niedziela, 13 marca 2016
Kolejne LBA
Zostałam znów nominowana do LBA. Tym razem nominowały mnie: Martis Lu KLIK, Julka Lipska KLIK i lee270100 (nie wiem jak się nazywasz, ale taka nazwa wyskoczyła mi w komentarzu) KLIK. Bardzo dziękuję za nominacje.
Pytania od Martis:
1. Co sądzisz o moim blogu?
Twój blog jest świetny. Nie czytałam jeszcze bloga o wilkołakach i wampirach, więc jest oryginalny. Chcę wiedzieć co się stanie dalej.
2. Ulubiona książka?
Trylogia Niezgodnej, Kwiaty na poddaszu, Gwiazd naszych wina, Trylogia Igrzysk śmierci.
3. Jakie są twoje ulubione kwiaty?
Róże, a najbardziej lubię czerwone. Kojarzą mi się z miłością.
4. Kim chcesz być w przyszłości?
Zastanawiam się nad architektem, bo lubię rysować i mam bujną wyobraźnię.
5. Jaka była najgorsza rzecz w twoim życiu?
Jakoś nie mogę sobie czegoś przypomnieć.
6. Masz jakieś zwierzę?
Tak, mam psa.
7. W jakim kraju chciałabyś wziąć ślub?
Sama nie wiem. Chyba w Polsce, a w podróż poślubną gdzieś za granicę. :)
8. Masz rodzeństwo? - zaraz będzie, że jestem za bardzo wścibska xD
Tak, mam młodszą o 4 lata siostrę.
9. Jeżeli miałabyś wybierać, to kim chciałabyś być: aktorka czy piosenkarka i dlaczego?
Aktorką, bo nie umiem śpiewać. Zresztą występuję w przedstawieniach szkolnych, które są wystawiane dla ludzi spoza szkoły. Robię to od zerówki i to co rok. Nawet lubię występować.
10. Jakie cechy powinien posiadać twój chłopak?
Powinien być zabawny, kochany, szczery. Taki rozweselacz i romantyk w jednym.
11. Jakiej muzyki słuchasz?
Głównie pop i pop-rock. Oczywiście moim ulubionym zespołem jest R5. :)
Pytania od Julki:
1. Jakie jest twoje hobby?
Kocham pisać opowiadania, ale to jest chyba oczywiste. :) Lubię rysować i grać na gitarze.
2. Co skłoniło się do założenia bloga?
Chęć, żeby inni napisali, co sądzą o mojej pracy. Chciałam też zobaczyć jak to jest być blogerką.
3. Skąd czerpiesz wenę na kolejne rozdziały?
Wena sama do mnie przychodzi. Pomysły przychodzą nagle, np. oglądam jakiś film i wyobrażam sobie swoją wresję jakiejś sceny, a często mam tak, że siądę przy biurku i zacznę myśleć, a jakieś wydarzenia same mi się nasuwają. Czasami siądę przed kompem i od razu zacznę coś pisać, a czasami w głowie mam putkę.
4. Od kiedy jesteś na blogerze?
Od 27 grudnia 2014 roku, czyli już rok i ponad dwa miesiące.
5. Ulubiony dzień tygodnia?
Sobota, bo jest wolne od szkoły.
6. Czy masz jakieś zwierzątko? Jak tak to jakie?
Tak, mam psa, który wabi się Misiu.
7. Twoje ulubione blogi?
Moimi ulubionymi blogami były blogi Mary Jane, która niestety wszystkie trzy usunęła. Czy ktoś ją jeszcze pamięta?
Podam blogi, które są bardzo ciekawe i chętnie je czytam:
http://milosc-rosnie-powoli-raura.blogspot.com/
http://mystery-love-raura.blogspot.com/
http://hurricane-laura.blogspot.com/
http://alonetogetherstory.blogspot.com/
http://love-chase-raura.blogspot.com/
http://fallinforyour5.blogspot.com/
8. Jak masz na drugie imię?
Alicja. Mam je po cioci.
9. Gdzie chcesz mieszkać w przyszłości?
To zależy, gdzie będę pracować. Chciałabym mieszkać blisko niej, żebym nie musiała poświęcać dużo czasu na dojeżdżanie. Jeśli mam bardziej zaglębić się w marzenia to we Włoszech albo w LA lub w NY.
10. Kim chcesz zostać?
Zastanawiam się nad architektem.
11. Czy zaliczyłaś w życiu jakąś wtopę?
Chyba nie. W sumie to nie pamiętam. Ach ta skleroza. :D
12. Ulubiony zespół?
R5!!!<3 13. Co sądzisz o moim blogu?
Jest dopiero prolog i pierwszy rozdział, ale twoja historia podoba mi się i myślę, że będzie ciekawa.
14. Książka czy film? Uzasadnij swój wybór?
Książka, ponieważ mogę sobie wszystko wyobrazić. Film narzuca mi już gotwych bohterów i sceny, które są widziane przez reżysera. Czytając książkę cały przedstawiony w niej świat sama wymyślam.
Pytania od lee270100:
1. Ile czasu schodzi Ci na napisanie rozdziału? :)
Piszę rozdział po kawałku codziennie przez cały tydzień. Tak się zbiera po trochu po trochu i w końcu jest cały. Najczęściej kończę rozdziały w soboty. Jednak jeśli miałabym usiąć i napisać cały rozdział od razu, to zrobiłam to w jakieś dwie góra trzy godziny. To też zależy od tego ile mam pomysłów.
2. Piszesz rozdział najpierw na brudno i potem przepisujesz czy od razu wszystko na spontanie? :D
W moim brudnopise planuję dalsze rozdziały i piszę pojedyncze słowa, np. randka, czyjeś spotkanie itd. Z tego później tworzę rozdziały, które piszę na spontanie. Co mi przyjdzie do głowy to, to napiszę.
3. Co byś zrobiła gdybyś zobaczyła swojego idola na ulicy? Zaprosiłabyś go na randkę? XD
Zaczęłabym piszczeć i skakać z radości. Raczej nie zaprosiłabym go na randkę, ale wzięłabym autograf i pogadała chwilę.
4. Jakie są twoje 3 ulubione filmy i 2 seriale? :D
Filmy (nie są ustawione od najlepszego do najgorszego):
1. Mogą być filmy animowane? Jeśli tak to moim numerem jeden są Zaplątani! Kocham tą bajkę! Oglądałam ją już niezliczoną ilość razy i znam ją całą na pamięć od początku do końca, a dalej mi się nie nudzi. Ma po prostu w sobie to coś.
2. Gwiazd naszych wina - zawsze ryczę.
3. Piraci z Karaibów.
Seriale (mogę więcej?):
1. Austin i Ally.
2. Wspaniałe stulecie.
3. Ziemia buntowników.
4. Teen Wolf.
5. Wolisz śpiew czy taniec? Dlaczego? :D
Taniec, chociaż nie umiem za dobrze tańczyć, ale śpiewać w ogóle nie umiem. Lubię grać w grę taneczną na Xbox'a. Wtedy wczuwam się całą sobą.
6. Czy twoi bliscy wiedzą o tym, że piszesz opowiadanie?
Nie i raczej się nie dowiedzą. Boję się, że mnie nie zrozumieją.
7. Nie wstydzisz się pokazać swoje opowiadanie mamie? ;)
Wstydzę się. Zresztą nie chciałabym, żeby mama czytała to co piszę.
8. Chciałabyś nagrywać na youtubie? :)
Raczej nie. To nie jest dla mnie.
9. Jacy są twoi ulubieni youtuberzy? :D
Nie oglądam youtuberów. Oglądam to co lubię i na co mam ochotę.
10. Czego nie umiesz zrobić? :)
Rzeczy związanymi z mechaniką i tak dalej. Nie umiem też gotować. :) Potrafię zrobić tylko najprostsze rzeczy.
11. Wolisz czytać zakończone czy trwające opowiadania? Dlaczego?
Trwające, bo lubię czekać w niepewności co się stanie dalej. Czytając zakończone blogi mam już wszystko podane na tacy. Chcę też komentować czyjąś pracę na bieżąco, bo wiem, że to motywuje.
Jeszcze raz dziękuję za nominacje. Nie macie pojęcia jak bardzo się z tego cieszę. :D
Nominowani:
- Karola ~ http://nadziejana.blogspot.com/
- Julka Lipska ~ http://lasttimeraura.blogspot.com/
- Venessa Mess ~ http://ilovehimraura.blogspot.com/
- Martis Lu ~ http://raura-juststayalive.blogspot.com/
- JuLiett HS ~ http://message-harrystyles.blogspot.com/
- Zakręcona Pozytywnie ~ http://wszystko-zacznie-sie-od-nowa.blogspot.com/
- Wiktoria Martin ~ http://you-only-live-once-lauraandross.blogspot.com/
- Smile ~ http://forgetaboutyou-raura.blogspot.com/
Moje pytania:
1. Masz w planach kolejnego bloga?
2. Gdybyś mogła cofąć się w czasie, to co byś zmieniała w swoim życiu?
3. Ulubiona piosenka?
4. Grasz na jakimś instrumencie? Jeśli tak, to na jakim?
5. Jaki przedmiot szkolny lubisz, a jaki nie? Dlaczego?
6. Ulubiona bajka lub film animowany z dzieciństwa?
7. Lubisz czytać lektury szkolne?
8. Ulubiony kosmetyk?
9. Jakie 4 rzeczy zabrałabyś na bezludną wyspę?
10. Ulubiona rzecz w szafie?
11. Jak chciałabyś, żeby wyglądała twoja wymarzona randka?
To tyle ode mnie. Myślę, że jakoś wytrzymaliście do końca. :)
Macie jeszcze Julka i Maksia :D
sobota, 12 marca 2016
Rozdział 33
"But I live for the day that I’m calling you baby." ~ "Ale żyję dla dnia, kiedy będę mógł nazywać Ciebie "kochanie"." - Fallin' For You
~Los Angeles, 02.08.2015r.~
★Laura★
Idę właśnie do parku, gdzie mam się spotkać z Jake'iem. Chcę z nim zerwać. Jednak nadal nie za bardzo wiem, jak to zrobić, aby jak najmniej go to zabolało. Jednak muszę zakończyć ten związek, bo nic nie czuję do Jake'a, a kocham Rossa, z którym bardzo chciałabym być. Weszłam do parku i szłam w kierunku fontanny, gdzie mieliśmy się spotakć. Denerwuję się tym. Jeszcze nigdy nie zrywałam z chłopakiem. To jest mój pierwszy raz. Gdy dochodziłam już na miejsce zauważyłam go. Uśmiechał się, ale pewnie zaraz przestanie. Podeszłam do niego i przytuliliśmy się na powitanie.
- Hej Jake - odezwałam się. Chciałam, żeby zabrzmiało to naturalnie, ale jednak usłyszałam nutkę poddenerwowania.
- Hej Lau - odparł, po czym odsunęliśmy się od siebie. Usiedliśmy na murku. Zaczęłam skubać opuszki swoich palców. Nie wiedziałam, jak zacząć.
- Dlaczegp jesteś taka zdenerwowana? - zapytał.
- Eee... no bo... ja mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia - jąkałam się.
- Co takiego? - spytał. Zauważyłam, że zrobił się trochę niespokojny.
- Jake, bo wiesz... - zacięłam się. - Chodzi mi o nasz związek - powiedziałam cicho, a Jake westchnął smutno.
- Zrywasz ze mną, tak? - spytał, spoglądając mi głęboko w oczy. Jego spojrzenie było smutne.
- Wiesz, doszłam do wniosku, że nasz związek nie ma dużych szans na przyszłość. Ja nic do ciebie nie czuję. Nie wystarcza mi, że ty jesteś we mnie zakochany, bo ja sama chcę to poczuć.
- To dlaczego się zgodziaś?
- Sama teraz już nie wiem. Chyba nie chciałam cię urazić, bo bałam się, że cię stracę.
- I tylko z tego powodu ze mną zrywasz, czy jest coś jeszcze? - spytał, a ja spuściłam wzrok na moje palce, które cały czas nerwowo skubałam.
- Tak, jest jeszcze jedna sprawa. W zasadzie najważniejsza rzecz - przerwałam na chwilę. - Bo ja jestem... - zacięłam się. - Jestem zakochana w Rossie - powiedziałam. Bałam się spojrzeć mu teraz w oczy, ale zrobiłam to. Z jego oczu bił smutek i zawiedzenie. On teraz przeze mnie będzie cierpiał. Jednak musi tak być, bo chcę być z Rossem. Wiedziałam, że kiedyś jeden z nich odejdzie z mojego życia i teraz to się stanie. Podjęłam decyzję i wybrałam Rossa. Chyba zawsze jego wolałam.
- Skoro tak, to nie będę stawał wam na drodze do szczęścia - odparł smutnym głosem.
- Ale teraz ty będziesz cierpiał.
- Z czasem mi przejdzie. Ważne, żebyś ty była szczęśliwa - powiedział i uśmiechnął się lekko. Przytuliłam go.
- Dziękuję Jake za chwile spędzone z tobą. Wiedz, że też jesteś dla mnie ważny - odparłam.
- Ty dla mnie też, Lau - odpowiedział, po czym odsunęliśmy się od siebie.
- To czyli rozstajemy się w przyjaźni?
- Tak. W razie czego to wiesz, gdzie mnie możesz znaleźć.
- Tak - przytaknęłam. - To ja już pójdę - odparłam i wstałam z murku.
- Okay, życzę ci szczęścia z Rossem.
- Tobie też tego życzę z jakąś dzieczyną, która na prawdę cię pokocha - odpowiedziałam, po czym odwróciłam się od niego i zaczęłam iść. Jest mi trochę smutno. Jake był naprawdę wspaniałym chłopakiem. Bardzo go lubię, ale nic po za tym. Teraz pewnie raczej się już nie spotkamy. Mam nadzieję, że szybko się po mnie pozbiera i znajdzie dziewczynę, która będzie go kochała. Chcę, żeby był szczęśliwy. Ja mu tego nie dałam, a ktoś inny może. Westchnęłam. Teraz muszę iść do Rossa. Może już się obudził i będę mogła z nim pogadać. Coś mi się wydaje, że zaczyna się nowy rodział w moim życiu. Wybrałam Rossa i to z nim chcę być. Wiem, że przy nim odnajdę szczęście. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Po prostu kocham go całym moim sercem i czuję, że on odwzajemnia moje uczucia. Jeśli nie, to będę sie starało go zdobyć. Teraz już nie odpuszczę.
~*~
★Ross★
Wchodzę do jakiegoś pokoju. Gdyby nie wiązka światła przedostająca się zza materiału, który jest powieszony na oknie, byłoby całkowicie ciemno. Mój wzrok pada na środek pomieszczenia, a dokładniej na krzesło, do którego jest ktoś przywiązany. Nie wiem kto to, bo nie widzę twarzy tej osoby. Podchodzę do niej i rozpoznaję Laurę. Ma zamknięte oczy. Czy ona żyje? Tego nie wiem. Nagle z ciemnego kąta wychodzą Romwellowie. W dłoniach trzymają pistolet. Idą w moim kierunku. Moje ciało doznaje paraliżu. Nie mogę poruszyć żadną częścią ciała. Stoję tylko i patrzę to na nich, to na Larę, która nagle otworzyła oczy. Spostrzegłem w nich zawiedzienie. John stanął przy niej, a Josh podszedł do mnie. Nie dotyka mnie, ale trzyma broń na wysokości mojej głowy. John robi to samo tylko, że przykłada lufę do skroni Laury.
- A teraz pożeganaj się z twoją ukochaną - powiedział, po czym nacisnął spust...
- Laura! - krzyknąłem, otwierając gwałtownie oczy. Zacząłem dyszeć. Zaraz, zaraz, gdzie ja jestem? Rozejrzałem się po pomieszczeniu. No tak jestem w szpitalu, bo postrzelili mnie Romwellowie. Ten sen był taki rzeczywisty. Prawie, że realny, bo wszystko wyglądało tak jak było. Jak dobrze, że nie jest to prawda. To był tylko koszmar. Tak właściwie to jest już po wszystkim, bo Romwellów aresztowała policja, a Laura jest cała i zdrowa. No przynajmniej mam taką nadzieję. Zauważyłem, że jestem podłączony do kroplówki i jakiś kabelków. Słyszę pikanie, które dobiega z jakiejś maszyny, która obserwuje pracę serca. Podniosłem kołdrę oraz podwinąłem koszulę, aby zobaczyć miejsce, w które mnie postrzeili. Brzuch miałem owinięty bandażem. Westchnąłem ciężko, po czym opuściłem kołdrę. Czyli to prawda. Postrzelili mnie. Mam tylko nadzieję, że gdy straciłem przytomność, to Laurze nic się nie stało. Miałem ją przecież chronić aż do dotarcia do policji. Że też musieli mnie postrzelić. Co jeśli jej też coś się stało? Może ona też leży w szpitalu? Może ona... Nie. To na pewno nie. Laura żyje. Musi żyć. Nie wybaczę sobie, jeśli coś się jej stało. Szkoda, że nie wyznałem jej wtedy moich uczuć. Jednak nie dałem rady, bo straciłem przytomność. Jednak może moja piosenka sprawiła, że domyśla się, że ją kocham. Jejku, jak ja ką kocham. Świata poza nią nie widzę. Ona jest dla mnie jedyna w swoim rodzaju. Jak ja chciałbym, żeby była moją dziewczyną. Teraz tylko o tym marzę. Po chwili zauważyłem, że ktoś otwiera drzwi, a do sali wchodzi moje rodzeństwo i Ellington. Uśmiechnąłem się lekko na ich widok.
- O Ross, jak dobrze, że już się obudziłeś. Jak się czujesz? - spytała z troską w głosie Rydel. Wszyscy podeszli bliżej mojego łóżka.
- Dobrze tylko jestem trochę zmęczony, a jak długo tu leżę? - zapytałem.
- Jest 18:00, a skończyli cię operować cztery godziny temu. - odpowiedział Riker.
- A co mi jest?
- Spokojnie, nic złego ci się nie stało. Na szczęście pocisk zatrzymał się niedaleko nerki, ale tylko odrobinę ją naruszł. Nie będzie to miało poważnych skutków. Jednak, gdyby postrzelil cię z bliższej odległości to byłoby gorzej z tobą - powiedziała Rydel. - Na szczęscie nic ci nie jest i jeśli rana będzie się dobrze goiła, to wypiszą cię za tydzień.
- To dobrze, nie lubię szpitali i nie mam zamiaru tu długo być.
- Skoro Romwellowie trafili za kratki, a ty nie musisz już wypełniać ich zadań, to może znów zaczniemy występować na scenie? - odezwał się Rocky.
- Popieram Rocky'ego. Brakuje mi już tego wszystkiego - powiedział Ellington.
- Wiecie, że mi też tego brakuje, ale nie wiadomo, co teraz ze mną będzie. Przecież policja pewnie będzie chciała mnie przesłuchać w sprawie z Laurą - odparłem smutynm tonem.
- Przecież nie wsadzą cię za kratki. Nie pracowałeś dla nich z własnej przyjemności, ale by nas chronić. Zresztą uratowałeś Laurę. Myślę, że te rzeczy cię trochę ułaskawią i skończy się najwyżej na grzywnie - odezwał się Riker.
- Miemy nadzieję, że tak będzie - odpowiedziałem. - Jeśli ta afera pomyślnie się dla mnie skończy to wtedy będziemy mogli powrócić na scenę.
- To będzie porządne wejście, bo przecież mamy już prawie gotowy cały nowy album - powiedział Rocky.
- Została też ci jedna sprawa, Ross - zaczęła Rydel.
- Jaka? - spytałem.
- Skoro już jest po twoim zadaniu to możesz teraz być z Laurą.
- Nie wiem, czy będzie mnie chciała, gdy powiem jej całą prawdę. Chociaż jak wyjawiłem jej część to nadal mi ufała.
- Ross, ona cię zorozumie. Zresztą cię kocha, co widać. Wiesz jak ona przeżywała, gdy ciebie operowali? Bała się o ciebie.
- Może i mam jakieś szanse u niej. Spytałbym ją o to, gdyby nie była z Jake'iem.
- O to się nie martw. Założę się, że zerwie z nim jeszcze w tym tygodniu. Może nawet już to zrobiła.
- Tak myślisz? - powiedziałem z nadzieją w głosie.
- Tak. Będziecie piękną parą - uśmiechnęła się. Po chwili usłyszałem, że ktoś otworzył drzwi, więc spojrzałem w tamtym kierunku i zobaczyłem Laurę. Na moje usta od razu wpłynął duży uśmiech.
- Hej wszystkim - odezwała się.
- Hej - odpowiedziało moje rodzeństwo.
- Hej Lau. Cieszę się, że przyszłaś - powiedziałem, a ona podeszła bliżej mojego łóżka.
- To my was zostawimy samych - odparła Rydel i popchała do wyjścia Rocky'ego, który stał obok niej. Po chwili w sali zostałem tylko ja i Laura.
- Jak się czujesz, Ross? - spytała, siadając na krześle, które stało obok łóżka.
- Wiesz, nawet dobrze. Na widok was wszystkich humor mi się poprawił - odpowiedziałem.
- Jak dobrze, że ci nic poważnego nie dolega. Gdyby coś ci się gorszego stało, to nie wiem co bym zrobiła. Strasznie się o ciebie bałam - odparła, patrząc mi w oczy.
- Wiesz, ja czułem to samo, gdy oni cię zabrali - powiedziałem. Skoro już zacząłem ten temat, to mogę powiedzieć jej całą historię. - Lau, mówiłem, że kiedy indziej wyjaśnię ci wszystko, co tyczy się mojej przeszłości i teraz jest na to czas.
- Nie, Ross. Teraz musisz odpoczywać i nie możesz się denerwować. Odpowiesz mi to wszystko, jak wyjdziesz ze szpitala.
- Dobrze, niech ci będzie - odparłem. - Boję się, że po tym co ci powiem, to cię stracę.
- Nie straciłeś mnie, jak wyjawiłeś mi część prawy, to i nie stracisz jak wyznasz mi całą. Zresztą nie sądzę, żebyś ukrywał coś złego.
- W sumie to nie ma nic takiego, ale sam fakt, że cię im oddałem, może sprawić, że już mi nie zaufasz tak bardzo.
- Przecież nadal ci ufam, Ross. Nie martw się tak o to. Teraz już skończmy ten temat, bo opowiesz mi o tym wszystkim później.
- Okay, niech ci będzie - przytaknąłem. Na chwilę zapanowała cisza.
- Wiesz, mam ci coś do powiedzenia - odezwała się Laura.
- Co takiego? - spytałem.
- Bo wiesz, zerwałam dziś z Jake'iem - powiedziała. Czy ja się przesłyszałem? Czy ona powiedziała, że zerwała z Jake'iem? Czyli, że mam teraz szansę.
- Na prawdę? Dlaczego? - próbowałem, żeby nie zabrzmiało to tak jakbym się z tego cieszył. Nawet mi wyszło naturalnie.
- Bo ten związek od początku nie miał sensu, bo ja nic do niego nie czułam.
- I tylko dlatego? - spytałem. Może zerwała z nim z mojego powodu? Może ona mnie kocha?
- Eee... No tak - zająkała się. Wiem, że kłamie, ale też wiem, że nic więcej z niej nie wyciągnę. Chociaż? Mogę spróbować.
- Wiem, że była jeszcze jakaś przyczyna. Powiesz mi o niej?
- Nie ma już nic więcej. To tylko z powodu, że ja nic do niego nie czuję - odpowiedziała.
- Niech będzie, że ci wierzę - uśmiechnąłem się. - Ale i tak dowiem się prawdy prędzej czy później. Mam już sposoby na ciebie.
- Tak? Jakie? - spytała.
- To jest moja tajemnica.
- Może kiedyś uda mi sie to od ciebie wyciągnąć - zaśmiała się. - A tak w ogóle to jakby ktoś pytał kim dla Ciebie jestem, to mów, że twoją dziewczyną - powiedziała i lekko się zarumieniła. Kocham jak to robi. Rumieńce dodają jej uroku.
- Moją dziewczyną? A dlaczego? - spytałem. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Chciałbym przecież, żeby była nią na prawdę.
- Te pytania to do Rydel. To ona to wymyśliła. Chociaż, bez tego może by mnie do ciebie nie wypuścili, bo pozwalają jak na razie wchodzić tylko rodzinie. Chyba ci to nie przeszkadza, co nie?
- Nie no coś ty - uśmiechnąłem się. - Możemy uddawać parę - odparłem. W sumie to możemy być nią na prawdę. Jak ja chciałbym, żeby tak już było. Jednak na razie nie powiem jej o moich uczuciach. Zrobię to, gdy będę wyjawił jej prawdę o Romwellach. Wtedy będzie czas na wszystkie wyznania.
- Okay, możemy poudawać - odpowiedziała. Czy mi się wydaje, czy usłyszałem w jej głosie nutkę zawiedzenia? Nie wiem, może. Po chwili do sali weszła młoda pielęgniarka. Nawet ładna, ale i tak wolę moją Laurę. Zraz, zaraz, przecież ona jeszcze nie jest moja. No właśnie jeszcze.
- Dzień dobry - powiedziała pogodnie, uśmiechając się do mnie.
- Dzień dobry - odpowiedziałem. Spojrzałem na Laurę. Jakoś dziwnie patrzyła na tą pielęgniarkę.
- Czy może pani na chwilę wyjść? Muszę tylko wypełnić moje obowiązki, a potem wróci pani do swojego chłopaka - Jak to fajnie zabrzmiało. Chciałbym, żeby była to już prawda.
- Dobrze - odpowiedziała Laura, po czym wstała z krzesła i wyszła z sali.
- Jak się pan czuje? - spytała pielęgniarka.
- Dobrze, jak się widzi swoich bliskich to jeszcze lepiej - odparłem.
- Na pewno. Zmierzę teraz panu ciśnienie. Proszę wyciągnąć rękę - powiedziała, a ja zrobiłem to, co kazała. Założyła mi opaskę na rękę, założyła steroskop na uszy i zaczęła naciskać pompkę. - Ciśnienie jest prawidłowe - odparła po chwili. - Jeśli tak szybko będzie się panu polepszało, to szybo wyjdzie pan ze szpitala.
- Mam nadzieję. Nie lubię szpitali.
- Też kiedyś za nimi nie przepadałam, ale chciałam pomagać innym ludziom i się przemogłam - powiedziała. - Proszę połknąć te tabletki - podała mi je oraz kubek wody. Szybko połknąłem leki i popiłem je wodą. - To już wszysto z mojej strony. Jeśli będzie pan czegoś chciał to nad łóżkiem jest czerwony przycisk, który powiadamia pielęgniarki. Można z tego korzystać.
- Okay, jeśki będzie taka potrzeba to tak zrobię - odpowiedziałem. Pielęgniarka wyszła z sali, a po chwili weszło do niej moje rodzeństwo, Ell i Laura. Jednak nie zauważyłem Rocky'ego.
- Czy w tym szpitalu nie ma starszych pielęgniarek? - odezwała się Laura.
- Pewnie są, a w czym ci ona przeszkadza? Czyżbyś była zazdrosna o Rossa? - spytała Rydel i zrobiła ,,brewki".
- Co? Nieee... - odpowiedziała trochę piskliwym głosem Laura.
- No już nie mów, że nie jesteś, bo widziałem, jak się na nią patrzysz - odezwałem się, a ona zarumieniła się.
- Niby jak?
- Tak jakbyś chciała ją zabić wzrokiem. Mi to nie przeszkadza, że jesteś o mnie zadrosna - uśmiechnąłem się.
- Ale ja nie jestem zazdrosna - zaprzeczyła.
- Uważaj, bo ci umierzę - odparła Rydel. - Już ja wiem co tu się święci - powiedziała z cwanym uśmiechem. Nagle do sali wpadł uśmiechnęty od ucha do ucha Rocky.
- Ej, zobaczcie, mam numer tej pielęgniarki! - krzyknął uradowany i pomachał w powietrzu karteczką. - Dowiedziałem się też, że ma na imię. Alice. Chyba muszę częściej przychodzić do szpitala, jak tu takie dziewczyny się kręcą.
- Ty to masz szczęście - odparł Ell.
- To dlatego, że jestem taki przystojny. Ma się ten urok osobisty - uśmiechnął się.
- Może ci się z nią uda - odezwał się Riker.
- Mam taką nadzieję - odpowiedział Rocky.
Czas do wieczora minął nam na rozmowie, przez którą zapomniałem o mojej ranie. Cieszyłem się, że oni tu wszyscy ze mną są. Nigdy w życiu nie chciałbym ich stracić. To są najbliższe mi osoby i nie wyobrażam sobie bez nich życia. Wiem, po co żyję. Żyję dla nich, bo wiem, że jestem da nich ważny. Nie zamierzam odchodzić z tego świata póki oni są przy mnie.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Podoba wam się rodział? Jest on trochę krótki, jak dla mnie, ale taki miał być. Pewnie cieszycie się, że Laura zerwała z Jake'iem. Już niedługo Raura! Kto się cieszy?
Do napisania!!!
Jak zawsze liczę na dużo komentarzy!
~Los Angeles, 02.08.2015r.~
★Laura★
Idę właśnie do parku, gdzie mam się spotkać z Jake'iem. Chcę z nim zerwać. Jednak nadal nie za bardzo wiem, jak to zrobić, aby jak najmniej go to zabolało. Jednak muszę zakończyć ten związek, bo nic nie czuję do Jake'a, a kocham Rossa, z którym bardzo chciałabym być. Weszłam do parku i szłam w kierunku fontanny, gdzie mieliśmy się spotakć. Denerwuję się tym. Jeszcze nigdy nie zrywałam z chłopakiem. To jest mój pierwszy raz. Gdy dochodziłam już na miejsce zauważyłam go. Uśmiechał się, ale pewnie zaraz przestanie. Podeszłam do niego i przytuliliśmy się na powitanie.
- Hej Jake - odezwałam się. Chciałam, żeby zabrzmiało to naturalnie, ale jednak usłyszałam nutkę poddenerwowania.
- Hej Lau - odparł, po czym odsunęliśmy się od siebie. Usiedliśmy na murku. Zaczęłam skubać opuszki swoich palców. Nie wiedziałam, jak zacząć.
- Dlaczegp jesteś taka zdenerwowana? - zapytał.
- Eee... no bo... ja mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia - jąkałam się.
- Co takiego? - spytał. Zauważyłam, że zrobił się trochę niespokojny.
- Jake, bo wiesz... - zacięłam się. - Chodzi mi o nasz związek - powiedziałam cicho, a Jake westchnął smutno.
- Zrywasz ze mną, tak? - spytał, spoglądając mi głęboko w oczy. Jego spojrzenie było smutne.
- Wiesz, doszłam do wniosku, że nasz związek nie ma dużych szans na przyszłość. Ja nic do ciebie nie czuję. Nie wystarcza mi, że ty jesteś we mnie zakochany, bo ja sama chcę to poczuć.
- To dlaczego się zgodziaś?
- Sama teraz już nie wiem. Chyba nie chciałam cię urazić, bo bałam się, że cię stracę.
- I tylko z tego powodu ze mną zrywasz, czy jest coś jeszcze? - spytał, a ja spuściłam wzrok na moje palce, które cały czas nerwowo skubałam.
- Tak, jest jeszcze jedna sprawa. W zasadzie najważniejsza rzecz - przerwałam na chwilę. - Bo ja jestem... - zacięłam się. - Jestem zakochana w Rossie - powiedziałam. Bałam się spojrzeć mu teraz w oczy, ale zrobiłam to. Z jego oczu bił smutek i zawiedzenie. On teraz przeze mnie będzie cierpiał. Jednak musi tak być, bo chcę być z Rossem. Wiedziałam, że kiedyś jeden z nich odejdzie z mojego życia i teraz to się stanie. Podjęłam decyzję i wybrałam Rossa. Chyba zawsze jego wolałam.
- Skoro tak, to nie będę stawał wam na drodze do szczęścia - odparł smutnym głosem.
- Ale teraz ty będziesz cierpiał.
- Z czasem mi przejdzie. Ważne, żebyś ty była szczęśliwa - powiedział i uśmiechnął się lekko. Przytuliłam go.
- Dziękuję Jake za chwile spędzone z tobą. Wiedz, że też jesteś dla mnie ważny - odparłam.
- Ty dla mnie też, Lau - odpowiedział, po czym odsunęliśmy się od siebie.
- To czyli rozstajemy się w przyjaźni?
- Tak. W razie czego to wiesz, gdzie mnie możesz znaleźć.
- Tak - przytaknęłam. - To ja już pójdę - odparłam i wstałam z murku.
- Okay, życzę ci szczęścia z Rossem.
- Tobie też tego życzę z jakąś dzieczyną, która na prawdę cię pokocha - odpowiedziałam, po czym odwróciłam się od niego i zaczęłam iść. Jest mi trochę smutno. Jake był naprawdę wspaniałym chłopakiem. Bardzo go lubię, ale nic po za tym. Teraz pewnie raczej się już nie spotkamy. Mam nadzieję, że szybko się po mnie pozbiera i znajdzie dziewczynę, która będzie go kochała. Chcę, żeby był szczęśliwy. Ja mu tego nie dałam, a ktoś inny może. Westchnęłam. Teraz muszę iść do Rossa. Może już się obudził i będę mogła z nim pogadać. Coś mi się wydaje, że zaczyna się nowy rodział w moim życiu. Wybrałam Rossa i to z nim chcę być. Wiem, że przy nim odnajdę szczęście. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Po prostu kocham go całym moim sercem i czuję, że on odwzajemnia moje uczucia. Jeśli nie, to będę sie starało go zdobyć. Teraz już nie odpuszczę.
~*~
★Ross★
Wchodzę do jakiegoś pokoju. Gdyby nie wiązka światła przedostająca się zza materiału, który jest powieszony na oknie, byłoby całkowicie ciemno. Mój wzrok pada na środek pomieszczenia, a dokładniej na krzesło, do którego jest ktoś przywiązany. Nie wiem kto to, bo nie widzę twarzy tej osoby. Podchodzę do niej i rozpoznaję Laurę. Ma zamknięte oczy. Czy ona żyje? Tego nie wiem. Nagle z ciemnego kąta wychodzą Romwellowie. W dłoniach trzymają pistolet. Idą w moim kierunku. Moje ciało doznaje paraliżu. Nie mogę poruszyć żadną częścią ciała. Stoję tylko i patrzę to na nich, to na Larę, która nagle otworzyła oczy. Spostrzegłem w nich zawiedzienie. John stanął przy niej, a Josh podszedł do mnie. Nie dotyka mnie, ale trzyma broń na wysokości mojej głowy. John robi to samo tylko, że przykłada lufę do skroni Laury.
- A teraz pożeganaj się z twoją ukochaną - powiedział, po czym nacisnął spust...
- Laura! - krzyknąłem, otwierając gwałtownie oczy. Zacząłem dyszeć. Zaraz, zaraz, gdzie ja jestem? Rozejrzałem się po pomieszczeniu. No tak jestem w szpitalu, bo postrzelili mnie Romwellowie. Ten sen był taki rzeczywisty. Prawie, że realny, bo wszystko wyglądało tak jak było. Jak dobrze, że nie jest to prawda. To był tylko koszmar. Tak właściwie to jest już po wszystkim, bo Romwellów aresztowała policja, a Laura jest cała i zdrowa. No przynajmniej mam taką nadzieję. Zauważyłem, że jestem podłączony do kroplówki i jakiś kabelków. Słyszę pikanie, które dobiega z jakiejś maszyny, która obserwuje pracę serca. Podniosłem kołdrę oraz podwinąłem koszulę, aby zobaczyć miejsce, w które mnie postrzeili. Brzuch miałem owinięty bandażem. Westchnąłem ciężko, po czym opuściłem kołdrę. Czyli to prawda. Postrzelili mnie. Mam tylko nadzieję, że gdy straciłem przytomność, to Laurze nic się nie stało. Miałem ją przecież chronić aż do dotarcia do policji. Że też musieli mnie postrzelić. Co jeśli jej też coś się stało? Może ona też leży w szpitalu? Może ona... Nie. To na pewno nie. Laura żyje. Musi żyć. Nie wybaczę sobie, jeśli coś się jej stało. Szkoda, że nie wyznałem jej wtedy moich uczuć. Jednak nie dałem rady, bo straciłem przytomność. Jednak może moja piosenka sprawiła, że domyśla się, że ją kocham. Jejku, jak ja ką kocham. Świata poza nią nie widzę. Ona jest dla mnie jedyna w swoim rodzaju. Jak ja chciałbym, żeby była moją dziewczyną. Teraz tylko o tym marzę. Po chwili zauważyłem, że ktoś otwiera drzwi, a do sali wchodzi moje rodzeństwo i Ellington. Uśmiechnąłem się lekko na ich widok.
- O Ross, jak dobrze, że już się obudziłeś. Jak się czujesz? - spytała z troską w głosie Rydel. Wszyscy podeszli bliżej mojego łóżka.
- Dobrze tylko jestem trochę zmęczony, a jak długo tu leżę? - zapytałem.
- Jest 18:00, a skończyli cię operować cztery godziny temu. - odpowiedział Riker.
- A co mi jest?
- Spokojnie, nic złego ci się nie stało. Na szczęście pocisk zatrzymał się niedaleko nerki, ale tylko odrobinę ją naruszł. Nie będzie to miało poważnych skutków. Jednak, gdyby postrzelil cię z bliższej odległości to byłoby gorzej z tobą - powiedziała Rydel. - Na szczęscie nic ci nie jest i jeśli rana będzie się dobrze goiła, to wypiszą cię za tydzień.
- To dobrze, nie lubię szpitali i nie mam zamiaru tu długo być.
- Skoro Romwellowie trafili za kratki, a ty nie musisz już wypełniać ich zadań, to może znów zaczniemy występować na scenie? - odezwał się Rocky.
- Popieram Rocky'ego. Brakuje mi już tego wszystkiego - powiedział Ellington.
- Wiecie, że mi też tego brakuje, ale nie wiadomo, co teraz ze mną będzie. Przecież policja pewnie będzie chciała mnie przesłuchać w sprawie z Laurą - odparłem smutynm tonem.
- Przecież nie wsadzą cię za kratki. Nie pracowałeś dla nich z własnej przyjemności, ale by nas chronić. Zresztą uratowałeś Laurę. Myślę, że te rzeczy cię trochę ułaskawią i skończy się najwyżej na grzywnie - odezwał się Riker.
- Miemy nadzieję, że tak będzie - odpowiedziałem. - Jeśli ta afera pomyślnie się dla mnie skończy to wtedy będziemy mogli powrócić na scenę.
- To będzie porządne wejście, bo przecież mamy już prawie gotowy cały nowy album - powiedział Rocky.
- Została też ci jedna sprawa, Ross - zaczęła Rydel.
- Jaka? - spytałem.
- Skoro już jest po twoim zadaniu to możesz teraz być z Laurą.
- Nie wiem, czy będzie mnie chciała, gdy powiem jej całą prawdę. Chociaż jak wyjawiłem jej część to nadal mi ufała.
- Ross, ona cię zorozumie. Zresztą cię kocha, co widać. Wiesz jak ona przeżywała, gdy ciebie operowali? Bała się o ciebie.
- Może i mam jakieś szanse u niej. Spytałbym ją o to, gdyby nie była z Jake'iem.
- O to się nie martw. Założę się, że zerwie z nim jeszcze w tym tygodniu. Może nawet już to zrobiła.
- Tak myślisz? - powiedziałem z nadzieją w głosie.
- Tak. Będziecie piękną parą - uśmiechnęła się. Po chwili usłyszałem, że ktoś otworzył drzwi, więc spojrzałem w tamtym kierunku i zobaczyłem Laurę. Na moje usta od razu wpłynął duży uśmiech.
- Hej wszystkim - odezwała się.
- Hej - odpowiedziało moje rodzeństwo.
- Hej Lau. Cieszę się, że przyszłaś - powiedziałem, a ona podeszła bliżej mojego łóżka.
- To my was zostawimy samych - odparła Rydel i popchała do wyjścia Rocky'ego, który stał obok niej. Po chwili w sali zostałem tylko ja i Laura.
- Jak się czujesz, Ross? - spytała, siadając na krześle, które stało obok łóżka.
- Wiesz, nawet dobrze. Na widok was wszystkich humor mi się poprawił - odpowiedziałem.
- Jak dobrze, że ci nic poważnego nie dolega. Gdyby coś ci się gorszego stało, to nie wiem co bym zrobiła. Strasznie się o ciebie bałam - odparła, patrząc mi w oczy.
- Wiesz, ja czułem to samo, gdy oni cię zabrali - powiedziałem. Skoro już zacząłem ten temat, to mogę powiedzieć jej całą historię. - Lau, mówiłem, że kiedy indziej wyjaśnię ci wszystko, co tyczy się mojej przeszłości i teraz jest na to czas.
- Nie, Ross. Teraz musisz odpoczywać i nie możesz się denerwować. Odpowiesz mi to wszystko, jak wyjdziesz ze szpitala.
- Dobrze, niech ci będzie - odparłem. - Boję się, że po tym co ci powiem, to cię stracę.
- Nie straciłeś mnie, jak wyjawiłeś mi część prawy, to i nie stracisz jak wyznasz mi całą. Zresztą nie sądzę, żebyś ukrywał coś złego.
- W sumie to nie ma nic takiego, ale sam fakt, że cię im oddałem, może sprawić, że już mi nie zaufasz tak bardzo.
- Przecież nadal ci ufam, Ross. Nie martw się tak o to. Teraz już skończmy ten temat, bo opowiesz mi o tym wszystkim później.
- Okay, niech ci będzie - przytaknąłem. Na chwilę zapanowała cisza.
- Wiesz, mam ci coś do powiedzenia - odezwała się Laura.
- Co takiego? - spytałem.
- Bo wiesz, zerwałam dziś z Jake'iem - powiedziała. Czy ja się przesłyszałem? Czy ona powiedziała, że zerwała z Jake'iem? Czyli, że mam teraz szansę.
- Na prawdę? Dlaczego? - próbowałem, żeby nie zabrzmiało to tak jakbym się z tego cieszył. Nawet mi wyszło naturalnie.
- Bo ten związek od początku nie miał sensu, bo ja nic do niego nie czułam.
- I tylko dlatego? - spytałem. Może zerwała z nim z mojego powodu? Może ona mnie kocha?
- Eee... No tak - zająkała się. Wiem, że kłamie, ale też wiem, że nic więcej z niej nie wyciągnę. Chociaż? Mogę spróbować.
- Wiem, że była jeszcze jakaś przyczyna. Powiesz mi o niej?
- Nie ma już nic więcej. To tylko z powodu, że ja nic do niego nie czuję - odpowiedziała.
- Niech będzie, że ci wierzę - uśmiechnąłem się. - Ale i tak dowiem się prawdy prędzej czy później. Mam już sposoby na ciebie.
- Tak? Jakie? - spytała.
- To jest moja tajemnica.
- Może kiedyś uda mi sie to od ciebie wyciągnąć - zaśmiała się. - A tak w ogóle to jakby ktoś pytał kim dla Ciebie jestem, to mów, że twoją dziewczyną - powiedziała i lekko się zarumieniła. Kocham jak to robi. Rumieńce dodają jej uroku.
- Moją dziewczyną? A dlaczego? - spytałem. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Chciałbym przecież, żeby była nią na prawdę.
- Te pytania to do Rydel. To ona to wymyśliła. Chociaż, bez tego może by mnie do ciebie nie wypuścili, bo pozwalają jak na razie wchodzić tylko rodzinie. Chyba ci to nie przeszkadza, co nie?
- Nie no coś ty - uśmiechnąłem się. - Możemy uddawać parę - odparłem. W sumie to możemy być nią na prawdę. Jak ja chciałbym, żeby tak już było. Jednak na razie nie powiem jej o moich uczuciach. Zrobię to, gdy będę wyjawił jej prawdę o Romwellach. Wtedy będzie czas na wszystkie wyznania.
- Okay, możemy poudawać - odpowiedziała. Czy mi się wydaje, czy usłyszałem w jej głosie nutkę zawiedzenia? Nie wiem, może. Po chwili do sali weszła młoda pielęgniarka. Nawet ładna, ale i tak wolę moją Laurę. Zraz, zaraz, przecież ona jeszcze nie jest moja. No właśnie jeszcze.
- Dzień dobry - powiedziała pogodnie, uśmiechając się do mnie.
- Dzień dobry - odpowiedziałem. Spojrzałem na Laurę. Jakoś dziwnie patrzyła na tą pielęgniarkę.
- Czy może pani na chwilę wyjść? Muszę tylko wypełnić moje obowiązki, a potem wróci pani do swojego chłopaka - Jak to fajnie zabrzmiało. Chciałbym, żeby była to już prawda.
- Dobrze - odpowiedziała Laura, po czym wstała z krzesła i wyszła z sali.
- Jak się pan czuje? - spytała pielęgniarka.
- Dobrze, jak się widzi swoich bliskich to jeszcze lepiej - odparłem.
- Na pewno. Zmierzę teraz panu ciśnienie. Proszę wyciągnąć rękę - powiedziała, a ja zrobiłem to, co kazała. Założyła mi opaskę na rękę, założyła steroskop na uszy i zaczęła naciskać pompkę. - Ciśnienie jest prawidłowe - odparła po chwili. - Jeśli tak szybko będzie się panu polepszało, to szybo wyjdzie pan ze szpitala.
- Mam nadzieję. Nie lubię szpitali.
- Też kiedyś za nimi nie przepadałam, ale chciałam pomagać innym ludziom i się przemogłam - powiedziała. - Proszę połknąć te tabletki - podała mi je oraz kubek wody. Szybko połknąłem leki i popiłem je wodą. - To już wszysto z mojej strony. Jeśli będzie pan czegoś chciał to nad łóżkiem jest czerwony przycisk, który powiadamia pielęgniarki. Można z tego korzystać.
- Okay, jeśki będzie taka potrzeba to tak zrobię - odpowiedziałem. Pielęgniarka wyszła z sali, a po chwili weszło do niej moje rodzeństwo, Ell i Laura. Jednak nie zauważyłem Rocky'ego.
- Czy w tym szpitalu nie ma starszych pielęgniarek? - odezwała się Laura.
- Pewnie są, a w czym ci ona przeszkadza? Czyżbyś była zazdrosna o Rossa? - spytała Rydel i zrobiła ,,brewki".
- Co? Nieee... - odpowiedziała trochę piskliwym głosem Laura.
- No już nie mów, że nie jesteś, bo widziałem, jak się na nią patrzysz - odezwałem się, a ona zarumieniła się.
- Niby jak?
- Tak jakbyś chciała ją zabić wzrokiem. Mi to nie przeszkadza, że jesteś o mnie zadrosna - uśmiechnąłem się.
- Ale ja nie jestem zazdrosna - zaprzeczyła.
- Uważaj, bo ci umierzę - odparła Rydel. - Już ja wiem co tu się święci - powiedziała z cwanym uśmiechem. Nagle do sali wpadł uśmiechnęty od ucha do ucha Rocky.
- Ej, zobaczcie, mam numer tej pielęgniarki! - krzyknął uradowany i pomachał w powietrzu karteczką. - Dowiedziałem się też, że ma na imię. Alice. Chyba muszę częściej przychodzić do szpitala, jak tu takie dziewczyny się kręcą.
- Ty to masz szczęście - odparł Ell.
- To dlatego, że jestem taki przystojny. Ma się ten urok osobisty - uśmiechnął się.
- Może ci się z nią uda - odezwał się Riker.
- Mam taką nadzieję - odpowiedział Rocky.
Czas do wieczora minął nam na rozmowie, przez którą zapomniałem o mojej ranie. Cieszyłem się, że oni tu wszyscy ze mną są. Nigdy w życiu nie chciałbym ich stracić. To są najbliższe mi osoby i nie wyobrażam sobie bez nich życia. Wiem, po co żyję. Żyję dla nich, bo wiem, że jestem da nich ważny. Nie zamierzam odchodzić z tego świata póki oni są przy mnie.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Podoba wam się rodział? Jest on trochę krótki, jak dla mnie, ale taki miał być. Pewnie cieszycie się, że Laura zerwała z Jake'iem. Już niedługo Raura! Kto się cieszy?
Do napisania!!!
Jak zawsze liczę na dużo komentarzy!
piątek, 11 marca 2016
LBA
Jak widzicie zostałam nominowana do LBA, a zrobiła to Zakręcona Pozytywnie z bloga: http://wszystko-zacznie-sie-od-nowa.blogspot.com/. Bardzo ci dziękuję. :* To jest już moje 5 LBA na tym blogu. :)
Teraz przejdźmy do pytań.
1. Jak długo prowadzisz bloga?
Tego bloga prowadzę już dokładnie 7 miesięcy i 6 dni. WOW! Jak ten czas szybko leci, a jeszce niedawno zakładałam tego bloga. Pamiętam jakby było to wczoraj...
2. Jakie są twoje zainteresowania?
Interesuję się rysunkiem. Dlatego chyba zostanę architektem.
3. Gdzie chcesz pojechać w wymarzoną podróż?
Chciałabym pojechać do Włoch albo do USA, a dokładniej to do LA albo NY.
4. Ulubione zwierzątko?
Konie! <3
5. Jaki jest twój ulubiony aktor/piosenkarz?
Moimi ulubionymi aktorami są Johnny Depp i Leonardo DiCaprio. A piosenkarzem Ed Sheeran. Tak naprawdę to głównie słucham piosenek zespołów, a nie utworów piosenkarzy.
6. Największa wtopa?
Chyba nie miałam jakiejś mega wielkiej wtopy. W tym momencie nie mogę sobie czegoś przypomnieć.
7. Dlaczego zdecydowałaś się na założenie bloga?
Ponieważ chciałam zobaczyć jak to jest. Chciałam też sprawdzić, czy ktoś w ogóle będzie czytał to co piszę.
8. Bez czego nie możesz żyć?
Bez Internetu.
9. Co lubisz robić w wolnym czasie?
Pisać bloga i czytać inne, rysować, grać na gitarze i ,,siedzieć na necie".
10. Z czego czerpiesz inspiracje?
Nie mam jakiejś inspiracji. Pomysły same do mnie przychodzą. Czasami po prostu w głowie samo układa się jakieś zdarzenie. Z takich nagłych pomysłów wymyślam później rozdziały.
11. Wyobrażasz sobie nie pisać bloga?
Nie. Po ponad roku spędzonym na Bloggerze, mając na koncie jednego skończonego bloga, drugiego w połowie i jeszcze plan na trzeciego, nie wyobrażam sobie, żebym nie pisała blogów. Na prawdę. Pisanie stało się dla mnie czymś bardzo oczywistym, wymagającym chęci oraz zaangażowania w to. Wiadomo na początku bałam się, że nikt nie będzie czytał mojego opowiadania, bo nie umiałam jeszcze jakoś ciekawie pisać. Mój styl wyrobił się ,,w praniu". Jednak teraz nie narzekam na to ile mam komentarzy. Cieszę się z tego co mam, ale wiadomo, że chciałabym więcej. Mam nadzieję, że moi czytelnicy jeszcze długo ze mną będą.
To tyle ode mnie.:) Teraz pora na moje nominacje.
Nominowani:
- Zawsze Uśmiechnięta ~ http://anormalgirlrydel.blogspot.com/
- carmellovxd ~ http://pamietnik-rossa-lyncha.blogspot.com/
- Laura Luke ~ http://nothinghappens-without-a-reason.blogspot.com/
- Alex Rover ~ http://hurricane-laura.blogspot.com/
- A. Roosvelt ~ http://darkness-roosvelt.blogspot.com/
- Fallen Angel Rozi ~ http://together-forever-raura.blogspot.com/
- Szylwia i Carmen Nott ~ http://thisloveisadrug.blogspot.com/
- Lauren Coolness ~ http://alonetogetherstory.blogspot.com/
- ѕωєєт gιяℓ ღ ~ http://did-you-have-your-fun.blogspot.com/
- Chelsa Nowi i Lora Zmora ~ http://love-chase-raura.blogspot.com/
- Kinga R5er ~ http://raura-kinga-story.blogspot.com/
Moje pytania:
1. Skąd się wziął pomysł na historię na twoim blogu?
2. Ulubiona książka?
3. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
4. Jaki masz znak zodiaku?
5. Kim chcesz zostać w przyszłości?
6. Ulubiony cytat/powiedzenie?
7. Jakie masz hobby?
8. Jak byś opisała siebie w dwóch słowach?
9. Ulubiona pora roku?
10. Ulubiona słodycz?
11. Co sądzisz o moim blogu, jeśli go czytasz?
Jeśli chodzi o nowy rozdział to jest już prawie skończony. Jak zawsze pojawi się jutro, więc czekajcie. :)
sobota, 5 marca 2016
Rozdział 32
"My heart's loney without you. My eyes only see you and me." ~ "Moje serce jest samotne bez ciebie. Moje oczy widzą tylko ciebie i mnie." - F.E.E.L. G.O.O.D.
~Los Angeles, 02.08.2015r.~
★Laura★
- Lau, ja ci... - zaczął Ross, ale po chwili jego oczy zamknęły się, a ciało stało bezwładne.
- O Boże! Nie, nie, nie, nie, Ross. Patrz na mnie. Tu, na mnie. Jestem tu. Nie zamykaj oczu, słyszysz? - powiedziałam na jednym wdechu i trzymając jego twarz w dłoniach. - Ross, proszę otwórz oczy - załkałam, a po policzkach pociekły mi łzy. - Ross, kocham cię. Kocham cię, słyszysz? Błagam, otwórz oczy. Spójrz na mnie. Nie zostawiaj mnie. Kocham cię, Ross i zawsze będę - płakałam i wtulałam głowę w jego tors. - Nie rób mi tego. Nie odchodź, Ross. Błagam, wróć do mnie - poczułam, że serce rozdziera mi ogromny ból. Jednak on żył, bo trzymając głowę na jego piersi słyszałam bicie jego serca i słaby oddech. Muszę go uratować. On może... Nie, nie przejdzie mi to nawet przez myśl. Podniosłam głowę i rozejrzałam się dookoła siebie. Gdzie ta pomoc? No gdzie? Z tartaku nadal dobiegają odgłosy strzelania, ale już cichną. Mam nadzieję, że to policja wygrywa, bo jeśli nie, to ja i Ross zginiemy. Nagle zobaczyłam mężczyzn w szarych mundurach i czerwonych kurtkach. To policjanci i ratownicy medyczni. - Tu jesteśmy! - krzyknęłam, a oni mnie zobaczyli, bo zaczęli biec w naszą stronę. Zauważyłam, że ratownicy niosą nosze. Po chwili dobiegli do nas, a policjanci skierowali się w stronę tartaku. Odsunęłam się od Rossa, po czym wstałam. Zakręciło mi się lekko w głowie. Oddychałam ciężko.
- A pani nic nie jest? - spytał jeden z nich, gdy reszta przeniosła Rossa na nosze.
- Nic, że mną wszystko dobrze - odpowiedziałam nadal zapłkanym głosem.
- Na pewno? Zbladła pani, a oddech ma pani przyspieszony. Proszę powiedzieć, jeśli pani źle się czuje.
- Ale na prawdę nic mi nie jest - odparłam słabym głosem. Po chwili świat zawirował mi przed oczami i widziałam tylko ciemność.
- Laura. Laura, otwórz oczy. Skarbie - słyszałam jakiś kobiecy głos. Podniosłam ociężale powieki i zobaczyłam mamę. - Laura, jak dobrze, że już oprzytomniałaś - uśmiechnęła się lekko. Zauważyłam, że mam głowę na jej kolanach i jesteśmy na tylnych siedzeniach samochodu, który prowadzi mój tata.
- Jak się czujesz? - spytał tata. Nagle przypomniałam sobie wydarzenia, które się mi przytrafiły. Bandyci, ciemny pokój, Ross, ucieczka. No właśnie, Ross. On został postrzelony. Natychmiast zerwałam się z kolan mamy i usiadłam.
- Gdzie jest Ross? Co się z nim dzieje? - spytałam.
- Jedzie do szpitala. Jego stan był ciężki - odpowiedziała mama, a ja zaczęłam szybciej oddychać.
- On żyje? - zapytałam cicho.
- Tak, ale jest ciężko ranny. To poważna sprawa. Pocisk mógł uszkodzić jego nekrę - odezwał się tata. Poczułam, że pieką mnie oczy.
- Ja chcę do niego jechać. Chcę jechać do szpitala. Muszę wiedzieć, co z nim się dzieje. Proszę, jedźmy do szpita - załkałam.
- Nawet jeśli tam pojedziemy to lekrze nie wpuszczą cię po operacji do niego, bo nie jesteś z jego rodziny - powiedział tata.
- Na to coś poradzę. Ja muszę tam być. Chcę wiedzieć jak się ma. Ja go kocham i muszę go zobaczyć choć na chwilę. Proszę, zawieźcie mnie do szpitala - odparłam, a po policzkach pociekły mi łzy.
- Dobrze, skoro tak ci na nim zależy - odezwała się mama. - Damiano, proszę jedź do szpitala.
- Dobrze, niech wam będzie - powiedział tata. - Laura możesz mi odpowiedzieć na pewne pytanie?
- Jasne.
- Skoro kochasz Rossa, to dlaczego jesteś z Jacobem?
- Sama już nie wiem. Nie czułam nic do niego, gdy się zagdzałam. Zrobiłam to, bo bałam się, że go stracę. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem zakochana w Rossie. Jednak teraz już jestem tego stuprocentowo pewna i będę musiała zerwać z Jake'iem. Jeśli się na mnie przez to obrazi to trudno, Ross jest dla mnie ważniejszy.
- Przemyśl to jeszcze. Jacob to porządny chłopak, a Ross zadawał się z bandytami - powiedział tata.
- Nie znam szczegółów, ale wiem, że nie robił tego z własnych chęci. Znam go bardzo dobrze i wiem, że on by mnie nie skrzywdził. Zresztą uratował mnie, co o tym świadczy. Wiem tato, że chciałbyś mnie wydać za mąż za Jake'a, ale ja poza sympatią do niego nic więcej nie czuję. Nie chcę być z osobą, której nie kocham.
- A wiesz w ogóle, czy Ross cię kocha? Powiedział ci o tym? - spytał, a ja westchnęłam.
- Tego nie wiem, ale skoro mnie uratował i obronił przed postrzałem, to jestem dla niego ważna.
- Kochanie, nie mów już nic więcej - odezwała się mama. - To Laura ma decydować o swoim życiu, a nie my. Chcę, żeby była szczęśliwa. Skoro kocha Rossa to niech z nim będzie.
- Dzięki mamo - uśmiechnęłam się do niej.
- A właśnie. Mam jakąś kartkę, którą trzymałaś w ręce, gdy zemdlałaś - powiedziała i wyciągnęła ją z kieszeni spodni, po czym dała mi ją. To piosenka, którą napisał Ross. Szybko rozłożyłam poskładany papier i zaczęłam czytać.
Serce bije szybciej, może potrzebuję jakiejś operacji
Klęska żywiołowa, przejmujesz nade mną kontrolę
Jąkam się, obraz się rozmazuje
Nie ma nic innego, co powalołoby mnie na kolana tak jak to.
I robi się tak gorąco, ilekroć zostajemy sami
Ale nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany
Nie, nie zrobię tego
Nie wiem czym jest miłość
Ale wiem, że nigdy wcześniej się tak nie czułem
Twój pocałunek jest magiczny
Zupełnie jak okrąg, tak, taki doskonały
I mogę powiedzieć tak, rozkładając to na części
Możesz powiedzieć to pierwsza - dla ciebie to łatwe
Nawet jeśli wiem, że jest to prawda
Nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany
Nawet jeśli wiem, że jest to prawda
Nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany
Paranoja, przepływa przez moje żyły
Poznałem Cię, to był mój koniec
I wiem, że mógłym zatrzymać cię przy sobie, słowami, których nie potrafię powiedzieć
A wszystko co do mnie czujesz, wiedz, że ja czuję to samo
Nie wiem czym jest miłość
Ale wiem, ze nigdy wcześniej się tak nie czułem
Twój pocałunek jest magiczny
Zupełnie jak okrąg, tak, taki doskonały
I mogę powiedzieć tak, rozkładając to na części
Możesz powiedzieć to pierwsza - dla ciebie to łatwe
Nawet jeśli wiem, że jest to prawda
Nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany
Nawet jeśli wiem, że jest to prawda
Nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany
Otwierasz moje serce, otwierasz mój umysł
Wszystko nagle przestaje być czarno-białe
Wszystko co widzę to nowa rzeczywistość
Kochanie, czy to miłość?
Czy to miłość? Czy to miłość?
Tak, to miłosć
Już wiem co to miłość
I wiem, że nigdy wcześniej się tak nie czułem
Twój pocałunek jest magiczny
Zupełnie jak okrąg, tak, taki idealny
I mogę powiedzieć tak, rozkładając to na części
Powiem to pierwszy, tylko dla Ciebie
Mogę powiedzieć tak, rozkładając to na części
Powiem to pierwszy, tylko dla Ciebie
Zaczynam się przekonywać, że jest to prawda
Powiem to pierwszy, tylko dla ciebie
Jest tylko jedna rzecz do zrobienia
Kochanie, kocham Cię
Kochanie, zakochałem się w Tobie
Kochanie, kocham Cię*
Gdy skończyłam po moich policzkach spłynęły dwie łzy. To piękna piosenka. Zauważyłam, że w dolnym rogu kartki są zapisane jeszcze jakieś słowa. Jeśli to czytasz Lau to wiedz, że jesteś dla mnie bardzo ważna i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Serce zabiło mi szybciej. Może ta piosenka opisuje uczucia Rossa? Może on coś o mnie czuje? Chcę, żeby tak było. Przecież zanim stracił przytomność to powiedział: Lau, ja ci... Może chciał wtedy wyznać swoje uczucia? Może on mnie kocha? Przecież uratował mnie i choronił własnym ciałem, żeby mnie nie postrzelili. Zresztą wtedy, gdy byłam przywiązana do krzesła to mówił mi, że jestem dla niego ważna i inne podobne rzeczy. Wiem, że była to prawda, bo patrzył mi prosto w oczy. Pocałował mnie też. Krótko, ale spowodował tym, że serce oblała mi fala szczęścia. Kocham go i to bardzo. Nie wyobrażam sobie, żeby zabrakło go w moim życiu. Co jeśli lekarze nie uratowaliby go i on by...? Nie, nie mogę nawet tak myśleć. Ross będzie żył. Wyzdrowieje. Nie mogę go stracić. Nie mogę! Jest dla mnie zbyt ważny. Gdybym go nie poznała, to moje życie byłoby puste. Pozbawione radości. Jego sama obecność powoduje, że jestem szczęśliwa. To z nim przeżyłam najpiękniejsze chwile. Najlepszy był nasz pocałunek w deszczu. Westchnęłam. Gdyby teraz umarł, to nie wiem jak bym żyła z tą myślą. Długo bym się zbierała po jego stracie. Nie! Nie mogę myśleć w ten sposób! Ross wyzdrowieje. Teraz tak bardzo chciałabym być w jego ramionach. Wtedy czuję się bezpieczna, a wszystkie smutki i zmartwienia znikają. Brakuje mi go. On musi przeżyć. Musi. Ja nie mogę go stracić. Ross jest dla mnie zbyt ważny. Jakie to życie jest przewrotne. Wiadomo są lepsze i gorsze dni. Cały lipiec to było dla mnie wielkie pasmo szczęścia. Zaczął się dopiero sierpień i już coś się zmieniło. Zostałam porwana przez bandytów, a Ross został postrzelony. Najgorsze jest to, że Ross jest w to zamieszany. Nie wiem w jakim stopniu, ale to mnie trochę niepokoi. Co jeśli te typy miały rację i Ross mnie cały czas okłamywał? Nie, to nie mogłaby być prawda. Wyjaśniał mi to cały czas patrząc mi w oczy, w których widziałam szczerość. Ja zawsze mu wierzę. Jednak, czy teraz dobrze zrobiłam ufając mu? Dlaczego mam wątpliwości? Przecież Ross przyszedł po minie, uratował, ochronił własnym ciałem przez postrzałem. Wierzę, że to co mówił, to prawda. Ufam mu i wiem, że by mnie nie skrzywdził. Kocham go. Miłość wszystko wybacza. Chciałabym poznać prawdę. Dowiedzieć się jak to się stało, że zadaje się z bandytami. Obiecał, że mi to opowie. Jednak jeśli wyjawi mi coś strasznego? Zdołam mu zaufać? Wiem, że nie powinno żyć się przeszłością lecz żyć chwilą i patrzeć w przyszłość, więc mogę zapomnieć o tym, co powie. Jestem na to gotowa. Nie chcę go stracić. Chcę być jego dziewczyną i być z nim szczęśliwa. Co się z nim teraz dzieje? Ta operacja zakończy się dla niego pomyślnie? Wyzdrowieje? Mam nadzieję, że tak. Boże, spraw, żeby Ross był cały i zdrowy. Chcę go zobaczyć takiego jaki był. Wtulić się w jego ramiona, pocałować. Och, jak mi go teraz brakuje. Nagle zauważyłam, że dojechaliśmy już do szpitala.
- Tato, zatrzymaj się niedaleko wejścia - odezwałam się, a on tak zrobił. - Dziękuję, że mnie tu przywieźliście - powiedziałam, po czym otworzyłam drzwi samochodu i wyszłam z niego. Szybko poszłam do drzwi wejściowych. Udałam się do recepcji.
- Przepraszam, gdzie jest ostry dyżur? - spytałam kobiety siedzącej za tak jakby ladą.
- Naprzeciwko prosto i w prawo - odpowiedziała, wskazując, w którą stronę mam się udać.
- Dziękuję - odparłam. Szybko poszłam tam i usiadłam na krześle, które było na wprost drzwi na salę operacyjną. Teraz do mnie dotarło, że Ross może tam walczy o życie. Bałagam niech on wyzdrowieje. Musi to zrobić. Trzeba powiadomić o tym jego rodzeństwo. Tylko jak im to przekazać? Ross jest w szpitalu, bo został postrzelony? Niech będzie i tak nic lepszego nie wymyślę. Wolę powiedzieć prawdę od razu, a nie owijać w bawełnę. Sprawdziłam kieszenie moich spodni, ale nie było w nich potrzebnego mi przedmiotu. Zaraz, zaraz, przecież ja nie mam telefonu. W nocy, gdy wychodziliśmy na plażę, nie miałam go przy sobie. To jak mam się do nich dodzwonić? Pójdę do recepcji, bo i tak ledwo siedzę na tym krześle z tych nerwów i strachu o życie Rossa. Wstałam i poszłam do recepcjonistki.
- Przepraszam, czy mogłaby pani zadzwonić do rodziny chłopaka, którego teraz operują? - spytałam.
- A jak on się nazywa?
- Ross Lynch. Został postrzelony. - ledwo, co przeszło mi to przezz gardło.
- Tak, wieźli jakiegoś chłopaka na ostry dyżur - potwierdziła kobieta. - Proszę podać numer do członka jego rodziny - powiedziała, a ja dałam jej numer do Rydel. Kobieta wpisała go i przyłożyła telefon do ucha. Już się boję ich reakcji, a szczególnie Rydel. Sama ledwo co powstrzymuje się od płaczu. Jednak chyba ten strach i poddenerwowanie blokują łzy.
- Dzień dobry. Z tej strony Veronica Brown, recepcjonistka szpitala w Los Angles. Czy rozmawiam z członkiem rodziny Rossa Lyncha? - powiedziała. - Pan Lynch został postrzelony i jest teraz operowany. - usłyszałam szloch, ale tego co mówiła Rydel już nie rozumiałam. - Proszę się uspokoić. Wszystko będzie dobrze z pani bratem. Może pani przyjechać do szpitala i czekać na wieści o nim - odparła. - Nie ma za co. Do widzenia.
- Dziękuję za wezwanie jego rodziny - odezwałam się.
- Ależ proszę. Taka jest moja praca - powiedziała uprzejmie. Odeszłam od recepcji i znów udałam się pod salę operacyjną. Zaczęłam nerwowo chodzić w tę i z powrotem po korytarzu. Co się z nim teraz dzieje? Żyje? Wyzdrowieje? Będzie znów cały i zdrowy? Jak długo będzie trwała ta operacja? Te pytania echem odbijały się po mojej głowie. Nie płaczę. To jest dla mnie zbyt wielki szok. To ja powinnam tam być, a nie on. Oni pewnie mierzyli w moją stronę, a Ross ochraniał mnie swoim ciałem. Nie wybaczę sobie, gdy nie przeżyje. On musi żyć! Musi! Ja chcę gok jeszcze zobaczyć żywego, przytulić się do niego, pocałować. Chcę po prostu mieć go znów przy sobie. Już nigdy to nie opuszczę. On jest tym jedynym, z którym mogę spędzić resztę życia. Nie wyobrażam sobie, żeby on teraz odszedł. Jest przecież taki młody. Nie! On nie umrze! Lekarze go uratują. Muszą to zrobić. Nie mogę to stracić! Nie mogę! Nie mogę! Zaczęły mnie piec oczy, a po chwili łzy nie przestawały płynąć po moich policzkach. Usiadłam na krześle i schowałam twarz w dłoniach. Płakałam, a w głowie miałam pustkę. Nie wiem ile tak siedziałam, ale w końcu usłyszałam znajome mi głosy. Podniosłam głowę i zobaczyłam Lynchów i Ellingtona idących w moją stronę. Wstałam z krzesła. Zauważyłam, że Rydel ma czerwone i lekko podpuchnięte oczy. Widać, że płakała. Ja pewnie wyglądam podobnie.
- Laura! Ty żyjesz. Jesteś cała? Oni nic ci nie zrobili? - odezwał się Riker.
- Nie, nic mi nie jest - odpowiedziałam zachrypniętym od płaczu głosu. Odchrząknęłam. - Mi nic, ale Ross... - zaczęłam, ale wybuchnęłam kolejnym spazmem płaczu. Rydel przytuliła mnie i sama się rozpłakała. Po chwili odsunęła się ode mnie.
- Ale jak to się stało, że go postrzelili? - spytała.
- Uciekaliśmy, a Ross biegł za mną, aby mnie ochronić własnym ciałem przed pociskami i postrzelili go. To ja powinnam tam leżeć - wskazałam na salę operacyjną. - A nie on.
- Nie mów tak Laura. Żadne z was nie powinno tak skończyć - powiedziała blondynka.
- Długo już tam jest? - spytał Rocky.
- Nie wiem, bo siedząc i płacząc straciłam rachubę czasu. Może z jakieś pół godziny? - odpowiedziałam.
- Jak się o tym dowiedzieliśmy to zaraz wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy. Dotarliśmy chyba tu w jakieś 10 minut - odezwał się Riker.
- Rydel, Laura, usiądźcie na krześle i uspokujcie się trochę - powiedział Ellington. Ja i Rydel usiadłyśmy obok siebie. - Uratują go. Zobaczcie, wszytko będzie dobrze. Musicie myśleć pozytywnie - odparł łagdonym głosem.
- No ja mam nadzieję, że będzie dobrze. Musi być. Nie przepuszczam przez myśli innych rzeczy - odpowiedziała Rydel. Zapanowała cisza. Rocky i Riker zaczęli chodzić tam i z powrotem po korytarzu, a Ellington usiadł na krześle obok Rydel i chwycił ją za dłoń. Ona oparła głowę o jego ramię. Słodko tak wyglądają. W ogóle to pasują do siebie. Może trzebaby ich jakoś spiknąć ze sobą? Zastanowię się nad tym kiedy indziej, bo teraz mam ważniejszą rzecz, a mianowicie czekanie na jakieś wieści o Rossie. Mam nadzieję, że będą dobre. Czas ciągnął mi się niemiłosiernie. Minuta ciągnęła się za minutą. W końcu po jakiś trzech godzinach z sali operacyjnej wyszedł jakiś lekarz i podszedł do nas.
- Czy państwo jesteście rodziną pana Rossa Lyncha? - spytał.
- Tak - potwierdził Riker.
- Jak on się ma? - spytała Rydel.
- Stracił dużo krwi i musieliśmy przeprowadzić transfuzję. Na szczęście nie doszło do większych obrażeń. Pocisk zatrzymał się niedaleko prawej nerki i tylko odrobinę ją naruszył. To nie będzie miało jakiś poważniejszych skutków. Miał szczęście. Gdyby strzelono z bliższej odległości, to jego życie mogłoby być zagrożone, ale jego stan jest stabilny. Teraz jest jeszcze pod narkozą i musi wypoczywać - powiedział doktor, a wszyscy odetchnęliśmy z ulgą.
- Czy możemy go zobaczyć? - zapytał Rocky.
- Tak, ale tylko na chwilę. Czy wszyscy jesteście jego rodziną?
- Nasza trójka jest jego rodzeństwem - powiedziała Rydel, wskazując na siebie, Rikera i Rocky'ego. - On jest przyjacielem rodziny. Jest jak brat.
- A pani? - doktor zadał mi pytanie.
- Ja... - zacięłam się.
- Ona jest jego dziewczyną. To już poważna sprawa, bo mój brat zamierza się jej oświadczyć - przerwała mi Rydel. Spojrzałam na nią z wdzięcznością.
- Rydel, dlaczego mi o tym mówisz? - spytałam. Muszę wczuć się w rolę.
- Ups, sorki, jakby co to nic nie wiesz, okay?
- Okay.
- To może ona wejść? - zapytała Rydel.
- Dużo was, ale niech będzie, możecie go odwiedzić, ale tylko na chwilę - powiedział doktor.
- Dziękujemy - odparliśmy.
- Proszę za mną, zaprowadzę was do jego sali - odpowiedział lekarz, a my udaliśmy się za nim. Szliśmy cały czas prosto, a potem skręciliśmy w prawo. Zatrzymaliśmy się pod drzwiami z numerem 12. Jak dobrze, że jego sala jest na parterze. - To tutaj - odezwał się mężczyzna, otwierając przed nami drzwi. Weszliśmy do środka. Po lewej stronie stały dwa szpitalne łóżka. Jedno było puste, a na drugim leżał Ross. Był podłączony do kroplówki i miał przyczepione dużo kabelków. Był baldy. Zrobiło mi się go strasznie żal. Podeszliśmy bliżej łóżka. Patrzyłam na niego. Jest teraz taki bezbronny. Zawsze czułam się przy nim bezpieczna, bo wiedziałam, że w razie czego mnie obroni. Wpatrując się w niego przez myśli przeleciał mi cały lipiec i wydarzenia związane z Rossem. Jak to się wszystko potoczyło. Teraz Ross leży w szpitalu. Cieszę się, że nic mu nie jest. Spadł mi kamień z serca. Wiedziałam, że wszystko z nim będzie dobrze. Nie mogłam myślieć o gorszych rzeczach. Teraz, gdy tak na niego patrzę, czuję jak bardzo jest on dla mnie ważny i jak mocno go kocham. Nie sądziłam, że pokocham kogoś tak mocno znając go tylko miesiąc. Czasami myślę, że znamy się o wiele dłużej. Z Rossem wszystko jest lepesze. On daje mi wielkie szczęście. Nie wyobrażam sobie już teraz życia bez niego. Byłoby ono takie puste. On nadaje mu sensu i kolorowych barw. On powoduje, że rano budzę się z uśmiechem na ustach, bo przypominam sobie o dniu spędzonym z nim. Kocham go. Boże, jak ja go kocham.
- Proszę już wyjść, będziecie mogli go odwiedzić za pare godzin. Teraz musi odpoczywać - odezwał się doktor, a my wyszliśmy z sali. Stając w progu, spojrzałam jeszcze raz na Rossa, po czym opuściłam pomieszczenie.
- No to teraz możemy iść do domu. Później do niego przyjdziemy - powiedział Riker.
- Ty Laura szczególnie musisz odpocząć. Tyle przeszłaś - odezwała się Rydel.
- Wolę sobie o tym nie przypominać - odparłam, a przed oczami stanęła mi scena, gdy ci bandyci wyłanili się z cienia, a ja byłam przywiązana do krzesła. Szybko odpędziłam to wspomnienie. Doszliśmy razem do wyjścia ze szpitala.
- To pa Laura - powiedzieli.
- Pa wam wszystkim - odparłam. Przytuliłam każdego na pożegnanie, a potem oni poszli w stronę parkingu. Ja będę musiała iść na nogach, bo nie mam ani telefonu, ani pieniędzy na taksówkę. Trzeba rozruszać trochę nogi od ponad trzygodinnego siedzenia. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Do domu doszłam w 15 minut. Już na korytarzu zostałam zgnieciona w uścisku Vanessy.
- Och Laura. Jak dobrze, że już jesteś. Wiesz, jak ja się o ciebie bałam? Normalnie zemdlałam, gdy dowiedziałam się, że jacyś bandyci cię porwali. Nic ci nie zrobili? - powiedziała, gdy już mnie puściła.
- Nie, nic mi nie zrobili, ale Ross nie miał tyle szęścia. Gdy uciekaliśmy bronił mnie własnym ciałem przed pociskami i sam dostał.
- Tak wiem, mama i tata już mi o tym wszystkim mówili. Co z nim?
- Na szczęście nic mu poważnego nie jest - powiedziałam z wyraźną ulgą.
- Chodźmy może do altanki i tam mi wszystko opowiesz, co ty na to?
- Okay, ale gdy ci będę o tym mówiła to tak jakby będę przeżywała to po raz drugi.
- Lepiej będzie dla ciebie, gdy komuś to opowiesz. Zawsze będzie ci lżej.
- No w sumie masz rację - przytaknęłam. - Jednak najpierw chciałbym się wykąpać i przebrać w czyste ubrania. Poczekaj już na mnie w altance.
- Dobrze - odpowiedziała Vanessa i wyszła z domu. Ja natomiast udałam się na górę do swojego pokoju. Do ubrania wybrałam czerwoną bokserkę i czarne, krótkie spodenki. Poszłam z tym do łazienki. Wykąpałam się i chwilę poleżałam w wannie. Potem wytarłam się, wysuszym włosy i zrobiłam lekki makijaż składający się z tuszu do rzęs, odrobiny podkładu i błyszczyka. Od razu czuję się świeżej. Zabrałam telefon i wyszałam z pokoju. Zaburczało mi w brzuchu. No tak, nie jadłam przecież przez tyle czasu. Jednak przez te wszystkie wydarzenia nie czułam głodu. Poszłam do kuchni, gdzie rozmawiałam z Natalie i zjadłam pierogi, które zrobiła. Po tym wyszałam drzwiami tarasowymi na zewnątrz i udałam się do altanki, gdzie siedziała już Vanessa. Była wyraźnie zamyślona, ale gdy mnie zobaczyła ,,zeszła na ziemię".
- No co tak długo? - spytała z lekkim wyrzutem.
- No co? Musiam się wykąpać i coś zjeść - odpowiedziałam, siadając na ławce.
- Opowiadaj, co ci się przytrafiło - odparła Van. Ja wzięłam głęboki oddech i zaczęłam opowiadać swoją historię. Mówiłam wszystko ze szczegółami i chyba nie pominęłam niczego. Tak jak myślałam, przeżywałam to wszystko raz jeszcze i miałam każde wydarzenie przed oczami.
- No i tyle mi się przytrafiło - skończyłam opowiadać.
- Jejku, nigdy w życiu nie chciałabym przeżyć czegoś takiego. To było straszne - powiedziała Vanessa.
- Ty tylko to słyszałaś, a ja widziam i doświadczyłam na własnej skórze.
- Wiesz są też jakieś plusy. Jesteś już stuprocentowo pewna, że kochasz Rossa - uśmiechnęła się.
- Tak, to prawda - potwierdziłam z uśmiechem na ustach.
- Teraz już chyba zerwiesz z Jake'iem, prawda?
- Tak z pewnością. Zrobię to nawet dzisiaj. Wolę to mieć z głowy. Nasz związek od początku nie miał sensu. Nie wiem czemu się zgodziłam zostać jego dziewczyną.
- O tak! Nadchodzi teraz czas na Raurę! - powiedziała radośnie.
- Tak, teraz już się z tobą zgodzę - uśmiechnęłam się.
- No w końcu. Jestem ciekawa kiedy Ross cię o to zapyta.
- Kto wie. Może on nic do mnie nie czuje.
- Weź przestań! On cię uratował i ochornił, chcesz jeszcze lepszego dowodu miłości?
- Zobaczymy jak to będzie - odparłam. - A ty wiesz już, czy coś czujesz do Rikera? - spytałam, a Vanessa zarumieniła się lekko. - Ha! Rumienisz się! To już coś znaczy. Nie oszukasz mnie teraz.
- No dobra, przyznam się bez bicia - odpowiedziała zrezygnowanym głosem. - Tak, jestem zakochana w Rikerze.
- To świetnie. Szykuje się kolejna para - uśmiechnęłam się.
- Widzę, że dotarało do ciebie, że to kiedy wy będziecie razem to już tylko kwestia czasu.
- No wiesz, chciałabym być jego dziewczyną. Ty chcesz być z Rikerem?
- Eee... no chyba tak. To zależy, czy on coś do mnie czuje.
- Na pewno nie jesteś dla niego obojętna. Kibicuję wam. Team Rikessa! - powiedziałam radośnie.
- Ja należę do teamu Raura już od dawna - zaśmiała się. Potem zaczęłyśmy rozmawiać na inne tematy.
*R5 - I Can't Say I'm In Love
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Podoba wam się rozdział? Myślę, że nawet mi się udał. Było odrobinę napięcia. Rozwiałam już wasze obawy o Rossa. Jest cały i zdrowy. Już niedługo będzie Raura! No w końcu można by powiedzieć. Sama się z tego cieszę. Nie chce mi się już więcej pisać, bo muszę jeszcze zrobić zadania domowe. Mam urwanie głowy z tą szkołą. Teraz nauczyciele tak gnają z materiałem, bo będę miała testy w kwietniu, a potem będzie luz.
Do napisania!!!
Liczę na komentarze!
~Los Angeles, 02.08.2015r.~
★Laura★
- Lau, ja ci... - zaczął Ross, ale po chwili jego oczy zamknęły się, a ciało stało bezwładne.
- O Boże! Nie, nie, nie, nie, Ross. Patrz na mnie. Tu, na mnie. Jestem tu. Nie zamykaj oczu, słyszysz? - powiedziałam na jednym wdechu i trzymając jego twarz w dłoniach. - Ross, proszę otwórz oczy - załkałam, a po policzkach pociekły mi łzy. - Ross, kocham cię. Kocham cię, słyszysz? Błagam, otwórz oczy. Spójrz na mnie. Nie zostawiaj mnie. Kocham cię, Ross i zawsze będę - płakałam i wtulałam głowę w jego tors. - Nie rób mi tego. Nie odchodź, Ross. Błagam, wróć do mnie - poczułam, że serce rozdziera mi ogromny ból. Jednak on żył, bo trzymając głowę na jego piersi słyszałam bicie jego serca i słaby oddech. Muszę go uratować. On może... Nie, nie przejdzie mi to nawet przez myśl. Podniosłam głowę i rozejrzałam się dookoła siebie. Gdzie ta pomoc? No gdzie? Z tartaku nadal dobiegają odgłosy strzelania, ale już cichną. Mam nadzieję, że to policja wygrywa, bo jeśli nie, to ja i Ross zginiemy. Nagle zobaczyłam mężczyzn w szarych mundurach i czerwonych kurtkach. To policjanci i ratownicy medyczni. - Tu jesteśmy! - krzyknęłam, a oni mnie zobaczyli, bo zaczęli biec w naszą stronę. Zauważyłam, że ratownicy niosą nosze. Po chwili dobiegli do nas, a policjanci skierowali się w stronę tartaku. Odsunęłam się od Rossa, po czym wstałam. Zakręciło mi się lekko w głowie. Oddychałam ciężko.
- A pani nic nie jest? - spytał jeden z nich, gdy reszta przeniosła Rossa na nosze.
- Nic, że mną wszystko dobrze - odpowiedziałam nadal zapłkanym głosem.
- Na pewno? Zbladła pani, a oddech ma pani przyspieszony. Proszę powiedzieć, jeśli pani źle się czuje.
- Ale na prawdę nic mi nie jest - odparłam słabym głosem. Po chwili świat zawirował mi przed oczami i widziałam tylko ciemność.
- Laura. Laura, otwórz oczy. Skarbie - słyszałam jakiś kobiecy głos. Podniosłam ociężale powieki i zobaczyłam mamę. - Laura, jak dobrze, że już oprzytomniałaś - uśmiechnęła się lekko. Zauważyłam, że mam głowę na jej kolanach i jesteśmy na tylnych siedzeniach samochodu, który prowadzi mój tata.
- Jak się czujesz? - spytał tata. Nagle przypomniałam sobie wydarzenia, które się mi przytrafiły. Bandyci, ciemny pokój, Ross, ucieczka. No właśnie, Ross. On został postrzelony. Natychmiast zerwałam się z kolan mamy i usiadłam.
- Gdzie jest Ross? Co się z nim dzieje? - spytałam.
- Jedzie do szpitala. Jego stan był ciężki - odpowiedziała mama, a ja zaczęłam szybciej oddychać.
- On żyje? - zapytałam cicho.
- Tak, ale jest ciężko ranny. To poważna sprawa. Pocisk mógł uszkodzić jego nekrę - odezwał się tata. Poczułam, że pieką mnie oczy.
- Ja chcę do niego jechać. Chcę jechać do szpitala. Muszę wiedzieć, co z nim się dzieje. Proszę, jedźmy do szpita - załkałam.
- Nawet jeśli tam pojedziemy to lekrze nie wpuszczą cię po operacji do niego, bo nie jesteś z jego rodziny - powiedział tata.
- Na to coś poradzę. Ja muszę tam być. Chcę wiedzieć jak się ma. Ja go kocham i muszę go zobaczyć choć na chwilę. Proszę, zawieźcie mnie do szpitala - odparłam, a po policzkach pociekły mi łzy.
- Dobrze, skoro tak ci na nim zależy - odezwała się mama. - Damiano, proszę jedź do szpitala.
- Dobrze, niech wam będzie - powiedział tata. - Laura możesz mi odpowiedzieć na pewne pytanie?
- Jasne.
- Skoro kochasz Rossa, to dlaczego jesteś z Jacobem?
- Sama już nie wiem. Nie czułam nic do niego, gdy się zagdzałam. Zrobiłam to, bo bałam się, że go stracę. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem zakochana w Rossie. Jednak teraz już jestem tego stuprocentowo pewna i będę musiała zerwać z Jake'iem. Jeśli się na mnie przez to obrazi to trudno, Ross jest dla mnie ważniejszy.
- Przemyśl to jeszcze. Jacob to porządny chłopak, a Ross zadawał się z bandytami - powiedział tata.
- Nie znam szczegółów, ale wiem, że nie robił tego z własnych chęci. Znam go bardzo dobrze i wiem, że on by mnie nie skrzywdził. Zresztą uratował mnie, co o tym świadczy. Wiem tato, że chciałbyś mnie wydać za mąż za Jake'a, ale ja poza sympatią do niego nic więcej nie czuję. Nie chcę być z osobą, której nie kocham.
- A wiesz w ogóle, czy Ross cię kocha? Powiedział ci o tym? - spytał, a ja westchnęłam.
- Tego nie wiem, ale skoro mnie uratował i obronił przed postrzałem, to jestem dla niego ważna.
- Kochanie, nie mów już nic więcej - odezwała się mama. - To Laura ma decydować o swoim życiu, a nie my. Chcę, żeby była szczęśliwa. Skoro kocha Rossa to niech z nim będzie.
- Dzięki mamo - uśmiechnęłam się do niej.
- A właśnie. Mam jakąś kartkę, którą trzymałaś w ręce, gdy zemdlałaś - powiedziała i wyciągnęła ją z kieszeni spodni, po czym dała mi ją. To piosenka, którą napisał Ross. Szybko rozłożyłam poskładany papier i zaczęłam czytać.
Serce bije szybciej, może potrzebuję jakiejś operacji
Klęska żywiołowa, przejmujesz nade mną kontrolę
Jąkam się, obraz się rozmazuje
Nie ma nic innego, co powalołoby mnie na kolana tak jak to.
I robi się tak gorąco, ilekroć zostajemy sami
Ale nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany
Nie, nie zrobię tego
Nie wiem czym jest miłość
Ale wiem, że nigdy wcześniej się tak nie czułem
Twój pocałunek jest magiczny
Zupełnie jak okrąg, tak, taki doskonały
I mogę powiedzieć tak, rozkładając to na części
Możesz powiedzieć to pierwsza - dla ciebie to łatwe
Nawet jeśli wiem, że jest to prawda
Nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany
Nawet jeśli wiem, że jest to prawda
Nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany
Paranoja, przepływa przez moje żyły
Poznałem Cię, to był mój koniec
I wiem, że mógłym zatrzymać cię przy sobie, słowami, których nie potrafię powiedzieć
A wszystko co do mnie czujesz, wiedz, że ja czuję to samo
Nie wiem czym jest miłość
Ale wiem, ze nigdy wcześniej się tak nie czułem
Twój pocałunek jest magiczny
Zupełnie jak okrąg, tak, taki doskonały
I mogę powiedzieć tak, rozkładając to na części
Możesz powiedzieć to pierwsza - dla ciebie to łatwe
Nawet jeśli wiem, że jest to prawda
Nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany
Nawet jeśli wiem, że jest to prawda
Nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany
Otwierasz moje serce, otwierasz mój umysł
Wszystko nagle przestaje być czarno-białe
Wszystko co widzę to nowa rzeczywistość
Kochanie, czy to miłość?
Czy to miłość? Czy to miłość?
Tak, to miłosć
Już wiem co to miłość
I wiem, że nigdy wcześniej się tak nie czułem
Twój pocałunek jest magiczny
Zupełnie jak okrąg, tak, taki idealny
I mogę powiedzieć tak, rozkładając to na części
Powiem to pierwszy, tylko dla Ciebie
Mogę powiedzieć tak, rozkładając to na części
Powiem to pierwszy, tylko dla Ciebie
Zaczynam się przekonywać, że jest to prawda
Powiem to pierwszy, tylko dla ciebie
Jest tylko jedna rzecz do zrobienia
Kochanie, kocham Cię
Kochanie, zakochałem się w Tobie
Kochanie, kocham Cię*
Gdy skończyłam po moich policzkach spłynęły dwie łzy. To piękna piosenka. Zauważyłam, że w dolnym rogu kartki są zapisane jeszcze jakieś słowa. Jeśli to czytasz Lau to wiedz, że jesteś dla mnie bardzo ważna i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Serce zabiło mi szybciej. Może ta piosenka opisuje uczucia Rossa? Może on coś o mnie czuje? Chcę, żeby tak było. Przecież zanim stracił przytomność to powiedział: Lau, ja ci... Może chciał wtedy wyznać swoje uczucia? Może on mnie kocha? Przecież uratował mnie i choronił własnym ciałem, żeby mnie nie postrzelili. Zresztą wtedy, gdy byłam przywiązana do krzesła to mówił mi, że jestem dla niego ważna i inne podobne rzeczy. Wiem, że była to prawda, bo patrzył mi prosto w oczy. Pocałował mnie też. Krótko, ale spowodował tym, że serce oblała mi fala szczęścia. Kocham go i to bardzo. Nie wyobrażam sobie, żeby zabrakło go w moim życiu. Co jeśli lekarze nie uratowaliby go i on by...? Nie, nie mogę nawet tak myśleć. Ross będzie żył. Wyzdrowieje. Nie mogę go stracić. Nie mogę! Jest dla mnie zbyt ważny. Gdybym go nie poznała, to moje życie byłoby puste. Pozbawione radości. Jego sama obecność powoduje, że jestem szczęśliwa. To z nim przeżyłam najpiękniejsze chwile. Najlepszy był nasz pocałunek w deszczu. Westchnęłam. Gdyby teraz umarł, to nie wiem jak bym żyła z tą myślą. Długo bym się zbierała po jego stracie. Nie! Nie mogę myśleć w ten sposób! Ross wyzdrowieje. Teraz tak bardzo chciałabym być w jego ramionach. Wtedy czuję się bezpieczna, a wszystkie smutki i zmartwienia znikają. Brakuje mi go. On musi przeżyć. Musi. Ja nie mogę go stracić. Ross jest dla mnie zbyt ważny. Jakie to życie jest przewrotne. Wiadomo są lepsze i gorsze dni. Cały lipiec to było dla mnie wielkie pasmo szczęścia. Zaczął się dopiero sierpień i już coś się zmieniło. Zostałam porwana przez bandytów, a Ross został postrzelony. Najgorsze jest to, że Ross jest w to zamieszany. Nie wiem w jakim stopniu, ale to mnie trochę niepokoi. Co jeśli te typy miały rację i Ross mnie cały czas okłamywał? Nie, to nie mogłaby być prawda. Wyjaśniał mi to cały czas patrząc mi w oczy, w których widziałam szczerość. Ja zawsze mu wierzę. Jednak, czy teraz dobrze zrobiłam ufając mu? Dlaczego mam wątpliwości? Przecież Ross przyszedł po minie, uratował, ochronił własnym ciałem przez postrzałem. Wierzę, że to co mówił, to prawda. Ufam mu i wiem, że by mnie nie skrzywdził. Kocham go. Miłość wszystko wybacza. Chciałabym poznać prawdę. Dowiedzieć się jak to się stało, że zadaje się z bandytami. Obiecał, że mi to opowie. Jednak jeśli wyjawi mi coś strasznego? Zdołam mu zaufać? Wiem, że nie powinno żyć się przeszłością lecz żyć chwilą i patrzeć w przyszłość, więc mogę zapomnieć o tym, co powie. Jestem na to gotowa. Nie chcę go stracić. Chcę być jego dziewczyną i być z nim szczęśliwa. Co się z nim teraz dzieje? Ta operacja zakończy się dla niego pomyślnie? Wyzdrowieje? Mam nadzieję, że tak. Boże, spraw, żeby Ross był cały i zdrowy. Chcę go zobaczyć takiego jaki był. Wtulić się w jego ramiona, pocałować. Och, jak mi go teraz brakuje. Nagle zauważyłam, że dojechaliśmy już do szpitala.
- Tato, zatrzymaj się niedaleko wejścia - odezwałam się, a on tak zrobił. - Dziękuję, że mnie tu przywieźliście - powiedziałam, po czym otworzyłam drzwi samochodu i wyszłam z niego. Szybko poszłam do drzwi wejściowych. Udałam się do recepcji.
- Przepraszam, gdzie jest ostry dyżur? - spytałam kobiety siedzącej za tak jakby ladą.
- Naprzeciwko prosto i w prawo - odpowiedziała, wskazując, w którą stronę mam się udać.
- Dziękuję - odparłam. Szybko poszłam tam i usiadłam na krześle, które było na wprost drzwi na salę operacyjną. Teraz do mnie dotarło, że Ross może tam walczy o życie. Bałagam niech on wyzdrowieje. Musi to zrobić. Trzeba powiadomić o tym jego rodzeństwo. Tylko jak im to przekazać? Ross jest w szpitalu, bo został postrzelony? Niech będzie i tak nic lepszego nie wymyślę. Wolę powiedzieć prawdę od razu, a nie owijać w bawełnę. Sprawdziłam kieszenie moich spodni, ale nie było w nich potrzebnego mi przedmiotu. Zaraz, zaraz, przecież ja nie mam telefonu. W nocy, gdy wychodziliśmy na plażę, nie miałam go przy sobie. To jak mam się do nich dodzwonić? Pójdę do recepcji, bo i tak ledwo siedzę na tym krześle z tych nerwów i strachu o życie Rossa. Wstałam i poszłam do recepcjonistki.
- Przepraszam, czy mogłaby pani zadzwonić do rodziny chłopaka, którego teraz operują? - spytałam.
- A jak on się nazywa?
- Ross Lynch. Został postrzelony. - ledwo, co przeszło mi to przezz gardło.
- Tak, wieźli jakiegoś chłopaka na ostry dyżur - potwierdziła kobieta. - Proszę podać numer do członka jego rodziny - powiedziała, a ja dałam jej numer do Rydel. Kobieta wpisała go i przyłożyła telefon do ucha. Już się boję ich reakcji, a szczególnie Rydel. Sama ledwo co powstrzymuje się od płaczu. Jednak chyba ten strach i poddenerwowanie blokują łzy.
- Dzień dobry. Z tej strony Veronica Brown, recepcjonistka szpitala w Los Angles. Czy rozmawiam z członkiem rodziny Rossa Lyncha? - powiedziała. - Pan Lynch został postrzelony i jest teraz operowany. - usłyszałam szloch, ale tego co mówiła Rydel już nie rozumiałam. - Proszę się uspokoić. Wszystko będzie dobrze z pani bratem. Może pani przyjechać do szpitala i czekać na wieści o nim - odparła. - Nie ma za co. Do widzenia.
- Dziękuję za wezwanie jego rodziny - odezwałam się.
- Ależ proszę. Taka jest moja praca - powiedziała uprzejmie. Odeszłam od recepcji i znów udałam się pod salę operacyjną. Zaczęłam nerwowo chodzić w tę i z powrotem po korytarzu. Co się z nim teraz dzieje? Żyje? Wyzdrowieje? Będzie znów cały i zdrowy? Jak długo będzie trwała ta operacja? Te pytania echem odbijały się po mojej głowie. Nie płaczę. To jest dla mnie zbyt wielki szok. To ja powinnam tam być, a nie on. Oni pewnie mierzyli w moją stronę, a Ross ochraniał mnie swoim ciałem. Nie wybaczę sobie, gdy nie przeżyje. On musi żyć! Musi! Ja chcę gok jeszcze zobaczyć żywego, przytulić się do niego, pocałować. Chcę po prostu mieć go znów przy sobie. Już nigdy to nie opuszczę. On jest tym jedynym, z którym mogę spędzić resztę życia. Nie wyobrażam sobie, żeby on teraz odszedł. Jest przecież taki młody. Nie! On nie umrze! Lekarze go uratują. Muszą to zrobić. Nie mogę to stracić! Nie mogę! Nie mogę! Zaczęły mnie piec oczy, a po chwili łzy nie przestawały płynąć po moich policzkach. Usiadłam na krześle i schowałam twarz w dłoniach. Płakałam, a w głowie miałam pustkę. Nie wiem ile tak siedziałam, ale w końcu usłyszałam znajome mi głosy. Podniosłam głowę i zobaczyłam Lynchów i Ellingtona idących w moją stronę. Wstałam z krzesła. Zauważyłam, że Rydel ma czerwone i lekko podpuchnięte oczy. Widać, że płakała. Ja pewnie wyglądam podobnie.
- Laura! Ty żyjesz. Jesteś cała? Oni nic ci nie zrobili? - odezwał się Riker.
- Nie, nic mi nie jest - odpowiedziałam zachrypniętym od płaczu głosu. Odchrząknęłam. - Mi nic, ale Ross... - zaczęłam, ale wybuchnęłam kolejnym spazmem płaczu. Rydel przytuliła mnie i sama się rozpłakała. Po chwili odsunęła się ode mnie.
- Ale jak to się stało, że go postrzelili? - spytała.
- Uciekaliśmy, a Ross biegł za mną, aby mnie ochronić własnym ciałem przed pociskami i postrzelili go. To ja powinnam tam leżeć - wskazałam na salę operacyjną. - A nie on.
- Nie mów tak Laura. Żadne z was nie powinno tak skończyć - powiedziała blondynka.
- Długo już tam jest? - spytał Rocky.
- Nie wiem, bo siedząc i płacząc straciłam rachubę czasu. Może z jakieś pół godziny? - odpowiedziałam.
- Jak się o tym dowiedzieliśmy to zaraz wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy. Dotarliśmy chyba tu w jakieś 10 minut - odezwał się Riker.
- Rydel, Laura, usiądźcie na krześle i uspokujcie się trochę - powiedział Ellington. Ja i Rydel usiadłyśmy obok siebie. - Uratują go. Zobaczcie, wszytko będzie dobrze. Musicie myśleć pozytywnie - odparł łagdonym głosem.
- No ja mam nadzieję, że będzie dobrze. Musi być. Nie przepuszczam przez myśli innych rzeczy - odpowiedziała Rydel. Zapanowała cisza. Rocky i Riker zaczęli chodzić tam i z powrotem po korytarzu, a Ellington usiadł na krześle obok Rydel i chwycił ją za dłoń. Ona oparła głowę o jego ramię. Słodko tak wyglądają. W ogóle to pasują do siebie. Może trzebaby ich jakoś spiknąć ze sobą? Zastanowię się nad tym kiedy indziej, bo teraz mam ważniejszą rzecz, a mianowicie czekanie na jakieś wieści o Rossie. Mam nadzieję, że będą dobre. Czas ciągnął mi się niemiłosiernie. Minuta ciągnęła się za minutą. W końcu po jakiś trzech godzinach z sali operacyjnej wyszedł jakiś lekarz i podszedł do nas.
- Czy państwo jesteście rodziną pana Rossa Lyncha? - spytał.
- Tak - potwierdził Riker.
- Jak on się ma? - spytała Rydel.
- Stracił dużo krwi i musieliśmy przeprowadzić transfuzję. Na szczęście nie doszło do większych obrażeń. Pocisk zatrzymał się niedaleko prawej nerki i tylko odrobinę ją naruszył. To nie będzie miało jakiś poważniejszych skutków. Miał szczęście. Gdyby strzelono z bliższej odległości, to jego życie mogłoby być zagrożone, ale jego stan jest stabilny. Teraz jest jeszcze pod narkozą i musi wypoczywać - powiedział doktor, a wszyscy odetchnęliśmy z ulgą.
- Czy możemy go zobaczyć? - zapytał Rocky.
- Tak, ale tylko na chwilę. Czy wszyscy jesteście jego rodziną?
- Nasza trójka jest jego rodzeństwem - powiedziała Rydel, wskazując na siebie, Rikera i Rocky'ego. - On jest przyjacielem rodziny. Jest jak brat.
- A pani? - doktor zadał mi pytanie.
- Ja... - zacięłam się.
- Ona jest jego dziewczyną. To już poważna sprawa, bo mój brat zamierza się jej oświadczyć - przerwała mi Rydel. Spojrzałam na nią z wdzięcznością.
- Rydel, dlaczego mi o tym mówisz? - spytałam. Muszę wczuć się w rolę.
- Ups, sorki, jakby co to nic nie wiesz, okay?
- Okay.
- To może ona wejść? - zapytała Rydel.
- Dużo was, ale niech będzie, możecie go odwiedzić, ale tylko na chwilę - powiedział doktor.
- Dziękujemy - odparliśmy.
- Proszę za mną, zaprowadzę was do jego sali - odpowiedział lekarz, a my udaliśmy się za nim. Szliśmy cały czas prosto, a potem skręciliśmy w prawo. Zatrzymaliśmy się pod drzwiami z numerem 12. Jak dobrze, że jego sala jest na parterze. - To tutaj - odezwał się mężczyzna, otwierając przed nami drzwi. Weszliśmy do środka. Po lewej stronie stały dwa szpitalne łóżka. Jedno było puste, a na drugim leżał Ross. Był podłączony do kroplówki i miał przyczepione dużo kabelków. Był baldy. Zrobiło mi się go strasznie żal. Podeszliśmy bliżej łóżka. Patrzyłam na niego. Jest teraz taki bezbronny. Zawsze czułam się przy nim bezpieczna, bo wiedziałam, że w razie czego mnie obroni. Wpatrując się w niego przez myśli przeleciał mi cały lipiec i wydarzenia związane z Rossem. Jak to się wszystko potoczyło. Teraz Ross leży w szpitalu. Cieszę się, że nic mu nie jest. Spadł mi kamień z serca. Wiedziałam, że wszystko z nim będzie dobrze. Nie mogłam myślieć o gorszych rzeczach. Teraz, gdy tak na niego patrzę, czuję jak bardzo jest on dla mnie ważny i jak mocno go kocham. Nie sądziłam, że pokocham kogoś tak mocno znając go tylko miesiąc. Czasami myślę, że znamy się o wiele dłużej. Z Rossem wszystko jest lepesze. On daje mi wielkie szczęście. Nie wyobrażam sobie już teraz życia bez niego. Byłoby ono takie puste. On nadaje mu sensu i kolorowych barw. On powoduje, że rano budzę się z uśmiechem na ustach, bo przypominam sobie o dniu spędzonym z nim. Kocham go. Boże, jak ja go kocham.
- Proszę już wyjść, będziecie mogli go odwiedzić za pare godzin. Teraz musi odpoczywać - odezwał się doktor, a my wyszliśmy z sali. Stając w progu, spojrzałam jeszcze raz na Rossa, po czym opuściłam pomieszczenie.
- No to teraz możemy iść do domu. Później do niego przyjdziemy - powiedział Riker.
- Ty Laura szczególnie musisz odpocząć. Tyle przeszłaś - odezwała się Rydel.
- Wolę sobie o tym nie przypominać - odparłam, a przed oczami stanęła mi scena, gdy ci bandyci wyłanili się z cienia, a ja byłam przywiązana do krzesła. Szybko odpędziłam to wspomnienie. Doszliśmy razem do wyjścia ze szpitala.
- To pa Laura - powiedzieli.
- Pa wam wszystkim - odparłam. Przytuliłam każdego na pożegnanie, a potem oni poszli w stronę parkingu. Ja będę musiała iść na nogach, bo nie mam ani telefonu, ani pieniędzy na taksówkę. Trzeba rozruszać trochę nogi od ponad trzygodinnego siedzenia. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Do domu doszłam w 15 minut. Już na korytarzu zostałam zgnieciona w uścisku Vanessy.
- Och Laura. Jak dobrze, że już jesteś. Wiesz, jak ja się o ciebie bałam? Normalnie zemdlałam, gdy dowiedziałam się, że jacyś bandyci cię porwali. Nic ci nie zrobili? - powiedziała, gdy już mnie puściła.
- Nie, nic mi nie zrobili, ale Ross nie miał tyle szęścia. Gdy uciekaliśmy bronił mnie własnym ciałem przed pociskami i sam dostał.
- Tak wiem, mama i tata już mi o tym wszystkim mówili. Co z nim?
- Na szczęście nic mu poważnego nie jest - powiedziałam z wyraźną ulgą.
- Chodźmy może do altanki i tam mi wszystko opowiesz, co ty na to?
- Okay, ale gdy ci będę o tym mówiła to tak jakby będę przeżywała to po raz drugi.
- Lepiej będzie dla ciebie, gdy komuś to opowiesz. Zawsze będzie ci lżej.
- No w sumie masz rację - przytaknęłam. - Jednak najpierw chciałbym się wykąpać i przebrać w czyste ubrania. Poczekaj już na mnie w altance.
- Dobrze - odpowiedziała Vanessa i wyszła z domu. Ja natomiast udałam się na górę do swojego pokoju. Do ubrania wybrałam czerwoną bokserkę i czarne, krótkie spodenki. Poszłam z tym do łazienki. Wykąpałam się i chwilę poleżałam w wannie. Potem wytarłam się, wysuszym włosy i zrobiłam lekki makijaż składający się z tuszu do rzęs, odrobiny podkładu i błyszczyka. Od razu czuję się świeżej. Zabrałam telefon i wyszałam z pokoju. Zaburczało mi w brzuchu. No tak, nie jadłam przecież przez tyle czasu. Jednak przez te wszystkie wydarzenia nie czułam głodu. Poszłam do kuchni, gdzie rozmawiałam z Natalie i zjadłam pierogi, które zrobiła. Po tym wyszałam drzwiami tarasowymi na zewnątrz i udałam się do altanki, gdzie siedziała już Vanessa. Była wyraźnie zamyślona, ale gdy mnie zobaczyła ,,zeszła na ziemię".
- No co tak długo? - spytała z lekkim wyrzutem.
- No co? Musiam się wykąpać i coś zjeść - odpowiedziałam, siadając na ławce.
- Opowiadaj, co ci się przytrafiło - odparła Van. Ja wzięłam głęboki oddech i zaczęłam opowiadać swoją historię. Mówiłam wszystko ze szczegółami i chyba nie pominęłam niczego. Tak jak myślałam, przeżywałam to wszystko raz jeszcze i miałam każde wydarzenie przed oczami.
- No i tyle mi się przytrafiło - skończyłam opowiadać.
- Jejku, nigdy w życiu nie chciałabym przeżyć czegoś takiego. To było straszne - powiedziała Vanessa.
- Ty tylko to słyszałaś, a ja widziam i doświadczyłam na własnej skórze.
- Wiesz są też jakieś plusy. Jesteś już stuprocentowo pewna, że kochasz Rossa - uśmiechnęła się.
- Tak, to prawda - potwierdziłam z uśmiechem na ustach.
- Teraz już chyba zerwiesz z Jake'iem, prawda?
- Tak z pewnością. Zrobię to nawet dzisiaj. Wolę to mieć z głowy. Nasz związek od początku nie miał sensu. Nie wiem czemu się zgodziłam zostać jego dziewczyną.
- O tak! Nadchodzi teraz czas na Raurę! - powiedziała radośnie.
- Tak, teraz już się z tobą zgodzę - uśmiechnęłam się.
- No w końcu. Jestem ciekawa kiedy Ross cię o to zapyta.
- Kto wie. Może on nic do mnie nie czuje.
- Weź przestań! On cię uratował i ochornił, chcesz jeszcze lepszego dowodu miłości?
- Zobaczymy jak to będzie - odparłam. - A ty wiesz już, czy coś czujesz do Rikera? - spytałam, a Vanessa zarumieniła się lekko. - Ha! Rumienisz się! To już coś znaczy. Nie oszukasz mnie teraz.
- No dobra, przyznam się bez bicia - odpowiedziała zrezygnowanym głosem. - Tak, jestem zakochana w Rikerze.
- To świetnie. Szykuje się kolejna para - uśmiechnęłam się.
- Widzę, że dotarało do ciebie, że to kiedy wy będziecie razem to już tylko kwestia czasu.
- No wiesz, chciałabym być jego dziewczyną. Ty chcesz być z Rikerem?
- Eee... no chyba tak. To zależy, czy on coś do mnie czuje.
- Na pewno nie jesteś dla niego obojętna. Kibicuję wam. Team Rikessa! - powiedziałam radośnie.
- Ja należę do teamu Raura już od dawna - zaśmiała się. Potem zaczęłyśmy rozmawiać na inne tematy.
*R5 - I Can't Say I'm In Love
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Podoba wam się rozdział? Myślę, że nawet mi się udał. Było odrobinę napięcia. Rozwiałam już wasze obawy o Rossa. Jest cały i zdrowy. Już niedługo będzie Raura! No w końcu można by powiedzieć. Sama się z tego cieszę. Nie chce mi się już więcej pisać, bo muszę jeszcze zrobić zadania domowe. Mam urwanie głowy z tą szkołą. Teraz nauczyciele tak gnają z materiałem, bo będę miała testy w kwietniu, a potem będzie luz.
Do napisania!!!
Liczę na komentarze!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





