sobota, 9 stycznia 2016

Rozdział 23

"But you got me thinking maybe, just maybe. I don't know what to do!" ~ "Ale spowodowałaś że myślę może, tylko może. Nie wiem co mam zrobić!" - I Want You Bad

~Los Angeles, 17.07.2105r.~
                                                             ★Laura★

Siedzę w pokoju i rysuję swój autoportret. Właściwie to dopiero zaczęłam, bo długo zajęło mi zrobienie idealnego zdjęcia, a i tak nie podoba mi się do końca. Powoli i bez pośpiechu szkicuję kształt mojej twarzy, potem zarys oczu, nosa i ust. Delikatne kreski na włosy. Już miałam zabierać się za cieniowanie, gdy usłyszałam, że ktoś puka do drzwi.
  - Proszę. - odezwałam się i odwróciłam głowę w stronę wejścia, w którym stanęła Vanessa.
  - Hejka. Co porabiasz? - spytała i podeszła do biurka.
  - A rysuję swój autoportret dla Rossa.
  - Jestem ciekawa jak ci wyjdzie, ale z pewnością będzie ładny. Rossowi i tak się spodoba. - uśmiechnęła się.
  - Pewnie tak.
  - A tak w ogóle to nie przyszłam do ciebie bez przyczyny.
  - O co chodzi?
  - Za chwilę przyjdą do nas Lynchowie i Ell.
  - Do nas? Oni wszyscy jeszcze nie byli tutaj, a minęły już prawie trzy tygodnie od czasu, gdy ich poznałyśmy.
  - Oj tam, kiedyś musi być ten pierwszy raz. Zresztą to oni cały czas nas zapraszali, więc teraz ja postanowiłam to zrobić. Nie pytałam ciebie, bo wiedziałam, że się zgodzisz.
  - No pewnie. Z nimi zawsze chcę się spotkać. - uśmiechnęłam się.
  - Może ubierzesz się w coś, bo chyba nie pokażesz im się w piżamie. - zaśmiała się Van. - Dlaczego jeszcze się nie przebrałaś?
  - Nie chciało mi się, ale też nie miałam takiej potrzeby, bo nie miałam żadnych planów na dziś.
  - No to teraz już masz. A co z Jake'iem?
  - A co ma być? On do mnie dzowni i pisze, a ja się nie odzywam. W ogóle jeszcze nie wiem, co mam mu powiedzieć.
  - Coś wymyślisz. Powiedziałaś o tym Rossowi? Miałam cię o to spytać już wcześniej, ale zapomniałam.
  - Tak, powiedziałam mu.
  - I jak zareagował?
  - Chyba nie przejął się tym za bardzo. No chyba, że to ukrywał. Chociż trochę posmutniał. Po za tym to pytał mnie o podobne rzeczy, co ty, czyli na przykład, czy coś czułam podczas pocałunku, czy odwzajemniłam pocałunek i inne takie. Powiedziałam mu to samo, co tobie.
  - Jestem ciekawa, co by się stało, gdyby tak dzisiaj przyszedł do ciebie Jake, a będzie tutaj Ross. Będzie on zazdrosny?
  - Nie wymyślaj. Jake tu nie przyjdzie.
  - A coś mi się wydaje, że tak, bo nie odzywasz się do niego, a on próbuje się z tobą skontaktować, a spotkanie jest najlepszym wyjściem.
  - Nawet jeśli tak by się stało to, do czego zmierzasz?
  - Jestem ciekawa reakcji waszej trójki. Szczególnie Rossa.
  - Już przestań. Idę się ubrać. - odparłam i wstałam z krzesła, po czym poszłam do garderoby. Chwilę się zastanawiałam. W końcu wybrałam jasnoniebieską bokserkę, a do tego białe, krótkie spodenki. Założyłam to. Podeszłam do toaletki i rozczesałam włosy. Na rzęsy nałożyłam tusz. Okay jestem gotowa. Wyszłam z garderoby i usłyszałam głos dzwonka do drzwi. Szybko zbiegłam po schodach i udałam się na korytarz, w którym pojawili się już Lynchowie i Ellington. Była już z nimi Vanessa.
  - Hej. - odezwałam się z uśmiechem na ustach.
  - Hej Lau. - odpowiedzieli. Delly przytuliła mnie na powitanie.
  - Może chodźmy do ogrodu? Tam jest już wszystko przygotowane. - odparała Van.
  - Dlaczego ja nic o tym nie wiem? - spytałam.
  - Przyszykowałam to już, gdy zadzwoniłam do Delly. Dopiero później powiedziałam ci o tym. Zresztą ty dopiero, co się przebrałaś. - uśmiechnęła się.
  - No to co. Nie miałam żanych planów na dzisiaj, więc nie chciało mi się przebierać piżamy. - powiedziałam.
  - Nie ważne. Chodźcie już do ogrodu. - odparła Vanessa i wyszliśmy na zewnątrz. Poszliśmy do altanki i usiedliśmy na ławce.
  - Nie sądziłem, że macie taki wielki dom. - odezwał się Ell.
  - No z przodu tak nie wygląda. - odpowiedziałam.
  - A tak w ogóle to, gdzie ty i Ross leżycie? - spytała Rydel, a ja i Ross spojrzeliśmy na siebie.
  - Tam koło wierzby rozkładamy koc i leżymy pod gwiazdami i rozmawiamy. - odparłam.
  - A połóżcie się tak teraz. - odezwała się Van.
  - A po co? - zapytał Ross.
  - A tak chcę zobaczyć, jak blisko siebie jesteście. - uśmiechnęła się moja siostra. - Oj co wam szkodzi. - powiedziała. Spojrzałam na Rossa. Kiwnął lekko głową na tak.
  - Okay, niech ci będzie. - odparłam i oboje wstaliśmy. Poszliśmy na nasze miejsce i położyliżmy się obok siebie. Teraz nie jest tak romantycznie jak w nocy.
  - Rozmawiałaś z Jake'iem? - spytał.
  - A jak myślisz?
  - Nie.
  - No dobrze myślisz. Boję się, że on powie mi, że coś do mnie czuje, ale ja chyba nie odwzajemniam jego uczuć.
  - Będzie dobrze, Lau.
  - No ja myślę. - westchnęłam.
  - A wy co już wczuliście się w swoje klimaty i odpłynęliście? - spytał Riker. Wstaliśmy z trawy i wróciliśmy z powrotem do altanki.
  - A co już porozmawiać na osobności nie można? - odparł Ross.
  - O czym gadaliście? - powiedziała Van.
  - A to są już nasze sprawy. - odezwałam się.
  - Okay, jak nie chcecie to nie mówcie. Pewnie macie swoje sekrety. - odpowiedziała Rydel i tym zakończyliśmy temat o nas, bo później rozmawialiśmy o wszystkim, co na wpadło nam do głowy. Czas lecał mi nieubłagalnie szybko i w miłej atmosferze. W trakcie raz dzwonił do mnie Jake, ale nie odebrałam. Obawiam się, że on dziś do mnie przyjdzie i to bez uprzedzenia. Moje myśli okazały się słuszne, bo przed piątą zobaczyłam Jacoba idącego w kierunku altanki. Spojrzałam na Rossa, który chyba trochę się spiął. Po chwili Jake podszedł do nas.
  - Hej Lau. - przywitał się. Widziałam, że jego wzrok, co chwilę uciekał na Rossa. Przypomniało mi się, gdy oni pierwszy raz się poznali. Wtedy trochę się pokłócili.
  - Hej Jake. - odpowiedziałam. - Przedstawię ci moich przyjaciół, ale Rossa już znasz.
  - Tak. - odparł.
  - To jest Rydel, Riker, Rocky i Ellington. - wskazywałam na nich. - A wy poznajcie Jake'a. - powiedziałam i wszyscy podali sobie dłonie. Zrobili to nawet Ross i Jake.
  - Po co w ogóle przyszedłeś? - spytałam, ale wiedziałam dlaczego.
  - Muszę z tobą porozmawiać o tym, co się wydarzyło wczoraj.
  - Nie wiem, czy chcę znać prawdę.
  - Lau, proszę. To jest ważne. - powidział proszącym tonem.
  - Jake, ja nie wiem, co mam ci powiedzieć.
  - To tylko jedna rozmowa.
  - Skoro nie chce z tobą gadać to czego od niej chcesz? - odezwał się nagle Ross. Nie zabrzmiało to łagodnie.
  - Nie wtrącaj się, okay? Nie do ciebie przyszedłem. - odparł takim samym tonem, co blondyn. Oni zaraz zaczną się kłócić jeśli ich nie rozdzielę.
  - Jake chodź. Powiesz mi wszystko. - powiedziałam, wstając z ławki.
  - Okay. - odparł i wyszliśmy z altanki. Weszliśmy do domu, po czym udaliśmy się do mojego pokoju. Usiedliśmy na kanapie. Tak jak poprzednio zapanowała pomiędzy nami niezręczna cisza. Zaczęłam bawić się moimi palcami. Jake też był spięty. Siedział zgarbiony, a splecione ręce trzymał na kolanach. Jeśli tak mamy się zachowywać to nie wiem, jak dalej ma wyglądać nasza relacja. Tego właśnie się bałam. Teraz bardziej obawiałam się tego, co Jake może pwiedzieć. Co jeśli on wyzna mi uczucia? Co jeśli zapyta mnie, czy chcę zostać jego dziewczyną? Co mam mu wtedy odpowiedzieć? Co jeśli odmówię, a on się na mnie obrazi? Nie chcę tego, ale przecież ja chyba nic do niego nie czuję. Westchnęłam ciężko. Niech on już w końcu coś powie. Zerknęłam na niego. Chyba nie wyglądało, żeby zaczął mówić.
  - Jake możesz mi wytłumczyć, jak to się stało, że mnie pocałowałeś? - spytałam cicho. Spojrzałam na niego kątem oka. Wyprostował się i głośno wciągnął powietrze.
  - Lau ja po prostu poczułem się tak samo jak ostatnio. Gdy spojrzałem ci w oczy to zapragnąłem cię pocałować. Ty się nie ruszałaś, więc myślałem, że może tego chcesz i tak jakoś samo wyszło. Chyba się nie obraziłaś na mnie przez to? - spytał, patrząc na mnie.
  - Ja nie obraziłam się na ciebie. Po prostu dręczył mnie ten pocałunek. Czy ty coś podczas niego czułeś? - zapytałam nieśmiało. Nie otrzymałam od razu odpowiedzi. Sekundy dłużyły mi się niemiłosiernie.
  - Będę z tobą szczery. - odezwał się po jakiejś minucie. Pokiwałam głową. - Ja przez ten pocałunek poczułem, że ty nie jesteś dla mnie obojętna. Ja... chyba się w tobie zakochałem. - powiedział, a mnie zamurowało. Jego słowa wbiły mnie dosłownie w kanapę. Że co? Czy ja się przypadkiem nie przesłyszałam? Czy Jake właśnie wyznał mi swoje uczucia? Jak teraz niby ma wyglądać nasza przyjaźń skoro on coś do mnie czuje, a ja nie? Nasze spotkania będą wygladały właśnie tak? Czyli, co chwilę panuje niezręczna cisza i nie wiemy, co powiedzieć? Jejku, jak jeden pocałunek może tak wszystko skomplikować. Okay, ogarnij się już Laura! Wszystko będze dobrze.
  - Jake ja nie wiem, co mam ci powiedzieć. - odezwałam się.
  - Prawdę.
  - Okay. - westchnęłam ciężko. - Wiesz, bo ja... - nagle głos uwiązł mi w gardle. - Ja chyba nic do ciebie nie czuję. Ten pocałunek nie uszczęśliwił mnie. Nic szczególnego podczas niego nie poczułam. Jake proszę cię tylko się nie obrażaj na mnie za to. - spojrzałam mu w oczy. Zobaczyłam w nich smutek. Zresztą, co innego on może czuć? Przecież właśnie powiedziałam, że nic do niego nie czuję.
  - Nie obrażę się, bo jesteś dla mnie ważna i nie chcę cię stracić. - odpowiedział smutno.
  - Jake ja tylko powiedziałam prawdę. Nie chciałam cię okłamywać.
  - Wolę, żebyć mówiła prawdę niż kłamała, bo przynajmniej wiem na czym stoję.
  - Ale jesteś przeze mnie smutny.
  - Przejdzie mi. Wystarczy, żebyś ty była obok mnie, a będę wesleszy. - uśmiechnął się lekko. Przytuliłam go, a on odwzajemnił uścisk. W co ja się wpakowałam? Po jedenj stronie Jake, a po drugiej Ross. Będzie mi teraz ciężko i już to wiem.
  - Już ci lepiej? - spytałam.
  - Tak, trochę mnie pocieszyłaś. - odparł i odsunął się ode mnie.
  - Cieszę się, że doszliśmy do porozumnia.
  - Tak, ja też. Napewno nic do mnie nie czujesz? - spytał, a w jego głosie wyczułam nutkę nadziei.
  - Nie wiem. Chyba nie. Nie doszłam jeszcze do tego. Może kiedyś przejrzę na oczy.
  - A do Rossa coś czujesz? - spojrzał mi w oczy.
  - Chyba nie, ale ja nie jestem pewna, co do was dwojga.
  - Ale on chyba cię nie pocałował, co nie?
  - Nie. Do takich rzeczy, jak na razie pomiędzy nami nie doszło.
  - Aha. Pewnie chcesz teraz już iść do swoich przyjaciół? Zresztą przyszłem do ciebie niezapowiedzianie i przerwałem ci spotkanie z nimi.
  - Tak, chyba do nich dołączę. Pewnie są ciekawi, o czym rozmawiamy. - powiedziałam. Pewnie szczególnie dziewczyny i Ross.
  - Okay, to już nie będę wam przeszkadzał. - odparł i wstał z kanapy. Ja zaraz zrobiłam to samo.
  - To chodź, odprowadzę cię do bramy. - odpowiedziałam. Wyszliśmy z mojego pokoju i zeszliśmy na dół, po czym wyszliśmy z domu głównymi drzwiami. Zatrzymaliśmy się koło ogrodzenia. Przytuliliśmy się na pożegnanie.
  - To pa Lau. - odezwał się Jake, gdy się puściliśmy.
  - Pa Jake. - powiedziałam, a on otworzył drzwiczki bramy i wyszedł na chodnik. Westchnęłam, po czym ruszyłam w kierunku altanki.
                                                                  ~*~
Zaraz po przyjaściu Jake'a...
                                                             ★Ross★

Rozmawialiśmy, gdy nagle zobaczyłem Jake'a idącego w stronę altanki. Moje ciało od razu napięło się. Po chwili szatyn stanął przed Laurą.
  - Hej Lau. - powiedział. Posłał mi złowrogie spojrzenie, a ja zrobiłem to samo. Nie lubię go, to fakt.
  - Hej Jake. - odparła Laura. - Przedstawię ci moich przyjaciół, ale Rossa już znasz.
  - Tak. - odpowiedział ironicznym głosem. Zmrużyłem lekko oczy.
  - To jest Rydel, Riker, Rocky i Ellington. - wskazywała na moje rodzeństwo i przyjaciela. - A wy poznajcie Jake'a. - powiedziała i wszyscy podali sobie dłonie. Nawet ja to zrobiłem. Przy tym ścisnęliśmy sobie mocno ręce i posłaliśmy kolejne złowrogie spojrzenia.
  - Po co w ogóle przyszedłeś? - spytała Laura.
  - Muszę z tobą porozmawiać o tym, co się wydarzyło wczoraj.
  - Nie wiem, czy chcę znać prawdę.
  - Lau, proszę. To jest ważne. - powidział proszącym tonem.
  - Jake, ja nie wiem, co mam ci powiedzieć.
  - To tylko jedna rozmowa.
  - Skoro nie chce z tobą gadać to czego od niej chcesz? - odezwałem poddenerwowanym głosem.
  - Nie wtrącaj się, okay? Nie do ciebie przyszedłem. - odparł takim samym tonem.
  - Jake chodź. Powiesz mi wszystko. - powiedziała Laura, wstając z ławki.
  - Okay. - odparł. Gdy już wychodzili szatyn nagle odwrócił się i posłał mi zwycięskie spojrzenie, a ja tylko zmierzyłem go wzrokiem, a pięści same mi się zacisnęły. Jednak zaraz je puściłem. Patrzyłem, jak oni odchodzą aż znikli mi z pola widzenia, bo weszli do domu.
  - Wow, co to w ogóle było? - odezwała się Rydel.
  - O co ci chodzi? - spytałem już normalnym tonem.
  - Jesteś zazrosny o Jake'a. - uśmiechnęła się.
  - Co? Nie. Niby, czemu miałbym być?
  - Widziałam, jak na siebie patrzycie. Normalnie zabijaliście się wzrokiem. Zresztą byłeś taki spięty.
  - Po prostu nie przepadam za nim, okay?
  - Chyba nawet wiem dlaczego. On też jest blisko Laury i na dodatek ją pocałował.
  - No to, co z tego? Przecież ona nic do niego nie czuje.
  - A jesteś tego taki pewny?
  - No nie wiem.
  - Ale przyznaj, że byłeś zazdrosny.
  - Nie i nie myślcie sobie, że ja coś czuję do Laury. - odparłem i wstałem z ławki, po czym wyszedłem z altanki. Poszedłem pod wierzbę. Oparłem się o pień. Westchnąłem. Nie ufam temu Jake'owi. Laura przecież mówiła mi, że kiedyś był pewny siebie i wyluzowany. Pewnie wtedy podrywał wiele dziewczyn i już wie, co ma robić. Co jeśli tylko przed Laurą udaje takiego miłego? A może nadal jest taki jaki był? Może chce wykorzystać Laurę, żeby się wzbogacić? Może on tylko gra i próbuje ją zdobyć, a przy okazji odciąć ją ode mnie? To by wyjaśniało dlaczego ją pocałował. Teraz Laura ma wątpliwości, co do swoich uczuć. On robi się coraz pewniejszy. Wydaje mi się, że następnym krokiem będzie pytanie o chodzenie. Wtedy pewnie będzie chciał się mnie pozbyć, bo mu będę przeszkadzał. Jednak ze mną nie ma tak łatwo. Ja się szybko nie poddaję. Nie pozwolę, żeby on doprowadził do tego, że Laura zerwie ze mną kontakt. Niech sobie nie myśli, że ze mną wygra. Wątpię, żeby Laura przestała się ze mną przyjaźnić. Nie pozwolę na to, żebym ją stracił przez niego. Nawet już nie tylko ze względu na zadanie tylko dlatego, że naprawdę ją polubiłem. Ona stała się dla mnie ważna. Brzmię tak jakbym był w niej zakochany, ale ja nic do niej nie czuję. Tylko ją lubię. Nie mogę się w niej zakochać. Wiem, że i tak będę cierpiał po tym, gdy ją oddam Romwellom, ale gdybym ją kochał to byłby to dwa razy większy ból. Szczerze? To wolałbym ją stracić przez Jake'a niż przez Romwellów. Z nimi nie mogę walczyć i nie mam na to najmniejszych szans, ale z Jacobem już tak. O czym oni teraz rozmawiają? Pewie o tym pocałunku. Co jeśli on spyta, czy Laura chce zostać jego dziewczyną? Zgodziłaby się? Wczoraj mówiła, że nie, ale nigdy nic nie wiadomo. Ona wtedy nie odsunie się ode mnie. Wiem to. Zresztą i tak będę do niej przychodził w nocy, jak to dotąd było. Tego nie chcę zmieniać. Tak samo naszej relacji. Jest mi z nią dobrze w przyjaźni. Jednak nie mogę pozwolić na nic więcej. Szczególnie nie może dojść między nami do pocałunku. On wszystko, by skomplikował. Muszę być silny. Po prostu nie mogę zbyt długo patrzeć jej w oczy, bo to prowadzi tylko do jednego. Jak na razie to dobrze mi to idzie. Nie doszło między nami do większych zbliżeń. Jest tak, jak chciałem. Wystarczy mi tylko przytulanie się. Jednak muszę przyznać, że takiej dziewczyny jak Laura nie spotkałem dotąd i chyba raczej nie spotkam. Ona jest moją najlepszą przyjaciółką. Nagle usłyszałem, że dzwoni mój telefon, więc wyciągnąłem go z kieszeni. Spojrzałem na ekran. Numer zastrzeżony. Przez całe moje ciało w jednej sekundzie przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Co oni ode mnie chcą? Westchnąłem ciężko i nacisnąłem zieloną słuchawkę. Przyłożyłem telefon do ucha.
  - Witaj Lynch. - usłyszałem głos Josha.
  - Co ode mnie chciecie? - spytałem od razu.
  - A czego my możemy chcieć oprócz tej córki milionerów? Jak ci z nią idzie?
  - Dobrze, ale chyba jeszcze nie wyszłaby ze mną nigdzie w nocy. Do pierwszego sierpnia to się zmieni.
  - Pamiętaj masz tylko ponad tydzień i ani dnia dłużej. Zrozumiałeś? - spytał groźniejszym tonem.
  - Tak. Gdzie mam ją przyprowadzić?
  - To już uzgodnimy dzień przed.
  - Dobrze. - odparłem i usłyszałem pikanie. Wyłączyłem telefon i głośno westchnąłem. Oparłem tył głowy o pień wierzby. W myślach pozostały mi tylko te słowa: masz tylko ponad tydzień. Nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko zleciał. Nim się obejrzę, a nadejdzie pierwszy sierpnia i będę musiał oddać Laurę Romwellom. Jak ja tego nie chcę. Jednak niestety czas nieubłaglnie płyne i w końcu nadejdzie ten okropny dzień. Chciałbym przedłużyć mój termin, ale oni się na to nie zgodzą. Pewnie, gdybym powiedział im, że idzie mi dobrze to mógłbym stracić Laurę szybciej. Teraz to już chyba nie wyobrażam sobie, żeby zabrakło jej w moim życiu. Ona powoduje uśmiech na mojej twarzy. Wystarczy mi sama jej obecność, żebym był szczęśliwy. Nagle zauważyłem, że gałęzie wierzby rozchylają się i zobczyłem Laurę. Nie była za wesoła.
  - Hej Ross. - odezwała się i stanęła obok.
  - Hej. Jak tam rozmowa z Jake'iem? - spytałem.
  - Nie było tak źle. - westchnęła.
  - Nie? To dlaczego jesteś smutna?
  - Jake powiedził mi, że chyba jest we mnie zakochany. - odparła. Skoro wyznał jej uczucia to wkrótce może spytać ją o zostanie jego dziewczyną.
  - Jak to przyjęłaś?
  - Zamurowało mnie. Nie wiedziałam, jak mam na to zareagować. Jednak powiedziałam mu prawdę, że chyba nic do niego nie czuję. Jego to zasmuciło, ale nie obraził się na mnie. Spytał mnie również, czy ja czuję coś do ciebie. - spojrzała na mnie. Na chwilę wstrzymałem oddech. - No i powiedziałam, że też raczej nie. - odparła, a ja bezgłośnie wypuściłem powietrze. Gdyby ona coś do mnie czuła to trochę, by się pokąplikowało. Nie trochę. Bardzo.
  - I co teraz z tym zrobisz?
  - Nie mam zielonego pojęcia. Nigdy jeszcze nie byłam w takiej sytucaji.
  - Miłość łatwa nie jest. Czasami po prostu potrzeba czasu, aby zrozumieć, że się kogoś kocha.
  - Masz rację. - przytaknęła. Na chwilę zapanowała pomiędzy nami cisza. Widziałem, że Laura nad czymś się zastanawia i się waha. Skąd to wiem? Już dobrze ją znam. - Ross? - odezwała się.
  - Tak?
  - A czy ty coś do mnie czujesz? - spytała cicho, po czym przygryzła wargę. Na chwilę mnie zmroziło. Nie spodziewałem się, że zada mi takie pytanie. Może kiedy indziej tak, ale nie w tym momencie. Spojrzałem na nią. Patrzyła na mnie z wyraźnym oczekiwaniem na moją odpowiedź.
  - Wiesz Lau, ja chyba raczej nic do ciebie nie czuję. Dlaczego pytasz?
  - Chciałam po prostu wiedzieć. Zresztą, gdybyście ty i Jake coś do mnie czuli to wszystko stałoby się skomplikowane.
  - No w sumie masz rację. - uśmiechnąłem się, a Laura nagle się do mnie przytuliła. W pierwszej chwili nie wiedziałem, co mam zrobić, ale zaraz objąłem ją w pasie i przysunąłem bliżej siebie. Dlaczego tak nagle to zrobiła?
  - Ciszę się, że jesteś moim przyjacielem. - szepnęła. Domyślam się, że teraz się uśmiecha. Na moje usta również wkradł się uśmiech.
  - Ja też się z tego cieszę. - powiedziałem również szeptem. Chwilę trwaliśmy w objęciach, co nawet mi się podobało. Jednak po kilku sekundach Laura poluźniła uścisk.
  - Chodźmy do reszty. - odparła, a ja tylko kiwnąłem głową. Rozchyliliśmy gałązki i wyszliśmy z pod wierzby. Poszliśmy do altanki i usiedliśmy na ławce. Jednak w moich myślach pozostała ta wcześniejsza sytuacja. Co oznaczał ten gest? Laura chciała się ot tak do mnie przytulić? Może tak. Nie będę nad tym długo zastanawiać.
  - Już do nas wróciliście? Myślałam, że dłużej będziecie romansować. - zaśmiała się Vanessa.
  - Oj cicho bądź Van. Nie zaczynaj znów tego tematu. - odpowiedziała Lau.
  - Okay, niech ci będzie, ale ja lubię mówić o was.
  - Tak? To może polub historie o tobie i o Rikerze. - odparła. Zauważyłem, że Riker się uśmiechnął. Czy mi się wydaje, czy on chciałby słuchać takich rzeczy?
  - Przestań Lau. Mnie i Rikera nic nie łączy poza przyjaźnią. Prawda Riker?
  - Tak, prawda. - powiedział, ale bez przekonania. Coś tu się kroi. Ja doskonale wiem kiedy Riker jest zakochany. Ostatnio zauważyłem pierwsze oznaki tego. Po spotkaniu z Vanessą przyszedł do domu cały w skowronkach. Już dawno go takiego nie widziałem. Chciałbym mu pomóc w zdobyciu miłości. A co mi tam. Przynajmniej będę miał jakąś rozrywkę. Powiem o tym Laurze, a ona pewnością podroczy trochę się z Vanessą. Skoro Van próbuje połączyć mnie i Lau to ja zrobię tak samo. Oj coś mi się wydaje, że będzie się działo.
  - Ja i Ross tylko się przyjaźnimy. Prawda Ross? - usłyszałem swoje imię wypowiadane przez Laurę.
  - Tak. - odparłem. Nawet nie wiem o czym mówili, ale napewno dotyczyło mnie i Lau.
  - Możemy już skończyć ten temat? - spytała brunetka.
  - Okay, niech ci będzie. - odpowiedziała Van.
  - I dobrze. - uśmiechnęła się Laura. Później pochłonęliśmy się w żywej rozmowie. Godzina mijała za godziną.
  - Lauro, Vanesso, wasi rodzicie chcą, żebyście zjedli z nimi kolację. Wasi przyjaciele też mogą przyjść, jeśli chcą. - powiedział lokaj, który wszedł do altanki.
  - Dobrze, za chwilę przyjdziemy. - odparła Laura, a mężczyzna odszedł.
  - Chcecie zjeść z nami i naszymi rodzicami kolację? - spytała Vanessa.
  - Co jeśli będą chcieli przekazać wam jakąś ważną informację? Będziemy tylko przeszkadzać. - odezwał się Riker.
  - Gdyby tak było to nie zapraszaliby was. - odparła Laura.
  - W sumie to przez to poznamy waszych rodziców, więc czemu nie. - odpowiedziała Rydel. - Chłopaki zgadzacie się? - spytała, a my pokiwaliśmy głowami na tak.
  - Okay, to chodźmy do domu. - odezwała się Vanessa. Wystaliśmy z ławki i poszliśmy ścieżką w kierunku budynku. Weszliśmy do środka, ściągnęliśmy buty i udaliśmy się do jadalni. Szczerze? To jakoś nie za bardzo chcę być na tej kolacji.
  - Cześć. - odezwały się Laura i Vanessa.
  - Część dziewczynki. - odpowiedzieli ich rodzice. Już zauważyłem, że są trochę poważni.
  - Dzień dobry państwu. - powiedzieliśmy razem.
  - Dzień dobry.
  - Zapewne wiecie, jak się nazywamy, ale i tak wam się przedstawimy. Ja jestem Ellen Marano, a to jest mój mąż Damiano.
  - Miło mi państwa poznać. Ja jestem Rydel Lynch, a to są moi bracia: Riker, Rocky i Ross oraz nasz przyjaciel rodziny Ellington Ratliff. - Rydel wskazywała na nas wszystkich.
  - Usiądźmy wszyscy. - odezwał się pan Damiano i tak zrobiliśmy. Usiadłem obok Laury. Spojrzeliśmy na siebie. Wyglądała na trochę spiętą. Zresztą o sobie mogę powiedzieć to samo.
  - Lauro, Vanesso jutro w naszym domu odbędzie się przyjęcie z okazji 50-lecia mojej firmy. Będą na nim zarówno Jacob i Brayan, co pewnie was cieszy. Ubierzcie się ładnie, bo to będzie nawet wystawna impreza. Wszystko zacznie się o 17:00. - powiedział pan Damiano.
  - Cieszę się, że będzie Jake. - uśmiechnęła się Laura.
  - Tak, ja też, że zobaczę Brayana. - odparła trochę smutno Vanessa. Zauważyłem, że Riker patrzy na nią i wysyła jej współczujące spojrzenie. Laura tak samo. O co chodzi?
  - A tak w ogóle to, o której się ona się skończy? - spytała Lau. Spojrzała na mnie kątem oka.
  - Nie wiem, to zależy, ale pewnie tak do jedenastej się przeciągnie. - odpowiedział jej tata. Czyli, że jutro nie będę mógł za bardzo do niej pójść. Po chwili do jadalni weszli lokaje z tacami. Przed każdym postawili talerz z zapiekanym makaronem z serem i mięsem mielonym i polane sosem. Smakowicie pachniało i tak też smakowało.
  - To czym wy się zajmujecie? - spytała pani Ellen.
  - Jesteśmy zespołem R5. - odpowiedział Riker.
  - R5 mówicie? Może kiedyś ta nazwa obiła mi się o uszy, ale nie słyszałam waszych piosenek. Chyba nie jesteście bardzo znani.
  - No nie wiem, ale na nasze koncerty przychodzi tysiące fanów, więc jednak jesteśmy znani. - odezwała się Rydel.
  - Nie ważne z tym. Dobrze wam się układa? - spytała, a my spojrzeliśmy na siebie.
  - Jak na razie to zwiesiliśmy swoją działalność, bo chcieliśmy trochę odpocząć. - powiedziałem i posmutniałem trochę.
  - Czyli, że teraz nic nie robicie?
  - Nie lenimy się, bo jesteśmy w trakcie tworzenia nowego albumu, który się pojawi, gdy wrócimy na scenę. - odparł Rocky.
  - To czyli, że wam się jakoś wiedzie. Z pieniędzmi raczej nie macie problemów, prawda? - spytał pan Damiano.
  - No nie. - odpowiedział Ell.
  - A wasi rodzice, czym się zajmują? - spytał, a my posmutnieliśmy. Laura i Vanessa spojrzały na nas.
  - Nasi rodzice niestety nie żyją. Zgięli w katastrofie lotnczej trzy lata temu. - odezwała się Rydel.
  - Współczuję wam. - powiedziała pani Ellen.
  - Dobrze, nie będziemy już was bardziej męczyć. Zajmijmy się jedzeniem. - odparł pan Damiano. Pewnie tym chciał zakonczyć ten temat, który zaczął. Cieszę się, bo nie lubię o tym mówić. Po skończonym posiłku wstaliśmy od stołu i pożegnaliśmy się z państwem Marano. Laura i Vanessa odprowadziły nas do bramy.
  - Przyjdziesz dzisiaj? - spytała Lau, gdy wypuściliśmy się z objęć.
  - A jak myślisz? - uśmiechnąłem się.
  - To fajnie. Będę na ciebie czekała. - odwzajemniła mój gest.
  - To w takim razie do zobaczenia.
  - Pa Ross. - odpowiedziała, a ja i moje rodzeństwo wyszliśmy z bramę i szliśmy do domu.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Podoba wam się rozdział? Myślę, że nie jest taki zły. Jesteście może zaskoczeni tym, że Jake jest zakochany w Laurze? Romwellowie dali o sobie znać. Z nimi się później będzie działo. Relacja Raury już pomału zaczyna się coraz bardzie pogłębiać, co pewnie was cieszy.
Do napisania!!!

Proszę komentujcie!

czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 22

"There ain't no way that I could ever forget you." ~ "Nie ma mowy, że ja kiedykolwiek mogę Cię zapomnieć." - Lightning Strikes

~Los Angeles, 16.07.2015r.~
                                                             ★Laura★

Siedzę pod wierzbą ze słuchawkami na uszach, z których wydobywają się piosenki R5 i kończę rysunek Rossa. Nawet wygląda podobnie, czego się nie spodziewałam. Podoba mi się, jednak i tak nie oddaje jego prawdziwego wyglądu. Oddaliłam swoją pracę od siebie i przyjrzałam się jej, po czym dodałam drobne poparawki. Chyba już go skończyłam. Lepiej nie będzie. Gorzej będzie narysować mój autoportret. Po co Rossowi moje rysunki? Może go o to spytam. Po chwili usłyszałam, że mój telefon dzwoni. Zauważyłam, że to Jake. No jest już po czwartej i skończył pracę, więc pewnie chce się ze mną spotkać. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam przedmiot do ucha.
  - Hej Jake. - odezwałam się.
  - Hej Lau. Skończyłem już pracę. Może spotkamy się?
  - Okay, czemu nie. Gdzie i o której?
  - Może na plaży, za pół godziny?
  - Okay, gdzie będziesz na mnie czekał?
  - Przed wejściem, więc myślę, że jakoś mnie zobaczysz.
  - Dobrze, to do zobaczenia.
  - Pa Lau. - odpowiedział, po czym rozłączył się, bo usłyszałam pikanie. Szczerze powiedziawszy to trochę się boję tego spotaknia. Co jeśli znów będzie chciał mnie pocałować? Będziemy na plaży, więc nawet jest romantyczniej. Jednak chyba znów mu na to nie pozwolę. Chociaż nie wiem, jak to się potoczy. Dobra, trzeba trochę się odświeżyć. Pozbierałam ołówki i wyszłam spod wierzby. Weszłam do domu, po czym udałam się do swojego pokoju. Położyłam przybory i rysunek na biurku i poszłam do garderoby. Co by tu ubrać? Po namyśle wybrałam luźną szarą bluzkę z krótkim rękawem i czarne, obcisłe spodnie, a do tego czarne sandały na niskim obcasie. Ubrałam się w te rzeczy, po czym podeszłam do toaletki. Rozczesałam włosy i związałam je w luźny, lekko rozpadający się kok. Wyciągnęłam dwa krótie kosmki, aby opadały mi z boku twarzy. Na rzęsy nałożyłam tusz, a na usta błyszczyk. Popsikałam się jeszcze perfumami. Spojrzałam ostatni raz w lustro. Okay, jestem gotowa. Do kieszeni włożyłam telefon i trochę pieniędzy na taksówkę w razie czego. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół do kuchni. Tam zastałam Vanessę rozmawiajcą z Natalie.
  - Cześć. - odezałam się, a one na mnie spojrzały.
  - Cześć Lauro. - odpowiedziała gosposia.
  - Hej. Gdzie się tak wystroiłaś? - spytała moja siostra.
  - Idę na spotkanie z Jake'iem.
  - Nie boisz się, że znów będzie chciał cię pocałować?
  - Trochę tak, ale będzie, co będzie.
  - Później mi wszystko opowiesz, co nie?
  - Jak zawsze. To ja już idę.
  - Baw się dobrze. - uśmiechnęła się Natalie.
  - Dobrze, ale nie za dobrze. - odprła Van, a ja tylko zaśmiałam się pod nosem, po czym wyszłam z kuchni, a później z domu. Wyciągnęłam telefon w celu sprawdzenia godziny. 16:30, czyli mam jeszcze 15 minut. Tyle w sam raz wystarczy mi, żeby dojść na plażę pieszo. Szłam trochę szybszym tempem, bo nie chciałam się spóźnić. Jak moje życie w ciągu tych dwóch tygodni się zmieniło. Nie mogę w to uwierzyć. Mam wspaniałych przyjaciół, a w tym dwójkę najlepszych, czyli Rossa i Jake'a. Wcześniej posiadanie prawdziwych przyjaciół to było dla mnie coś o czym mogłam tylko pomarzyć. Jednak ta przeprowadzka dużo dobrego mi dała. Nawet nie widzę minusów. Wtedy też nie miałam takich problemów, jak wybranie jednego z pośród chłopaków, czy uświadamianie sobie, że jestem zakochana. Tego drugiego nie wiem. Nie będę na siłę nad tym myśleć, bo to wyjaśnienie samo przyjdzie z czasem. W Los Angeles, jak na razie to nie przytrafiły mi się żadne złe rzeczy, z czego się cieszę. Mam nadzieję, że teraz wszystko będzie się dobrze układać. Takie myśli towarzyszyły mi do dojścia na miejsce. Od razu zobaczyłam Jake'a, bo stał zaraz obok wejścia. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się. Podeszłam do niego.
  - Hej Lau. - odezwał się.
  - Hej Jake. - odpowiedziałam.
  - Idziemy na plażę? - spytał, a ja przytaknęłam. Gdy tylko moje stopy zanurzyły się w ciepłym piasku, ściągnęłam buty. Kierowaliśmy się w stronę wody, a później szliśmy równo z brzegiem.
  - Co tam u ciebie słychać? - zapytałam.
  - Dobrze, dzisiaj w pracy stworzyłem projekt domu, który spodobał się twojemu tacie, a u ciebie coś się działo?
  - To fajnie. U mnie natomiast nic ciekawego się nie wydarzyło. Cały dzień spędziłam nie wychodząc poza teren domu. - odpowiedziałam i zapanowała pomiędzy nami cisza. Lekki stres związany ze spotkaniem z Jacobem już mi minął, z czego się cieszę. Mam nadzieję, że dzisiaj nie dojdzie do podobnej sytuacji, co ostatnio.
  - Lubisz być na plaży? - spytał po chwili.
  - Tak i to bardzo, a szególnie, gdy zachodzi słońce, bo jest wtedy romantycznie. Kocham też szum oceanu, bo on mnie uspokaja i przyjemnie mi się przy nim myśli. Na plaży po prostu się odprężam. A ty?
  - Też, ale chyba nie tak bardzo, jak ty. Tutaj miło spędza się czas.
  - To prawda.
  - Masz może ideał chłopaka? - spytał, a ja spojrzałam na niego.
  - Nie mam takich wytycznych, że musi to być blondyn albo brunet, lub inne rzeczy związane z wyglądem. Dla mnie bardziej liczy się wnętrze. Chciałabym, żeby mój wymarzony chłopak wspierał mnie w każdej sytuacji, był przy mnie w smutku i radości. Chcę mu bezwarunkowo zaufać. Jednak najważniesze, żeby mnie kochał i był ze mną szczery. A ty masz swój ideał dziewczyny?
  - Jeśli mam być szczery to wolę brunetki, ale sam nie wiem dlaczego. Może dlatego, że ty nią jesteś. - uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam jego gest. - Też chcę, żeby dziewczyna była ze mną szczera, ufała mi, kochała. To są takie podstawowe fundamenty do udanego związku.
  - Masz jakąś na oku?
  - Oprócz ciebie to nie mam, a ty?
  - Ja mam ciebie i Rossa, jako moich najlepszych przyjaciół.
  - Może usiądziemy? - spytał, a ja przytaknęłam. Oddaliliśmy się trochę od brzegu, po czym usiedliśmy na pisaku. Jake był bliko mnie, bo stykaliśmy się ramionami.
  - Wiesz, mam takie przeczucie, że mogę cię stracić. Wzięło się to chyba stąd, że ty spędzasz dużo czasu z Rossem. Gdybyś z nim była to, co z robisz ze mną? - spytał patrząc mi w oczy. Przedwczoraj Ross zadał mi takie samo pytanie. Czy oni naprawdę tak się boją, że ich zostawię? Ta sytuacja mnie zadziwia.
  - Jak na razie to z żadnym z was nie jestem i jak na razie to tego za bardzo nie planuję, ale nawet jeśli tak by się stało to nie wiem, czy potarfiłabym nagle przestać się z tobą przyjaźnić. - odpowiedziałam, a swój wzrok skupiłam na jego oczach, w których zobaczyłam niepokój, ale też pewność?
  - Mam nadzieję, że tak się stanie. - odpowiedział i nagle zaczął się do mnie zbliżać. Znowu on chce mnie pocałować? Czy ja tego chcę? Czy chcę właśnie z Jake'iem przeżyć mój pierwszy pocałunek? Czy jestem na to gotowa? Czy to nie zaważy na naszej przyjaźni? Czy coś się przez to zmieni? Co mam zrobić, odsunąć się, czy mu na to pozwolić? Gdy te myśli przelatywały mi przez umysł z prędkością światła to całe moje ciało się zwiesiło i nie mogło wykonać żadnego ruchu. Serce zaczęło mi walić z tych emocji. W końcu poczułam na swoich ustach wargi Jake'a. Pocałował mnie bardzo delikatnie. Jednak moje serce waraz z tym gestem zabiło trochę szybiciej, ale zaraz ustało. Odsunęłam się od Jake'a i spojrzałam mu w oczy. Zaobczyłam w nich radość, ale też strach. Nie wierzę, że na to pozwoliłam. Przecież my jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele się nie całują.
  - Jake. - szepnęłam, po czym zerwałam się z piasku i zaczęłam biec.
  - Laura! Stój! - krzyknął, ale ja tylko przyspieszyłam. Szybko wybiegłam z plaży i zatrzymałam taksówkę, po czym odjechałam. Jak w ogóle do tego doszło? Dlaczego na to pozwoliłam? Dlaczego nic nie zrobiłam? Dlaczego nic podczas tego pocałunku nic nie poczułam? Nie tak wyobrażałam go sobie. Myślałam, że wtedy szczęście rozsadza ciało od środka, ale tak nie było. Czyli tak się rzeczywiście czuje? Czyli, że te wszystkie książki, które czytałam, kłamią? Wiedziałam, że skoro Jake raz się odważył mnie pocałować, ale mu się nie udało, to spróbuje drugi raz. Czy to teraz coś zmieni? Będziemy bardziej skrępowani, a rozmowa nie będzie nam się kleiła? Co teraz będzie? Jak ja mam mu teraz spojrzeć w oczy? Porozmawiać? Wtedy przecież ledwo się na to odważyłam, a teraz? Wiem, że znów muszę to z nim wyjaśnić, ale teraz bardziej się boję, że on coś do mnie czuje. Widziałam jego radość w oczach. Co jeśli, gdy się spotkamy, to wyzna mi uczucia? Jak mam na to zareagować? Postaram to się przyjąć. Jednak pewnie nie byłoby tak jak na początku naszej przyjaźni. Coś zapewne się zmieni. Pozostało mi jedno, najważniejsze pytanie, czy ja coś czuję do Jake'a? Może nie skoro ten pocałunek mnie nie uszczęśliwił. Zresztą nie znamy się długo, więc nie wiem, czy zdążyłam się w nim zakochać. Chyba do tego nie doszło. Może po prostu nie jestem w stane sobie uświadomić swoich uczuć? W sprawie miłości to nie wiem zbyt dużo. Co innego przeczytać o niej w książce, a co innego ją doznać we własnym życiu. Tyle pytanań już tyle sobie zadałam, a tylko na niektóre odrobinę jestem w stanie odpowiedzieć. Jak to wszystko się pokąplikowało. Zdecydownie łatwiej żyć w przyjaźni z chłopakiem. Wtedy nic się nie komplikuje, tak jak teraz zaczyna. Jednak jakoś z tym sobie poradzę. Muszę powiedzieć o tym pocałunku Vanessie i Rossowi. Jestem ciekawa, jak on na to zareaguje. Pewnie, jak zawsze to dobrze przyjmie i jeszcze da mi jakąś radę. On zawsze mnie zrozumie i wysłucha. On jest moim najlepszym przyjacielem. Czas z nim spędzony zawsze jest udany. Spostrzegłam, że już dojechałam pod swój dom. Zapłaciłam kierowcy i podziękowałam za podwózkę, po czym wyszłam z taksówki. Szybko przeszłam po dróżce i weszłam do środka willi. Udałam się do kuchni.
  - Hej. Już jestem. - odezwałam się, a Natalie spojrzała na mnie, unosząc wzrok od gazety, którą czytała.
  - Co tak szybko? Coś się stało?
  - Tak jakoś wyszło. - westchnęłam. - Van jest u siebie?
  - Tak.
  - Dzięki. - odpowiedziałam, po czym wyszłam z kuchni i poszłam na górę. Zapukałam, ale nie usłyszałam żadnego znaku z jej strony. Może mnie nie usłyszałam. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zobaczyłam Vanessę leżącą na plecach i słuchającą muzyki, bo miała na uszach słuchawki. Oczy miała zamknięte, więc mnie nie zauważyła. Podeszłam do łóżka i usiadłam na nim. Dotknęłam delikatenie jej ramienia, a ona od razu uchyliła powieki.
  - Hej Van. - powiedziałam, a ona podniosła się do pozycji siedzącej. Natępnie ściągnęła słuchawki, i przewiesiła je sobie na szyi. Usłyszałam cichą melodię. Rozpoznałam tą piosenkę. Było to ,,Pass Me By".
  - Hej Lau. Co tak szybko? Coś się stało? - spytała.
  - Bo wiesz Jake on... - westchnęłam.
  - Co on ci zrobił?
  - On mnie pocałował. - powiedziałam cicho.
  - Co?! Ale, jak to się stało? Pozwoliłaś mu? Chciałaś tego? Odwzajemniłaś go? Podobało ci się? - wyrzuciła z siebie te pytania z prędkością światła.
  - W miare możliwiości postaram się odpowiedzieć na te twoje wszystkie pytania. Stało się to, gdy siedzieliśmy na piasku i rozmawialiśmy. W pewnym momencie spojrzeliśmy sobie dłużej w oczy, a Jake zaczął się do mnie zbliżać, a mnie kompletnie sparaliżowało. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Przez moje zamyślenie siedziałam nieruchomo, a on mnie pocałował. Jednak ja wtedy nic nie poczułam szczególnego. Na początku serce zabiło mi szybciej, ale chyba z tych emocji i tego co się stało. Myślałam, że podczas pocałunku szczęście rozsadza ciało od środka, ale tak nie było. Może tak jest naprawdę podczas tego. W każdym bądź razie nie wiem. Później zaraz odsunęłam się od niego i uciekłam, a Jake tylko krzyknął, żebym się zatrzymała, ale nie pobiegł za mną, co było na moją korzyść. Van, co ja mam o tym myśleć? Co mam zrobić? Wiem, że muszę z nim porozmawić, ale tym razem bardziej się boję z nim spotkać. Jak ja mam mu spojrzeć w oczy?
  - Wiesz jedno jest pewne ty nic nie czujesz do Jake'a, skoro nie uszczęśliwił cię ten pocałunek.
  - Skąd wiesz, może jeszcze do tego nie doszłam?
  - Laura, przy pocałunku wszystko wychodzi na jaw, bo wtedy nie działa nasz umysł tylko serce. To ono wtedy daje nam do zrozumiena, czy jesteśmy zakochani czy też nie.
  - Może masz rację, ale do czego zmierzasz tymi słowami?
  - Ty raczej nic nie czujesz do Jake'a, bo twoje serce zdobył już ktoś inny. - uśmiechnęła się.
  - Chodzi ci o Rossa?
  - Oczywiście, że o niego. Teraz wystarczy, że wy się pocałujecie, a zobaczysz, że wtedy przejrzysz na oczy i zrozumiesz, że Ross jest dla ciebie kimś więcej niż przyjacielem.
  - Mówisz tak dlatego, bo chcesz, żebym z nim była.
  - Nie Lau, mówię to, co myślę i to co wiem, a przecież, że wy jesteśce ze sobą blisko.
  - Van ja nie jestem zakochana w Rossie.
  - Oj Laura, Laura, dlaczego ty nie możesz w końcu się do tego przyznać? Może dlatego, że boisz się właśnych uczuć. Oboje się boicie to powiedzieć.
  - Nie prawda.
  - Nie? To mi to udowodnij. Powiedz co myślisz o Rossie, ale szczerze.
  - Okay. Ross jest bardzo miły, sympatyczny, wyrozumiały. Nie mówi zbyt dużo o swojej przeszłości. Zawsze mnie wysłucha i da jakąś radę. Wiem, że mogę mu powiedzieć o wszystkim, bo on nikomu tego nie zdradzi. Ufam mu. Przy nim jestem sobą i czuję się swobodnie. To jest mój najlepszy przyjaciel. - powiedziałam zgodnie z prawdą.
  - Aha, to wszystko?
  - Chyba tak. Powiedziałam prawdę.
  - Zapewne tak, ale pewnie jeszcze coś ukrywasz. Może nawet sama przed sobą.
  - Skąd ty bierzesz takie rady? Sama przecież też jeszcze się nie zakochałaś.
  - Mówię to, co myślę. Zresztą łatwiej komuś dawać rady niż samej sobie.
  - Wiesz, zapamiętaj je, bo kiedyś mogą ci się przydać, a są dobre.
  - No tak myślę. Chciaż w sumie masz rację, bo tobie daję rady, a gdy mi się coś wydarzy to już nic nie wiem. Tak jest w przypadku Brayana. - westchnęła i posmutniała.
  - Nie myśl o nim Van. To on popełnił wielki błąd zrywając z tobą przyjaźń. Zresztą może nawet dobrze się stało, bo przeszkadzałby tobie i Rikerowi.
  - Że co? Niby w czym?
  - No, jak to w czym? Przecież wy się przyjaźnicie i pewnie nie zostaniecie na zawsze przyjaciółmi. Uważam, że pasujecie do siebie. - uśmiechnęłam się. No to teraz to ja odbiję pałeczkę.
  - Co? Weź przestań. Nie udowodnisz, że ja niby coś do niego czuję, bo my nie zachowujemy się tak jak wy.
  - A co ja i Ross niby robimy? Przecież nawet ani razu się nie pocałowaliśmy.
  - To się stanie prędzej, czy później. Zresztą te wasze spotkania są takie romantyczne. Idealne, żeby się zakochać.
  - Dobra, skończmy już ten temat, okay? - odparłam zrezygnowanym głosem.
  - Okay, niech ci będzie, ale wiesz, że powrócę do niego przy najbliższej sytuacji. - uśmiechnęła się, a ja przewróciłam oczami.
  - Może pooglądamy sobie coś? Co ty na to? - spytałam.
  - Okay, a co?
  - Może zrobimy sobie maraton z ,,Igrzyskami śmierci"?
  - Dobra, ale nie ma jeszcze drugiej części ,,Kosogłosa".
  - Oj tam, ale i tak mamy aż trzy części, które zajmą nam kilka godzin.
  - To chodźmy po jakieś jedzenie. - powiedziała Van, po czym wstałyśmy z łóżka i wyszłyśmy z jej pokoju. Udałyśmy się na dół do kuchni. Wzięłyśmy paczkę popcoronu, butelkę coli, żelki, ciastka i z tymi rzeczami z powrotem poszłyśmy do pokoju mojej siostry. Van wzięła swojego laptopa i szukała filmów, a ja w tym czasie przysunęłam stolik bliżej łóżka. Położyłam na nim jedzenie. Popcorn wsypałam do miski, a colę nalałam do dwóch szklanek.
  - Okay mam już. - odezwała się Vanessa. Położyłyśmy się na brzuchu na łóżku. Ustawiłyśmy laptopa na środku, aby dobrze nam się oglądało, po czym rozpoczęłyśmy seans.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Podoba wam się rozdział? Mi tak nawet. Tak jak wspominałam we wcześniejszej notce, że rozdział pojawi się przed końcem roku no i się pojawił. Przepraszam, że jest taki krótki, ale chciałam w nim uwzględnić tylko pocałunek Jaury. Zresztą przez te święta rozleniwiłam się i nie chciało mi się pisać, ale się przemogłam. Mam nadzieję, że jakoś przecierpiałyście ten kiss Laury i Jake'a. Spokojnie na Raurę też w końcu przyjdzie czas. Do ich pocałunku już jest coraz bliżej, więc musicie uzbroić się w cierpliwość, bo to stanie się już za jakieś kilka rozdziałów.
Do napisania!!!
Ps. Dzisiaj Sylwester. Macie jakieś plany na niego? Ja tylko siedzę w domu. Pewnie będzie Sylwester z Polsatem lub Dwójką. :)

Komentujcie!!!

niedziela, 27 grudnia 2015

Rocznica!


Jak już mówi tytuł dzisiaj obchodzę swoją rocznicę bycia na Bloggerze. Jak ten czas szybko leci. A dopiero, co zakładałam swojego pierwszego bloga, który jest już skończony. Do końca tego zostało jeszcze dużo czasu i jeszcze wiele się wydarzy. No, ale zbaczam z tematu. Dziękuję wam za ten rok. To dzięki wam jeszcze się trzymam. Oczywiście liczą się też moje chęci, ale to wasze komentarze dają mi porządnego kopa do pisania. Naprawdę ciszę się, że założyłam blogi. Nigdy nie sądziłam, że pisanie może sprawiać przyjemność. Dzięki temu też nauczyłam się lepiej pisać, co pomaga w szkole. Pomimo małej ilości wolnego czasu staram się dodać rozdział co tydzień, bo nie chcę was zawieść. Zresztą ta historia chyba przypadła wam do gustu i pewnie chcecie znać jej zakończenie. Ja sama chcę dojść do jej końca i tego się trzymam. Dziękuję wam za komentarze, za wyświetlenia, że po prostu czytacie mojego bloga. Bardzo wam dziękuję.

Takie tam małe statystyki:
- liczba wyświetleń: powyżej 10600 (bardzo cieszę się z tej liczby)
- liczba komentarzy: 228
- liczba obserwatorów: 16
W tym jeszcze cztery nominacje do LBA i jedna do TB.

Jeszcze raz wam bardzo dziękuję za ten rok!

Jeśli chodzi o następny rozdział to pojawi się jeszcze przed końcem roku.

~ wasza Emi Delly :*

czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 21

"Now he’s long gone and I’m like so long. Now I got my chance." ~ " Ale on już dawno odszedł, a ja jestem tu nadal. Teraz dostałem szansę." - Pass Me By

~Los Angeles, 15.07.2015r.~
                                                           ★Vanessa★

Siedzę w altance i podziwiam ten piękny ogród. Już dawno nie widziałam się z Brayanem. Nie odzywa się do mnie od ponad tygodnia. Ostatnio, gdy się z nim spotkałam to chciał mi coś powiedzieć, ale wtedy przyszedł Riker. Z nim coraz lepiej mi się układa i coraz bardziej zaczynam go lubić. Gdy spaliśmy razem to przegadaliśmy ze sobą jakieś dwie godziny. Więcej dowiedziałam się o nim, o jego rozdzeństwie, o zespole i na odwrót, bo też wiele opowiadałam mu o sobie. Dobrze się dogadujemy i czuję się w jego towarzystwie zupełnie swobodnie. Riker jest wspaniałym chłopakiem. Wrato mieć takiego przyjaciela. Wiem, że mogę mu zaufać. Jednak, jak to się stało, że on obejmował mnie od tyłu? Zasypialiśmy oddaleni od siebie. W sumie to nie było mi tak źle. Było nawet przyjemnie. To pewnie samo tak wyszło. Przecież nie kontrolujemy swoich ruchów w nocy. Też mogłam go zabrać na dach, ale wiedziałam, że Laura chce to zrobić. Ona i Ross są tacy słodcy i bardzo do siebie pasują. Jednak ciągle się wzbraniają, że nic do siebie nie czują. Jednak ja widzę, że pomiędzy nimi zaczyna rodzić się uczucie, jednak oni go pewnie nie dostrzegają, albo to ukrywają przed wszystkimi, a nawet przed samym sobą. Jak by tu skłonić Laurę do powiedzenia więcej na temat Rossa? Może wtedy sama domyśliłaby się, że jest w nim zakochana? Co innego mówić o kimś na głos, a inaczej w myślach. Nie będę się zbytnio wtrącać w ich sprawy, bo mam własne. Po chwili usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Brayan. No w końcu się do mnie odezwał. Chociaż ja też mogłam to zrobić. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
  - Hej Brayan. - przywitałam się miło.
  - Cześć Vanessa. - odpowiedział.
  - Po co dzwonisz?
  - Masz może jakieś plany na to południe?
  - Nie, a co?
  - Przyszłabyś do parku za 15 minut?
  - Dobrze, gdzie mam na ciebie poczekać?
  - Koło fontanny.
  - Okay, to do zobaczenia.
  - Pa Van. - odpowiedział i po chwili usłyszałam pikanie. Schowałam telefon z powrotem do kieszeni. Wstałam z ławki i poszłam do domu.
  - Cześć. - odezwałam się, gdy weszłam do kuchni.
  - Część Vanessa. - odpowiedziała Natalie.
  - Wychodzę na spotkanie z Brayanem.
  - Okay, baw się dobrze. - uśmiechnęła się.
  - Dziękuję. - odparłam i wyszłam z kuchni, a później z domu. Wyszłam za bramę i szłam chodnikiem. Czekałam na jakąś przejeżdżającą taksówkę. Po chwili zobaczyłam ją, więc zaczęłam machać ręką, a samochód zatrzymał się przede mną. Wsiadłam do niego, podałam miejsce kierowcy i odjechaliśmy. Po tygodniu nie dawania znaku życia nagle Brayan do mnie dzwoni. Ostatnio chciał mi coś powiedzieć. Może tym razem znowu o to mu chodzi? Co to może być skoro wtedy był taki spięty i poddenerwowany? To musiało być coś ważnego. Tylko co? Spytam go o to, bo inaczej ta sprawa nie da mi spokoju. Może nawet sam mi to powie? Co jeśli on wyzna mi swoje uczucia? To by wtedy wyjaśniało dlaczego był taki spięty. Nie, to nie może być to. Przecież ja do niego nic nie czuję. Ciężko byłoby tak się przyjaźnić. Jednak nie chcę zrywać z nim kontaktu. On jest moim przyjacielem. On nie wyzna mi uczuć. To tylko wymysł moich myśli. Koniec już tego tematu! Spojrzałam za okno i zauważyłam, że już dojeżdżamy. Po chwili taksówka zatrzymała się, a ja zapłaciłam kierowcy i wysiadłam z auta. Odetchnęłam ciężko. Okay idę. Szłam aleją aż doszłam do fontanny, przy której zobaczyłam Brayana. Już z daleka wyglądał na poddenerwowanego. No trudno jestem przygotowana na to, co ma mi do powiedzenia. Podeszłam do niego.
  - Hej Baryan. - przywitałam się wesoło.
  - Hej Vanessa. - odpowiedział i uśmiechnął się. Jednak jego oczy nie wyrażały radości, ale raczej niepewność i strach.
  - Dlaczego nie odzywałeś się do mnie tak długo?
  - Bo musiałem coś przemyśleć. Zresztą miałem też dużo pracy.
  - Brayan, co musiałeś przemyśleć? - spytałam. Muszę dowiedzieć się prawdy, bo inaczej ciągle będę snuła jakieś teorie na ten temat.
  - Usiądźmy lepiej. - odparł, poczym usiedliśmy na murku fontanny. Znowu tak jak poprzednio był spięty. Widziałam, że coś go trapi i nie daje mu spokoju.
  - Widzę, że coś cię męczy. Powiedz mi o tym, a napewno ci ulży.
  - Wiesz, ja chciałem ci to już powiedzieć ostatnim razem, ale nie zdobyłem się na odwagę, ale również przeszkodził mi w tym tamten blondyn. - powiedział trochę się zacinając. Chyba moje obawy są coraz bardziej realne.
  - To mów. - tylko na tyle się zdobyłam. Boję się, ze Brayan za chwilę wyzna mi uczucia. Co wtedy będzie z naszą przyjaźnią?
  - Van, chodzi mi o to, że... - przerwał i widocznie obawiał mi się tego powiedzieć, bo widziałam niepewność w jego oczach.
  - Że? - chciałam przyspieszyć to, co za chwilę powie. Jeśli tym razem tego nie zrobi, to nie odejdę od niego dopóki mi tego nie wyjawi. Ja muszę wiedzieć. Muszę poznać prawdę.
  - Van ja... - westchnął ciężko. - Ja cię kocham. - prawie szepnął. Momentalnie wszystkie myśli w mojej głowie zawirowały. Wiedziałam, że o to mu chodzi. Po prostu to czułam. Co ja ma teraz zrobić? Jak zareagować? Zdziwienie odebrało mi głos. Jednak muszę się odezwać, bo on widocznie czeka na moją odpowiedź. Nie chcę go zranić, ale ja przecież nic do niego nie czuję. Westchnęłam.
  - Brayan ja... Ja nie wiem, co mogę ci odpowiedzieć. - te słowa z ledwością opuściły moją krtań. Poczułam, że z tych emocji do oczu napływają mi łzy. Jak na razie nad nimi zapanowałam, ale wiem, że za chwilę ta bariera pęknie.
  - Po prostu powiedz to, co myślisz. Chcę tylko prawdy. - odpowiedział pewnym głosem.
  - Widzę jakią odwagę zgromadziłeś w sobie wyznając mi swoje uczucia. Ja chyba nie byłabym w stanie zrobić tego, co ty. Jednak twój trud pójdzie na marne, bo ja nic do ciebie nie czuję. - ostatnich słów prawie nie mogłam wypowiedzieć. Poczułam, że dwie łzy spłynęły z moich oczu. Nawet nie chciałam nad nimi teraz zapanować. Nie byłam w stanie tego zrobić. Wewnętne emocje wypływały na zewnątrz.
  - Myślałem, że ty tak samo, jak ja kłamałaś mówiąc, że nic do mnie nie czujesz, że boisz się tego wyznać. Sądziłem, że jeśli wykonam pierwszy krok to może okaże się, że ty odwzajemniasz moje uczucia, ale tak nie jest. - odparł smutnym głosem.
  - Skoro nie byłeś tego pewny, to nie musiałeś mówić mi prawdy.
  - Ukrywałem ją przed tobą od jakiś trzech miesięcy i w końcu stwierdziłem, że musisz ją poznać. Nie mogłem już dłużej wytrzymać, bo to ciążyło mi na sercu.
  - Brayan, co teraz będzie z naszą przyjaźnią? - spytałam cichym głosem.
  - Nie wiem, ale chyba już nie potrafię tak żyć. Chciałbym być z tobą naprawdę, a nie tylko przy naszych rodzicach.
  - Czy to oznacza, że ze mną zrywasz? - spytałam, a do oczu napłnęły mi kolejne łzy.
  - Jak mam z tobą zerwać skoro nawet nie byliśmy razem?
  - Nie niszcz przez to naszej prztjaźni. - powiedziałam błagalnym tonem.
  - A potrafisz się we mnie zakochać skoro tak się nie stało? - spytał, a ja nie umiałam udzielić odpowiedzi na to pytanie. Milczałam. - No właśnie. Wyobrażasz sobie przyjaźń, w której jedna osoba kocha drugą, a druga darzy go tylko przyjaźnią? - znowu nic nie powiedzialam, bo nie byłam w stanie. - Nie czulibyśmy się dobrze w takich warunkach. Prędzej, czy później nasza relacja rozpadłaby się.
  - Skoro mnie kochasz to dlaczego mnie odtrącasz? - spytałam z wyrzutem. Jednak tym razem to on nic nie mówił. Czyli tak wygląda koniec naszej relacji. Wiedziałam, że tak to się skończy. Łzy spływały mi teraz jedna po drugiej. Strata przyjaciela, którego znało się pół roku bardzo boli.
  - Tak będzie dla nas lepiej. - szepnął i widziałam ból w jego oczach taki sam jak mój. Westchnął i wstał z murku, po czym odszedł. Ja tylko patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę. Na oddalającego się przyjaciela. Na odchodzącą przyjaźń. Schowałam twarz w dłoniach i płakałam. Dlaczego on to zrobił? Skoro mnie kocha to dlaczego mnie odtrąca? Dlaczego przekreśla naszą przyjaźń? Dlaczego nie wierzy, że może nam się ułoży? Dlaczego jeszcze nie poczeka z taką decyzją? Dlaczego? Jakie to jest trudne pytanie. Tak wiele razy je sobie zadajemy, a w takich chwilach nie znamy na nie odpowiedzi. Będzie mi go barkować, bo przecież pół roczna przyjaźń to długi czas. Kto mi jego zastąpi? Nie wiem, bo Brayan to wspaniały chłopak. Mój najlepszy przyjaciel. Chociaż już od pewnego czasu oddalaliśmy się od siebie. Już rzadziej się spotykaliśmy. Może po prostu nie dane nam było żyć w przyjaźni? Może tak właśnie miało być? Może przez koniec naszej relacji mam poznać inną bratnią duszę? Może - kolejny zwrot, który nie daje nam spokoju, który wciąż mówi, co by było gdyby? Westchnęłam ciężko. Zerwanie przyjaźni boli tak bardzo, jak zerwanie z miłością. Może czasami nawet bardziej. Przyjaźń to równie mocne uczucie, co miłość. Oba dają mnóstwo radości, ale również ogromny smutek, gdy się je traci. Będę musiała jakoś pogodzić się z brakiem Brayana. Z początku będzie mi trudno, ale jak to się mówi: czas leczy rany. Może i w moim przypadku tak się stanie. Westchnęłam. Dobra koniec już tego użalania się nad sobą. Muszę wracać do domu i zwierzyć się z tego Laurze, bo wtedy poczuję się lepiej. Otarłam twarz z mokrych śladów łez. Jak dobrze, że nie miałam makijażu, bo wyglądałabym okropnie. Wstałam z murku fontanny i ruszyłam wolnym krokiem, bo nigdzie mi się nie spieszy. Nie chce mi się jechać taksówką, bo wolę się przejść. Trochę ruchu mi nie zaszkodzi. Będąc naprzeciwko domu Lynchów przez chwilę chciałam do nich wpaść, ale nie będę im się narzucać niezapowiedzianą wizytą. Chociaż pewnie nie mieliby nic przeciwko. Narazie chcę iść do domu i w spokoju wszystko sobie uporządkować w myślach. Po jakiś 15 minutach byłam pod naszą willą. Weszłam do środka niej i udałam się do kuchni. Zastałam Natalie przyszykowującą obiad.
  - Cześć Natalie. - powiedziałam i wysiliłam się na uśmiech, co nie przyszło mi łatwo, bo w ogóle nie było mi wesoło. W głębi serca nadal płakałam.
  - O cześć Vanessa. Co tak szybko? - odparła, jak zawsze życzliwie gosposia.
  - Tak jakoś wyszło. - odpowiedziałam i posmutniałam.
  - Widzę, że nie jesteś za wesoła. Coś się stało? - spytała troskliwym głosem. Powiem jej prawdę. Zresztą lubię się jej zwierzaż, bo daje mądre, życiowe rady, z których później korzystam. Natalie po prostu jest taką moją babcią.
  - Brayan ze mną zerwał.
  - Musi ci być naprawdę ciężko. Dlaczego to zrobił? Przecież byliście takimi nierozłącznymi przyjaciółmi? - powiedziała. Tylko Natalie znała prawdę i nie wyjawiła jej rodzicom.
  - On się we mnie zakochał i stwierdził, że ciężko byłoby nam się przyjaźnić w takich warunkach, bo przecież ja nic do niego nie czuję.
  - Skoro tak wątpi w waszą przyjaźń to nie był ciebie wart. Zobaczysz znajdziesz jeszcze innego przyjaciela, który nawet w takiej sytuacji nie odpuści.
  - Mam nadzieję, że tak się stanie. - westchnęłam.
  - Pamiętaj, że nie musisz nikogo takiego szukać daleko, bo przecież ty i Laura przyjaźnicie się z tym rodzeństwem.
  - Tak, masz rację. Dziękuję za radę.
  - Nie ma za co. - uśmiechnęła się.
  - Wiesz może, gdzie jest Laura?
  - Powinna być w ogrodzie. - odparła, a ja wyszłam z kuchni, po czym udałam się do ogrodu. Nie zobaczyłam Laury w altance, więc pewnie siedzi pod wierzbą. Podeszłam do drzewa i rozsunęłam głazki. Ujrzałam moją siostrę leżącą na brzuchu i czytającą książkę. Chyba nie zauważyła mnie, bo nie odrywała wzroku od lektury. Ciekawe, co ją tak pochłonęło?
  - Hej Lau. - odezwałam się, a ona podniosła głowę znad książki i spojrzała na mnie.
  - Hej Van. Co tak wcześnie jesteś? Myślałam, ze dłużej będziesz z Brayanem. - powiedziała, a ja natychmiast posmutniałam. - Van dlaczego jesteś smutna? Co się stało? - spytała troskliwym głosem, po czym włożyła zakładkę pomiędzy strony i zamknęła książkę. Zauważyłam, że czytała ,,Gwiazd naszych wina". Podniosła się do pozycji siedzącej i poklepała miejsce obok siebie. Usiadłam obok niej i oparłam się o pień wierzby.
  - Już idąc na spotkanie z nim miałam pewne obawy, które się spełniły. Brayan powiedział mi, że mnie kocha. - przerwałam.
  - Co? Jak na to zareagowałaś? - spytała Laura.
  - Oczywiście ja odpowiedziałam, że nic do niego nie czuję. On stwierdził, że w takich warunkach nie będzie nam dobrze. - poczułam, że do moich oczy znów napływają łzy. - Spytałam go, że skoro mnie kocha to dlaczego mnie odrzuca, ale on nie odpowiedział na moje pytanie i powiedział tylko, że tak będzie dla nas lepiej, a później odszedł. On zakończył naszą przyjaźń. - powiedziałam, a z moich oczu spłynęły dwie łzy.
  - Oj Van. - odparła Laura i przytuliła mnie. - Może jeszcze wam się ułoży. Może on to przemyśli i do ciebie wróci. Może zabolało go to co powiedziałaś i nie mógł znieść myśli, że ty nic do niego nie czujesz. Chociaż skoro tak szybko przekreśla waszą przyjaźń to nie był ciebie wart. Gdyby naprawdę mu na tobie zależało to nie zostawiłby cię tylko poszukał jakiegoś najlepszwgo wyjścia z tej sytuacji. On poszedł na łatwiznę. Pamiętaj, że czas leczy rany i kiedyś o nim zapomnisz. Teraz będzie to ciebie bolało, ale to ci z czasem przejdzie. Mamy przecież jeszcze Lynchów. Oni są naszymi przyjaciółmi. - mówiła, a ja powoli uspokajałam się.
  - Już mi lepiej. - odezwałam się i odsunęłam się od niej.
  - Napewno?
  - Tak, po prostu płcząc ulżyło mi. - odpowiedziałam i otarłam mokre ślady po łzach. - Ale masz rację. Brayan nie był mnie wart skoro o mnie nie walczył i tak szybko się poddał.
  - Nie myśl już o tym. Przecież ktoś inny może ci go zastąpić. Może nawet Riker. On nie jest zły, prawda? - uśmiechnęła się.
  - Prawda. Riker jest bardzo miłym, radosnym i sympatycznym chłopakiem. Lubię go.
  - To do niego bardziej się zbliż i w końcu zapomnisz o Brayanie.
  - Tak, muszę o nim zapomnieć. Skoro jemu nie zależy na naszej przyjaźni to mi też. Nie będę przecież prosić go, żebyśmy nadal się przyjaźnili, bo to on powinien to zrobić.
  - Muszę do kogoś zdzwonić. Zraz przyjdę. - powiedziała Laura i wstała.
  - Do Rossa? - spytałam i poruszałam znacząco brwiami.
  - Nie, ale widzę, że dobry humor ci wrócił.
  - No nie z bardzo.
  - Okay, za chwilę przyjdę. - odparła i wyszła spod gałęzi wierzby. Do kogo może dzwonić skoro niby nie do Rossa? Może do Rydel, albo do Jake'a? Może tak. Teraz czuję się już trochę lepiej po tym jak zwierzyłam się Natalie i Laurze. Trochę mi ulżyło. Jednak nadal mnie to boli i jestem przygnębiona. Pewnie tak będę się czuła do końca tego dnia. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Niestety muszę pogodzić się z tym, że Brayan zerwał naszą przyjaźń. Kiedyś pewnie o nim zapomnę. Westchnęłam. Po minucie Laura z powrotem przyszła do mnie.
  - Do kogo dzwoniłaś? - spytałam.
  - A nie ważne. - uśmiechnęła się.
  - Ale dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
  - A dlaczego tak cię to interesuje?
  - Ot tak. - odpowiedziałam i po chwili usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni i zauważyłam, że dzwoni do mnie Riker. Odebrałam i przyłożyłam przedmiot do ucha.
  - Cześć Riker. - odezwałam się, a Laura się uśmiechnęła.
  - Hej Van. - usłyszałam jego wesoły głos.
  - Po co do mnie dzownisz?
  - Chciałabyś może się ze mną spotkać? - spytał, a ja zastanowiłam się chwilę. A co mi tam. Przecież, jak zostanę w domu to będę cały czas myśleć o Brayanie i będę smutna.
  - Dobrze, o której i gdzie?
  - Na plaży, za pół godziny?
  - Okay. W jakim miejscu dokładnie się spotykamy?
  - Obok głównego wejścia.
  - Okay, to do zobaczenia Riker.
  - Pa Van. - odpowiedział i rozłączył się. Spojrzałam na Laurę, która cały czas się uśmiechała.
  - Czy ty może miałaś coś z tym wpólnego? - spytałam.
  - Nie. Ja? Skąd. - odparła, ale wiem, że kłamała, bo uśmiech nie schodził jej z twarzy.
  - Wiem, że kłamiesz. Dzowniłaś do Rikera, żeby się ze mną spotkał.
  - Wcale, że nie.
  - Tak? To dlaczego zadzwonił zaraz, gdy tu wróciłaś?
  - Może miał niezłe wyczucie czasu?
  - Przyznaj się, bo i tak wiem, że cały czas kłamiesz.
  - Okay niech ci będzie. Tak, dzwoniłam do Rikera.
  - Ale po co?
  - Żebyś trochę się rozweseliła i nie myślała cały czas o Brayanie.
  - No masz rację. Gdybym została to cały czas byłabym smutna.
  - Czy ty już przypadkiem nie musisz się zbierać?
  - No tak, wychodzę z nim za pół godziny. - odparłam i wstałam z trawy. Szybko poszłam do domu i udałam się do mojego pokoju. Muszę się przebrać. Weszłam do garderoby. Po zastanowieniu potanowiłam ubrać niebieską koszulkę z napisem oraz krótkie, dżinsowe spodenki. Podeszłam do lustra. Moje oczy były trochę czerwone od płaczu. Wzięłam podkłam i nałożyłam go na całą twarz. Oczy wytuszowałam, a usta posmarowałam bezbarwnym błyszczykiem. Włączyłam telefon w celu sprawdzenia godziny. Była 13:45, czyli mam jeszcze 15 minut na dotarcie na plażę. Wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni. Powiedziałam Natalie, że wychodzę i opuściłam dom. Szłam chodnikiem i czekałam aż nadjedzie taksówka. Dziś już drugi raz gdzieś jadę. Po chwili zobaczyłam ją i zaczęłam machać ręką, a samochód zatrzymał się. Wsiadłam i podałam adres kierowcy i zaraz ruszyliśmy. Cieszę się, że spotkam się z Rikerem. Co jak co, ale wolę spędzać z nim czas niż siedzieć w pokoju i użalać się nad tym, że Brayan zerwał naszą przyjaźń. Nie mogę już o tym myśleć, bo powoduje to, że zaczynam płakać. Mam nadzieję, że Riker nie zauważy, że nie jestem za wesoła, bo gdy mu o tym opowiem to pewnie się rozkleję. Muszę być silna. Chcę teraz tylko trochę się rozerwać i poprawić mój humor. Skoro Laura umówiła mnie z Rikerem to ja też spróbuję ją spiknąć z Rossem. Coś za coś. Muszę coś wymyślić. Może poradzę się Rydel, bo na zawsze ma dobre pomysły. Chyba już pora spotkać się z Lynchami, bo zaczna robić się nudno. Chociaż dzisiaj już mam dość niespodziewanych wydarzeń. Po 10 minutach byłam na miejscu. Zapłaciłam kierowcy i wysiadłam z auta. Rozejrzałam się w poszukiwaniu Rikera i ujrzałam go w umówionym miejscu. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam jego gest. Podeszłam do niego.
  - Hej Riker. - przywitałam się.
  - Hej Van. - odpowiedział. - To co idziemy na plażę?
  - Tak. - przytaknęłam i przeszliśmy przez bramkę. Gdy tylko znaleźliśmy się na piasku, ściągnęłam sandały, a Riker zrobił to samo. Poszliśmy w kierunku brzegu i dalej poruszaliśmy się wzdłuż niego.
  - To co dzisiaj robiaś ciekawego? - spytał, a ja trochę posmutaniałam, bo natychmiast mój umysł opanowały dzisiejsze wydaszenia. A miałam nie wyglądać na przygnębioną. Chyba nie wyszło mi to za dobrze. - Widzę, że coś się działo, bo wyglądasz na smutną.
  - Miałam ciężkie południe. - westchnęłam. Nie miałam za bardzo ochoty na rozmowę na ten temat.
  - Co się stało? Opowiesz mi o tym?
  - W sumie czemu nie. Dzisiaj zadzwonił do mnie Brayan, wiesz ten mój przyjaciel. - ,,były przyjaciel" powiedziałam w myślach. - On od tygodnia się do mnie nie odzywał, a dziś chciał się spotakać i się zgodziłam. Powiedział mi, że mnie kocha.
  - Co? - przerwał mi Riker. - Ale jak to? To on coś do ciebie czuje? Przecież sądziłaś, że nie.
  - Najwidoczniej się myliłam. Ukrywał to przede mną od trzech miesięcy. Ja oczywiście powiedziałam, że nic do niego nie czuję. On później stwierdził, że przyjaźń w takich warunkach byłaby trudna i nie bylibyśmy szczęśliwi. On zakończył naszą przyjaźń. Gdy spytałam go, że skoro mnie kocha to dlaczego mnie odtrąca to on odpowiedział, że tak będzie dla nas lepiej i odszedł. - opowiedziałam i znów poczułam, że do oczu napływają mi łzy, ale powstrzymałam je, bo nie chcę znowu płakać.
  - Ja w takiej sytuacji nie postąpiłbym tak tylko poszukałbym najlepszego rozwiązania. Tkiego, które jest dobre dla dwóch osób. To co zrobił Brayan nie jest rozwiązaniem tylko ucieczką. - odparł Riker.
  - Tak, to prawda. - westchnęłam.
  - Przez niego jesteś teraz smutna. Jak można zerwać przyjaźń z taką dziewczyną jaką jesteś ty? On cię nie doceniał skoro tego nie dostrzegał.
  - Muszę o nim zapomnieć i tyle. - westchnęłam. - Jednak od pewnego czasu mniej się ze sobą spotykaliśmy. Zresztą Brayan był tylko moim przyjacielem, a chłopaka chciałam znaleźć innego. Nie widzę sobie i jego razem.
  - Może nie byliście sobie pisani.
  - Może tak. Skończmy już temat, okay?
  - Okay.
  - A tak w ogóle, to Laura do cieie dzwoniła, żebyś się ze mną spotkał, prawda? - spytałam, aby zmienić temat.
  - Co? Wcale, że nie.
  - Możesz się przyznać, bo ona sama to zdradziła. No więc?
  - No więc to jest prawda. Laura powiedziała, że jesteś smutna i czy chciałbym się z tobą spotakć, żeby cię rozweselić, a ja się zgodziłem.
  - Nie powiedziała dlaczego jestem smutna?
  - Nie, ale spytałem jej o to, ale ona stwierdziła, że pewnie się tego dowiem.
  - Skoro ona próbuje nas zeswatać, to może my połączymy ją i Rossa?
  - Przecież oni sami doskonale się dogadują i spotykają się codziennie w nocy. Nic tam nie słyszysz? - zaśmiał się.
  - Nie, bo oni wychodzą do ogrodu.
  - W ogrodzie? To coś nowego. - powiedział, a ja się zaśmiałam.
  - Myślę, że do takich rzeczy pomiędzy nimi nie dochodzi, bo oni nawet jeszcze się nie pocałowali.
  - I chyba to się nie stanie. - szepnął chyba sam do siebie.
  - Co? Dlaczego sądzisz, że to się nie stanie?
  - Eee... no, bo oni może tylko chcą być przyjaciółmi i nic więcej. - jąkał się trochę.
  - Jednak ja sądzę, że coś pomiędzy nimi iskrzy i to widać.
  - Przecież nie przyspieszysz niczego. To od nich zależy, czy się w sobie zakochają.
  - No tak, ale można im trochę pomóc. - uśmiechnąłam się.
  - Mnie w to nie mieszaj. Idź do Rydel, a ona pewnie ci pomoże.
  - Tak wiem, ale zawsze ktoś jeszcze by się przydał.
  - Dlaczego chcesz ich swatać? Przecież to są ich sprawy.
  - No w sumie masz rację, ale chciałabym, żeby oni byli razem. Nie chcę, żeby ona Lau była z Jake'iem. Oczywiście nic do niego nie mam, ale ona i Ross bardziej do siebie pasują.
  - Tak, ale nie wiadomo, co przyniesie im przyszłość.
  - No fakt.
  - A tak w ogóle to dlaczego my o nich rozmawiamy? Przecież mamy wiele innych tematów.
  - Samo jakoś tak wyszło, ale zmieńmy już temat. - odparłam. Spędziliśmy parę godzin na żywej rozmowie ogólnie o wszystkim. Już coraz więcej wiem o Rikerze. Zaczynam go bardziej lubić i traktować jak najlepszego przyjaciela. On może mi zastapić Brayana. Brayan był spokojniejszy, poważnieszy, a Riker natomiast jest wesoły, wyluzowny, można się z nim pośmiać. Mimo, że nie znam go długo to ufam mu i sądzę, że mogę na niego liczyć. Zapowiada się początek dobrej przyjaźni. Naprawdę cieszę się, że Laura zaproponowała mu spotkanie ze mną, bo teraz już nie czuję smutku tylko radość. Mam nadzieję, że Riker nie postąpi tak samo jak Brayan, ale to wszystko się jeszcze okaże. Zauwżyłam, że jesteśmy już pod moim domem. Droga powrotna minęła mi bardzo szybko.
  - No to już czas się pożegnać. - powiedział Riker.
  - No niestety. Cieszę się, że spędziłam z tobą ten czas. - uśmiechnęłam się.
  - Ja też. Częściej musimy się spotykać, ale ja nie przyjdę do ciebie tak jak Ross do Laury. Nie będę tego od nich odgapiał.
  - Szkoda, ale myślę, że byłoby fajnie.
  - Z pewnością. - uśmiechnął się.
  - No to pa Riker.
  - Pa Van. - odpowiedział i objął mnie w pasie. Ja nie spodziewałam się tego i trochę zaskoczyłmnie ten gest, ale zaraz zarzuciłam swoje ręce na jego szyję. Poczułam ciepłe uczucie w sercu. Było mi naprawdę przyjemnie w jego ramionach. Po chwili odsunęliśmy się od siebie i uśmiechnęliśmy się.
  - Do jutra. - odezwał się, a ja tylko przytaknęłam głową. Chwilę szedł tyłem, ale po paru sekundach, odwrócił się. Otworzyłam bramkę, przeszłam dróżką i weszłam do domu. Udałam się do kuchni, aby pokazać się Natalie, po czym poszłam na górę i zapukałam do drzwi Laury. Usłyszałam "proszę", więc weszłam do środka. Zobczyłam ją na balkonie, więc podeszłam do niej.
  - Hej Lau. - odezwałam się. Zauważyłam, że szkicuje portret Rossa.
  - Hej Van. - odparła i spojrzała na mnie, przerywając rysowanie.
  - Widzę, że rysujesz Rossa. Nawet jest podobny do siebie, mimo że to dopiero szkic.
  - Zobaczymy, jak później będzie wyglądał.
  - Pewnie ci wyjdzie. To słodkie, że go rysujesz. - uśmiechnęłam się.
  - Widzę, że humor ci wrócił. Dobrze ci zrobiło to spotkanie z Rikerem. - odpowiedziała.
  - Tak, dzięki niemu nie jestem smutna i również lepiej go poznałam.
  - Może Riker zastąpi ci Brayana. Riker jest weselszy, więc będziesz przy nim miała dobry humor.
  - Z Brayanem też nie było źle, ale muszę o nim zapomnieć.
  - Co jeśli on do ciebie zadzwoni lub przyjdzie? Wybaczysz mu?
  - Nie wiem. Zranił mnie. Ty co byś zrobiła na moim miejscu?
  - Sama ma teraz problem z Jake'iem przez to, że chciał mnie pocałować i nie wiem, co mam o tym myśleć, mimo że już wszystko omówiliśmy. Dlatego tobie raczej nie pomogę, bo sama nie wiem.
  - Ty też nie masz za dobrze.
  - Wiesz, boję się, że on coś do mnie czuje i będę miała podobną sytuację, co ty i Brayan.
  - Oby nie, bo nie jest to przyjemne uczucie, gdy ktoś zrywa z tobą przyjaźń. Zresztą ty i Jake nie znacie się zbyt długo, więc może on nic do ciebie nie czuje.
  - Zobaczymy, jak to będzie. - westchnęła.
  - Mam nadzieję, że nie będziesz przechodziła przez to samo, co ja. - powiedziałam.
  - Też tak myślę.
  - To ja już ci nie przeszkadzam w rysowaniu i idę do siebie.
  - Przecież mi nie przeszkadzasz.
  - Lepiej się skupisz, gdy będziesz sama.
  - Okay, jak sobie chcesz. - odparła. Wyszłam z jej pokoju i udałam się do swojego. Wzięłam słuchawki, podłączyłam je do telefonu i położyłam się na łóżku. Zamknęłam oczy, żeby lepiej się zrelaksować i wsłuchać w muzykę.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Podoba wam się rozdził? Tym razem trochę Rikessy. Zrobiłam małą przerwę od Raury. Następny rozdział mam nadzieję, że trochę was zaskoczy. Nie zdradzę, co to będzie, ale się trochę namiesza.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę wam wszystkiego dobrego, dużo zdrówka, szczęścia. Spełnienia wszystkich marzeń. Żeby wam się dobrze powodziło w nadchodzącym 2016 roku. Abyście te święta spędzili w gronie rodziny i radosnej atmosferze. Ogólnie życzę wam wszystkiego najlepszego. :)

Do napisania!!!

Proszę komentujcie!