiedział smutno i odszedł. Gdy wyszedł za baramę weszłam do środka domu i od razu pobiegłam na górę do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Jak to się mogło stać? Dlaczego Jake chciał mnie pocałować? Kierowało nim jakieś uczucie, czy może wpłynęła chwila? Co chciał przez to wyrazić? Tyle pytań, a nie znam na nie odpowiedzi. Co do jego to nic mi nie wiadomo, bo nie wiem co on wtedy myślał, ani czuł. Teraz muszę zadać jedno ważne pytanie. Czy ja chciałam, żeby mnie pocałował? Szczerze powiedziawszy to nie byłam przygotwana na taki przebieg wydarzeń, bo przecież wcześniej się nie całowałam. Zadziałam również impulsywnie i nie przemyślałam tego do końca. Jednak wolę tak, jak jest teraz. Myślę, że ten pocałunek coś, by mógł zmienić w naszej relacji. Może nawet spowodowałby rozpad przyjaźni, a tego bym nie chciała. Jednak, co jeśli Jacob coś do mnie czuje? To również by dużo zmieniło. Nawet jeśli tak, by się okazało to, czy ja czuję do niego coś więcej? Nie, raczej nie. Jednak może dzięki pocałunkowi mogłabym się tego dowiedzieć? Może mogłam pozwolić na to? Nie, przyjaciele się nie całują. Dlaczego to musi być takie trudne i pogmatwane? Sama raczej nie dojdę do jakiś głębszych wniosków. Potrzbuję to komuś opowiedzieć i poradzić się. Może Ross mi pomoże, gdy przyjdzie? Czemu nie. Jestem ciekawa, co powie. Na razie nie będę rozmyślała nad Jake'iem. Wyciągnęłam telefon z kieszeni. W tym samym momencie przyszła do mnie wiadomość od Jacoba: ,, Odezwij się do mnie Lau. Proszę." Nie będę dopisywać. Jak na razie to nie doszłam do za wiekich wniosków. Jednak będę musiała się z nim spotkać. Na to muszę się przygotować. Wzięłam słuchawki, podłączyłam do telefonu i puściłam piosenki R5. Zamknęłam oczy i całkowicie oddałam się dźwiękom muzyki. Nie myślałam o niczym. Starałam się całkowicie wyluzować. Po przesłuchaniu wszystkich utworów moich przyjaciół, a było ich sporo, wstałam z łóżka i udałam się do łazienki. Wykąpałam się i po 20 minutach wyszłam z pomieszczenia. Spojrzałam na zegar, który wskazywał godzinę 21:55, czyli niedługo może przyjść Ross. Otworzyłam drzwi balkonowe, ale zostawiłam je przymknięte. Dla zabicia czasu usiadłam na kanapie z telefonem w ręce i zaczęłam przeglądać Twittera. Po kilku minutach usłyszałam odgłos otwierania drzwi prowadzących na balkon, więc wtłączyłam telefon i spojrzałam w stronę wejścia. Oczywiście zobaczyłam Rossa.
  - Hej Lau. - odezwał się, po czym uśmiechął się do mnie.
  - Hej Ross. - odpowiedziałam i odwzajemniłam jego gest.
  - To co jak zawsze idziemy koło wierzby?
  - Tak, tylko się ubiorę. - odparłam i założyłam bluzę oraz wzięłam koc. Zgasiłam światło. - Okay możemy iść. - powiedziałam i wyszliśmy na balkon. Zeszliśmy po pergoli i udaliśmy się do wierzby. Rozłożyliśmy koc, po czym położyliśmy się na nim.
  - A tak w ogóle to przepraszam, że zepsułem ci spotkanie z Jake'iem i że się z nim posprzeczałem. - odezwał się i spojrzał mi w oczy.
  - Nie musisz mnie przepraszać. Zresztą nie popsułeś mi spotkania z nim, bo później przyszedł do mnie. - odpowiedziałam i trochę posmutniałam.
  - Aha, ale i tak na wszelki wypadek wolałem cię przeprosić. - uśmiechnął się. - Jednak widzę, że coś jest nie tak. Stało się coś? Wiesz, że mi możesz o wszystkim powiedzieć, bo ja zawsze cię wysłucham.
  - Jake on... - zacięłam się.
  - Zrobił ci coś złego?
  - Nie, on chciał mnie pocałować. - odparłam niepewnie.
  - I co pozwoliłaś mu na to?
  - Nie, bo przecież przyjaciele się nie całują. Zresztą nie byłam przygotowana na taki rozwój wydarzeń.
  - A jak do tego doszło?
  - Gdy się odsuwaliśmy do siebie po tym, jak przytuliliśmy się na pożegnanie, Jake nadal był blisko mnie i zaczął się do mnie zbliżać. Ja od razu wyrwałam mu się.
  - Dlaczego nie chciałaś zgodzić się na to?
  - Mówiłam już, że nie byłam na to przygotowana. Zresztą chciałabym przeżyć mój pierwszy pocałunek z kimś kogo kocham, a nie wiem, czy coś czuję do Jake'a. Nawet nie wiem, jak mam do tego dojść. Poradzisz mi coś?
  - Wiesz, myślę, że gdy się kogoś kocha to niezaprzeczalnie ufa się tej osobie, czuje się swobodnie w jej towarzystwie, każde spotkanie daje mnóstwo radości, a zwykłe rzeczy cieszą. Czujesz się tak przy Jake'u?
  - Nie wiem. Traktuję go jak przyjaciela i ufam mu, ale chyba nie czuję się przy nim jakoś szczególnie. Po prostu cieszę się, że ze mną jest. Jak myślisz oznacza to coś?
  - Sam nie wiem, bo każdy może inaczej odczuwać miłość.
  - No to czyli nadal nie wiem zbyt dużo. - westchnęłam. - Jak myślisz, Jake coś do mnie czuje, skoro chciał mnie pocałować?
  - Tego nie wiem, ale może tak. Chyba, że wpłynęła na niego tylko chwila. O to już musisz się jego spytać.
  - Nie zrobię tego, bo boję się co on mi odpowie. Wolę, żeby on mi to powiedział.
  - Jakbyś zaragowała, gdy gdyby coś do ciebie czuł?
  - Nie wiem, ale bałabym się o przyszłość naszej przyjaźni, bo skoro on mnie kocha, a ja jego nie, to wtedy wszystko, by się kąplikowało i mogłoby spowodować rozpad naszej relacji.
  - Jeśli naprawdę by mu na tobie zależało to nie pozwoliłby na to.
  - Ty też? - spytałam i spojrzałam mu o oczy.
  - Ja też nie chciałbym zrywać z tobą przyjaźni. - uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam jego gest.
  - To miłe.
  - A tak w ogóle to jak chciałabyś, żeby wyglądał twój pierwszy pocałunek oprócz, że z osobą, którą kochasz?
  - Wiesz jest on może trochę oklepany i z jak romansidła, ale chciałabym przeżyć swój pierwszy pocałunek w deszczu. Myślę, że on jest niezwykły i bardzo romantyczny. Nie zważa się wtedy na to, że się moknie tylko na oddawaniu pocałunków i przekazywaniu swojego uczucia drugiej osobie. Naprawę tak bym chciała. - westchnęłam.
  - Może kiedyś on się spełni. - uśmiechnął się Ross.
  - Mam nadzieję, że tak. - odwzajemniłam jego gest i spojrzałam mu w oczy. Bił od nich taki ciepły blask, że zatonęłam w jego brązowych oczach. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Jednak, jak zawsze to Ross przerwał tą chwilę. Przez moment zatęskniłam za jego spojrzeniem, ale zaraz się otrząsnęłam.
  - A ty już przeżyłeś swój pierwszy pocałunek? - spytałam.
  - Tak z moją pierwszą dziewczyną. - odpowiedział.
  - Nigdy mi o niej nic nie wspominałeś. Opowiesz mi coś o niej?
  - Okay, poznasz kolejny element mojej przeszłości.
  - Zamieniam się w słuch. - uśmiechnęłam się.
  - Spotkałem ją, gdy miałem 17 lat, a ona 16. Nazywała się Rosalie, ale większość osób mówiło do niej Rosie. Była blondynką o zielonych oczach. Była bardzo ładna, mądra, zabawna i przyjacielska. Prawie cały czas była wesoła, dlatego moje rodzeństwo ją polubiło. Z początku się przyjaźniliśmy, ale po jakimś czasie zakochaliśmy się w sobie. Baliśmy się tego sobie wyznać i to ja zrobiłem pierwszy krok i to ze sukcesem, bo zostaliśmy parą. Byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Chodziliśmy ze sobą pół roku. Niestety musiała wyprowadzić się wraz z rodzicami do Nowego Jorku. Stwierdziliśmy, że związek na odległość nie ma sensu, więc rozstaliśmy się. Po jej wyjeździe prawie codziennie się kontaktowaliśmy, ale po kilku miesiąsach przestaliśmy do siebie pisać. Tak się zakończyła nasza relacja. - skończył opowiadać.
  - Szkoda, że zerwaliście, bo nawet imiona mieliście podobne. - powiedziałam.
  - Wszyscy nam mówili, że do siebie psujemy nawet pod tym względem. - uśmiechnął się,
  - Tęskniłeś za nią, gdy wyjechała, prawda?
  - Tak, ale wraz ze straceniem kontaktu wygasało moje uczucie. To chyba nie była prawdziwa miłość, skoro tak szybko mi przeszło.
  - Więcej dziewczyn już nie miałeś?
  - Nie, Rosie była tą jedyną.
  - Nie spodziewałam się tego.
  - Dlaczego?
  - Myślałam, że taki przystojny i niezwykły chłopak miał dużo dziewczyn. - odparłam i zarumieniłam się lekko. Chciałam to ukryć, więc spojrzałam w niebo. Jest ciemno to może ich nie zauważył. Ross tylko się zaśmiał.
  - Dzięki. Dlaczego próbujesz ukryć twoje rumieńce skoro ci w nich do twarzy? - spytał, co spowodowało ich powiększenie.
  - Dziękuję. - odpowiedzałam, ale nadal na niego nie spojrzałam. Poczekałam aż one znikną.
  - Wiesz o tobie mógłbym powiedzieć to samo. Masz może swój ideał?
  - Na księca z bajki nie czekam, bo tacy nie istnieją. Nie mam wyraźnie określonego ideału. Po prostu chcę, żeby on mnie kochał, żebym czuła się przy nim jak przy nikim innym, mogła liczyć na niego w każdej sytuacji i bezwarunkowo mu ufała.
  - Myślę tak samo jak ty. - uśmiechnął się.
  - Masz jakąś dziewczynę na oku?
  - Nie, ale jak chcesz to możesz siebie zaliczyć, bo jesteś moją przyjaciółką.
  - Wiesz, miałam cię o to spytać, czy byłeś o mnie zazdrosny, gdy kłóciłeś się z Jake'iem? - spytałam, ale nie uzyskałam od razu odpowiedzi. Tak myślałam, że nie odpowie mi od razu. Dam mu chwilę czasu na przemyślenia, bo takie pytanie można dłużej rozważać. Ja pewnie też bym się dłużej zastanawiała. Jednak ja nie miałam takiej sytuacji, w której byłabym o niego zazdrosna. Może byłabym zazdrosna, gdybym poznała dziewczynę, którą lubi Ross? Chyba tak, bo wkońcu to mój przyjaciel i bałabym się, że go stracę, a na to nie pozwoliłabym.
  - Wiesz, ja sam nie wiem dlaczego zacząłem się z nim kłócić. W sumie to przecież to było wasze spotaknie, a ja nie powinienem się do tego wtrącać. To samo tak wyszło. Nie pomyślałem, gdy powiedziałem, że może ty chcesz iść ze mną, bo on się spóźnił. - odpowiedział.
  - W sumie to miałeś wtedy rację, że mogłam pomyśleć, że Jake mnie wystawił. Jednak nadal nie udzieliłeś dokładnej odpowiedzi na moje pytane, czy byłeś o mnie przez chwilę zazdrosny? - spytałam. Sama nie wiem dlaczego dalej drążyłam ten temat. Po prostu jestem tego ciekawa.
  - Nie wiem. Może trochę. - powiedział, a ja się uśmiechnęłam. - A ty dlaczego odeszłaś? Nie chciałaś wybierać z kim pójdziesz? - tym razem Ross odbił pałeczkę.
  - Nie wiedziałam, którego z was mam wybrać.
  - Teraz pomyśl. Nad kim dłużej byś się zastanawiała?
  - Nie wiem.
  - Okay, niech ci będzie, że przyjmę taką odpowiedź. - uśmiechnął się.
  - A tak w ogóle to byłeć może u mnie wczoraj w nocy? Zasnęłam, czekając na ciebie.
  - Byłem, ale właśnie ty spałaś. Nie byłaś przykryta i chciałem cię okryć, ale leżałaś na kołdrze, a nic innego nie widziałem.
  - To słodkie. - uśmiechnęłam się.
  - Po prostu nie chciałem, żebyć się przeziębiła.
  - Okay i teraz mi zimno, więc może wracajmy do pokoju?
  - Dobrze. - odpowiedział Ross i wstaliśmy z koca. Poskładaliśmy go i pobiegliśmy w kierunku balkonu, po czym weszliśmy po pergoli.
  - To już czas się pożegnać.
  - No niestety.
  - Ale jutro przyjdziesz, prawda?
  - A jak żeby inaczej? - uśmiechnął się.
  - Okay. - odparłam i przytuliśmy się na pożegnanie. W jego ramionach od razu zrobiło mi się cieplej. Jednak po chwili Ross odsunął się.
  - Pa Lau.
  - Pa Ross. - odpowiedziałam, a on zszedł po pergoli i szybko podbiegł do bramy, po czym przeszedł przez nią. Gdy był już po drugiej stronie, pomachał mi, a ja zrobiłam to samo. Jak zawsze na moich ustach widniał uśmiech. Westchnęłam, po czym weszłam do środka pokoju i zamknęłam drzwi balkonowe. Ściągnęłam bluzę i udałam się do sypialni. Położyłam się na łóżku i odwróciłam się na lewy bok. Po kilku minutach moje powieki stały się senne i zasnęłam.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Myślę, ze mi się udał i nawet podoba mi się. No to trochę się zadziało. Cieszycie się, że Laura nie pozwoliła się pocałować przez Jake'a? Pewnie tak. Jednak na taki rozwój wydarzej z Raurą niestety jeszcze musicie czekać. Szczerze? To nie miałam zbyt dużo weny, gdy pisałam ten rozdział. Testy próbne wyciągnęły ze mnie wszystkie chęci na cokolwiek. W sumie nie poszło mi chyba źle. Polski i historia były nawet proste. Oczywiście była rozprawka. Nie była ciężka, ale trochę trudno było znaleźć argumenty z literatury. Część przyrodnicza natomiast to była wielka strzelanka. Obym miała powyżej 60%. Matma nie była taka straszna. Spodziewałam się trudniejszej. Angielski podstawowy jeszcze jakoś mi poszedł, ale rozszerzony był trudny. Trzeba było napisać e-mail o prezencie, który się nie podoba. Sam temat nie był trudny, ale zapomniałam, jak jest prezent po angielsku, ale zastąpiłam go innym słówkiem. Teraz tylko pozostało mi czekać na wyniki. Trochę się rozpisałam, więc już kończę moją gadkę o testach. Ktoś je pisał?
Do napisania!!!

Komentujcie!!!

sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział 18

"Don’t you know… You changed my life, girl 'cause now I'm livin' and it feels so right." ~ "Czy nie wiesz, że zmieniłaś moje życie? Bo wreszcie żyje i to jest wspaniałe uczucie." - Crazy 4u

~Los Angeles, 12.07.2015r.~
                                                             ★Ross★

Obudziły mnie ciepłe promienie słońca. Otworzyłem oczy, ale jasność mnie trochę poraziła, więc z powrotem je zamknąłem. Po chwili ponowiłem próbę, ale uprzednio odwróciłem głowę w bok. Moje spojrzenie padło na Laurę. Była wtulona we mnie jak w misia. Nie powiem, że mi się to nie podoba, bo byłoby to kłamstwo. Tak słodko wygląda, gdy śpi. Jest taka bezronna. Na jej ustach widaniał lekki uśmiech. Ciekawe, co jej się śni skoro się uśmiecha? Napewno jest to coś przyjemnego. Przez to przyglądanie się jej poczułem, że kąciki moich ust unoszą się do góry. Dlaczego się uśmiecham? Czy to przytulanie nie wykracza poza grance przyjaźni? Zresztą wczoraj w nocy moim zdaniem za długo patrzyliśmy sobie w oczy. Wtedy przez chwlę utonąłem w jej spojrzeniu. Nie, ja nie mogę się w niej zakochać! Pod żadnym pozorem nie może do tego dojść! Nie mogę tego zrobić! Chyba za bardzo się do niej zbliżyłem. Jednak nie mogę przestać się z nią spotykać, bo polubiłem to. Sprawia mi to przyjemność. Przychodzę do niej z mojej własnej woli. Naprawdę polubiłem Laurę. Ona jest niezwykłą dziewczyną. Wątpię, żebym kiedyś spotakał inną taką samą jak ona. Laura jest miła, sympatyczna, potrafi mnie wysłuchać, nie naciska, gdy nie chcę jej czegoś powedzieć, mimo że pewnie ją to ciekawi. Jest naprawdę najlepszą przyjaciółką. Nie wiem, czy teraz mógłbym bez niej żyć. Ona po prostu weszła do mojego serca. Myślę o niej ta jakbym był w niej zakochany. Ale przyjaciel też tak może myśleć, prawda? To nic nie znaczy, że wychwalam jej zalety. Ja nic do niej nie czuję. Tylko ją lubię. Nic więcej. Po chwili usłyszałem, że ktoś otworzył klapę, więc natychmiast zamknąłem oczy. Rozróżniłem głosy wszystkich i przysłuchałem się ich rozmowie.
  - A nie mówiłam, że tu będą. - powiedziała Vanessa.
  - Jak oni słodko śpią. - odparła Rydel. Pewnie się teraz uśmiecha. Za dobrze ją znam.
  - Piękna z nich para. Szkoda, że nie są razem. - odpowiedziała Van.
  - Zrobię im zdjęcie. Będą mieli na pamiątkę. - odezwał się Riker. Tylko spróbuj wrzucić to gdzieś do sieci! Mieszkasz w tym samym domu, co ja, więc cię znajdę! Dorwę się zobaczysz! - Okay gotowe.
  - Chodźcie już, bo jeszcze się nas przestraszą, gdy się obudzą. - powiedział Ellington. Po chwili nie słyszałem już żadnych głosów. Jednak jeszcze nie otworzyłem oczu. Przeczekałem chyba z minutę i delikatnie uchyliłem powieki. Rozejrzałem się po dachu i nikogo nie zobaczyłem. Spojrzałem na Laurę. Nadal śpi i chyba nie zanosi się na to, żeby się obudziła. Gdy wstanę to pewnie już nie będzie spała. Nie będę jej w ten sposób budził. Może sama za chwilę to zrobi? Nie mam serca jej budzić, bo tak słodko wgląda, gdy śpi. Ech, o czym ja myślę?! Spojrzałem na niebo. Słońce już dawno wzeszło. Dziwię się, że nie obudziło mnie wcześniej. Szczerze powiedziawszy, to nawet przyjemnie śpi się na zewnątrz. Włuchałem się w szum oceanu. Tak, Laura miała rację, że jest to odprężający dźwięk. Ponowne spojrzałem na nią i zauwżyłem, że poruszyła się. Po chwili powoli zaczęła otwierać oczy.
  - Hej Lau. - uśmiechnąłem się, a ona spojrzała na mnie zaspanym wzrokiem.
  - Hej Ross. - odparła i przeciągnęła się lekko.
  - Jak się spało?
  - Muszę przyznać, że było przyjemnie. Jesteś dobrą poduszką. - uśmiechnęła się.
  - Dzięki. - zaśmiałem się. - Chociaż chyba traktowałaś mnie jak misia, bo mocno się we mnie wtulałaś i nadal to robisz.
  - Jesteś zarówno dobrą poduszką jak i misiem. - odparła i odsunęła się trochę ode mnie.
  - Reszta już nie śpi, bo byli tutaj i zrobili nam zdjęcie.
  - Widziałeś ich?
  - Słyszałem, bo wtedy już nie spałem. Zresztą niedawno przyszli.
  - Pewnie pokażą nam to zdjęcie i będą mówili jaka to ładna z nas para. Szczególnie to dziewczyny.
  - Masz rację. Nie unikniemy ich pytań.
  - To co wstajemy, żeby mieć ich od razu z głowy?
  - Okay. - odparłem i wstaliśmy z materaca. Laura wzięła kołdrę, a ja materac i poduszki. Otworzylśmy klapę i zeszliśmy po schodkach na hol. Weszliśmy do naszego pokoju.
  - Idź się ubrać pierwszy, bo tobie pewnie zajmie to szybciej niż mi. - powiedziała.
  - Okay, skoro tak chcesz. - odparłem. Wyciągnąłem z torby ubrania na dziś i poszedłem z nimi do łazienki. Tam wykonałem wszystkie porannne czynności.
  - Poczekać na ciebie Lau? - spytałem, gdy wyszedłem z łazienki.
  - Wiesz, wydaje mi się, że gdy wejdziemy razem do kuchni to będą coś podejrzewać. Idź sam, a ja przyjdę, jak będę już gotowa.
  - Okay. - odparłem i wyszedłem z sypialni. Udałem się na dół do kuchni. Tam siedzieli wszyscy i kończyli jeść śniadanie, co było widać, bo mieli prawie puste talerze.
&bsp; - Hej wszystkim. - odezwałem się, a oni spojrzeli na mnie. No super. Napewno nie uniknę ich pytań. Szkoda, że nie ma przy mnie Laury, bo to zazwyczaj ona najwięcej mówiła. Mogłem jedank na nią poczekać. No trudno. Biorę wszystko na klatę.
  - Hej. - odparli.
  - Co jedliście?
  - Naleśniki. Na kredensie masz gotowe. - odpowiedziała Rydel, a ja wiziąłem je i usiadłem przy stole.
  - Jak się spało z Laurą? - spytała Vanessa.
  - Nie było źle. - odparłem krótko. Pewnie i tak zaraz bądą mówili o tym, że spaliśmy na dachu.
  - Nie doszło między wami do niczego? - odezwał się Riker.
  - Nie, nic się między nami nie wydarzyło. Tylko spaliśmy przytuleni do siebie, ale to nic nie znaczy.
  - To wiemy i również to, że spaliście na dachu. Tak słodko razem wyglądaliscie. Mamy nawet waszą fotkę. - powiedziała Rydel.
  - Kto ją zrobił? - spytałem, żeby nie podejrzewali, że już nie spałem.
  - Ja i muszę przyznać, ze ładnie wyszliscie. - odparł Riker i pokazał mi telefon ze zdjęciem. Nie było ono złe.
  - Mam nadzieję, że nie udostępniłeś gdzieś tego?
  - Eee... no wiesz... - zacinał się.
  - Masz to natychmiast usunąć.
  - Nie.
  - Riker, usuń to!
  - Po co mam to robić skoro tego nigdzie nie zamieściłem? Zostawię to sobie na pamiątkę. - zaśmiał się.
  - Masz szczęście, bo gdybyś nie usunął to wtedy ja bym to zrobił.
  - Wiesz ile mielibyście polubień i komemtarzy? Zastanów się nad tym.
  - Nigdzie nie udostępniaj tego zdjęcia. - powiedziałem pewnym głosem.
  - Okay, ale nawet jeśli usuniesz mi je to kopie zpasowe mają Vanessa i Rydel.
  - Widzę, że dobrze to obmyśliliście. Jednak nigdzie tego nie dodawajcie, okay?
  - Okay. - odpowiedzieli. Po chwili do kuchni weszła Laura i momenalnie wszystkie spojrzenia trafiły na nią. Ja również na nią spojrzałem. Była ubrana w niebieską bokserkę i dżinsowe spodenki.
  - Hej wszystkim. - odezwała się i uśmiechnęła.
  - Hej. - odparliśmy.
  - Wszyscy już zjedliście śniadanie? Nic dla mnie nie zostało?
  - Pomyślałam o tobie. Na kredensie masz ostatnie naleśniki. Są jeszcze ciepłe. - odpowiedziała Rydel.
  - Okay dzięki. - odparła i wzięła je, po czym usiadła przy stole obok mnie, bo było wolne miejsce. Oczywiście nie obyło to się bez uśmiechów, które każdy posyłał sobie nawzajem. To zaczyna się robić irytujące. Ile można im mówić, że ja i Laura jesteśmy tylko przyjaciółmi? Ile razy trzeba im to powtarzać? Nas nic nie łączy. My się tylko lubimy.
  - Widzieliśmy ciebie i Rossa śpiących na dachu. Byliście do siebie przytuleni i ładnie razem wyglądaliście. - odezwała się Vanessa. No i znów się zaczyna od nowa. Tym razem jest Laura.
  - Tak? Tylko nie myślcie sobie, że jesteśmy razem, bo do niczego między nami nie doszło.
  - Napewno nic się nie zmieniło? - spytała Rydel.
  - Nic, a nic. Ja i Ross jesteśmy tylko przyjaciółmi.
  - Szkoda, bo pasujecie do siebie. - odezwał się Ellington.
  - No cóż tak bywa. - Laura wzruszyła ramionami.
  - Mówiłem wam to samo. Ile razy można wam to powtarzać? - odezwałem się.
  - Ross, my wiemy co wy mówicie, ale wy sami nie wiecie, co do siebie zaczynacie czuć. Widać to po was. Nie usprawiedliwiajcie się czasem, bo nigdy nie wiadomo kiedy miłość zagości w sercu. Ja widzę, że pomiędzy wami jest głębsze uczucie, ale do tego sami musicie dojść. My już was nie będziemy tak męczyć. Jednak zobaczycie, że mieliśmy rację. - odpowiedziała Rydel. Ja i Laura spojrzeliśmy na siebie. Zauważyłem, że była trochę zmieszna, zresztą ja też byłem. Nawet nie wiem, co mogę teraz powiedzieć. Słowa Rydel całowcie mnie zatkały. Nie, to nie może być prawda. Znowu muszę to powtórzyć, że ja i Laura jesteśmy przyjaciółmi. Nic więcej nas nie łączy. Zresztą ja nie mogę się w niej zakochać. Nie chcę bardziej cierpieć, gdy ją stracę lub jej się coś stanie przez Romwellów. Z czyjej byłoby też to winy? Z mojej. Gdyby nie to zadanie to mógłbym spojrzeć na Laurę inaczej niż jak na przyjaciółkę. Jednak nie mogę tego zrobić. Zostały mi jeszcze ponad dwa tygodnie i wszystko może wydarzyć się w tym czasie. Te dni za szybko mijają. Nim się obejrzę, a już będę musiał przyprowadzić ją Romwellom. Ja tego nie chcę. Boję się, że oni mogą zrobić jej coś złego. Dlaczego moje życe musi być tak skąplikowane?
  - To może teraz pójdźmy na plażę? - odewał się Rocky, a wszyscy się zgodzili. Posłałem mu wdzięczne spojrzenie, a on się uśmiechnął. Wstaliśmy od stołu i udaliśmy się do swoich pokoi.
  - Zrobiło się niezręcznie po tym, co powiedziała Rydel. Teraz nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. - powiedziała Laura, gdy weszliśmy do sypialni.
  - Nie myśl o tym za dużo. Czasami, gdy się za dużo rozmyśla to wszystko staje się bardziej skomplikowane i pogmatwane. - odparłem. Chociaż ja sam dużo myślę.
  - Może masz rację, ale widziałam, że ty byłeś zamyślony. Chyba się nie mylę, prawda?
  - No prawda. Te słowa i tak nic nie dały, bo nadal sądzę, że jesteśmy wyłącznie przyjaciółmi i nic poza tym.
  - Też tak myślę. Dobrze mi z tobą w przyjaźni. Jeśli zrodzi się pomiędzy nami jakieś uczucie to raczej z tym sobie jakoś poradzimy. Ważne, żebyśmy byli blisko siebie. - uśmiechnęła się.
  - Tak muszę się z tobą zgodzić. - przytaknąłem i również się uśmiechnąłem.
  - Może lepiej się szykujmy, bo jeszcze pomyślą, że nie wiadomo, co robiliśmy.
  - Tak, lepiej uniknąć ich pytań i stwierdzeń. Tym razem ty idź pierwsza się ubrać.
  - Okay. - odpowiedziała Laura. Wyciągnęła z troby bikini i weszła do łazienki. Usiadłem na łóżku. Zauważyłem, że Laura myśli podobnie jak ja. Również uważam, że dobrze jest mi z nią w przyjaźni. Nie musi się nic zmieniać. Przecież, gdy jest się parą to prawie wszystko jest takie samo, ale dochodzi tylko całowanie się. Przyjaźń i miłość są do siebie bardzo podobne. Jedno i drugie buduje się na wzajemnym zaufaniu. Z Laurą łatwo się dogadać. Jest chyba otwarta na wszystkie tematy. Gdybym mógł to powiedziałbym jej o Romwellach, ale nie mogę tego zrobić. To muszę przed nią ukrywać. Niczego nie może się domyślać tak, jak w przypadku zespołu. Jak na razie to nie nakierowałem jej na takie stwierdzenie i tak ma pozostać. Chociaż pewnie interesuje ją to dlaczego nie możemy powrócić na scenę. Wolę nie zaczynać tematu o zespole, bo może do tego punktu doprowadzić. Jednak, gdy wyjdzie cało od Romwellów to powiem jej o nich. Nie będę wtedy przed nią tego ukrywać. Pozna wtedy całą moją przeszłość. Zdecydowanie lepiej będę się czuł po tym wyznaniu. Tak było, gdy powiedziałem to mojemu rodzeństwu. Jednak wolałem, żeby żyli w nieświadomości, bo byliby bezpieczniejsi. Jednak jest tak, jak jest i tego nie zmienię.
                                                                  ~*~
                                                             ★Laura★

Wyciągnęłam z torby bikini i weszłam do łazienki. Tam ubrałam się w nie i z powrotem założyłam ubrania. Podeszłam do lustra. Wzięłam szczotkę i rozczesałam włosy. Zmyłam tusz do rzęs, który nałożyłam rano. Wolę to zrobić ja niż woda, bo wyglądałabym wtedy okropnie z czarnymi zaciekami pod oczami. Gdy uporałam się z tym, wyszłam z łazienki. Zobaczyłam, że Ross siedzi na łóżku i widocznie był zamyślony.
  - Łazienkę masz już wolną. - odezwałam się.
  - Okay. - odparł i wstał z łóżka.
  - Poczakać na ciebie?
  - Nie wiem, jak chcesz słuchać ich podejrzeń to okay.
  - Wolę ich uniknąć. - uśmiechnęłam się, a Ross wszedł do łazienki. Wzięłam ręcznik i koc, po czym wyszłam z sypialni. Zeszłam na dół do salonu, wyszłam drzwami tarasowymi na zewnątrz i poszłam do przyjaciół. Stanęłam obok dziewczyn i rozłożyłam koc, po czym położyłam się na nim.
  - Gdzie masz Rossa? Dlaczego z nim nie przyszłaś? - odezwała się Vanessa.
  - Jest w łazience i pewnie za chwilę tutaj przyjdzie. - odpowiedziałam.
  - Lau, mogę cię o coś spytać? Ale odpowiedz szczerze. - odparła Rydel.
  - Okay postaram się.
  - Naprawdę nic nie czujesz do Rossa, czy tylko się wzbraniasz przed odpowiedziedzią?
  - Delly znowu musisz poruszć ten temat? - spytałam zrezygnowanym głosem.
  - Ja po prostu chcę wiedzieć. Zresztą nie ma teraz przy nas Rossa to możesz mówić, co chcesz. Nie powiem mu o niczym. Wszystko pozostanie pomiędzy nami.
  - Już wam mówiłam, że ja i Ross tylko się przyjaźnimy. Ja nic do niego nie czuję. Tylko go lubię i mu ufam. Bardzo dobrze się z nim dogaduję i nasze stosunki są bardzo dobre. Jednak to nie znaczy, że jestem w nim zakochana.
  - Na razie może tak sądzisz, ale to pewnie się zmieni.
  - Nie wiem, może.
  - Tak w ogóle to słodko razem wyglądliście, gdy spaliście przytuleni do siebie. Chcesz to mogę ci pokazać zdjęce. - odezwała się Vanessa.
  - Okay, jestem ciekawa jak wyszłam. - odpowiedziałam, a moja siostra włączyła telefon i po chwili pokazała mi zdjęcie. Nie było takie złe. Nawet mogę przyznć, że ładnie razem wyszliśmy.
  - Urocza z was para, co nie? - uśmiechnęła się.
  - Nawet ładnie wyszliśmy. Tak w ogóle to, jak tam się spało z Rikerem? - odbiłam pałeczkę.
  - Nie było źle. W nocy dużo rozmawialiśmy, ale rano jak się obudziłam to on przytulał mnie od tyłu, bo spałam na boku. - odpowiedziała i zarumiemniła się lekko.
  - Aww... jak słodko. - powiedziłyśmy z Rydel jednocześnie, po czym się zaśmiałyśmy.
  - Nie słódcie mi tutaj. Do niczego więcej nie doszło.
  - A co było u ciebie i Ellingtona? - spytałam Rydel.
  - Obudziłam się przytulona do niego, a tak nie zasypialiśmy. Zauważyłam też, że on mi się przyglądał.
  - Kolejna para. - zaśmiała się Vanessa.
  - Zresztą ty i Ellington przyjaźnicie się już bardzo długo. Nic do niego nie poczułaś?
  - Nie, on jest moim najlpeszym przyjacielem od wielu lat i nie wiem, czy potrafiłabym spojrzeć na niego inaczej.
  - Szkoda, bo pasujecie do siebie. - uśmiechnęłam się.
  - Jako przyjaciele tak, ale nie jako para. - odparła Rydel.
  - Czyli, że każda z nas przeżyła jakąś historię rano po obudzieniu. - powiedziała Vanessa.
  - Tak, rzeczywiście. - przytaknęła blondynka i zapanowała pomiędzy nami cisza. Położyłam się wygodnie na kocu i zamknęłam oczy. Jednak po chwili podniosłam się do pozycji siedzącej i oparłam się na łokciach. Patrzyłam na ocean. Od razu moje myśli nawiedziła sytuacja z rana. Tak przyjemnie mi się spało będąc przytulona do Rossa. Teraz to miejsce na dachu jest dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowe. Jednak ciągle po głowie chodą mi słowa, które powiedziała Rydel. Dlaczego ona sądzi, że mnie i Rossa łączy głębsze uczucie? Przecież tak nie jest. Ja nic nie czuję do niego. Skąd im biorą się takie stwierdzenia. Ja i Ross już dużo razy mówiliśmy, że tylko się przyjaźnimy. Ile razy można jeszcze im to powtarzać? Chyba w nieskończoność. Chociaż pewnie skończyłoby się to, gdybyśmy byli razem. Mi z Rossem dobrze jest w przyjaźni. Nie potrzebuję niczego zmieniać. Gdy się z kimś chodzi to przecież prawie nic się nie zmiana, bo tylko dochodzi całowanie się. Miłość buduje się na zaufaniu, tak samo jak przyjaźń. To jest fundamet do uzyskania dobrej relacji. Bez niego ciężko o coś głębszego. Ja ufam Rossowi i wiem, że gdy chcę coś utrzymać w tajemnicy to on nikomu jej nie zdradzi. Gdybym znalazła się w jakiejś trudnej sytuacji to pewnie, by mi pomógł. Wiem też, że on mnie nie skrzywdzi. Jest bardzo delikatny, życzliwy, miły, romantyczny. Nie spotkałam i chyba nie poznam takiego samego chłopaka jak on. Ross jest jedyny w swoim rodzaju. Jest moim najlepszym przyjacielem. Bardzo go polubiłam. Nawet nie wiem, czy tak samo ufam Jake'owi. On jest inny. Fakt też jest uprzejmy, miły, sympatyczny, ale różni się od Rossa. Przecież dowiedziałam się, że kiedyś był taki jak jego przyjaciele, czyli pewny siebie i wyluzowany. Nie wiem, czy polubiłabym go takiego. Nie przepadam za takimi chłpakami, bo często są tacy, że tylko bawią się uczuciami dziewczyn. Jednak Jake nie jest taki i widzę tą zmianę. Jeśli go porównam do jego przyjaciół to się od ich różni. Jest bardziej opanowany i poważniejszy. Przy mnie jest wyluzowany to fakt, ale nie tak bardzo jak Justin i Max. Jestem ciekawa jaki Jacob kiedyś był. Może nadal taki jest, ale nie przy mnie? Muszę przyznać, że Jake jest intrygujący. Nie wiem w kim mogłabym się zakochać w Rossie czy w Jake'u? To też zależy od tego, jak jestem do nich przywiązana. Przy każdym z nich czuję się inaczej. Rossowi mogę powiedzieć o wszystkim i mnie zawsze zrozumie. On wie o mnie więcej niż Jake. Przy nim po prostu jestem sobą. Przy Jacobie czuję się trochę inaczej. Czasami nie wiem, czy on mnie lubi za to jaką jestem czy przez to, że jestem bogata. Przy nim odczuwam, że taka jestem, ale przy Rossie nie. Dlaczego ja mam takie wątpliwości jeśli chodzi o Jake'a? Przecież wiem o nim dużo. To jest naprawdę trudne pytanie. Trochę się wkopałam, bo zadaje się z dwoma chłopakami, którzy są przystojni, ale przy tym mili i sympatyczni. Jakbym miała wybierać to nie wiem, którego. Jak na razie to nie muszę podejmować takiej decyzji, ale raczej będę musiała. Jestem ciekawa, co jeszcze przyniesie mi los. Zauważyłam, że chłopki idą w naszym kierunku.
  - Hej dziewczyny. - odezwał się Ellington, a Rydel i Vanessa otworzyły oczy.
  - Co chcecie? - spytałam.
  - Chodźcie z nami do wody. Już długo leżycie, więc trochę się rozerwijcie i odświeżcie. - odpowiedział Rocky.
  - Nie chce mi się. - odparła Rydel i z porotem zamknęła oczy. Rocky spojrzał znacząco na Ellingtona, a ten podszedł do blondynki i szybko i zwinnie wziął ją na ręce.
  - Puść mnie Ell! - krzyknęła i zaczęła mu się wyrywać, ale brunet mocno ją trzymał.
  - Jak nie chcecie iść z własnej woli to my możemy wam w tym pomóc. - Ratliff uśmiechnął się do Rydel.
  - Okay niech wam będzie. Możesz już mnie postawić na ziemię? Sama dam radę wejść do wody.
  - Jesteś lekka, więc mogę cię zanieść.
  - Ja jestem lekka? Uważaj, bo ci uwierzę.
  - O co ci chodzi? Przecież jesteś szczupła.
  - Ty się nie znasz. - machnęła ręką. - Ale jeśli tak bardzo chcesz mnie nieś to możesz mnie zanieść, ale nie wrzucaj mnie do wody tylko postaw na brzegu, okay?
  - Dobrze. - odparł Ell i poszedł z Rydel na rękach.
  - A wy idziecie? - spytał Riker.
  - Tak. - ja i Van odpowiedziałyśmy równocześnie, po czym wstałyśmy z koca. Wszyscy udaliśmy się na brzeg. Nie chciałam od razu się cała zamoczyć lecz stopniowo wchodziłam głębiej i powoli przyswajłam się do temperatury wody. Vanessa robiła tak samo jak ja.
  - Pomogę ci w przyzwyczajniu się. - odezwał się Riker i szybko wziął moją siostrę na ręce, po czym zaczął wchodzić coraz głębiej.
  - Nie wrzucaj mnie do wody Riker! Postaw mnie! - krzyczała Vanessa, a blondyn zrobił tak jak chciała. Muszę przyzanć, że ładna z nich para. Pasują do siebie. Coś mi się wydaje, że zaczyna się coś między nimi dziać. Mam nadzieję, że będą razem i że nie będę musiała na to długo czekać. Riker jest idealny dla Vanessy.
  - Nie wchodzisz głębiej, Lau? - spytał Ross, który nawet nie wiem kiedy się koło mnie pojawił. Może cały czas stał obok?
  - Wchodzę tylko przyzwyczajam się, ale teraz chwilę się zamyśliłam. - odpowiedziałam.
  - Chodź dołączymy do reszty.
  - Okay. - uśmiechnęłam się. Ruszyliśmy, ale nie było to takie łatwe, bo dzisiaj były duże fale i ciężko się szło. Dołączyliśmy do reszty i razem z nimi wskakiwaliśmy w fale. Chłopaki, jak to oni popisywali się. Gdy nadpywała duża fala to stawali do niej tyłem, a gdy była już blisko odchylali się do tyłu i nurkowali pod nią. Oczywiście wywołała się bitwa na chlapanie i podtapianie się. Czasami ja, Rydel i Van lądowałyśmy w fali, wrzucone w nią przez jednego z chłopaków. Zdecydowanie dobrze się bawiłam. Czas płynął mi bardzo szybko i nim się obejrzałam, słońce zaczynało już powoli zachodzić, ale było jeszcze daleko od tafli wody.
  - Może zbieramy się już powoli? Słońce już zachodzi. - odezwałam się.
  - No patrzcie jak to szybko zleciało. - powiedziała Vanessa.
  - Szkoda, że musimy już jechać, bo chętnie zostałbym tu jeszcze jedną noc. - odparł Riker, a ja i Rydel spojrzałyśmy na Van i uśmiechnęłyśmy się do niej. Ona tylko przewróciła oczami.
  - Chodźcie już, bo trzeba się spakować. - odpowiedziała Rydel i udaliśmy się do domu. Każdy poszedł do wspólnych pokoi. Ja i Ross wkładaliśmy do swoich torb wszystkie rzeczy. Później pościeliliśmy łóżko.
  - Szkoda, że już wyjeżdżamy. - odezałam się.
  - Tak, chciałbym tutaj być jeszcze jeden dzień. Muszę przyznać, że był to udany weekend.
  - Dobrze się z wami bawiłam. Musimy tu jeszcze kiedyś przyjechać.
  - Dobry pomysł wszyscy pewnie się zgodzą.
  - A tak w ogóle to przyjdziesz dziś do mnie w nocy? Nie musisz jeśli jesteś zmęczony. Zresztą i tak widzieliśmy się całe dwa dni.
  - Nie wiem jeszcze. Może przyjdę. - uśmiechnął się.
  - Okay, ale jutro już będziesz, prawda?
  - Pewnie tak. Tak ci bardzo zależy na tym, żebym przyszedł?
  - Po prostu lubię twoje towarzystwo. Zresztą polubiłam te nasze spotkania. - uśmiechnęłam się.
  - Z tym muszę się z tobą zgodzić, bo ja jeż je polubiłem.
  - Może chodźmy już na dół?
  - Okay. - odpowiedział Ross. Wzięliśmy swoje troby i wyszliśmy z pokoju, po czym udaliśmy się do salonu. Tam na kanapie siedzieli już chłopaki.
  - Widzę, że wy jesteście już gotowi. - odezwał się Rocky.
  - A gdzie jest Rydel i Van? - spytałam. Usiadłam na fotelu.
  - Jeszcze się pakują. - odpowiedział Riker. - Ty jesteś od nich szybsza.
  - Długo już tu siedzicie? - powiedział Ross.
  - Może jakieś 5 minut. - odparł Ell. Po chwili do salonu weszły Rydel i Van.
  - No nareszcie się spakowałyście. - powiedział Rocky.
  - Tak, jesteśmy już gotowe, więc możemy już jechać. - odezwała się moja siostra. Wyszycy wstaliśmy i wyszliśmy z domu, a ja zamknęłam go. Wsiedliśmy do samochodów tak jak wczoraj, czyli ja i dziewczyny plus Ross w jednym, a reszta chłopaków w drugim. Gdy spakowaliśmy już wszystkie bagaże do bagażnika, odjechaliśmy. Droga powrotna mijała mi bardzo szybko, bo cały czas o czymś rozmawialiśmy. Gdy w radiu rozbrzmiało ,,Pass Me By" wszyscy zaczęliśmy śpiewać. No może nie za dobrze to określiłam. Zaczęliśmy się wydzierać na cały samochód i z pewnością słychać nas było na ulicy. W takim towarzystwie mogę spędzać każdy dzień. Nim się obejrzałam, a zarzymaliśmy się przed bramą mojego i Vanessy domu. Wszyscy wysiedliśmy z samochodów. Nawet chłopaki. Ja i Van przytuliłyśmy każdego na pożegnanie. Na sam koniec zostawiłam Rossa. Podeszłam do niego. Objął mnie w pasie, a ja zarzuciłam ręce na jego szyję. Było mi bardzo przyjemnie. Chwilę trwaliśmy w uścisku, po czym puściliśmy się.
  - To pa Lau. - powiedział i uśmiechnął się do mnie.
  - Pa Ross. - odwzajemniłam jego gest. - To widzimy się dzisiaj w nocy, czy nie?
  - Zobaczysz.
  - Okay, jakby co to będę na ciebie czekać.
  - Okay.
  - Ross idzesz? - spytał Rocky.
  - Tak, już idę. - odparł. Uśmiechnęliśmy się do siebie, a Ross wsiadł do samochodu i po chwili odjechali.
  - Jak słodko się żegnaliście. - odezwała się Vanessa.
  - Już nie mogę go przutulić?
  - Możesz, ale słodko to wyglądało z boku.
  - Chodź już do domu. - odpowiedziałam i otworzyłam bramkę. Lokaj już otworzył nam drzwi i weszłyśmy do środka. Jak zawsze udałyśmy się do kuchni.
  - Dobry wieczór Natalie. - przywitałyśmy się.
  - Dobry wieczór. Jak wam minął weekend? - spytała miło gosposia.
  - Świetnie się bawiłyśmy. - odpowiedziała Vanessa.
  - To widać po waszych uśmiechach.
  - Są może rodzice? - spytałam.
  - Nie ma ich. Pojechali do kina. - odparła kobieta, a ja przytaknęlam głową. - Zjecie kolację?
  - Tak. - odpowiedziałyśmy.
  - Na co macie ochotę?
&npsp; - Mogą być tosty. - powiedziała Vanessa, a ja się zgodziłam. Usiadłyśmy przy blacie i czekałyśmy. Po krótkim czasie kolacja była gotowa. Zjadłyśmy, po czym udałyśmy się do swoich pokoi. Wypakowałam wszystkie rzeczy z troby. Wolałam zrobić to od razu, żeby później mieć to z głowy. Gdy już się z tym uporałam, poszłam do łazienki. Wykąpałam się i umyłam włosy. Gotowa udałam się do sypialni. Położyłam się na łóżku. Wzięłam telefon do ręki i włączyłam go. Była 21:50. Poczekam na Rossa. Może do mnie przyjdzie. Nie wstałam jednak z łóżka, bo mi się nie chciało. Zresztą on i tak wchodzi do środka, więc mogę leżeć. W miarę upływu czasu moje powieki stawały się coraz cięższe aż w końcu sama nie wiem kiedy usnęłam.
~*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Uważam, że nie jest taki zły. Raura zaczyna coraz bardziej się rozwijać. Jednak nadal nie liczcie na to, że będą razem. Jak na razie to się na to nie zanosi. Musicie jeszcze poczekać. Szczerze powiedziawszy to ja też już bym chciała ich połączyć, ale idę według planu i stopniowo pogłębiam ich relacje.
Chyba zauważyłyście, że zmieniłam wygląd bloga? Podoba wam się? Mi tak. Tamten szablon już mi się znudził, więc zrobiłam nowy.
Dzisiaj jest też dla mnie ważny dzień, bo właśnie dziś mój blog ma swoją czteromiesięcznicę. Jak ten czas mi szybko zleciał. Jeszcze niedawno zaczynałam go prowadzić, a tu już minęły cztery miesiące. Dziękuję wam za każdy komentarz, wyświetlenia. To wszystko powoduje ogromny uśmiech na mojej twarzy. Może z tej okazji pojawi się 10 komentarzy? Byłoby mi bardzo miło. Liczę na was!
Do napisania!!!

Ps. Kto we wtorek zaczyna mękę z próbnymi testami? Ja się ich trochę boję, ale myślę, że nie będzie źle. Zresztą to są tylko próbne. Tymi w kwietniu bardziej się będę stresować.

sobota, 28 listopada 2015

Rozdział 17

"O północy wejdźmy na dach, by pod gołym niebem spać. I niech każdy to widzi, co znaczy szczęśliwym być tak."

Los Angeles, 11.07.2015r.~
                                                             ★Laura★

Obudził mnie nieprzyjemny dźwięk budzika. Jeszcze z zamkniętymi oczami sięgnęłam ręką na szafkę nocną i wzięłam z niej mój telefon. Niechętnie otworzyłam powieki i wyłączyłam budzik. Była 8:00. Wczoraj ustaliliśmy, że wyjdzemy o 9:00, żeby więcej czasu spędzić w domku, więc musiałam się obudzić godzinę przed. Przetarłam zaspane oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. To nie jest moja pora wstawania. Wczoraj w nocy przyszedł do mnie Ross, więc nie mogłam iść szybciej spać, żeby być lepiej wyspana. Jednak nie żałuję, że on u mnie był. Bardziej mnie to cieszy, bo myślałam, że się nie pojawi. Jednak Ross potrafi mnie zaskakiwać. Od początku to robił. Okay już pora się ogarnąć do wyjścia. Wstałam z łóżka i udałam się do garderoby. Co by tu ubrać? Po namyśle wybrałam żółtą, letnią sukienkę, która będzie pasowała mi do bikini. Zresztą to jest ulubiony kolor Rossa. Poszłam z nią do łazienki. Wzięłam lekki prysznic, żeby trochę się ożeźwić. Ubrałam się i wykonałam wszystkie poranne czynności. Wyszałam z pokoju czystości i wzięłam mój telefon. Włączyłam wyświetlacz. Zobaczyłam, że jest 8:35. W sam raz, żeby jeszcze zjeść śniadanie. Wzięłam torbę z potrzebnymi rzeczami i wyszłam z pokoju. Udałam się na dół do kuchni. Tam zastałam Natalie robiącą naleśniki.
  - Dzień dobry. - przywitałam się, a ona spojrzała na mnie.
  - Dzień dobry Lauro. Wyspałaś się? - spytała miło gosposia.
  - Nie za bardzo, ale daję radę.
  - Zrobiłam już naleśniki, żebyście od razu miały je gotowe.
  - Vanessa jeszcze nie zeszła?
  - Nie, nie widziałam jej na dole, ale pewnie za chwilę się pojawi. Jak na razie masz pierwszą porcję naleśników. - powiedziała Natalie i podała mi talerz. - Smacznego.
  - Dziękuję. - uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść. Po chwili do kuchni weszła moja siostra. Była ubrana w niebieską sukienkę. Ciekawe dlaczego?
  - Dzień dobry Natalie. Hej Laura. - odezwała się i usiadła obok mnie przy blacie.
  - Dzień dobry. - odpowiedziała gosposia.
 b - Hej Van. - odparłam.
  - Widzę, że już jesz śniadanie. - zwrociła się do mnie, a ja tylko pokiwałam głową na tak.
  - Dla ciebie też już mam gotową porcję. - powiedziała Natalie i podała Van talerz z naleśnikami. - Smacznego.
  - Dziękuję. - uśmiechnęła się moja siotra i obie zajęłyśmy się jedzeniem.
  - To teraz czekamy na Lynchów. - odezwałam się, gdy skończyłyśmy.
  - No tak. Może wyjdźmy już przed dom?
  - Okay, czemu nie. - odparłam i wstałyśmy z krzeseł.
  - Bawcie się dobrze. Kazałam wypełnić lodówkę i szafki tym co lubicie, więc głodni nie będziecie. - powiedziała gosposia.
  - Dziękujemy. - odpowiedziałyśmy i wyszłyśmy z kuchni. Udałyśmy się do korytarza, żeby ubrać buty i wyszłyśmyz domu. Sprawdziłam godznię na telefonie i była 8:54.
  - Może chodźmy usiąść na tarasie, bo nie chce mi się stać. - zaporponowałam, a Vanessa się zgodziła i poszłyśmy na tył domu. Usiadłyśmy na leżakach.
  - Dlaczego ubrałaś niebieską sukienkę? Czyżby dla Rikera? - spytałam i poruszałam znacząco brwiami.
  - Co? Nie. Po prostu lubię ten kolor, a że to jest ulubiony Rikera to mnie to nie obchodzi. Zresztą ty ubrałaś się dla Rossa? - tym razem ona odbiła paleczkę.
  - Może trochę o nim pomyślałam. Nie rób sobie nadzieji, że jestem w nim zakochana, bo tak nie jest.
  - Okay załóżmy, że ci wierzę, ale i tak wiem swoje. - uśmiechnęła się.
  - Ja przynajmniej się przyzanałam, że o nim pomyślałam ubierając się, a ty boisz się tego powiedzieć.
  - Nie myślałam o Rikerze.
  - Dobra, dobra, ja i tak wiem swoje. - powiedziałam jej własne słowa.
  - Zmieńmy temat, bo wiem, że ty możesz tak ciągnąć bardzo długo.
  - No fakt mogę.
  - Ross był wczoraj u ciebie? - spytała i uśmiechnęła się.
  - Był. Jak zawsze przyszedł po dziesiątej.
  - I pewnie leżeliście sobie koło wierzby i oglądaliście gwiadzy, prawda?
  - No tak, a co widziałaś nas?
  - Nie, ale domyśliłam się. To jest takie romantyczne, bo Ross wchodzi pokryjomu do twojego pokoju po pergoli, a później rozmawicie pod gwiazdami. Fajne są takie spotkania. Sama bym tak chciała, ale nie będę od was tego odgapiać.
  - I dobrze, bo to jest już nasza tradycja.
  - I właśnie przez te wasze spotkania zakochacie się w sobie. Ja to przeczuwam. Nie wiem kiedy to się stanie, ale z pewnością się wydarzy. - uśmiechnęła się.
  - Przyjaźnię się jeszcze przecież z Jake'iem.
  - Wiem, ale tak jak ci mówiłam, że ja jestem za Raurą.
  - Oj Van, ty i ta twoja wyobraźnia. - zaśmiałam się.
  - Jaka wyobraźnia? Ja mówię na serio. Jeśli coś poczujesz do Rossa to w pierwszej kolejności mi o tym mówisz, okay?
  - Okay, ale nie wiem czy to się stanie, bo my się tylko przyjaźnimy.
  - Ja i tak liczę na coś więcej. Zresztą dzisiaj razem śpicie.
  - Ty i Riker też. Nie, żeby coś, ale pasujecie do siebie. - uśmiechnęłam się.
  - Co? Weź przestań!
  - Co przestań? Przecież przed chwilą ty łączyłaś mnie z Rossem. Fajnie to tak?
  - Ja przynajmniej przypuszczałam nieuniknione. - zaśmiała się, a ja tylko przewróciłam oczami. Po chwili usłyszałam, że jakiś samochód zatrzymuje się przed bramą.
  - Już przyjechali. Chodźmy już. - odparłam i wstałyśmy z leżaków. Poszłyśmy w kierunku bramy. Tak to byli Lynchowie. Z aut wysiedli Ross i Riker i gdy nas zobaczyli pomachali nam, a my zrobiłyśmy to samo. Po chwili podeszłyśmy do nich.
  - Hej dzieczyny. - odezwali się i uśmiechnęli.
  - Hej chłopaki. - odpowiedziałyśmy.
  - I co gotowe już jesteście do wyjazdu? - spytał Ross.
  - Tak. Czekamy na was już od jakiś 5 minut. - odparłam.
  - Kto z kim jedzie? - odezwała się Vanessa.
  - Wy jedziecie razem z Rossem i Rydel, a ja z Rocky'm i Ellingtonem. - odpowiedział Riker.
  - Dajcie swoje troby, bo musimy je spakować do bagażnika. - powiedział Ross i wziął je od nas, po czym włożył do samochodu.
  - Okay to wy wsiadajcie i jedziemy. To wy wskazujecie nam drogę, bo my nie wiemy, jak mamy jechać. - odparł starszy blondyn.
  - Okay. - odpowiedziałśmy, a z samochodu wyszła Rydel.
  - Hej dziewczyny. - odezwała się.
  - Hej Delly. - odparłyśmy i przytuliłyśmy się na powitanie.
  - Jak chcecie siedzieć? - spytała.
  - Mi to obojęne. - odpowiedziała Vanessa.
  - To ja mam pomysł. Ja i Van z tyłu, a Laura z przodu, co wy na to?
  - Okay. - przytaknęłyśmy i wszyscy wsiedliśmy do samochodu. Po chwili odjechaliśmy. Ciekawe dlaczego ja siedzę akurat z przodu? No bardzo mnie to zastanawia. Hmmm... może dlatego, żebym była obok Rossa? Tak, to chyba dlatego. Moje przemyślania doprowadziły do tego, że lekko się uśmiechnęłam.
  - Ross, jak się czujesz tak otoczony przez trzy dziewczyny? - odezwzła się Rydel.
  - Nie przeszkadza mi to.
  - A chyba szczególnie taka jedna, co nie? - powiedziała Vanessa i wiem, że się teraz uśmiecha i że chodziło jej o mnie.
  - Nie wiem o kogo wam chodzi. - odparł Ross, ale pewnie się z nimi droczył, bo był uśmiechnięty.
  - Tak jasne. Przecież wiesz, że chodzi nam o Laurę. - odpowiedziała Rydel.
  - Tak? Jakoś się nie domyśliłem. - zaśmiał się.
  - Ładnie ona dziś wyglada, co? - spytała Vanessa, a ja spojrzałam na Rossa.
  - Żółta sukinka, czyli w twoim ulubionym kolorze. - dodała od razu blondynka.
  - No ładnie wygląda. - blonyn spojrzał na mnie i uśmiechnął się, a ja idwzajemniłam jego gest. Poczułam też, że lekko się zarumieniłam. Szybko spojrzałam w okno. Mam nadzieję, że on tego nie widział. Zresztą, dlaczego ja się czerwienię? Chyba dlatego, że nie czuję się za dobrze, gdy dziewczyny tak o nas mówią. O co im chodzi? Przecież ja i Ross tylko się przyjaźnimy i nic więcej.
  - Aww... jak słodko. Ładna z was para. - powiedziała Rydel.
  - Dziewczyny możecie już skończyć ten temat? - spytałam.
  - Popieram Laurę. - dodał Ross.
  - Okay, niech wam będzie, ale my tutaj liczymy na Raurę. - odparła moj siostra i zaśmiała się razem z Rydel.
  - Ech dziewczyny, ale wy fantazjujecie. - odpowiedział blondyn. Po chwili usłyszałam znajomą mi już piosenkę, której nadal nie znam tytułu, ani wykonawcy. Spojrzałam na Rossa i zauważyłam, że uśmiech zniknął mu z twarzy. Zerknęłam też na tył i Rydel zareagwała tak samo. Co się z nimi dzieje?
  - O znowu ta piosenka. Bardzo często, gdy jestem w samochodzie to ją słyszę. - odezwałam się. - Rydel znasz ją może? - spytałam.
  - Kojarzę ją, ale nie zanam wykonawcy. - odpowiedzała trochę poddenerwowanym głosem.
  - Szkoda, bo mi się spodobała. - odparłam i wsłuchałam się w utwór. Znow sądzę, że skądś kojarzę ten głos. Chyba, że znów mi się wydaje. Ale drugi raz? Nie. Jeszcze bardziej skupiłam się na piosence. Ten ton jest podobny do... Rossa? Nie. To nie może być on, ale głosowo jest podobny. Ale Ross przecież nie jest piosenkarzem. Chyba, że o tym nie wiem. Chociaż wyróżnia się też w tej piosence głos Rikera? Oni nie śpiewają. Pewnie mi się wydaje, ale te głosy są łudząco podobne. Sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Spytam o to Rossa w nocy. Może mi odpowie, a jeśli nie to może oznaczać, że moje przypuszenia są słuszne. Zobaczymy. Gdy piosenka się skończyła zauważyłam, że Rossowi i Rydel trochę ulżyło. Coś mi się wydaje, że oni coś ukrywają. Tylko co to może być? Reszta drogi upłynęła bardzo szybko, bo cały czas o czymś rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Atmosfera była bardzo wesoła. Po godzinie dojechaliśmy na miejsce. Gdy zobaczyłam nasz domek to trochę się nim zachwyciłam, bo dawno go nie widziałam, a jest piękny.
  - Wow. Tak waszym zdaniem wygląda domek? On jest rozmiarów przeciętego domu. - odezwała się Rydel.
  - Chociaż nie ma co się dziwić, bo wasz dom jest większy od tego. - powiedział Ross.
  - Tak to prawda. - przytaknęła Vanessa.
  - Bardzo mi się podoba. Chciałabym w takim mieszkać. Chociaż nic nie mam do własnego domu. - odparła blondynka.
  - Pewnie w środku też jest duży, co nie? - spytała.
&nbso; - Tak, ale mniejszy od naszego. - odpowiedziałam i wysiedliśmy z samochodu. Po chwili przyjechali chłopaki i wszyscy razem weszliśmy do środka domu. Pierwszy ukazał się salon.
  - Wow, ale piękny salon. - odezwała się Rydel, która znów nie ukrywała podziwu.
  - Od razu ustalamy kto gdzie śpi? - spytałam.
  - Chyba lepiej to od razu zrobić. - odparł Ross.
  - To może zrobimy tak, że ja i Lau idziemy do swoich pokoi, Rydel i Ellington do sypialni naszych rodziców, a Rocky do pokoju gościnnego, co wy na to? - zaproponowała Vanessa, a każdy się zgodził. - To chodźcie wszyscy na górę. Chociaż nie, Rocky ma sypialnię na dole. Później ci ją pokażę, okay?
  - Okay. - przytaknął brunet i udaliśmy się na piętro.
  - To teraz Rydel i Ell wy idziecie prosto. - wskazałam na drzwi do sypialni rodziców. - A ty Ross chodź ze mną. - powiedziałam i skręciliśmy w lewo. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka mojej sypialni.
  - Wow. - odezwał się Ross. Sama byłam trochę pod wrażeniem, bo dawno nie widziałam tego pokoju. Ściana na wprost drzwi była cała przeszklona, a widok rozpościerał się na ocean. Wieczorem widać zachód słońca. Po lewej stronie stało dwuosobowe łóżko, a obok szafka nocna. Po prawej była duża, biała szafa. Całe pomieszczene było pomalowane na błękitny kolor. Bardzo podobał mi się ten pokój. Szkoda, że jestem w nim tak żadko.
  - Tak wiem to jest piękna sypialnia. - odparłam i nadal wszystko lustrowałam wzrokiem.
  - To co dziś w nocy jak zawsze wychodzimy na zewnątrz?
  - No jasne, że tak.
  - Gdzie? Na plażę?
  - Zobaczysz. - uśmiechnęłam się.
  - Okay, jestem ciekawy co wymyśliłaś. - odwzajemnił mój gest. Po chwili do pokoju weszła Vanessa.
  - Idziecie na plażę? - spytała.
  - Tak. - odpowiedzieliśmy.
  - To super, gdy będziecie gotowi to idzcie od razu na plażę.
  - Okay. - odparliśmy, a moja siostra wyszła.
  - To ty idź pierwsza do łazienki. - powiedział Ross.
  - Okay. - przytaknęłam i wyjęłam z torby bikini. Poszłam z nim do łazienki i tam ubrałam się w nie. Sprawdziłam jeszcze wygląd w lustrze. Jest dobrze. Po chwili wyszłam z pomieszczenia. - Poczekam na ciebie.
  - Okay. - odparł blondyn. Wyciągnęłam z torby koc, ręcznik i krem z filtrem. Przebieranie się nie zajęło mu dużo czasu, bo po kilku minutach był gotowy. Był w samych kąpielówkach, a mój wzrok powędrował na jego umięśniony tors. Lekko przygryzłam dolną wargęi nadal na niego patrzyłam. Mimo, że widziałam go już dwa razy bez koszulki to nadal jego ciało mnie onieśmiela.
  - Lau idziesz, bo tak stoisz i patrzysz na mnie. - uśmiechnął się, a ja zarumienim się lekko. Jednak zaraz spuściłam głowę i zasłoniłam twarz włosami.
  - Tak idę. - odparłam i szybko podeszłam do drzwi, po czym otworzyłam je. Gdy byliśmy na schodach Ross zrównał się ze mną.
  - Dlaczego zasłaniasz się włosami. Ładnie ci w rumieńcach. - powiedził, po czym się uśmiechnął. Jego słowa spowodowały, że moje policzki stały się bardziej czerwone. Nie spojrzałam na niego, ale domyślam się, że teraz się uśmiecha.
  - Dzięki. - odpowiedziałam i wyszliśmy z domu. Po przejści przez mały taras od razu był piasek. Ross poszedł do chłopaków, którzy byli już w wodzie, a ja rozścieliłam koc obok Vanessy i położyłam się.
  - I jak tam z Rossem? - spytała moja siostra.
  - A jak ma być? Jest normalnie. - odparłam.- A u ciebie i Rikera? - odgryzłam się jej.
  - Dobrze, po staremu. - powiedziała, a ja posmarowałam się kremem do opalania.
  - To teraz dziewczyny leżing, plażing, smażing. - odezwała się Rydel. Położyłam się na plecach. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się ciepłymi promieniami słonecznymi. O taki weekend mogę mieć, co tydzień. Spędzam czas z przyjaciółmi i siostrą, słoneczko grzeje, czas leci szybko i przyjemnie. Nic tylko korzystać z takich chwil. Jednak opalanie nie zajęło nam długo, bo chłopaki wołali nas, żebyśmy weszły do wody. Z początku się opierałyśmy, ale gdy chcieli wrzucić nas do oceanu poszłyśmy z własnej woli. Świetnie się bawiliśmy. Pływaliśmy, podtapialiśmy się, chlapaliśmy, rozegraliśmy mecz siatkówki. Czas leciał nam bardzo szybko i przyjemnie i nim się obejrzeliśmy słońce zaczęło zachodzić. Postanowiliśmy, że zrobmy ognisko. Chłopaki poszli po gałęzie do pobliskiego lasu, a ja, Van i Rydel zajęłyśmy się szykowaniem jedzienia. Po niecałej godzinie ognisko zostało rozpalone i teraz siedzimy i smażymy kiełbaski. Robiło się już ciemno i trochę zimno, a ogień dawał nam zarówno światło jak i ciepło. Między nami panowała przyjemna atmosfera. U każego na twarzy widniał uśmiech.
  - Jak ten dzień szybko zleciał. - odezwał się Riker.
  - Bardzo szybko, ale miło spędzony czas zawsze płynie szybko i przyjemnie. - powiedziałam.
  - Chyba musimy częściej organizować takie weekendy. Tutaj mamy całą plażę dla siebie i nikt nas nie widzi. Taki domek nad ocenem się przydaje. - odparła Rydel i nastąpiła cisza. Nie była ona drętwa i niekomfortowa. Nie musieliśmy nic mówić, żeby wiedzieć, że ten czas jest dla nas przyjemny. Kiełbaski się pieką, ognisko strzela. Czego chcieć więcej? Te chwile muszę zapamiętać. Gdy zjedliśmy Lynchowie i Ell popatrzyli na siebie jeden po drugim. Wysyłali ku sobie takie porozumiewawcze spojrzenia. Nie miałam pojęcia, o co im chodzi.
  - Laura, Vanessa musimy wam coś powiedzieć. - zaczął poważnie Rocky. Poważny Rocky? To się nie zdarza za często. Okay w ogóle to się nie dzieje.
  - Wiecie, od początku ukrywamy przed wami ważną rzecz. - odezwał się Ross.
  - Chodzi nam o to, że my jesteśmy zespołem. - powiedział Riker.
  - Dokładniej jesteśmy R5. - dopowiedział Ell.
  - Ta piosenka, którą słyszałyście dziś w radiu to był nasz utwór ,,Pass Me By". - odparła Rydel. Wiedziałam, że to był głos Rossa. Jaka ja jestem spostrzegawcza.
  - Nie chcieliśmy wam z początku o tym mówić, bo tak samo, jak wy nie chceliśmy, żebyście lubiły nas za to, że jesteśmy sławni. - powiedział Rocky i na chwilę zapanowała cisza.
  - O to nie musieliście się martwić, ale widzę, że byliśmy w takiej samej sytuacji. - odezwała się Vanessa.
  - Dlaczego nam nie powiedzieliście tego wcześniej? - spytałam.
  - Chcieliśmy na początku was sprawdzić. Chodzi mi o to co powiedział Rocky. Na chwilę obecną nasza działalność jest zawieszona. - odparł Riker i wszyscy wyraźnie posmutnieli. Chyba mi się wydaje, że najbardziej Ross.
  - Dlaczego? - zapytała Van, a oni spojrzeli po sobie.
  - Chcieliśmy sobie odpocząć od dawania koncertów, wywiadów. Taka przerwa każdemu się przydaje. Nasza trwa już cztery miesiące. - odpowiedziała Rydel.
  - A nie chcecie wrócić z powrotem na scenę? Nie tęsknicie za tym? - tym razem ja spytałam.
  - Gdyby to było takie łatwe. - westchnął Ross.
  - Co wam to utrudnia? - powiedziała moja siostra, a oni znów spojrzeli po sobie. Co się mogło takiego stać? A wydawało mi się, że oni nie mają żadnych tajemnic, a tu proszę. Widzę, że skrywają jeszcze coś, co spowodwało ich przerwę. Co to mogło być? Musiało to być coś poważnego. Jestem ciekawa, czy to powiedzą.
  - Przykro nam, ale nie możemy wam tego powiedzieć. To jest dla nas bardzo bolesna i ciężka sprawa. - odparł Riker.
  - Dobrze, rozumiemy was. Nie musicie nam wszystkiego opowidać, jeśli nie chcecie. - odezwałam się.
  - Kiedyś wam to powiemy. - odpowiedział Ross spoglądając na mnie smutno.
  - A jakie to jest uczucie bycie sławnym i występowaniem na scienie? - spytała Vanessa. Pewnie chciała tym trochę rozładować tą atmosferę, która zrobiła się trochę ciężka.
  - To jest niezwykłe. Ta radość, satysfakcja, duma z tego co robimy to jest nie do opisania. Posiadanie fanów, którzy nie mogą się doczekać naszych koncertów, to jest bardzo fajna rzecz. To daje porządnego kopa do dalszej pracy.- odpowiedział żywo Rocky.
  - My od zawsze interesowaliśmy się muzyką. To jest dla nas drugie imię.- odezwał się Ellington.
  - Kto pisze te wszystie utwory? - zaptałam.
  - Ja i Riker, ale reszta też nam pomaga. - odparł Rocky.
  - Teraz i tak, mimo że nie występjemy to nie próżnujemy, bo tworzymy nowy album, który się pojawi, gdy z powrotem wejdziemy na scenę. - powiedział Ross.
  - To fajnie. Z pewnością go kupię. - uśmiechnęłam się.
  - Zaśpiewalibyście nam coś? - spytała Vanessa, a oni się uśmiechnęli. Zdecydowanie wolę ich wesołych niż przygnębionych. Gdy oni są radośni to ludzie dookoła tacy są, a gdy są smutni to inni też. Taki jest ich czar.
  - Okay, mamy nawet gitary. - odezwał się Rocky i razem z Rikerem i Rossem poszli do samochodu. Po chwili wrócili z instrumentami.
  - To co gramy? - spytał Riker.
  - Może ,,Pass Me By"? Laura polubiła tą piosenkę. - powiedział Ross, a ja uśmiechnęłam się do niego. On odwzajemnił mój gest. Po chwili zaczęli grać. Pierwszy śpiewał Ross. Widziałam, że to co robią sprawia im ogromną przyjemność. W oczach mieli błysk. Zdecydowanie kochają muzykę. To jest prawdziwie ognisko. Dźwięk gitar i śpiew dodaje całego klimatu.
  - To teraz może ,,Things Are Looking Up"? - spytał Rocky, gdy skończyli grać.
  - Okay. - odpowiedzieli chłopaki i zaczęli grać. Kolejna piosenka, która mi się podoba. Po powrocie do domu konicznie muszę posłuchać wszystkich ich piosenek. Coś mi się wydaje, że R5 to będzie mój ulubiony zespół. Nie tylko dlatego, że toworzą go moi przyjaciele, ale również z powodu ich muzyki. Słyszę dopiero ich drugi utwór, a już wiem, że inne też mi się spodobają. Tak właśnie spędziliśmy czas prawie do jedenastej. Ich piosenki naprawdę przypadły mi do gustu i utkwiły w pamięci, więc teraz chodzą mi po głowie.
  - Wiecie chyba już powinniśmy się zbierać, bo trochę się zasiedzieliśmy. - odezwała się Rydel.
  - Tak, ale dowiedziałyśmy się, że nasi przyjaciele to R5. - odparła Vanessa.
  - Umiemy was zaskakiwać. - uśmiechnął się Riker. Zagasiliśmy ognisko, pozbieraliśmy wszystkie rzeczy i weszliśmy do domu. Od razu każdy poszedł do wspólnych pokoi.
  - To kto idze pierwszy się kąpać? - spytałam.
  - Idź ty, ja sobie poczekam. - odpowiedział Ross.
  - Okay. - odparłam i wzięłam moją piżamę, po czym weszłam do łazienki. Nie chciałam, żeby Ross długo czekał, więc w miarę szybko się uwijałam. Po 15 minutach byłam już gotowa i wyszłam z pokoju czystości. Nie zobaczyłam nigdzie Rossa. Rozejrzałam się po wnęterzu aż zobaczyłam go na balkonie wpatrującego się w ocean. Podeszłam do niego i stanęłam obok.
  - Łazienka jest już wolna. - odezwałam się i chyba wybudziłam go tym z myśli, bo spojrzał na mnie trochę nieprzytomnym spojrzeniem.
  - Szybko się uwinęłaś. Myślałem, że dłużej ci to wszystko zajmie. - odpowiedział.
  - Nie chciałam, żebyś długo czekał.
  - Okay to ja teraz pójdę się wykąpać. - odparł i wszedł do środka pokoju, a ja zostałam na balkonie. Oparłam się o barierkę i patrzyłam na ocean, na który księżyc rzuciał swoją poświatę. Piękny widok. Wsłuchałam się w szum wody. Jest to bardzo przyjemny dźwięk. W sam raz do rozmyślań. Cieszę się z przyjazdu tutaj. Muszę zapamiętać te chwile, żeby w przyszłości je sobie przypominać. Ta wiadomość o tym, że Lynchowie i Ellington są zespołem była dla mnie zaskoczeniem. Jednak domyślałam się tego, bo rozpoznałam głos Rossa w piosence. To, że są sławni nie robi dla mnie jakieś większej różnicy. Oni nadal są moimi przyjaciółmi. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez nich. Byłoby ono puste i nudne, a oni nadali jemu barw i radości. Mimo, że znam ich tylko nicałe dwa tygodnie to czuję się jakbym znała ich o wiele więcej. Nie wiem, jak to zrobili. Nie mogę pojąć, że te niecałe dwa tygodnie temu przyjechałam do Los Angles. Minęło tak mało czasu, a już tak dużo się wydarzyło. Spełniło się moje marzenie o posiadaniu przyjaciół. Na inne też kiedyś przyjdzie pora. Czasami, żeby nasze pragnieinia się spełniły to trzeba im trochę pomóc. Kiedy one już się przydarzą to daje nam to wielkie szczęście. Ja po prostu cieszę się z tego tym kim jestem i co mam. Nie chcę się zmienić, bo taką siebie już w pełni zaakceptowałam. Najlepsza zmiana w moim życiu to była przeprowadzka tutaj. Gdyby to się nie stało to w tej chwili nie byłabym tu z moimi przyjaciółmi i siostrą. Czułam, że przyjazd do LA sporo zmieni i to okazało się prawdą. Narawdę cieszę się z tego, co mam. Czasami ludzi nie doceniają tego. Jednak takie małe rzeczy dają mnóstwo radości. Samo przebywanie z przyjaciółmi mnie uszczęśliwa, a jeszcze bardziej to, że akceptują mnie taką jaką jestem.
  - Hej Lau. - szepnął Ross, który nagle się obok mnie pojawił. Byłam taka zamyślona, że nawet nie słyszałam kiedy podszedł. Zauważyłam, że jest w samych bokserkach, co mnie ja zawsze rozpraszało.
  - Hej Ross. - odpowiedziałam również szpetem. - Czy ty nie możesz się ubrać? - spytałam trochę skrępowana.
  - Ja ta zawsze śpię, ale skoro ci to przeszkadza to mogę się ubrać, bo przygotowałem się na taki wypadek.
  - Zresztą gdy będziemy na zewnątrz to byłoby ci zimno. - odparłam i weszłam do środka.
  - A idziemy gdzieś? - spytał.
  - Tak. Możesz wziąć ten materac?
  - Okay, a po co on nam jest potrzebny?
  - Zobaczysz. - uśmiechnęłam się.
  - Zaczynasz mnie zaskakiwać.
  - No w końcu uczę się od najlepszego. - zaśmiałam się, a Ross zrobił to samo. - Ubierz się.
  - Okay. - odpowiedział, a ja podeszłam do łóżka i ściągnęłam z niego kołdrę, którą poskładałam oraz wzięłam poduszki. Wszystko wzięłam na ręce i trochę te rzeczy zasłaniały mi widoczność.
  - Pomóc ci? - spytał Ross, który był ubrany w spodnie od dresu i bluzę.
  - Nie musisz, bo ty bierzesz materac.
  - Poradzę sobie. Zresztą przy mnie nie będziesz za dużo dźwigać.
  - Okay weź te poduszki. - odpowiedziałam i dałam mu je.
  - To co teraz z tym robimy?
  - Chodź za mną. - odparłam i wyszliśmy z pokoju. Szliśmy na koniec holu i skręcikiśmy w prawo w małą wnękę. Stanęliśmy pod schodkami.
  - Gdzie ty mnie prowdzisz?
  - Nie powiem ci, bo za chwilę się dowiesz. - odpowiedziałam i weszłam po schodach, po czym otworzyłam klapę i znalazłam się na dachu domu. Po chwili Ross rówież wszedł.
  - To jest to twoje miejsce? Dach? - spytał, rozglądając się.
  - A co nie podoba ci się? - powiedziałam. Rozejrzałam się. Nad nami znajdowało się rozgwieżdżone niebo i księżyc, który jasno ,,świecił". Widać było ocean, który przyjemnie szumiał. To wszystko było bardzo piękne. Zachwyciłam się tym widokiem.
  - Nie, skąd. Podoba mi się. To miejsce jest zupełnie w twoim stylu. - uśmiechnął się.
  - Tak, specjalnie chciałam mieć takie wejście na dach, żeby patrzeć na gwiazdy.
  - Czyli nasza tradycja dzisiaj też jest utrzymana.
  - Oczywiście. Wymyśliłam to już wcześniej.
  - Ale po co nam są potrzebne te rzeczy?
  - A jak myślisz będzie nam wygodnie leżeć na gołym dachu?
  - No nie. Widać, że miałaś to zaplanowane skoro materac był już gotowy.
  - On był do spania w pokoju. Tak naprawdę to rodzice nie wiedzą, że śpimy razem. Jakby, co to każdy spał osobno.
  - Okay niczego się nie dowiedzą. Może już się rozłożymy? - spytał, a ja przytaknęlam głową. Położyliśmy materac na dachu, ułożyliśmy poduszki i kołdrę, po czym weszliśmy na nasze ,,łóżko". Było trochę mało miejsca, więc musieliśmy być bardzo blisko siebie, co mi nie przeszkadazało za bardzo, bo było mi cieplej i przyjemniej.
  - Spłeś kiedyś pod gwiazdami? - spytałam.
  - Nie, teraz będzie mój pierwszy raz. Ty już tak, prawda?
  - Tak. Zawsze, gdy tutaj przyjeżdżałam z Van i rodzicami to spałam na dachu. Czasami Vanessa też, ale rzadko. Lubiłam tak leżeć, patrzeć na gwiazdy i słuchać szumu oceanu. To mnie odprężało i usypiało.
  - Muszę przyznać, że jest tu przyjemnie.
  - A tak w ogóle to zaskoczyliście mnie tym, co dziś zdradziliście.
  - To, że jesteśmy zespołem?
  - Tak. Chociaż zaczynałam się domyślać tego, bo rozpoznałam twój głos w waszej piosence, która leciała w radiu. Gdybyście o tym nie powiedzieli to pewnie spytałabym cię teraz o to. Powiedziałbyś prawdę?
  - Nie wiem, ale chyba tak, bo to i tak w końcu by się wydało.
  - Ja nie rozumiem, co wam utrudnia powrót na scenę? - spytałam, ale nie uzyskałam od razu odpowiedzi.
  - Nie mogę ci tego zdradzić. - westchnał Ross.
  - Dlaczego?
  - Bo to jest poważna sprawa.
  - Okay, nie będę naciskać. Skoro nie chcesz to nie mów. Rozumiem.
  - To dobrze, bo myślałem, że może się na mnie obrazisz.
  - Nie zrobiłabym tego. Skoro to jest wasza rodzinna tajemnica to nie musicie mi jej zdradzać. Tak w ogóle to nie chciałbyś powrócić na scenę?
  - Chciałbym i to bardzo. Zespół to jest moje drugie życie. To jest niezwykłe, że mamy tylu fanów. Gdy widziałem jak dużo osób przychodzi na nasze koncerty to byłem naprawdę szczęśliwy i dumny z tego, co robię. Taki zespół składajacy się z członków rodziny moim zdaniem jest lepszy, bo lepiej się znamy i dogadujemy niż zespoły stworzone przez osoby, które nie są ze sobą spokrewnione. Mamy też lepszy kontakt. Kocham występować. Muzyka to moje drugie imię. - mówił to wszystko z wielkim entuzjazmem.
  - To naprawdę musi być przyjemne. Ja nie miałam kontaktu z instrumentami. Chociaż chciałabym się nauczyć grać na pianinie lub na gitarze.
  - Jakbyś chciała to mogę cię pouczyć na gitarze. - uśmiechnął się.
  - Okay, może kiedyś. - odparłam i również się uśmiechnęłam.
  - Pamiętaj, że zawsze możesz mnie o to poprosić.
  - Dobrze, zapamietam to. - powiedziałam. - Dlaczego nie napisałeś sam żadnej piosenki?
  - Nie miałem pomysłu na tekst lub melodię. Parę wersów mogę napisać, ale później często się zawieszam. Jednak melodię umiem stworzyć, bo ostatnio ją wymyśliłem, ale nie mam pomysłu na słowa. Nie pokazałem tej piosenki Rikerowi i Rocky'emu, bo sam chcę ją dokończyć. Potrzebuję tylko jakiegoś natchnienia. Nie powiesz im o tym?
  - Nie powiem, ale będę mogła jej posłuchać?
  - Okay, jak przyjdziesz do nas to mogę ci ją zagrać. - odparł i zapanowała pomiędzy nami cisza.
  - Ross, dlaczego nigdy nie mówłeś mi o waszych rodzicach? Gdzie oni właściwie są, bo nie mieszkają z wami. - zapytałam, a on westchnął. - Jak nie chcesz to nie musisz mi o tym mówić. - dopowiedziałam.
  - Mogę ci o tym powiedzieć. No w końcu jesteś moją przyjaciółką i nie musimy niczego przed sobą ukrywać.
  - To opowiadaj. Nie będę ci przerywała.
  - Zacznę może od końca, a później od początku. Nasi rodzice nie żyją. - westchnął.
  - Co? Jak to się stało? - spytałam poruszona tym, co powiedział.
  - Stało się to cztery lata temu. Nasi i rodzice Ellingtona chceli wybrać się na wakacje bez dzieci. Jednak długo się nad tym zastanawiali, bo ja i Rocky nie byliśmy jeszcze pełnoletni, ale Riker i Rydel przekonali ich. Mieli polecieć na Hawaje. Niestety przy podchodzeniu do lądowania coś stało się z silnikiem i piloci nie umieli zapnować nad samolotem. Lecieli prosto w doł na pas startowy. Gdy maszyna dotknęła ziemi, wybuchła. Nikogo nie udało się uratować. Wszyscy zginęli. - westchnął ciężko, a w jego oczach zauważyłam łzy. - Gdy się o tym dowiedzieliśmy, nie mogliśmy się z tym pogodzić. Najgorzej to przeżywali Rydel i Riker, bo to oni namówili ich na wyjazd. Ciągle pocieszaliśmy ich i mówiliśmy, że to nie ich wina i nie można było przewidzieć katastrofy. Najgorsze było to, że ja i Rocky mogliśmy trafić do domu dziecka, ale Rydel i Riker nie pozwolili na to i tak jakby oni sprawowali nad nami opiekę. Dobrze, że Ellington miał 18 lat, bo spotkałoby go to samo, a on nie ma rodzeństwa. To dla nas wszystkich były ciężkie chwile. Długo nie mogliśmy się pogodzić ze stratą rodziców. Gdy minęło pół roku byliśmy już nawet normalni. Teraz już pogodziliśmy się z tym, ale zawsze w rocznicę tego wydarzenia cierpimy. Nastąpi ona niedługo, bo 13 sierpnia, czyli za miesiąc. - skończył opowiadać i otarł łzy, które spłynęły mu po policzkach. Było mi go bardzo szkoda. Chciałabym go jakoś pocieszyć, więc przytuliłam go, a on objął mnie w pasie. Przeżyć śmierć rodziców w tak młodym wieku to jest coś okropnego. Nigdy nie chciałabym tak mieć.
  - Współczuję ci Ross. Nawet nie przypuszczałam, że wy tyle przeszliście. - odezwałam się i spojrzałam mu w oczy.
  - Skąd miałaś wiedzieć. Nikt ci o tym nie powiedział. Możemy już nie poruszać tego tematu?
  - Dobrze. - przytaknęlam. - Wiesz teraz tak mi przyszło do głowy, że smutne wydarzenia przytrafiły nam się w podobnym czasie. Ja wtedy leżałam w szpitalu w śpiącze po upadku z konia, a później rozpaczałam po tym, że nie mogę jeździć konno, a ty cierpiałeś z powodu śmierci rodziców. Jednak ty miałeś dwa razy gorzej. Nie wyobrażam sobie, żebym teraz straciła rodziców, mimo że poświęcają mi tak mało czasu.
  - Rzeczywiście masz rację. To wydarzyło się w ty samym roku, a nawet w tym samym miesiącu.
  - Gdybyśmy się wtedy zanli to pewnie pocieszalibyśmy się nawzajem.
  - Wiesz, zastanawiałem się, dlaczego my wcześniej się nie poznaliśmy, bo przecież ty tutaj przyjeżdżałaś i byliśmy w tym samym mieście.
  - Widocznie wtedy nie było nam to pisane. Jednak teraz cieszę się, że cię poznałam. - uśmiechnęłam się i spojrzałam mu w oczy.
  - Tak, ja też. - odwzajemnił mój gest i nadal nie spuszczaliśmy z siebie wzroku. Zatonęłam w jego spojrzeniu i nie wiem czemu, ale nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu. Ta chwila nie trwała długo, bo Ross spojrzał w górę, a ja zaraz zrobiłam to samo. Zapanowała pomiędzy nami cisza. Jeszcze nigdy nie patrzyliśmy sobie w oczy tak długo. Jednak zawsze Ross to przerywa i nie mam pojęcia dlaczego. Chociaż, czy przyjaciele mogą tak robić, czy to już wychodzi poza tą granicę? Nie wiem. Przyglądałam się naszym gwiazdom, które jasno świeciły. Czy to jest zbieg okoliczności, że są blisko siebie, czy może to coś oznacza?
  - Wiesz, może nadamy nazwę naszym gwiazdom? - odezwałam się.
  - Okay, a jaką? - spytał Ross, a ja zastanowiłam się chwilę.
  - Może Together Forever?
  - Dlaczego tak?
  - Bo te gwiazdy będą na zawsze razem.
  - Tak, ale czy my to już nie wiadomo.
  - No tak, ale ja nie chciałbym ciebie stracić.
  - Ja też, ale nigdy nie wiadamo, co przyniesie nam przyszłość.
  - Mam nadzieję, że będą to same dobre rzeczy.
  - Też bym tak chciał. - odpowiedział i ponownie spojrzeliśmy na gwiazdy. Wsłuchałam się w szum oceanu, który mnie odprężał. Poczułam, że moje powieki stają się senne. Ziewnęłam.
  - Komuś chce tu się spać, co? - spytał Ross.
  - Tak.
  - To trzeba się jakoś wygodnie ułożyć, bo ten materac nie jest za duży.
  - To może się do ciebie przutulę? Wtedy będzie nam też cieplej, ale również przytulnie.
  - Okay. - odparł, a ja objęłam jego tors i przysunęłam się bliżej. Ross natomiast położył swoją rękę na mojej talii, co w ogóle mi nie przeszkadzało. Biło od niego takie przyjemne ciepło. Poczułam się przy nim zupełnie bezpieczna.
  - Dobranoc Lau. - szepnął, gdy już powoli zasypiałam.
  - Dobranoc Ross. - również szepnęłam i mocniej się w niego wtuliłam. Po chwili odpłynęłam do krainy Morfeusza.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Mi tak. Jest w nim nawet sporo Raury, co pewnie was ucieszyło. Relacja Rossa i Laury caraz bardziej zaczyna się pogłębiać. Jednak przez dużo rozdziałów nie dojdzie do większych rzeczy. Musicie jeszcze poczekać na Raurę. Mam nadzieję, że jakoś to wytrzymacie, a będzie się działo.
Do napisania!!!

Komentujesz = Motywujesz