sobota, 6 lutego 2016

Rozdział 28 cz.1

"I'm in love with someone else's girl. You rock my world but you're the one that I can't have." ~ "Jestem zakochany w czyjejś dziewczynie. Ty rozbujałaś mój świat, ale jesteś tą, której nie mogę mieć." - I Want You Bad

~Los Angeles, 30.07.2015r.~
                                                             ★Laura★

Jestem na balkonie, opieram się o barierkę i patrzę na ogród. Myśli same się mi nasuwają. Jak ten czas szybko zleciał. Miesiąc temu szykowałam się do przeprowadzki. Trochę bałam się jak będzie wyglądało moje życie w Los Angeles. Obawiałam się, że również tutaj nie spotakam przyjaciół. Jednak miałam nadzieję, że tak nie będzie. Wtedy snułam marzenia o posiadaniu osób, którym można powiedzieć wszystko. Chciałam się zakochać. Tak, to były moje marzenia, które właśnie tutaj w LA zaczęły się spełniać już od pierwszych dni. Przypadkiem poznałam Jake'a. Doskonale pamiętam, jak potknęłam się o rozwiązaną sznurówkę i upadłam. Wtedy on podszedł do mnie i spytał, czy wszystko dobrze. Następnego dnia ja i Vanessa spotkałyśmy Rydel. Również przypadkowo. Wtedy pytałyśmy ją o drogę do galerii. Podczas chodzenia po sklepach zaczęłyśmy się poznawać. Później Rydel zaprosiła nas do swojego domu, gdzie spotkałyśmy chłopaków. Wtedy w nocy Ross pierwszy raz przyszedł do mojego pokoju. Nigdy nie zapomnę mojego zaskoczenia na jego widok. Później piewszy raz wymknęliśmy się z domu do ogrodu, aby leżeć pod gwiazdami. Kolejne dni leciały mi na spotkanich z Lynchami i Jake'iem. Moje relacje z nimi wszystkimi z dnia na dzień pogłębiały się. Potem był mój piewrwszy pocałunek. Po tym zostałam dziewczyną Jake'a, a przed wczoraj Ross chciał mnie pocałować. Tak w wielkim skrócie wyglądał ten miesiąc. Teraz stoję na balkonie i nadal zachwycam się pięknem tego ogrodu. Pamiętam moje pierwsze wrażenie, gdy go zobaczyłam. Byłam po prostu zachwycona nim i nadal tak się czuję, gdy go widzę. Przez ten miesiąc bardzo dużo przeżyłam. W ciągu tych czterech tygodni moje życie dosłownie wywróciło się do góry nogami. Prawie wszystko się zmieniło. Tą nawiąkszą zmianą jest posiadanie przyjaciół i chłopaka. Bez nich nie potrafię sobie wyobrazić życia. Jeszcze miesiąc temu miałam tylko Vanessę, a to co się mi przytrafiło to były moje marzenia. Spełniły się. Wtedy nie przypuszczałam, że przez tą przeprowadzkę do LA moję życie diametralnie się zmieni. Szare, nudne dni zastąpiły kolorowe i pełne radości. Życie zdecydownie jest piękne i chcę się cieszyć każdą chwilą, bo życie przecież jest tylko jedno i trzeba się nim nacieszyć do woli. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi od mojego pokoju, co spowodowało, że z powrotem wróciłam na ziemię. To pewnie Vanessa, bo kto by się do mnie dobijał o jedenastej rano.
  - Proszę. - odezwałam się i odwróciłam się w kierunku pokoju. Po chwili drzwi otworzyły się i zobaczyłam Rossa. Rossa? Czy mnie oczy nie mylą? Ross? Co on u mnie robi? I w dodatku o tej porze?
  - Hej Lau. - powiedział, a na jego usta wpłynął uśmiech.
  - Hej Ross. - odparłam i również się uśmiechnęłam. Weszłam do środka pokoju. - Co ty tutaj robisz o tej porze i dlaczego wszedłeś normalnie przez drzwi? To nie w twoim stylu. - zaśmiałam się.
  - W sumie to trochę dziwne, że nie wszedłem przez balkon, ale przecież jest dzień, a nie noc. Chociaż wiesz, że nad tym myślałem? - uśmiechnął się.
  - To po prostu weszło ci już w krew. Tak w ogóle, to po co do mnie przyszedłeś? - spytałam.
  - A co nie cieszysz się? Jak chcesz to mogę wyjść.
  - No co ty, zostań. Bardzo cieszę się, że jesteś. - uśmiechnęłam się. - Po prostu chcę wiedzieć, co u mnie robisz.
  - A co już nie mogę odwiedzić swojej przyjaciółki beż żadnego powodu?
  - Ross, przestań się już droczyć. Powiedz w końcu, bo czuję, że nie przyszedłeś ot tak.
  - Skąd wiedziałaś?
  - Już ja cię za dobrze znam.
  - Tak, to prawda. Dobra nie ważne. Przyszedłem po to, aby cię gdzieś zabrać.
  - Sam na sam?
  - No tak, ale oczywiście to jest wypad przyjacielski.
  - No tak. Gdzie chcesz mnie zabrać?
  - A nie powiem ci, bo to jest niespodzianka. - uśmiechnął się.
  - Niespodzianka mówisz? Zaczyna się jak randka.
  - Tak, bo będę randkował z zajętą dziewczyną. Po prostu wymyśliłem takie przyjacielskie spotkanie. To zgadzasz się?
  - No pewnie, że tak. Możemy już nawet iść, bo jestem już ubrana.
  - Wiesz w sukience nie będzie ci za wygodnie. Lepiej ubierz spodnie.
  - Co ty takiego wymyśliłeś, że każdesz mi się przebierać?
  - Zobaczysz i z pewnością ci się spodoba. - uśmiechnął się. - A teraz idź się już przebierać.
  - Okay, nie poganiaj mnie.
  - No muszę, bo jesteś straszną guzdrałą.
  - No chyba mnie pomyliłeś z Vanessą. Ja w porównaniu do niej szykuję się o wiele szybciej.
  - Idź już i nie marudź.
  - Okay idę. - odpowiedziałam i poszłam do garderoby. Od tego tygodnia to droczenie się naprawdę mnie już nie dziwi. Okay, co by tu ubrać? Po namyśle wybrałam niebieską koszulę w kratę i czarne spodnie. Podeszłam do toaletki i rozszesałam włosy. Mam się czuć komfortowo, więc związałam je w luźnego koka, a dwa krótsze pasma włosów zostawiłam po bokach twarzy. Popsikałam się jeszcze moimi ulubionymi perfumami i byłam gotowa. Wyszłam z garderoby. Poszukałam wzrokiem Rossa i zobaczyłam go siedzącego na kanapie.
  - Jestem już gotowa. - odezwałam się, a Ross spojrzał na mnie. - Czy tak mogę być ubrana?
  - Tak, ładnie wyglądasz. - uśmiechnął się. Poczułam, że moje policzki lekko zaczerwieniły się. Gdybym miała rozpuszczone włosy to zakryłabym te rumieńce nimi, a tak to nie mogę.
  - No to chodźmy. - odpowiedziałam i odwróciłam się w stronę drzwi. Otworzyłam je.
  - Okay. Tak w ogóle to mówiłem ci już, że nie musisz kryć się z twoimi rumieńcami, bo ci w nich do twarzy. - odparł. Jego słowa spowodowały oczywiste. Wyszłam z pokoju, a po chwili Ross zrobił to samo. Nie spojrzałam na niego, ale domyślam się, że się uśmiecha. Zeszliśmy na dół.
  - To ja jeszcze idę powiedzieć Natalie, że wychodzę. - odparłam.
  - Okay, poczekam na ciebie na korytarzu. - powiedział Ross i odszedł. Ja poszłam do kuchni. Natalie czytała gazetę.
  - Cześć. - odezwałam się, a ona podniosła wzrok na mnie.
  - Cześć Laura. Wychodzisz gdzieś?
  - Tak, wychodzę z moim przyjacielem.
  - Z którym?
  - Z Rossem.
  - Tak myślałam. To napewno jest tylko przyjaciel? Vanessa dużo mi o was opowiadała. Zresztą w kuchni czasami też poruszacie wasz temat. - uśmiechnęła się.
  - Ross to tylko przyjaciel i nic więcej. Jestem przecież z Jake'iem.
  - Już nie będę cię męczyć. Baw się dobrze.
  - Dziękuję. - odpowiedziałam, po czym wyszłam z kuchni. Poszłam na korytarz, w którym czekał na mnie Ross.
  - To co możemy już iść? - spytał.
  - Tak, ale jeszcze tylko ubiorę buty.
  - Tylko nie ubieraj sandałów, ani obcasów. Lepiej wybierz adidasy.
  - Gdzie ty mnie zabierasz? - spytałam zdzwionym głosem.
  - Zobaczysz. - uśmiechnął się. Założyłam niebieskie nike'i, po czym wyszliśmy z mojego domu. Przed bramą zobaczyłam samochód Rossa.
  - Jedziemy autem? - spytałam, a Ross przytaknął. Weszliśmy do pojazdu i odjechaliśmy. Oczywiście pogrążyliśmy się w rozmowie. Zorientowałam się, że kierujemy się na wschodnią część miasta. To mnie jeszcze nie zaskakiwało. Jechaliśmy jakieś 15 minut, a gdy wieżowce zaczęły znikać i pojawiały się normalne domy, zaczynałam się zastanawiać, gdzie Ross mnie zabiera. Gdy również minęliśmy przedmieścia moja ciekawość sięgała już zenitu.
  - Ross, gdzie my jedziemy? Dlaczego wyjechaliśmy z miasta? - odezwałam się.
  - Nie powiem ci dokąd, bo chcę ci zrobić niespodzinkę.
  - Ale dookoła są tylko same pola, więc co można tutaj robić?
  - Ech, ty byś chciała od razu wszystko wiedzieć. - zaśmiał się. - Tam gdzie jedziemy napewno ci się spodoba.
  - A skąd wiesz?
  - Bo dobrze cię znam i wiem, co lubisz. - uśmiechnął się.
  - A powiesz mi przynajmniej ile będziemy jeszcze jechać?
  - Jakieś pół godziny, bo dopiero wyjechaliśmy z przedmieścia. Więcej już się o nic nie pytaj, bo ci nic nie zdradzę. - odparł. Zapadła pomiędzy nami cisza, która mi nie przeszkadzała. Spojrzałam za okno. Dookoła rozciągały się tylko pola. Gdzie my jedziemy? Może do jakiegoś innego miasta? Może tak. Naprawdę moja ciekawość jest już na granicy wytrzymałości. Zachowuję się trochę jak małe dziecko, bo z tego podekscytowania, co jakiś czas kręcę się na fotelu.
  - Zamknij teraz oczy i nie podglądaj. - odezwał się Ross po jakiejś pół godzinie jazdy.
  - Okay, rozumiem, że to coś zobaczę dopiero, gdy staniemy, tak?
  - Tak, a teraz zamknij już oczy i nie otwieraj ich dopóki ci nie powiem, okay?
  - Okay. - odpowiedziałam i zrobiłam to co kazał. Co to może być? Gdzie my w ogóle jedziemy? Oj coś mi się wydaje, że to będzie coś niezwykłego skoro nawet nie mogę patrzeć na drogę. Ross naprawdę mnie zaskakuje. To jest tylko przyjacielski wypad i jedziemy tak daleko, a na randce z Jake'iem idziemy do restauracji, a później na plażę lub do parku. W tym co przyszykował Jake nie ma nic oryginalnego. Jestem ciekawa jakie Ross wymyśla randki, skoro na przyjacielskie spotkanie zabiera mnie gdzieś poza miastem. Chciałabym się tego dowiedzieć. Wydaje mi się, że są romantyczne. Przecież nasze leżenie pod gwiazdami takie jest. Tak samo wchodzenie do mojego pokoju przez balkon. Ross od początku mnie intrygował i nadal nie przestaje.
  - Już powoli dojeżdżamy, ale jeszcze nie otwieraj oczu. - odezwał się Ross.
  - Okay. - odpowiedziałam. Jechaliśmy chyba jeszcze z jakieś 10 minut. W końcu stanęliśmy.
  - Jeszcze nie otwieraj. - powiedział Ross.
  - Ale przecież już stoimy.
  - Poczekaj chwilkę. Najpierw musimy wysiąść. - odparł i wyszedł z samochodu, bo usłyszałam trzasnięcie drzwiami. Zaraz Ross otworzył od mojej strony.
  - Trzymaj mnie za rękę. - powiedział, chwytając mnie za dłoń. Załapałam jego rękę i wysiadłam z auta. - A teraz odwróć się w prawą stronę. - odezwał się, a ja zrobiłam tak. - Okay, możesz już otworzyć oczy. - odparł po chwili. Zaczynałam się trochę bać co zobaczę. Powoli otwierałam powieki aż zobaczyłam... Nie! To nie może być prawda! Ujrzałam stadinę ,,W siodle"! Przecież to tutaj spędzałam każde wakacje. Nie wierzę, że byłam tutaj aż trzy lata temu. Przesunęłam wzrokiem po budynkach, a później po widokach dookoła. Gdy zobaczyłam konie, pasące się na trawie, mój uśmiech, który już dawno pojawił się na mojej twarzy, powiększył się jeszcze bardziej. Konie. To się nie dzije naprawdę. Nagle wszystkie moje wspomnienia związane z tym miejscem powróciły. Te dobre i złe.
  - I co podoba ci się? - spytał Ross, który stał obok mnie.
  - Tak! I to nie wiesz jak bardzo! - krzyknęłam z radości, po czym rzuciłam mu się na szyję. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Naprawdę ci dziękuję, Ross. - mówiłam przytulając go mocno. Ross tylko objął mnie w pasie. Po chwili odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy, które wyrażały radość.
  - Nie ma za co, Lau. Wiem, że bardzo chciałaś tutaj przyjechać, więc cię tutaj zabrałem. - powiedział.
&nbap; - Nawet nie wiem jak mam ci dziękować, Ross. Przecież teraz zaczyna się spełniać moje marzenie.
  - Zaraz całkowicie się spełni. Chodźmy już do stajni, bo ktoś tam na ciebie czeka. - odpowiedział, a ja tylko skinęłam głową. Idąc cały czas się rozglądałam po wszystkim. Czuję się jakbym była tutaj po raz pierwszy. W sumie moja reakcja na to była taka sama. Nadal to do mnie nie dociera, że jestem tutaj. Boję się, że to jest tylko sen i że za chwilę otworzę oczy i się skończy. Jednak to jest prawda. Moja radość jest chyba nie do opisania. Ostatni raz byłm tak podekscytowana, gdy przyjechałam tutaj po raz pierwszy, a było to siedem lat temu. Spędziłam w tej stadninie cztery lata przez każde wakacje, a następne trzy mnie tu nie było. Przez ten czas tylko marzyłam o tym, że jeszcze kiedyś tutaj przyjadę. Teraz to marzenie się spełniło i to dzięki Rossowi. Nigdy mu tego nie zapomnę, bo to co zrobił jest niezwykłe. Zaraz przerwałam moje rozmyślania, bo weszliśmy do stajni, w której w wejściu stała pani Morgan, czyli właścicielka tej stadniny. Bardzo ją lubiłam.
  - Laura? - odezwała się z wyraźnym uśmiechem na twarzy.
  - Tak, to ja, pani Moragan. - odpowiedziałam, a kobieta podeszła do mnie i przytuliła mnie. Po chwili mnie puściła. Dopiero teraz bardziej się jej przyjrzałam. Nadal wyglądała na wesołą i pełną życia. Jednak zauważyłam na jej twarzy pare zmarszczek, a w brązowych włosach odrobinę siwych włosów. Jej oczy nadal były radosne, a uśmiech ciepły. Nie dziwię się, że bardzo polubiłam tą kobietę.
  - Jak cię dawno nie widziałam. Przez te trzy lata wyrosłaś na piękną kobietę. Pewnie masz duże powodzenie u chłopaków. No przecież jednego zdobyłaś. - powiedziała i wskazała na Rossa. Oboje trochę się speszyliśmy.
  - My się tylko przyjaźnimy. - odparłam, lekko się rumieniąc.
  - Może tak, ale po tym co on zrobił, to może będzie coś więcej. Zresztą zobaczysz jeszcze. - uśmiechnęła się.
  - Co u pani słychać? - spytałam, aby zmienić temat.
  - U mnie tak jak zawsze tylko zaczynam powoli się już starzeć. Jednak nie narzekam na to, bo nadal staram się trzymać formę.
  - Nic się pani nie zmieniła. Nadal jest pani radosną kobietą, która uczyła mnie jeździć na koniu. - uśmiechnęłam się.
  - Pamiętam to jakby to było wczoraj, a nie siedem lat temu. Jednak odkąd ciebie tutaj nie ma to w tej stadninie nic się nie dzieje. Przez te trzy lata nie było tutaj takiej osoby jak ty. Takiej pełnej życia i bardzo kochcającej konie oraz całkowicie oddającej się swojej pasji. Naprawdę bardzo mi ciebie tutaj brakowało.
  - Mi pani też oraz tego miejsca i koni. Tęskniłam za tym wszystkim. Jednak moja miłość do koni się nie zmieniła. Przez to, że nie mogłam na nich jeździć, to zaczęłam je rysować.
  - A jeżeli już mówisz o koniach to jeden na ciebie czeka. - powiedziała i uśmiechnęła się.
  - Night. - szepnęłam. - Jak ona się trzyma?
  - Nadal jest w świetnej formie i ma pełno życia i energii. Pewnie to cię uszczęśliwi, bo nadal nie pozwala się nikomu dotykać oprócz mnie.
  - Naprawdę?
  - Tak i myślę, że tobie znów pozwoli.
  - Nie widziała mnie przez trzy lata, więc może mnie nie pamięta.
  - Wiesz, konie potrafią mieć dobrą pamięć. Zresztą choć sama się przekonać. - powiedziała pani Morgan. We trójkę weszliśmy do stajni. Patrzyłam na wszystkie konie, a uśmiech nie schodził mi z twarzy. W końcu zobaczyłam ją. Moją Night. Moją Night Fury. Nadal była tak piękna, zgrabna i pełna gracji jak trzy lata temu. Nie mogę uwierzyć, że ją widzę.
  - Zobacz Night kto do ciebie przyszedł. To Laura. Ona na tobie jeździła. Pamiętasz ją? - mówiła kobieta i głaskała klacz po głowie. - Pogłaskaj ją Laura. - powiedziała i odeszła na bok. Niepewnie podeszłam bliżej boksu. Powoli wyciągnęłam rękę, aby ją dotknąć, ale klacz odsunęła się. Pamiętam, gdy pierwszy raz próbowałam ją pogłaskać i tak samo mi nie wyszło. Tak jak wtedy się nie poddam. Nadal trzymałam rękę przed sobą i na wysokości głowy konia.
  - Night to ja, Laura. Pamiętasz mnie? - mówiłam łagodnym głosem i patrzyłam jej w oczy. - Night. Night Fury. Pozwól mi się dotknąć. To ja, Laura. Kiedyś pozwoliłaś mi na tobie jeździć i się głaskać. Night. - powiedziałam, a klacz podeszła trochę bliżej drzwiczek. Już są małe postępy. - Night. Pamiętasz, jak ci mówiłam, żebyś nie pozwalała się dotknąć oprócz mnie i pani Morgan? To jestem ja, Laura. Night, pamiętasz mnie? Night. - wypowiadając ostani raz jej imię, klacz zbliżyła się i przyłożyła swoją głowę do mojej dłoni, na co ja się uśmiechnęłam. - Tak. Dobrze, Night. Moja Night Fury. - powiedziałam i zaczęłam ją głaskać. Poczułam, że do oczu napływają mi łzy szczęścia. Ona mnie pamięta. Myślałam, że nie pozwoli mi się dotknąć, a ona to zrobiła. To jest niezwykłe. Czuję się jakbym dotykała ją po raz pierwszy. - Dobrze, Night. Moja kochana, Night. - odparłam i przytuliłam się do jej głowy.
  - Wiedziałam, że ona cię pamięta. - odezwała się pani Morgan, a ja odsunęłam się od głowy klaczy, ale nadal ją głaskałam.
  - A ja myślałam, że ona o mnie zapomniała i że nie pozwoli mi się dotknąć.
  - Byłyście ze sobą bardzo związane i to widać. - uśmiechnęła się kobieta. - Chcesz na niej pojeździć?
  - Teraz tylko o tym marzę.
  - Ta ja ci przygotuję wszystkie rzeczy, a was zostawiam samych. - odpowiedziała kobieta, po czym odeszła.
  - Dziękuję ci jeszcze raz Ross za to, że mnie tu zabrałeś. - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
  - Nie ma za co, Lau. Polecam się na przyszłość.
  - Może skorzystam. - zaśmiałam się.
  - Ona nie pozwoliłaby mi się dotknąć, prawda? - spytał, wskazując na Night.
  - Raczej nie, ale możesz spróbować. - odparłam. Ross stanął obok mnie i wystawił rękę w stronę klaczy, ale ona odsunęła się.
  - Tak myślałem. - powiedział, cofając rękę. - Widać, że cię posłuchała, gdy mówiłaś jej, żeby nie pozwalała się dotykać nikomu oprócz ciebie i pani Morgan.
  - Tak i cieszę się z tego, bo gdyby ktoś związał się z nią tak jak ja, to bardzo zasmuciłoby mnie to. - odpowiedziałam. - Chodź tu Night. - zacmokałam, a klacz zbliżyła się i zaczęłam znów ją głaskać po głowie. - Moja ty kochana. Moja Night Fury. - mówiłam łagodnym tonem.
  - Chyba jeszcze nigdy nie widziałem ciebie aż tak radosnej. Naprawdę cała promieniejesz. - uśmiechnął się do mnie.
  - Tak, bo to miejsce tak na mnie wpływa. Jednak to dzięki tobie jestem szczęśliwa. - powiedziałam, patrząc mu w oczy. Odpłynęłam w nich tak jak ostatnio. Teraz to często mi się zdarza. Od samego patrzenia mu w oczy moje serce bije szybciej. To co dziś dla mnie zrobił jest naprawdę bardzo miłe. Nie spodziewałam się takiej niespodzianki.
  - Cześć Ross. - usłyszałam jakiś kobiecy głos. Oderwałam wzrok od oczu Rossa i skierowałem na dziewczynę, która pojawila się nagle obok nas. Blondynka o zielonych oczach. Była może trochę wyższa ode mnie i około mojego wieku. Nawet ładna. Tylko kim ona jest dla Rossa? Nagle poczułam dziwne ukłucie w sercu. Nie, ja wcale nie jestem zazdrosna.
  - Cześć Alice. - odpowiedział Ross.
  - Ross, kto to jest? - spytałam.
  - To ja was sobie przedstawię. Laura to jest Alice. Alice to jest Laura, moja przyjaciółka. - powiedział, a my podałyśmy sobie dłonie.
  - Cześć. - odezwałam się.
  - Cześć, miło mi ciebie poznać. - odpowiedziała miłym głosem. Po chwili puściłyśmy się. Zdążyłam już zauważyć, że ta cała Alice ciągle patrzy na Rossa. Już widzę, że jej się podoba.
  - Skąd się znacie? - spytałam.
  - Alice pracuje tutaj. Nie znamy się zadobrze. Czasem tylko rozmawialiśmy.
  - To ty już tutuaj byłeś wcześniej?
  - Tak, bo wiesz... Ja uczę się jeździć konno odkąd mi powiedziałaś o stadnie i o twoim marzeniu o powrocie tutaj, czyli od prawie trzech tygodni. Chciałem cię tutaj zabrać, bo widziałem, że bardzo tego chcesz. Stwierdziłem, że muszę się nauczyć jeździć, bo ty pewnie pojechałabyś w teren i nie mógłbym ci towarzyszyć. To przez to poznałem Alcie. - odpowiedział.
  - Naprawdę specjalnie dla mnie nauczyłeś się jeździć? - zapytałam z uśmiechem na ustach.
  - No tak.
  - To miłe z twojej strony. - odpowiedziałam, po czym przytuliłam się do niego, a Ross objął mnie w pasie. Zerknęłam na Alice. Patrzyła na nas smutno. Trochę zrobiło mi się jej żal. Chociaż nie, Ross jest moim przyjacielem. Jednak widzę, że on jej się podoba, co mnie za bardzo nie cieszy. Po chwili odsunęliśmy się od siebie.
  - Za chwilę pewnie będziesz jeździć, więc ja też muszę osiodłać konia. - odparł.
  - To ja ci pomogę, Ross. - odezwała się blondynka.
  - Alice, mam do ciebie małą prośbię, przygotujesz mojego konia? Ja nie mogę iść z tobą, bo przecież przyjechałem tutaj z moją przyjaciółką i nie zostawię jej samej.
  - Okay, Nie ma sprawy. - uśmiechnęła się. O tak, on zdecydownie jej się podoba.
  - Dzięki.
  - Nie ma za co. - odpowiedziała, po czym odeszła od nas.
  - Wiesz, że jej się podobasz? - odezwałam się, gdy blondynka była już dalej.
  - Co? Skąd niby to wiesz?
  - Widziałam jak na ciebie patrzy, a zerkała co chwilę. Gdy się przytulaliśmy była smutna. Co o niej myślisz?
  - Jest miła i uprzejma. Nie znam jej za dobrze, więc nie wiem jaka jest dokładnie. Nie rozmawialiśmy zbyt dużo.
  - Aha, a podoba ci się choć trochę?
  - Jest ładna, ale jakoś nie zwracam na nią szczególne dużo uwagi. Czekaj, czekaj, czy ty jesteś o mnie zazdrosna? - spytał, uśmiechając się.
  - Co? Nie. Ja wcale nie jestem zazdrosna tak tylko o nią pytam. - odpowiedziała trochę poddenerwowanym głosem.
  - Aha tak jasne. Przyznaj się, że byłaś zazdrosna.
  - Nie. Chyba ci się zdawało.
  - Serio, ani trochę nie byłaś? No przyznaj się.
  - No może troszeczkę. - powiedziałam cicho.
  - Ha! Wiedziałem. - uśmiechnął się.
  - Czemu to cię tak cieszy? Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. To przyjaciółka nie może być trochę zazdrosna o swojego przyjaciela?
  - No może. Cieszę się z tego.
  - Zresztą przecież ty też jesteś zazdrosny o Jake'a i sam się do tego ostatnio przyznałeś.
  - No może i trochę jestem. Gdy zostaliście parą to bałem się, że cię stracę.
  - Ale tak się nie stało i nigdy się nie stanie. - uśmiechnęłam się. Po chwili zobaczyłam, że pani Morgan z siodłem i czaprakiem w ręce zbliża się do nas.
  - Zobacz, co mam Laura. To są twoje rzeczy. - odezwała się.
  - No rzeczywiście. Zatrzymała je pani?
  - Tak. Po tym jak mi je dałaś to zostawiłam je sobie na pamiątkę. Nikt tego nie używał. Zresztą miałam też nadzieję, że jeszcze kiedyś przyjedziesz.
  - To naprawdę miłe z pani strony. - uśmiechnęłam się. - Czy mogłabym sama osiodłać Night?
  - Oczywiście. Pamiętasz jak się to robiło? Żebyś później nie spadła tak jak za pierwszym razem, gdy sama osiodłałaś konia. - zaśmiała się.
  - Teraz to sobie przypomniałam. Źle zapięłam popręgi. - odparłam i uśmiechnęłam się.
  - No to powodzenia. Jakby co to będę przed stajnią. - powiedziała pani Morgan i dała mi wszystkie rzeczy. Po chwili odeszła. Weszłam do boksu i zamknęłam drzwiczki, na które położyłam siodło i czaprak. (jakby ktoś nie wiedział, to czaprak to jest taki materiał, który daje się pod siodło, aby ono nie obcierało konia - od aut.:))
  - Chcesz może mi pomóc? - spytałam.
  - Nie, lepiej nie. Zresztą Night nie pozwoli mi się dotknąć. - odpowiedział Ross. Wzięłam zgrzebło i zaczęłam czyścić klacz. Czułam się jakbym robiła to wczoraj, a nie trzy lata temu. Nadal nie zapomniałam jak należy to robić. Zajęło mi to jakieś 20 minut. Kiedyś wykonywałam to szybciej. Jednal trochę wyszłam z wprawy. To teraz pora na osiodłanie. Na grzbiet położyłam czaprak, a na niego siodło. Zapięłam pod brzuchem popręgi i Night była gotowa do jazdy.
  - I już możemy iść. - odezwałam się, po czym otowrzyłam drzwiczki boksu i razem z Night wyszłam z niego. - A tak w ogóle to, na którym koniu jeździsz? - spytłam.
  - Na Browny'm. Wiesz, który to?
  - No pewnie to na nim uczyłam się jeździć. To jest jeden z najspokojniejszych koni, dlatego jest idealny do nauki.
  - W ogóle się na niego nie skarżę. - odparł. Po chwili zobaczyłam, że Alice wychodzi z boksu z osiodłanym koniem. Był on cały koloru kasztanowego łącznie z grzywą i ogonem, a na czole miał białą strzałkę.
  - Proszę Ross. Browny jest już gotowy. - powiedziała i podała Rossowi lejce.
  - Dzięki. - odpowiedział, a ona odeszła. Wyszliśmy ze stajni, przed którą stała pani Morgan i malowała drzwi.
  - Widzę, że konie macie już osiodłane. - odezwała się. Podeszła do Night i przyglądała się jej. - Dobrze założyłaś siodło, Laura.
  - Widać, że nie zapomniałam jak to się robi. Mogę już pojeździć?
  - Oczywiście. Chodźcie na padok. - odparła kobieta i poszliśmy do miejsca, w którym ujeżdża się konie. Pani Morgan otworzyła drzwi bramy, a ja razem z Night weszłam tam. Musiałam rozwalić swojego koka, bo nie mieścił mi się pod kaskiem. W rozpuszczonych włosach będzie mi lepiej. Kiedyś nie zakładałam kasku, bo ufałam Night i wiedziałam, że mnie zrzuci. Jednak tak się stało, gdy wystraszyła się jakiegoś huku. Upadłam wtedy na kamień i byłam w śpiączce przez trzy dni. Gdybym miała wtedy kask to nadal bym jeździła konno.
  - Laura, wszystko dobrze? - spytał Ross.
  - Tak, tylko trochę się zamyśliłam. - odpowiedziałam. Okay teraz muszę wsiąść na konia. Mam nadzieję, że tego nie zapomniałam. Włożyłam prawą nogę w strzemię, podciągnęłam się na siodle i przełożyłam lewą nogę na drugą stronę. Jest! Siedzę na koniu.
  - Ty Ross nie jeździsz? - spytałam.
  - Na razie nie. Teraz ty sobie pojeździj i przypomnij to sobie. - odpowiedział.
  - Wio, Night. - powiedziałam i poruszyłam lejacmi, a klacz zaczęła iść. Jak ja dawno nie byłam na końskim grzbiecie. Brakowało mi tego. Teraz czuję się sobą. - Kłus, Night. - odezwałam się, gdy zrobiłyśmy jedno kółko. Klacz przyspieszyła tak jak kazałam. Nie wierzę, że ona nadal mnie tak słucha, a minęły trzy lata odkąd ostatnio na niej jeździłam. Przejechałam już sporo okrążeń i już całkowicie przyzwyczaiłam się do jazdy.
  - I co już oswoiłaś się? - spytała pani Morgan.
  - Tak, czy mogę jeździć w terenie?
  - Oczywiście. Zaraz wam otworzę bramę. - odparła i podeszła do przeciwleglej bramy.
  - Ross wsiadaj na konia. - powiedziałam, a on zaraz to zrobił. Podjechał do mnie.
  - Okay, jedźcie już sobie. - odezwała się kobieta, która otworzyła szeroko bramę, która prowadziła na łąkę. Przejechaliśmy przez nią.
  - Mam pomysł ścigajmy się do lasu. Co ty na to? - zaproponowałam.
  - Przecież wiadomo, że ty wygrasz.
  - Jak będziesz miał takie podejście to pewnie tak. Dawaj będzie fajnie. Chyba jechałeś na koniu, który biegnie, czy nie?
  - Tylko parę razy.
  - No to dasz sobie jakoś radę. Dawaj ścigajmy się do lasu. - zachęcałam go.
  - Okay, niech ci będzie. - uśmiechnął się Ross.
  - To przygotuj się. Ułóż się w odpowiedniej pozycji do galopu. Wiesz jaka to, co nie?
  - Tak wiem. Uczyłem się. - odparł.
  - Gotowi. - powiedziałam, po czym podniosłam się z siodła, a głowę trzymałam nad karkiem konia. Ross zrobił to samo. - Do startu... - specjalnie przedłużyłam. - Start! - krzyknęłam, po czym uderzyłam nogami o brzuch Night, a ona w jednej sekundzie zerwała się z miejsca i pędziła prosto przed siebie. Ten wiatr we włosach, powietrze muskające moją twarz powodowały, że czułam się wolna. To uczucie zawsze mi towarzyszyło, gdy byłam na grzbiecie galopującego konia. Teraz naprawdę poczułam, że żyję. Nie mogąc jeździć konno utraciłam cząstkę siebie, a właśnie w tej chwili całkowicie do mnie powróciła. Bardzo tęskniłam za tym miejscem. Spojrzałam na Rossa, który był blisko mnie, ale ja miałam przewagę. Zresztą Night to dobra sprinterka. Ona jest szybka jak błyskawica, pełna dzikiego temperamentu, a przy tym piękna i pełna gracji. No cóż take już są konie. Szczególnie arabskie. To jest moja ulubiona rasa i to główne przez Night. Zauważyłam, że Ross coraz bardziej zostaje w tyle. Night natomiast jeszcze bardziej przyspieszyła. Kocham to! Nie wierzę, jak ja mogłam wytrzymać te trzy lata bez koni? Jednak nie zrobiłam tylko jednego, gdy jeździłam konno. Mianowicie nie potrafiłam utrzymać się w siodle, gdy koń stawał dęba. Próbowałam wiele razy, ale za każdym razem spadałam. Teraz chcę to zmienić. Gdy docierałyśmy na miejsce spięłam Night w bokach, a ona stanęła dęba. Ze wszystkich moich sił próbwałam się utrzymać i udało mi się to. Nie wierzę! Zrobiłam to! Utrzymałam się! Jeszcze nigdy wcześniej mi się to nie udało, a teraz tak! Po chwili Ross na Browny'm dojechał do mnie.
  - Widziałeś to? - spytałam podekscytowana.
  - Tak, Night stanęła dęba, a ty się utrzymałaś w siodle. - odpowiedział Ross.
  - No właśnie! Jeszcze nigdy mi się to nie udało. Zawsze, gdy próbowałam to robić to spadałam, a teraz mi się udało!
  - No to brawo. Wiesz ty spadałaś, bo nie umiałaś się utrzymać, a ja za pierwszym razem, gdy Browny zaczął biec.
  - Serio? No wiesz zawsze musi być pierwszy raz. Ja spadałam wiele razy, a za ostanim straciłam przytomność i musiałam pożegnać się z końmi. - powiedziałam smutno.
  - Laura, nie myśl o tym. Ciesz się teraz chwilą. - uśmiechnął się.
  - Wiem i tak robię, ale jednocześnie co chwilę sobie coś przypominam związanego z tym miejscem. Są to dobre i złe rzeczy.
  - No nie dziwię ci się, bo w końcu spędziłaś tutaj cztery lata w każde wakacje.
  - No tak. - przytaknęłam. - Jeźmy do lasu. Pokażę ci tam coś. - powiedziałam, wskazując na leśną dróżkę.
  - Okay. - odparł Ross. Wjechaliśmy do lasu. Od razu wróciły mi moje wspomnienia.
  - Często byłaś w tym lesie? - spytał.
  - Tak, zawsze tutaj przychodziłam, gdy już się wyjeździłam. Siadałam przy rzece, która tutaj płynie i słuchałam jej odgłosu oraz ćwierkania ptaków. To mnie odprężało, a myśli same do mnie przychodziły. - westchnęłam. - Tak. Teraz czuję się podobnie. Po prostu czuję, że żyję. Powróciła do mnie cząstka, którą utraciłam przez moją nieobecność tutaj. Podczas tego galopu na Night byłam wolna. Wolna jak ptak, bo znowu tutaj jestem. - to wszystko mówiłam prosto z serca. To co w tej chwili czuję.
  - Twoje wspomnienia są naprawdę niezwykłe. Chciałbym poczuć się tak jak ty teraz.
  - To jest proste. Wystarczy, że zrobi się coś, czego nie robiło się od dawna. Ty i twoje rodzeństwo moglibyście wrócić na scenę. To pewnie by cię uszczęśliwiło, prawda?
  - Tak i to bardzo.
  - To dlaczego tego nie zrobicie. Skończcie już tą przerwę.
  - Gdyby to było takie proste. - westchnął smutno.
  - Przepraszam, nie powinnam była poruszać tego tematu, bo on cię wyraźnie zasmuca.
  - Nic się nie stało, Laura. - uśmiechnął się lekko, a ja odwzajemniłam jego gest. - To dokąd jedziemy?
  - Wiesz akurat już jesteśmy, ale musimy skręcić w prawą stronę. Zaraz zobaczysz. - odpowiedziałam i wjechaliśmy na boczną ścieżkę.
Po chwili jazdy ukazał nam się most. Stary, półokrągły, kamienny most, który znajdował się nad szerszym odcinkiem rzeki. Woda płynęła wolno, ale jej szum był nawet głośny. - To tutaj. Chciałam pokazać ci to miejsce. - odezwałam się i zarzymałam Night, po czym zeszłam z niej. Ross po chwli zrobił to samo. Przywiązaliśmy konie do drzewa i weszliśmy na most. Oparliśmy się o kamienny murek.
  - Tu jest pięknie. - powiedział Ross.
  - Tak wiem. - odparłam i podziwiałam ten widok.
  - Teraz już rozumiem dlaczego tak bardzo lubisz tą stadninę. W tym wszystkim po prostu nie da się nie zakochać.
  - Tak, to jest niemożliwe. Więź jaka mnie łączy z tym miejscem jest nie do rozerwania. Ja nigdy nie zapomnę tego, co mi się tutaj przytrafiło. Te wsztkie wydarzenia, miejsca na zawsze pozostały w moim sercu. Teraz dochodzą do tego te chwile z tobą. - powiedziałam i spojrzałam na niego. On również skierował na mnie swój wzrok, a nasze spojrzenia się spotkały. Z jego oczu mogłam wyczytać tylko jedno - wielkie szczęście. Ja czuję to samo, a uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Jednak to miejsce będzie dla mnie teraz trochę inne, bo to Ross mnie tutaj zabrał. To dzięki niemu spełniło się moje marzenie o chociaż jednej przejażdzce na koniu. To dzięki niemu jestem teraz niezmiernie szczęśliwa i nic nie przyćmi mojej radości. Teraz dopiero zdaję sobie sprawę, że Ross jest mi bardzo bliski i bardzo ważny. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. On zmienił je na lepsze. Spowodował, że gdy tylko go widzę, to na mojej twarzy gości uśmiech. Ross po prostu jest moim najlepszym przyjacielem i nic i nikt tego nie zmieni. Po chwili Ross spuścił wzrok z moich oczu i spojrzał przed siebie. Ja zrobiłam tak samo. Jak to się wszystko pozmieniało. Pamiętam jak odkryłam ten most i pierwszy raz oglądałam ten widok. Byłam nim bardzo zachwycona i spędziłam na nim dobrą godzinę. Teraz jest tak samo. Czuję się jakbymm widziała to po raz pierwszy. Może jest tak dlatego, że nie byłam tutaj przez trzy lata? Tak, to jest pewnie przez to. Może jednak przez niezwykłość tego miejsca? Może.
  - Laura? - spytał nagle Ross.
  - Tak?
  - Czy jak przedwczoraj rano chciałem cię pocałować to chciałaś tego? - zapytał, a ja spojrzałam na niego. Skąd nagle wzięło mu się takie pytanie?
  - Eee... No wiesz... - zacięłam się. - A dlaczego pytasz?
  - Tak tylko. Byłem tego ciekawy od tamtego zdarzenia. Jednak jak nie chcesz to nic nie mów.
  - Nie no, mogę ci powiedzieć. - odparłam.
  - Jak sobie chcesz.
  - Wiesz, no ja nawet tego chciałam. - odpowiedziałam, a na moje policzki wkradły się rumieńce.
  - Na prawdę?
  - No tak, ale to pewnie i tak nie zmieniłoby naszej relacji, bo przecież jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
  - Tak, masz rację. - powiedział. W jego głosie usłyszałam chyba nutkę smutku. Może jednak mi się zdawało.
  - Wiesz, ale jednego jestem pewna. Nasza relacja jest tak silna, że nikt jej nie rozerwie. Oczywiście my możemy, ale osoby trzecie nie.
  - Tak, to jest prawda. To tylko od nas zależy, czy będziemy się przyjaźnić.
  - Jednak wiem, że ty mnie nie skrzywdzisz. Przy tobie czuję się bezpieczna i wiem, że nic mi przy tobie nie grozi. Jesteś dla mnie bardzo ważny Ross. - powiedziałam, patrząc na niego.
  - Jeśli chodzi o mnie to ja nigdy nie byłbym wstanie cię skrzywdzić. Gdybym to zrobił, to nie wybaczyłbym sobie tego do końca życia. Jednak przy mnie całkowicie bezpieczna nie jesteś. Przecież jakby ktoś nas napadł to nie wiem, czy potrafiłbym cię ochronić. - odparł i spojrzał mi w oczy.
  - Mam nadzieję, że nigdy tak się nie stanie.
  - Ja też, ale nie wiemy co będzie jutro, pojutrze, za tydzień, za miesiąc, za rok. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości. - odpowiedział. Gdy mówił słowo pojutrze to bardziej je podkreślił. Co by się mogło wtedy stać? Pewnie mi się zdawało.
  - Tak, ale myślę, że ona będzie pomyślna dla nas.
  - Ja też. - powiedział. Nagle zapragnęłam się do niego przytulić. Aby poczuć się w jego ramionach bezpieczna. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Zbliżyłam się do Rossa i wtuliłam w jego klatkę. On zaraz objął mnie w pasie. Poczułam przyjemne ciepło w sercu.
  - Cieszę się, że jesteś moją przyjaciółką. - szepnął.
  - Ja też na to nie narzekam. - odpowiedziałam, a na moje usta wpłynął uśmiech. - Jeszcze raz ci dziękuję, że mnie tu zabrałeś.
  - Nie musisz mi ciągle dziękować. Zrobiłem to, żeby cię uszczęsliwić.
  - I ci się to udało. - odparłam, po czym puściliśmy się. - Wiesz jeszcze nikt nie zrobił czegoś takiego dla mnie.
  - Na prawdę?
  - Na prawdę. Nawet Jake nie. Jego randki w porównaniu do tego przyjacielskiego wypadu są bardzo mało oryginalne.
  - Serio, on cię jeszcze nie zabrał w jakieś romantyczne miejsce, ani nie zrobił czegoś takiego?
  - Nie. Nasze randki wyglądają jak normalne spotkania. Idziemy do jakiejś restauracji, a później na plażę albo do parku. Nic oryginalnego.
  - On idzie na łatwiznę. Nie daje nic od siebie. No chyba, że nie potrafi wymyślać romantycznych rzeczy.
  - Nie wiem, ale chyba nie jest to żadna sztuka zorganizować coś orygnalnego.
  - Wystarczy tylko trochę pomyśleć.
  - Jestem ciekawa, jakie ty robisz randki.
  - Ja? Ja robię coś romantycznego i niezwykłego. - uśmiechnął się.
  - Jaki skoromny. - zaśmiałam się. - Ale tak z ciekawości. Zdradź mi jak typowo wygląda twoja randka?
  - Rzadko zdarza mi się zabrać dziewczynę do restauracji, bo to nie jest nic ciekawego. Zazwyczaj robię coś sam i w jakimś raomantycznym miejscu.
  - Tak, z całą pewnością tak jest. Domyślałam się tego, bo samo twoje przychodzenie do mnie przez balkon i leżenie pod gwazdami jest romantyczne, a o tym teraźniejszym wypadzie to nie wspomnę. - uśmiechnęłam się.
  - Ty już wiesz, jak wyglądają spotkania ze mną. Randka to tylko poważniejsze określenie spotkania sam na sam.
  - Nie przypuszczałam, że jesteś aż takim romantykiem.
  - Z tym trzeba się urodzić. Jednak ty też nie cierpisz na brak romantyzmu.
  - No w sumie to nie. - przytaknęłam.
  - Masz swoją wymarzoną randkę?
  - Nie mam konkretnego miejsca lecz dla mnie ważne jest, że spędzę czas z chłopakiem, którego kocham.
  - To jeszcze się nie spełniło.
  - No niestety nie. Szczerze to coraz częściej zastanawiam się, czy ten mój związek z Jake'iem ma szansę dłużej przetrwać i dochodzę do wniosku, że nie. Jednak trochę boję się z nim zerwać, ale też nie wiem ja to się robi.
  - Po prostu trzeba powiedzieć prawdę i tyle.
  - No tak, ale to jest trudne.
  - Zerwanie nigdy nie jest łatwe, ale skoro nic nie czujesz do Jake'a to lepiej zakończ ten związek, bo przecież nie będziesz szczęśliwa.
  - Masz rację. Zrobię to, gdy wszystko sobie dokładnie przemyślę i gdy będę gotowa.
  - Pamiętaj, że gdy Jake po tym się od ciebie odwróci to masz mnie i moje rodzeństwo. Możesz na nas liczyć.
  - Wiem. Z wami wszystkimi jestem związana. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. - Może wyjdźmy już z lasu? Chciałabym ostatni raz pojeździć na Night.
  - Okay, ale przecież możemy tutaj znowu przyjechać.
  - Na prawdę?
  - Tak, kiedy będziesz miała na to ochotę to powiedz mi o tym.
  - Dobrze, ale ja mogłabym być tutaj codziennie. Jednak nie możemy przyjeżdżać tak często, bo mi rodzice nie mogą się o tym dowiedzieć.
  - To będzie nasz sekret.
  - Okay. - uśmiechnęłam się. Zeszliśmy z mostu i odwiązaliśmy konie, po czym wsiedliśmy na nie i ruszyliśmy. Gdy wyjechaliśmy z lasu, Night ze mną a grzbiecie biegła po łące, a ja cieszyłam się z tego. Ross stał po lasem i patrzył na mnie. W końcu po jakimś czasie stwierdziłam, że tyle na dzisiaj mi wystarczy. Wróciliśmy do stadniny, a konie daliśmy do swoich boksów.
  - Night, teraz znów musimy się rozstać, ale ja jeszcze tutaj przyjadę. Gdy mnie nie będzie to nie pozwalaj się dotykać nikomu oprócz pani Morgan i oczywiście mnie. Będę za tobą tęskinić. - powiedziałam do klaczy, a na koniec przytuliłam się do jej głowy. - Żegnaj moja Night Fury. - odparłam, po czym odeszłam o niej.
  - Przyjedziecie tutaj jeszcze, prawda? - spytała pani Morgan.
  - Tak, kiedyś przywiozę tutaj Laurę. - odpowiedział Ross.
  - I tak będę za tobą tęsknić.
  - Ja za panią i Night też. - odparłam, a kobieta przytuliła mnie. Po chwili puściła mnie.
  - No to jedźcie już. - powiedziała.
  - Do widzenia. - odparliśmy ja i Ross.
  - Do widzenia. - uśmiechnęła się lekko kobieta, a my wyszliśmy ze stajni i poszliśmy na praking. Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Parzyłam na stadninę tak długo dopóki nie zniknęła mi z pola widzienia.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Zdecydowałam podzielić ten rozdział na dwie części. Następna pojawi się coś koło poniedziałku lub wtorku, więc czekajcie. Podoba wam się rozdział? Myślę, że mi się udał. Jest w nim dużo Raury. Posłodziłam trochę, ale tak musi być. Niedługo słodzenie się skończy, bo przecież Ross będzie oddawał Laurę Romwellom. Ten rozdział zbliża się już wielkimi krokami.
Do napisania!!!

Liczę na komentarze!

wtorek, 2 lutego 2016

Rozdział 27

"And it gets so hot whenever we're alone but I can't say I'm in love. No, I won't!" ~ "I robi się tak gorąco, ilekroć zostajemy sami, ale nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany. Nie, nie zrobię tego!" - I Can't Say I'm In Love

~Los Angeles, 28.07.2015r.~
                                                             ★Ross★

  - Riker. - odezwałem się, gdy on zmierzał w kierunku salonu.
  - Tak? - spytał, odwracając się w moją stronę.
  - Chodź na górę do mojego pokoju. Musimy pogadać. - powiedziałem poważnie.
  - Pogadać? O czym? - zdziwił się.
  - Zaraz sam się dowiesz. - odparłem, po czym weszliśmy na górę i udaliśmy się do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżku.
  - No więc, o czym chcesz gadać? - odezwał się.
  - Powiem wprost. Czujesz coś do Vanessy? - spytałem, a jego oczy powiększyły się ze zdziwienia.
  - Na jakiej podstawie wyciągasz takie wnioski?
  - Po prostu widzę jak zachowujesz się przy niej. Często chcesz zwrócić na siebie jej uwagę na rózne sposoby. Już wcześniej sądziłem, że coś do niej czujesz, ale dopiero dzisiaj to sobie uzmysłowiłem. Po tym waszym pocałunku byłeś jakby w siódmym niebie. Uśmiech nie schodził ci z twarzy. Dziś rano, gdy Vanessa powiedziała, że ten pocałunek to było tylko wyzwanie i raczej nie stałoby się to naprawdę, to posmutniałeś. Przyznaj się, czujesz coś do niej? - skończyłem mówić, ale Riker milczał. Wiadomo musi to sobie wszystko poukładać w głowie, więc nie spieszy mi się, żeby usłyszeć jego odpowiedź. W sumie, gdyby on powiedział mi coś takiego, to też bym się nad tym dłużej zastanawiał. Jestem ciekawy, czy dobrze myślałem. Chociaż wiem jak Riker się zachowuje, gdy podoba mu się jakaś dziewczyna. To są poważne oznaki. Zobaczymy, jak dobrze go znam. Zresztą chcę trochę mu pomóc w odnalezieniu miłości. Jednak, czy Vanessa coś do niego czuje? Tego nie wiem. Ciągle zaprzecza wszystkiemu tak jak Laura, więc może nie. No chyba, że to ukrywa. Może nawet Laura nie chce tego powiedzieć. Co jeśli ona powie, że jest we mnie zakochana? Ona tak samo, jak ja nie może się zakochać. Ja będę cierpiał, gdy ją oddam, a ona gdy wyjdzie cało od Romwellów i dowie się prawdy. Nie wierzę, jakie to jest skąplikowane.
  - Ross, no ja... nie wiem, jak ci to mogę powiedzieć. - odezwał się w koncu Riker, przerywając tym moje rozmyślania.
  - Powiedz to co myślisz.
  - Ale obiecaj, że nie powiesz tego nikomu. Ani Laurze, a już szczególnie Vanessie. - oparł. No to już chyba wiem, co on powie.
  - Obiecuję. Nie pisnę nikomu słowa. - powiedziałem poważnie.
  - Okay, no więc ja... - przerwał na chwilę. - Ja jestem zakochany w Vanessie.
  - Tak! Wiedziałem, że nie jest ci obojętna. Ja już dobrze wiem kiedy dziewczyna ci się podoba. - uśmiechnąłem się. - Powiesz jej o tym?
  - Jak na razie to nie, bo nie wiem, czy ona coś do mnie czuje. - powiedział smutno.
  - A może to ukrywa i nie chce się do tego przyznać?
  - Może tak. Boję się jej wyznać moje uczuca, bo jeszcze mnie odrzuci, a tego nie chcę.
  - Może jednak spróbuj. Gdy jej o tym powiesz to pewnie nie będzie mogła przestać o tym myśleć i w końcu da ci jakąś odpowiedź.
  - Oby tak było, ale na razie jeszcze nie jestem na to gotowy.
  - Ty masz łatwiej niż ja, bo ty nie oddajesz jej nikomu. - odparłem, po czym westchnąłem. - Spróbuj. Wlacz o nią. Ty nie masz nic do stracenia.
  - Ty też możesz walczyć o Laurę.
  - Jak? Z Romwellami? Przecież to jest przegrana bitwa. Jestem na straconej pozycji. Ja nic już nie mogę zrobić! Muszę ją oddać. Oddać ją bezbronną, niczemu nie winną. Stać się może pośrednią przyczyną jej śmierci. W przeciwieństwie do mnie ty możesz zrobić wszystko, ja nie mogę zrobić już nic. - mówiąc to moje serce przeszywał ból. Ból cierpienia. Już się zaczęło. Mogę tylko odliczać godziny do stracenia Laury.
  - Ross, nie patrz na to tak. Może jeszcze jest jakaś szansa? Może oni zrezygnują z umowy.
  - Oni?! Nigdy! Jak już sobie coś postanowią to nie odpuszczą! - powiedziałem podniesionym głosem. Riker otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął. Dlaczego to tak wszystko musi wyglądać? Dlaczego do cholery jasnej, dlaczego? Dlaczego to musi tak boleć? Mam jeszcze trzy dni, a już moje serce rozsadza ból. Ja nie chcę jej stracić! Nie chcę! Nie chcę! Chcę, żeby ona przy mnie była, żeby nic jej nie groziło. Ja nie chcę jej im oddawać! Jednak co ja mogę? Niby mam wybór. Zawsze go mam. Zawsze jest taki sam. Zadanie albo śmierć. Co ja zawsze wybieram? Oczywiście, że życie. Nie mogę dać im tej satysfakcji z zabicia mnie, ale dam im satysfację z zabcia Laury. Bo co on innego mogą z nią zrobić? Może wziąć okup, a później co? Wypuścić ją jak gdyby nic się nie stało? Przecież to nie jest w ich stylu. Oni tylko lubą sprawiać ból. I to najgorszy rodzaj. Psychiczny.
  - Kochasz ją prawda? - spytał nagle Riker, przerywając ciszę, która zapaniwała. Zaskoczyło mnie to pytanie. Jednak nie wiedziałem, co mam na nie odpowiedzieć. Może ja nie potrafię się do tego przyznać? Nie, ja jej ne kocham! Nie może tak być!
  - Nie wiem. - odparłem.
  - Serio, Ross? Ty już sam dobrze wiesz, ale nie chcesz się do tego przyznać. Rydel ciągle próbuje ci to uświadomić, ale ty zawsze się wszystkiego wypierasz. Zresztą, gdybyś jej nie kochał to nie przeżywałbyś tego wszystkiego jak teraz. Powiedz patrząc mi w oczy, że nic do niej nie czujesz. Powiedz to pewnym głosem to może wtedy ci uwierzę. - powiedział, a ja nie wiedziałem, co mam robić. Może Rydel ciągle miała rację? Może ja tylko sobie wmówiłem, że nic nie czuję do Laury? Może sam siebie okłamuje? Dlaczego mi tak trudno przyznać się do uczuć? Nigdy nie miałem z tym problemu, a teraz? Może tak się stało przez Romwellów. Przez to ich zadanie. Przez to, że obiecałem sobie, że nie zakocham się w Laurze. Przez to, że nie chciałem jej zranić tym, co będę musiał zrobić. Przecież ona, jeśli przeżyje, może mi już nie zaufać. Jednak to będzie mniejszy ból od tego, co mi teraz towarzyszy i będzie pierwszego sierpnia. Ta data będzie mi się wiecznie kojarzyła tylko z tym.
  - No i widzisz. Nie portafisz tego powiedzieć. Przyznaj się w końcu do tego, a zobaczysz, że będzie ci lżej. Ja jakoś powiedziałem, że jestem zakochany w Vanessie i to teraz powtórzyłem, ale napawdę jest mi teraz lepiej, że nie duszę dego w sobie. W głębi serca. Powiedz to w końcu, Ross. Mogę tego nikomu nie mówić i to zostanie tylko pomiędzy nami. Obiecuję ci to.
  - Nie wiem. Może. - powiedziałem.
  - Dlaczego ci się tak trudno przyznać do własnych uczuć? Ja tego nie rozumiem.
  - Ty nie oddajesz osoby, która jest ci bardzo bliska Romwellom. - westchnąłem.
  - To ty chciałeś gadać ze mną, a zamiast tego robię to ja. Masz przecież jeszcze trzy dni, więc możesz zrobić coś niezapomnianego z Laurą. Na chwilę zapomnieć o Romwellach i po prostu żyć chwilą.
  - Tak nawet myślałem rano po... - przerwałem szybko. Prawie się wygadałem.
  - Po? - spytał, zachęcając mnie do wyjaśnień. Powiedzieć mu? Skoro on mi zdradził, że jest zakochany w Vanessie, to ja mogę mu wyznać to.
  - A co mi tam, powiem ci o tym. Dziś rano prawie pocałowałem Laurę.
  - Co? A dlaczego tego nie zrobiłeś? Jak to się w ogóle stało?
  - Powiem ci wszystko od początku. Gdy się obudziłem to Laura już nie spała i patrzyła się na mnie. Leżała też na moim torsie, a tak nie zasypialiśmy. Spytałem jej, czy jej wygodnie tak na mnie leżeć, a ona powiedziała, że było jej trochę niewygodnie. Oczywiście droczyła się ze mną, a ja o tym wiedziałem. Po tym zacząłem ją łaskotać, a gdy skończyłem to spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy i zacząłem się do niej zbliżać. Już niewiele brakowało i przez myśl przeszło mi, że ją oddam za trzy dni Romwellom i się od niej odsunąłem. Po tym wybiegłem z pokoju do łazienki. Tam sobie mniej więcej wszystko przemyślałem. Później omówiliśmy to i stwierdziliśmy, że to nie zmieni naszej relacji.
  - I ty mówisz, że nic do niej nie czujesz? Serio? To, że chciałeś ją pocałwać to dużo o tym świadczy.
  - Może wpłynęła na mnie tylko chwila?
  - Coś mi się nie wydaje. Tak w ogóle to czemu nie powiedzieliście tego Rydel?
  - Nie chciałem, żeby nam uzmysławiała, ze jesteśmy w sobie zakochni i inne takie rzeczy. Ty nawet już nic nie mów na ten temat.
  - Okay, ale myślę, że powinieneś jej powiedzieć. W sumie to jej bardzo zależy na tym, żebyście byli razem, więc to z pewnością by ją ucieszyło.
  - Nie mów tego Rydel, ani nikomu. Obiecasz mi to? - spytałem.
  - Okay, sekret za sekret.
  - Dzięki Riker z tą rozmowę, mimo że to ja miałem gadać z tobą. Zrobiło mi się trochę lżej, gdy ci to wyznałem.
  - Nie ma za co. - uśmiechnął się. - W końcu jestem twoim bratem i muszę cię wspierać w tym trudnym dla ciebie czasie.
  - Ten czas dopiero nadejdzie. - westchnąłem.
  - Nie myśl cały czas o tym, bo to cię przygnębia. Porzuć na chwilę te myśli.
  - Chciałbym tak zrobić, ale to wszystko mnie przerasta i nie daje spokoju.
  - W końcu będzie dobrze, Ross. Musisz wierzyć, że Laura wyjdzie cało od nich.
  - Tylko o to proszę. - westchnąłem.
  - Ale teraz głowa do góry. Nie myśl już o tym. Idziesz na dół? - spytał Riker, wstając z łóżka.
  - Nie, może pogram na gitarze. To mnie zrelaksuje.
  - Okay, to ci nie będę przeszkadzał. - odpowiedział, po czym wyszedł z mojego pokoju. Wstałem z łóżka i poszedłem po gitarę, po czym z powrotem usiadłem na materacu. Zacząłem grać melodię, którą wymyśliłem już dawno i ciągle nie potrafię ułożyć o niej słów. Jednak, gdy doszedłem do miejsca, w którym mógłby być refren zacząłem nucić:
Nawet jeśli wiem, że jest to prawda
Nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany
Nawet jeśli wiem, że jest to prawda
Nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany

To jest dobre. Chyba mam wenę. Szybko wstałem i wziąłem z biurka ołówek i pierwszą lepszą kartkę. Zapisałem te słowa. Może w końcu napiszę tę piosenkę. Zacząłem grać melodię od początku, a w głowie powstawały mi kolejne słowa:
Serce bije szybciej, może potrzebuję jakiejś operacji
Klęska żywiołowa, przejmujesz nade mną kontrolę
Jąkam się, obraz się rozmazuje
Nie ma nic innego, co powalołoby mnie na kolana tak jak to.
I robi się tak gorąco, ilekroć zostajemy sami
Ale nie potrafię powiedzieć, ze jestem zakochany
Nie, nie zrobię tego.

Zaśpiewałem to, po czym przerwałem grę i zapisałem wersy na kartce. To będzie pierwsza zwrotka. To teraz refren. Jeszcze raz zagrałem i śpiewałem ten fragment, a dlasze słowa same mi się układały.
Nie wiem czym jest miłość
Ale wiem, że nigdy wcześniej się tak nie czułem.
I mogę powiedzieć tak, rozkładając to na części
Możesz powiedzieć to pierwsza - dla ciebie to łatwe
Nawet jeśli wiem, że jest to prawda
Nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany
Nawet jeśli wiem, że jest to prawda
Nie potrafię powiedzieć, że jestem zakochany.

Na końcu dorzuciłem słowa, które wymyśliłem na początku. Okay no to mam już jedną zwrotkę i refren. Nieźle, jak na pierwszy raz. Jeszcze raz zagrałem i zaśpiewałem początek tej piosenki. Dalej nie potrafiłem nic stworzyć. Dobra, resztę dopiszę się kiedy indziej, jak znowu najdzie mnie wena. Jaki, by dać jej tutuł? Hmm... Myślałem chwilę. Przeczytałem jeszcze raz wszystkie wersy. Już mam! ,,I can't say I'm in love". Ta piosenka idealnie opisuje moje uczucia. Po rozmowie z Rikerem nie wiem, co mam myśleć i Laurze. Jestem w niej zakochany? Nie wiem. Może tak. Chyba tak. Chociaż nie wiem. Już tylko na jakieś 50 procent jestem przekonany, że nic do niej nie czuję. Jeszcze wczoraj byłem tego pewny na 90, a dzisiaj? Już sam nie wiem co mam o tym myśleć. Może ta sytuacja z rana nie powinna się stać? Jak mogłem do tego dopuścić? Co mną kierowało? Uczucia czy chwila? Nie wiem, ale wtedy, gdy spojrzałem jej głęboko w oczy zapomniałem o całym świecie. Nic się dla mnie nie liczyło. Jej oczy są takie duże i brązowe, że całkowicie mnie wtedy zahipnotyzowały. Nigdy jeszcze tak się przy niej nie poczułem. Ta chwila była inna niż wszystkie. Ta chęć pocałowania Laury sama mi się zrodziła i zapanowała nade mną. Co by się zmieniło, gdybym ją pocałował? Nasza relacja raczej nie, ale moje uczucia? Może ja jednak coś czuję do Laury tylko nie chcę się do tego przyznać? Nie, nie mogę się w niej zakochać. Zakochać się w ofierze Romwellów. Ale, czy na to nie jest już przypadkiem zapóźno i już się to nie stało? Nie. Ja nic nie czuję do Laury. Nic, a nic. Miałem nie łamać bariery, ale prawie to zrobiłem. No właśnie parawie. Jednak chyba chciałbym ją pocałować. Dotknąć jej ust. Nie! Stop! Ja nic do niej nie czuję. Fajnie, że sobie to wmawiam, ale prawda jest inna. Ja już chyba się w niej zakochałem i nic już na to nie poradzę.
                                                                  ~*~
                                                             ★Laura★

Leżę na łóżku i rozmyślam. Ten niedoszły pocałunek z Rossem cały czas zaprząta mi myśli. Nie ma chwili, żeby przed oczami nie stanęła mi tamta sytuacja. Nawet teraz ją widzę. Ja zapatrzona w jego oczy. Czekoladowe oczy, w które mogłabym się wpatrywać godzinami. Sam jego wzrok powodował szybsze bicie mojego serca, a co by było gdyby mnie pocałował? Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jedna rzecz mnie nurtuje. Dlaczego on tego nie zrobił skoro miał na to okazję? Przez prawie cały dzień rozmyślania nad tym dochodzę do wniosku, że chciałabym, żeby Ross mnie wtedy pocałował. Naprawdę tego chcę. Jestem ciekawa, co bym wtedy czuła. Mogę się domyślać, że byłabym szczęśliwa. Sama obecność Rossa powoduje, że uśmiech sam wkrada mi się na twarz. Przy nim czuję się... Sama nie wiem, jak to określić. Jednak to uczucie powoduje, że w danej chwili liczy się tylko on i nikt więcej. Poczułam to dopiero w tym tygodniu. Wcześniej tak nie było. Chociaż może tak, ale nie odczułam tego tak mocno jak teraz. Coś się jednak zmieniło w naszej relacji. Staliśmy się bardziej bliscy. Nasze rozmowy pod gwiazdami trwają ostatnio nawet do północy. Mi to wcale nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, cieszę się z tego. Ross jest dla mnie bardzo ważny i chyba nie potrafię wyobrazić sobie przyszłości bez niego. Jak ona by wyglądała, gdyby go zabrakło? Jak wyglądałby ten miesiąc bez niego? Byłby taki pusty. Naprawdę bardzo się z nim zżyłam. On po prostu jest częścią mojego serca. Może Ross jeszcze raz spróbuje mnie pocałować? Przecież z Jake'iem było prawie tak samo. Najpierw prawie mnie pocałował, a później to zrobił. Jednak jest wielka różnica w jego przypadku, bo ja nie pozwoliłam na pocałunek i nie chciałam go, a w przypadku Rossa to on do tego nie dopuścił i chciałam tego. No właśnie Jake! Co ja mam z nim teraz zrobić? Jednego chyba jestem pewna - nic do niego nie czuję. Zerwać z nim? Boję się tego, a z resztą nigdy tego nie robiłam, więc nie wiem jak to się robi. Zresztą od kiedy jesteśmy razem inaczej się przy nim czuję. Nie umiem dokładnie określić na jakiej zasadzie, ale z pewnością przy nim nie czuję się tak jak przy Rossie. Chyba nigdy nie było mi tak samo z Jake'iem jak z Rossem. Teraz jakoś nie czuję się przywiązania bardzo do Jake'a, ale czy kiedyś tak było? Sama nie wiem. Skoro tak jest, to czy to oznacza, że ja jestem zakochana w Rossie? To pytanie również dzisiaj za mną chodzi i chyba nie tylko dziś. Rydel i Van sądzą, że sobie wmówiłam, że nic do niego nie czuję. To jest nie prawda, bo ja nie umiem dojść do tego, czy jestem w nim zakochana czy też nie. Chociaż już słyszałam mnóstwo porad na ten temat z ich strony to nadal nic nie wiem. A może po prostu wmówiłam sobie, że nie kocham Rossa, a prawda jest inna? Może ja nie potrafię się do tego przyznać? Może sama okłamuję siebie mówiąc ciągle, że nic do niego nie czuję? Może rzeczywiście tak jest, a ja jestem w nim zakochana? Nagle usłyszałam, że ktoś puka do moich drzwi, co wybudziło mnie z rozmyślań. Serio akurat w takim momencie ktoś do mnie przychodzi, gdy ja dochodzę, czy kocham Rossa czy nie?
  - Proszę. - odezwałam się, a drzwi otworzyły się i zobaczyłam Jake'a z czerwoną różą w ręce. No jego to się nie spodziewałam.
  - Hej Lau. - powiedział, a ja wstałam z łóżka i podeszłam do niego.
  - Hej Jake. - odpowiedziałam.
  - To dla ciebie. - odparł i wręczył mi różę. Powąchałam ją. Pięknie pachniała.
  - Dziękuję. - uśmiechnęłam się i przytuliłam Jake'a. - Ale z jakiej to okazji? - spytałam, gdy się od siebie odsunęliśmy.
  - Zabieram cię dziś na randkę.
  - Na randkę? A nie mogłeś mnie wcześniej uprzedzić to bym się ładniej ubrała, a tak to jak wyglądam? - wskazałam na moją bluzę i legginsy.
  - Ty zawsze pięknie wyglądasz. - uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam jego gest. Zdziwiłam się dlaczego się nie zarumieniłam, co zwykle mi się zdarza, gdy ktoś powie mi komplement, a szczególnie Ross lub Jake.
  - Dzięki, a teraz muszę się przebrać. Usiądź sobie na kanapie i poczekaj na mnie. - odparłam, a on skinął głową na tak. Położyłam różę na biurku i weszłam do garderoby. W co by tu się ubrać? Po krótkim zastanowieniu wybrałam czarne rurki i dżinsową koszulę oraz czarne koturny. Przebrałam się w to, po czym podeszłam do lustra. Rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Na rzęsy nałożyłam tusz, a na usta bezbarwny błyszczyk. Popsikałam się jeszcze moimi ulubionymi perfumami i byłam gotowa. Wyszłam z garderoby.
  - Jestem już gotowa. - odezwałam się, a Jake spojrzał na mnie i wstał z kanapy.
  - Pięknie wyglądasz. - uśmiechnął się.
  - Dziękuję. - odwzajemniłam jego gest. - To gdzie idziemy?
  - Zobaczysz sama, bo ja ci nic nie powiem.
  - Okay. Jestem ciekawa, co przyszykowałeś. - odparłam, po czym wyszliśmy z mojego pokoju. Ja wzięłam jeszcze różę, aby włożyć ją do wazonu. Zeszliśmy na dół.
  - To ja jeszcze pójdę powiedzieć gosposi, że wychodzę. Zaczekaj na mnie na korytarzu, okay? - spytałam, a Jake przytaknął. Poszłam do kuchni. Zobaczyłam, że Natalie wkłada ciasto do piekarnika.
  - Cześć. - odezwałam się, a kobieta spojrzała na mnie.
  - Cześć Laura. - uśmichnęła się pogodnie.
  - Ja wychodzę z Jake'iem.
  - Na randkę? - spytała.
  - No tak. - przytaknęłam. - Mam jedną prośbę. Znajdziesz jakiś wazon i włożysz do niego tą różę, a później zanisiesz do mojego pokoju?
  - Oczywiście, że tak. - odparła Natalie, a ja dałam jej kwiat.
  - Dziękuję. - uśmiechnęłam się. - To ja już idę.
  - Baw się dobrze. - odparła, a ja wyszłam z kuchni. Poszłam na korytarz, w którym czekał na mnie Jake.
  - To teraz możemy już iść. - powiedziałam. Opuściliśmy dom. Weszliśmy do jego samochodu, po czym odjechaliśmy.
  - Naprawdę mi nie powiesz, gdzie mnie zabierasz? - spytałam.
  - Nie, ale zdradzę ci jedno. Będzie to powtórka z przeszłości.
  - Chyba nadal nie wiem, gdzie jedziemy. - odpowiedziałam. Po chwili z radia wydobyły się pierwsze dźwięki ,,Pass Me By", a na moją twarz wkradł się uśmiech. Zaczęłam nucić cicho pod nosem.
  - Znasz tą piosenkę? - zapytałam.
  - Nie, kto to śpiewa?
  - R5, czyli Lynchowie i Ellington. Mówiłam ci, że oni mają własny zespół.
  - Tak mówiłaś, ale ich piosenek nie słyszałem. - odpowiedział. Gdy piosenka doszła do refrenu zaczęłam głośniej śpiewać. Przypomniałam sobie, jak oni zdradzali mi i Van tą tajemnicę, a później chłopaki grali na gitarze i śpiewali przy ognisku. To były piękne chwile. Nie chcę ich zapomnieć. Takich ludzi jaki są Lynchowie i Ell ciężko wymazać z pamięci. To zdecydowanie są moi najlepsi przyjaciele. W końcu piosenka skończyła się. Po jakiś 10 minutach stanęliśmy pod kawiarnią, w której było nasze pierwsze spotkanie.
  - I co przypominasz już może sobie coś? - spytał Jake.
  - To jest ta kawiarnia, w której było nasze pierwsze spotkanie, co nie?
  - Tak. Mówiłem, że robię powtórkę z przeszłości.
  - Czyli później idziemy do parku?
  - Tak, ale to powinno być najpierw, ale wolałem jako pierwsze iść do kawiarni.
  - To idziemy? - spytałam, a Jake przytaknął, po czym wyszliśmy z samochodu. Weszliśmy do kawiarni i usiedliśmy przy stoliku. Moje wspomnienia odżyły. Doskonale pamiętam ten dzień. To było moje pierwsze chciane i umówione spotkanie z chłopakiem. Wtedy byliśmy trochę spięci. Jednak przez ten miesiąc wiele się pomiędzy nami pozmieniało. Najpierw przyjaźń, później Jake prawie mnie pocałował, potem to już zrobił i na końcu zostałam jego dziewczyną. Jednak wydaje mi się, że nasza relacja zmieniła się trochę. Nie mam tu na myśli, że jesteśmy razem, ale to, że my chyba się od siebie oddaliliśmy. Nie mówię Jake'owi wszystkiego, co mi się przytrafia, a na początku tak było. Chyba lepiej czułam się z nim w przyjaźni niż jako para. Te myśli towarzyszyły mi, gdy przeglądałam menu i zastanawiałam się, który deser wybrać.
  - Co bierzesz? - spytał Jake.
  - Chyba tiramisu, lody i cappuccino, a ty?
  - Pomyślałem o tym samym, co ty. - uśmiechnął się. Po chwili podszedł do nas kelner, a Jake złożył zamówienie. Czas oczekiwania na nasze desery minął nam na rozmowie i nim się obejrzałam kelner przyniósł nam nasze zamówienie.
  - Smacznego. - powiedział Jake.
  - Dziękuję i wzajemnie. -odparłam. Zaczęliśmy jeść. Wszystko było przepyszne. Gdy skończyliśmy, Jake zapłacił za jedzenie. Oczywiście ja protestowałam, ale on się uparł. Po tym wyszliśmy z kawiarni i wsiedliśmy do samochodu. Myślałam, że jedziemy do parku, ale gdy Jake się nie zatrzymał obok niego to nie wiedziałam, gdzie mnie zabiera. Po 5 minutach stanęliśmy przed wejściem na plażę.
  - Dlaczego idziemy na plażę, a nie do parku? - spytałam.
  - Bo na plaży jest romantyczniej. Zresztą tutaj był nasz pierwszy pocałunek.
  - No tak. Zresztą wolę plażę niż park. - odparłam, po czym weszliśmy na plażę. Gdy tylko moje buty zanurzyły się w ciepłym piasku, ściągnęłam je. Jak zawsze szliśmy w kierunku brzegu, a później równolegle z nim. Panowała pomiędzy nami cisza, która nie przeszkadzała mi zbytnio. Spojrzałam na ocean. Jego szum zawsze mnie odprężał i relaksował, ale również myślało mi się lepiej. Jak teraz patrzę na tą wodę to przypomniały mi się chwile spędzone w niej z Lynchami i Ellingtonem. Szczególnie te wydarzenia z naszego weekendu w domku. Chyba nigdy nie zapomnę tych dwóch dni, a już napewno nocy, gdy spałam z Rossem na dachu. Tak, to były piękne chwile. Wtedy jeszcze nic się takiego z nami nie działo, a teraz? Dzisiejszy niedoszły pocałunek z nim. Zdecydowanie coś się zmieniło w naszej relacji.
  - Wczoraj cały dzień spędziłaś z Lynchami, tak? - spytał nagle Jake.
  - Tak, a co?
  - Nic tak pytam. Co robiliście?
  - Byliśmy w różnych miejscach. Najpierw w wesołym miasteczku, potem w kinie, później na kręgielni, w pizzeri, a na końcu poszliśmy do ich domu i graliśmy w butelkę. Ja i Van nocowałyśmy u nich.
  - U kogo spałaś? - spytał. Przecież nie powiem mu prawdy, bo zaraz będzie zazdrosny. Chociaż mam go okłamywać?
  - U Rydel. Z kim innym mogłbym spać?
  - Na przykład z Rossem. - odparł. Coś mi się wydaje, że znowu zacznie jego temat.
  - Niby czemu z nim? Zresztą się przyjaźnimy, więc nic by się pomiędzy nami nie wydarzyło, gdybym u niego spała. - powiedziałam. Wcześnej nic by się nie stało, ale dziś było inaczej.
  - Myślałem, że jak będziemy razem, to więcej czasu bęziesz spędzała ze mną, a nie z nim. - odpowiedział z lekkim wyrzutem.
  - Mogłoby tak być, gdybyś nie pracował. Jesteś tylko wolny pod wieczór i w sobotę oraz w niedzielę. Mogę przecież spotykać się z Lynchami, bo to są moi przyjaciele i nie chcę zrywać z nimi kontaktu przez to, że mam chłopaka.
  - Przynajmniej z Rossem mogłabyś się rzadziej widywać. Częściej spotykasz się z nim niż ze mną.
  - No to co z tego? On jest moim przyjacielem i nie chcę go stracić.
  - Czyli, że on jest dla ciebie ważniejszy niż ja? - spytał Jake. Dobre pytanie tylko, że szkoda, że nie znam za bardzo na nie odpowiedzi. Nie wiem kto jest dla mnie ważniejszy. Jednak ostatnio nie czuję się tak bardzo przywiązana do Jake'a jak do Rossa. Zresztą to Rossowi ze wszystkiego się zwierzam.
  - No wiesz, ja nie umiem wybrać. - odpowiedziałam. Chociaż dochodzę do wniosku, że to Ross jest dla mnie trochę ważniejszy niż Jake.
  - Naprawdę? Ale serio, kogo byś wybrała?
  - Nie wiem Jake i skończ już ten temat, bo ja nie zerwę kontaktu z Rossem tak jak pewnie byś tego chciał. Przykro mi.
  - Okay, rozumiem. Chciaż nie pojmuję jednego, skoro on jest taki dla ciebie ważny to dlaczego zgodziłaś się zostać moją dziewczną? Przecież nawet nic do mnie nie czujesz.
  - Zgodziłam się, bo bardzo ci na tym zależało i nie chciałam, żebyś się na mnie obraził. Po prostu chciałam, żebyś się ucieszył, a ty ciągle narzekasz i jesteś zazdrosny o Rossa. - powiedziałam, a Jake stanął naprzeciwko mnie.
  - Przepraszam cię, jesli to cię smuci. Po prostu boję się, że on ci mnie odbierze i dlatego jestem zazdrosy. - odparł, patrząc mi w oczy.
  - Zrozum w końcu Jake, że Ross to mój przyjaciel i nic poza tym mnie z nim nie łączy.
  - Serio? Jakoś w to nie mogę uwierzyć.
  - Jeśli nie chcesz to nie wierz, ale pomiędzy mną a Rossem nie doszło nawet do pocałunku. - powiedziałam. No prawie nie doszło.
  - Przepraszam cię jeszcze raz, Lau. Postaram się już nie poruszać tego tematu. - odparł, patrząc mi w oczy.
  - Nic się nie stało, Jake. Wiem o co ci chodzi, ale przestań już być taki zazdrosny.
  - Okay przestanę, gdy powiesz mi, patrząc prosto w oczy, że napewno nic nie czujesz do Rossa. - powiedział pewnym głosem. Chyba nie potrafię tego powiedzieć. Nie wiem, czy jestem zakochana w Rossie. Jednak ten niedoszły pocałunek cały czas zaprząta mi myśli. Przecież chciałam tego. Może ja rzeczywiście coś czuję do Rossa? Nie wiem. Może? To trudne.
  - Czyli, że nie potrafisz mi tego powiedzieć? - spytał smutno Jake. Spojrzałam w jego oczy, które wyrażały smutek.
  - Jake ja nie wiem, czy coś czuję do Rossa. Myślę i nie mogę dojść do tego. Zrozum mnie. Ja się gubię we własnych uczuciach. Nie potrafię ich poskładać do kupy.
  - Okay, skończmy już ten temat, bo widzę, że obojgu nam sprawia trudności. - powiedział, a ja przytaknęłam. Na chwilę zapanowała pomiędzy nami cisza, ale zaraz Jake ją przerwał. Zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy. Jednak moje myśli, co jakiś czas zajmował prawie pocałunek z Rossem. Nie mogłam wybić sobie z głowy tego wydarzenia. Ciągle je widziałam i przeżywałam na nowo. Tak jakby w moim mózgu cały czas ktoś włączał replay. Jednak jakoś starałam się lekceważyć te myśli, co nie było łatwe. Po jakiejś godzine spędzonej na plaży Jake zawiózł mnie do domu.
  - Dziękuję za miło spędzony czas. - powiedziałam.
  - Polecam się na przyszłość. - uśmiechnął się. Spojrzeli sobie w oczy. Przypomniało mi się jak ja i Ross tak na siebie patrzyliśmy, a ja odpływałam w jego czekoladowych oczach. Po chwili Jake zaczął się do mnie zbliżać aż pocałował mnie. Ciekawe jak by wyglądało to z Rossem. Dlaczego Ross mnie nie pocałował? Chciałam tego i nadal chcę. Po chwili Jake odsunął się ode mnie.
  - Ross. - szepnęłam wręcz niesłyszałnie, ale zaraz zdałam sobie sprawę, co powiedziałam. Oby tego Jake nie usłyszał. - To pa Jake. - uśmiechnęłam się trochę nerwowo.
  - Pa Lau. - odparł, a ja szybko wyszłam z jego samochodu. Co to w ogóle przed chwilą się stało? Dlaczego ja powiedziałam Ross? Co to w ogóle było? Zresztą, co się ze mną dzieje? Prawie cały czas myślę o Rossie, a szczególnie o tym prawie pocałunku. Weszłam do domu i udałam się do kuchni. Powiedziałam Natalie, że już jestem i poszłam na górę do swojego pokoju. Od razu rzuciłam się na łóżko, a przed oczami stanęła mi sytuacja, która wydarzyła się przed chwilą. Jak to się stało? Dlaczego ja tak powiedziałam? Dlaczego Ross ciągle siedzi w moich myślach? Ja już na prawdę nie wiem, co mam teraz robić. Z jednej strony zazdrosny Jake, a z drugiej Ross, który dziś o mało co mnie nie pocałował. Już po prostu się w tym wszystkim gubię. Ta mnie przerasta. Ten brak doświadczenia związanego ze sprawami sercowymi staje się coraz bardziej uciążliwy. Jestem dopiero pierwszy raz w takiej sytuacji. Westchnęłam. Jadnak od rana po głowie chodzi mi jedno pytanie - czy ja coś czuję do Rossa? On po tym co się wydarzyło, nie opuszcza moich myśli. Zresztą przecież chciałam tego pocałunku. Czy to oznacza, że ja jestem w nim zakochana? Nie. Chyba. Może. Nie wiem. Chyba za dużo nad tym się głowię zamiast posłuchać głosu serca. W myślach często sądzę, że nic nie czuję do Rossa, jadnak co mówi moje serce? Może zacznę od tego, jak usłyszeć, co ono chce mi przekazać. Jeszcze raz muszę przeanalizować zaistniałą sytuację z rana. Gdy patrzyliśmy sobie w oczy to odpływałam jego. Wtedy moje serce pierwszy raz zbiło szybciej na ten widok. Nigdy wcześniej tak się przy nim nie czułam. Gdy zaczął się do mnie zbliżać to przecież chciałam, żeby mnie pocałował. Wtedy nie myślałam o Jake'u. Liczyła się dla mnie tylko chwila. Tylko ten moment. Czy to znaczy, że ja jestem w nim zakochana? Chyba tak. Tak, ja chyba coś czuję do Rossa.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Na wstępię chcę wam podziękować za komentarze pod wcześniejszym rozdziałem. Bardzo wam za nie dziękuję. Nawet nie wiecie jaki uśmiech one wywołały na mojej twarzy. Szczerzyłam się do ekranu. :)
Jak wam się podoba rozdział? Myślę, że mi się udał i jestem z niego zadowolona. Dużo było przemyśleń, ale tak miało być. Pewnie was cieszy, że do Rossa i Laury w końcu zaczyna docierać, że są w sobie zakochani. Od ich pocałunku dzieli zaledwie... Nie zdradzę wam tego, ale wydarzy się to już niedługo. Szczerze powiedziawszy to ja sama już chcę, żeby się pocałowali, a zwlekam z tym tak długo. Jednak tak musi być, bo idę według planu.
Teraz rozdziały mogą pojawiać się częściej, bo zaczęły mi się ferie? Ktoś z was je wczoraj zaczął?
Do napisania!!!

Liczę na komentarze!

sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 26

"I played it safe, I kept my foot up on the brake. I never really took a chance in life and didn’t live for today." ~ "Grałem bezpiecznie, trzymałem nogę na hamulcu. Tak naprawdę nigdy nie chwyciłem szansy w życiu i nie żyłem chwilą." - Crazy 4u

~Los Angeles, 28.07.2015r.~
                                                             ★Laura★

  - Obiecujesz, że nigdy mnie nie zapomnisz? - spytałam. W oczach miałam łzy.
  - Obiecuję ci to, Lau. - odpowiedział poważnie Ross.
  - Na mały palec?
  - Na mały palec. - odparł, po czym złączył nasze małe palce.
  - Szkoda, że już wyjeżdżam. Chciałabym zostać tu z tobą i z Rikiem, Delcią, Rocky'm.
  - Ja nie chcę ciebie stracić, Lau. - powiedział smutnym głosem.
  - Ja też nie, Rossy.
  - Zobaczymy się na następnych wakacjach?
  - Nie wiem, ale chyba tak.
  - Laura, musisimy już iść do domu. - powiedziała moja opiekunka.
  - Zaraz przyjdę. - odparłam. Ross przytulił mnie, a ja odwzajemniłam jego gest.
  - No to pa Lau.
  - Pa Rossy. - odpowiedziałam, a z oczu wypłynęły mi dwie łzy. Odsunęłam się od niego, po czym odwróciłam się...

Obraz powoli zaczął mi się rozmazywać. Po chwili nie widziałam już nic. Otworzyłam oczy. Co to w ogóle był za sen? Czy to były moje wspomnienia? Czy to pożegnanie z Rossem miało miejsce kilkanaście lat temu? To była prawda czy tylko moja wyobraźnia? Wydaje mi się, że to mogło się stać. Zresztą było bardzo realne. Chociaż... sama nie wiem. Poczułam, że leżę na czymś lub na kimś, a moja głowa delikatnie unosi się. Zaraz do mnie dotarło, że przytulam się do Rossa, a on obejmuje mnie w pasie. Głowę mam ułożoną na jego klatce i słyszę bicie jego serca. Wsłuchałam się w ten dźwięk. Odprężał mnie i jednocześnie nie chciałam przestać go słuchać. Uniosłam odrobinę głowę i spojrzałam na Rossa. Spał. Jego włosy były w dużym nieładzie, bo każdy układał się w inną stronę, a niektóre padały mu na czoło. Z włosów przeniosłam spojrzenie na jego oczy, które były zamknięte. Nagle zrodziła mi się chęć, aby je zobaczyć. Zatopić się w jego czekoladowym wzroku. Jejku, o czym ja myślę? Na końcu spojrzałam na jego usta. Były lekko rozchylone. Ross wydaje mi się teraz taki słodki, bezbronny. Po chwili spostrzegłam, że się uśmiecham. To jest już naturalne zachowanie z mojej strony. Położyłam głowę na jego klatce i ponownie wsłuchałam się w bicie jego serca. Nie wierzę, właśne przytulam się do chłopaka, który jest tylko w samych bokserkach. Jednak jakoś nie przeszkadza mi to. Bardziej się z tego cieszę. Mam chłopaka, a śpię z innym, ale Ross nie jest zwyczajny. Jest niezwykły, bo jest moim najlepszym przyjacielem. Gdyby Jake teraz mnie tu z nim zobaczył to nieźle by się wściekł. Zresztą wygląda to trochę jednoznacznie i tak jakbym go zdradziła, ale ja tego nie robię. Czy tylko spanie z przyjacielem jest złe? No chyba nie. Nawet nie mam jakiś większych wyrzutów sumienia. Pewne miałabym je, gdybym coś czuła do Jake'a, a tak raczej nie jest. Coraz częściej zaczynam zauważać, ze nasz związek nie ma sensu. Jednak, gdybym z nim zerwała to zapewne obraziłby się na mnie. Wiedziałam, że bliższa znajomość z dwoma chłopakami będzie trudna i coś może się skomplikować, ale że aż tak? No trudno jakoś to będzie. Nie chce mi się już myśleć na ten temat. No jak na razie. Udało mi się wyłączyć moje myśli. Całkowicie oddałam się słuchaniu rytmu bicia serca Rossa. Nawet już mi się nie chciało spać. Leżałam tak kilka minut pogrążona w ciszy. Ciekawe, która godzina? Mój telefon położyłam na biurku, ale nie chce mi się wstawać. Oj tam obędzie się bez tego. Poczułam, że Ross delikatnie się poruszył, a jego mięśnie trochę się napięły. Spojrzałam na niego. Po chwili jego powieki otworzyły się i ujrzałam jego oczy. Przez moment miał taki nieogarnięty wzrok, ale gdy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się. Ja zrobiłam to samo.
  - Hej Lau. - powiedział zaspanym głosem.
  - Hej Ross. - odpowiedziałam.
  - Wygodnie ci się spało na mnie? - spytał, uśmiechając się. Postanowiłam trochę się z nim podroczyć.
  - No wiesz, było trochę twardo. - odparłam. Ledwo, co powstrzymałam uśmiech, który by mne zdradził, że kłamię.
  - Naprawdę było ci tak źle? To dlaczego nadal się do mnie przytulasz? - spytał. Ross chyba zrozumiał, co robię.
  - A nie wiem, mimo że jest trochę twardo to jakoś nie chce mi się wstawać.
  - Tak? Ja chyba wiem, jak zaraz przestanesz na mnie leżeć i już nie będzie ci niewygodne. - powiedział z łobuzerskim uśmiechem, po czym poderwał się nagle, zwalając mnie na materac, tak że leżałam na plecach, a Ross był nade mną. Zaczął wbijać palce w mój brzuch.
  - Ross, prze... stań! Ja mam tam... łaskotki. - ledwo mówiłam przez śmiech.
  - Przestanę, ale dopiero, gdy przyznasz się, że kłamałaś przed chwilą.
  - Okay, ale przestań. - odparłam, ale on pokręcił przecząco głową i nie przestawał mnie łaskotać. - Okay, żartowałam... Naprawdę to było mi bardzo wygodnie... - powiedziałam, a Ross przestał. Jednak nie położył się z powrotem lecz podparł się łokciami, które ułożył po obu stronam mojej głowy. Był blisko mnie. Przez to mój oddech przyspieszył trochę. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
  - Nie ładnie tak żartować. - uśmiechnął się.
  - Oj tam, lubię się z tobą trochę podroczyć.
  - W sumie to ja też. - odparł. Zapanowała pomiędzy nami cisza, która wypełniona była naszymi oddechami. Ani przez chwilę nie odrywaliśmy od siebie wzroku. Jego czekoladowe oczy całkowicie mnie pochłonęły zupełnie tak jak wczoraj. Jednak teraz inaczej się czuję. Ross na chwilę oderwał wzrok od moich oczu i przeniósł go na usta. Nagle chciałam poczuć jego wargi na swoich. Tak, chciałam, żeby mnie pocałował. To pragnienie przyćmiło moje wszystkie zmysły. Nic w tej chwili się nie liczyło. Po kilku sekundach Ross zaczął się do mnie zbliżać. W jego oczach widziałam wątpliwości, niepewność, ale też nutkę radości. W końcu był tak blisko, że nasze oddechy się zmieszały. Oboje mieliśmy je przyspieszone. Serce waliło mi tak, że miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy mi z piersi. Gdy nasze twarze twarze dzieliły centymetry moje powieki same się zamknęły i czekałam tylko na ten moment. Teraz chciałam tylko jednego - pocałować go. W myślach policzyłam do pięciu i nadal nic nie czułam. Powoli otworzyłam oczy. Zauważyłam, że Ross jest już daleko ode mnie i tylko przyglądał mi się. Patrzył na mnie wystraszonym wzrokiem.
  - Przepraszam cię, Lau. - szepnął, po czym nagle zerwał się z łóżka i wybiegł z pokoju. Podniosłam się do pozycji siedzącej i usiadłam po turecku, a głowę oparłam o ręce. Dlaczego tak się stało? Dlaczego Ross mnie nie pocałował? W ogóle, gdzie on pobiegł? Pewnie do łazienki. Najdziwniejsze jest to, że ja chciałam tego pocałunku. Nadal tego pragnę. Co się z nami stało, że do tego doszło? To wszystko wydarzyło się tak nagle i szybko. Najpierw Ross zaczął mnie łaskotać, później chciał pocałować, a na końcu wybiegł z pokoju. To wszystko trwało może z jakieś dwie minuty, bo nie więcej. Czy to, że chciałam, żeby mnie pocałował to oznacza, że ja coś do niego czuję? Jeszcze wczoraj byłam pewna na 90 procent, że nie jestem w nim zakochana, a teraz? Nie mam zielonego pojęcia. Jak w ogóle mam rozpoznać, że coś do niego czuję? Jak? No pytam się, jak? Nie, to się nie mogło stać. Chociaż od tego tygodnia chyba zachowujemy się trochę inaczej niż wcześniej. Częściej parzymy sobie w oczy, ja się rumienię, gdy mi powie komplement, droczymy się, a teraz chcieliśmy się pocałować. Czy to oznacza, że ja jestem w nim zakochana? Może tak, może nie. Ja jakoś do tego dojadę, ale nie wiem tylko jednego i najważniejszego, czy Ross coś do mnie czuje? I tutaj jest problem. Zaczyna się robić tak jak z Jake'iem, ale z Rossem jest wielka różnica. To on nie dopuścił do pocałunku, a nie ja i ja chciałam tego. Może idąc przykładem Jake'a to Ross też może jeszcze raz spróbuję to zrobić? Zaraz, zaraz Laura przystopuj trochę! Jesteś z Jake'iem, a chcesz się całować z Rossem! To jest nie w porządku. Jednak chyba dobrze, że do tego nie doszło. Tak będzie lepiej. Zresztą nie wiem, jak teraz będziemy się zachowywać, gdy będziemy tylko we dwójkę. Wątpię, żebym przy Rossie czuła się niezręcznie. Chociaż nie wiem, jak to teraz będzie. Westchnęłam i schowałam twarz w dłoniach, po czym przejechałem nimi po niej. Znowu się wszystko kąplikuje i to jeszcze bardziej niż przypuszczałam. Zdecydowanie utrzymywanie bliższych relacji z dwoma przystojnymi chłopakami jest trudne. Pewnie niedługo będę musiała wybrać jednego z nich. Tylko, którego? No super, no to się teraz wkopałam. Ja nie potrafię wybrać jednego z nich. Do każdego jestem trochę inaczej przywiązania. To nie jest temat do rozmyślań teraz. Zostawię go na później w domu. Teraz muszę się przygotować do zobaczenia Rossa po naszym niedoszłym pocałunku. Będę się zachowywać tak jak zawsze. Chyba. Nigdy nie wiem, jak na niego zareaguję. Ross powoduje, że różnie się przy nim czuję. Jak będzie teraz? Będzie dobrze. Przecież się przyjaźnimy i to co się stało nie zmieni naszej relacji. Ja na pewno na to nie pozwolę. Okay, Laura wyluzuj trochę. Co będzie to będzie. Nie przewidzę przecież przyszłości.
                                                                  ~*~
                                                             ★Ross★

  - Nie ładnie tak żartować. - uśmiechnąłem się.
  - Oj tam, lubię się z tobą trochę podroczyć.
  - W sumie to ja też. - odparłem. Zapanowała pomiędzy nami cisza. Ani na chwilę nie oderwaliśmy do siebie wzroku. Jej duże, brązowe oczy jeszcze nigdy tak mnie nie zahipnotyzowały. Nie mogłem przestać się w nie wpatrywać. Miały w sobie coś takiego, że... sam nie wiem, co. Nie potrafię tego dokładnie określić. Na chwilę odezwałem wzrok od jej oczu i przeniosłem go na jej usta. Nagle poczułem ogromną chęć, żeby ją pocałować. Nie wiem skąd to się wzięło, ale to pragnienie zapanowało nade mną. Zacząłem się do niej zbliżać. Jednak nie byłem tego do końca pewny. Ale jakiś wewnętrzny głos kazał mi to zrobić. Nadal przybliżałem się do ust Laury. Czy dobrze robię? Czy mogę na to pozwolić? Przecież się przyjaźnimy, a ona jest z Jake'iem. Gdy nasze twarze dzieliły już tylko centymetry zauważyłem, że Laura zamyka oczy. Ja też już robiłem to samo, ale zaraz się opamiętałem. Przecież już za trzy dni oddaję ją Romwellom. Natychmiast odsunąłem się dalej od Laury, która nadal miała zamknięte oczy i chyba czekała na ten pocałunek. Po chwili otworzyła powieki i spojrzała na mnie pytająco.
  - Przepraszam cię, Lau. - szepnąłem, po czym zerwałem się z łóżka i wybiegłam z pokoju. Zamknąłem się w łazience mojej i Riker'a. Odkręciłem kran i przemyłem szybko twarz wodą. Oparłem się o umywalkę, a głowę zwiesiłem na dół. Jak to się stało? Dlaczego w ogóle to się wydarzyło? Skąd wzięło mi się pragnienie, aby pocałować Laurę? Czy to oznacza, że jestem w niej zakochany? Nie, tak nie może być. Przecież ona jest z Jake'iem. Chociaż nic do niego nie czuje to nie chcę rozwalać ich związku. Zresztą już za trzy dni będę musiał oddać ją Romwellom. Nie mogę być w niej zakochany! Nie chcę jej tracić! Nie chcę później cierpieć! Nie chcę! Jednak nic nie mogę z tym zrobić. Ta bezsilność mnie przerasta. Westchnąłem ciężko. Czy ten miesiąc musiał tak szybko zlecieć? Jak ja pragnę, żeby on jeszcze trwał, żebym nie musiał oddawać Laury Romwellom. Jeśli oni jej coś zrobią, to nie wybaczę sobie tego do końca życia. Dlaczego moje życie musi tak wyglądać? Chodzi mi tylko o Romwellów, bo inne rzeczy sprawiają mi mnóstwo radości. Na przykład Laura. Przez ten miesiąc stała mi się bardzo bliska. Przez te trzy tygodne jeszcze jakoś udawało mi się nie dopuszczać do długiego patrzenia w oczy, ale w ciągu tego tygdnia stało się to już dużo razy. Teraz jeszcze bardziej skruszyłem swoją barierę tym, że chciałem ją pocałować. To jakoś samo tak wyszło. Nie planowałem tego. Pokierowały mną uczucia, a nie umysł. Jednak, gdybym jej nie łaskotał to raczej nie doszłoby do tego. Zresztą dlaczego to zrobiłem? W ciągu tego tygdnia nasza relacja wygląda trochę inaczej. Droczymy się ze sobą, mówię jej komplementy, aby widzieć, jak się rumieni, dłużej patrzymy sobie w oczy, a teraz doszedł do tego niedoszły pocałunek. To raczej coś oznacza. A może tylko jedno - że jestem zakochany w Laurze. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. To się nie mogło stać. Wcale tak nie jest. To wszystko, co się stało, oprócz pocałunku, to tylko polepszene naszej relacji. Nic więcej. Ja nic nie czuję do Laury. Jednak to ja sam łamałem barierę, która ustaliłem, gdy dowiedziałem się o tym zadaniu. Miało nie dochodzić do kontaktów, które mogą spowodować, że się pocałujemy. A ja co przed chwilą zrobiłem? Złamałem ten układ. W ciągu tych trzech dni nie może dojść do jeszcze jednej takiej sytuacji. Tak, jasne, na pewno nie dojdzie. To jest tak możliwe, że aż wcale. Zresztą, co mi szkodzi się w niej zakochać, oczywiście jeśli już to się nie stało, skoro i tak będę cierpiał po tym, gdy ją oddam Romwellom? A co mi tam. Życie jest zbyt krótkie, żeby się oszędzać. Lepiej przeżyć je najlepiej jak się da i czasami pozwolić się ponieść chwili. Przecież mogę już nie zobaczyć Laury, czego za żadne skarby nie chcę. W sumie to mogę ją pocałować, co mi to szkodzi? Może źle postąpię, bo ma już chłopaka, ale przecież go nie kocha. Ale czy Laura coś do mnie czuje? To jest najgorsze pytanie, bo odpowiedź zna tylko ona. Koniec już tych przemyślań, co będzie to będzie. Muszę już do niej iść. Zresztą trochę źle ją potraktowałem wychodząc z pokoju nie mówić jej, gdzie idę. Jednak pewnie mnie zrozumie. Przekręciłem klucz, aby wyjść z łazienki, po czym poszedłem do swojego pokoju. Przed drzwiami zatrzymałem się i westchnąłem ciężko. Otworzyłem drzwi. Zobaczyłem, że Laura siedzi po turecku na moim łóżku, a głowę podpiera na rękach. Była widocznie zamyślona, ale gdy zamknąłem drzwi wybudziła się ze swojego świata myśli, bo spojrzała na mnie. Widziałem w jej oczach niepewność, ale też radość? Sam nie wiem. Podszedłem do łożka, po czym usiadłem na nim tak, aby być naprzeciwko Laury. Chciałem, żeby spojrzała mi w oczy, ale wyraźnie uciekała wzrokiem to w prawo, to w lewo lub w dół.
  - Lau, spójrz na mnie. - szepnąłem, ale ona nie zrobiła tego. Jednak widziałem, że się waha. Postanowiłem rozwiać jej wątpliwości. Dotknąłem jej podbródka i delikatnie uniosłem go ku górze tak, żeby jej twarz była na wysokości mojej. - Lau, spójrz na mnie, proszę. - powiedziałem, a ona niepewnie spojrzała mi w oczy. Widziałem, że się trochę boi, ale ja mogę powiedzieć o sobie to samo. Chwilę trwaliśmyw ciszy, patrząc sobie głeboko w oczy. - Jeśli to, co chciałem zrobić cię uraziło, to przepraszam cię. Sam nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło. To stało się tak nagle i niespodziewanie, że sam nie wiedziałem, co robię. - mówiłem nie tracąc z nią kontaktu wzrokowego.
  - Nic się nie stało, Ross. - uśmiechnęła się lekko. - Ja też nie panowałam nad tym, co robię. Po prostu pochłonęła nas chwila i trudno. Nic by się złego nie stało, gdybyś mnie pocałował. - powiedziała, lekko się rumieniąc.
  - Jednak mimo to, nie powinno to się wydarzyć, bo ty masz chłopaka.
  - No mam, ale co to za związek, skoro ja nic do niego nie czuję, a uczuć Jake'a nie jestem pewna?
  - No w sumie to nie ma to sensu.
  - No właśnie. Jednak boję się z nim zerwać, bo jeszcze się na mnie obrazi i już nigdy nie odezwie.
  - Gdyby tak zrobił to popełniłby wielki błąd. Straciłby taką niezwykłą dziewczynę jaką ty jesteś. Ja bym tak nigdy nie zrobił. - powiedziałem, patrząc jej w oczy. To była prawda. Nie potrafiłbym się od niej odwrócić. Laura jest dla mnie bardzo ważna. Tak i już za trzy dni ją stracę. Nie mogę myśleć o tym w jej chwili.
  - Wiem, że ty byś tak nie postąpił. Już dobrze cię znam. - uśmiechnęła się. Oj Lau nie znasz mnie tak dobrze jak myślisz. Nie wiesz o mnie najważniejszej i najgorszej rzeczy z przeszłości.
  - Tak, raczej tak. - przytaknąłem. Na chwilę zapanowała pomiędzy nami cisza.
  - Ross? - odezwała się Laura.
  - Tak?
  - Czy po tym, co się stało przed paroma minutami, coś się zmieni w naszej relacji? - spytała, patrząc mi w oczy.
  - Nie, to nie ma żadnego wpływu na naszą przyjaźń. Wszystko zostaje po staremu.
  - To dobrze, bo bałam się, że będziemy się czuli przy sobie niezręcznie.
  - Nie to nam nie grozi. Zresztą, czy teraz tak jest?
  - No nie.
  - No właśnie i tak będzie cały czas. Mogę ci to obiecać.
  - Nie musisz, bo wiem, że tak będzie. - uśmiechnęła się. - Cieszę się, że to ty właśnie jesteś moim najlepszym przyjacielem. - powiedziała i parzyła mi przy tym w oczy.
  - Mnie też to uszczęśliwia. - uśmiechnąłem się. Nagle Laura przybliżyła się do mnie i wtuliła się w mój tors. Od razu objąłem ją w pasie.
  - Nie wiem, jak ty to robisz Ross, ale przy tobie czuję się wyjątkowa. - mówiła to nadal będac do mnie przytulona i ani na chwilę nie podniosła głowy do góry.
  - Bo tak jest. Jesteś wyjątkowa. - odpowiedziałem. Poczułem, że moje serce oblewa fala szczęścia. Naprawdę cieszę się, że ją mam. Jest mi bardzo bliska. I jak ja mogę ją teraz stracić? Po dłuższej chwili odsunęliśmy się od siebie z uśmiechem na ustach.
  - Może ubierzemy się już i zejdziemy na dół? - spytałem.
  - Okay. To gdzie ja mam iść?
  - Możesz albo w moim pokoju albo w łazience. Jak chcesz. Wybieraj.
  - Pójdę do łazienki.
  - Dobra. - przytaknąłem, po czym wstaliśmy z łóżka. Laura wzięła swoje ubrania i wyszła z nimi. Gdy była odwrócona tyłem do mnie to mój wzrok sam skierował się na jej zgrabne nogi. Muszę przyznać, że pasuje jej moja koszulka. Wygląda seksownie. Ross, gdzie ty się patrzysz! Podszedłem do szafy i po krótkim zastanowieniu, wyciągnąłem z niej koszulę w czerwono-czarną kratę i czarne dżinsy. Ubrałem się w to. Usiadłem na łóżku i wziąłam telefon z szafki nocnej, włączyłem go. Była 9:00, czyli dość wcześnie wstaliśmy. Dla zabicia czasu wszedłem na Twittera i zacząłem go przeglądać. Po jakiś 5 minutach usłyszałem pukanie do moich drzwi.
  - Proszę. - odezwałem się, a telefon schowałem do kieszeni spodni. Do pokoju oczywiście weszła Laura.
  - Oddaję ci twoją koszulkę. - powiedziała, gdy do mnie podeszła. - Dziękuję.
  - Nie ma za co. Polecam się na przyszłość. - uśmiechnąłem się, a ona zaśmiała się cicho od nosem. - Może idziemy na dół?
  - Okay. - przytaknęła Laura. Wyszliśmy z mojego pokoju, po czym udaliśmy się na dół do kuchni, w której nikogo nie było.
  - Tak myślałem, że jeszcze nikogo nie będzie. Rydel wstaje zawsze pierwsza i coś koło tej godziny, ale najwidocznej trochę dziś się jej przysnęło.
  - Po wczorajszym dniu to się jej nie dziwię.
  - Chcesz coś może do jedzenia lub picia? - spytałem.
  - Trochę jestem głodna.
  - Co powiesz na naleśniki?
  - Okay. Umiesz gotować?
  - Coś tam potrafię, a naleśniki to szczególnie. - uśmiechnąłem się.
  - Pomogę ci, chociaż jeszcze nigdy ich nie robiłam.
  - Zdzwiwiłbym się, gdybyś była zwyczajną dziewczyną, a nie milionerką. Nie musisz mi pomagać, bo to ty jesteś gościem w tym domu.
  - Oj tam. Przecież oboje będziemy jedli, więc ja nie chcę stać i patrzyć jak ty wszystko robisz.
  - Okay, jak sobie chcesz. - uśmiechnąłem się. Wyciągnąłem wszystkie potrzebne składniki, po czym dałem je do miski. - To ty możesz wymieszać ciasto. - odparłem i odsunąłem się trochę, żeby zrobić miejsce Laurze. Podałem jej trzepaczkę i zaczęła mieszać. Ja w tym czasie wyciągnąłem patelnię i postawiłem ją na gazie, aby się rozgrzała.
  - Może już być? - spytała Laura.
  - Poczekaj dodam jeszcze trochę mąki. - powiedziałem i wsypałem do miski trochę białego proszku, a Laura wymieszała ją z resztą masy. - Okay, jest już gotowe. - odezwałem się, a brunetka przestała mieszać. Nalałem odrobinę oleju na patelnię, a później masę.
  - Gdzie macie talerze i sztućce? - spytała.
  - Talerze w górnej szafce zaraz po twojej prawej stronie, a sztuśce na dole w szufladzie. - wskazałem na nie. - Mi też możesz podać jeden talerz. - powiedziałem. Laura wyciągnęla trzy talerze, jeden dała mi, dwa widelce oraz dwa noże, po czym położyła je na stole. Jeden naleśnik był już gotowy, więc ściągnąłem go z patelni i nalałem na nią masę.
  - Może zrobimy sobie coś do pica do? - spytała Laura.
  - Na co masz ochotę?
  - Na kakao.
  - Zrobisz je sama?
  - Tak, ale powiedz, gdzie masz te wszystkie rzeczy.
  - Okay. Kakao jest w szafce po lewej, a kubki tam gdzie talerze. Mi też zrobisz?
  - Okay. - odparła, a ja przewróciłem naleśnika na drugą stronę. Podszedłem do lodówki, wyciągnąłem z niej mleko i nalałem trochę do garnuszka, po czym postawiłem go na gazie. Po chwili drugi naleśnik był już gotowy, więc położyłem go na talerzu i nalałem kolejną porcję. Mleko też już się zagrzało. Podałem garnuszek Laurze, a ona rozlała jego zawartość do dwóch kubków, które postawiła na stole.
  - Ross, myślisz, że sny czasami mogą oznaczać, że coś się kiedyś wydarzyło? - spytała nagle Laura.
  - Nie wiem, a co ci się takiego śniło?
  - Śniło mi się nasze pożegnanie, jak byliśmy mali. Wyglądaliśmy tak jak na tamtym naszym zdjęciu z waszego albumu. Obiecywaliśmy sobie, że nigdy siebie nie zapomnimy. Gdy już od ciebie odchodziłam to już nic nie widziałam. Myślisz, że może tak się stało? - spytała, a ja wszystko co powiedziała trawiłem jeszcze raz w głowie.
  - Nie wiem, ale może po prostu za dużo o tym myślałaś i była to tylko twoja wyobraźnia.
  - Wiem, ale wyglądało to bardzo realistycznie. Gdy się obudziłam to czułam, jakby to się wydarzyło naprawdę.
  - Może i to była prawda, a może to wymysł wyobraźni. Cokolwiek to mogło być, to był tylko sen.
  - Za dużo chyba o tym myślę. Jednak to zaskakujące, że kiedyś już się znaliśmy. Szkoda, że nasz kontakt się urwał.
  - Też tego żałuję. Jednak wtedy byliśmy dziećmi i teraz tego nawet nie pamiętamy.
  - Teraz pewnie nasza relacja wyglądałaby inaczej.
  - Niby jak? - spytałem, mimo że wiedziałem, o co jej chodzi.
  - Może bylibyśmy razem. Nawet jeśli nie, to z pewnością najlepszymi przyjaciółmi.
  - To drugie jest bardzo pewne, ale to pierwsze również.
  - Może tak, może nie. Nie będziemy się już rozwodzić nad przeszłością, której nie pamiętamy. - powiedziała, a ja zdjąłem z patelni czwartego naleśnika. Usmażyłem jeszcze dwa, wyłączyłem gaz i razem z talerzem usiadłem przy stole obok Laury.
  - Naleśniki gotowe. - odezwałem się.
  - Twoje kakao też. - odpowiedziała. Przysunęła kubek w moją stronę. Swojego miała już prawie połowę wypitą. Nałożyliśmy sobie po trzy naleśniki.
  - No to smacznego. - powiedziałem.
  - Dziękuję i wzajemnie. - uśmiechnęła się. Wziąłem pierwszy kawałek naleśnika. - Mmm... Pycha. Wyszły ci naprawdę dobre.
  - Dzięki, ale to też twoja zasługa.
  - Ja prawie nic nie robiłam oprócz mieszania.
  - Oj tam, ale zawsze coś. - odparłem, po czym zapadła pomiędzy nami cisza, która minęła nam na jedzeniu. Gdy już kończyliśmy do kuchni weszła Rydel. Gdy nas zobaczyła zdzwiła się, co mówił wyraz jej twarzy.
  - Hej. Co wy tak wcześne wstaliście? - spytała.
  - A samo jakoś tak wyszło. Obudziliśmy się i nie chciało nam się już spać. - odpowiedziała Laura, a ja przytaknąłem.
  - Aha, widzę, że śniadanie już zjedliście. Zostawiliście mi choć jednego naleśnika?
  - Nie, ale w misce jest jeszcze dużo masy, więc możesz sobie zrobić. - odparłem.
  - Przynajmniej mam mniej do roboty. - powiedziała moja siostra, po czym podeszła do kuchenki i włączyła gaz, aby rozgrzać patelnię. - No to powiedzcie mi tu teraz bez ściemy. Wydarzyło się coś może między wami? - spytała, a ja i Laura spojrzeliśmy po sobie. Z jej oczu wyczytałem, że nie chce mówić Rydel prawdy. Zresztą ja też nie chciałem, bo zaraz będzie nam wmawiała, że to coś oznacza.
  - Nic się nie stało takiego. - odpowiedziałem.
  - Napewno? Bo jakoś tak na siebie dziwnie patrzyliście.
  - Niby jak? - zapytała Laura, gdy Rydel odwróciła się i nalała trochę masy na patelnię.
  - Popatrzyliście się na się porozumiewawczym wzrokiem, tak jabyście chcieli coś zataić przede mną. - odparła, odwracając się z powrotem.
  - My nic nie chcemy przed tobą ukrywać, Delly. - powiedziała Laura.
  - Serio? Nic, a nic się nie wydarzyło pomiędzy wami?
  - Nic. - ja i Laura powiedzieliśmy wspólnie.
  - I tak wam nie wierzę. Naprawdę nie doszło pomiędzy wami do pocałunku lub chcieliście to zrobć, ale coś was powstrzymało? - spytała, a my spojrzeliśmy na siebie. Nie lubię okłamywać Rydel, ale skoro już to zaczęliśmy to trzeba się tego trzymać do konca. No chyba, że Laura powie o tym Vanessie, a pewnie później dowie się o tym moja siostra.
  - Rydel, nic takiego nie miało miejsca. Jedyne, co się stało to jest to, że Laura spała na mnie, a tak nie zasypialiśmy. - odpowiedziałem. Niech tym się pocieszy.
  - No i co mówicie, że nic się nie wydarzyło? To też się liczy. - uśmiechnęła się blondynka, po czym odwróciła się i położyła gotowego naleśnika na talerzu i nalała kolejną porcję.
  - Przecież to nie jest nic takiego. - odparła Laura.
  - Wiem, ale zawsze coś.
  - Dlaczego koniecznie chcesz nas wyswatać? - spytałem.
  - Bo pomiędzy wami jest duża chemia? Bo ładnie razem wyglądacie? Bo pasujecie do siebie? Bo bardzo dobrze się ze sobą dogadujecie? Bo sami nie chcecie się przyznać, że coś coś do siebie czujecie? Mam jeszcze wymieniać?
  - Okay, tyle mi wystarczy. - odparłem.
  - Rydel, my nie chcemy zmieniać naszej relacji. Dobrze nam w przyjaźni. Zresztą ja jestem z Jake'iem. - odezwała się Laura.
  - Jesteś z nim, ale go przecież nie kochasz. Sama tak mówiłaś.
  - No tak, ale to nie zmienia faktu, że z nim jestem. Nie wiem dlaczego nic do niego nie czuję.
  - A ja wiem. Twoje serce należy już do Rossa i wszystko na to wskazuje. - uśmiechnęła się Rydel, po czym odwróciła się, aby zdjąć naleśnika z patelni i wlać kolejną porcję. W tym czasie ja i Laura spojrzeliśmy na siebie. Zauważyłem w jej oczach niepewność pewnie wywołaną przez to, co powiedziała moja siostra. Zresztą ja sam się nad tym zastanawiam. Czy Rydel ma rację? W sumie ten prawie pocałunek zmienia już postać rzeczy. Wręcz wszystko mi pogmatwał w głowie. Nie wiem, co mam o nim myśleć.
  - Mówisz tak tylko, bo chcesz, żebyśmy byli razem. - odpowiedziała Laura, gdy Rydel z powrotem odwróciła się w naszą stronę.
  - Nie. Po prostu widzę jak jest, a wy raczej nie jesteście sobie obojętni. Bardzo często uśmiechacie się do siebie, patrzycie w oczy, Ross mówi ci komplementy, a ty czasami się zarumienisz z tego powodu. Już jak na was się patrzy to widać, że macie się ku sobie. Uzmysłówcie sobie to w końcu. - powiedziała, a ja i Laura nie odezwaliśmy się. Nie wiedziałem, jak mogę na to odpowiedzieć. - To dlatego wam nie wierzę, że nic się pomiędzy wami nie wydarzyło, gdy spaliście razem. Przyznajcie się, że coś przede mną ukrywacie. - odparła, a my spojrzeliśmy na siebie.
  - Ale pomiędzy nami naprawdę nic się nie wydarzyło. - odpowiedziałem.
  - Serio, Rydel. - odparła Laura.
  - Załóżmy, że wam wierzę, ale wiecie, że i tak się o wszystkim dowiem.
  - Przed tobą nic nie da się ukryć. - zaśmiała się Laura.
  - To jest już chyba taki mój dar. - uśmiechnęła się moja siostra, po czym odwróciła się i ściągnęła z patelni trzeciego naleśnika. Wyłączyła gaz i z talerzem usiadła przy stole.
  - Smacznego. - ja i Laura odezwaliśmy się w tym samym czasie.
  - Dzięki. - odpowiedziała Rydel i zaczęła jeść. Gdy skończyła do kuchni weszli Riker i Vanessa, którzy byli uśmiechnięci. No to teraz Rydel skupi się na nich. Laura pewnie też.
  - Hej. - odezwali się.
  - Hej. - odpowiedzieliśmy.
  - Zostały może jeszcze jakieś naleśniki? - spytał Riker.
  - Nie, wszystkie już zjedliśmy. - powiedziała Rydel.
  - Zrobisz mi pare, proszę. - mój brat zrobił szczenięce oczka. Jednak muszę przyznać, że ja lepiej to robię.
  - Okay, niech ci będzie, ale wiedz, ze nie działają na mnie twoje oczka. Rossa bardziej. - uśmiechnęła się.
  - Dzięki Rydel. Przykro mi Riker z urokiem osobistym trzeba się urodzić. - zaśmiałem się, a on tylko spiorunował mnie wzrokiem.
  - Delly, a mi też przy okazji zrobisz? - spytała Vanessa.
  - Tobie tak, bo przecież jesteś naszym gościem. - odpowiedziała Rydel, po czym odwróciła się i włączyła gaz, a potem nalała na patelnię trochę masy.
  - A tak w ogóle to co wy tacy uchachani przyszliście? Czyżby coś się u was wydarzyło? - odezwała się Laura. No to teraz się zacznie. Vanessa pewnie, żeby odgryźć się Laurze zacznie nasz temat. W sumie to już przyzwyczaiłem się do tego.
  - A nie można wstać rano z wesołym humorem? Czy to od razu musi coś oznaczać? - spytała Vanessa.
  - Naprawdę nic się nie wydarzyło pomiędzy wami? - powiedziała Rydel.
  - A co niby miało się stać? - odezwał się Riker.
  - Na przykład jeszcze raz się pocałowaliście? Że jesteście razem? Zresztą po tym jak się wczoraj całowaliście to myślałam, że coś się stanie. - odpowiedziała Laura.
  - Do niczego takiego nie doszło. Riker może potwierdzić. - odparła Van.
  - Tak, Van ma rację. Nic się pomiędzy nami nie wydarzyło. - powiedział Riker. Usłyszałem nutkę smutku w jego głosie. Coś czuję, że on jest zakochny w Vanessie. Po tym ich wczorajszym pocałunku to cały czas się uśmiechał, co chwilę zerkał na Vanessę. On nie jest w takiej sytuacji jak ja, więc może jej wyjawić swoje uczucia.
  - Szkoda. Myślałam, że w końcu będzie jakaś para. Ross i Laura ciągle się opierają rękami i nogami, że nic do siebie nie czują, więc przynajmniej liczyłam, że wy będziecie pierwsi. - odpowiedziała Rydel.
  - Delly przestań. My się tylko przyjaźnimy, a ten pocałunek to było tylko wyzwanie. Raczej to nie stałoby się naprawdę. - odparła Vanessa. Zauważyłem, że Riker trochę posmutniał po tym co powiedziała. Oj tak, on zdecydowanie jest w niej zakochany. Może to jakoś z niego wyciągnę.
  - Zaczynasz powoli mówić jak Laura. - zaśmiała się moja siostra.
  - Nie prawda. - zaprzeczyła Van. - A tak w ogóle to, co tam słychać u Raury? - spytała i uśmiechnęła się. No nie, znowu się zaczyna.
  - Nic, co mogłoby cię ucieszyć. - odezwała się Laura. - Już wszystko mówiliśmy Rydel, więc niech ona to potwierdzi.
  - Tak, już ich przepytywałam, ale nic się nie wydarzyło. Chyba, że coś przede mną ukryli.
  - Powiedzieliśmy prawdę. - powiedziałem.
  - Szkoda. - westchnęła Vanessa. Później rozmawialiśmy już na inne tematy, po jakiś 15 minutach do kuchni weszli Ellington i Rocky, którzy oczywiście też poprosili Rydel o zrobienie im naleśników.
  - To my musimy chyba już powoli zbierać. - odezwała się Vanessa, gdy wszyscy skończyli jeść.
  - Serio już musicie iść? - spytała Rydel.
  - No tak. Przecież wczoraj spędziliście z nami cały dzień, więc pewnie chcecie sobie do nas trochę odpocząć. - powiedziała Laura.
  - Chyba sobie żartujesz. W naszym domu zawsze będziecie mile widziane.
  - Ale i tak powinnyśmy już się zbierać. - odparła Laura.
  - Okay, jak sobie chcecie. - powiedziała Rydel, po czym wszyscy wyszliśmy na korytarz.
  - To pa Ross. - odezwała się Laura, która podeszła do mnie, aby się przytulić na pożegnanie.
  - Pa Lau.
  - Powiesz komuś o tym co się stało rano? - spytała, patrząc mi w oczy.
  - Nie, raczej nie. Ty powiesz Vanessie?
  - Nie, bo jeśli bym jej to zdradziła to zaczęłaby nadawać o tym, że jestem w tobie zakochana i inne takie. Wolę jak na razie tego uniknąć. - uśmiechnęła się. - Przyjdziesz do mnie w nocy, prawda?
  - Oczywiście, że tak, przecież to nasza tradycja.
  - Tak, ale myślałam, że może przez to, co się stało rano to się nie zjawisz.
  - Mówiłem ci, że to nie zmienia naszej relacji.
  - To dobrze. - uśmiechnęła się.
  - Idziesz Lau? - spytała Vanessa.
  - Tak, już idę. - odparła Laura. Uśmiechnęliśmy się o siebie.
  - Pa wszystkim. - powiedziały siostry.
  - Pa dziewczyny. - odpowiedzieliśmy chórem, a one wyszły. Potem każdy poszedł w swoją stronę.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Hejka wszystkim!!!
Jak tam wasze wrażenia po przeczytaniu rozdziału? Mam nadzieję, że jakoś mi wybaczycie, że Ross i Laura się nie pocałowali. Tak musiało być. Zobaczycie oni w końcu to zrobią. W końcu nadejdzie moment, na który czekacie. Uzbrojcie się jeszcze w odrobinę cierpliwości, bo będzie warto.
Tak w ogóle to ten rozdział z początku był o wiele dłuższy, więc podzieliłam go na dwie części. Czyli następny rozdział jest już gotowy i czeka na publikację. Szybkość pojawienia się jego zależy tylko od was. Im więcej komentarzy się pojawi pod tym rozdziałem tym szybciej będzie next. Wszystko zależy od was. A w następnym dużo się będzie działo.
Do napisania!!!