"Don’t you know… You changed my life, girl 'cause now I'm livin' and it feels so right." ~ "Czy nie wiesz, że zmieniłaś moje życie? Bo wreszcie żyje i to jest wspaniałe uczucie." - Crazy 4u
~Los Angeles, 12.07.2015r.~
★Ross★
Obudziły mnie ciepłe promienie słońca. Otworzyłem oczy, ale jasność mnie trochę poraziła, więc z powrotem je zamknąłem. Po chwili ponowiłem próbę, ale uprzednio odwróciłem głowę w bok. Moje spojrzenie padło na Laurę. Była wtulona we mnie jak w misia. Nie powiem, że mi się to nie podoba, bo byłoby to kłamstwo. Tak słodko wygląda, gdy śpi. Jest taka bezronna. Na jej ustach widaniał lekki uśmiech. Ciekawe, co jej się śni skoro się uśmiecha? Napewno jest to coś przyjemnego. Przez to przyglądanie się jej poczułem, że kąciki moich ust unoszą się do góry. Dlaczego się uśmiecham? Czy to przytulanie nie wykracza poza grance przyjaźni? Zresztą wczoraj w nocy moim zdaniem za długo patrzyliśmy sobie w oczy. Wtedy przez chwlę utonąłem w jej spojrzeniu. Nie, ja nie mogę się w niej zakochać! Pod żadnym pozorem nie może do tego dojść! Nie mogę tego zrobić! Chyba za bardzo się do niej zbliżyłem. Jednak nie mogę przestać się z nią spotykać, bo polubiłem to. Sprawia mi to przyjemność. Przychodzę do niej z mojej własnej woli. Naprawdę polubiłem Laurę. Ona jest niezwykłą dziewczyną. Wątpię, żebym kiedyś spotakał inną taką samą jak ona. Laura jest miła, sympatyczna, potrafi mnie wysłuchać, nie naciska, gdy nie chcę jej czegoś powedzieć, mimo że pewnie ją to ciekawi. Jest naprawdę najlepszą przyjaciółką. Nie wiem, czy teraz mógłbym bez niej żyć. Ona po prostu weszła do mojego serca. Myślę o niej ta jakbym był w niej zakochany. Ale przyjaciel też tak może myśleć, prawda? To nic nie znaczy, że wychwalam jej zalety. Ja nic do niej nie czuję. Tylko ją lubię. Nic więcej. Po chwili usłyszałem, że ktoś otworzył klapę, więc natychmiast zamknąłem oczy. Rozróżniłem głosy wszystkich i przysłuchałem się ich rozmowie.
- A nie mówiłam, że tu będą. - powiedziała Vanessa.
- Jak oni słodko śpią. - odparła Rydel. Pewnie się teraz uśmiecha. Za dobrze ją znam.
- Piękna z nich para. Szkoda, że nie są razem. - odpowiedziała Van.
- Zrobię im zdjęcie. Będą mieli na pamiątkę. - odezwał się Riker. Tylko spróbuj wrzucić to gdzieś do sieci! Mieszkasz w tym samym domu, co ja, więc cię znajdę! Dorwę się zobaczysz! - Okay gotowe.
- Chodźcie już, bo jeszcze się nas przestraszą, gdy się obudzą. - powiedział Ellington. Po chwili nie słyszałem już żadnych głosów. Jednak jeszcze nie otworzyłem oczu. Przeczekałem chyba z minutę i delikatnie uchyliłem powieki. Rozejrzałem się po dachu i nikogo nie zobaczyłem. Spojrzałem na Laurę. Nadal śpi i chyba nie zanosi się na to, żeby się obudziła. Gdy wstanę to pewnie już nie będzie spała. Nie będę jej w ten sposób budził. Może sama za chwilę to zrobi? Nie mam serca jej budzić, bo tak słodko wgląda, gdy śpi. Ech, o czym ja myślę?! Spojrzałem na niebo. Słońce już dawno wzeszło. Dziwię się, że nie obudziło mnie wcześniej. Szczerze powiedziawszy, to nawet przyjemnie śpi się na zewnątrz. Włuchałem się w szum oceanu. Tak, Laura miała rację, że jest to odprężający dźwięk. Ponowne spojrzałem na nią i zauwżyłem, że poruszyła się. Po chwili powoli zaczęła otwierać oczy.
- Hej Lau. - uśmiechnąłem się, a ona spojrzała na mnie zaspanym wzrokiem.
- Hej Ross. - odparła i przeciągnęła się lekko.
- Jak się spało?
- Muszę przyznać, że było przyjemnie. Jesteś dobrą poduszką. - uśmiechnęła się.
- Dzięki. - zaśmiałem się. - Chociaż chyba traktowałaś mnie jak misia, bo mocno się we mnie wtulałaś i nadal to robisz.
- Jesteś zarówno dobrą poduszką jak i misiem. - odparła i odsunęła się trochę ode mnie.
- Reszta już nie śpi, bo byli tutaj i zrobili nam zdjęcie.
- Widziałeś ich?
- Słyszałem, bo wtedy już nie spałem. Zresztą niedawno przyszli.
- Pewnie pokażą nam to zdjęcie i będą mówili jaka to ładna z nas para. Szczególnie to dziewczyny.
- Masz rację. Nie unikniemy ich pytań.
- To co wstajemy, żeby mieć ich od razu z głowy?
- Okay. - odparłem i wstaliśmy z materaca. Laura wzięła kołdrę, a ja materac i poduszki. Otworzylśmy klapę i zeszliśmy po schodkach na hol. Weszliśmy do naszego pokoju.
- Idź się ubrać pierwszy, bo tobie pewnie zajmie to szybciej niż mi. - powiedziała.
- Okay, skoro tak chcesz. - odparłem. Wyciągnąłem z torby ubrania na dziś i poszedłem z nimi do łazienki. Tam wykonałem wszystkie porannne czynności.
- Poczekać na ciebie Lau? - spytałem, gdy wyszedłem z łazienki.
- Wiesz, wydaje mi się, że gdy wejdziemy razem do kuchni to będą coś podejrzewać. Idź sam, a ja przyjdę, jak będę już gotowa.
- Okay. - odparłem i wyszedłem z sypialni. Udałem się na dół do kuchni. Tam siedzieli wszyscy i kończyli jeść śniadanie, co było widać, bo mieli prawie puste talerze.
&bsp; - Hej wszystkim. - odezwałem się, a oni spojrzeli na mnie. No super. Napewno nie uniknę ich pytań. Szkoda, że nie ma przy mnie Laury, bo to zazwyczaj ona najwięcej mówiła. Mogłem jedank na nią poczekać. No trudno. Biorę wszystko na klatę.
- Hej. - odparli.
- Co jedliście?
- Naleśniki. Na kredensie masz gotowe. - odpowiedziała Rydel, a ja wiziąłem je i usiadłem przy stole.
- Jak się spało z Laurą? - spytała Vanessa.
- Nie było źle. - odparłem krótko. Pewnie i tak zaraz bądą mówili o tym, że spaliśmy na dachu.
- Nie doszło między wami do niczego? - odezwał się Riker.
- Nie, nic się między nami nie wydarzyło. Tylko spaliśmy przytuleni do siebie, ale to nic nie znaczy.
- To wiemy i również to, że spaliście na dachu. Tak słodko razem wyglądaliscie. Mamy nawet waszą fotkę. - powiedziała Rydel.
- Kto ją zrobił? - spytałem, żeby nie podejrzewali, że już nie spałem.
- Ja i muszę przyznać, ze ładnie wyszliscie. - odparł Riker i pokazał mi telefon ze zdjęciem. Nie było ono złe.
- Mam nadzieję, że nie udostępniłeś gdzieś tego?
- Eee... no wiesz... - zacinał się.
- Masz to natychmiast usunąć.
- Nie.
- Riker, usuń to!
- Po co mam to robić skoro tego nigdzie nie zamieściłem? Zostawię to sobie na pamiątkę. - zaśmiał się.
- Masz szczęście, bo gdybyś nie usunął to wtedy ja bym to zrobił.
- Wiesz ile mielibyście polubień i komemtarzy? Zastanów się nad tym.
- Nigdzie nie udostępniaj tego zdjęcia. - powiedziałem pewnym głosem.
- Okay, ale nawet jeśli usuniesz mi je to kopie zpasowe mają Vanessa i Rydel.
- Widzę, że dobrze to obmyśliliście. Jednak nigdzie tego nie dodawajcie, okay?
- Okay. - odpowiedzieli. Po chwili do kuchni weszła Laura i momenalnie wszystkie spojrzenia trafiły na nią. Ja również na nią spojrzałem. Była ubrana w niebieską bokserkę i dżinsowe spodenki.
- Hej wszystkim. - odezwała się i uśmiechnęła.
- Hej. - odparliśmy.
- Wszyscy już zjedliście śniadanie? Nic dla mnie nie zostało?
- Pomyślałam o tobie. Na kredensie masz ostatnie naleśniki. Są jeszcze ciepłe. - odpowiedziała Rydel.
- Okay dzięki. - odparła i wzięła je, po czym usiadła przy stole obok mnie, bo było wolne miejsce. Oczywiście nie obyło to się bez uśmiechów, które każdy posyłał sobie nawzajem. To zaczyna się robić irytujące. Ile można im mówić, że ja i Laura jesteśmy tylko przyjaciółmi? Ile razy trzeba im to powtarzać? Nas nic nie łączy. My się tylko lubimy.
- Widzieliśmy ciebie i Rossa śpiących na dachu. Byliście do siebie przytuleni i ładnie razem wyglądaliście. - odezwała się Vanessa. No i znów się zaczyna od nowa. Tym razem jest Laura.
- Tak? Tylko nie myślcie sobie, że jesteśmy razem, bo do niczego między nami nie doszło.
- Napewno nic się nie zmieniło? - spytała Rydel.
- Nic, a nic. Ja i Ross jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Szkoda, bo pasujecie do siebie. - odezwał się Ellington.
- No cóż tak bywa. - Laura wzruszyła ramionami.
- Mówiłem wam to samo. Ile razy można wam to powtarzać? - odezwałem się.
- Ross, my wiemy co wy mówicie, ale wy sami nie wiecie, co do siebie zaczynacie czuć. Widać to po was. Nie usprawiedliwiajcie się czasem, bo nigdy nie wiadomo kiedy miłość zagości w sercu. Ja widzę, że pomiędzy wami jest głębsze uczucie, ale do tego sami musicie dojść. My już was nie będziemy tak męczyć. Jednak zobaczycie, że mieliśmy rację. - odpowiedziała Rydel. Ja i Laura spojrzeliśmy na siebie. Zauważyłem, że była trochę zmieszna, zresztą ja też byłem. Nawet nie wiem, co mogę teraz powiedzieć. Słowa Rydel całowcie mnie zatkały. Nie, to nie może być prawda. Znowu muszę to powtórzyć, że ja i Laura jesteśmy przyjaciółmi. Nic więcej nas nie łączy. Zresztą ja nie mogę się w niej zakochać. Nie chcę bardziej cierpieć, gdy ją stracę lub jej się coś stanie przez Romwellów. Z czyjej byłoby też to winy? Z mojej. Gdyby nie to zadanie to mógłbym spojrzeć na Laurę inaczej niż jak na przyjaciółkę. Jednak nie mogę tego zrobić. Zostały mi jeszcze ponad dwa tygodnie i wszystko może wydarzyć się w tym czasie. Te dni za szybko mijają. Nim się obejrzę, a już będę musiał przyprowadzić ją Romwellom. Ja tego nie chcę. Boję się, że oni mogą zrobić jej coś złego. Dlaczego moje życe musi być tak skąplikowane?
- To może teraz pójdźmy na plażę? - odewał się Rocky, a wszyscy się zgodzili. Posłałem mu wdzięczne spojrzenie, a on się uśmiechnął. Wstaliśmy od stołu i udaliśmy się do swoich pokoi.
- Zrobiło się niezręcznie po tym, co powiedziała Rydel. Teraz nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. - powiedziała Laura, gdy weszliśmy do sypialni.
- Nie myśl o tym za dużo. Czasami, gdy się za dużo rozmyśla to wszystko staje się bardziej skomplikowane i pogmatwane. - odparłem. Chociaż ja sam dużo myślę.
- Może masz rację, ale widziałam, że ty byłeś zamyślony. Chyba się nie mylę, prawda?
- No prawda. Te słowa i tak nic nie dały, bo nadal sądzę, że jesteśmy wyłącznie przyjaciółmi i nic poza tym.
- Też tak myślę. Dobrze mi z tobą w przyjaźni. Jeśli zrodzi się pomiędzy nami jakieś uczucie to raczej z tym sobie jakoś poradzimy. Ważne, żebyśmy byli blisko siebie. - uśmiechnęła się.
- Tak muszę się z tobą zgodzić. - przytaknąłem i również się uśmiechnąłem.
- Może lepiej się szykujmy, bo jeszcze pomyślą, że nie wiadomo, co robiliśmy.
- Tak, lepiej uniknąć ich pytań i stwierdzeń. Tym razem ty idź pierwsza się ubrać.
- Okay. - odpowiedziała Laura. Wyciągnęła z troby bikini i weszła do łazienki. Usiadłem na łóżku. Zauważyłem, że Laura myśli podobnie jak ja. Również uważam, że dobrze jest mi z nią w przyjaźni. Nie musi się nic zmieniać. Przecież, gdy jest się parą to prawie wszystko jest takie samo, ale dochodzi tylko całowanie się. Przyjaźń i miłość są do siebie bardzo podobne. Jedno i drugie buduje się na wzajemnym zaufaniu. Z Laurą łatwo się dogadać. Jest chyba otwarta na wszystkie tematy. Gdybym mógł to powiedziałbym jej o Romwellach, ale nie mogę tego zrobić. To muszę przed nią ukrywać. Niczego nie może się domyślać tak, jak w przypadku zespołu. Jak na razie to nie nakierowałem jej na takie stwierdzenie i tak ma pozostać. Chociaż pewnie interesuje ją to dlaczego nie możemy powrócić na scenę. Wolę nie zaczynać tematu o zespole, bo może do tego punktu doprowadzić. Jednak, gdy wyjdzie cało od Romwellów to powiem jej o nich. Nie będę wtedy przed nią tego ukrywać. Pozna wtedy całą moją przeszłość. Zdecydowanie lepiej będę się czuł po tym wyznaniu. Tak było, gdy powiedziałem to mojemu rodzeństwu. Jednak wolałem, żeby żyli w nieświadomości, bo byliby bezpieczniejsi. Jednak jest tak, jak jest i tego nie zmienię.
~*~
★Laura★
Wyciągnęłam z torby bikini i weszłam do łazienki. Tam ubrałam się w nie i z powrotem założyłam ubrania. Podeszłam do lustra. Wzięłam szczotkę i rozczesałam włosy. Zmyłam tusz do rzęs, który nałożyłam rano. Wolę to zrobić ja niż woda, bo wyglądałabym wtedy okropnie z czarnymi zaciekami pod oczami. Gdy uporałam się z tym, wyszłam z łazienki. Zobaczyłam, że Ross siedzi na łóżku i widocznie był zamyślony.
- Łazienkę masz już wolną. - odezwałam się.
- Okay. - odparł i wstał z łóżka.
- Poczakać na ciebie?
- Nie wiem, jak chcesz słuchać ich podejrzeń to okay.
- Wolę ich uniknąć. - uśmiechnęłam się, a Ross wszedł do łazienki. Wzięłam ręcznik i koc, po czym wyszłam z sypialni. Zeszłam na dół do salonu, wyszłam drzwami tarasowymi na zewnątrz i poszłam do przyjaciół. Stanęłam obok dziewczyn i rozłożyłam koc, po czym położyłam się na nim.
- Gdzie masz Rossa? Dlaczego z nim nie przyszłaś? - odezwała się Vanessa.
- Jest w łazience i pewnie za chwilę tutaj przyjdzie. - odpowiedziałam.
- Lau, mogę cię o coś spytać? Ale odpowiedz szczerze. - odparła Rydel.
- Okay postaram się.
- Naprawdę nic nie czujesz do Rossa, czy tylko się wzbraniasz przed odpowiedziedzią?
- Delly znowu musisz poruszć ten temat? - spytałam zrezygnowanym głosem.
- Ja po prostu chcę wiedzieć. Zresztą nie ma teraz przy nas Rossa to możesz mówić, co chcesz. Nie powiem mu o niczym. Wszystko pozostanie pomiędzy nami.
- Już wam mówiłam, że ja i Ross tylko się przyjaźnimy. Ja nic do niego nie czuję. Tylko go lubię i mu ufam. Bardzo dobrze się z nim dogaduję i nasze stosunki są bardzo dobre. Jednak to nie znaczy, że jestem w nim zakochana.
- Na razie może tak sądzisz, ale to pewnie się zmieni.
- Nie wiem, może.
- Tak w ogóle to słodko razem wyglądliście, gdy spaliście przytuleni do siebie. Chcesz to mogę ci pokazać zdjęce. - odezwała się Vanessa.
- Okay, jestem ciekawa jak wyszłam. - odpowiedziałam, a moja siostra włączyła telefon i po chwili pokazała mi zdjęcie. Nie było takie złe. Nawet mogę przyznć, że ładnie razem wyszliśmy.
- Urocza z was para, co nie? - uśmiechnęła się.
- Nawet ładnie wyszliśmy. Tak w ogóle to, jak tam się spało z Rikerem? - odbiłam pałeczkę.
- Nie było źle. W nocy dużo rozmawialiśmy, ale rano jak się obudziłam to on przytulał mnie od tyłu, bo spałam na boku. - odpowiedziała i zarumiemniła się lekko.
- Aww... jak słodko. - powiedziłyśmy z Rydel jednocześnie, po czym się zaśmiałyśmy.
- Nie słódcie mi tutaj. Do niczego więcej nie doszło.
- A co było u ciebie i Ellingtona? - spytałam Rydel.
- Obudziłam się przytulona do niego, a tak nie zasypialiśmy. Zauważyłam też, że on mi się przyglądał.
- Kolejna para. - zaśmiała się Vanessa.
- Zresztą ty i Ellington przyjaźnicie się już bardzo długo. Nic do niego nie poczułaś?
- Nie, on jest moim najlpeszym przyjacielem od wielu lat i nie wiem, czy potrafiłabym spojrzeć na niego inaczej.
- Szkoda, bo pasujecie do siebie. - uśmiechnęłam się.
- Jako przyjaciele tak, ale nie jako para. - odparła Rydel.
- Czyli, że każda z nas przeżyła jakąś historię rano po obudzieniu. - powiedziała Vanessa.
- Tak, rzeczywiście. - przytaknęła blondynka i zapanowała pomiędzy nami cisza. Położyłam się wygodnie na kocu i zamknęłam oczy. Jednak po chwili podniosłam się do pozycji siedzącej i oparłam się na łokciach. Patrzyłam na ocean. Od razu moje myśli nawiedziła sytuacja z rana. Tak przyjemnie mi się spało będąc przytulona do Rossa. Teraz to miejsce na dachu jest dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowe. Jednak ciągle po głowie chodą mi słowa, które powiedziała Rydel. Dlaczego ona sądzi, że mnie i Rossa łączy głębsze uczucie? Przecież tak nie jest. Ja nic nie czuję do niego. Skąd im biorą się takie stwierdzenia. Ja i Ross już dużo razy mówiliśmy, że tylko się przyjaźnimy. Ile razy można jeszcze im to powtarzać? Chyba w nieskończoność. Chociaż pewnie skończyłoby się to, gdybyśmy byli razem. Mi z Rossem dobrze jest w przyjaźni. Nie potrzebuję niczego zmieniać. Gdy się z kimś chodzi to przecież prawie nic się nie zmiana, bo tylko dochodzi całowanie się. Miłość buduje się na zaufaniu, tak samo jak przyjaźń. To jest fundamet do uzyskania dobrej relacji. Bez niego ciężko o coś głębszego. Ja ufam Rossowi i wiem, że gdy chcę coś utrzymać w tajemnicy to on nikomu jej nie zdradzi. Gdybym znalazła się w jakiejś trudnej sytuacji to pewnie, by mi pomógł. Wiem też, że on mnie nie skrzywdzi. Jest bardzo delikatny, życzliwy, miły, romantyczny. Nie spotkałam i chyba nie poznam takiego samego chłopaka jak on. Ross jest jedyny w swoim rodzaju. Jest moim najlepszym przyjacielem. Bardzo go polubiłam. Nawet nie wiem, czy tak samo ufam Jake'owi. On jest inny. Fakt też jest uprzejmy, miły, sympatyczny, ale różni się od Rossa. Przecież dowiedziałam się, że kiedyś był taki jak jego przyjaciele, czyli pewny siebie i wyluzowany. Nie wiem, czy polubiłabym go takiego. Nie przepadam za takimi chłpakami, bo często są tacy, że tylko bawią się uczuciami dziewczyn. Jednak Jake nie jest taki i widzę tą zmianę. Jeśli go porównam do jego przyjaciół to się od ich różni. Jest bardziej opanowany i poważniejszy. Przy mnie jest wyluzowany to fakt, ale nie tak bardzo jak Justin i Max. Jestem ciekawa jaki Jacob kiedyś był. Może nadal taki jest, ale nie przy mnie? Muszę przyznać, że Jake jest intrygujący. Nie wiem w kim mogłabym się zakochać w Rossie czy w Jake'u? To też zależy od tego, jak jestem do nich przywiązana. Przy każdym z nich czuję się inaczej. Rossowi mogę powiedzieć o wszystkim i mnie zawsze zrozumie. On wie o mnie więcej niż Jake. Przy nim po prostu jestem sobą. Przy Jacobie czuję się trochę inaczej. Czasami nie wiem, czy on mnie lubi za to jaką jestem czy przez to, że jestem bogata. Przy nim odczuwam, że taka jestem, ale przy Rossie nie. Dlaczego ja mam takie wątpliwości jeśli chodzi o Jake'a? Przecież wiem o nim dużo. To jest naprawdę trudne pytanie. Trochę się wkopałam, bo zadaje się z dwoma chłopakami, którzy są przystojni, ale przy tym mili i sympatyczni. Jakbym miała wybierać to nie wiem, którego. Jak na razie to nie muszę podejmować takiej decyzji, ale raczej będę musiała. Jestem ciekawa, co jeszcze przyniesie mi los. Zauważyłam, że chłopki idą w naszym kierunku.
- Hej dziewczyny. - odezwał się Ellington, a Rydel i Vanessa otworzyły oczy.
- Co chcecie? - spytałam.
- Chodźcie z nami do wody. Już długo leżycie, więc trochę się rozerwijcie i odświeżcie. - odpowiedział Rocky.
- Nie chce mi się. - odparła Rydel i z porotem zamknęła oczy. Rocky spojrzał znacząco na Ellingtona, a ten podszedł do blondynki i szybko i zwinnie wziął ją na ręce.
- Puść mnie Ell! - krzyknęła i zaczęła mu się wyrywać, ale brunet mocno ją trzymał.
- Jak nie chcecie iść z własnej woli to my możemy wam w tym pomóc. - Ratliff uśmiechnął się do Rydel.
- Okay niech wam będzie. Możesz już mnie postawić na ziemię? Sama dam radę wejść do wody.
- Jesteś lekka, więc mogę cię zanieść.
- Ja jestem lekka? Uważaj, bo ci uwierzę.
- O co ci chodzi? Przecież jesteś szczupła.
- Ty się nie znasz. - machnęła ręką. - Ale jeśli tak bardzo chcesz mnie nieś to możesz mnie zanieść, ale nie wrzucaj mnie do wody tylko postaw na brzegu, okay?
- Dobrze. - odparł Ell i poszedł z Rydel na rękach.
- A wy idziecie? - spytał Riker.
- Tak. - ja i Van odpowiedziałyśmy równocześnie, po czym wstałyśmy z koca. Wszyscy udaliśmy się na brzeg. Nie chciałam od razu się cała zamoczyć lecz stopniowo wchodziłam głębiej i powoli przyswajłam się do temperatury wody. Vanessa robiła tak samo jak ja.
- Pomogę ci w przyzwyczajniu się. - odezwał się Riker i szybko wziął moją siostrę na ręce, po czym zaczął wchodzić coraz głębiej.
- Nie wrzucaj mnie do wody Riker! Postaw mnie! - krzyczała Vanessa, a blondyn zrobił tak jak chciała. Muszę przyzanć, że ładna z nich para. Pasują do siebie. Coś mi się wydaje, że zaczyna się coś między nimi dziać. Mam nadzieję, że będą razem i że nie będę musiała na to długo czekać. Riker jest idealny dla Vanessy.
- Nie wchodzisz głębiej, Lau? - spytał Ross, który nawet nie wiem kiedy się koło mnie pojawił. Może cały czas stał obok?
- Wchodzę tylko przyzwyczajam się, ale teraz chwilę się zamyśliłam. - odpowiedziałam.
- Chodź dołączymy do reszty.
- Okay. - uśmiechnęłam się. Ruszyliśmy, ale nie było to takie łatwe, bo dzisiaj były duże fale i ciężko się szło. Dołączyliśmy do reszty i razem z nimi wskakiwaliśmy w fale. Chłopaki, jak to oni popisywali się. Gdy nadpywała duża fala to stawali do niej tyłem, a gdy była już blisko odchylali się do tyłu i nurkowali pod nią. Oczywiście wywołała się bitwa na chlapanie i podtapianie się. Czasami ja, Rydel i Van lądowałyśmy w fali, wrzucone w nią przez jednego z chłopaków. Zdecydowanie dobrze się bawiłam. Czas płynął mi bardzo szybko i nim się obejrzałam, słońce zaczynało już powoli zachodzić, ale było jeszcze daleko od tafli wody.
- Może zbieramy się już powoli? Słońce już zachodzi. - odezwałam się.
- No patrzcie jak to szybko zleciało. - powiedziała Vanessa.
- Szkoda, że musimy już jechać, bo chętnie zostałbym tu jeszcze jedną noc. - odparł Riker, a ja i Rydel spojrzałyśmy na Van i uśmiechnęłyśmy się do niej. Ona tylko przewróciła oczami.
- Chodźcie już, bo trzeba się spakować. - odpowiedziała Rydel i udaliśmy się do domu. Każdy poszedł do wspólnych pokoi. Ja i Ross wkładaliśmy do swoich torb wszystkie rzeczy. Później pościeliliśmy łóżko.
- Szkoda, że już wyjeżdżamy. - odezałam się.
- Tak, chciałbym tutaj być jeszcze jeden dzień. Muszę przyznać, że był to udany weekend.
- Dobrze się z wami bawiłam. Musimy tu jeszcze kiedyś przyjechać.
- Dobry pomysł wszyscy pewnie się zgodzą.
- A tak w ogóle to przyjdziesz dziś do mnie w nocy? Nie musisz jeśli jesteś zmęczony. Zresztą i tak widzieliśmy się całe dwa dni.
- Nie wiem jeszcze. Może przyjdę. - uśmiechnął się.
- Okay, ale jutro już będziesz, prawda?
- Pewnie tak. Tak ci bardzo zależy na tym, żebym przyszedł?
- Po prostu lubię twoje towarzystwo. Zresztą polubiłam te nasze spotkania. - uśmiechnęłam się.
- Z tym muszę się z tobą zgodzić, bo ja jeż je polubiłem.
- Może chodźmy już na dół?
- Okay. - odpowiedział Ross. Wzięliśmy swoje troby i wyszliśmy z pokoju, po czym udaliśmy się do salonu. Tam na kanapie siedzieli już chłopaki.
- Widzę, że wy jesteście już gotowi. - odezwał się Rocky.
- A gdzie jest Rydel i Van? - spytałam. Usiadłam na fotelu.
- Jeszcze się pakują. - odpowiedział Riker. - Ty jesteś od nich szybsza.
- Długo już tu siedzicie? - powiedział Ross.
- Może jakieś 5 minut. - odparł Ell. Po chwili do salonu weszły Rydel i Van.
- No nareszcie się spakowałyście. - powiedział Rocky.
- Tak, jesteśmy już gotowe, więc możemy już jechać. - odezwała się moja siostra. Wyszycy wstaliśmy i wyszliśmy z domu, a ja zamknęłam go. Wsiedliśmy do samochodów tak jak wczoraj, czyli ja i dziewczyny plus Ross w jednym, a reszta chłopaków w drugim. Gdy spakowaliśmy już wszystkie bagaże do bagażnika, odjechaliśmy. Droga powrotna mijała mi bardzo szybko, bo cały czas o czymś rozmawialiśmy. Gdy w radiu rozbrzmiało ,,Pass Me By" wszyscy zaczęliśmy śpiewać. No może nie za dobrze to określiłam. Zaczęliśmy się wydzierać na cały samochód i z pewnością słychać nas było na ulicy. W takim towarzystwie mogę spędzać każdy dzień. Nim się obejrzałam, a zarzymaliśmy się przed bramą mojego i Vanessy domu. Wszyscy wysiedliśmy z samochodów. Nawet chłopaki. Ja i Van przytuliłyśmy każdego na pożegnanie. Na sam koniec zostawiłam Rossa. Podeszłam do niego. Objął mnie w pasie, a ja zarzuciłam ręce na jego szyję. Było mi bardzo przyjemnie. Chwilę trwaliśmy w uścisku, po czym puściliśmy się.
- To pa Lau. - powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- Pa Ross. - odwzajemniłam jego gest. - To widzimy się dzisiaj w nocy, czy nie?
- Zobaczysz.
- Okay, jakby co to będę na ciebie czekać.
- Okay.
- Ross idzesz? - spytał Rocky.
- Tak, już idę. - odparł. Uśmiechnęliśmy się do siebie, a Ross wsiadł do samochodu i po chwili odjechali.
- Jak słodko się żegnaliście. - odezwała się Vanessa.
- Już nie mogę go przutulić?
- Możesz, ale słodko to wyglądało z boku.
- Chodź już do domu. - odpowiedziałam i otworzyłam bramkę. Lokaj już otworzył nam drzwi i weszłyśmy do środka. Jak zawsze udałyśmy się do kuchni.
- Dobry wieczór Natalie. - przywitałyśmy się.
- Dobry wieczór. Jak wam minął weekend? - spytała miło gosposia.
- Świetnie się bawiłyśmy. - odpowiedziała Vanessa.
- To widać po waszych uśmiechach.
- Są może rodzice? - spytałam.
- Nie ma ich. Pojechali do kina. - odparła kobieta, a ja przytaknęlam głową. - Zjecie kolację?
- Tak. - odpowiedziałyśmy.
- Na co macie ochotę?
&npsp; - Mogą być tosty. - powiedziała Vanessa, a ja się zgodziłam. Usiadłyśmy przy blacie i czekałyśmy. Po krótkim czasie kolacja była gotowa. Zjadłyśmy, po czym udałyśmy się do swoich pokoi. Wypakowałam wszystkie rzeczy z troby. Wolałam zrobić to od razu, żeby później mieć to z głowy. Gdy już się z tym uporałam, poszłam do łazienki. Wykąpałam się i umyłam włosy. Gotowa udałam się do sypialni. Położyłam się na łóżku. Wzięłam telefon do ręki i włączyłam go. Była 21:50. Poczekam na Rossa. Może do mnie przyjdzie. Nie wstałam jednak z łóżka, bo mi się nie chciało. Zresztą on i tak wchodzi do środka, więc mogę leżeć. W miarę upływu czasu moje powieki stawały się coraz cięższe aż w końcu sama nie wiem kiedy usnęłam.
~*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Uważam, że nie jest taki zły. Raura zaczyna coraz bardziej się rozwijać. Jednak nadal nie liczcie na to, że będą razem. Jak na razie to się na to nie zanosi. Musicie jeszcze poczekać. Szczerze powiedziawszy to ja też już bym chciała ich połączyć, ale idę według planu i stopniowo pogłębiam ich relacje.
Chyba zauważyłyście, że zmieniłam wygląd bloga? Podoba wam się? Mi tak. Tamten szablon już mi się znudził, więc zrobiłam nowy.
Dzisiaj jest też dla mnie ważny dzień, bo właśnie dziś mój blog ma swoją czteromiesięcznicę. Jak ten czas mi szybko zleciał. Jeszcze niedawno zaczynałam go prowadzić, a tu już minęły cztery miesiące. Dziękuję wam za każdy komentarz, wyświetlenia. To wszystko powoduje ogromny uśmiech na mojej twarzy. Może z tej okazji pojawi się 10 komentarzy? Byłoby mi bardzo miło. Liczę na was!
Do napisania!!!
Ps. Kto we wtorek zaczyna mękę z próbnymi testami? Ja się ich trochę boję, ale myślę, że nie będzie źle. Zresztą to są tylko próbne. Tymi w kwietniu bardziej się będę stresować.
sobota, 5 grudnia 2015
sobota, 28 listopada 2015
Rozdział 17
"O północy wejdźmy na dach, by pod gołym niebem spać. I niech każdy to widzi, co znaczy szczęśliwym być tak."
Los Angeles, 11.07.2015r.~
★Laura★
Obudził mnie nieprzyjemny dźwięk budzika. Jeszcze z zamkniętymi oczami sięgnęłam ręką na szafkę nocną i wzięłam z niej mój telefon. Niechętnie otworzyłam powieki i wyłączyłam budzik. Była 8:00. Wczoraj ustaliliśmy, że wyjdzemy o 9:00, żeby więcej czasu spędzić w domku, więc musiałam się obudzić godzinę przed. Przetarłam zaspane oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. To nie jest moja pora wstawania. Wczoraj w nocy przyszedł do mnie Ross, więc nie mogłam iść szybciej spać, żeby być lepiej wyspana. Jednak nie żałuję, że on u mnie był. Bardziej mnie to cieszy, bo myślałam, że się nie pojawi. Jednak Ross potrafi mnie zaskakiwać. Od początku to robił. Okay już pora się ogarnąć do wyjścia. Wstałam z łóżka i udałam się do garderoby. Co by tu ubrać? Po namyśle wybrałam żółtą, letnią sukienkę, która będzie pasowała mi do bikini. Zresztą to jest ulubiony kolor Rossa. Poszłam z nią do łazienki. Wzięłam lekki prysznic, żeby trochę się ożeźwić. Ubrałam się i wykonałam wszystkie poranne czynności. Wyszałam z pokoju czystości i wzięłam mój telefon. Włączyłam wyświetlacz. Zobaczyłam, że jest 8:35. W sam raz, żeby jeszcze zjeść śniadanie. Wzięłam torbę z potrzebnymi rzeczami i wyszłam z pokoju. Udałam się na dół do kuchni. Tam zastałam Natalie robiącą naleśniki.
- Dzień dobry. - przywitałam się, a ona spojrzała na mnie.
- Dzień dobry Lauro. Wyspałaś się? - spytała miło gosposia.
- Nie za bardzo, ale daję radę.
- Zrobiłam już naleśniki, żebyście od razu miały je gotowe.
- Vanessa jeszcze nie zeszła?
- Nie, nie widziałam jej na dole, ale pewnie za chwilę się pojawi. Jak na razie masz pierwszą porcję naleśników. - powiedziała Natalie i podała mi talerz. - Smacznego.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść. Po chwili do kuchni weszła moja siostra. Była ubrana w niebieską sukienkę. Ciekawe dlaczego?
- Dzień dobry Natalie. Hej Laura. - odezwała się i usiadła obok mnie przy blacie.
- Dzień dobry. - odpowiedziała gosposia.
 b - Hej Van. - odparłam.
- Widzę, że już jesz śniadanie. - zwrociła się do mnie, a ja tylko pokiwałam głową na tak.
- Dla ciebie też już mam gotową porcję. - powiedziała Natalie i podała Van talerz z naleśnikami. - Smacznego.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się moja siotra i obie zajęłyśmy się jedzeniem.
- To teraz czekamy na Lynchów. - odezwałam się, gdy skończyłyśmy.
- No tak. Może wyjdźmy już przed dom?
- Okay, czemu nie. - odparłam i wstałyśmy z krzeseł.
- Bawcie się dobrze. Kazałam wypełnić lodówkę i szafki tym co lubicie, więc głodni nie będziecie. - powiedziała gosposia.
- Dziękujemy. - odpowiedziałyśmy i wyszłyśmy z kuchni. Udałyśmy się do korytarza, żeby ubrać buty i wyszłyśmyz domu. Sprawdziłam godznię na telefonie i była 8:54.
- Może chodźmy usiąść na tarasie, bo nie chce mi się stać. - zaporponowałam, a Vanessa się zgodziła i poszłyśmy na tył domu. Usiadłyśmy na leżakach.
- Dlaczego ubrałaś niebieską sukienkę? Czyżby dla Rikera? - spytałam i poruszałam znacząco brwiami.
- Co? Nie. Po prostu lubię ten kolor, a że to jest ulubiony Rikera to mnie to nie obchodzi. Zresztą ty ubrałaś się dla Rossa? - tym razem ona odbiła paleczkę.
- Może trochę o nim pomyślałam. Nie rób sobie nadzieji, że jestem w nim zakochana, bo tak nie jest.
- Okay załóżmy, że ci wierzę, ale i tak wiem swoje. - uśmiechnęła się.
- Ja przynajmniej się przyzanałam, że o nim pomyślałam ubierając się, a ty boisz się tego powiedzieć.
- Nie myślałam o Rikerze.
- Dobra, dobra, ja i tak wiem swoje. - powiedziałam jej własne słowa.
- Zmieńmy temat, bo wiem, że ty możesz tak ciągnąć bardzo długo.
- No fakt mogę.
- Ross był wczoraj u ciebie? - spytała i uśmiechnęła się.
- Był. Jak zawsze przyszedł po dziesiątej.
- I pewnie leżeliście sobie koło wierzby i oglądaliście gwiadzy, prawda?
- No tak, a co widziałaś nas?
- Nie, ale domyśliłam się. To jest takie romantyczne, bo Ross wchodzi pokryjomu do twojego pokoju po pergoli, a później rozmawicie pod gwiazdami. Fajne są takie spotkania. Sama bym tak chciała, ale nie będę od was tego odgapiać.
- I dobrze, bo to jest już nasza tradycja.
- I właśnie przez te wasze spotkania zakochacie się w sobie. Ja to przeczuwam. Nie wiem kiedy to się stanie, ale z pewnością się wydarzy. - uśmiechnęła się.
- Przyjaźnię się jeszcze przecież z Jake'iem.
- Wiem, ale tak jak ci mówiłam, że ja jestem za Raurą.
- Oj Van, ty i ta twoja wyobraźnia. - zaśmiałam się.
- Jaka wyobraźnia? Ja mówię na serio. Jeśli coś poczujesz do Rossa to w pierwszej kolejności mi o tym mówisz, okay?
- Okay, ale nie wiem czy to się stanie, bo my się tylko przyjaźnimy.
- Ja i tak liczę na coś więcej. Zresztą dzisiaj razem śpicie.
- Ty i Riker też. Nie, żeby coś, ale pasujecie do siebie. - uśmiechnęłam się.
- Co? Weź przestań!
- Co przestań? Przecież przed chwilą ty łączyłaś mnie z Rossem. Fajnie to tak?
- Ja przynajmniej przypuszczałam nieuniknione. - zaśmiała się, a ja tylko przewróciłam oczami. Po chwili usłyszałam, że jakiś samochód zatrzymuje się przed bramą.
- Już przyjechali. Chodźmy już. - odparłam i wstałyśmy z leżaków. Poszłyśmy w kierunku bramy. Tak to byli Lynchowie. Z aut wysiedli Ross i Riker i gdy nas zobaczyli pomachali nam, a my zrobiłyśmy to samo. Po chwili podeszłyśmy do nich.
- Hej dzieczyny. - odezwali się i uśmiechnęli.
- Hej chłopaki. - odpowiedziałyśmy.
- I co gotowe już jesteście do wyjazdu? - spytał Ross.
- Tak. Czekamy na was już od jakiś 5 minut. - odparłam.
- Kto z kim jedzie? - odezwała się Vanessa.
- Wy jedziecie razem z Rossem i Rydel, a ja z Rocky'm i Ellingtonem. - odpowiedział Riker.
- Dajcie swoje troby, bo musimy je spakować do bagażnika. - powiedział Ross i wziął je od nas, po czym włożył do samochodu.
- Okay to wy wsiadajcie i jedziemy. To wy wskazujecie nam drogę, bo my nie wiemy, jak mamy jechać. - odparł starszy blondyn.
- Okay. - odpowiedziałśmy, a z samochodu wyszła Rydel.
- Hej dziewczyny. - odezwała się.
- Hej Delly. - odparłyśmy i przytuliłyśmy się na powitanie.
- Jak chcecie siedzieć? - spytała.
- Mi to obojęne. - odpowiedziała Vanessa.
- To ja mam pomysł. Ja i Van z tyłu, a Laura z przodu, co wy na to?
- Okay. - przytaknęłyśmy i wszyscy wsiedliśmy do samochodu. Po chwili odjechaliśmy. Ciekawe dlaczego ja siedzę akurat z przodu? No bardzo mnie to zastanawia. Hmmm... może dlatego, żebym była obok Rossa? Tak, to chyba dlatego. Moje przemyślania doprowadziły do tego, że lekko się uśmiechnęłam.
- Ross, jak się czujesz tak otoczony przez trzy dziewczyny? - odezwzła się Rydel.
- Nie przeszkadza mi to.
- A chyba szczególnie taka jedna, co nie? - powiedziała Vanessa i wiem, że się teraz uśmiecha i że chodziło jej o mnie.
- Nie wiem o kogo wam chodzi. - odparł Ross, ale pewnie się z nimi droczył, bo był uśmiechnięty.
- Tak jasne. Przecież wiesz, że chodzi nam o Laurę. - odpowiedziała Rydel.
- Tak? Jakoś się nie domyśliłem. - zaśmiał się.
- Ładnie ona dziś wyglada, co? - spytała Vanessa, a ja spojrzałam na Rossa.
- Żółta sukinka, czyli w twoim ulubionym kolorze. - dodała od razu blondynka.
- No ładnie wygląda. - blonyn spojrzał na mnie i uśmiechnął się, a ja idwzajemniłam jego gest. Poczułam też, że lekko się zarumieniłam. Szybko spojrzałam w okno. Mam nadzieję, że on tego nie widział. Zresztą, dlaczego ja się czerwienię? Chyba dlatego, że nie czuję się za dobrze, gdy dziewczyny tak o nas mówią. O co im chodzi? Przecież ja i Ross tylko się przyjaźnimy i nic więcej.
- Aww... jak słodko. Ładna z was para. - powiedziała Rydel.
- Dziewczyny możecie już skończyć ten temat? - spytałam.
- Popieram Laurę. - dodał Ross.
- Okay, niech wam będzie, ale my tutaj liczymy na Raurę. - odparła moj siostra i zaśmiała się razem z Rydel.
- Ech dziewczyny, ale wy fantazjujecie. - odpowiedział blondyn. Po chwili usłyszałam znajomą mi już piosenkę, której nadal nie znam tytułu, ani wykonawcy. Spojrzałam na Rossa i zauważyłam, że uśmiech zniknął mu z twarzy. Zerknęłam też na tył i Rydel zareagwała tak samo. Co się z nimi dzieje?
- O znowu ta piosenka. Bardzo często, gdy jestem w samochodzie to ją słyszę. - odezwałam się. - Rydel znasz ją może? - spytałam.
- Kojarzę ją, ale nie zanam wykonawcy. - odpowiedzała trochę poddenerwowanym głosem.
- Szkoda, bo mi się spodobała. - odparłam i wsłuchałam się w utwór. Znow sądzę, że skądś kojarzę ten głos. Chyba, że znów mi się wydaje. Ale drugi raz? Nie. Jeszcze bardziej skupiłam się na piosence. Ten ton jest podobny do... Rossa? Nie. To nie może być on, ale głosowo jest podobny. Ale Ross przecież nie jest piosenkarzem. Chyba, że o tym nie wiem. Chociaż wyróżnia się też w tej piosence głos Rikera? Oni nie śpiewają. Pewnie mi się wydaje, ale te głosy są łudząco podobne. Sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Spytam o to Rossa w nocy. Może mi odpowie, a jeśli nie to może oznaczać, że moje przypuszenia są słuszne. Zobaczymy. Gdy piosenka się skończyła zauważyłam, że Rossowi i Rydel trochę ulżyło. Coś mi się wydaje, że oni coś ukrywają. Tylko co to może być? Reszta drogi upłynęła bardzo szybko, bo cały czas o czymś rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Atmosfera była bardzo wesoła. Po godzinie dojechaliśmy na miejsce. Gdy zobaczyłam nasz domek to trochę się nim zachwyciłam, bo dawno go nie widziałam, a jest piękny.
- Wow. Tak waszym zdaniem wygląda domek? On jest rozmiarów przeciętego domu. - odezwała się Rydel.
- Chociaż nie ma co się dziwić, bo wasz dom jest większy od tego. - powiedział Ross.
- Tak to prawda. - przytaknęła Vanessa.
- Bardzo mi się podoba. Chciałabym w takim mieszkać. Chociaż nic nie mam do własnego domu. - odparła blondynka.
- Pewnie w środku też jest duży, co nie? - spytała.
&nbso; - Tak, ale mniejszy od naszego. - odpowiedziałam i wysiedliśmy z samochodu. Po chwili przyjechali chłopaki i wszyscy razem weszliśmy do środka domu. Pierwszy ukazał się salon.
- Wow, ale piękny salon. - odezwała się Rydel, która znów nie ukrywała podziwu.
- Od razu ustalamy kto gdzie śpi? - spytałam.
- Chyba lepiej to od razu zrobić. - odparł Ross.
- To może zrobimy tak, że ja i Lau idziemy do swoich pokoi, Rydel i Ellington do sypialni naszych rodziców, a Rocky do pokoju gościnnego, co wy na to? - zaproponowała Vanessa, a każdy się zgodził. - To chodźcie wszyscy na górę. Chociaż nie, Rocky ma sypialnię na dole. Później ci ją pokażę, okay?
- Okay. - przytaknął brunet i udaliśmy się na piętro.
- To teraz Rydel i Ell wy idziecie prosto. - wskazałam na drzwi do sypialni rodziców. - A ty Ross chodź ze mną. - powiedziałam i skręciliśmy w lewo. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka mojej sypialni.
- Wow. - odezwał się Ross. Sama byłam trochę pod wrażeniem, bo dawno nie widziałam tego pokoju. Ściana na wprost drzwi była cała przeszklona, a widok rozpościerał się na ocean. Wieczorem widać zachód słońca. Po lewej stronie stało dwuosobowe łóżko, a obok szafka nocna. Po prawej była duża, biała szafa. Całe pomieszczene było pomalowane na błękitny kolor. Bardzo podobał mi się ten pokój. Szkoda, że jestem w nim tak żadko.
- Tak wiem to jest piękna sypialnia. - odparłam i nadal wszystko lustrowałam wzrokiem.
- To co dziś w nocy jak zawsze wychodzimy na zewnątrz?
- No jasne, że tak.
- Gdzie? Na plażę?
- Zobaczysz. - uśmiechnęłam się.
- Okay, jestem ciekawy co wymyśliłaś. - odwzajemnił mój gest. Po chwili do pokoju weszła Vanessa.
- Idziecie na plażę? - spytała.
- Tak. - odpowiedzieliśmy.
- To super, gdy będziecie gotowi to idzcie od razu na plażę.
- Okay. - odparliśmy, a moja siostra wyszła.
- To ty idź pierwsza do łazienki. - powiedział Ross.
- Okay. - przytaknęłam i wyjęłam z torby bikini. Poszłam z nim do łazienki i tam ubrałam się w nie. Sprawdziłam jeszcze wygląd w lustrze. Jest dobrze. Po chwili wyszłam z pomieszczenia. - Poczekam na ciebie.
- Okay. - odparł blondyn. Wyciągnęłam z torby koc, ręcznik i krem z filtrem. Przebieranie się nie zajęło mu dużo czasu, bo po kilku minutach był gotowy. Był w samych kąpielówkach, a mój wzrok powędrował na jego umięśniony tors. Lekko przygryzłam dolną wargęi nadal na niego patrzyłam. Mimo, że widziałam go już dwa razy bez koszulki to nadal jego ciało mnie onieśmiela.
- Lau idziesz, bo tak stoisz i patrzysz na mnie. - uśmiechnął się, a ja zarumienim się lekko. Jednak zaraz spuściłam głowę i zasłoniłam twarz włosami.
- Tak idę. - odparłam i szybko podeszłam do drzwi, po czym otworzyłam je. Gdy byliśmy na schodach Ross zrównał się ze mną.
- Dlaczego zasłaniasz się włosami. Ładnie ci w rumieńcach. - powiedził, po czym się uśmiechnął. Jego słowa spowodowały, że moje policzki stały się bardziej czerwone. Nie spojrzałam na niego, ale domyślam się, że teraz się uśmiecha.
- Dzięki. - odpowiedziałam i wyszliśmy z domu. Po przejści przez mały taras od razu był piasek. Ross poszedł do chłopaków, którzy byli już w wodzie, a ja rozścieliłam koc obok Vanessy i położyłam się.
- I jak tam z Rossem? - spytała moja siostra.
- A jak ma być? Jest normalnie. - odparłam.- A u ciebie i Rikera? - odgryzłam się jej.
- Dobrze, po staremu. - powiedziała, a ja posmarowałam się kremem do opalania.
- To teraz dziewczyny leżing, plażing, smażing. - odezwała się Rydel. Położyłam się na plecach. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się ciepłymi promieniami słonecznymi. O taki weekend mogę mieć, co tydzień. Spędzam czas z przyjaciółmi i siostrą, słoneczko grzeje, czas leci szybko i przyjemnie. Nic tylko korzystać z takich chwil. Jednak opalanie nie zajęło nam długo, bo chłopaki wołali nas, żebyśmy weszły do wody. Z początku się opierałyśmy, ale gdy chcieli wrzucić nas do oceanu poszłyśmy z własnej woli. Świetnie się bawiliśmy. Pływaliśmy, podtapialiśmy się, chlapaliśmy, rozegraliśmy mecz siatkówki. Czas leciał nam bardzo szybko i przyjemnie i nim się obejrzeliśmy słońce zaczęło zachodzić. Postanowiliśmy, że zrobmy ognisko. Chłopaki poszli po gałęzie do pobliskiego lasu, a ja, Van i Rydel zajęłyśmy się szykowaniem jedzienia. Po niecałej godzinie ognisko zostało rozpalone i teraz siedzimy i smażymy kiełbaski. Robiło się już ciemno i trochę zimno, a ogień dawał nam zarówno światło jak i ciepło. Między nami panowała przyjemna atmosfera. U każego na twarzy widniał uśmiech.
- Jak ten dzień szybko zleciał. - odezwał się Riker.
- Bardzo szybko, ale miło spędzony czas zawsze płynie szybko i przyjemnie. - powiedziałam.
- Chyba musimy częściej organizować takie weekendy. Tutaj mamy całą plażę dla siebie i nikt nas nie widzi. Taki domek nad ocenem się przydaje. - odparła Rydel i nastąpiła cisza. Nie była ona drętwa i niekomfortowa. Nie musieliśmy nic mówić, żeby wiedzieć, że ten czas jest dla nas przyjemny. Kiełbaski się pieką, ognisko strzela. Czego chcieć więcej? Te chwile muszę zapamiętać. Gdy zjedliśmy Lynchowie i Ell popatrzyli na siebie jeden po drugim. Wysyłali ku sobie takie porozumiewawcze spojrzenia. Nie miałam pojęcia, o co im chodzi.
- Laura, Vanessa musimy wam coś powiedzieć. - zaczął poważnie Rocky. Poważny Rocky? To się nie zdarza za często. Okay w ogóle to się nie dzieje.
- Wiecie, od początku ukrywamy przed wami ważną rzecz. - odezwał się Ross.
- Chodzi nam o to, że my jesteśmy zespołem. - powiedział Riker.
- Dokładniej jesteśmy R5. - dopowiedział Ell.
- Ta piosenka, którą słyszałyście dziś w radiu to był nasz utwór ,,Pass Me By". - odparła Rydel. Wiedziałam, że to był głos Rossa. Jaka ja jestem spostrzegawcza.
- Nie chcieliśmy wam z początku o tym mówić, bo tak samo, jak wy nie chceliśmy, żebyście lubiły nas za to, że jesteśmy sławni. - powiedział Rocky i na chwilę zapanowała cisza.
- O to nie musieliście się martwić, ale widzę, że byliśmy w takiej samej sytuacji. - odezwała się Vanessa.
- Dlaczego nam nie powiedzieliście tego wcześniej? - spytałam.
- Chcieliśmy na początku was sprawdzić. Chodzi mi o to co powiedział Rocky. Na chwilę obecną nasza działalność jest zawieszona. - odparł Riker i wszyscy wyraźnie posmutnieli. Chyba mi się wydaje, że najbardziej Ross.
- Dlaczego? - zapytała Van, a oni spojrzeli po sobie.
- Chcieliśmy sobie odpocząć od dawania koncertów, wywiadów. Taka przerwa każdemu się przydaje. Nasza trwa już cztery miesiące. - odpowiedziała Rydel.
- A nie chcecie wrócić z powrotem na scenę? Nie tęsknicie za tym? - tym razem ja spytałam.
- Gdyby to było takie łatwe. - westchnął Ross.
- Co wam to utrudnia? - powiedziała moja siostra, a oni znów spojrzeli po sobie. Co się mogło takiego stać? A wydawało mi się, że oni nie mają żadnych tajemnic, a tu proszę. Widzę, że skrywają jeszcze coś, co spowodwało ich przerwę. Co to mogło być? Musiało to być coś poważnego. Jestem ciekawa, czy to powiedzą.
- Przykro nam, ale nie możemy wam tego powiedzieć. To jest dla nas bardzo bolesna i ciężka sprawa. - odparł Riker.
- Dobrze, rozumiemy was. Nie musicie nam wszystkiego opowidać, jeśli nie chcecie. - odezwałam się.
- Kiedyś wam to powiemy. - odpowiedział Ross spoglądając na mnie smutno.
- A jakie to jest uczucie bycie sławnym i występowaniem na scienie? - spytała Vanessa. Pewnie chciała tym trochę rozładować tą atmosferę, która zrobiła się trochę ciężka.
- To jest niezwykłe. Ta radość, satysfakcja, duma z tego co robimy to jest nie do opisania. Posiadanie fanów, którzy nie mogą się doczekać naszych koncertów, to jest bardzo fajna rzecz. To daje porządnego kopa do dalszej pracy.- odpowiedział żywo Rocky.
- My od zawsze interesowaliśmy się muzyką. To jest dla nas drugie imię.- odezwał się Ellington.
- Kto pisze te wszystie utwory? - zaptałam.
- Ja i Riker, ale reszta też nam pomaga. - odparł Rocky.
- Teraz i tak, mimo że nie występjemy to nie próżnujemy, bo tworzymy nowy album, który się pojawi, gdy z powrotem wejdziemy na scenę. - powiedział Ross.
- To fajnie. Z pewnością go kupię. - uśmiechnęłam się.
- Zaśpiewalibyście nam coś? - spytała Vanessa, a oni się uśmiechnęli. Zdecydowanie wolę ich wesołych niż przygnębionych. Gdy oni są radośni to ludzie dookoła tacy są, a gdy są smutni to inni też. Taki jest ich czar.
- Okay, mamy nawet gitary. - odezwał się Rocky i razem z Rikerem i Rossem poszli do samochodu. Po chwili wrócili z instrumentami.
- To co gramy? - spytał Riker.
- Może ,,Pass Me By"? Laura polubiła tą piosenkę. - powiedział Ross, a ja uśmiechnęłam się do niego. On odwzajemnił mój gest. Po chwili zaczęli grać. Pierwszy śpiewał Ross. Widziałam, że to co robią sprawia im ogromną przyjemność. W oczach mieli błysk. Zdecydowanie kochają muzykę. To jest prawdziwie ognisko. Dźwięk gitar i śpiew dodaje całego klimatu.
- To teraz może ,,Things Are Looking Up"? - spytał Rocky, gdy skończyli grać.
- Okay. - odpowiedzieli chłopaki i zaczęli grać. Kolejna piosenka, która mi się podoba. Po powrocie do domu konicznie muszę posłuchać wszystkich ich piosenek. Coś mi się wydaje, że R5 to będzie mój ulubiony zespół. Nie tylko dlatego, że toworzą go moi przyjaciele, ale również z powodu ich muzyki. Słyszę dopiero ich drugi utwór, a już wiem, że inne też mi się spodobają. Tak właśnie spędziliśmy czas prawie do jedenastej. Ich piosenki naprawdę przypadły mi do gustu i utkwiły w pamięci, więc teraz chodzą mi po głowie.
- Wiecie chyba już powinniśmy się zbierać, bo trochę się zasiedzieliśmy. - odezwała się Rydel.
- Tak, ale dowiedziałyśmy się, że nasi przyjaciele to R5. - odparła Vanessa.
- Umiemy was zaskakiwać. - uśmiechnął się Riker. Zagasiliśmy ognisko, pozbieraliśmy wszystkie rzeczy i weszliśmy do domu. Od razu każdy poszedł do wspólnych pokoi.
- To kto idze pierwszy się kąpać? - spytałam.
- Idź ty, ja sobie poczekam. - odpowiedział Ross.
- Okay. - odparłam i wzięłam moją piżamę, po czym weszłam do łazienki. Nie chciałam, żeby Ross długo czekał, więc w miarę szybko się uwijałam. Po 15 minutach byłam już gotowa i wyszłam z pokoju czystości. Nie zobaczyłam nigdzie Rossa. Rozejrzałam się po wnęterzu aż zobaczyłam go na balkonie wpatrującego się w ocean. Podeszłam do niego i stanęłam obok.
- Łazienka jest już wolna. - odezwałam się i chyba wybudziłam go tym z myśli, bo spojrzał na mnie trochę nieprzytomnym spojrzeniem.
- Szybko się uwinęłaś. Myślałem, że dłużej ci to wszystko zajmie. - odpowiedział.
- Nie chciałam, żebyś długo czekał.
- Okay to ja teraz pójdę się wykąpać. - odparł i wszedł do środka pokoju, a ja zostałam na balkonie. Oparłam się o barierkę i patrzyłam na ocean, na który księżyc rzuciał swoją poświatę. Piękny widok. Wsłuchałam się w szum wody. Jest to bardzo przyjemny dźwięk. W sam raz do rozmyślań. Cieszę się z przyjazdu tutaj. Muszę zapamiętać te chwile, żeby w przyszłości je sobie przypominać. Ta wiadomość o tym, że Lynchowie i Ellington są zespołem była dla mnie zaskoczeniem. Jednak domyślałam się tego, bo rozpoznałam głos Rossa w piosence. To, że są sławni nie robi dla mnie jakieś większej różnicy. Oni nadal są moimi przyjaciółmi. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez nich. Byłoby ono puste i nudne, a oni nadali jemu barw i radości. Mimo, że znam ich tylko nicałe dwa tygodnie to czuję się jakbym znała ich o wiele więcej. Nie wiem, jak to zrobili. Nie mogę pojąć, że te niecałe dwa tygodnie temu przyjechałam do Los Angles. Minęło tak mało czasu, a już tak dużo się wydarzyło. Spełniło się moje marzenie o posiadaniu przyjaciół. Na inne też kiedyś przyjdzie pora. Czasami, żeby nasze pragnieinia się spełniły to trzeba im trochę pomóc. Kiedy one już się przydarzą to daje nam to wielkie szczęście. Ja po prostu cieszę się z tego tym kim jestem i co mam. Nie chcę się zmienić, bo taką siebie już w pełni zaakceptowałam. Najlepsza zmiana w moim życiu to była przeprowadzka tutaj. Gdyby to się nie stało to w tej chwili nie byłabym tu z moimi przyjaciółmi i siostrą. Czułam, że przyjazd do LA sporo zmieni i to okazało się prawdą. Narawdę cieszę się z tego, co mam. Czasami ludzi nie doceniają tego. Jednak takie małe rzeczy dają mnóstwo radości. Samo przebywanie z przyjaciółmi mnie uszczęśliwa, a jeszcze bardziej to, że akceptują mnie taką jaką jestem.
- Hej Lau. - szepnął Ross, który nagle się obok mnie pojawił. Byłam taka zamyślona, że nawet nie słyszałam kiedy podszedł. Zauważyłam, że jest w samych bokserkach, co mnie ja zawsze rozpraszało.
- Hej Ross. - odpowiedziałam również szpetem. - Czy ty nie możesz się ubrać? - spytałam trochę skrępowana.
- Ja ta zawsze śpię, ale skoro ci to przeszkadza to mogę się ubrać, bo przygotowałem się na taki wypadek.
- Zresztą gdy będziemy na zewnątrz to byłoby ci zimno. - odparłam i weszłam do środka.
- A idziemy gdzieś? - spytał.
- Tak. Możesz wziąć ten materac?
- Okay, a po co on nam jest potrzebny?
- Zobaczysz. - uśmiechnęłam się.
- Zaczynasz mnie zaskakiwać.
- No w końcu uczę się od najlepszego. - zaśmiałam się, a Ross zrobił to samo. - Ubierz się.
- Okay. - odpowiedział, a ja podeszłam do łóżka i ściągnęłam z niego kołdrę, którą poskładałam oraz wzięłam poduszki. Wszystko wzięłam na ręce i trochę te rzeczy zasłaniały mi widoczność.
- Pomóc ci? - spytał Ross, który był ubrany w spodnie od dresu i bluzę.
- Nie musisz, bo ty bierzesz materac.
- Poradzę sobie. Zresztą przy mnie nie będziesz za dużo dźwigać.
- Okay weź te poduszki. - odpowiedziałam i dałam mu je.
- To co teraz z tym robimy?
- Chodź za mną. - odparłam i wyszliśmy z pokoju. Szliśmy na koniec holu i skręcikiśmy w prawo w małą wnękę. Stanęliśmy pod schodkami.
- Gdzie ty mnie prowdzisz?
- Nie powiem ci, bo za chwilę się dowiesz. - odpowiedziałam i weszłam po schodach, po czym otworzyłam klapę i znalazłam się na dachu domu. Po chwili Ross rówież wszedł.
- To jest to twoje miejsce? Dach? - spytał, rozglądając się.
- A co nie podoba ci się? - powiedziałam. Rozejrzałam się. Nad nami znajdowało się rozgwieżdżone niebo i księżyc, który jasno ,,świecił". Widać było ocean, który przyjemnie szumiał. To wszystko było bardzo piękne. Zachwyciłam się tym widokiem.
- Nie, skąd. Podoba mi się. To miejsce jest zupełnie w twoim stylu. - uśmiechnął się.
- Tak, specjalnie chciałam mieć takie wejście na dach, żeby patrzeć na gwiazdy.
- Czyli nasza tradycja dzisiaj też jest utrzymana.
- Oczywiście. Wymyśliłam to już wcześniej.
- Ale po co nam są potrzebne te rzeczy?
- A jak myślisz będzie nam wygodnie leżeć na gołym dachu?
- No nie. Widać, że miałaś to zaplanowane skoro materac był już gotowy.
- On był do spania w pokoju. Tak naprawdę to rodzice nie wiedzą, że śpimy razem. Jakby, co to każdy spał osobno.
- Okay niczego się nie dowiedzą. Może już się rozłożymy? - spytał, a ja przytaknęlam głową. Położyliśmy materac na dachu, ułożyliśmy poduszki i kołdrę, po czym weszliśmy na nasze ,,łóżko". Było trochę mało miejsca, więc musieliśmy być bardzo blisko siebie, co mi nie przeszkadazało za bardzo, bo było mi cieplej i przyjemniej.
- Spłeś kiedyś pod gwiazdami? - spytałam.
- Nie, teraz będzie mój pierwszy raz. Ty już tak, prawda?
- Tak. Zawsze, gdy tutaj przyjeżdżałam z Van i rodzicami to spałam na dachu. Czasami Vanessa też, ale rzadko. Lubiłam tak leżeć, patrzeć na gwiazdy i słuchać szumu oceanu. To mnie odprężało i usypiało.
- Muszę przyznać, że jest tu przyjemnie.
- A tak w ogóle to zaskoczyliście mnie tym, co dziś zdradziliście.
- To, że jesteśmy zespołem?
- Tak. Chociaż zaczynałam się domyślać tego, bo rozpoznałam twój głos w waszej piosence, która leciała w radiu. Gdybyście o tym nie powiedzieli to pewnie spytałabym cię teraz o to. Powiedziałbyś prawdę?
- Nie wiem, ale chyba tak, bo to i tak w końcu by się wydało.
- Ja nie rozumiem, co wam utrudnia powrót na scenę? - spytałam, ale nie uzyskałam od razu odpowiedzi.
- Nie mogę ci tego zdradzić. - westchnał Ross.
- Dlaczego?
- Bo to jest poważna sprawa.
- Okay, nie będę naciskać. Skoro nie chcesz to nie mów. Rozumiem.
- To dobrze, bo myślałem, że może się na mnie obrazisz.
- Nie zrobiłabym tego. Skoro to jest wasza rodzinna tajemnica to nie musicie mi jej zdradzać. Tak w ogóle to nie chciałbyś powrócić na scenę?
- Chciałbym i to bardzo. Zespół to jest moje drugie życie. To jest niezwykłe, że mamy tylu fanów. Gdy widziałem jak dużo osób przychodzi na nasze koncerty to byłem naprawdę szczęśliwy i dumny z tego, co robię. Taki zespół składajacy się z członków rodziny moim zdaniem jest lepszy, bo lepiej się znamy i dogadujemy niż zespoły stworzone przez osoby, które nie są ze sobą spokrewnione. Mamy też lepszy kontakt. Kocham występować. Muzyka to moje drugie imię. - mówił to wszystko z wielkim entuzjazmem.
- To naprawdę musi być przyjemne. Ja nie miałam kontaktu z instrumentami. Chociaż chciałabym się nauczyć grać na pianinie lub na gitarze.
- Jakbyś chciała to mogę cię pouczyć na gitarze. - uśmiechnął się.
- Okay, może kiedyś. - odparłam i również się uśmiechnęłam.
- Pamiętaj, że zawsze możesz mnie o to poprosić.
- Dobrze, zapamietam to. - powiedziałam. - Dlaczego nie napisałeś sam żadnej piosenki?
- Nie miałem pomysłu na tekst lub melodię. Parę wersów mogę napisać, ale później często się zawieszam. Jednak melodię umiem stworzyć, bo ostatnio ją wymyśliłem, ale nie mam pomysłu na słowa. Nie pokazałem tej piosenki Rikerowi i Rocky'emu, bo sam chcę ją dokończyć. Potrzebuję tylko jakiegoś natchnienia. Nie powiesz im o tym?
- Nie powiem, ale będę mogła jej posłuchać?
- Okay, jak przyjdziesz do nas to mogę ci ją zagrać. - odparł i zapanowała pomiędzy nami cisza.
- Ross, dlaczego nigdy nie mówłeś mi o waszych rodzicach? Gdzie oni właściwie są, bo nie mieszkają z wami. - zapytałam, a on westchnął. - Jak nie chcesz to nie musisz mi o tym mówić. - dopowiedziałam.
- Mogę ci o tym powiedzieć. No w końcu jesteś moją przyjaciółką i nie musimy niczego przed sobą ukrywać.
- To opowiadaj. Nie będę ci przerywała.
- Zacznę może od końca, a później od początku. Nasi rodzice nie żyją. - westchnął.
- Co? Jak to się stało? - spytałam poruszona tym, co powiedział.
- Stało się to cztery lata temu. Nasi i rodzice Ellingtona chceli wybrać się na wakacje bez dzieci. Jednak długo się nad tym zastanawiali, bo ja i Rocky nie byliśmy jeszcze pełnoletni, ale Riker i Rydel przekonali ich. Mieli polecieć na Hawaje. Niestety przy podchodzeniu do lądowania coś stało się z silnikiem i piloci nie umieli zapnować nad samolotem. Lecieli prosto w doł na pas startowy. Gdy maszyna dotknęła ziemi, wybuchła. Nikogo nie udało się uratować. Wszyscy zginęli. - westchnął ciężko, a w jego oczach zauważyłam łzy. - Gdy się o tym dowiedzieliśmy, nie mogliśmy się z tym pogodzić. Najgorzej to przeżywali Rydel i Riker, bo to oni namówili ich na wyjazd. Ciągle pocieszaliśmy ich i mówiliśmy, że to nie ich wina i nie można było przewidzieć katastrofy. Najgorsze było to, że ja i Rocky mogliśmy trafić do domu dziecka, ale Rydel i Riker nie pozwolili na to i tak jakby oni sprawowali nad nami opiekę. Dobrze, że Ellington miał 18 lat, bo spotkałoby go to samo, a on nie ma rodzeństwa. To dla nas wszystkich były ciężkie chwile. Długo nie mogliśmy się pogodzić ze stratą rodziców. Gdy minęło pół roku byliśmy już nawet normalni. Teraz już pogodziliśmy się z tym, ale zawsze w rocznicę tego wydarzenia cierpimy. Nastąpi ona niedługo, bo 13 sierpnia, czyli za miesiąc. - skończył opowiadać i otarł łzy, które spłynęły mu po policzkach. Było mi go bardzo szkoda. Chciałabym go jakoś pocieszyć, więc przytuliłam go, a on objął mnie w pasie. Przeżyć śmierć rodziców w tak młodym wieku to jest coś okropnego. Nigdy nie chciałabym tak mieć.
- Współczuję ci Ross. Nawet nie przypuszczałam, że wy tyle przeszliście. - odezwałam się i spojrzałam mu w oczy.
- Skąd miałaś wiedzieć. Nikt ci o tym nie powiedział. Możemy już nie poruszać tego tematu?
- Dobrze. - przytaknęlam. - Wiesz teraz tak mi przyszło do głowy, że smutne wydarzenia przytrafiły nam się w podobnym czasie. Ja wtedy leżałam w szpitalu w śpiącze po upadku z konia, a później rozpaczałam po tym, że nie mogę jeździć konno, a ty cierpiałeś z powodu śmierci rodziców. Jednak ty miałeś dwa razy gorzej. Nie wyobrażam sobie, żebym teraz straciła rodziców, mimo że poświęcają mi tak mało czasu.
- Rzeczywiście masz rację. To wydarzyło się w ty samym roku, a nawet w tym samym miesiącu.
- Gdybyśmy się wtedy zanli to pewnie pocieszalibyśmy się nawzajem.
- Wiesz, zastanawiałem się, dlaczego my wcześniej się nie poznaliśmy, bo przecież ty tutaj przyjeżdżałaś i byliśmy w tym samym mieście.
- Widocznie wtedy nie było nam to pisane. Jednak teraz cieszę się, że cię poznałam. - uśmiechnęłam się i spojrzałam mu w oczy.
- Tak, ja też. - odwzajemnił mój gest i nadal nie spuszczaliśmy z siebie wzroku. Zatonęłam w jego spojrzeniu i nie wiem czemu, ale nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu. Ta chwila nie trwała długo, bo Ross spojrzał w górę, a ja zaraz zrobiłam to samo. Zapanowała pomiędzy nami cisza. Jeszcze nigdy nie patrzyliśmy sobie w oczy tak długo. Jednak zawsze Ross to przerywa i nie mam pojęcia dlaczego. Chociaż, czy przyjaciele mogą tak robić, czy to już wychodzi poza tą granicę? Nie wiem. Przyglądałam się naszym gwiazdom, które jasno świeciły. Czy to jest zbieg okoliczności, że są blisko siebie, czy może to coś oznacza?
- Wiesz, może nadamy nazwę naszym gwiazdom? - odezwałam się.
- Okay, a jaką? - spytał Ross, a ja zastanowiłam się chwilę.
- Może Together Forever?
- Dlaczego tak?
- Bo te gwiazdy będą na zawsze razem.
- Tak, ale czy my to już nie wiadomo.
- No tak, ale ja nie chciałbym ciebie stracić.
- Ja też, ale nigdy nie wiadamo, co przyniesie nam przyszłość.
- Mam nadzieję, że będą to same dobre rzeczy.
- Też bym tak chciał. - odpowiedział i ponownie spojrzeliśmy na gwiazdy. Wsłuchałam się w szum oceanu, który mnie odprężał. Poczułam, że moje powieki stają się senne. Ziewnęłam.
- Komuś chce tu się spać, co? - spytał Ross.
- Tak.
- To trzeba się jakoś wygodnie ułożyć, bo ten materac nie jest za duży.
- To może się do ciebie przutulę? Wtedy będzie nam też cieplej, ale również przytulnie.
- Okay. - odparł, a ja objęłam jego tors i przysunęłam się bliżej. Ross natomiast położył swoją rękę na mojej talii, co w ogóle mi nie przeszkadzało. Biło od niego takie przyjemne ciepło. Poczułam się przy nim zupełnie bezpieczna.
- Dobranoc Lau. - szepnął, gdy już powoli zasypiałam.
- Dobranoc Ross. - również szepnęłam i mocniej się w niego wtuliłam. Po chwili odpłynęłam do krainy Morfeusza.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Mi tak. Jest w nim nawet sporo Raury, co pewnie was ucieszyło. Relacja Rossa i Laury caraz bardziej zaczyna się pogłębiać. Jednak przez dużo rozdziałów nie dojdzie do większych rzeczy. Musicie jeszcze poczekać na Raurę. Mam nadzieję, że jakoś to wytrzymacie, a będzie się działo.
Do napisania!!!
Komentujesz = Motywujesz
Los Angeles, 11.07.2015r.~
★Laura★
Obudził mnie nieprzyjemny dźwięk budzika. Jeszcze z zamkniętymi oczami sięgnęłam ręką na szafkę nocną i wzięłam z niej mój telefon. Niechętnie otworzyłam powieki i wyłączyłam budzik. Była 8:00. Wczoraj ustaliliśmy, że wyjdzemy o 9:00, żeby więcej czasu spędzić w domku, więc musiałam się obudzić godzinę przed. Przetarłam zaspane oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. To nie jest moja pora wstawania. Wczoraj w nocy przyszedł do mnie Ross, więc nie mogłam iść szybciej spać, żeby być lepiej wyspana. Jednak nie żałuję, że on u mnie był. Bardziej mnie to cieszy, bo myślałam, że się nie pojawi. Jednak Ross potrafi mnie zaskakiwać. Od początku to robił. Okay już pora się ogarnąć do wyjścia. Wstałam z łóżka i udałam się do garderoby. Co by tu ubrać? Po namyśle wybrałam żółtą, letnią sukienkę, która będzie pasowała mi do bikini. Zresztą to jest ulubiony kolor Rossa. Poszłam z nią do łazienki. Wzięłam lekki prysznic, żeby trochę się ożeźwić. Ubrałam się i wykonałam wszystkie poranne czynności. Wyszałam z pokoju czystości i wzięłam mój telefon. Włączyłam wyświetlacz. Zobaczyłam, że jest 8:35. W sam raz, żeby jeszcze zjeść śniadanie. Wzięłam torbę z potrzebnymi rzeczami i wyszłam z pokoju. Udałam się na dół do kuchni. Tam zastałam Natalie robiącą naleśniki.
- Dzień dobry. - przywitałam się, a ona spojrzała na mnie.
- Dzień dobry Lauro. Wyspałaś się? - spytała miło gosposia.
- Nie za bardzo, ale daję radę.
- Zrobiłam już naleśniki, żebyście od razu miały je gotowe.
- Vanessa jeszcze nie zeszła?
- Nie, nie widziałam jej na dole, ale pewnie za chwilę się pojawi. Jak na razie masz pierwszą porcję naleśników. - powiedziała Natalie i podała mi talerz. - Smacznego.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść. Po chwili do kuchni weszła moja siostra. Była ubrana w niebieską sukienkę. Ciekawe dlaczego?
- Dzień dobry Natalie. Hej Laura. - odezwała się i usiadła obok mnie przy blacie.
- Dzień dobry. - odpowiedziała gosposia.
 b - Hej Van. - odparłam.
- Widzę, że już jesz śniadanie. - zwrociła się do mnie, a ja tylko pokiwałam głową na tak.
- Dla ciebie też już mam gotową porcję. - powiedziała Natalie i podała Van talerz z naleśnikami. - Smacznego.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się moja siotra i obie zajęłyśmy się jedzeniem.
- To teraz czekamy na Lynchów. - odezwałam się, gdy skończyłyśmy.
- No tak. Może wyjdźmy już przed dom?
- Okay, czemu nie. - odparłam i wstałyśmy z krzeseł.
- Bawcie się dobrze. Kazałam wypełnić lodówkę i szafki tym co lubicie, więc głodni nie będziecie. - powiedziała gosposia.
- Dziękujemy. - odpowiedziałyśmy i wyszłyśmy z kuchni. Udałyśmy się do korytarza, żeby ubrać buty i wyszłyśmyz domu. Sprawdziłam godznię na telefonie i była 8:54.
- Może chodźmy usiąść na tarasie, bo nie chce mi się stać. - zaporponowałam, a Vanessa się zgodziła i poszłyśmy na tył domu. Usiadłyśmy na leżakach.
- Dlaczego ubrałaś niebieską sukienkę? Czyżby dla Rikera? - spytałam i poruszałam znacząco brwiami.
- Co? Nie. Po prostu lubię ten kolor, a że to jest ulubiony Rikera to mnie to nie obchodzi. Zresztą ty ubrałaś się dla Rossa? - tym razem ona odbiła paleczkę.
- Może trochę o nim pomyślałam. Nie rób sobie nadzieji, że jestem w nim zakochana, bo tak nie jest.
- Okay załóżmy, że ci wierzę, ale i tak wiem swoje. - uśmiechnęła się.
- Ja przynajmniej się przyzanałam, że o nim pomyślałam ubierając się, a ty boisz się tego powiedzieć.
- Nie myślałam o Rikerze.
- Dobra, dobra, ja i tak wiem swoje. - powiedziałam jej własne słowa.
- Zmieńmy temat, bo wiem, że ty możesz tak ciągnąć bardzo długo.
- No fakt mogę.
- Ross był wczoraj u ciebie? - spytała i uśmiechnęła się.
- Był. Jak zawsze przyszedł po dziesiątej.
- I pewnie leżeliście sobie koło wierzby i oglądaliście gwiadzy, prawda?
- No tak, a co widziałaś nas?
- Nie, ale domyśliłam się. To jest takie romantyczne, bo Ross wchodzi pokryjomu do twojego pokoju po pergoli, a później rozmawicie pod gwiazdami. Fajne są takie spotkania. Sama bym tak chciała, ale nie będę od was tego odgapiać.
- I dobrze, bo to jest już nasza tradycja.
- I właśnie przez te wasze spotkania zakochacie się w sobie. Ja to przeczuwam. Nie wiem kiedy to się stanie, ale z pewnością się wydarzy. - uśmiechnęła się.
- Przyjaźnię się jeszcze przecież z Jake'iem.
- Wiem, ale tak jak ci mówiłam, że ja jestem za Raurą.
- Oj Van, ty i ta twoja wyobraźnia. - zaśmiałam się.
- Jaka wyobraźnia? Ja mówię na serio. Jeśli coś poczujesz do Rossa to w pierwszej kolejności mi o tym mówisz, okay?
- Okay, ale nie wiem czy to się stanie, bo my się tylko przyjaźnimy.
- Ja i tak liczę na coś więcej. Zresztą dzisiaj razem śpicie.
- Ty i Riker też. Nie, żeby coś, ale pasujecie do siebie. - uśmiechnęłam się.
- Co? Weź przestań!
- Co przestań? Przecież przed chwilą ty łączyłaś mnie z Rossem. Fajnie to tak?
- Ja przynajmniej przypuszczałam nieuniknione. - zaśmiała się, a ja tylko przewróciłam oczami. Po chwili usłyszałam, że jakiś samochód zatrzymuje się przed bramą.
- Już przyjechali. Chodźmy już. - odparłam i wstałyśmy z leżaków. Poszłyśmy w kierunku bramy. Tak to byli Lynchowie. Z aut wysiedli Ross i Riker i gdy nas zobaczyli pomachali nam, a my zrobiłyśmy to samo. Po chwili podeszłyśmy do nich.
- Hej dzieczyny. - odezwali się i uśmiechnęli.
- Hej chłopaki. - odpowiedziałyśmy.
- I co gotowe już jesteście do wyjazdu? - spytał Ross.
- Tak. Czekamy na was już od jakiś 5 minut. - odparłam.
- Kto z kim jedzie? - odezwała się Vanessa.
- Wy jedziecie razem z Rossem i Rydel, a ja z Rocky'm i Ellingtonem. - odpowiedział Riker.
- Dajcie swoje troby, bo musimy je spakować do bagażnika. - powiedział Ross i wziął je od nas, po czym włożył do samochodu.
- Okay to wy wsiadajcie i jedziemy. To wy wskazujecie nam drogę, bo my nie wiemy, jak mamy jechać. - odparł starszy blondyn.
- Okay. - odpowiedziałśmy, a z samochodu wyszła Rydel.
- Hej dziewczyny. - odezwała się.
- Hej Delly. - odparłyśmy i przytuliłyśmy się na powitanie.
- Jak chcecie siedzieć? - spytała.
- Mi to obojęne. - odpowiedziała Vanessa.
- To ja mam pomysł. Ja i Van z tyłu, a Laura z przodu, co wy na to?
- Okay. - przytaknęłyśmy i wszyscy wsiedliśmy do samochodu. Po chwili odjechaliśmy. Ciekawe dlaczego ja siedzę akurat z przodu? No bardzo mnie to zastanawia. Hmmm... może dlatego, żebym była obok Rossa? Tak, to chyba dlatego. Moje przemyślania doprowadziły do tego, że lekko się uśmiechnęłam.
- Ross, jak się czujesz tak otoczony przez trzy dziewczyny? - odezwzła się Rydel.
- Nie przeszkadza mi to.
- A chyba szczególnie taka jedna, co nie? - powiedziała Vanessa i wiem, że się teraz uśmiecha i że chodziło jej o mnie.
- Nie wiem o kogo wam chodzi. - odparł Ross, ale pewnie się z nimi droczył, bo był uśmiechnięty.
- Tak jasne. Przecież wiesz, że chodzi nam o Laurę. - odpowiedziała Rydel.
- Tak? Jakoś się nie domyśliłem. - zaśmiał się.
- Ładnie ona dziś wyglada, co? - spytała Vanessa, a ja spojrzałam na Rossa.
- Żółta sukinka, czyli w twoim ulubionym kolorze. - dodała od razu blondynka.
- No ładnie wygląda. - blonyn spojrzał na mnie i uśmiechnął się, a ja idwzajemniłam jego gest. Poczułam też, że lekko się zarumieniłam. Szybko spojrzałam w okno. Mam nadzieję, że on tego nie widział. Zresztą, dlaczego ja się czerwienię? Chyba dlatego, że nie czuję się za dobrze, gdy dziewczyny tak o nas mówią. O co im chodzi? Przecież ja i Ross tylko się przyjaźnimy i nic więcej.
- Aww... jak słodko. Ładna z was para. - powiedziała Rydel.
- Dziewczyny możecie już skończyć ten temat? - spytałam.
- Popieram Laurę. - dodał Ross.
- Okay, niech wam będzie, ale my tutaj liczymy na Raurę. - odparła moj siostra i zaśmiała się razem z Rydel.
- Ech dziewczyny, ale wy fantazjujecie. - odpowiedział blondyn. Po chwili usłyszałam znajomą mi już piosenkę, której nadal nie znam tytułu, ani wykonawcy. Spojrzałam na Rossa i zauważyłam, że uśmiech zniknął mu z twarzy. Zerknęłam też na tył i Rydel zareagwała tak samo. Co się z nimi dzieje?
- O znowu ta piosenka. Bardzo często, gdy jestem w samochodzie to ją słyszę. - odezwałam się. - Rydel znasz ją może? - spytałam.
- Kojarzę ją, ale nie zanam wykonawcy. - odpowiedzała trochę poddenerwowanym głosem.
- Szkoda, bo mi się spodobała. - odparłam i wsłuchałam się w utwór. Znow sądzę, że skądś kojarzę ten głos. Chyba, że znów mi się wydaje. Ale drugi raz? Nie. Jeszcze bardziej skupiłam się na piosence. Ten ton jest podobny do... Rossa? Nie. To nie może być on, ale głosowo jest podobny. Ale Ross przecież nie jest piosenkarzem. Chyba, że o tym nie wiem. Chociaż wyróżnia się też w tej piosence głos Rikera? Oni nie śpiewają. Pewnie mi się wydaje, ale te głosy są łudząco podobne. Sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Spytam o to Rossa w nocy. Może mi odpowie, a jeśli nie to może oznaczać, że moje przypuszenia są słuszne. Zobaczymy. Gdy piosenka się skończyła zauważyłam, że Rossowi i Rydel trochę ulżyło. Coś mi się wydaje, że oni coś ukrywają. Tylko co to może być? Reszta drogi upłynęła bardzo szybko, bo cały czas o czymś rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Atmosfera była bardzo wesoła. Po godzinie dojechaliśmy na miejsce. Gdy zobaczyłam nasz domek to trochę się nim zachwyciłam, bo dawno go nie widziałam, a jest piękny.
- Wow. Tak waszym zdaniem wygląda domek? On jest rozmiarów przeciętego domu. - odezwała się Rydel.
- Chociaż nie ma co się dziwić, bo wasz dom jest większy od tego. - powiedział Ross.
- Tak to prawda. - przytaknęła Vanessa.
- Bardzo mi się podoba. Chciałabym w takim mieszkać. Chociaż nic nie mam do własnego domu. - odparła blondynka.
- Pewnie w środku też jest duży, co nie? - spytała.
&nbso; - Tak, ale mniejszy od naszego. - odpowiedziałam i wysiedliśmy z samochodu. Po chwili przyjechali chłopaki i wszyscy razem weszliśmy do środka domu. Pierwszy ukazał się salon.
- Wow, ale piękny salon. - odezwała się Rydel, która znów nie ukrywała podziwu.
- Od razu ustalamy kto gdzie śpi? - spytałam.
- Chyba lepiej to od razu zrobić. - odparł Ross.
- To może zrobimy tak, że ja i Lau idziemy do swoich pokoi, Rydel i Ellington do sypialni naszych rodziców, a Rocky do pokoju gościnnego, co wy na to? - zaproponowała Vanessa, a każdy się zgodził. - To chodźcie wszyscy na górę. Chociaż nie, Rocky ma sypialnię na dole. Później ci ją pokażę, okay?
- Okay. - przytaknął brunet i udaliśmy się na piętro.
- To teraz Rydel i Ell wy idziecie prosto. - wskazałam na drzwi do sypialni rodziców. - A ty Ross chodź ze mną. - powiedziałam i skręciliśmy w lewo. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka mojej sypialni.
- Wow. - odezwał się Ross. Sama byłam trochę pod wrażeniem, bo dawno nie widziałam tego pokoju. Ściana na wprost drzwi była cała przeszklona, a widok rozpościerał się na ocean. Wieczorem widać zachód słońca. Po lewej stronie stało dwuosobowe łóżko, a obok szafka nocna. Po prawej była duża, biała szafa. Całe pomieszczene było pomalowane na błękitny kolor. Bardzo podobał mi się ten pokój. Szkoda, że jestem w nim tak żadko.
- Tak wiem to jest piękna sypialnia. - odparłam i nadal wszystko lustrowałam wzrokiem.
- To co dziś w nocy jak zawsze wychodzimy na zewnątrz?
- No jasne, że tak.
- Gdzie? Na plażę?
- Zobaczysz. - uśmiechnęłam się.
- Okay, jestem ciekawy co wymyśliłaś. - odwzajemnił mój gest. Po chwili do pokoju weszła Vanessa.
- Idziecie na plażę? - spytała.
- Tak. - odpowiedzieliśmy.
- To super, gdy będziecie gotowi to idzcie od razu na plażę.
- Okay. - odparliśmy, a moja siostra wyszła.
- To ty idź pierwsza do łazienki. - powiedział Ross.
- Okay. - przytaknęłam i wyjęłam z torby bikini. Poszłam z nim do łazienki i tam ubrałam się w nie. Sprawdziłam jeszcze wygląd w lustrze. Jest dobrze. Po chwili wyszłam z pomieszczenia. - Poczekam na ciebie.
- Okay. - odparł blondyn. Wyciągnęłam z torby koc, ręcznik i krem z filtrem. Przebieranie się nie zajęło mu dużo czasu, bo po kilku minutach był gotowy. Był w samych kąpielówkach, a mój wzrok powędrował na jego umięśniony tors. Lekko przygryzłam dolną wargęi nadal na niego patrzyłam. Mimo, że widziałam go już dwa razy bez koszulki to nadal jego ciało mnie onieśmiela.
- Lau idziesz, bo tak stoisz i patrzysz na mnie. - uśmiechnął się, a ja zarumienim się lekko. Jednak zaraz spuściłam głowę i zasłoniłam twarz włosami.
- Tak idę. - odparłam i szybko podeszłam do drzwi, po czym otworzyłam je. Gdy byliśmy na schodach Ross zrównał się ze mną.
- Dlaczego zasłaniasz się włosami. Ładnie ci w rumieńcach. - powiedził, po czym się uśmiechnął. Jego słowa spowodowały, że moje policzki stały się bardziej czerwone. Nie spojrzałam na niego, ale domyślam się, że teraz się uśmiecha.
- Dzięki. - odpowiedziałam i wyszliśmy z domu. Po przejści przez mały taras od razu był piasek. Ross poszedł do chłopaków, którzy byli już w wodzie, a ja rozścieliłam koc obok Vanessy i położyłam się.
- I jak tam z Rossem? - spytała moja siostra.
- A jak ma być? Jest normalnie. - odparłam.- A u ciebie i Rikera? - odgryzłam się jej.
- Dobrze, po staremu. - powiedziała, a ja posmarowałam się kremem do opalania.
- To teraz dziewczyny leżing, plażing, smażing. - odezwała się Rydel. Położyłam się na plecach. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się ciepłymi promieniami słonecznymi. O taki weekend mogę mieć, co tydzień. Spędzam czas z przyjaciółmi i siostrą, słoneczko grzeje, czas leci szybko i przyjemnie. Nic tylko korzystać z takich chwil. Jednak opalanie nie zajęło nam długo, bo chłopaki wołali nas, żebyśmy weszły do wody. Z początku się opierałyśmy, ale gdy chcieli wrzucić nas do oceanu poszłyśmy z własnej woli. Świetnie się bawiliśmy. Pływaliśmy, podtapialiśmy się, chlapaliśmy, rozegraliśmy mecz siatkówki. Czas leciał nam bardzo szybko i przyjemnie i nim się obejrzeliśmy słońce zaczęło zachodzić. Postanowiliśmy, że zrobmy ognisko. Chłopaki poszli po gałęzie do pobliskiego lasu, a ja, Van i Rydel zajęłyśmy się szykowaniem jedzienia. Po niecałej godzinie ognisko zostało rozpalone i teraz siedzimy i smażymy kiełbaski. Robiło się już ciemno i trochę zimno, a ogień dawał nam zarówno światło jak i ciepło. Między nami panowała przyjemna atmosfera. U każego na twarzy widniał uśmiech.
- Jak ten dzień szybko zleciał. - odezwał się Riker.
- Bardzo szybko, ale miło spędzony czas zawsze płynie szybko i przyjemnie. - powiedziałam.
- Chyba musimy częściej organizować takie weekendy. Tutaj mamy całą plażę dla siebie i nikt nas nie widzi. Taki domek nad ocenem się przydaje. - odparła Rydel i nastąpiła cisza. Nie była ona drętwa i niekomfortowa. Nie musieliśmy nic mówić, żeby wiedzieć, że ten czas jest dla nas przyjemny. Kiełbaski się pieką, ognisko strzela. Czego chcieć więcej? Te chwile muszę zapamiętać. Gdy zjedliśmy Lynchowie i Ell popatrzyli na siebie jeden po drugim. Wysyłali ku sobie takie porozumiewawcze spojrzenia. Nie miałam pojęcia, o co im chodzi.
- Laura, Vanessa musimy wam coś powiedzieć. - zaczął poważnie Rocky. Poważny Rocky? To się nie zdarza za często. Okay w ogóle to się nie dzieje.
- Wiecie, od początku ukrywamy przed wami ważną rzecz. - odezwał się Ross.
- Chodzi nam o to, że my jesteśmy zespołem. - powiedział Riker.
- Dokładniej jesteśmy R5. - dopowiedział Ell.
- Ta piosenka, którą słyszałyście dziś w radiu to był nasz utwór ,,Pass Me By". - odparła Rydel. Wiedziałam, że to był głos Rossa. Jaka ja jestem spostrzegawcza.
- Nie chcieliśmy wam z początku o tym mówić, bo tak samo, jak wy nie chceliśmy, żebyście lubiły nas za to, że jesteśmy sławni. - powiedział Rocky i na chwilę zapanowała cisza.
- O to nie musieliście się martwić, ale widzę, że byliśmy w takiej samej sytuacji. - odezwała się Vanessa.
- Dlaczego nam nie powiedzieliście tego wcześniej? - spytałam.
- Chcieliśmy na początku was sprawdzić. Chodzi mi o to co powiedział Rocky. Na chwilę obecną nasza działalność jest zawieszona. - odparł Riker i wszyscy wyraźnie posmutnieli. Chyba mi się wydaje, że najbardziej Ross.
- Dlaczego? - zapytała Van, a oni spojrzeli po sobie.
- Chcieliśmy sobie odpocząć od dawania koncertów, wywiadów. Taka przerwa każdemu się przydaje. Nasza trwa już cztery miesiące. - odpowiedziała Rydel.
- A nie chcecie wrócić z powrotem na scenę? Nie tęsknicie za tym? - tym razem ja spytałam.
- Gdyby to było takie łatwe. - westchnął Ross.
- Co wam to utrudnia? - powiedziała moja siostra, a oni znów spojrzeli po sobie. Co się mogło takiego stać? A wydawało mi się, że oni nie mają żadnych tajemnic, a tu proszę. Widzę, że skrywają jeszcze coś, co spowodwało ich przerwę. Co to mogło być? Musiało to być coś poważnego. Jestem ciekawa, czy to powiedzą.
- Przykro nam, ale nie możemy wam tego powiedzieć. To jest dla nas bardzo bolesna i ciężka sprawa. - odparł Riker.
- Dobrze, rozumiemy was. Nie musicie nam wszystkiego opowidać, jeśli nie chcecie. - odezwałam się.
- Kiedyś wam to powiemy. - odpowiedział Ross spoglądając na mnie smutno.
- A jakie to jest uczucie bycie sławnym i występowaniem na scienie? - spytała Vanessa. Pewnie chciała tym trochę rozładować tą atmosferę, która zrobiła się trochę ciężka.
- To jest niezwykłe. Ta radość, satysfakcja, duma z tego co robimy to jest nie do opisania. Posiadanie fanów, którzy nie mogą się doczekać naszych koncertów, to jest bardzo fajna rzecz. To daje porządnego kopa do dalszej pracy.- odpowiedział żywo Rocky.
- My od zawsze interesowaliśmy się muzyką. To jest dla nas drugie imię.- odezwał się Ellington.
- Kto pisze te wszystie utwory? - zaptałam.
- Ja i Riker, ale reszta też nam pomaga. - odparł Rocky.
- Teraz i tak, mimo że nie występjemy to nie próżnujemy, bo tworzymy nowy album, który się pojawi, gdy z powrotem wejdziemy na scenę. - powiedział Ross.
- To fajnie. Z pewnością go kupię. - uśmiechnęłam się.
- Zaśpiewalibyście nam coś? - spytała Vanessa, a oni się uśmiechnęli. Zdecydowanie wolę ich wesołych niż przygnębionych. Gdy oni są radośni to ludzie dookoła tacy są, a gdy są smutni to inni też. Taki jest ich czar.
- Okay, mamy nawet gitary. - odezwał się Rocky i razem z Rikerem i Rossem poszli do samochodu. Po chwili wrócili z instrumentami.
- To co gramy? - spytał Riker.
- Może ,,Pass Me By"? Laura polubiła tą piosenkę. - powiedział Ross, a ja uśmiechnęłam się do niego. On odwzajemnił mój gest. Po chwili zaczęli grać. Pierwszy śpiewał Ross. Widziałam, że to co robią sprawia im ogromną przyjemność. W oczach mieli błysk. Zdecydowanie kochają muzykę. To jest prawdziwie ognisko. Dźwięk gitar i śpiew dodaje całego klimatu.
- To teraz może ,,Things Are Looking Up"? - spytał Rocky, gdy skończyli grać.
- Okay. - odpowiedzieli chłopaki i zaczęli grać. Kolejna piosenka, która mi się podoba. Po powrocie do domu konicznie muszę posłuchać wszystkich ich piosenek. Coś mi się wydaje, że R5 to będzie mój ulubiony zespół. Nie tylko dlatego, że toworzą go moi przyjaciele, ale również z powodu ich muzyki. Słyszę dopiero ich drugi utwór, a już wiem, że inne też mi się spodobają. Tak właśnie spędziliśmy czas prawie do jedenastej. Ich piosenki naprawdę przypadły mi do gustu i utkwiły w pamięci, więc teraz chodzą mi po głowie.
- Wiecie chyba już powinniśmy się zbierać, bo trochę się zasiedzieliśmy. - odezwała się Rydel.
- Tak, ale dowiedziałyśmy się, że nasi przyjaciele to R5. - odparła Vanessa.
- Umiemy was zaskakiwać. - uśmiechnął się Riker. Zagasiliśmy ognisko, pozbieraliśmy wszystkie rzeczy i weszliśmy do domu. Od razu każdy poszedł do wspólnych pokoi.
- To kto idze pierwszy się kąpać? - spytałam.
- Idź ty, ja sobie poczekam. - odpowiedział Ross.
- Okay. - odparłam i wzięłam moją piżamę, po czym weszłam do łazienki. Nie chciałam, żeby Ross długo czekał, więc w miarę szybko się uwijałam. Po 15 minutach byłam już gotowa i wyszłam z pokoju czystości. Nie zobaczyłam nigdzie Rossa. Rozejrzałam się po wnęterzu aż zobaczyłam go na balkonie wpatrującego się w ocean. Podeszłam do niego i stanęłam obok.
- Łazienka jest już wolna. - odezwałam się i chyba wybudziłam go tym z myśli, bo spojrzał na mnie trochę nieprzytomnym spojrzeniem.
- Szybko się uwinęłaś. Myślałem, że dłużej ci to wszystko zajmie. - odpowiedział.
- Nie chciałam, żebyś długo czekał.
- Okay to ja teraz pójdę się wykąpać. - odparł i wszedł do środka pokoju, a ja zostałam na balkonie. Oparłam się o barierkę i patrzyłam na ocean, na który księżyc rzuciał swoją poświatę. Piękny widok. Wsłuchałam się w szum wody. Jest to bardzo przyjemny dźwięk. W sam raz do rozmyślań. Cieszę się z przyjazdu tutaj. Muszę zapamiętać te chwile, żeby w przyszłości je sobie przypominać. Ta wiadomość o tym, że Lynchowie i Ellington są zespołem była dla mnie zaskoczeniem. Jednak domyślałam się tego, bo rozpoznałam głos Rossa w piosence. To, że są sławni nie robi dla mnie jakieś większej różnicy. Oni nadal są moimi przyjaciółmi. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez nich. Byłoby ono puste i nudne, a oni nadali jemu barw i radości. Mimo, że znam ich tylko nicałe dwa tygodnie to czuję się jakbym znała ich o wiele więcej. Nie wiem, jak to zrobili. Nie mogę pojąć, że te niecałe dwa tygodnie temu przyjechałam do Los Angles. Minęło tak mało czasu, a już tak dużo się wydarzyło. Spełniło się moje marzenie o posiadaniu przyjaciół. Na inne też kiedyś przyjdzie pora. Czasami, żeby nasze pragnieinia się spełniły to trzeba im trochę pomóc. Kiedy one już się przydarzą to daje nam to wielkie szczęście. Ja po prostu cieszę się z tego tym kim jestem i co mam. Nie chcę się zmienić, bo taką siebie już w pełni zaakceptowałam. Najlepsza zmiana w moim życiu to była przeprowadzka tutaj. Gdyby to się nie stało to w tej chwili nie byłabym tu z moimi przyjaciółmi i siostrą. Czułam, że przyjazd do LA sporo zmieni i to okazało się prawdą. Narawdę cieszę się z tego, co mam. Czasami ludzi nie doceniają tego. Jednak takie małe rzeczy dają mnóstwo radości. Samo przebywanie z przyjaciółmi mnie uszczęśliwa, a jeszcze bardziej to, że akceptują mnie taką jaką jestem.
- Hej Lau. - szepnął Ross, który nagle się obok mnie pojawił. Byłam taka zamyślona, że nawet nie słyszałam kiedy podszedł. Zauważyłam, że jest w samych bokserkach, co mnie ja zawsze rozpraszało.
- Hej Ross. - odpowiedziałam również szpetem. - Czy ty nie możesz się ubrać? - spytałam trochę skrępowana.
- Ja ta zawsze śpię, ale skoro ci to przeszkadza to mogę się ubrać, bo przygotowałem się na taki wypadek.
- Zresztą gdy będziemy na zewnątrz to byłoby ci zimno. - odparłam i weszłam do środka.
- A idziemy gdzieś? - spytał.
- Tak. Możesz wziąć ten materac?
- Okay, a po co on nam jest potrzebny?
- Zobaczysz. - uśmiechnęłam się.
- Zaczynasz mnie zaskakiwać.
- No w końcu uczę się od najlepszego. - zaśmiałam się, a Ross zrobił to samo. - Ubierz się.
- Okay. - odpowiedział, a ja podeszłam do łóżka i ściągnęłam z niego kołdrę, którą poskładałam oraz wzięłam poduszki. Wszystko wzięłam na ręce i trochę te rzeczy zasłaniały mi widoczność.
- Pomóc ci? - spytał Ross, który był ubrany w spodnie od dresu i bluzę.
- Nie musisz, bo ty bierzesz materac.
- Poradzę sobie. Zresztą przy mnie nie będziesz za dużo dźwigać.
- Okay weź te poduszki. - odpowiedziałam i dałam mu je.
- To co teraz z tym robimy?
- Chodź za mną. - odparłam i wyszliśmy z pokoju. Szliśmy na koniec holu i skręcikiśmy w prawo w małą wnękę. Stanęliśmy pod schodkami.
- Gdzie ty mnie prowdzisz?
- Nie powiem ci, bo za chwilę się dowiesz. - odpowiedziałam i weszłam po schodach, po czym otworzyłam klapę i znalazłam się na dachu domu. Po chwili Ross rówież wszedł.
- To jest to twoje miejsce? Dach? - spytał, rozglądając się.
- A co nie podoba ci się? - powiedziałam. Rozejrzałam się. Nad nami znajdowało się rozgwieżdżone niebo i księżyc, który jasno ,,świecił". Widać było ocean, który przyjemnie szumiał. To wszystko było bardzo piękne. Zachwyciłam się tym widokiem.
- Nie, skąd. Podoba mi się. To miejsce jest zupełnie w twoim stylu. - uśmiechnął się.
- Tak, specjalnie chciałam mieć takie wejście na dach, żeby patrzeć na gwiazdy.
- Czyli nasza tradycja dzisiaj też jest utrzymana.
- Oczywiście. Wymyśliłam to już wcześniej.
- Ale po co nam są potrzebne te rzeczy?
- A jak myślisz będzie nam wygodnie leżeć na gołym dachu?
- No nie. Widać, że miałaś to zaplanowane skoro materac był już gotowy.
- On był do spania w pokoju. Tak naprawdę to rodzice nie wiedzą, że śpimy razem. Jakby, co to każdy spał osobno.
- Okay niczego się nie dowiedzą. Może już się rozłożymy? - spytał, a ja przytaknęlam głową. Położyliśmy materac na dachu, ułożyliśmy poduszki i kołdrę, po czym weszliśmy na nasze ,,łóżko". Było trochę mało miejsca, więc musieliśmy być bardzo blisko siebie, co mi nie przeszkadazało za bardzo, bo było mi cieplej i przyjemniej.
- Spłeś kiedyś pod gwiazdami? - spytałam.
- Nie, teraz będzie mój pierwszy raz. Ty już tak, prawda?
- Tak. Zawsze, gdy tutaj przyjeżdżałam z Van i rodzicami to spałam na dachu. Czasami Vanessa też, ale rzadko. Lubiłam tak leżeć, patrzeć na gwiazdy i słuchać szumu oceanu. To mnie odprężało i usypiało.
- Muszę przyznać, że jest tu przyjemnie.
- A tak w ogóle to zaskoczyliście mnie tym, co dziś zdradziliście.
- To, że jesteśmy zespołem?
- Tak. Chociaż zaczynałam się domyślać tego, bo rozpoznałam twój głos w waszej piosence, która leciała w radiu. Gdybyście o tym nie powiedzieli to pewnie spytałabym cię teraz o to. Powiedziałbyś prawdę?
- Nie wiem, ale chyba tak, bo to i tak w końcu by się wydało.
- Ja nie rozumiem, co wam utrudnia powrót na scenę? - spytałam, ale nie uzyskałam od razu odpowiedzi.
- Nie mogę ci tego zdradzić. - westchnał Ross.
- Dlaczego?
- Bo to jest poważna sprawa.
- Okay, nie będę naciskać. Skoro nie chcesz to nie mów. Rozumiem.
- To dobrze, bo myślałem, że może się na mnie obrazisz.
- Nie zrobiłabym tego. Skoro to jest wasza rodzinna tajemnica to nie musicie mi jej zdradzać. Tak w ogóle to nie chciałbyś powrócić na scenę?
- Chciałbym i to bardzo. Zespół to jest moje drugie życie. To jest niezwykłe, że mamy tylu fanów. Gdy widziałem jak dużo osób przychodzi na nasze koncerty to byłem naprawdę szczęśliwy i dumny z tego, co robię. Taki zespół składajacy się z członków rodziny moim zdaniem jest lepszy, bo lepiej się znamy i dogadujemy niż zespoły stworzone przez osoby, które nie są ze sobą spokrewnione. Mamy też lepszy kontakt. Kocham występować. Muzyka to moje drugie imię. - mówił to wszystko z wielkim entuzjazmem.
- To naprawdę musi być przyjemne. Ja nie miałam kontaktu z instrumentami. Chociaż chciałabym się nauczyć grać na pianinie lub na gitarze.
- Jakbyś chciała to mogę cię pouczyć na gitarze. - uśmiechnął się.
- Okay, może kiedyś. - odparłam i również się uśmiechnęłam.
- Pamiętaj, że zawsze możesz mnie o to poprosić.
- Dobrze, zapamietam to. - powiedziałam. - Dlaczego nie napisałeś sam żadnej piosenki?
- Nie miałem pomysłu na tekst lub melodię. Parę wersów mogę napisać, ale później często się zawieszam. Jednak melodię umiem stworzyć, bo ostatnio ją wymyśliłem, ale nie mam pomysłu na słowa. Nie pokazałem tej piosenki Rikerowi i Rocky'emu, bo sam chcę ją dokończyć. Potrzebuję tylko jakiegoś natchnienia. Nie powiesz im o tym?
- Nie powiem, ale będę mogła jej posłuchać?
- Okay, jak przyjdziesz do nas to mogę ci ją zagrać. - odparł i zapanowała pomiędzy nami cisza.
- Ross, dlaczego nigdy nie mówłeś mi o waszych rodzicach? Gdzie oni właściwie są, bo nie mieszkają z wami. - zapytałam, a on westchnął. - Jak nie chcesz to nie musisz mi o tym mówić. - dopowiedziałam.
- Mogę ci o tym powiedzieć. No w końcu jesteś moją przyjaciółką i nie musimy niczego przed sobą ukrywać.
- To opowiadaj. Nie będę ci przerywała.
- Zacznę może od końca, a później od początku. Nasi rodzice nie żyją. - westchnął.
- Co? Jak to się stało? - spytałam poruszona tym, co powiedział.
- Stało się to cztery lata temu. Nasi i rodzice Ellingtona chceli wybrać się na wakacje bez dzieci. Jednak długo się nad tym zastanawiali, bo ja i Rocky nie byliśmy jeszcze pełnoletni, ale Riker i Rydel przekonali ich. Mieli polecieć na Hawaje. Niestety przy podchodzeniu do lądowania coś stało się z silnikiem i piloci nie umieli zapnować nad samolotem. Lecieli prosto w doł na pas startowy. Gdy maszyna dotknęła ziemi, wybuchła. Nikogo nie udało się uratować. Wszyscy zginęli. - westchnął ciężko, a w jego oczach zauważyłam łzy. - Gdy się o tym dowiedzieliśmy, nie mogliśmy się z tym pogodzić. Najgorzej to przeżywali Rydel i Riker, bo to oni namówili ich na wyjazd. Ciągle pocieszaliśmy ich i mówiliśmy, że to nie ich wina i nie można było przewidzieć katastrofy. Najgorsze było to, że ja i Rocky mogliśmy trafić do domu dziecka, ale Rydel i Riker nie pozwolili na to i tak jakby oni sprawowali nad nami opiekę. Dobrze, że Ellington miał 18 lat, bo spotkałoby go to samo, a on nie ma rodzeństwa. To dla nas wszystkich były ciężkie chwile. Długo nie mogliśmy się pogodzić ze stratą rodziców. Gdy minęło pół roku byliśmy już nawet normalni. Teraz już pogodziliśmy się z tym, ale zawsze w rocznicę tego wydarzenia cierpimy. Nastąpi ona niedługo, bo 13 sierpnia, czyli za miesiąc. - skończył opowiadać i otarł łzy, które spłynęły mu po policzkach. Było mi go bardzo szkoda. Chciałabym go jakoś pocieszyć, więc przytuliłam go, a on objął mnie w pasie. Przeżyć śmierć rodziców w tak młodym wieku to jest coś okropnego. Nigdy nie chciałabym tak mieć.
- Współczuję ci Ross. Nawet nie przypuszczałam, że wy tyle przeszliście. - odezwałam się i spojrzałam mu w oczy.
- Skąd miałaś wiedzieć. Nikt ci o tym nie powiedział. Możemy już nie poruszać tego tematu?
- Dobrze. - przytaknęlam. - Wiesz teraz tak mi przyszło do głowy, że smutne wydarzenia przytrafiły nam się w podobnym czasie. Ja wtedy leżałam w szpitalu w śpiącze po upadku z konia, a później rozpaczałam po tym, że nie mogę jeździć konno, a ty cierpiałeś z powodu śmierci rodziców. Jednak ty miałeś dwa razy gorzej. Nie wyobrażam sobie, żebym teraz straciła rodziców, mimo że poświęcają mi tak mało czasu.
- Rzeczywiście masz rację. To wydarzyło się w ty samym roku, a nawet w tym samym miesiącu.
- Gdybyśmy się wtedy zanli to pewnie pocieszalibyśmy się nawzajem.
- Wiesz, zastanawiałem się, dlaczego my wcześniej się nie poznaliśmy, bo przecież ty tutaj przyjeżdżałaś i byliśmy w tym samym mieście.
- Widocznie wtedy nie było nam to pisane. Jednak teraz cieszę się, że cię poznałam. - uśmiechnęłam się i spojrzałam mu w oczy.
- Tak, ja też. - odwzajemnił mój gest i nadal nie spuszczaliśmy z siebie wzroku. Zatonęłam w jego spojrzeniu i nie wiem czemu, ale nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu. Ta chwila nie trwała długo, bo Ross spojrzał w górę, a ja zaraz zrobiłam to samo. Zapanowała pomiędzy nami cisza. Jeszcze nigdy nie patrzyliśmy sobie w oczy tak długo. Jednak zawsze Ross to przerywa i nie mam pojęcia dlaczego. Chociaż, czy przyjaciele mogą tak robić, czy to już wychodzi poza tą granicę? Nie wiem. Przyglądałam się naszym gwiazdom, które jasno świeciły. Czy to jest zbieg okoliczności, że są blisko siebie, czy może to coś oznacza?
- Wiesz, może nadamy nazwę naszym gwiazdom? - odezwałam się.
- Okay, a jaką? - spytał Ross, a ja zastanowiłam się chwilę.
- Może Together Forever?
- Dlaczego tak?
- Bo te gwiazdy będą na zawsze razem.
- Tak, ale czy my to już nie wiadomo.
- No tak, ale ja nie chciałbym ciebie stracić.
- Ja też, ale nigdy nie wiadamo, co przyniesie nam przyszłość.
- Mam nadzieję, że będą to same dobre rzeczy.
- Też bym tak chciał. - odpowiedział i ponownie spojrzeliśmy na gwiazdy. Wsłuchałam się w szum oceanu, który mnie odprężał. Poczułam, że moje powieki stają się senne. Ziewnęłam.
- Komuś chce tu się spać, co? - spytał Ross.
- Tak.
- To trzeba się jakoś wygodnie ułożyć, bo ten materac nie jest za duży.
- To może się do ciebie przutulę? Wtedy będzie nam też cieplej, ale również przytulnie.
- Okay. - odparł, a ja objęłam jego tors i przysunęłam się bliżej. Ross natomiast położył swoją rękę na mojej talii, co w ogóle mi nie przeszkadzało. Biło od niego takie przyjemne ciepło. Poczułam się przy nim zupełnie bezpieczna.
- Dobranoc Lau. - szepnął, gdy już powoli zasypiałam.
- Dobranoc Ross. - również szepnęłam i mocniej się w niego wtuliłam. Po chwili odpłynęłam do krainy Morfeusza.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Mi tak. Jest w nim nawet sporo Raury, co pewnie was ucieszyło. Relacja Rossa i Laury caraz bardziej zaczyna się pogłębiać. Jednak przez dużo rozdziałów nie dojdzie do większych rzeczy. Musicie jeszcze poczekać na Raurę. Mam nadzieję, że jakoś to wytrzymacie, a będzie się działo.
Do napisania!!!
Komentujesz = Motywujesz
sobota, 21 listopada 2015
Rozdział 16
"I was solo, living YOLO ‘Til you blew my mind" ~ "Byłem sam, żyłem chwilą dopóki nie namieszałaś w moim umyśle" - Pass Me By
~Los Angeles, 10.07.2015r.~
★Ross★
Obudziłem się i przeciągnąłem. Sięgnąłem ręką do szafki nocnej i wziąłem z niej telefon. Włączyłem go, żeby sprawdzić godzinę. Była 9:55, czyli moja normalna pora wstawania. Odłożyłem przedmiot na miejsce. Przypomniały mi się wczorajsze wydarzenia, a szczególnie te z nocy. Szkoda mi Laury. Straciła swoją pasję przez wypadek. To musiało być okropne. Zresztą widziałem to po tym, jak wszystko opowiadała z emocjami i przecież płakała. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś kazał mi porzucić na zawsze muzykę. To byłoby nie do zniesienia. Chociaż jak na razie to nasz zespół jest zawieszony, ale przecież kiedyś się to skończy. Chciałbym coś zrobić, żeby spełnić marzenie Laury. Chciałbym, żeby była szczęśliwa. Stadnina jest blisko, więc mógłbym ją tam zabrać, gdy nie będzie jej rodziców w domu. Tak tylko, że wtedy ja bym stał i nic nie robił podczas, gdy ona jeździłaby na koniu. Zresztą ja nie jestem taki ważny. Najważniejsze jest to, żeby Laura była zadowolona. Tak, ale co jeśli ona pojedzie w teren? Szczerze? To chciałbym jej towarzyszyć. Jest tylko jeden wielki problem. Ja nie umiem jeździć konno. Może jednak mógłbym się tego nauczyć? Laura mówiła, że z jazdą konną jest tak samo jak z rowerem. Wsiadasz i jedziesz. No tak tylko to robiła przez cztery lata i miała trzecie miejsce w zawodach i starała się o pierwsze, a ja nigdy nie miałem doczynienia z końmi. Jednak chciałbym towarzyszyć jej podczas jazdy. To chyba nie jest takie trudne. Wsiadasz na konia i jedziesz. Pewnie łatwo się mówi, a trudniej robi. Pewnie dochodzi jeszcze do tego utrzymanie równowagi i inne rzeczy. Jednak chcałbym zrobić to dla Laury. Chcę, żeby jej marzenie się spełniło, a ja mu w tym pomogę. Zrobię to, nauczę się jeździć konno. Chociaż za dużo czas nie mam, bo zostały mi dwa tygodnie z kawałkiem do oddania jej Romwellom. Wykorzystam ten czas najlepiej jak potrafię i zrobię wszystko, żeby się nauczyć. Dam radę. Zrobię to dla Laury. Chcę, żeby była szczęśliwa. Czyli musiałbym pojechać do tej stadniny i zapytać o lekcje. Nawet dzisiaj mogę tam pojechać. Im szybciej tym lepiej. Okay koniec już tego leżenia. Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej dżinsy i czerwoną koszulę w czarną kratę. Poszedłem z tymi ubraniami do łazienki i wykonałem wszystkie poranne czynności. Wyszedłem z pomieszczenia czystości i zszedłem na dół do kuchni. Siedzieli w niej już wszyscy. Niecodziennie jestem ostatni.
- Hej. - przywitałem się wesoło.
- Hej. - odpowiedzieli, a ja usiadłem przy stole. Jedli tosty, które pachniały bardzo smakowicie. Na talerzu leżała moja porcja, więc wziąłem je i zacząłem jeść.
- Jak poszło ci wczorajsze spotkanie z Laurą? - spytała Rydel.
- Dobrze, dowiedziałem się więcej o jej przeszłości. - odpowiedziałem.
- Czego?
- Tego, że jeździła konno, ale przez wypadek rodzice jej zabronili. Nadal chce to robić, więc przed chwilą wpadłem na pomysł, żeby pomóc jej spełnić to marzenie. Zamierzam zabrać ją do stadniny, która jest pod Los Angeles i do to tego nauczyć się jeździć na koniu.
- Aww... jak słodko. Widać, że ci na niej zależy. - uśmiechnęła się Rydel.
- Po prostu chcę, żeby była szczęśliwa, ale nie myślcie od razu, że jestem w niej zakochany, bo tak nie jest. Zresztą taką rzecz może zrobić przyjaciel.
- No może, ale zobaczysz, że poczujesz do niej coś więcej. - odezwał się Riker.
- Znowu zaczynacie ten temat? Musicie go ciągle poruszać przy tym jak mówię coś o Laurze. Ja się tylko z nią przyjaźnię. Nic więcej. Nawet nie macie pojęcia jak się czuję z myślą, że za dwa tygodnie ją oddam Romwellom! - powiedziałem trochę podniesionym tonem.
- Ross, przepraszam cię ja nie chciałem cię urazić. - odparł Riker.
- Ja też cię przepraszam, bo to ja, jak zawsze zaczęłam ten temat. Nie obrażaj się na nas. - odezwała się Rydel.
- Nie robię tego, bo nie umiem się na was gniewać. - uśmiechnąłem się.
- Okay, już nie będę zaczynać tego tematu, ale gdy się w niej zakochasz to powiesz mi o tym? - spytała.
- Tak, jeśli tak się stanie.
- To super, a tak w ogóle to wczoraj w nocy wpadałam na pewnien pomysł. - powiedziała Rydel.
- Jaki? - spytał Rocky.
- Może wyznamy Laurze i Vanessie, że jesteśmy zespołem? Moglibyśmy zrobić to jutro, gdy będziemy w tym ich domku? Zgadzacie się?
- Rydel, ale jak im wytłumaczysz, że zawiesiliśmy zespół? Przecież to jest związane ze mną. - odparłem.
- Powiemy im tak jak wszystkim, że zrobiliśmy to, bo chcieliśmy odpocząć.
- Okay, ale nie wspominajcie o mnie.
- Wiadamo. Zgadzacie się, czy nie? - spytała, a my wszyscy spojrzeliśmy na siebie.
- Zgadzamy się. - odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Może od razu zagramy i zaśpiewamy im. Może przy ognisku? - zaproponował Rocky.
- No to jest dobry pomysł. - przytaknął Ellington.
- Jak myślicie jak one na to zareagują? - spytał Riker.
- Myślę, że dobrze to przyjmą. Musimy im to porządnie wytłumaczyć. - odpowiedziała Rydel.
- No nie do końca. - odparłem, a ona przytaknęła głową.
- To jutro pozbywamy się jednej naszej tajemnicy, bo drugą jest sprawa Rossa. - powiedział Ell.
- Mojej chyba nie uda mi się wyznać. Chociaż chciałbym to powiedzieć tylko Laurze. Jednak, co Romwellowie z nią zrobią tego już nie wiem. - westchnąłem.
- Ross nie myśl o tym. Zostały ci jeszcze przecież dwa tygodnie. Wykorzystaj ten czas najlpiej jak potrafisz. - odparła Rydel.
- Tak wiem.
- Może nawet zaryzykuj i bardziej otwórz serce dla Laury.
- Czy się w niej zakocham to nie zależy ode mnie, bo to nie mój rozum odczuwa moje uczucia tylko serce.
- Pomyśl co przed chwilą powiedziałeś, bo może ci się to kiedyś przydać. - powiedziała Rydel, a ja zastanowiłem się chwilę. Fakt dobrze powiedziałem, bo to serce wybiera osobę, którą się pokocha. Rozum musi tylko to zaakceptować, a to czasami nie jest takie proste, bo można się wypierać, ale serce i tak wie lepiej. Ja jednak nie czuję niczego więcej do Laury. Może tylko to siebie wmawiam? Może tak, ale jeszcze nie sądzę, że się w niej zakochałem. Chyba to nie nastąpiło. A może jednak? Nie wiem. To jest trudne. Najlepiej nad tym mogę się zastanawiać przy Laurze. Na tą chwilę to uważam, że nie jestem w niej zakochany. Chyba.
- Okay, czyja dzisiaj kolej zmywania? - spytała Rydel, a ja się ocknąłem.
- Moja. - odparł Ellington i pozbierał wszystkie talerze. Wszyscy wyszliśmy z kuchni, żeby mu nie przeszkadzać. Może teraz pojadę to tej stadniny? Muszę znać dokładny adres. Poszedłem na górę do swojego pokoju i usiadłem na krześle przed biurkiem. Otworzyłem laptopa i chwilę poczekałem aż się włączy. Gdy tylko to się stało, wszedłem na internet. Wpisałem w przeglądarce stadnina ,,W siodle" i wyskoczła mi odpowiednia strona. Przeglądałem ją aż w końcu natrafiłemna adres: Los Angeles 1502. Obejrzałem kilka zdjęć z terenu, który obejmuje stadnina. Naprawdę są tam ładne widoki. Okay to mam już to, co potrzebuję. Zamknąłem laptopa i wyszedłem z pokoju. Udałem się do salonu, gdzie siedziało moje rodzeństwo.
- Ja jadę do stadniny. Nie wiem kiedy wrócę. - powiedziałem.
- Okay jedź. - odparła Rydel, a ja poszedłem na korytarz. Założyłem trampki i wyszedłem z domu. Wyciągnąłem samochód z garażu i odjechałem. Kierowałem się na wschodnią część miasta. Wyjechanie z niego trochę mi zajęło, bo Los Angeles to małych miast nie należy. W końcu natrafiłem na drogę wyjazdową. Gdy zniknęły wysokie budynki zacząłem rozglądać się po okolicy, ale jak na razie nie widziałem. Jechałem jeszcze jakieś 10 minut aż w końcu ujrzałem reklamę stadniny. Skręciłem w prawo i po 5 minutach zobaczyłem budynki oraz konie. Zaparkowłem na parkingu i wysiadłem z samochodu. To tutaj Laura spędziła cztery lata. Muszę przyzanć, że stadnina jest położona w malowniczym miejscu. To teraz muszę kogoś znaleźć, a najlepiej właścicielkę. Wszedłem do pierwszego budynku i jak się po chwili zorientowałem do stajni. Mają tutaj dużo koni. Ciekawe gdzie jest ten Laury? Rozejrzałem się po wnętrzu i zauważyłem jakąś dziewczynę. Podszedłem do niej.
- Dzień dobry. - powiedziałem, a ona natychmiast się odwróciła. Była blondynką o zielonych oczach i mniej więcej w moim wieku. Nawet ładna, ale Laura według mnie jest ładniejsza. Zaraz, zraz, o czym ja myślę?
- W czymś mogę pomóc? - spytała uprzejmie.
- Szukam właścicielki tej stadniny, pani Elizabeth Morgan. Jest może tutaj?
- Tak, zaprowadzę pana do niej. - uśmiechnęła się i razem wyszliśmy ze stajni. Obeszliśmy ten budynek i zobaczyłem dużo miejsca do jazdy. Akurat jakaś dziewczynka jeździła. Skoro ona potrafi, to chyba ja też mogę się tego nauczyć. Zauważyłem, że blondynka cały czas na mnie zerka. Podeszliśmy do barierek, przy której stała jakaś kobieta. To pewnie właścicilka.
- Przepraszam. - powiedziała dziewczyna, a kobieta odwróciła się. Była w średnim wieku, włosy miała brązowe, tak samo jak oczy. - Przyszedł ktoś do pani. - odparła i odeszła.
- Dzień dobry. Nazywam się Ross Lynch. - przedstawiłem się.
- Dzień dobry. Jestem Elizabeth Morgan, właścicielka tej stadniny.
- Miło mi panią poznać.
- Wzajemnie. Co pana do mnie sprowadza?
- Chciałbym nauczyć się jeździć konno. Czy mam na to szanse w takim wieku?
- Oczywiście, każdy może się tego nauczyć i nie ma ograniczeń. Zazwyczaj naukę rozpoczna się od dziecka.
- Tak wiem, ale chciałbym się nauczyć, ponieważ chcę pomóc spełnić marzenie mojej przyjaciółce Laurze Marano.
- Laurze? - spytała ze zdziwieniem, ale również z widoczną radością. - Tej Laurze Marano, córce milionerów?
- Tak.
- Minęły trzy lata odkąd ją widziałam. To była niezwykła dziewczyna. Pełna ambicji i zapału. Jak się na coś uparła to nie odpuszczała i zawsze stawiała na swoim. Co u niej słychać?
- Chyba nic się nie zmieniło z wyjątkiem tego, że nie jeździ konno.
- Szkoda, że rodzicie jej zabronili. Miała wielki potencjał. Nigdy jeszcze nie miałam takiej uczennicy jak ona.
- Laura dużo mi opowiadała o tej stadninie i o jej klaczy Night.
- Ona była z nią bardzo zżyta. Laura spędzała całe dnie na przejażdżkach na niej.
- Ta klacz nadal jest tutaj?
- Tak, trzyma się bardzo dobrze. Nadal tylko mi się pozwala dotykać. Tylko Laura ją oswoiła do siebie. Mówiłeś, że chcesz się nauczyć jeździć konno i pomóc jej spełnić marzenie, tak?
- Tak chcę, żeby znowu wsiadła na koński grzbiet.
- Musi ci na niej bardzo zależeć, skoro tak się dla niej starasz. - uśmiechnęła się, a ja trochę się zmieszałem.
- Laura to moja przyjaciółka.
- Wiesz, dam ci pewną radę. Jeśli chcesz znaleźć prawdziwą miłość to Laura jest dla ciebie idealna. Takiej dziewczyny jak ona nigdzie nie znajdziesz. - odparła, a ja nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Czy nawet pani Morgan musi mi o tym mówić? Czy ja naprawdę nie mogę tylko przyjaźnić się z Laurą? Dlaczego każdy mnie z nią łączy?
- Będę o tym pamiętał. - powiedziałem. - To będę mógł się nauczyć jazdy konnej? - spytałem, żeby zmienić temat.
- Oczywiście.
- A da się to robić w dwa tygodnie?
- To zależy od chęci i szybkiej nauki. Jeśli tak zależy ci na czasie to mogę zostać twoją trenerką.
- Dziękuję, a kiedy będę mógł przychodzić?
- Pięć razy w tygodniu, jeśli chcesz się nauczyć jazdy w dwa tygodnie.
- Dobrze. Od kiedy zaczynam?
- Dzisiaj niestety już nie mogę, ale możesz przychodzić od poniedziałku do piątku.
- Dobrze, dziękuję pani bardzo.
- Nie ma za co. Pozdrów ode mnie Laurę.
- To będzie niespodzianka, więc nie.
- Dobrze, już nie mogę się doczekać aż ją zobaczę. Pewnie wyrosła na piękną dziewczynę.
- Z tym muszę się zgodzić. Do widzenia.
- Do widzenia. - odpowiedziała pani Morgan, a ja poszedłem do samochodu. Wsiadłem do niego, odpaliłem i odjechałem. Cieszę się, że załatwiłem tą sprawę. Myślę, że dam radę się nauczyć jeździć konno. To chyba nie jest takie trudne. Ta pani Morgan to sypmatyczna kobieta. Łatwo się z nią dogadać. Nie dziwię się, że Laura ją lubiła. Mam nadzieję, że wyrobię się w czasie i zdążę spełnić jej marzenie. Nawet nie wiem dlaczwgo tak bardzo mi na tym zależy. Może dlatego, że Laura to moja najlpesza przyjaciółka i chcę dla niej jak najlepiej? Tak, chyba to jest powód. Po chwili usłyszałem w radiu ,,Pass Me By" i zacząłem śpiewać. Słysząc tą piosenkę przypomniałem sobie czasy, gdy ją pisaliśmy, robiliśmy teledysk, występowaliśmy. To było niezwykłe. Naprawdę chciałbym znowu stanąć na scenie i poczuć te wszystkie emocje, czyli radość, ale też dumę. Jednak nie wiem kiedy to się stanie. Mam nadzieję, że jak najszybciej. Z początku muszę przyznać, że przerwa mi się przydawała, ale teraz my wszyscy chcemy znów robić to, co kochaliśmy. To jest część naszej rodziny. Część mnie. Gdy piosenka się skończyła usłyszałem głos prowadzącego: ,,To był utwór ,,Pass Me By" zespołu R5, który niestety jest zawieszony od czterech miesięcy. Fani bardzo rozpaczają i chcieliby znów zobaczyć na scenie swoich idoli. Kiedy R5 to zrobi? Tego nie wie nikt." Skończył, a ja westchnąłem. Ma rację tego nie wie nikt. Dlaczego Romwellowie musieli pojawić się w moim życiu, które tak dobrze się układało? Doprowadzili do zawieszenia naszego zespołu, ale też do mojego cierpienia z powodu oddania im Lau. Ta druga sprawa ciągle nie daje mi spokoju. Z każdym dniem coraz bardziej, bo każdy dzień przybliża mnie do rozstania z Laurą. Ja tego nie chcę robić. Jednak ja nie ma nic do gadania. Nawet, gdybym poszedł do nich i powiedział, że nie przyprowadzę im jej to pewnie zaraz daliby mi wybór, czyli śmierć lub zadanie. Ja oczywiście wybiorę to drugie. Chociaż może bez nich nie spotkałbym Laury, a tego bym nie chciał, bo przywiązałem się do niej. Naprawdę bardzo ją polubiłem. Spotkana z nią to dla mnie czysta przyjemność. Cieszę się, że ją znam. Ona jest niezywkłą dziewczyną. Nigdy takiej nie spotkałem i wątpię, żebym kiedykolwiek spotkał. Nie ma takiej drugiej jak Laura. Może brzmię tak, jak bym był w niej zakochany, ale tak nie jest. Przyjaciel też może tak powiedzieć. Przyjaźń z nią daje mi naprawdę wielkie szczęście. Tak i właśnie dlatego chcę się nauczyć jeździć konnej i jej towarzyszyć podczas tego. Chcę spełnić jej marznie i pokazać, że jest dla mnie bardzo ważna. Dobra koniec już tych przemyślać i użalania się nad moim losem. Co się stanie to się stanie. Zobaczymy, co pokaże mi jeszcze życie. Takie myśli towarzyszyły mi do wjazdu do miasta. Po jakiś 15 minutach zatrzymałem samochód pod domem. Wjechałem nim do garażu i wszedłem do domu. Ściągnąłem buty i udałem się do salonu, gdzie zastałem Rydel oglądającą telewizję.
- Hej Rydel. - powiedziałem, a ona spojrzała na mnie.
- Hej Ross. Udało ci się zapisać na lekcje jazdy konnej? - spytała.
- Tak, zaczynam od poniedziałku. Mam je pięć razy w tygodniu.
- Czyli codziennie będziesz tam jeździł oprócz soboty i niedzieli?
- Tak.
- To urocze, że chcesz spełnić marzenie Laury. Widać, że ci na niej zależy. - uśmiechnęła się.
- Zależy mi na niej jak na przyjaciółce. Chyba mogę sprawić jej radość będąc jej przyjcielem?
- Możesz, czy ja coś powiedziałam na ten temat?
- Idę do siebie. - odparłem, a Rydel pokiwała tylko głową i odwróciła ze mnie wzrok i skierowała go na ekran telwizora. Wyszedłem z salonu i udałem się na górę do mojego pokoju.
~*~
★Laura★
Siedzę z Vanessą pod wierzbą i rozmawiamy. Do spotkania z Jake'iem zostało mi już tylko pół godziny. Dzisiaj spędziłam cały dzień z moją siostrą. Przed południem kąpałyśmy się w basenie i opalałyśmy. Zrobiłyśmy sobie siostrzany dzień. Jednak jakoś dziwnie siedzi mi się z nią pod wierzbą. Pewnie dlatego, że jest to miejsce moje i Rossa. Myślałam, że po tym jak wczoraj prawie nakryła mnie z Rossem to znowu mnie o to spyta, ale jednak tego nie zrobiła. Chciaż ją znam i pewnie to zrobi.
- Okay, a teraz mam do ciebie takie małe pytanko. - powiedziała. Coś mi się wydaje, że to dotyczy wczoraj.
- Jakie?
- Powiedz szczerze i nie owijaj w bawełnę. Był u ciebie wczoraj w nocy Ross? Widziałam, że jesteś poddenerwowana i że chcesz mnie jak najszybciej spławić, więc mów. - odparła. Wiedziałam, że mnie o to spyta. Jej ciekawość jest naprawdę wielka. Powiedzieć jej prawdę? Czemu nie. Zresztą już wcześniej powinna o tym wiedzieć.
- Eee... no, bo wiesz... - zaczęłam niepewnie. - Dobra powiem ci prawdę. Tak, wczoraj w nocy Ross był u mnie. Wszedł przez balkon. Przychodził nawet już wcześniej, a dokładnie pierwszy raz to zrobił, gdy spotkałyśmy Lynchów. Później tak zjawiał się co dwa dni, a teraz codziennie.
- A co wy robicie, że tak spytam z ciekawości? - uśmiechnęła się.
- Rozmawiamy na różne tematy.
- U ciebie w pokoju?
- Rzadko, bo zazwyczaj przychodzimy właśnie tu pod wierzbę, a dokładnie to obok rozścielamy koc, kładziemy się na nim i oglądamy gwizady. Schodzimy po pergoli i przemykamy się tu pokotyjomu, żeby nikt nas nie zobaczył.
- Aww... jak romantycznie. - uśmechnęła się. - Nie doszło między wamio czegoś więcej?
- Do czego?
- Naprawdę nie wiesz o co mi chodzi? Chodzi mi o całowanie się.
- Co? Nie, my tego nie robiliśmy. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Do takich rzeczy nie doszło.
- Jeszcze nie doszło mogę dodać. Zobaczysz w końcu to się stanie i ja to wiem, bo widzę jak na siebie patrzycie. Może jak na razie tylko się przyjaźnicie, ale myślę, że to się przerodzi w coś więcej. Te wasze spotkania mogą do tego doprowadzić.
- Myślisz, że się zakocham w Rossie?
- Tak, chyba, że już to się stało.
- Nie, ja go tylko bardzo lubię i nic więcej.
- Zobaczysz, że się w nim zakochasz. Z takim przystojnym chłopakiem, jakim jest Ross ciężko się przyjaźnić. Zresztą uważam, że pasujcie do siebie. Nawet bardziej niż ty i Jake.
- Van, skończ już ten temat. Z Rossem jest mi dobrze w przyjaźni i jak na razie nie chcę tego zmieniać.
- Okay, ale zobaczysz, że wspomnisz moje słowa. Ja i tak będę za Raurą, a nie za Jaurą.
- Za kim?
- Połączyłam imię twoje i Rossa oraz twoje i Jake'a. Wyszło mi Raura i Jaura.
- Okay, a ja za to shippuję Rikessę. - odgryzłam się jej.
- Dla twojej wiadomości ja i Riker się przyjaźnimy. To ty i Ross bardziej przekraczacie tą granicę.
- Okay, dobra koniec już tych naszych pogaduszek, bo idę na spotkanie z Jake'iem i jego przyjaciółmi. - odparłam i wstałam z trawy.
- Miłej zabawy życzę, ale nie za dobrej z Jake'iem, bo ja czekam na Raurę. - uśmiechnęła się, a ja przerwróciłam oczami i odgarnęłam gałązki wierzby, żeby wyjść. Szłam dróżką prowadzącą do domu. Zauważyłam, że cały czas się uśmiecham. Dlaczego zawsze, gdy rozmawiam z Rossem lub o nim to właśnie się uśmiecham? Nie wiem dlaczego. To przezwisko jakie dała mi i Rossowi jest słodkie. Raura. Nawet nie wiedziałam, że tak razem współgrają nasze imiona. Przyjemnie to brzmi. Powiem o tym Rossowi, gdy do mnie przyjdzie. Pewnie to zrobi, bo teraz zjawia się codziennie, co mnie cieszy, bo lubię spędzać z nim czas. Jemu mówię o wszystkim. Jednak on o sobie już rzadko. Nie wiem za dużo o nim, ale skoro on nie chce opowiadać o sobie to nie musi. Nie będę naciskać. Z takimi myślami doszłam do swojego pokoju. Czas się przyszykować na spotkanie z Jake'iem i jego przyjaciółmi. Weszłam do garderoby i wybrałam niebiskie bikini oraz letnią sukienkę w tym kolorze. Ubrałam się w to i podeszłam do toaletki. Rozczesałam włosy i zostawiłam je, jak zawsze rozpuszczone. Nie będę robiła makijażu, bo gdy wejdę do wody to mi się wszystko zmyje. Sapakowałam również wszystkie potrzebne rzeczy na plażę do torby i byłam już gotowa. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi, więc szybko wybiegłam ze swojego pokoju i udałam się na korytarz. Oczywiście drzwi otworzył już lokaj.
- Hej Laura. - powiedział Jake i się uśmiechnął.
- Hej Jake. - odparłam i odwzajemniłam jego gest.
- Już jesteś gotowa?
- Tak, tylko jeszcze założę buty i możemy iść. - odpowiedziałam i ubrałam sandały, po czym wyszłam z domu.
- A tak w ogóle to ładnie wyglądasz. - uśmiechnął się.
- Dziękuję. - odparłam i wyszliśmy za bramę. Wsiedliśmy do jego samochodu i po chwili odjechaliśmy.
- Justin, Max i Liz nie mogą się doczekać aż ciebie zobaczą.
- To fajnie. Jestem ciekawa jacy oni są.
- Tacy jacy już ci mówiłem, bardzo mili i sympatyczni. - odpowiedział, a po chwili usłyszałam z radia piosenkę. To była ta, która leciała, gdy Ross zawiózł mnie i Vanessę do domu po rzeczy na plażę. Nie powiedział mi wtedy jak nazywa się ten utwór, ani jaki ma tytuł. Szkoda, bo spodobała mi się ta melodia i tekst.
- Znasz może tą piosenkę? - spytałam.
- Nie, ale jest nawet fajna.
- Mi się bardzo podoba. - odparłam i wsłuchałam się w nią. Jednak ten głos wydawał mi się znajomy. Chyba, że mi się wydaje. Skądś go znam, ale nie mogę go skojarzyć. Dobra nie ważne. Zaczęłam nucić tą piosenkę. Jest naprawdę przyjemna dla ucha. Gdy się skończyła rozmawialiśmy z Jake'iem na temat jego przyjaciół. Po 10 minutach dojechaliśmy na miejsce. Jacob zaparkował samochód, po czym z niego wysiedliśmy.
- Daj poniosę twoją torbę. - odezwał się.
- Nie musisz, nie jest ciężka. Zresztą masz swoją.
- Dla mnie to nie jest duże obciążenie.
- Okay niech ci będzie. - odpowiedziałam i dałam mu torbę. Szliśmy do wejścia na plażę, gdy byliśmy już blisko jacyś dwaj chłopcy machali do nas ręką. Domyślałam się, że to są właśnie jego przyjaciele. Podeszliśmy do nich.
- Siemia stary. - powiedzieli i przybili sobie piątkę.
- Siemia chłopaki. Cześć Liz. - odparł Jake. - Laura przedsatawię ci moich kumpli. To są Justin, Max i Liz, a wy poznajcie Laurę. - na każdego wskazywał rękę. Przyglądałam się im. Justin był wyskokim blondynem o niebieskich oczach. Max natomiast był brunetem o brązowych oczach i również wysoki, miał dłuższą grzywkę. Obaj mieli włosy postawione na żel. Muszę przyznać, że jest na co popatrzeć, bo obaj są przystojni. Na końcu przyjrzałam się Liz. Była wysoką, blondynką o zielonych oczach. Na pierwszy rzut oka wydaje się być miła. Zresztą uśmiechała się, co trochę mnie w tym przekonaniu utwierdziło.
- Miło nam cię poznać. - powiedzieli.
- Mi was również. - odparłam.
- Dużo o tobie słyszeliśmy. Jake non stop o tobie gada. - odezwał się Justin, a Jake spiorunował go wzrokiem.
- Mam nadzieję, że same dobre rzeczy. - uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, że tak. Ciągle po spotkanich z tobą mówi jaka to jesteś ładna i w ogóle. - powiedział Max i zaśmiał się, a po chwili dołączył do niego Justin. Spojrzałam na Jake'a, a jemu to chyba nie było do śmiechu. Cieszę się, że tak o mnie sądzi.
- Dobra chłopaki przestańcie już. - odparł Jacob, a oni trochę się uspokoili, ale uśmiech nadal pozostał na ich twarzach. Tym wiecznym rozbawieniem trochę przypominali mi Lynchów. Jednak oni nie mogli się równać z moimi przyjaciółmi, a szczególnie z Rocky'm i Ellingtonem. Nikt ich nie pobije w ich wyczynch. Myślę tak, a w ogóle nie znam Justina i Maxa. Jednak nawet, gdy ich lepiej poznam to raczej zdania nie zmienię.
- Okay, Jake wyluzuj już. - powiedział Max.
- Chodźmy już na tą plażę. - odezwała się Liz i przeszliśmy przez przejście. Gdy tylko znaleźliśmy się na niej od razu ściągnęłam sandały, żeby poczuć ciepły piasek pod stopami. Trochę czasu zajęło nam poszukiwanie miejsca, w którym się rozłożymy. W końcu znaleźliśmy dość spory obszar. Rozścieliśmy koce. Chłopaki od razu ściągnęli ubrania i muszę przyznać, że każdy był trochę umięśniony. Jeszcze nigdy nie widziałam Jake'a bez koszulki. Rossa widziałam dwa razy. Umięśniony to on jest. Zaraz, zaraz, o czym ja myślę? Zauważyłam, że Liz też już jest w samym bikini, więc ściągnęłam swoją sukienkę.
- No, no, Jake dobrze się ustawiłeś. Wyrwałeś ładną dziewczynę i to w dodatku córkę milionrów. - powiedział Max.
- My jesteśmy przyjaciółmi. - odparł Jake.
- Okay, my się nie będziemy już wtrącać w wasze relacje, bo widzę, że oboje jesteście zakłopotani. - odezwał się Justin. Szczerze powiedziawszy to nie czuję się zbyt swobodnie w ich towarzystwie. Przy Lynchach od razu byłam sobą. Nie byłam spięta. Teraz to jest też pewnie spowodowane obecnością Rossa, bo z nim jestem najbliżej, z Rydel też, ale z Rossem jednak czuję się inaczej. Zdecydowanie to jest mój najlpeszy przyjaciel.
- Chłopaki idźcie do wody. Ty Jake też. - odezwała się Liz.
- Ale... - zaczął.
- Nie ma żadnego ale. Idźcie. - powiedziała blondynka, a chłopaki odeszli. - To teraz możemy sobie na spokojnie porozmawiać. - zwróciła się do mnie.
- Okay. Oni zawsze się tak ciebie słuchają?
- Nie, ale znamy się już długo, a jestem jedną dziewczyną wśrod trzech chłopaków, więc trzeba sobie jakoś radzić. - uśmiechnęła się. Trochę przypomina mi Rydel, ale i tak nie jest taka sama.
- Ile się znacie?
- Pięć miesięcy, a od czterch jestem z Justinem.
- Długo jesteście razem.
- Tak i cieszę się z tego. Jeśli Justin albo Max cię urazili to nie obrażaj się na nich. Oni tacy już są. Są poprostu pewni siebie i wyluzowani. Trochę tacy, jak podrywacze, ale oni potrafią stworzyć z dziewczną udany związek. Jake też kiedyś taki był, ale odkąd zaczął pracować w firmie to trochę spoważniał. Tak mi opowiadał Justin.
- Naprawdę Jake taki był? Nie wyobrażam go siebie takiego.
- Ja też nie zabardzo, ale przebywając z chłopakmi potrafię to zrobić.
- Ja nadal nie potrafię tego pojąć.
- Mogę zadać ci pewne pytanie?
- Pewnie.
- Jak to jest być córką milionerów?
- Ma się wszystko, co materialne, ale co już związane z uczuciami to już nie za bardzo. Nie chodziłam do szkoły, nie miałam jeszcze chłopaka, nawet przyjaciół, ale teraz już tak.
- Czyli nie jest za kolorowo?
- Zależy jak na to patrzysz. Jeśli na pieniądze to wydaje się to wielki szczęściem. Ja jednak patrzę na osobowość, a nie na bogactwo.
- Jake mówił o tym, ale nie sądziłam, że to jest prawda, a jednak.
- Mogę teraz ja zadać tobie pytanie?
- Jasne. Pytaj o co chcesz.
- Jak rozpoznać, że jest się zakochanym? - spytałam, bo chciałam poznać jej zdanie na ten temat.
- Wiesz, każdy to może czuć inaczej, ale najczęściej jest podobnie, czyli wystarczy ci sam widok tej osoby, żeby być szczęśliwym. Wszystko nabiera barw i staje się piękniejsze. Nawet każda zwykła rzecz. Ja czułam się jakbym unosiła się nad ziemią. Miłość to piękne uczucie. Naprawdę jej jeszcze nie przeżyłaś? Z takim wyglądem i pochodzeniem?
- Nie, bo każdy chłopak patrzył na moje pieniądze, a nie na moją osobowość, a tego nie lubię.
- Masz poza Jake'iem innych przyjaciół?
- Tak, czteroosobwe rodzeństwo i ich przyjaciel. Dokładniej czterch chłopaków i jedna dziewczyna.
- Którego lubisz najbardziej? Bo chyba jeden musiał ci bardziej przypaść do gustu.
- Najbardziej tego w moim wieku.
- Jak on wygląda?
- Jest blondynem o brązowych oczach. Przystojny, dobrze umięśniony. Ma ładny uśmiech. - odpowiedziałam, a mówiąc z każdym słowem mój uśmiech robił się coraz większy. Ross nawet, gdy go nie ma tak na mnie działa. To jest jednocześnie zaskakujące i przyjemne.
- A jak się nazywa jeśli mogę wiedzieć?
- Ross. - odparłam.
- Skądś kojarzę to imię, ale nie pamiętam dokładnie z kim. - powiedziała, a ja chciałam jeszcze spytać z kim dokładniej, ale w naszą stronę szli chłopaki. Usiedli na swoich kocach.
- I co lepiej się poznałyście? - spytał Jake.
- Tak, trochę rozmawiałyśmy. - odpowiedziałam.
- Polubiłyście się trochę?
- Tak, Liz to bardzo sympatyczna dziewczyna. - uśmiechnęłam się do niej.
- Okay, to może teraz wszycy pójdziemy do wody? - spytał Max i wszyscy przytaknęliśmy głowami. Wstaliśmy z kocy i udaliśmy się do oceanu. Zanurzyłam stopy, a woda była już trochę zimna, bo jest już coś po piątej. Nie mam ochoty na kąpiel. Jaustin, Max i Liz byli już zanurzeni prawie do pasa, a ja nadal stałam na brzegu po kostki w wodzie.
- Nie wchodzisz głębiej? - spytał Jake.
- Chyba nie, bo woda jest już trochę zimna, ale też nie mam ochoty na kąpiel. - odpowiedziałam.
- Okay, to w takim razie postoję tu z tobą.
- Nie mam nic przeciwko. - uśmiechnęłam się. Patrząc tak na ocean przypomniało mi się jak ja, Van i Lynchowie plus Ell chlapaliśmy w wodzie. Byliśmy wtedy tacy weseli. Dobrze się z nimi wtedy bawiłam. Jednak najbardziej w pamięci utkwiło mi to spojrzenie Rossa po wynurzeniu się po tym jak na niego wskoczyłam za to, że wrzucił mnie do oceanu. Trwało ono może z sekundę, ale spodobało mi się. Podobnym spojrzeniem obdarzył mnie, gdy pierwszy raz do mnie przyszedł w nocy i mówił mi, że nic mi nie zrobi. Teraz, gdy tylko nasze spojrzenia się zetkną natychmiast ucieka wzrokiem. Nie wiem dalczego tak robi. Zresztą dlaczego ja myślę o Rossie będąc z Jake'iem? Laura ogarnij się!
- Liz mówiła mi, że zanim zacząłeś pracować w firmie mojego taty to byłeś taki jak Justin i Max, to prawda? - spytałam po chwili. Byłam ciekawa ci na to odpowie.
- Wiesz, no byłem podobny. Też taki wyluzowany i pewny siebie, ale przez pracę trochę spoważniałem.
- Nie mogę sobie wyobrazić takiego.
- Naprawdę? Dlaczego?
- Chyba dlatego, że przyzwycziłam się już do twojego charakteru. Portafisz nadal tak się zachowywać?
- Raczej tak, ale myślę, że w końcu trzeba trochę spoważnieć i zacząć myśleć o swojej przyszłości.
- Tak, ale czasami można żyć tylko teraźniejszością.
- Tak, ale też warto zastanowiśc się nad tym co się stanie później. Jednak czasami trzeba zaryzykować i nie patrzeć na konsekwencje.
- Tak, też tak myślę. - przytaknęłam. - Jeśli będziesz chciał się ze mną spotkać jutro lub pojutrze to nie będziesz mógł, bo spędzę ten weekend z moimi przyjaciółmi i Vanessą.
- Tym rodzeństwem?
- Tak.
- To życzę wam udanego weekendu.
- Dzięki.
- Może jednak wejdziesz do wody i dołączymy do reszty? - spytał Jake.
- Okay, a co mi tam. - odparłam i stopniowo się zanurzaliśmy. Woda nie była za ciepła, ale nie było aż tak źle. Wsytarczy się przyzwyczaić. W końcu doszliśmy do przyjaciół Jacoba.
- Jednak weszłaś? - spytała Liz.
- Tak, jednak tak. - odpowiedziałam i razem zaczęliśmy skakać w fale. Dobrze się z nimi bawiłam, ale jednak z Lynchami lepej. Było zabawniej. Co jak co, ale z nimi na plaży jest najpiej. Już nie mogę się doczekać jutra. Ten weekend będzie udany. Wiem to. Zresztą z nimi napewno nie będzie nudno. Mam już pewien pomysł jeśli chodzi o spanie z Rossem. Cieszy mnie to. Nie wierzę znowu o nim myślę! Laura ogarnij się! Z Jake'iem i jego przyjaciółmi byłam jeszcze na plaży z godzinę, a później stwierdziliśmy, że czas się zbierać. Pożegnaliśmy się na parkingu, a ja wsiadłam z Jacobem do samochodu i po chwili odjechaliśmy. Przyjemnie spędziłam ten czas.
- I co sądzisz o chłopakach i Liz? - spytał Jake.
- Są tacy jak mówieł, czyli mili i sympatyczni. Dobrze się z wami bawiłam.
- Może częściej będziemy tak wspólnie z nimi gdzieś wychodzić?
- Nie wiem, ale chyba wolę spędzać czas tylko z tobą. Oczywiście nic do nich nie mam.
- Okay, rozumiem. - odpowiedział. Przez resztę drogi do mojego domu rozmawialiśmy na inne tematy. Po 10 minutach stanęlśmy przed bramą.
- Dziękuję za udane popołudnie. - odezwałam się.
- Nie ma za co, ale mi też się podobało.
- Okay, to pa Jake. - uśmiechnęłam się.
- Pa Lau. - odwzajemnił mój gest i lekko mnie objął. Po chwili się puściliśmy, a ja wyszłam z samochodu. Przeszłam przez bramę i szłam dróżką prowadzącą do domu. Gdy już się pod nim znalazłam, odwróciłam się na chwilę, żeby pomachać Jake'owi, a on zrobił to samo i odjechał. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zdjęłam sandały i udałam się do kuchni. Powiedziałam Natalie, że już jestem i poszłam na górę do pokoju Vanessy. Zapukałam i usłyszałam ,,proszę", więc weszłam do środka. Nigdzie nie zuważyłam mojej siostry.
- Van, gdzie jestes? - spytałam.
- W garderobie. - odpowiedziała Vanessa, ja udałam się do tego pomieszczenia. Zobaczyłam, że moja siostra się pakuje. - Jak tam spotaknie z Jake'iem i jego przyjaciółmi? - spytała i przerwała wykonywane czynności.
- Dobrze się z nimi bawiłam. Byli mili i sympatyczni.
- A przynajmniej przystojni byli ci chłopcy?
- Tak, było na co poparzeć.
- A jaka była ta dziewczyna?
- Bardzo miła. Pogadałyśmy trochę. Nawet ją polubiłam.
- To fajnie.
- Jednak z nimi nie było tak jak z Lynchami i Ellingtonem. Trochę mi ich brakowało. Chociaż i tak dobrze się bawiłam.
- Spędzimy całe dwa dni z nimi i to pewnie głównie na plaży, więc się rozerwiesz. - uśmiechnęła się Van.
- Już się nie mogę doczekać. Widzę, że już się zaczęłaś pakować?
- Tak, ale dopiero co zaczęłam. Tobie też radzę teraz to zrobić.
- Wiem, mam taki zamiar.
- Spiesz się, bo jeszcze nie zdążysz zanim przyjdzie do ciebie Ross. - zaśmiała się.
- A kto powiedział, że on przyjdzie dzisiaj? Z nim to nigdy nic nie wiadomo, ale i tak nie wchodź do mojego pokoju po dziesiątej.
- Okay, nie będę wam przerywać waszych romansów. - uśmiechnęla się, a ja tylko przewróciłam oczami.
- Idę się już pakować.
- Okay. - odparła Van, a ja wyszłam z jej pokoju i udałam się do swojego. Od razu weszłam do garderoby. Wyciągnęłam torbę i zaczęłam do niej pakować wszystkie potrzebne rzeczy. Zajęło mi to jakieś pół godziny i w końcu miałam spokój. Wzięłam słuchawki, podłączyłam je do telefonu i założyłam je na uszy. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy, żeby lepiej się odprężyć i oddać dźwiękom muzyki.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Myślę, że nie jest taki zły, ale mógłby być lepszy. Zawaliłam trochę koncówkę, ale nie miałam już pomysłów i uleciała mi wena. To już znacie plan Rossa. Od razu mówię trochę poczekacie sobie na ten moment, ale będzie się w tym rozdziale trochę działo. Więcej wam nie zdradzę. W tym rozdziale było trochę Raury, ale następnym będzie więcej.
Do napisania!!!
Komentujcie!!!
~Los Angeles, 10.07.2015r.~
★Ross★
Obudziłem się i przeciągnąłem. Sięgnąłem ręką do szafki nocnej i wziąłem z niej telefon. Włączyłem go, żeby sprawdzić godzinę. Była 9:55, czyli moja normalna pora wstawania. Odłożyłem przedmiot na miejsce. Przypomniały mi się wczorajsze wydarzenia, a szczególnie te z nocy. Szkoda mi Laury. Straciła swoją pasję przez wypadek. To musiało być okropne. Zresztą widziałem to po tym, jak wszystko opowiadała z emocjami i przecież płakała. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś kazał mi porzucić na zawsze muzykę. To byłoby nie do zniesienia. Chociaż jak na razie to nasz zespół jest zawieszony, ale przecież kiedyś się to skończy. Chciałbym coś zrobić, żeby spełnić marzenie Laury. Chciałbym, żeby była szczęśliwa. Stadnina jest blisko, więc mógłbym ją tam zabrać, gdy nie będzie jej rodziców w domu. Tak tylko, że wtedy ja bym stał i nic nie robił podczas, gdy ona jeździłaby na koniu. Zresztą ja nie jestem taki ważny. Najważniejsze jest to, żeby Laura była zadowolona. Tak, ale co jeśli ona pojedzie w teren? Szczerze? To chciałbym jej towarzyszyć. Jest tylko jeden wielki problem. Ja nie umiem jeździć konno. Może jednak mógłbym się tego nauczyć? Laura mówiła, że z jazdą konną jest tak samo jak z rowerem. Wsiadasz i jedziesz. No tak tylko to robiła przez cztery lata i miała trzecie miejsce w zawodach i starała się o pierwsze, a ja nigdy nie miałem doczynienia z końmi. Jednak chciałbym towarzyszyć jej podczas jazdy. To chyba nie jest takie trudne. Wsiadasz na konia i jedziesz. Pewnie łatwo się mówi, a trudniej robi. Pewnie dochodzi jeszcze do tego utrzymanie równowagi i inne rzeczy. Jednak chcałbym zrobić to dla Laury. Chcę, żeby jej marzenie się spełniło, a ja mu w tym pomogę. Zrobię to, nauczę się jeździć konno. Chociaż za dużo czas nie mam, bo zostały mi dwa tygodnie z kawałkiem do oddania jej Romwellom. Wykorzystam ten czas najlepiej jak potrafię i zrobię wszystko, żeby się nauczyć. Dam radę. Zrobię to dla Laury. Chcę, żeby była szczęśliwa. Czyli musiałbym pojechać do tej stadniny i zapytać o lekcje. Nawet dzisiaj mogę tam pojechać. Im szybciej tym lepiej. Okay koniec już tego leżenia. Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej dżinsy i czerwoną koszulę w czarną kratę. Poszedłem z tymi ubraniami do łazienki i wykonałem wszystkie poranne czynności. Wyszedłem z pomieszczenia czystości i zszedłem na dół do kuchni. Siedzieli w niej już wszyscy. Niecodziennie jestem ostatni.
- Hej. - przywitałem się wesoło.
- Hej. - odpowiedzieli, a ja usiadłem przy stole. Jedli tosty, które pachniały bardzo smakowicie. Na talerzu leżała moja porcja, więc wziąłem je i zacząłem jeść.
- Jak poszło ci wczorajsze spotkanie z Laurą? - spytała Rydel.
- Dobrze, dowiedziałem się więcej o jej przeszłości. - odpowiedziałem.
- Czego?
- Tego, że jeździła konno, ale przez wypadek rodzice jej zabronili. Nadal chce to robić, więc przed chwilą wpadłem na pomysł, żeby pomóc jej spełnić to marzenie. Zamierzam zabrać ją do stadniny, która jest pod Los Angeles i do to tego nauczyć się jeździć na koniu.
- Aww... jak słodko. Widać, że ci na niej zależy. - uśmiechnęła się Rydel.
- Po prostu chcę, żeby była szczęśliwa, ale nie myślcie od razu, że jestem w niej zakochany, bo tak nie jest. Zresztą taką rzecz może zrobić przyjaciel.
- No może, ale zobaczysz, że poczujesz do niej coś więcej. - odezwał się Riker.
- Znowu zaczynacie ten temat? Musicie go ciągle poruszać przy tym jak mówię coś o Laurze. Ja się tylko z nią przyjaźnię. Nic więcej. Nawet nie macie pojęcia jak się czuję z myślą, że za dwa tygodnie ją oddam Romwellom! - powiedziałem trochę podniesionym tonem.
- Ross, przepraszam cię ja nie chciałem cię urazić. - odparł Riker.
- Ja też cię przepraszam, bo to ja, jak zawsze zaczęłam ten temat. Nie obrażaj się na nas. - odezwała się Rydel.
- Nie robię tego, bo nie umiem się na was gniewać. - uśmiechnąłem się.
- Okay, już nie będę zaczynać tego tematu, ale gdy się w niej zakochasz to powiesz mi o tym? - spytała.
- Tak, jeśli tak się stanie.
- To super, a tak w ogóle to wczoraj w nocy wpadałam na pewnien pomysł. - powiedziała Rydel.
- Jaki? - spytał Rocky.
- Może wyznamy Laurze i Vanessie, że jesteśmy zespołem? Moglibyśmy zrobić to jutro, gdy będziemy w tym ich domku? Zgadzacie się?
- Rydel, ale jak im wytłumaczysz, że zawiesiliśmy zespół? Przecież to jest związane ze mną. - odparłem.
- Powiemy im tak jak wszystkim, że zrobiliśmy to, bo chcieliśmy odpocząć.
- Okay, ale nie wspominajcie o mnie.
- Wiadamo. Zgadzacie się, czy nie? - spytała, a my wszyscy spojrzeliśmy na siebie.
- Zgadzamy się. - odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Może od razu zagramy i zaśpiewamy im. Może przy ognisku? - zaproponował Rocky.
- No to jest dobry pomysł. - przytaknął Ellington.
- Jak myślicie jak one na to zareagują? - spytał Riker.
- Myślę, że dobrze to przyjmą. Musimy im to porządnie wytłumaczyć. - odpowiedziała Rydel.
- No nie do końca. - odparłem, a ona przytaknęła głową.
- To jutro pozbywamy się jednej naszej tajemnicy, bo drugą jest sprawa Rossa. - powiedział Ell.
- Mojej chyba nie uda mi się wyznać. Chociaż chciałbym to powiedzieć tylko Laurze. Jednak, co Romwellowie z nią zrobią tego już nie wiem. - westchnąłem.
- Ross nie myśl o tym. Zostały ci jeszcze przecież dwa tygodnie. Wykorzystaj ten czas najlpiej jak potrafisz. - odparła Rydel.
- Tak wiem.
- Może nawet zaryzykuj i bardziej otwórz serce dla Laury.
- Czy się w niej zakocham to nie zależy ode mnie, bo to nie mój rozum odczuwa moje uczucia tylko serce.
- Pomyśl co przed chwilą powiedziałeś, bo może ci się to kiedyś przydać. - powiedziała Rydel, a ja zastanowiłem się chwilę. Fakt dobrze powiedziałem, bo to serce wybiera osobę, którą się pokocha. Rozum musi tylko to zaakceptować, a to czasami nie jest takie proste, bo można się wypierać, ale serce i tak wie lepiej. Ja jednak nie czuję niczego więcej do Laury. Może tylko to siebie wmawiam? Może tak, ale jeszcze nie sądzę, że się w niej zakochałem. Chyba to nie nastąpiło. A może jednak? Nie wiem. To jest trudne. Najlepiej nad tym mogę się zastanawiać przy Laurze. Na tą chwilę to uważam, że nie jestem w niej zakochany. Chyba.
- Okay, czyja dzisiaj kolej zmywania? - spytała Rydel, a ja się ocknąłem.
- Moja. - odparł Ellington i pozbierał wszystkie talerze. Wszyscy wyszliśmy z kuchni, żeby mu nie przeszkadzać. Może teraz pojadę to tej stadniny? Muszę znać dokładny adres. Poszedłem na górę do swojego pokoju i usiadłem na krześle przed biurkiem. Otworzyłem laptopa i chwilę poczekałem aż się włączy. Gdy tylko to się stało, wszedłem na internet. Wpisałem w przeglądarce stadnina ,,W siodle" i wyskoczła mi odpowiednia strona. Przeglądałem ją aż w końcu natrafiłemna adres: Los Angeles 1502. Obejrzałem kilka zdjęć z terenu, który obejmuje stadnina. Naprawdę są tam ładne widoki. Okay to mam już to, co potrzebuję. Zamknąłem laptopa i wyszedłem z pokoju. Udałem się do salonu, gdzie siedziało moje rodzeństwo.
- Ja jadę do stadniny. Nie wiem kiedy wrócę. - powiedziałem.
- Okay jedź. - odparła Rydel, a ja poszedłem na korytarz. Założyłem trampki i wyszedłem z domu. Wyciągnąłem samochód z garażu i odjechałem. Kierowałem się na wschodnią część miasta. Wyjechanie z niego trochę mi zajęło, bo Los Angeles to małych miast nie należy. W końcu natrafiłem na drogę wyjazdową. Gdy zniknęły wysokie budynki zacząłem rozglądać się po okolicy, ale jak na razie nie widziałem. Jechałem jeszcze jakieś 10 minut aż w końcu ujrzałem reklamę stadniny. Skręciłem w prawo i po 5 minutach zobaczyłem budynki oraz konie. Zaparkowłem na parkingu i wysiadłem z samochodu. To tutaj Laura spędziła cztery lata. Muszę przyzanć, że stadnina jest położona w malowniczym miejscu. To teraz muszę kogoś znaleźć, a najlepiej właścicielkę. Wszedłem do pierwszego budynku i jak się po chwili zorientowałem do stajni. Mają tutaj dużo koni. Ciekawe gdzie jest ten Laury? Rozejrzałem się po wnętrzu i zauważyłem jakąś dziewczynę. Podszedłem do niej.
- Dzień dobry. - powiedziałem, a ona natychmiast się odwróciła. Była blondynką o zielonych oczach i mniej więcej w moim wieku. Nawet ładna, ale Laura według mnie jest ładniejsza. Zaraz, zraz, o czym ja myślę?
- W czymś mogę pomóc? - spytała uprzejmie.
- Szukam właścicielki tej stadniny, pani Elizabeth Morgan. Jest może tutaj?
- Tak, zaprowadzę pana do niej. - uśmiechnęła się i razem wyszliśmy ze stajni. Obeszliśmy ten budynek i zobaczyłem dużo miejsca do jazdy. Akurat jakaś dziewczynka jeździła. Skoro ona potrafi, to chyba ja też mogę się tego nauczyć. Zauważyłem, że blondynka cały czas na mnie zerka. Podeszliśmy do barierek, przy której stała jakaś kobieta. To pewnie właścicilka.
- Przepraszam. - powiedziała dziewczyna, a kobieta odwróciła się. Była w średnim wieku, włosy miała brązowe, tak samo jak oczy. - Przyszedł ktoś do pani. - odparła i odeszła.
- Dzień dobry. Nazywam się Ross Lynch. - przedstawiłem się.
- Dzień dobry. Jestem Elizabeth Morgan, właścicielka tej stadniny.
- Miło mi panią poznać.
- Wzajemnie. Co pana do mnie sprowadza?
- Chciałbym nauczyć się jeździć konno. Czy mam na to szanse w takim wieku?
- Oczywiście, każdy może się tego nauczyć i nie ma ograniczeń. Zazwyczaj naukę rozpoczna się od dziecka.
- Tak wiem, ale chciałbym się nauczyć, ponieważ chcę pomóc spełnić marzenie mojej przyjaciółce Laurze Marano.
- Laurze? - spytała ze zdziwieniem, ale również z widoczną radością. - Tej Laurze Marano, córce milionerów?
- Tak.
- Minęły trzy lata odkąd ją widziałam. To była niezwykła dziewczyna. Pełna ambicji i zapału. Jak się na coś uparła to nie odpuszczała i zawsze stawiała na swoim. Co u niej słychać?
- Chyba nic się nie zmieniło z wyjątkiem tego, że nie jeździ konno.
- Szkoda, że rodzicie jej zabronili. Miała wielki potencjał. Nigdy jeszcze nie miałam takiej uczennicy jak ona.
- Laura dużo mi opowiadała o tej stadninie i o jej klaczy Night.
- Ona była z nią bardzo zżyta. Laura spędzała całe dnie na przejażdżkach na niej.
- Ta klacz nadal jest tutaj?
- Tak, trzyma się bardzo dobrze. Nadal tylko mi się pozwala dotykać. Tylko Laura ją oswoiła do siebie. Mówiłeś, że chcesz się nauczyć jeździć konno i pomóc jej spełnić marzenie, tak?
- Tak chcę, żeby znowu wsiadła na koński grzbiet.
- Musi ci na niej bardzo zależeć, skoro tak się dla niej starasz. - uśmiechnęła się, a ja trochę się zmieszałem.
- Laura to moja przyjaciółka.
- Wiesz, dam ci pewną radę. Jeśli chcesz znaleźć prawdziwą miłość to Laura jest dla ciebie idealna. Takiej dziewczyny jak ona nigdzie nie znajdziesz. - odparła, a ja nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Czy nawet pani Morgan musi mi o tym mówić? Czy ja naprawdę nie mogę tylko przyjaźnić się z Laurą? Dlaczego każdy mnie z nią łączy?
- Będę o tym pamiętał. - powiedziałem. - To będę mógł się nauczyć jazdy konnej? - spytałem, żeby zmienić temat.
- Oczywiście.
- A da się to robić w dwa tygodnie?
- To zależy od chęci i szybkiej nauki. Jeśli tak zależy ci na czasie to mogę zostać twoją trenerką.
- Dziękuję, a kiedy będę mógł przychodzić?
- Pięć razy w tygodniu, jeśli chcesz się nauczyć jazdy w dwa tygodnie.
- Dobrze. Od kiedy zaczynam?
- Dzisiaj niestety już nie mogę, ale możesz przychodzić od poniedziałku do piątku.
- Dobrze, dziękuję pani bardzo.
- Nie ma za co. Pozdrów ode mnie Laurę.
- To będzie niespodzianka, więc nie.
- Dobrze, już nie mogę się doczekać aż ją zobaczę. Pewnie wyrosła na piękną dziewczynę.
- Z tym muszę się zgodzić. Do widzenia.
- Do widzenia. - odpowiedziała pani Morgan, a ja poszedłem do samochodu. Wsiadłem do niego, odpaliłem i odjechałem. Cieszę się, że załatwiłem tą sprawę. Myślę, że dam radę się nauczyć jeździć konno. To chyba nie jest takie trudne. Ta pani Morgan to sypmatyczna kobieta. Łatwo się z nią dogadać. Nie dziwię się, że Laura ją lubiła. Mam nadzieję, że wyrobię się w czasie i zdążę spełnić jej marzenie. Nawet nie wiem dlaczwgo tak bardzo mi na tym zależy. Może dlatego, że Laura to moja najlpesza przyjaciółka i chcę dla niej jak najlepiej? Tak, chyba to jest powód. Po chwili usłyszałem w radiu ,,Pass Me By" i zacząłem śpiewać. Słysząc tą piosenkę przypomniałem sobie czasy, gdy ją pisaliśmy, robiliśmy teledysk, występowaliśmy. To było niezwykłe. Naprawdę chciałbym znowu stanąć na scenie i poczuć te wszystkie emocje, czyli radość, ale też dumę. Jednak nie wiem kiedy to się stanie. Mam nadzieję, że jak najszybciej. Z początku muszę przyznać, że przerwa mi się przydawała, ale teraz my wszyscy chcemy znów robić to, co kochaliśmy. To jest część naszej rodziny. Część mnie. Gdy piosenka się skończyła usłyszałem głos prowadzącego: ,,To był utwór ,,Pass Me By" zespołu R5, który niestety jest zawieszony od czterech miesięcy. Fani bardzo rozpaczają i chcieliby znów zobaczyć na scenie swoich idoli. Kiedy R5 to zrobi? Tego nie wie nikt." Skończył, a ja westchnąłem. Ma rację tego nie wie nikt. Dlaczego Romwellowie musieli pojawić się w moim życiu, które tak dobrze się układało? Doprowadzili do zawieszenia naszego zespołu, ale też do mojego cierpienia z powodu oddania im Lau. Ta druga sprawa ciągle nie daje mi spokoju. Z każdym dniem coraz bardziej, bo każdy dzień przybliża mnie do rozstania z Laurą. Ja tego nie chcę robić. Jednak ja nie ma nic do gadania. Nawet, gdybym poszedł do nich i powiedział, że nie przyprowadzę im jej to pewnie zaraz daliby mi wybór, czyli śmierć lub zadanie. Ja oczywiście wybiorę to drugie. Chociaż może bez nich nie spotkałbym Laury, a tego bym nie chciał, bo przywiązałem się do niej. Naprawdę bardzo ją polubiłem. Spotkana z nią to dla mnie czysta przyjemność. Cieszę się, że ją znam. Ona jest niezywkłą dziewczyną. Nigdy takiej nie spotkałem i wątpię, żebym kiedykolwiek spotkał. Nie ma takiej drugiej jak Laura. Może brzmię tak, jak bym był w niej zakochany, ale tak nie jest. Przyjaciel też może tak powiedzieć. Przyjaźń z nią daje mi naprawdę wielkie szczęście. Tak i właśnie dlatego chcę się nauczyć jeździć konnej i jej towarzyszyć podczas tego. Chcę spełnić jej marznie i pokazać, że jest dla mnie bardzo ważna. Dobra koniec już tych przemyślać i użalania się nad moim losem. Co się stanie to się stanie. Zobaczymy, co pokaże mi jeszcze życie. Takie myśli towarzyszyły mi do wjazdu do miasta. Po jakiś 15 minutach zatrzymałem samochód pod domem. Wjechałem nim do garażu i wszedłem do domu. Ściągnąłem buty i udałem się do salonu, gdzie zastałem Rydel oglądającą telewizję.
- Hej Rydel. - powiedziałem, a ona spojrzała na mnie.
- Hej Ross. Udało ci się zapisać na lekcje jazdy konnej? - spytała.
- Tak, zaczynam od poniedziałku. Mam je pięć razy w tygodniu.
- Czyli codziennie będziesz tam jeździł oprócz soboty i niedzieli?
- Tak.
- To urocze, że chcesz spełnić marzenie Laury. Widać, że ci na niej zależy. - uśmiechnęła się.
- Zależy mi na niej jak na przyjaciółce. Chyba mogę sprawić jej radość będąc jej przyjcielem?
- Możesz, czy ja coś powiedziałam na ten temat?
- Idę do siebie. - odparłem, a Rydel pokiwała tylko głową i odwróciła ze mnie wzrok i skierowała go na ekran telwizora. Wyszedłem z salonu i udałem się na górę do mojego pokoju.
~*~
★Laura★
Siedzę z Vanessą pod wierzbą i rozmawiamy. Do spotkania z Jake'iem zostało mi już tylko pół godziny. Dzisiaj spędziłam cały dzień z moją siostrą. Przed południem kąpałyśmy się w basenie i opalałyśmy. Zrobiłyśmy sobie siostrzany dzień. Jednak jakoś dziwnie siedzi mi się z nią pod wierzbą. Pewnie dlatego, że jest to miejsce moje i Rossa. Myślałam, że po tym jak wczoraj prawie nakryła mnie z Rossem to znowu mnie o to spyta, ale jednak tego nie zrobiła. Chciaż ją znam i pewnie to zrobi.
- Okay, a teraz mam do ciebie takie małe pytanko. - powiedziała. Coś mi się wydaje, że to dotyczy wczoraj.
- Jakie?
- Powiedz szczerze i nie owijaj w bawełnę. Był u ciebie wczoraj w nocy Ross? Widziałam, że jesteś poddenerwowana i że chcesz mnie jak najszybciej spławić, więc mów. - odparła. Wiedziałam, że mnie o to spyta. Jej ciekawość jest naprawdę wielka. Powiedzieć jej prawdę? Czemu nie. Zresztą już wcześniej powinna o tym wiedzieć.
- Eee... no, bo wiesz... - zaczęłam niepewnie. - Dobra powiem ci prawdę. Tak, wczoraj w nocy Ross był u mnie. Wszedł przez balkon. Przychodził nawet już wcześniej, a dokładnie pierwszy raz to zrobił, gdy spotkałyśmy Lynchów. Później tak zjawiał się co dwa dni, a teraz codziennie.
- A co wy robicie, że tak spytam z ciekawości? - uśmiechnęła się.
- Rozmawiamy na różne tematy.
- U ciebie w pokoju?
- Rzadko, bo zazwyczaj przychodzimy właśnie tu pod wierzbę, a dokładnie to obok rozścielamy koc, kładziemy się na nim i oglądamy gwizady. Schodzimy po pergoli i przemykamy się tu pokotyjomu, żeby nikt nas nie zobaczył.
- Aww... jak romantycznie. - uśmechnęła się. - Nie doszło między wamio czegoś więcej?
- Do czego?
- Naprawdę nie wiesz o co mi chodzi? Chodzi mi o całowanie się.
- Co? Nie, my tego nie robiliśmy. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Do takich rzeczy nie doszło.
- Jeszcze nie doszło mogę dodać. Zobaczysz w końcu to się stanie i ja to wiem, bo widzę jak na siebie patrzycie. Może jak na razie tylko się przyjaźnicie, ale myślę, że to się przerodzi w coś więcej. Te wasze spotkania mogą do tego doprowadzić.
- Myślisz, że się zakocham w Rossie?
- Tak, chyba, że już to się stało.
- Nie, ja go tylko bardzo lubię i nic więcej.
- Zobaczysz, że się w nim zakochasz. Z takim przystojnym chłopakiem, jakim jest Ross ciężko się przyjaźnić. Zresztą uważam, że pasujcie do siebie. Nawet bardziej niż ty i Jake.
- Van, skończ już ten temat. Z Rossem jest mi dobrze w przyjaźni i jak na razie nie chcę tego zmieniać.
- Okay, ale zobaczysz, że wspomnisz moje słowa. Ja i tak będę za Raurą, a nie za Jaurą.
- Za kim?
- Połączyłam imię twoje i Rossa oraz twoje i Jake'a. Wyszło mi Raura i Jaura.
- Okay, a ja za to shippuję Rikessę. - odgryzłam się jej.
- Dla twojej wiadomości ja i Riker się przyjaźnimy. To ty i Ross bardziej przekraczacie tą granicę.
- Okay, dobra koniec już tych naszych pogaduszek, bo idę na spotkanie z Jake'iem i jego przyjaciółmi. - odparłam i wstałam z trawy.
- Miłej zabawy życzę, ale nie za dobrej z Jake'iem, bo ja czekam na Raurę. - uśmiechnęła się, a ja przerwróciłam oczami i odgarnęłam gałązki wierzby, żeby wyjść. Szłam dróżką prowadzącą do domu. Zauważyłam, że cały czas się uśmiecham. Dlaczego zawsze, gdy rozmawiam z Rossem lub o nim to właśnie się uśmiecham? Nie wiem dlaczego. To przezwisko jakie dała mi i Rossowi jest słodkie. Raura. Nawet nie wiedziałam, że tak razem współgrają nasze imiona. Przyjemnie to brzmi. Powiem o tym Rossowi, gdy do mnie przyjdzie. Pewnie to zrobi, bo teraz zjawia się codziennie, co mnie cieszy, bo lubię spędzać z nim czas. Jemu mówię o wszystkim. Jednak on o sobie już rzadko. Nie wiem za dużo o nim, ale skoro on nie chce opowiadać o sobie to nie musi. Nie będę naciskać. Z takimi myślami doszłam do swojego pokoju. Czas się przyszykować na spotkanie z Jake'iem i jego przyjaciółmi. Weszłam do garderoby i wybrałam niebiskie bikini oraz letnią sukienkę w tym kolorze. Ubrałam się w to i podeszłam do toaletki. Rozczesałam włosy i zostawiłam je, jak zawsze rozpuszczone. Nie będę robiła makijażu, bo gdy wejdę do wody to mi się wszystko zmyje. Sapakowałam również wszystkie potrzebne rzeczy na plażę do torby i byłam już gotowa. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi, więc szybko wybiegłam ze swojego pokoju i udałam się na korytarz. Oczywiście drzwi otworzył już lokaj.
- Hej Laura. - powiedział Jake i się uśmiechnął.
- Hej Jake. - odparłam i odwzajemniłam jego gest.
- Już jesteś gotowa?
- Tak, tylko jeszcze założę buty i możemy iść. - odpowiedziałam i ubrałam sandały, po czym wyszłam z domu.
- A tak w ogóle to ładnie wyglądasz. - uśmiechnął się.
- Dziękuję. - odparłam i wyszliśmy za bramę. Wsiedliśmy do jego samochodu i po chwili odjechaliśmy.
- Justin, Max i Liz nie mogą się doczekać aż ciebie zobaczą.
- To fajnie. Jestem ciekawa jacy oni są.
- Tacy jacy już ci mówiłem, bardzo mili i sympatyczni. - odpowiedział, a po chwili usłyszałam z radia piosenkę. To była ta, która leciała, gdy Ross zawiózł mnie i Vanessę do domu po rzeczy na plażę. Nie powiedział mi wtedy jak nazywa się ten utwór, ani jaki ma tytuł. Szkoda, bo spodobała mi się ta melodia i tekst.
- Znasz może tą piosenkę? - spytałam.
- Nie, ale jest nawet fajna.
- Mi się bardzo podoba. - odparłam i wsłuchałam się w nią. Jednak ten głos wydawał mi się znajomy. Chyba, że mi się wydaje. Skądś go znam, ale nie mogę go skojarzyć. Dobra nie ważne. Zaczęłam nucić tą piosenkę. Jest naprawdę przyjemna dla ucha. Gdy się skończyła rozmawialiśmy z Jake'iem na temat jego przyjaciół. Po 10 minutach dojechaliśmy na miejsce. Jacob zaparkował samochód, po czym z niego wysiedliśmy.
- Daj poniosę twoją torbę. - odezwał się.
- Nie musisz, nie jest ciężka. Zresztą masz swoją.
- Dla mnie to nie jest duże obciążenie.
- Okay niech ci będzie. - odpowiedziałam i dałam mu torbę. Szliśmy do wejścia na plażę, gdy byliśmy już blisko jacyś dwaj chłopcy machali do nas ręką. Domyślałam się, że to są właśnie jego przyjaciele. Podeszliśmy do nich.
- Siemia stary. - powiedzieli i przybili sobie piątkę.
- Siemia chłopaki. Cześć Liz. - odparł Jake. - Laura przedsatawię ci moich kumpli. To są Justin, Max i Liz, a wy poznajcie Laurę. - na każdego wskazywał rękę. Przyglądałam się im. Justin był wyskokim blondynem o niebieskich oczach. Max natomiast był brunetem o brązowych oczach i również wysoki, miał dłuższą grzywkę. Obaj mieli włosy postawione na żel. Muszę przyznać, że jest na co popatrzeć, bo obaj są przystojni. Na końcu przyjrzałam się Liz. Była wysoką, blondynką o zielonych oczach. Na pierwszy rzut oka wydaje się być miła. Zresztą uśmiechała się, co trochę mnie w tym przekonaniu utwierdziło.
- Miło nam cię poznać. - powiedzieli.
- Mi was również. - odparłam.
- Dużo o tobie słyszeliśmy. Jake non stop o tobie gada. - odezwał się Justin, a Jake spiorunował go wzrokiem.
- Mam nadzieję, że same dobre rzeczy. - uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, że tak. Ciągle po spotkanich z tobą mówi jaka to jesteś ładna i w ogóle. - powiedział Max i zaśmiał się, a po chwili dołączył do niego Justin. Spojrzałam na Jake'a, a jemu to chyba nie było do śmiechu. Cieszę się, że tak o mnie sądzi.
- Dobra chłopaki przestańcie już. - odparł Jacob, a oni trochę się uspokoili, ale uśmiech nadal pozostał na ich twarzach. Tym wiecznym rozbawieniem trochę przypominali mi Lynchów. Jednak oni nie mogli się równać z moimi przyjaciółmi, a szczególnie z Rocky'm i Ellingtonem. Nikt ich nie pobije w ich wyczynch. Myślę tak, a w ogóle nie znam Justina i Maxa. Jednak nawet, gdy ich lepiej poznam to raczej zdania nie zmienię.
- Okay, Jake wyluzuj już. - powiedział Max.
- Chodźmy już na tą plażę. - odezwała się Liz i przeszliśmy przez przejście. Gdy tylko znaleźliśmy się na niej od razu ściągnęłam sandały, żeby poczuć ciepły piasek pod stopami. Trochę czasu zajęło nam poszukiwanie miejsca, w którym się rozłożymy. W końcu znaleźliśmy dość spory obszar. Rozścieliśmy koce. Chłopaki od razu ściągnęli ubrania i muszę przyznać, że każdy był trochę umięśniony. Jeszcze nigdy nie widziałam Jake'a bez koszulki. Rossa widziałam dwa razy. Umięśniony to on jest. Zaraz, zaraz, o czym ja myślę? Zauważyłam, że Liz też już jest w samym bikini, więc ściągnęłam swoją sukienkę.
- No, no, Jake dobrze się ustawiłeś. Wyrwałeś ładną dziewczynę i to w dodatku córkę milionrów. - powiedział Max.
- My jesteśmy przyjaciółmi. - odparł Jake.
- Okay, my się nie będziemy już wtrącać w wasze relacje, bo widzę, że oboje jesteście zakłopotani. - odezwał się Justin. Szczerze powiedziawszy to nie czuję się zbyt swobodnie w ich towarzystwie. Przy Lynchach od razu byłam sobą. Nie byłam spięta. Teraz to jest też pewnie spowodowane obecnością Rossa, bo z nim jestem najbliżej, z Rydel też, ale z Rossem jednak czuję się inaczej. Zdecydowanie to jest mój najlpeszy przyjaciel.
- Chłopaki idźcie do wody. Ty Jake też. - odezwała się Liz.
- Ale... - zaczął.
- Nie ma żadnego ale. Idźcie. - powiedziała blondynka, a chłopaki odeszli. - To teraz możemy sobie na spokojnie porozmawiać. - zwróciła się do mnie.
- Okay. Oni zawsze się tak ciebie słuchają?
- Nie, ale znamy się już długo, a jestem jedną dziewczyną wśrod trzech chłopaków, więc trzeba sobie jakoś radzić. - uśmiechnęła się. Trochę przypomina mi Rydel, ale i tak nie jest taka sama.
- Ile się znacie?
- Pięć miesięcy, a od czterch jestem z Justinem.
- Długo jesteście razem.
- Tak i cieszę się z tego. Jeśli Justin albo Max cię urazili to nie obrażaj się na nich. Oni tacy już są. Są poprostu pewni siebie i wyluzowani. Trochę tacy, jak podrywacze, ale oni potrafią stworzyć z dziewczną udany związek. Jake też kiedyś taki był, ale odkąd zaczął pracować w firmie to trochę spoważniał. Tak mi opowiadał Justin.
- Naprawdę Jake taki był? Nie wyobrażam go siebie takiego.
- Ja też nie zabardzo, ale przebywając z chłopakmi potrafię to zrobić.
- Ja nadal nie potrafię tego pojąć.
- Mogę zadać ci pewne pytanie?
- Pewnie.
- Jak to jest być córką milionerów?
- Ma się wszystko, co materialne, ale co już związane z uczuciami to już nie za bardzo. Nie chodziłam do szkoły, nie miałam jeszcze chłopaka, nawet przyjaciół, ale teraz już tak.
- Czyli nie jest za kolorowo?
- Zależy jak na to patrzysz. Jeśli na pieniądze to wydaje się to wielki szczęściem. Ja jednak patrzę na osobowość, a nie na bogactwo.
- Jake mówił o tym, ale nie sądziłam, że to jest prawda, a jednak.
- Mogę teraz ja zadać tobie pytanie?
- Jasne. Pytaj o co chcesz.
- Jak rozpoznać, że jest się zakochanym? - spytałam, bo chciałam poznać jej zdanie na ten temat.
- Wiesz, każdy to może czuć inaczej, ale najczęściej jest podobnie, czyli wystarczy ci sam widok tej osoby, żeby być szczęśliwym. Wszystko nabiera barw i staje się piękniejsze. Nawet każda zwykła rzecz. Ja czułam się jakbym unosiła się nad ziemią. Miłość to piękne uczucie. Naprawdę jej jeszcze nie przeżyłaś? Z takim wyglądem i pochodzeniem?
- Nie, bo każdy chłopak patrzył na moje pieniądze, a nie na moją osobowość, a tego nie lubię.
- Masz poza Jake'iem innych przyjaciół?
- Tak, czteroosobwe rodzeństwo i ich przyjaciel. Dokładniej czterch chłopaków i jedna dziewczyna.
- Którego lubisz najbardziej? Bo chyba jeden musiał ci bardziej przypaść do gustu.
- Najbardziej tego w moim wieku.
- Jak on wygląda?
- Jest blondynem o brązowych oczach. Przystojny, dobrze umięśniony. Ma ładny uśmiech. - odpowiedziałam, a mówiąc z każdym słowem mój uśmiech robił się coraz większy. Ross nawet, gdy go nie ma tak na mnie działa. To jest jednocześnie zaskakujące i przyjemne.
- A jak się nazywa jeśli mogę wiedzieć?
- Ross. - odparłam.
- Skądś kojarzę to imię, ale nie pamiętam dokładnie z kim. - powiedziała, a ja chciałam jeszcze spytać z kim dokładniej, ale w naszą stronę szli chłopaki. Usiedli na swoich kocach.
- I co lepiej się poznałyście? - spytał Jake.
- Tak, trochę rozmawiałyśmy. - odpowiedziałam.
- Polubiłyście się trochę?
- Tak, Liz to bardzo sympatyczna dziewczyna. - uśmiechnęłam się do niej.
- Okay, to może teraz wszycy pójdziemy do wody? - spytał Max i wszyscy przytaknęliśmy głowami. Wstaliśmy z kocy i udaliśmy się do oceanu. Zanurzyłam stopy, a woda była już trochę zimna, bo jest już coś po piątej. Nie mam ochoty na kąpiel. Jaustin, Max i Liz byli już zanurzeni prawie do pasa, a ja nadal stałam na brzegu po kostki w wodzie.
- Nie wchodzisz głębiej? - spytał Jake.
- Chyba nie, bo woda jest już trochę zimna, ale też nie mam ochoty na kąpiel. - odpowiedziałam.
- Okay, to w takim razie postoję tu z tobą.
- Nie mam nic przeciwko. - uśmiechnęłam się. Patrząc tak na ocean przypomniało mi się jak ja, Van i Lynchowie plus Ell chlapaliśmy w wodzie. Byliśmy wtedy tacy weseli. Dobrze się z nimi wtedy bawiłam. Jednak najbardziej w pamięci utkwiło mi to spojrzenie Rossa po wynurzeniu się po tym jak na niego wskoczyłam za to, że wrzucił mnie do oceanu. Trwało ono może z sekundę, ale spodobało mi się. Podobnym spojrzeniem obdarzył mnie, gdy pierwszy raz do mnie przyszedł w nocy i mówił mi, że nic mi nie zrobi. Teraz, gdy tylko nasze spojrzenia się zetkną natychmiast ucieka wzrokiem. Nie wiem dalczego tak robi. Zresztą dlaczego ja myślę o Rossie będąc z Jake'iem? Laura ogarnij się!
- Liz mówiła mi, że zanim zacząłeś pracować w firmie mojego taty to byłeś taki jak Justin i Max, to prawda? - spytałam po chwili. Byłam ciekawa ci na to odpowie.
- Wiesz, no byłem podobny. Też taki wyluzowany i pewny siebie, ale przez pracę trochę spoważniałem.
- Nie mogę sobie wyobrazić takiego.
- Naprawdę? Dlaczego?
- Chyba dlatego, że przyzwycziłam się już do twojego charakteru. Portafisz nadal tak się zachowywać?
- Raczej tak, ale myślę, że w końcu trzeba trochę spoważnieć i zacząć myśleć o swojej przyszłości.
- Tak, ale czasami można żyć tylko teraźniejszością.
- Tak, ale też warto zastanowiśc się nad tym co się stanie później. Jednak czasami trzeba zaryzykować i nie patrzeć na konsekwencje.
- Tak, też tak myślę. - przytaknęłam. - Jeśli będziesz chciał się ze mną spotkać jutro lub pojutrze to nie będziesz mógł, bo spędzę ten weekend z moimi przyjaciółmi i Vanessą.
- Tym rodzeństwem?
- Tak.
- To życzę wam udanego weekendu.
- Dzięki.
- Może jednak wejdziesz do wody i dołączymy do reszty? - spytał Jake.
- Okay, a co mi tam. - odparłam i stopniowo się zanurzaliśmy. Woda nie była za ciepła, ale nie było aż tak źle. Wsytarczy się przyzwyczaić. W końcu doszliśmy do przyjaciół Jacoba.
- Jednak weszłaś? - spytała Liz.
- Tak, jednak tak. - odpowiedziałam i razem zaczęliśmy skakać w fale. Dobrze się z nimi bawiłam, ale jednak z Lynchami lepej. Było zabawniej. Co jak co, ale z nimi na plaży jest najpiej. Już nie mogę się doczekać jutra. Ten weekend będzie udany. Wiem to. Zresztą z nimi napewno nie będzie nudno. Mam już pewien pomysł jeśli chodzi o spanie z Rossem. Cieszy mnie to. Nie wierzę znowu o nim myślę! Laura ogarnij się! Z Jake'iem i jego przyjaciółmi byłam jeszcze na plaży z godzinę, a później stwierdziliśmy, że czas się zbierać. Pożegnaliśmy się na parkingu, a ja wsiadłam z Jacobem do samochodu i po chwili odjechaliśmy. Przyjemnie spędziłam ten czas.
- I co sądzisz o chłopakach i Liz? - spytał Jake.
- Są tacy jak mówieł, czyli mili i sympatyczni. Dobrze się z wami bawiłam.
- Może częściej będziemy tak wspólnie z nimi gdzieś wychodzić?
- Nie wiem, ale chyba wolę spędzać czas tylko z tobą. Oczywiście nic do nich nie mam.
- Okay, rozumiem. - odpowiedział. Przez resztę drogi do mojego domu rozmawialiśmy na inne tematy. Po 10 minutach stanęlśmy przed bramą.
- Dziękuję za udane popołudnie. - odezwałam się.
- Nie ma za co, ale mi też się podobało.
- Okay, to pa Jake. - uśmiechnęłam się.
- Pa Lau. - odwzajemnił mój gest i lekko mnie objął. Po chwili się puściliśmy, a ja wyszłam z samochodu. Przeszłam przez bramę i szłam dróżką prowadzącą do domu. Gdy już się pod nim znalazłam, odwróciłam się na chwilę, żeby pomachać Jake'owi, a on zrobił to samo i odjechał. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zdjęłam sandały i udałam się do kuchni. Powiedziałam Natalie, że już jestem i poszłam na górę do pokoju Vanessy. Zapukałam i usłyszałam ,,proszę", więc weszłam do środka. Nigdzie nie zuważyłam mojej siostry.
- Van, gdzie jestes? - spytałam.
- W garderobie. - odpowiedziała Vanessa, ja udałam się do tego pomieszczenia. Zobaczyłam, że moja siostra się pakuje. - Jak tam spotaknie z Jake'iem i jego przyjaciółmi? - spytała i przerwała wykonywane czynności.
- Dobrze się z nimi bawiłam. Byli mili i sympatyczni.
- A przynajmniej przystojni byli ci chłopcy?
- Tak, było na co poparzeć.
- A jaka była ta dziewczyna?
- Bardzo miła. Pogadałyśmy trochę. Nawet ją polubiłam.
- To fajnie.
- Jednak z nimi nie było tak jak z Lynchami i Ellingtonem. Trochę mi ich brakowało. Chociaż i tak dobrze się bawiłam.
- Spędzimy całe dwa dni z nimi i to pewnie głównie na plaży, więc się rozerwiesz. - uśmiechnęła się Van.
- Już się nie mogę doczekać. Widzę, że już się zaczęłaś pakować?
- Tak, ale dopiero co zaczęłam. Tobie też radzę teraz to zrobić.
- Wiem, mam taki zamiar.
- Spiesz się, bo jeszcze nie zdążysz zanim przyjdzie do ciebie Ross. - zaśmiała się.
- A kto powiedział, że on przyjdzie dzisiaj? Z nim to nigdy nic nie wiadomo, ale i tak nie wchodź do mojego pokoju po dziesiątej.
- Okay, nie będę wam przerywać waszych romansów. - uśmiechnęla się, a ja tylko przewróciłam oczami.
- Idę się już pakować.
- Okay. - odparła Van, a ja wyszłam z jej pokoju i udałam się do swojego. Od razu weszłam do garderoby. Wyciągnęłam torbę i zaczęłam do niej pakować wszystkie potrzebne rzeczy. Zajęło mi to jakieś pół godziny i w końcu miałam spokój. Wzięłam słuchawki, podłączyłam je do telefonu i założyłam je na uszy. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy, żeby lepiej się odprężyć i oddać dźwiękom muzyki.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Myślę, że nie jest taki zły, ale mógłby być lepszy. Zawaliłam trochę koncówkę, ale nie miałam już pomysłów i uleciała mi wena. To już znacie plan Rossa. Od razu mówię trochę poczekacie sobie na ten moment, ale będzie się w tym rozdziale trochę działo. Więcej wam nie zdradzę. W tym rozdziale było trochę Raury, ale następnym będzie więcej.
Do napisania!!!
Komentujcie!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


