"You know you set me free like no one else" ~ "Ty wiesz że dajesz mi wolność jak nikt inny" - Crazy 4u
~Los Angeles, 09.07.2015r.~
★Laura★
Siedzę w przy biurku i rysuję konia. Jednak nie idzie mi za dobrze. Chyba nie mam dzisiaj weny. Odłożyłam wszystkie rzeczy do szuflady. Co by tu innego porobić? Może zadzwonię do Rydel i się spotakamy? To jest dobry pomysł. Wzięłam mój telefon i wybrałam jej numer, po czym nacisnęłam zieloną słuchawkę. Chwilę poczekałam aż odbierze.
- Hej Lau. - usłyszałam jej wesoły głos, który był trochę zniekształcony.
- Hej Delly. - odpowiedziałam i na usta wykradł mi się uśmiech.
- Po co dzwonisz?
- Nudzi mi się w domu. Może mogłabym do was wpaść? Van pewnie też przyjdzie.
- Jasne, że możecie. Dla was zawsze naz dom będzie otwarty.
- Okay to przyjdziemy do was za jakieś pół godziny. Może szybciej.
- Dobra, a tak w ogóle to miałam do was zadzwonić, bo wpadłam na pewien pomysł, który może wam się spodobać. Nie zdradzę teraz, o co mi chodzi. Powiem wam, gdy przyjdziecie.
- Okay, już jestem ciekawa co wymyśliłaś.
- Myślę, że zgodzicie się na to.
- No pewnie tak. Okay to pa Delly.
- Do zobaczenia za pół godziny. - odpowiedziała blondynka i rozłączyła się. Na jaki pomysł wpadła Rydel? Jestem tego bardzo ciekawa. Muszę iść po Vanessę. Wyszłam ze swojego pokoju i udałam się do jej, uprzednio pukając. Zastałam ją leżacą na łóżku i słuchającą muzyki.
- Hej Van. - odezwałam się i usiadłam obok niej.
- Hej Lau. - odparła i ściągnęła słuchawki.
- Chcesz może iść teraz do Rydel? Przed chwilą do niej dzwoniłam i mam jej pozwolenie.
- No jasne, że chcę. Jeszcze się pytasz?
- Wiedziałam, że się zgodzisz. - uśmechnęłam się. - Rydel wpadła na jakiś pomysł i przedstawi go nam, gdy przyjdziemy.
- Ciekawe co to będzie.
- Też się nad tym zastanawiam. To co zbieramy się do wyjścia?
- Okay. - odparła Vanessa i wyszłyśmy z jej pokoju. Udałyśmy się do kuchni, że powiadomiść Natalie o wyjściu.
- Jedziemy limuzyną czy taksówką? - spytałam.
- Taksówką, bo nie chcę rzucać się bardzo w oczy.
- Też pomyślałam o tym rozwiązaniu. - uśmiechnęłam się. Gdy zobaczyłśmy samochód zaczęłyśmy machać i po chwili taksówka zatrzymała się przed nami. Wsiadłyśmy do niej i podałyśmy adres Lynchów. Zaraz odjechaliśmy.
- Jak myślisz co wymyśliła Rydel? - spytała Vanessa.
- Nie wiem, ale ona jest bardzo pomysłowa, więc napawdę nie wiem, czego możemy się po niej spodziewać. - odpowiedziałam.
- Tak nigdy nie wiadomo co wpadnie jej do głowy. - odparła Van. Przez całą drogę do domu naszych przyjaciół rozmawiałyśmy na różne tematy. W końcu zatrzymaliśmy się przed właściwym budynkiem.
&nbso; - Dziękiemy za podwózkę. - powiedziałam i zapłaciłam kierowcy. Wysiadłyśmy z taksówki i zadzwoniłyśmy dzwonikiem. Po chwili drzwi otworzyły się i ukazała nam się Rydel.
- Hej dziewczyny. - powiedziała wesoło i uścisnęła nas na powitanie.
- Hej Delly. - odparłyśmy.
- Wchodźcie do środka. - otworzyła szerzej drzwi. Weszłyśmy na korytarz i ściągnęłyśmy buty. - Jak ja dawno was nie widziałam.
&nbso; - Minęły tylko dwa dni. - odpowiedziała Vanessa.
- Co z tego? I tak się za wami stęskniłam. - uśmechnęła się.
- Nam też brakowało twojego humoru. - zaśmiałam się i szłyśmy w kierunku salonu. Już udzielił mi się nastrój panujący w tym domu. Naprawdę, gdy tylko przejdę przez próg tego domu to już towarzyszy mi dobry humor. To chyba jest zależne od tego, że mieszkają tu moi przyjaciele. Bardzo lubię spędzać z nimi czas.
- Cześć dziewczyny. - odezwali się chłopaki, gdy weszłysmy do salonu.
- Hej. - odpowiedziałyśmy i usiadłyśmy na kanapie. Usiadłam obok Rossa, bo było wolne miejsce. Uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam gest.
- Rydel zdradzisz nam swój pomysł skoro są już dziewczyny? - spytał Rocky.
- To wy też nie wiecie o co jej chodzi? - odparała Vanessa, a chłopaki zaprzeczyli. Normalnie wyjęła mi to pytanie z ust. Teraz to już naprawdę jestem ciekawa, co Rydel ma nam do powiedzienia.
- Otóż wczoraj, gdy leżałam w łóżku wpadłam na pomysł, żeby wspólnie spędzić ten weekend. Chodzi mi o to, żeby pojechać gdzieś, na przykład pod namioty, albo coś w tym stylu. Taki rodzinno - przyjacielski wypad za miasto. Co wy na to? - powiedziała Rydel. Zauważyłam, że na twarzy wszystkich pojawił się uśmiech, co oznacza, że się zgadzamy.
- Jasne. - odparliśmy chórem, po czym zaśmialiśmy się.
- Jaka synchronzacja. - odezwał się Ellington.
- Masz na myśli jakieś konkretne miesjce, gdzie pojedziemy? - spytał Ross.
- Nie zanam takich miejsc dlatego mówię wam o tym teraz, bo dziś jest środa, więc mamy dwa dni łącznie z tym, na wymyślenie tego.- odpowiedziała blondynka.
- Możemy znaleźć jakiś camping w pobliżu LA. Wystarczy trochę poszperać po internecie. - odezwał się Riker.
- Może to być też jakiś domek nad morzem. - odparł Rocky, a mi w głowie zaświtał pewien pomysł.
- Już mam pomysł na mijesce. - powiedziłam.
- Jaki? - spytała Rydel.
- Mamy domek nad morzem. Jest on oddalony o godzinę drogi od LA. Jest on w miejscu, gdzie w ogóle nie ma ludzi, więc będziemy mieli dużo prywatności. Co wy na to? - zaproponowałam.
- Okay, to jest dobry pomysł. - odparł Riker.
- Ile pokoi jest w tym waszym domku? - spytała Rydel.
- Cztery sypialnie, mały salon, kuchnia i dwie łazienki. - odpowiedziała Vanessa.
- To jest mały problem ze spaniem. - odparłam.
- Chyba, że możemy spać we dwie osoby w jednym pokoju, a jedna ma swój własny. - odezwał się Ross.
- To ja już nawet wiem jakie mogą być pary. - uśmiechnęła się Rydel.
- Jakie? - spytał Ellington.
- Laura z Rossem, Vanessa z Rikerem, ja z Ellingtonem, a Rocky ma osobną sypialnię. Co wy na to? - zaproponowała, a ja spojrzałam na Rossa. On też zrobił to w tym samym czasie, więc nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił mój gest. Ja się zgadzam na taki układ. Już widzę pół nocy przegadanej z nim. Już wiem, że będzie to wspaniały weekend i nie mogę się go doczekać.
- Chyba tak będzie najlepiej. - odparł Ross.
- Okay to mamy już załatwione gdzie i jak śpimy. To chyba już wszystko, co nie? - spytał Rocky.
- Jeszcze potrzebujemy zgody naszych rodziców na pobyt w domku. - odpowiedziałam.
- Damy radę ich przekonać. - odparła Vanessa.
- Najczęściej możemy zrobić to o co poprosimy.
- Jak już spytamy rodziców to damy wam znać. Myślę, że pojedziemy tam.
- No to dziewczyny trzymamy za was kciuki i życzymy powodzenia. - powiedział Riker.
- Dzięki, może się przyda. - uśmiechnęła się Van.
- Już coś czuję, że to będzie udany weekend. - odezwał się Ell.
- W takim gronie to napewno. - uśmiechnął się Rocky.
- Cieszę się, że zgodziliście się na mój pomysł i że mamy już wszystko obgadane. - powiedziała Rydel.
- To skoro już wszystko jest załatwione to może teraz coś porobimy? - spytał Riker.
- Może zagramy na Xboxie?- zaproponował Rocky, a każdy przystał na ten pomysł.
- Zagramy w grę taneczną. Co wy na to dziewczyny? - spytała Rydel.
- Okay. - odpowiedziałyśmy, a Ellington włączył sprzęt.
- Kto gra z nami? Mamy jedno wolne miejsce .- powiedziała blondnka.
- Mistrz parkietu z wami pogra. - odparli jednocześnie Ross i Riker, po czym się zaśmiali.
- Choć najpierw Ross, a później Riker.
- Okay. - odparli, a do nas dołączył młodszy blondyn. Tańczyliśmy i świetnie się ze sobą bawiliśmy. Nawet nie wiem ile zajęło nam czasu granie. On leciał bardzo szybko, a ja nawet nie zwracałam na niego uwagi. Będąc w takim gronie myśli się tylko o drobej zabawie. Inne myśli po prostu nie przychodzą mi do głowy. Kocham spędać czas z Lynchami i Ellingtonem. Po kilku godzinach gry padliśmy zmęczeni na kanapę.
- Coś mi się wydaje, że spaliłam mnóstwo kalorii. - odezwała się Rydel.
- Tak, zrzuciłyśmy trochę tłuszczyku. - powiedziałam.
- Ty to mówisz? Ty jesteś szczupła. - odparła blondynka, a ja się uśmiechnęłam.
- Wiecie, ja i Lau musimy się już powoli zbierać, bo musimy powiedzieć rodzicom o tym naszym weekendowym wypadzie. - odezwała się Vanessa.
- Tak, musimy ich o to spytać. Nawet nie wiem, o której przyjeżdżają z pracy. - odpowiedziałam.
- Skoro musicie to idźcie. Zresztą to od decyzji wszych rodziców zależy nasz wyjzd. - odparła Rydel.
- To ja was zawiozę, bo nie będziecie przecież szły. - powiedział Ross.
- Okay to ja siedzę z przodu. - uśmiechnęłam się.
- Znowu będę musiała słuchać waszego flirtu. - zaśmiała się Van.
- Oj nie mów tak, bo gdyby jechał Riker to ty byś to robiła. - odgryzłam się jej.
- No w sumie masz rację. - odezwał się Riker.
- Ty też jesteś przeciwko mnie? - spytała moja siostra.
- Ja jestem z tobą, a stwierdzam też fakty. - uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła gest.
- Dobra koniec już tych pogaduszek, bo czas już na nas. - powiedziałam.
- Znjąc nas to pewnie byśmy się bardziej zagadali i nie wiadmo kiedy skończyli. - odparła Van i wstała z kanapy, a ja i Ross zaraz zrobiliśmy to samo.
- Pa wszystkim. - ja i Vanessa powiedziałyśmy wspólnie.
- Pa dziewczyny. - odpowiedzieli, a my udaliśmy się na korytarz. Założyliśmy buty i wyszliśmy z domu. Ross poszedł wyciągnąć samochód z garażu i po chwili pojazd stanął przed nami. Weszłyśmy do środka i odjechaliśmy. Cała droga upłynęła nam na żywej rozmowie na różne tematy. Czas minął mi bardzo szybko i nim się spostrzegłam i staliśmy pod naszym domem.
- Dzięki za podwózkę Ross.- powiedziała Van.
- Spoko, lubię was zawozić.
- To pa Ross. - odparła moja siostra i wyszła z samochodu. - A ty Lau nie idziesz? - spytała, gdy zostałam w samochodzie.
- Za chwilę, muszę tylko się jego czegoś zapytać. - odpowiedziałam.
- Okay dam wam chwilę prywatności i wejdę już do domu. - uśmiechnęła się i otworzyła drzwiczki bramy.
- O co chcesz się mnie zapytać? -spytał Ross.
- Przyjdzesz dziś do mnie?
&nbsb; - To się jeszcze okaże. - uśmiechnął się.
- To będę na ciebie czekała.
- Przecież ja nie powiedziałem, że przyjdę.
- Wiem, ale pewnie tak pomyślałeś. - uśmiechnęłam się.
- Czy ty mi czysz w myślach? - zaśmiał się.
- Nie, ale wiem, że lubisz do mnie przychodzić.
- I tu mnie masz.
- Czyli widzimy się o dziesiątej, tak? - spytałam.
- Pewnie tak.
- Okay skoro już mamy to ugadane to chyba muszę już iść, bo Vanessa zaraz będzie miała swoje podejrzenia.
- To cię nie zatrzymuję. Pa Lau. - uśmiechnął się.
- Pa Ross. - odwzajemniłam jego gest i wyszłam z samochodu. Przeszłam przez bramę, po czym udałam się w stronę wejścia. Gdy otworzyłam już drzwi, odwróciłam się i pomachałam Rossowi. On odmachał i odjechał. Spostrzegłam, że się uśmiecham. Nie dziwię się już temu, bo tak działa na mnie Ross. Weszłam do środka domu i udałam się do kuchni. Gdzie zastałam Natalie z Vanessą.
- Dzień dobry. - przywitałam się.
- Dzień dobry Lauro. - odpowiedziała gosposia.
- Już pożeganłaś się z Rossem? - spytała Van.
- Tak.
- Kto to jest Ross jeśli mogę wiedzieć? - powiedziała Natalie.
- To jest mój przyjaciel. - uśmiechnęłam się.
- Jak na razie przyjaciel, bo nie wiadomo co będzie później. - odparła moja siostra.
- Znowu zaczynasz ten temat? Ja cię nie słucham. Idę się przebrać. - odpowiedziałam i szybko wyszłam z kuchni. Udałam się na górę po schodach i weszłam do swojego pokoju. Od razu podeszłam do garderoby. Wybrałam niebieską koszulę w czarną kratę i do tego czarne dżinsy. Ściągnęłam z siebie spocone od gry na Xboxsie ubrania i założyłam czyste. Poszłam do łazienki, a tam rozczesałam włosy i popsikałam się perfumami. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. - odezwałam się, a do pokoju wszedł lokaj.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale przyszedł do ciebie chłopak i czeka pod drzwiami. Mam go wpuścić? - powiedział mężczyzna.
- Tak. - skinęłam głową, a on wyszedł i po chwili w wejściu zobaczyłam Jacoba. Co on tutaj robi?
- Jake? Co ty tutaj robisz? - spytałam nie ukrywając zaskoczenia.
- Może tak na początek jakieś hej, albo cześć? - uśmiechnął się.
- Przepraszam cię. Cześć Jacob. - odpowiedziałam i podeszłam do niego.
- Hej Lau. Co tam u ciebie słychać?
- Jest w porządku. Dzisiaj byłam u swoich przyjaciół. Możesz mi powiedzieć, co u mnie robisz tak niespodziewanie?
- Chciałem przyjść do ciebie bez zapowiedzi, żeby zrobić ci niespodziankę. Chyba mi się to udało. - uśmiechnął się.
- Tak, naprawdę mnie zasoczyłeś. Nie powinieneś być w pracy? Jest po czwartej.
- Zazwyczaj o tej godzinie ją kończę, ale czasami zdarzają mi się nadgodziny. Masz jeszcze jakieś pytania jeśli chodzi o moją obecność? - zaśmiał się.
- Nie mam już więcej pytań. - uśmechnęłam się.
- A tak w ogóle to masz bardzo ładny pokój.
- Tak wiem, bo w końcu projektował go mój tata.
- On ma wieki talen jeśli chodzi o architerkurę.
- Tak, masz rację. Może wyjdziemy do ogrodu? - spytałam.
- Okay, mi to obojętne gdzie będziemy. - odpowiedział Jacob i wyszliśmy z mojego pokoju. Udaliśmy się do ogrodu. Szliśmy w milczeniu po dróżce. Przeszliśmy przez mostek prowadzący do altanki i usiedliśmy na ławce.
- Mimo, że już byłem w tym ogordzie to nadal zadziwia mnie swoim pięknem. - odezwał się Jake.
- Taki już jest urok tego miejsca. - odpowiedziałam.b- A tak w ogóle to ja długo pracujesz w firmie mojego taty? - spytałam.
- Rok, od skończenia liceum.
- A nie powinieneś najpierw iść na studia?
- Chciałem iść, ale mój tata stwierdził, że są one mi niepotrzebne, bo bardzo dobrze znam się na architekturze. Spytał twojego taty, czy mogę tam pracować. Dostałem się do firmy pokazując moje prace, które spodobały się panu Marano i zostałem przyjęty.
- Ile zarabiasz? Pytam cię o to wszystko z ciekawości jak się pracuje u mojego taty.
- Przez pierwsze miesiące zarabiałem trzy tysięce, ale później zrobiłem bardzo dobry porojekt, który spodobał się jakiemuś bogatemu człowiekowi i dostałem podwyżkę o dwa tysiące.
- Dużo się zarabiasz. Nie sądziałam, że aż tyle.
- Teraz ja przejmę pałeczkę. Dlaczego ty nie chcesz pracować w firmie twojego taty? Przecież chyba masz otwartą drogę. Zresztą z twoją umiejętnością rysunku i wyobraźnią mogłabyś tworzyć wspaniałe projekty.
- Dziękuję, że tak o mnie myślisz. Ja nie mam doświadczenia, ani nie znam się na tym wszystkim.
- Gdybyś się pouczyła to byś umiała.
- Szczerze powiedziawszy to jeszcze nie chcę pracować. Jednak jeśli już mam wybierać to byłaby to firma mojego taty.
- I dział ogrodniczy, co?
- Mogłabym połaczyć wszystkie rzeczy. Ty jesteś w dziale architektura domu?
- Tak, głównie projektuję domy i ich wnętrza. - odpowiedział i na chwilę zapanowała pomiędzy nami cisza, ale nie była ona krępująca. W towarzystwie Jake'a tak jak przy Rossie czuję się swobodnie nawet, gdy zapada milczenie. Jednak to mają wspólne.
- Pamiętasz jak przy naszym pierwszym spotkaniu spytałam cię, czy masz dziewczynę, a ty odpowiedałeś, że z nią zerwałeś, ale nic więcej. Opowiesz mi jak to się stało? - spytałam, a Jacob trochę posmutniał? - Oczywiście nie musisz jeśli nie chcesz. - dopowiedziałam szybko.
- Skoro jesteśmy przyjaciółmi to nie będę przed tobą tego zatajał. - odpowiedział i westchnął. - Zacznę od początku to wtedy może wszystko zrozumiesz. Ta dziewczyna nazywała się Melanie. Jest ona brunetką o zielonych oczach. Znaliśmy się ze szkoły, bo chodziliśmy do tej samej klasy. Mieliśmy podobne zainteresowania, bo ona również lubiła architekturę i chciała iść na takie studia. Dobrze się ze sobą dogadywaliśmy i pewnego dnia spostrzegłem, że jestem, w niej zakochany. Bałem się trochę jej to powiedzieć, bo podrywał ją mój wróg Marcus, ale ona mu się opierała. Jednak postanowiłem zaryzykować i powiedziałem jej co czuję, a najlepsze było to, że ona odwzajemniała moje uczucia. Po tym zostaliśmy parą. Marcus nie był z tego zadowolony i bardzo często mi groził. To nie był chłopak dla niej. Jest on typem bad boy'a i po jednej nocy lub po paru dniach zostawia te dziewczyny. Ja i Melanie byliśmy ze sobą cztery miesiące, a ja naprawdę ją kochałem. - przerwał na chwilę. - Pewnego dnia Justin, to jest mój najlepszy przyjaciel, powiedział mi, że widział Melanie, która całowała się z Marcusem. Na początku nie uwierzyłem, ale on opowiedział mi, że widział to wszystko od samego początku i że ona nie opierała się tylko odwzajemniła pocałunek. Po tym od razu do niej poszedłem i zastałem ją całującą się z Marcusem w jej domu. Zerwałem z nią. Nigdy nie zapomnę tego zwycięskiego wzroku Marcusa. Zrozumiałem, że znowu z nim przegrałem, a parę razy już mi się to zdarzyło. Jednak w jednym z nim wygrałem. Ja pracuję w firmie pana Marano, który jest znany na całym świecie, a on spędza noce w klubach. Pod tym względem jestem od niego lepszy. Tak właśnie wyglądała moja historia miłosna. - skończył swoją opowieść i westchnął. Cały czas go słuchałam, bo byłam ciekawa jak się potoczyły jego losy z tą Melanie. Szkoda mi go.
- Jejku współczuję ci Jake. Ta Melanie nie zasługiwała na ciebie. Jesteś wspaniałym chłopakem, a ona chyba nie umiała tego docenić. Ja bym ci nigdy nie zrobiła. - odpowiedziałam.
- Nie mów czegoś jeśli nie wiesz, czy dotrzymasz dane słowo. - odparł smutno, a mnie zdziwiło to zdanie.
- Co chcez przez to powiedzieć?
- Mówiłaś, że masz też innych przyjaciół oprócz mnie. Kim oni są?
- To jest rodzeństwo, które składa się z trzech braci i jednej siostry, ale mieszkają też ze swoim najlepszym przyjacielem.
- To czyli jest tam aż czworo chłopaków. Jesteś z jednym z nich związana najbardziej?
- Tak i on jest w moim wieku. Jeszcze mam najlpeszą przyjaciółkę z tego rodzeństwa.
- Ale przyjaciółka to nie to samo, co przyjaciel.
- No tak, ale do czego zmierzasz tymi pytaniami? - spytałam, ale nie uzyskałam od razu odpowiedzi.
- Masz dwóch najlepszych przyjaciół i co jeśli zakochasz się w tym drugim? Co wtedy zrobisz ze mną? - odparł po chwili. Jego pytania naprawdę zaczynają mnie zaskakiwać.
- Może w ogóle się nie zakocham w was obojgu.
- Wątpię. Z nim pewnie sędzasz dużo czasu, ale ze mną też, ale może kiedyś spojrzysz na jednego z nas inaczej niż na przyjciela. Ja po prostu chcę wiedzieć, co się wtedy stanie ze mną, gdy pokochasz tamtego?
- Jacob ja nie wiem, ale nie chcę ciebie stracić. Jesteś dla mnie bardzo ważny. Skąd w ogóle wziąłeś te pytania?
- Powiedziałaś, że nigdy nie zrobisz mi czegoś podobnego, co Melanie. Co jeśli będziemy razem i ty poczujesz coś do twojego drugiego przyjaciela? Zostawisz mnie czy może zostaniesz ze mną?
- Jake nawet jeśli zaistniałaby taka sytuacja to napweno cię nie zostawię, bo tak jak już powiedziałam, nie chcę ciebie stracić. Przestań mieć już wątpliwości. Nie patrz za bardzo w przyszłość tylko żyj teraźniejszością.
- Masz rację Lau. Za bardzo wszystko wyolbrzymiam. Przepraszam jeśli uraziłem cię tym.
- Nie musisz mnie przepraszać. Rozumiem twoje obawy, bo nie chcesz przechodzić drugi raz czegoś podobnego, co z Melanie, prawda?
- Tak prawda, ale już nie poruszajmy tego tematu, okay?
- Okay.
- To może na zgodę przytulas? - spytał i rozstawił swoje ramiona, uśmiechając się przy tym.
- Wrócił stary Jake. - odwzajemniłam jego gest i wtuliłam się w niego, a on objął mnie. Chwilę zastygliśmy w takiej pozycji. Spodobał mi się ten gest. Lubię się przytulać, a szególnie z ważnymi dla mnie osobami. Cieszę się, że Jake jest moim przyjacielem. Po chwili Jacob poluźnił uścisk i wypuścił mne z objęć. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Chcesz może poznać moich dwóch najlepszych przyjaciół Justina i Maxa? Pytają mnie o ciebie i chcieliby cię poznać i zobaczyć. - spytał.
- Okay, czemu nie. Z chęcią poznam twoich kupli. - uśmiechnęłam się do niego.
- Co powiesz na spotkanie jutro o 16:30 na plaży?
- Okay nie mam nic jutro zaplanowane, więc się zgadzam.
- Może przyjść też dziewczyna Justina, Monica. Ona jest bardzo miła i sympatyczna. Napewno ją polubisz. Chłopaki też są wyluzowani i przyjacielscy.
- Okay, skoro tak twierdzisz to pewnie tacy oni są. - uśmiechnęłam się.
- To super, czyli jesteśmy umówieni. Powiem im, że się zgodziłaś, bo to oni namawiali mnie, żebym się o to ciebie spytał. Chcą ciebie poznać po tym, co im o tobie opowiedziałem.
- Mam nadzieję, że były to same dobre rzeczy.
- No pewnie. Zresztą sądzę, że masz mało negatywnych cech.
- Każdy ma wady i ja nie jestem wyjątkiem.
- Tak wiem, ale ja ich jeszcze w tobie nie poznałem.
- Może kiedyś poznasz. - zaśmiałam się. Później rozmawialiśmy już na inne tematy. Jake opowiedział mi o Justinie i Maxie. Sądząc, co o nich mówił to wydają się być mili i sympatyczni. Monica tak samo. Nie mogę się doczekać aż ich poznam. Lubię zawierać nowe znajomości, a jak na razie to nie mam ich za dużo, ale te osoby, z którymi się przyjaźnię mi wystarczają. Z nimi po prostu czuję się sobą. Nie patrzą na mnie przez pryzmat pieniędzy tylko jak na ,,normalną" dziewczynę. Tego jestem pewna. Zresztą utwierdzili mnie w tym, a ja im wierzę. Jake, Lynchowie i Ell to tak jakby moja druga rodzina. Są oni dla mnie bardzo ważni i na tą chwilę nie wyobrażam sobie życia bez nich. Oni wprowadzili radość do mojego serca. Szczęście z małych rzeczy to może być, na przykaład przytulenie się. Niby taki zwyczajny gest, a wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Tacy przyjaciele jakich mam to ogromny skarb. Nie chcę żadnego z nich stracić. Zauważyłam, że na podjazd wjeżdża limuzyna i po chwili wysiadają z niej moi rodzice. Trzeba ich spytać o wyjazd. Myślę, że przy kolacji będzie najlepszy moment, a ona niedługo już będzie, bo jest już po szóstej.
- Przyjechali moi rodzicie. Chyba powinieneś już iść, bo za chwilę będziemy jeść kolację. - powiedziałam. Chciałam, żeby zabrzmiało to normalnie, a nie jak spławienie, bo tak to trochę wygląda.
- Okay. Macie dzisiaj rodzinną kolację, tak? - spytał.
- Tak. - przytaknęłam.
- Skoro tak, to do zobaczenia jutro.
- Mam przyjść na plażę?
- Przyjdę po ciebie.
- Okay.
- Pa Lau. - uśmiechnął się.
- Pa Jake. - odpowiedziałam i przytuliliśmy się na pożegnanie. Po chwili wypuściliśmy się z objęć. Wstaliśmy z ławki i poszliśmy do bramy.
- Do zobaczenia. - odparł Jacob, a ja się tylko uśmiechnęłam. Wyszedł z bramę. Chwilę patrzyłam na niego. Okay pora spytać rodziców o wyjazd. Najpierw muszę uzgodnić to z Vanessą. Weszłam do domu i udałam się do jej pokoju. Przed wejściem zapukałam. Zastałam ją leżącą na brzuchu na łóżku i robiącą coś na laptopie.
- Hej Van. - odezwałam się i podeszłam do niej.
- Hej. - odparła i krótko na mnie spojrzała, bo zaraz powróciła wzrokiem na ekran.
- Co robisz? - spytałam i usiadłam na łóżku.
- Piszę z Rikerem.
- Widzę romansik się kroi. - zaśmiałam się i poruszałam znacząco brwiami.
- Co?! Nie. Już nie mogę sobie popisać z Rikerem?
- Możesz, czy ja coś mówię na ten temat? - podnosłam ręce w geście obrony. - A tak w ogóle to przyszłam do ciebie w innej sprawie.
- Jakiej?
- Rodzice przed chwilą przyjechali i pewnie zaraz będzie kolacja. Może spytamy się podczas niej o nasz wyjazd z Lynchami i o ten domek?
- Tak, musimy to zrobić. Zresztą Riker pytał mnie czy już mamy załatwione pozwolenie i też chciałam iść do ciebie w tej sprawie, ale byłaś z Jake'iem.
- To idziemy do jadalni?
- Tak, za chwilę.- odparła Van i napisała coś.
- Pożegnaj się z Rikerem i chodź na dół. Później możesz skończyć romansować. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- No dobra już idę. - odparła i wystukukała coś na klawiaturze i po chwili zamknęła laptopa. - Okay to chodźmy. - powiedziała i wstała z łóżka razem z przedmiotem, który położyła na biurku. Ja po chwili również wstałam i wyszłyśmy z pokoju. Zeszłyśmy na dół i udałyśmy się do jadalni, w której siedzieli już nasi rodzice i o czymś rozmawiali. Pewnie o pracy.
- Cześć. - odezwałyśmy się i zwróciłyśmy tym na siebie nich uwagę.
- Cześć. - odpowiedzieli, a my usiadłyśmy do stołu.
- Jak wam minął dzień? - spytała mama.
- Dobrze, widziałyśmy się dzisiaj ze naszymi przyjaciółmi. - odparłam.
- Z Jacobem i Brayanem? - odezwał się tata.
- Ja z Jake'iem, ale mamy też innych przyjaciół. Rodzeństwo w podobnym wieku, co my i ich przyjaciel.
- Dlaczego jeszcze ich nie poznaliśmy? - zapytał tata.
- Bo jeszcze nie było na to okazji. Zresztą oni nie są z bogatej rodziny. Chyba to akceptujecie? - odezwała się Vanessa.
- Oczywiście. Ważne, żebyście wy były szczęśliwe. - odpowiedziała mama i po chwili do jadalni wszedł lokaj z tacą z daniami. Każdemu dał jednen talerz, po czym wyszedł.
- Mamy do was pytanie. - zaczęłam i spojrzałam znacząco na Vanessę.
- Jaką? - spytał tatą.
- Chodzi o to, że my i nasi przyjaciele wymyśliliśmy wspólny wyjazd poza miasto w ten weekend. - powiedziała moja siostra. Przerwała w tym momencie, czyli to ja pytam.
- Zaproponowałam, żebyśmy pojechali do naszego domku nad ocenem pod Los Angeles. Możemy tam pojechać, ale tylko my i oni? - spytałam.
- Ilu ich tam jest? - odparła mama.
- Czterech chłopaków i jedna dziewczyna. - odpowiedziała Van.
- Jak wy się tam wszyscy zmieścicie skoro w domku są tylko trzy pokoje i jeden gościnny? - odezwał się tata.
- Jakoś damy radę. Jest jeszcze przecież kanapa, którą można rozłożyć i materace. - powiedziałam.
- To co możemy tam jechać na weekend? - spytała Van, ale nie uzyskałyśmy od razu odpowiedzi. Rodzice spojrzeli na siebie i widocznie się zastanawiali.
- Ja się zgadzam. - odezwał się tata.
- Ja też. Skoro tam bardzo wam zależy na tym wyjeździe to my wam nie będziemy tego zabraniać. - odpowiedziała mama, a ja i Van uśmiechnęłśmy się.
- Dziękujemy. - oparłyśmy.
- Nie ma za co. Czego się nie robi dla swoich córeczek. - uśmiechnęła się mama. Muszę powiedzieć to Rydel. Jejku jak się cieszę, że rodzice się zgodzili i że spędzę czas z moimi przjaciółmi. Zapowiada się wspaniały weekend. Szybko zjadłam kolację. Zauważyłam, że Vanessa również.
- Dziękuję. - odezwałyśmy się, gdy skończyłyśmy jeść. Wstałyśmy od stołu i wyszłyśmy z jadalni.
- Lecę powiedzieć Rydel, że nasi rodzice się zgodzli. - powiedziałam.
- Okay, chciałam zrobić to ja, ale widzę, że nic cię nie zatrzyma.
- Tak, masz rację. - uśmiechnęłam się i pobiegłam schodach na górę do swojego pokoju. Od razu chwyciłam telefon z biurka i wybrałam numer do Rydel. Nacisnęłam zieloną słuchwkę i czekałam aż odbierze. Po chwili usłyszałam jej głos.
- Hej Lau. - odezwała się jak zawsze wesoło blondynka.
- Cześć Delly. Mam dobrą wiadomość. Nasi rodzice się zgodzili na to, żebyśmy pojechali do naszego domku. - odpowiedziałam z entuzjazmem, który nawet wyczułam w swoim głosie.
- To świetnie! Czyli nasz weekend nadal jest aktualny. Zaraz powiem o tym chłopakom. Cieszę się, że spędzimy ten czas razem.
- Tak ja też. Już nie mogę się doczekać.
- To a już kończę, bo akurat robię kolację dla moich głodomorów.
- Okay, to pa Delly.
- Pa Lau. - odparła Rydel i rozłączyła się. O tak, zdecydownie to będzie udany weekend.
~*~
O 22:00...
Kończę właśnie mój rysunek konia, który zaczęłam po południu. Podoba mi się. Jednak jeszcze dodałam kilka kresek i cieni ołówkiem. Teraz już chyba jest gotowy. Oparłam kartkę o ścianę i wstałam z krzesła, żeby przyjrzeć się rysunkowi z daleka. Udał mi się. Dołączę go do reszty, a jest ich naprawdę sporo. Podeszłam z powrotem do biurka i wzięłam kartkę, żeby schować ją do teczki.
- Hej Lau. - usłyszałam dobrze znany mi głos dobiegjący z drzwi balkonowych. Zresztą którzby inny przyszedł do mnie w nocy?
- Hej Ross. - odpowiedziałam i spojrzałam na niego. Stał z założonymi na klatce rękami i opary o framugę oraz uśmiechał się. Po chwili wszedł do środka i stanął obok mnie.
- Widzę, że rysowałaś. - odparł wskazując na rysunek.
- Tak, kończyłam go teraz, bo wcześniej zniknęła mi wena.
- Pięknie ci wyszedł ten koń. Masz wielki talent.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się do niego. - Chcesz może zobaczyć więcej moich rysunków?
- Pewnie. - odpowiedział, a ja wyciągnęłam teczkę z szafki i otworzyłam ją. Wyciągnęłam wszystkie kartki, a było ich sporo. - Dużo ich masz.
- W ciągu trzech lat trochę się ich nagromadziło.
- Od tamtego czasu rysujesz?
- Tak i głównie konie, bo są to moje ulubione zwierzęta. Może usiądźmy, żeby lepiej ci się oglądało?
- Okay. - prztaknął i usiedliśmy na kanapie. Ross przeglądał moje rysunki i często mnie chwalił.
- Czym najlepiej ci się maluje? - spytał.
- Wszystkim lubię, ale najbardziej ołówkiem i suchymi pastelami. Na konich wypróbowałam wszystko.
- Ale te farbami i olejnymi pastelmi też są ładne.
- No tak, ale i tak czegoś im brakuje.
- Ja sądzę, że wszystkie są wykończone idelanie. - uśmiechnął się.
- Ty tak, ale ten kto tworzy to zawsze mu czegoś brakuje. Wiem też jak wyglądają konie na żywo i są one naprawdę piękne.
- Jeździłaś kiedyś konno? - spytał, a ja trochę posmutniałam.
- Tak. - westchnęłam i nagle wszytkie moje wspomnienia odżyły.
- Ja nie chciałem cię zasmucić. Jeśli nie chcesz to nie mów nic na ten temat, bo widzę, że nie jest on dla ciebie łatwy. - powiedział czułym głosem.
- Jesteśmy przjaciółmi, więc możesz poznać prawdę.
- Okay, jak chcesz. - odparł i w tym samym czasie ktoś zapukał do drzwi. Natychmiast poderwaliśmy się z kanapy.
- Ross musisz się gdzieś schować. - powiedziałam ciszej, a w moim głosie wyczułam panikę, bo tak było. Zaczęłam się rozglądać po całym pomieszczeniu. - Już wiem. Idź do garderoby. - odparłam i szybko podeszliśmy do niej.
- Zamast do szafy to do garderoby. Czuję się jak przyłapany kochanek. - zaśmiał się, a ja tylko przewróciłam oczami.
- Siedź tu cicho zanim do ciebie nie przyjdę. - powiedziałam i zamknęłam drzwi do pomieszczenia. Ponownie usłyszałam pukanie. - Proszę. - odparłam i szybko usiadłam na kanapie i chwyciałam o ręki jeden rysunek. Po chwili drzwi się otworzyły i zobaczyłam Vanessę.
- Hej Lau. Co tak długo się nie odzywałaś? - spytała.
- Byłam w łazience. - odpowiedziałam bez namysłu. Musiałam też brzmieć normalnie, bo nie chciałam, żeby usłyszała poddenerwowanie w moim głosie.
- Wiesz zdawało mi się, że słyszałam u ciebie Rossa. - odparła, a ja przełknęłam ślinę.
- To chyba ci się przesłyszało, bo jego tutaj nie ma. Jak w ogóle mógłby wejść do domu o tej godzinie?
- Fakt, ale naprawdę słyszałam jego głos.
- Może dlatego, że rozmaiwałam z nim przez telefon i dałam na głośnomówiący.
- Przecież mówiłaś, że się kąpałaś.
- Wykąpałam się wcześniej, a teraz rozmawiałam z nim, a ty mi przeszkodziłaś.
- Może porobimy coś? Jest po dziesiątej, a noc jeszcze młoda.
- Nie mam na nic ochoty. Jestem już zmęczona i chcę iść już spać. - odparłam i udałam, że ziewam.
- Okay, to w takim razie ci nie przeszkadzam. Dobranoc Lau.
- Dobranoc Van. - odpowiedziałam, a ona wyszła z moiego pokoju. Odetchnęłam z ulgą. Wstałam i podeszłam do garderoby.
- Jeszcze nie wchodź, Ross. - powiedziałam i lekko uchyliłam drzwi.
- Dlaczego? Przecież Vanessa już wyszła.
- Znam ją bardzo dobrze i za chwilę może wejść do pokoju. - odpowiedziałam i w tym samym czasie Vanessa wpadła do pokoju, a ja szybko zamknęłam drzwi od garderoby.
- Co chcesz Van? - spytałam.
- Napewno nie ma u ciebie Rossa?
- Napewno. Jestem tego stuprocentowo pewna.
- Okay to ja już pójdę do siebie. - wskazała ręką na drzwi i wyszła. Znowu odetchnęłam z ulgą.
- Ross teraz możesz już wyjść. - odezwałam się, a on zrobił to.
- Rzeczywiście miałaś rację, że jeszcze raz tutaj przyjdzie. - uśmiechnął się.
- Znam dobrze swoją siostrę i wiem, że jutro też będzie się mnie o to spyta.
- To Van nie wie, że ja do ciebie przychodzę?
- Nie, ale jutro chyba jej to powiem.
- Jestem ciekawy jak na to zareaguje.
- Ja też, ale pewnie będzie się cieszyć i mówić, że ze sobą flirtujemy. - uśmiechnęłam się.
- Przecież my tylko rozmawiamy. Ja nie wiem dlaczego wszyscy tak sądzą.
- Ja też nie. Może pójdziemy leżeć koło wierzby?
- Chyba spodobało ci się to, co? - uśmiechnął się.
- Tak, polubiłam leżeć pod gwiazdami i rozmawiać.
- Ja też. To chodźmy, ale najpierw się ubierz, bo będzie ci pewnie zimno.
- Okay. - odparłam i założyłam bluzę oraz wzięłam koc. Wyszliśmy na balkon, a Ross zszedł pierwszy po pergoli, żeby w razie czego mnie asekurować. Jestem ciekawa jak to jest tak spaść i znaleźć się w jego ramionach? Jednak wolę nie próbować. Ostrożnie zeszłam na dół i nawet nie zajęło mi to dużo czasu. Po pewnym czasie dojadę już do wprawy. Szybko przeszliśmy pod wierzbę. Rozścieliliśmy koc obok niej i położyliliśmy się na nim. Patrzyliśmy się w ciszy na gwiazdy. Ja głównie na nasze, które są obok siebie.
- Jak patrzyłem na twoje rysunki to głównie był tam czarny koń. Najbardziej lubisz takie, czy może z innego powodu? - spytał.
- To się wiąże z moja historią o jeździe konnej, którą miałam ci opowiedzieć, ale przerwała mi Vanessa.
- Okay skoro chcesz to możesz mi powiedzieć coś więcej o swojej przeszłości.
- To nie jest krótka historia, a ja chcę zacząć ją od początku, żebyś ją dobrze zrozumiał.
- Okay, zamieniam się w słuch i ci nie przerywam.
- Wszytko się zaczęło od tego, że na każde wakacje ja i Vanessa przyjeżdżyłyśmy do babci i dziadka właśnie tutaj do Los Angeles. Spędzałyśmy tutaj miesiąc. Już jako mała dziewczynka lubiłam konie i ciągle o tym mówiłam. Gdy miałam 13 lat babcia powiedziała, że ma dla mnie niespodziankę. Jak się okazało pojechałyśmy do stadniny, która jest za wschodnią częścią LA. Najlpesze z tego było to, że mogłam jeździć konno. Miałam lekcje trzy razy w tygodniu i zawsze z niecierpliwością czekałam na kolejną. Wtedy jeszcze bardziej pokochałam konie, bo miałam z nimi kontakt. Jednak zawsze, gdy przechodziłam przez stajnię i oglądałam konie to największą uwagę poświęcałam pięknej, czarnej klaczy, która była koniem arabskim. Nazywała się Night i należała do właścicielki stadniny pani Morgan. Jednak nikomu oprócz jej nie pozwalała się dotknąć, ani dosiąść. Ja chciałam ją pogłaskać. Ta chęć była tak silna, że musiałam znaleźć sposób na to, żeby mnie polubiła. Gdy już kończyłam lekcje to chodziłam do Night i próbowałam się do niej zbliżyć, a ona mi nie pozwalała. Jednak ja byłam uparta i ciągle próbowałam. Po tygodniu w końcu udało mi się ją dotknąć, ale tylko na chwilę. To było już coś. Zaczęłam codziennie przychodzić do stajni nawet, gdy nie miałam lekcji. W drugim tygodniu mogłam już ją bez przeszkód głaskać i dawać jedzenie. W kolejnym próbwałam ją osiodłać, a w czwartym chciałam już na nią wsiąść i jeździć. Gdy mi się to udało byłam z siebie bardzo dumna. Oczywiście nie mogłabym tego dokonać bez pozwolenia pani Morgan, która również wiele opowiadała o koniach. Jednak nauczenie się jazdy na Night było chyba najtrudniejszym zadaniem, ale i to również udało mi się. W ciągu miesiąca zdobyłam zaufanie klaczy, która prawie nikomu nie pozwalała się dotknąć. To był mój sukces. Kolejne wakacje również spędziłam w stajni. Wtedy chciałam zrobić jeszcze coś. Wygrać zawody jeździeckie. Oczywiście ćwiczyłam do nich na Night i byłyśmy bardzo zgrane. Ona ufała mi, a to jest podstawa do konkursu. Na początku sierpnia odbyły się zawody, na których zajęłam piąte miejsce. To jest bardzo dobry wynik na początkującą zawodniczkę. Rok później byłam już trzecia, więc w następnym konkursie chciałam wygrać. Przygotowywałam się najlepiej jak potrafiłam. Dwa dni przed zawodami wybrałam się na przejażdżkę po polach razem z panią Morgan. Byłam bez kasku, bo całkowicie ufałam Night i byłam pewna, że mnie nie zrzuci. Zresztą już kilka razy tak jeździłam i nic mi się nie stało, ale jednak tym razem tak nie było. Night wystaszył jakiś huk i stanęła dęba, a ja nie utrzymałam równowagi i spadłam z siodła. Uderzyłam głową o drzewo. Przez tydzień byłam w śpiączce farmakologicznej. Przegapiłam zawody, a to było dla mnie wtedy najgorsze. Mimo tego wypadku nadal chciałam jeździć konno, ale rodzice mi na to nie pozwolili, co było dla mnie ciosem prosto w serce. - poczułam, że do oczu napływają mi łzy. - Pamiętam jak żegnałam się z Night. Powiedziałam jej wtedy, żeby nie pozwalała się dotykać nikomu oprócz mnie i pani Morgan. Nie wiem czy posłuchała. Zresztą, czy konie potrafią zrozumieć naszą mowę? Jednak bałam się, że komuś tak jak mi uda się zdobyć jej zaufanie. To byłoby dla mnie bolesne, bo byłam bardzo z nią związana. Moja pasja została przerwana przez jeden głupi wypadek. Gdybym wtedy założyła ten kask to pewnie nadal bym jeździła konno, ale niestety niczego nie da się przewidzieć.- westchnęłam i otarłam łzy, które spłynęły mi po policzkach. Teraz wszystkie moje wspomnenia powróciły i odbiły się na mnie.
- Och Lau nie płacz. - powiedział troskliwym głosem Ross i objął mnie ramieniem.
- Teraz po prostu powróciły do mnie te wspomnienia i poczułam się tak jak wtedy.
- Lau uspokój się. Zaraz ci przejdzie to tylko taki natłok uczuć. - odparł i potarł moje ramię, a ja przytuliłam się do jego torsu. Biło od niego przyjemne ciepło, które uspokajało mnie. Po chwili już łzy przestały mi lecieć.
- Już mi lepiej Ross. Już jest okay. - powiedziłam nadal trochę zapłakanym głosem.
- Napewno?
- Tak. - odparłam, a on wypuścił mnie z objęć. Szczerze powiedziawszy to mogłabym dłużej twkić w jego ramionach. On tak fajnie przytula.
- Nie sądziłem, że aż tyle przeszłaś. Czyli skończyłaś jeździć w wieku 16 lat?
- Tak i od tametego czasu rysuję i to głównie Night. Wiesz nawet nadałam jej tak jakby drugie imię.
- Jakie?
- Night Fury i to bardzo do niej pasowało, bo była czarna jak noc i dzika, szybka, zwinna, a do tego piękna i pełna gracji, jak to konie arabskie. Klacz z temperamentem. Nie spotkałam takiego konia jak ona.
- Masz zdjęcia z nią?
- Tak, ale rzadko je oglądam, bo wtedy wszystko sobie przypominam i tak jakby cofam się w czasie i przypomniam sobie wszystkie wydarzenia z nią związane.
- Wiesz, chciałbym zobaczyć jak jeździsz. Po tych trzech latach nadal byś umiała to robić?
- Z jazdą konną jest tak samo jak z rowerem. Wsiadasz i od razu zaczynach pedałować, tak samo jest w przypadku konia. Wsiadasz i jedziesz. Taka niezbywalna umiejętność.
- Pewnie chciałabyś wsiąść znowu na grzbiet konia, co?
- Tak, to jest moje marzenie. Znów chciałabym poczuć ten pęd, wiatr we włosach. Znowu zobaczyć Night. Gdyby to się spełniło byłabym przeszczęśliwa. Wystarczyłaby mi tylko jedna jazda. Nie potrzebuję więcej. Oczywiście chciałabym robić to częściej, ale jeden raz by mi wystarczył.
- Mówiłaś, że ta stadnina jest pod Los Angeles. Gdzie dokładnie?
- We wschodniej części. Jest trochę na uboczu, żeby było mnóstwo miejsca do jazdy w terenie. Są tam piękne widoki.
- Jak się nazywa?
- ,,W siodle".
- Pokażesz mi twoją nagrodę za trzecie miejsce?
- Pewnie, ale jest ona w moim pokoju. To jest puchar. Kiedyś stał na widoku, ale teraz jest schowany w szafce.
- To okropne stracić swoją pasję. Nie mogłaś jakoś uprosić swoich rodziców?
- Nie, ale próbowałam bardzo długo, ale oni nie pozwolili mi już wsiąść na konia. Teraz już nawet o to nie pytam, bo trochę się z tym pogodziłam. Jednak, gdy rysuję konia, a szególnie Night to wtedy chcę ich o to zapytać. Jednak nie robię tego, bo znam odpowiedź. Już prawie straciłam nadzieję na jazdę konną. Teraz jestem blisko, a nie mogę tego robić. Dopiero teraz to sobie uzmysłowiłam.
- Nie zadręczaj się już myślami o tym, bo wtedy jesteś smutna.
- Dobrze. Może wracajmy już do mojego pokoju? Bo ten temat trochę odebrał mi chcęci na inną rozmowę.
- Okay, skoro chcesz.- odparł Ross i wstaliśmy z koca. Wzięłam go i szybko przebiegliśmy po kryjomu przez naszą trasę. Jak zawsze ja weszłam pierwsza na balkon, a Ross później. Weszliśmy do środka pokoju. Otworzyłam szifladę, w której mam puchar i wyciągnęłam go.
- To jest puchar za moje trzecie miejsce. Duży on nie jest, ale cieszę się z niego.
- Ładny jest.
- Tak, mi też się podoba.
- Dobra będę już szedł, bo jest już późno.
- Okay. - odpowiedziałam i przytuliliśmy się na pożegnanie. Chwilę zastygliśmy w takiej pozycji. Lubię być w jego ramionach, bo wtedy jestem blisko niego i czuję jego ciepło. Po chwili obliźniliśmy uścisk i odsunęliśmy się od siebie.
- To pa Ross. - uśmiechnęłam się do niego.
- Pa Lau. - odpowiedział i odwzjemnił mój gest. Wyszliśmy na balkon, a Ross zszedł po pergoli i szybko pobiegł w stronę bramy. Gdy był już blisko niej, jak zawsze się odwrócił i pomachał mi. Ja odmachałam mu, a on przeszedł przez bramę i zniknął mi z pola widzenia. Zauważyłam, że uśmiecham się, co już wcale mnie nie dziwiło. Weszłam do środka i zamknęłm drzwi balkonowe. Przebrałam się w piżamę i położyłam się na łóżku. Dobrze, że wcześniej się wykąpałam, bo teraz by mi się nie chciało. Chwilę poleżałam, po czym odwróciłam się na lewy bok i zasnęłam.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak tam wrażenia po przeczytaniu rozdziału? Mi się on podoba, bo jest w nim Raura, ale również konie. To są moje ulubione zwierzęta. Te rzeczy o tym czym i co lubi rysować Laura są takie jak moje. Jednak ja nie jeździłam konno, ale nie ważne. Mam nadzieję, że podobał wam się rozdział. Relacje Raury są już coraz lepsze jednak nadal dużo im brakuje do bycia parą.
Jak tam u was w szkole? Ja w tym tygodniu mam trzy sprawdziany. Dwa w jednym dniu. Co z tego, że tak nie powinno być. Nauczyciele i tak muszą nam dowalić. Do tego jeszcze kartkówka z angielskiego, niemieckiego i historii. Także mam zawalone cztery dni, bo 11 jest wolne. Jak się z tego cieszę.
Jedna sprawa mnie trochę zmartwiła. Chodzi mi o liczbę komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Było ich tylko 6, a pod wcześniejszym 10. Naprawdę ten rozdział wyszedł mi tak źle? Mam nadzieję, że pod tym postem zostawicie więcej śladów po was. Liczę na was!
Do napisania!!!
10 komentarzy=next
sobota, 7 listopada 2015
piątek, 30 października 2015
Rozdział 14
"I know you got a dark side. Won't you give it to me?" ~ "Wiem, że masz ciemną stronę. Nie ulegniesz mi?" - Dark Side
~Los Angeles, 08.07.2015r.~
★Ross★
Obudziłem się i przeciągnąłem. Przypomniały mi się wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Co my tam wyprawialiśmy. Uśmiechnąłem się. Jednak jest coś co mnie dręczy. Chodzi mi o to, że przytuliłem Laurę. To wyszło tak samo z siebie. Nie przemyślałam tego, ale pododobało mi się to. Przez to przekroczyłem wyznaczoną granicę. Wiedziałem, że to zrobię. Chociaż przytulanie się dopuściłem. Jednak na nic więcej nie mogę pozwolić, a w szczególności na pocałunek. Tego nie chcę zrobić. To będzie krok do zakochania się w niej, a ja nie mogę tego zrobić. Chociaż do wyrzutów sumienia i tak wystarczy mi, że ją lubię. Teraz jakoś dziwnie byłoby mi bez Laury. Te nasze spotkania, rozmowy, to wszystko powoduje, że chciałbym ją przy sobie zatrzymać. Nie oddawać Romwellom. Jednak to nie jest możliwe. Niestety, ale mogę ją stracić. Jeśli nie przez to, że zginie lub jej się coś stanie, do czego myślę, że nie dojdzie, to przez to, że pracuję dla nich. Dlatego nie mogę pozwolić na to, żebym zakochał się w niej. Dobrze mi z nią jako przyjaciele. Wystarczy, że ją lubię. Chociaż gdyby nie Bracia Romwell to może mógłbym z nią być. Wtedy może tak, ale nie mogę. Dlaczego oni musieli wybrać taką niezwykłą dziewczynę jaką jest Laura, a nie inną? Chociaż gdyby tego nie zrobili to może bym jej nigdy nie poznał. Okay koniec tych przemyśleń. Wziąłem z szafki nocnej telefon i włączłem go. Była 10:00. No to pora skończyć to leniuchowanie. Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej dżinsy i białą koszulkę z napisem. Poszedłem z ubranianiami to łazienki. Wykonałem wszystkie poranne czynności i wyszedłem z pokoju. Już z korytarza poczułem zapach naleśników. To znaczy, że Rydel wstała. Zszedłem na dół do kuchni. Tam zobaczyłem już wszystkie dziewczyny.
- Cześć.- przywitałem się i uśmiechnąłem.
- Hej Ross.- odpowiedziały.
- Robisz naleśniki, co nie Rydel? Mój nos mówił sam za siebie.- odparłem.
- Tak, ale dopeiro, co zaczęłam, więc musisz trochę poczekać.
- No trudno, ale na naleśniki twojej roboty warto.- uśmiechnąłem się i usiadłem przy stole obok Laury.- Chłopaki jeszcze nie wstali?
- A widzisz ich gdzieś tu?
- Nie, ale znając ich to pewnie niedługo przyjdą na dół.- odparłem i w tym samym momencie do kuchni wszedł Riker.
- Hej.- przywitał się.
- Hej.- odpowiedzieliśmy mu tym samym.
- Widzę, że robisz naleśniki.- zwrócł się do Rydel.
- Tak i już niedługo będą gotowe.- odparła, a on usiadł obok mnie.
- Jak wam się dziewczyny spało u nas?- spytał.
- Dobrze, mi na materacu tak, ale czy Delly i Van miały wygodnie to już nie wiem.- odpowiedziała Laura i uśmiechnęła się.
- Jedna drugą zepchała z łóżka, czy coś innego?- odezwałem się.
- Nie, ale spałam na kawałku łóżka.- powiedziała Rydel.
- Ja też tak miałam w nocy, więc obie nie miałyśmy za wygodnie.- odparła Vanessa.
- Nastepnym razem chcę spać z Laurą.
- No nie wiem, czy skuszę się na taką propozycję. Mi na materacu było wygodnie, więc nie narzekam. Nie wiem, czy przeniosę się na łóżko.- odpowiedziała brunetka.
- Może jeszcze mamy jeden materac to wtedy każda miałaby dobrze. Zawsze jedna z was może iść do pokoju gościnnego lub do któregoś z chłopaków.- odparła Rydel.
- Wiecie rozważcie tą drugą opcję ze spaniem u nas, nawet nie teraz, ale na przyszłość.- uśmiechnął się Riker.
- To już wiem kto poszedłby do ciebie.- powiedziała Laura i znacząco spojrzała na Vanessę.
- Oj nie myśl Lau, że się zgodzę.- odezwała się zaraz jej siostra.- Zresztą równie dobrze ty możesz iść do Rossa.- uśmiechnęła się.
- Co?!- ja i Laura odpowiedzieliśmy wspólnie, po czym spojrzeliśmy na siebie. Co jak co, ale takie spanie to nie byłoby dobre dla mnie. Jeszcze przekroczyłbym granicę.
- Dobra dziewczyny już sobie nie dogadujcie. Znajdę drugi materac i następnym razem będzie tak jak było, czyli śpicie w moim pokoju.- odezwała się Rydel.
- To będzie najlepsze rozwiązanie.- odparła Vanessa.
- A tak w ogóle to naleśniki już są gotowe.- uśmiechnęła się blondynka i położyła na stole talerz a pysznym jedzeniem. Kazdy od razu wziął jednego. W tym samym czasie do kuchni weszli Ellington i Rocky. Oni to mają wyczucie.
- Siema.- przywitali się.
- Hej.- odpowiedzieliśmy wspólnie.
- Widzę, że w sam raz przyszliśmy na śniadanie.- odezwał się Ratliff.
- Tak, macie niezłe wyczucie.- odparłem, a oni usiedli do stołu i wszyscy zaczęliśmy jeść.
- Rydel robisz pyszne naleśniki. Takie same jak Natalie.- powiedziała Laura.
- Dziękuję.- uśmiechnęła się blondynka.- Ale wasza gospsia robi lepsze.
- Mówisz tak przez skormność.
- Nie lubię się zbytnio chwalić.
- Ale talent kulinarski masz.- odezwał się Rocky i w tym samym czasie zadzwonił mój telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni i zobaczyłem, że dzwoni numer zastrzeżony. Wiedziałem, że to Romwellowie. Od razu mój dobry humor znikł i zastąpił go niepokój. Co oni ode mnie chcą?
- Ross kto do ciebie dzwoni?- spytała trochę zaniepokojonym głosem Rydel. Chyba zauważyła moją zmianę nastrojów. Ja tylko spojrzałem na nią wymownie, a ona zrozumiała, bo zauważyłem strach w jej oczach. Moi bracia i Ellington też patrzyli na mnie podobnym spojrzeniem.
- Przepraszam, ale muszę odebrać.- odparłem i wstałem od stołu. Szybko wbiegłem po schodach do moiego pokoju. W tym czasie mój umysł nawiedzały już myśli. Co oni mogą ode mnie znowu chceć? Kolejne zadanie? A może skrócą termin przyprowadzenia do nich Laury? Tylko nie to. Błagam, żeby nie było to! Gdy znalazłem się w pokoju westchnąłem ciężko i odebrałem. Przyłożyłem telefon do ucha.
- Czemu tak długo nie odbierasz Lynch?!- usłyszałem zdenerwowany głos Johna.
- Jadłem śniadanie z rodzeństwem.- odpowiedziałem.
- Nie obchodzi mnie co robiłeś tylko dlaczego nie odebrałeś od razu!
- Dlaczego do mnie dzwonisz?- spytałem chcąc zmienić temat.
- Jak ci idzie z tą córką milionerów?- zapytał, a ja chwilę zastanawiałem się nad odpowiedzią. Powiedzieć prawdę czy skłamać? Co jeśli powiem, że dobrze, a oni każą mi ją szybciej przyprowadzić? Wolę nie ryzykować. Jeszcze nie chcę jej stracić.
- Jeszcze nie idzie mi z nią za dobrze. Nadal próbuję zdobyć jej zaufanie, ale do tego potrzebuję czasu. Do pierwszego sierpnia w sam raz się wyrobię.- odparłem.
- Dobrze, ale więcej czasu ci już nie damy. Jeśli dasz plamę to wiesz co cię czeka?
- Tak.- wiedziałem, że chodzi mu o śmierć moją i mojego rodzeństwa.
- To czyli widzimy się za dwa tygodnie.- odparł John i rozłączył się. Odetchnąłem z ulgą. Już się bałem, że chodzi im o coś gorszego. Na szczęście było to tylko przypomnienie o zadaniu. Jednak chyba dobrze, że skłamałem. Może wtedy kazali by mi przyprowadzić Laurę wcześniej? Nie chcę jej tak szybko stracić. Chociaż nie jestem pewny, czy teraz poszłaby w nocy gdzieś ze mną. Chyba jeszcze na tyle mi nie ufa, ale wiem co ona czuje, więc nie będę gdybał. Przez ten telefon przywróciła do mnie świadomość, że już za dwa tygodnie będę musiał oddać im Laurę. Może nawet jej nigdy nie zobaczyć. Nigdy nie zdobyć już takiego zaufania. To okropne, że mogę stracić ją już na zawsze. Chyba nigdy nie pogodzę się z tą myślą, a szczególne, gdy to już się stanie. Chciałbym zatrzymać czas i nie pozwolić mu ruszyć do przodu. Do tego pierwszego sierpnia. To z pewnośnią będzie jeden z najgorszych dni w moim życiu. Nigdy nie wymarzę go z pamięci. Nawet jeśli tylko będę lubił Laurę to i tak będę miał wyrzuty sumienia i tak będę cierpiał. Teraz jak na razie to muszę cieszyć się tym czasem. Żyć w teraźniejszości i nie patrzeć na przyszłość. Nie myśleć o Romwellach tylko o tym, żeby jak najlepiej wykorzystać te dwa tygodnie, bo może to będą ostatnie dwa tygodnie mojego życia. Przecież nie wiem co oni zrobią ze mną po tym, gdy przyprowadzę do nich Laurę. Muszę żyć chwilą. Mogę nawet się zakochać, byle by ten czas spędzić z Laurą, bo naprawdę ją polubiłem. Muszę się nacieszyć tym co mam. Tak należy postąpić. Gdy nie będę myślał o Romwellach to będę sobą. Stuprocentowym sobą, który nie "pracuje" dla bandytów. Prawdziwym Rossem. Chociaż teraz już taki jestem, ale mogę żyć tak jak wredy, gdy spotkałem Braci Romwell. Muszę skończyć już te przemyślania, bo pewnie wszyscy się o mnie martwią, a szczególnie Rydel. Jak ja chciałbym pozbyć się z życia Johna i Josha. Wtedy wszystko byłoby takie jak było, czyli nie takie niebezpieczne. Wyszedłem z pokoju i szybko zbiegłem po schodach na dół. Wszedłem do kuchni i wszystkie spojrzenia momentalnie skierowały się na mnie.
- Ross wszystko dobrze?- spytała z wyraźnym niepokojem Rydel.
- Tak, wszystko w porządku.- odpowiedziałem i zauważyłem, że im trochę ulżyło. Jednak wiedziałem, że po wyjściu Laury i Vanessy nie uniknę pytań. Usiadłem na swoje miejsce. Atmosfera była trochę napięta i każdy to wyczuwał.
- Wiecie co, my już chyba musimy już iść do domu.- odezwała się Vanessa.
- Nie musicie jeszcze wychodzić.- powiedziała Rydel.
- Nie chcemy wam już przeszkadzać, bo widzę, że musicie o czymś pogadać, a nasze towarzystwo wam nie służy.- odparła Laura. Ona to jest spostrzegawcza. Oczywiście nie przeszkadza mi, ale napewno moje rodzeństwo chce wiedzieć co powiedzieli mi Romwellowie.
- Nie no co ty, nie przeszkadzacie nam.- odpowiedziała blondynka.
- Ale i tak powinnyśmy już wracać.
- Okay, jak chcecie.
- Jeszcze tylko weźmimy swoje rzeczy.- odparła Vanessa i wstała od stołu, a Laura zaraz zrobiła to samo.
- Pójdę z wami.- powiedziała Rydel i we trzy wyszły z kuchni. Natychmiast spojrzenia chłopaków wylądowały na mnie.
- Ross, co Romwellowie od ciebie chcieli?- spytał Riker.
- Powiem wam, gdy będzie z nami Rydel. Nie chce mi się powtarzac dwa razy tego samo.- odparłem.
- Okay, ale było to coś złego?- odezwał się Rocky.
- Nie.- zaprzeczyłem.
- Przynajmnej tyle dobrze.- powiedział Ellington i zapanowała pomiędzy nami cisza. Po paru minutach do kuchni weszły dziewczyny.
- No to my już będziemy wychodziły.- odezwała się Laura.
- Pa dziewczyny.- powiedzieliśmy.
- Pa chłopaki.- odparły i poszły do wyjścia razem z Rydel. Po chwili blondynka pojawiła się w kuchni.
- A teraz Ross mów, co chcieli od ciebie Romwellowie? Było to coś złego?- spytała.
- Nie, na szczęście nie było to nic złego. Spytali mnie, jak mi idzie z Laurą, a ja skłamałem, że jeszcze nie za dobrze i potrzbuję czasu i że do pierwszego sierpnia się wyrobię. Nic więcej.- odpowiedziałem, a wszyscy odetchnęli z ulgą.
- To dobrze, ale dlaczego skłamałeś?- odezwał się Rocky.
- Bałem się, że skrócą mi czas i będę musiał przyprowadzić do nich Laurę wcześniej, a nie chcę, żeby wydarzyło się to tak szybko.
- Ktoś tu polubił Laurę, co?- uśmiechnął się Riker.
- Tak, polubiłem ją.- odparłem.
- A lubisz spędzać z nią czas?- zapytała Rydel.
- Tak, bardzo przyjemnie mi się z nią rozmawia na różne tematy.
- Powiedz tak szczerze, podoba ci się?
- Jest bardzo ładną i mądrą dziewczną i podoba mi się, ale nie w uczuciowy sposób.
- Myślę, że to się kiedyś zmieni.
- Może tak, może nie. Zresztą my się tylko przyjaźnimy. Nic więcej. Koniec i kropka.
- Wiadomo, że w tamtym tygodniu raczej się w sobie nie zakochaliście, ale wiem, że to się zmieni. Czuję to. Co jak co, ale pasujecie do siebie.- uśmiechnęła się Rydel.
- Ja też tak sądzę.- odezwał się Ellington, a moi bracia przytaknęli twierdząco głowami.
- Czyli wszyscy tak myślicie?- spytałem.
- Tak.- odpowiedzieli.
- Ja nie zakochałem się w Laurze. Nie wiem, po co mnie o to wszystko pytacie.
- Z ciekawości, ale też dla utwierdzenia własnych racji.- odparła Rydel.
- Możemy już skończyć ten temat?- spytałem zrezygnowany.
- Okay, ale kiedyś i tak do niego powrócę.- uśmiechnęła się, a ja przewróciłem teatralnie oczami.
- Ty jak się na coś uprzesz to już nie popuścisz.
- Tak wiem, że jestem uparta i lubię postawić na swoim.
- Ten upór to jest u nas chyba rodzinny.- odezwał się Riker.
- Chyba tak.- wzruszuła ramionami.
- Wiecie co ja pójdę na górę.- powiedziałem.
- Okay idź.- odparła Rydel, a ja wyszedłem z kuchni. Szybko pokonałem schody i wszedłem do swojego pokoju. Od razu skierowałem się w stronę łóżka i usiadłem na nim. Co by tu porobić? Zacząłem rozglądać się po wszystkim, aż w końcu natrafiłem wzrokiem na moją gitarę. Jak już dano nie dawaliśmy koncertów. Cztery miesiące już minęły odkąd zawiesiliśmy naszą działalność. Głównym powodem była moja "praca" dla Romwellów. To dopiero wtedy wszyscy dowiedzieli się o tym i to zupełnie przez przypadek. Wcześniej nie mówiłem im, bo nie chciałem ich martwić, ale wiedziałem, że prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw. Brakuje mi występów. Chciałbym znowu powrócić na scenę i uszczęśliwić tym naszych fanów, ale również samego siebie. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie założyli zespołu. To jest część mnie. To była najlpesza decyzja jaką podjęliśmy. Już od dziecka mieliśmy zapał do muzyki. Taki krok był dla nas najlepszym rozwiązaniem. Robimy to co kochamy i w dotatku uszczęśliwiamy tym innych. Fani pewnie byli strasznie zasmuceni naszą zawieszką. Dla nas też to był cios, ale tak zdecydowaliśmy i tyle. Kiedyś znów powrócimy na scenę. Teraz i tak nie siedzimy bezczynnie, bo zaraz po wznowieniu naszej działalności chcemy wydać drugi album. Mamy już nawet sporo nowych piosenek i to bardziej w rockowej wresji. Rocky i Riker piszą naprawdę wspaniałe teksty. Pomagam im w tym, gdy poterzebują pomocy. Jednak nie napisałem jeszcze sam jakiegoś utworu. Chcę to zmienić. Chociaż teraz nie mam pomysłu na tekst. Wstałem i podszedłem do gitary. Wziąłem ją i z powrotem usiadłem na łóżku. Zacząłem grać pierwsze akrody ,,Pass Me By", a w odpowiednim momencie dołaczyłem śpiew, ale nie robiłem tego głośno. Jak ja kocham muzykę. Zawsze oddaję się jej całym moim sercem. Później zagrałem ,,Things Are Looking Up". Gdy skończyłem do głowy przyszła mi nowa melodia. Szybko wziąłem mój zeszyt i zapisałem pierwsze akordy. Dalsza część przychodziła od razu jakbym już kiedyś grał ten utwór. Całą swoją uwagę skupiłem na nowej melodii. W końcu skończyłem i byłem zadowolony z całości. Podoba się się ten kawałek. Teraz wystarczy napisać tekst i nowa piosenka gotowa. Tylko z tym jest problem, bo nie mam żadnego pomysłu na słowa. Myślałem, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Jeszcze raz zagrałem tą melodię, ale w dalszym ciągu nie wymyśliłem tekstu. No trudno może uda mi się dokończyć tą piosenkę kiedy indziej. Jednak nie pokażę jej Rocky'emu i Rikerowi, bo oni pewnie wymyślą słowa. Chcę stworzyć ten uwór sam od początku do końca. Kiedyś może wena mi dopisze i wtedy napiszę tekst. Jak na razie mam tylko melodię. Jest wesoła i szybko wpada w ucho. Ostatni raz zagrałem i odłożyłem gitarę na miejsce. Wyszedłem z pokoju i zszedłem na dół do salonu. Byli w nim moi bracia i Ellington, którzy grali na X-Boxsie w piłkę nożną.
- Ej chłopaki mogę grać z wami?- spytałem.
- Pewnie, ale najpierw muszę pokonać Rocky'ego.- odpowiedział Ratliff.
- Nie wygrasz tego meczu. Jak na razie to jest remis i to ja wygram.- odparł Rocky, a ja usiadłem na kanapie obok Rikera i patrzyłem na ich dokonania.
- Słyszałem jak grasz na gitarze.- odezwał się Riker.
- Tak grałem.
- Brakuje mi występów. Chciałbym znów stanąć na scenie. Poczuć tą adrenalinę.- westchnął.
- Tak ja też, ale kiedyś znowy podbijemy scenę.
- Kiedy twoja "praca" dla Romwellów się skończy?
- Tego nie wiem, ale przecież mówili mi, że po tym zadaniu zwrócą mi wolność. Cokolwiek to znaczy.
- Co masz na myśli?
- Może mnie zabiją. Ja sobie nie mogę wyobrazić, żeby nagle po roku zostawili mnie w spokoju. To się nie trzyma całości.
- Ross może oni rzeczyiście w końcu się od ciebie odczepią.
- Mam taką nadzieję, ale to zadanie jest najtrudniejsze ze wszystkich.
- Szczerze powiedziawszy to nie chciałbym być na twoim miejscu. Przyprowadzić do bandytów dziewczynę, którą się lubi, a może nawet kocha. Okropne.
- Tak, bardzo okropne.- westchnąłem.- Już sobie wyobrażam jak będę się czuł przez i po jej oddaniu.
- Będziemy cię wspierać Ross.
- Wiem.
- Myślisz, że oni zrobią coś Laurze?
- Tego nie wiem, ale mam nadzieję, ze nie zabiją jej. Nie wybaczyłbym sobie wtedy tego, że ją tam przyprowadziłem. Chciaż będę musiał to zrobić. To zdecydowanie jest najgorsze zdanie. To jest zadanie mojego sumienia.
- Nie myśl teraz już o tym, bo tylko się tym dołujesz. Chłopaki zaraz skończą grać to my się wtedy zmierzymy.- powiedział z nutką wyzwania w głosie.
- Rzucasz mi wyzwanie?- spytałem.
- Nie powiedziałem tego wprost, ale tak.- uśmiechnął się.
- Ja wygram ten mecz Riker. Zobaczysz, że tak będzie.- odparłem pewnym głosem.
- Ty? Nie ma mowy. Ja zwyciężę.
- Dobra nie kłóćmy się teraz, bo wszystko wyjdzie podczas gry.
- Tak to prawda.
- Ha ha wygrałem!- krzyknął Rocky.- I kto tu jest mistrzem w nogę na X-Boxsie? Ten gość.- wskazał na siebie.
- Pfff... minimalnie ci się udało. Wygrałeś tylko jedną bramką.- prychnął Ellington.
- No właśnie. Zwycięzca jest tylko jeden i musisz pogodzić się z tym, że to ja nim jestem.
- Ja chcę dogrywkę.
- Okay, czyli chcesz jeszcze raz przegrać?
- Nie bądź taki pewny tej wygranej, bo przecież wygrywałem z tobą o dwie bramki.
- A później to straciłeś.
- Dobra chłopaki już się nie kłócie. Teraz ja i Ross gramy.- odezwał się Riker i oboje wstaliśmy z kanapy.
- Stawiam na Rossa, że wygra.- powiedział Ellington.
- Dzięki Ell.- uśmiechnąłem się.
- Okay to ja na Rikera.- odparł Rocky, a ja i Riker zaczęliśmy grę. Gdy tylko jeden z nas miał jedną bramkę przewagi, już po chwili był remis i tak w kółko. W końcu cały mecz ja wygrałem.
- Jest! Wygrałem!- krzyknąłem.
- Tylko jednym punktem.- odparł Riker.
- Mówisz tak samo jak Ellington.
- Ross graj teraz ze mną. Robimy pojedynek mistrzów.- odezwał się Rocky.
- Okay.- powiedziałem i zaczęliśmy grę. Co jak co, ale Rocky dobry jest i ciężko z nim się grało. Jednak dorównywałem mu, ale niestety on zwyciężył.
- O tak! Jestem mistrzem w nogę na X-Boxie!- krzyknął.
- Gratuluję ci wygranej. To była bardzo wyrównana walka.- powiedziałem podaliśmy sobie dłonie.- Ale i tak chcę rewanżu.
- Okay, jak sobie chcesz.
- To teraz gramy ja i Riker.- odparł Ell i zaczęli. Tak spędziliśmy czas do południa. Każdy grał z każdym i to po kilka razy. Pod koniec dołączyła do nas Rydel i zagrała z nami wszystkimi. Jednak przegrała trzy razy i stwierdziła, że oszukujemy. Jednak i tak bawiła się dalej. Kocham spędzać czas z moim rodzeństwem i Ellingtonem. Chociaż jego traktuję jak brata, bo jest mi tak samo bliski jak Riker i Rocky. Nie wyobrażam sobie innej rodziny. Łączy nas wiele rzeczy takie jak bycie w zespole, miłość do muzyki, podobne charaktery. Bycie członkiem takiej rodziny to wielkie szczęście.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Ja uważam, że mi wyszedł i podoba mi się. Wyrobiłam się na dzisiaj, więc rozdział jest szybciej. Polubiłam pisać z perspektywy Rossa. Romwellowie dali o sobie znać, ale z nimi będzie się jeszcze później działo. Jest też troszeczkę Raury.
Dziękuję wam z komentarze pod poprzednim rozdziałem. Jesteście wspaniali. :)
Do napisania!!!
10 komentarzy=next
~Los Angeles, 08.07.2015r.~
★Ross★
Obudziłem się i przeciągnąłem. Przypomniały mi się wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Co my tam wyprawialiśmy. Uśmiechnąłem się. Jednak jest coś co mnie dręczy. Chodzi mi o to, że przytuliłem Laurę. To wyszło tak samo z siebie. Nie przemyślałam tego, ale pododobało mi się to. Przez to przekroczyłem wyznaczoną granicę. Wiedziałem, że to zrobię. Chociaż przytulanie się dopuściłem. Jednak na nic więcej nie mogę pozwolić, a w szczególności na pocałunek. Tego nie chcę zrobić. To będzie krok do zakochania się w niej, a ja nie mogę tego zrobić. Chociaż do wyrzutów sumienia i tak wystarczy mi, że ją lubię. Teraz jakoś dziwnie byłoby mi bez Laury. Te nasze spotkania, rozmowy, to wszystko powoduje, że chciałbym ją przy sobie zatrzymać. Nie oddawać Romwellom. Jednak to nie jest możliwe. Niestety, ale mogę ją stracić. Jeśli nie przez to, że zginie lub jej się coś stanie, do czego myślę, że nie dojdzie, to przez to, że pracuję dla nich. Dlatego nie mogę pozwolić na to, żebym zakochał się w niej. Dobrze mi z nią jako przyjaciele. Wystarczy, że ją lubię. Chociaż gdyby nie Bracia Romwell to może mógłbym z nią być. Wtedy może tak, ale nie mogę. Dlaczego oni musieli wybrać taką niezwykłą dziewczynę jaką jest Laura, a nie inną? Chociaż gdyby tego nie zrobili to może bym jej nigdy nie poznał. Okay koniec tych przemyśleń. Wziąłem z szafki nocnej telefon i włączłem go. Była 10:00. No to pora skończyć to leniuchowanie. Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej dżinsy i białą koszulkę z napisem. Poszedłem z ubranianiami to łazienki. Wykonałem wszystkie poranne czynności i wyszedłem z pokoju. Już z korytarza poczułem zapach naleśników. To znaczy, że Rydel wstała. Zszedłem na dół do kuchni. Tam zobaczyłem już wszystkie dziewczyny.
- Cześć.- przywitałem się i uśmiechnąłem.
- Hej Ross.- odpowiedziały.
- Robisz naleśniki, co nie Rydel? Mój nos mówił sam za siebie.- odparłem.
- Tak, ale dopeiro, co zaczęłam, więc musisz trochę poczekać.
- No trudno, ale na naleśniki twojej roboty warto.- uśmiechnąłem się i usiadłem przy stole obok Laury.- Chłopaki jeszcze nie wstali?
- A widzisz ich gdzieś tu?
- Nie, ale znając ich to pewnie niedługo przyjdą na dół.- odparłem i w tym samym momencie do kuchni wszedł Riker.
- Hej.- przywitał się.
- Hej.- odpowiedzieliśmy mu tym samym.
- Widzę, że robisz naleśniki.- zwrócł się do Rydel.
- Tak i już niedługo będą gotowe.- odparła, a on usiadł obok mnie.
- Jak wam się dziewczyny spało u nas?- spytał.
- Dobrze, mi na materacu tak, ale czy Delly i Van miały wygodnie to już nie wiem.- odpowiedziała Laura i uśmiechnęła się.
- Jedna drugą zepchała z łóżka, czy coś innego?- odezwałem się.
- Nie, ale spałam na kawałku łóżka.- powiedziała Rydel.
- Ja też tak miałam w nocy, więc obie nie miałyśmy za wygodnie.- odparła Vanessa.
- Nastepnym razem chcę spać z Laurą.
- No nie wiem, czy skuszę się na taką propozycję. Mi na materacu było wygodnie, więc nie narzekam. Nie wiem, czy przeniosę się na łóżko.- odpowiedziała brunetka.
- Może jeszcze mamy jeden materac to wtedy każda miałaby dobrze. Zawsze jedna z was może iść do pokoju gościnnego lub do któregoś z chłopaków.- odparła Rydel.
- Wiecie rozważcie tą drugą opcję ze spaniem u nas, nawet nie teraz, ale na przyszłość.- uśmiechnął się Riker.
- To już wiem kto poszedłby do ciebie.- powiedziała Laura i znacząco spojrzała na Vanessę.
- Oj nie myśl Lau, że się zgodzę.- odezwała się zaraz jej siostra.- Zresztą równie dobrze ty możesz iść do Rossa.- uśmiechnęła się.
- Co?!- ja i Laura odpowiedzieliśmy wspólnie, po czym spojrzeliśmy na siebie. Co jak co, ale takie spanie to nie byłoby dobre dla mnie. Jeszcze przekroczyłbym granicę.
- Dobra dziewczyny już sobie nie dogadujcie. Znajdę drugi materac i następnym razem będzie tak jak było, czyli śpicie w moim pokoju.- odezwała się Rydel.
- To będzie najlepsze rozwiązanie.- odparła Vanessa.
- A tak w ogóle to naleśniki już są gotowe.- uśmiechnęła się blondynka i położyła na stole talerz a pysznym jedzeniem. Kazdy od razu wziął jednego. W tym samym czasie do kuchni weszli Ellington i Rocky. Oni to mają wyczucie.
- Siema.- przywitali się.
- Hej.- odpowiedzieliśmy wspólnie.
- Widzę, że w sam raz przyszliśmy na śniadanie.- odezwał się Ratliff.
- Tak, macie niezłe wyczucie.- odparłem, a oni usiedli do stołu i wszyscy zaczęliśmy jeść.
- Rydel robisz pyszne naleśniki. Takie same jak Natalie.- powiedziała Laura.
- Dziękuję.- uśmiechnęła się blondynka.- Ale wasza gospsia robi lepsze.
- Mówisz tak przez skormność.
- Nie lubię się zbytnio chwalić.
- Ale talent kulinarski masz.- odezwał się Rocky i w tym samym czasie zadzwonił mój telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni i zobaczyłem, że dzwoni numer zastrzeżony. Wiedziałem, że to Romwellowie. Od razu mój dobry humor znikł i zastąpił go niepokój. Co oni ode mnie chcą?
- Ross kto do ciebie dzwoni?- spytała trochę zaniepokojonym głosem Rydel. Chyba zauważyła moją zmianę nastrojów. Ja tylko spojrzałem na nią wymownie, a ona zrozumiała, bo zauważyłem strach w jej oczach. Moi bracia i Ellington też patrzyli na mnie podobnym spojrzeniem.
- Przepraszam, ale muszę odebrać.- odparłem i wstałem od stołu. Szybko wbiegłem po schodach do moiego pokoju. W tym czasie mój umysł nawiedzały już myśli. Co oni mogą ode mnie znowu chceć? Kolejne zadanie? A może skrócą termin przyprowadzenia do nich Laury? Tylko nie to. Błagam, żeby nie było to! Gdy znalazłem się w pokoju westchnąłem ciężko i odebrałem. Przyłożyłem telefon do ucha.
- Czemu tak długo nie odbierasz Lynch?!- usłyszałem zdenerwowany głos Johna.
- Jadłem śniadanie z rodzeństwem.- odpowiedziałem.
- Nie obchodzi mnie co robiłeś tylko dlaczego nie odebrałeś od razu!
- Dlaczego do mnie dzwonisz?- spytałem chcąc zmienić temat.
- Jak ci idzie z tą córką milionerów?- zapytał, a ja chwilę zastanawiałem się nad odpowiedzią. Powiedzieć prawdę czy skłamać? Co jeśli powiem, że dobrze, a oni każą mi ją szybciej przyprowadzić? Wolę nie ryzykować. Jeszcze nie chcę jej stracić.
- Jeszcze nie idzie mi z nią za dobrze. Nadal próbuję zdobyć jej zaufanie, ale do tego potrzebuję czasu. Do pierwszego sierpnia w sam raz się wyrobię.- odparłem.
- Dobrze, ale więcej czasu ci już nie damy. Jeśli dasz plamę to wiesz co cię czeka?
- Tak.- wiedziałem, że chodzi mu o śmierć moją i mojego rodzeństwa.
- To czyli widzimy się za dwa tygodnie.- odparł John i rozłączył się. Odetchnąłem z ulgą. Już się bałem, że chodzi im o coś gorszego. Na szczęście było to tylko przypomnienie o zadaniu. Jednak chyba dobrze, że skłamałem. Może wtedy kazali by mi przyprowadzić Laurę wcześniej? Nie chcę jej tak szybko stracić. Chociaż nie jestem pewny, czy teraz poszłaby w nocy gdzieś ze mną. Chyba jeszcze na tyle mi nie ufa, ale wiem co ona czuje, więc nie będę gdybał. Przez ten telefon przywróciła do mnie świadomość, że już za dwa tygodnie będę musiał oddać im Laurę. Może nawet jej nigdy nie zobaczyć. Nigdy nie zdobyć już takiego zaufania. To okropne, że mogę stracić ją już na zawsze. Chyba nigdy nie pogodzę się z tą myślą, a szczególne, gdy to już się stanie. Chciałbym zatrzymać czas i nie pozwolić mu ruszyć do przodu. Do tego pierwszego sierpnia. To z pewnośnią będzie jeden z najgorszych dni w moim życiu. Nigdy nie wymarzę go z pamięci. Nawet jeśli tylko będę lubił Laurę to i tak będę miał wyrzuty sumienia i tak będę cierpiał. Teraz jak na razie to muszę cieszyć się tym czasem. Żyć w teraźniejszości i nie patrzeć na przyszłość. Nie myśleć o Romwellach tylko o tym, żeby jak najlepiej wykorzystać te dwa tygodnie, bo może to będą ostatnie dwa tygodnie mojego życia. Przecież nie wiem co oni zrobią ze mną po tym, gdy przyprowadzę do nich Laurę. Muszę żyć chwilą. Mogę nawet się zakochać, byle by ten czas spędzić z Laurą, bo naprawdę ją polubiłem. Muszę się nacieszyć tym co mam. Tak należy postąpić. Gdy nie będę myślał o Romwellach to będę sobą. Stuprocentowym sobą, który nie "pracuje" dla bandytów. Prawdziwym Rossem. Chociaż teraz już taki jestem, ale mogę żyć tak jak wredy, gdy spotkałem Braci Romwell. Muszę skończyć już te przemyślania, bo pewnie wszyscy się o mnie martwią, a szczególnie Rydel. Jak ja chciałbym pozbyć się z życia Johna i Josha. Wtedy wszystko byłoby takie jak było, czyli nie takie niebezpieczne. Wyszedłem z pokoju i szybko zbiegłem po schodach na dół. Wszedłem do kuchni i wszystkie spojrzenia momentalnie skierowały się na mnie.
- Ross wszystko dobrze?- spytała z wyraźnym niepokojem Rydel.
- Tak, wszystko w porządku.- odpowiedziałem i zauważyłem, że im trochę ulżyło. Jednak wiedziałem, że po wyjściu Laury i Vanessy nie uniknę pytań. Usiadłem na swoje miejsce. Atmosfera była trochę napięta i każdy to wyczuwał.
- Wiecie co, my już chyba musimy już iść do domu.- odezwała się Vanessa.
- Nie musicie jeszcze wychodzić.- powiedziała Rydel.
- Nie chcemy wam już przeszkadzać, bo widzę, że musicie o czymś pogadać, a nasze towarzystwo wam nie służy.- odparła Laura. Ona to jest spostrzegawcza. Oczywiście nie przeszkadza mi, ale napewno moje rodzeństwo chce wiedzieć co powiedzieli mi Romwellowie.
- Nie no co ty, nie przeszkadzacie nam.- odpowiedziała blondynka.
- Ale i tak powinnyśmy już wracać.
- Okay, jak chcecie.
- Jeszcze tylko weźmimy swoje rzeczy.- odparła Vanessa i wstała od stołu, a Laura zaraz zrobiła to samo.
- Pójdę z wami.- powiedziała Rydel i we trzy wyszły z kuchni. Natychmiast spojrzenia chłopaków wylądowały na mnie.
- Ross, co Romwellowie od ciebie chcieli?- spytał Riker.
- Powiem wam, gdy będzie z nami Rydel. Nie chce mi się powtarzac dwa razy tego samo.- odparłem.
- Okay, ale było to coś złego?- odezwał się Rocky.
- Nie.- zaprzeczyłem.
- Przynajmnej tyle dobrze.- powiedział Ellington i zapanowała pomiędzy nami cisza. Po paru minutach do kuchni weszły dziewczyny.
- No to my już będziemy wychodziły.- odezwała się Laura.
- Pa dziewczyny.- powiedzieliśmy.
- Pa chłopaki.- odparły i poszły do wyjścia razem z Rydel. Po chwili blondynka pojawiła się w kuchni.
- A teraz Ross mów, co chcieli od ciebie Romwellowie? Było to coś złego?- spytała.
- Nie, na szczęście nie było to nic złego. Spytali mnie, jak mi idzie z Laurą, a ja skłamałem, że jeszcze nie za dobrze i potrzbuję czasu i że do pierwszego sierpnia się wyrobię. Nic więcej.- odpowiedziałem, a wszyscy odetchnęli z ulgą.
- To dobrze, ale dlaczego skłamałeś?- odezwał się Rocky.
- Bałem się, że skrócą mi czas i będę musiał przyprowadzić do nich Laurę wcześniej, a nie chcę, żeby wydarzyło się to tak szybko.
- Ktoś tu polubił Laurę, co?- uśmiechnął się Riker.
- Tak, polubiłem ją.- odparłem.
- A lubisz spędzać z nią czas?- zapytała Rydel.
- Tak, bardzo przyjemnie mi się z nią rozmawia na różne tematy.
- Powiedz tak szczerze, podoba ci się?
- Jest bardzo ładną i mądrą dziewczną i podoba mi się, ale nie w uczuciowy sposób.
- Myślę, że to się kiedyś zmieni.
- Może tak, może nie. Zresztą my się tylko przyjaźnimy. Nic więcej. Koniec i kropka.
- Wiadomo, że w tamtym tygodniu raczej się w sobie nie zakochaliście, ale wiem, że to się zmieni. Czuję to. Co jak co, ale pasujecie do siebie.- uśmiechnęła się Rydel.
- Ja też tak sądzę.- odezwał się Ellington, a moi bracia przytaknęli twierdząco głowami.
- Czyli wszyscy tak myślicie?- spytałem.
- Tak.- odpowiedzieli.
- Ja nie zakochałem się w Laurze. Nie wiem, po co mnie o to wszystko pytacie.
- Z ciekawości, ale też dla utwierdzenia własnych racji.- odparła Rydel.
- Możemy już skończyć ten temat?- spytałem zrezygnowany.
- Okay, ale kiedyś i tak do niego powrócę.- uśmiechnęła się, a ja przewróciłem teatralnie oczami.
- Ty jak się na coś uprzesz to już nie popuścisz.
- Tak wiem, że jestem uparta i lubię postawić na swoim.
- Ten upór to jest u nas chyba rodzinny.- odezwał się Riker.
- Chyba tak.- wzruszuła ramionami.
- Wiecie co ja pójdę na górę.- powiedziałem.
- Okay idź.- odparła Rydel, a ja wyszedłem z kuchni. Szybko pokonałem schody i wszedłem do swojego pokoju. Od razu skierowałem się w stronę łóżka i usiadłem na nim. Co by tu porobić? Zacząłem rozglądać się po wszystkim, aż w końcu natrafiłem wzrokiem na moją gitarę. Jak już dano nie dawaliśmy koncertów. Cztery miesiące już minęły odkąd zawiesiliśmy naszą działalność. Głównym powodem była moja "praca" dla Romwellów. To dopiero wtedy wszyscy dowiedzieli się o tym i to zupełnie przez przypadek. Wcześniej nie mówiłem im, bo nie chciałem ich martwić, ale wiedziałem, że prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw. Brakuje mi występów. Chciałbym znowu powrócić na scenę i uszczęśliwić tym naszych fanów, ale również samego siebie. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie założyli zespołu. To jest część mnie. To była najlpesza decyzja jaką podjęliśmy. Już od dziecka mieliśmy zapał do muzyki. Taki krok był dla nas najlepszym rozwiązaniem. Robimy to co kochamy i w dotatku uszczęśliwiamy tym innych. Fani pewnie byli strasznie zasmuceni naszą zawieszką. Dla nas też to był cios, ale tak zdecydowaliśmy i tyle. Kiedyś znów powrócimy na scenę. Teraz i tak nie siedzimy bezczynnie, bo zaraz po wznowieniu naszej działalności chcemy wydać drugi album. Mamy już nawet sporo nowych piosenek i to bardziej w rockowej wresji. Rocky i Riker piszą naprawdę wspaniałe teksty. Pomagam im w tym, gdy poterzebują pomocy. Jednak nie napisałem jeszcze sam jakiegoś utworu. Chcę to zmienić. Chociaż teraz nie mam pomysłu na tekst. Wstałem i podszedłem do gitary. Wziąłem ją i z powrotem usiadłem na łóżku. Zacząłem grać pierwsze akrody ,,Pass Me By", a w odpowiednim momencie dołaczyłem śpiew, ale nie robiłem tego głośno. Jak ja kocham muzykę. Zawsze oddaję się jej całym moim sercem. Później zagrałem ,,Things Are Looking Up". Gdy skończyłem do głowy przyszła mi nowa melodia. Szybko wziąłem mój zeszyt i zapisałem pierwsze akordy. Dalsza część przychodziła od razu jakbym już kiedyś grał ten utwór. Całą swoją uwagę skupiłem na nowej melodii. W końcu skończyłem i byłem zadowolony z całości. Podoba się się ten kawałek. Teraz wystarczy napisać tekst i nowa piosenka gotowa. Tylko z tym jest problem, bo nie mam żadnego pomysłu na słowa. Myślałem, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Jeszcze raz zagrałem tą melodię, ale w dalszym ciągu nie wymyśliłem tekstu. No trudno może uda mi się dokończyć tą piosenkę kiedy indziej. Jednak nie pokażę jej Rocky'emu i Rikerowi, bo oni pewnie wymyślą słowa. Chcę stworzyć ten uwór sam od początku do końca. Kiedyś może wena mi dopisze i wtedy napiszę tekst. Jak na razie mam tylko melodię. Jest wesoła i szybko wpada w ucho. Ostatni raz zagrałem i odłożyłem gitarę na miejsce. Wyszedłem z pokoju i zszedłem na dół do salonu. Byli w nim moi bracia i Ellington, którzy grali na X-Boxsie w piłkę nożną.
- Ej chłopaki mogę grać z wami?- spytałem.
- Pewnie, ale najpierw muszę pokonać Rocky'ego.- odpowiedział Ratliff.
- Nie wygrasz tego meczu. Jak na razie to jest remis i to ja wygram.- odparł Rocky, a ja usiadłem na kanapie obok Rikera i patrzyłem na ich dokonania.
- Słyszałem jak grasz na gitarze.- odezwał się Riker.
- Tak grałem.
- Brakuje mi występów. Chciałbym znów stanąć na scenie. Poczuć tą adrenalinę.- westchnął.
- Tak ja też, ale kiedyś znowy podbijemy scenę.
- Kiedy twoja "praca" dla Romwellów się skończy?
- Tego nie wiem, ale przecież mówili mi, że po tym zadaniu zwrócą mi wolność. Cokolwiek to znaczy.
- Co masz na myśli?
- Może mnie zabiją. Ja sobie nie mogę wyobrazić, żeby nagle po roku zostawili mnie w spokoju. To się nie trzyma całości.
- Ross może oni rzeczyiście w końcu się od ciebie odczepią.
- Mam taką nadzieję, ale to zadanie jest najtrudniejsze ze wszystkich.
- Szczerze powiedziawszy to nie chciałbym być na twoim miejscu. Przyprowadzić do bandytów dziewczynę, którą się lubi, a może nawet kocha. Okropne.
- Tak, bardzo okropne.- westchnąłem.- Już sobie wyobrażam jak będę się czuł przez i po jej oddaniu.
- Będziemy cię wspierać Ross.
- Wiem.
- Myślisz, że oni zrobią coś Laurze?
- Tego nie wiem, ale mam nadzieję, ze nie zabiją jej. Nie wybaczyłbym sobie wtedy tego, że ją tam przyprowadziłem. Chciaż będę musiał to zrobić. To zdecydowanie jest najgorsze zdanie. To jest zadanie mojego sumienia.
- Nie myśl teraz już o tym, bo tylko się tym dołujesz. Chłopaki zaraz skończą grać to my się wtedy zmierzymy.- powiedział z nutką wyzwania w głosie.
- Rzucasz mi wyzwanie?- spytałem.
- Nie powiedziałem tego wprost, ale tak.- uśmiechnął się.
- Ja wygram ten mecz Riker. Zobaczysz, że tak będzie.- odparłem pewnym głosem.
- Ty? Nie ma mowy. Ja zwyciężę.
- Dobra nie kłóćmy się teraz, bo wszystko wyjdzie podczas gry.
- Tak to prawda.
- Ha ha wygrałem!- krzyknął Rocky.- I kto tu jest mistrzem w nogę na X-Boxsie? Ten gość.- wskazał na siebie.
- Pfff... minimalnie ci się udało. Wygrałeś tylko jedną bramką.- prychnął Ellington.
- No właśnie. Zwycięzca jest tylko jeden i musisz pogodzić się z tym, że to ja nim jestem.
- Ja chcę dogrywkę.
- Okay, czyli chcesz jeszcze raz przegrać?
- Nie bądź taki pewny tej wygranej, bo przecież wygrywałem z tobą o dwie bramki.
- A później to straciłeś.
- Dobra chłopaki już się nie kłócie. Teraz ja i Ross gramy.- odezwał się Riker i oboje wstaliśmy z kanapy.
- Stawiam na Rossa, że wygra.- powiedział Ellington.
- Dzięki Ell.- uśmiechnąłem się.
- Okay to ja na Rikera.- odparł Rocky, a ja i Riker zaczęliśmy grę. Gdy tylko jeden z nas miał jedną bramkę przewagi, już po chwili był remis i tak w kółko. W końcu cały mecz ja wygrałem.
- Jest! Wygrałem!- krzyknąłem.
- Tylko jednym punktem.- odparł Riker.
- Mówisz tak samo jak Ellington.
- Ross graj teraz ze mną. Robimy pojedynek mistrzów.- odezwał się Rocky.
- Okay.- powiedziałem i zaczęliśmy grę. Co jak co, ale Rocky dobry jest i ciężko z nim się grało. Jednak dorównywałem mu, ale niestety on zwyciężył.
- O tak! Jestem mistrzem w nogę na X-Boxie!- krzyknął.
- Gratuluję ci wygranej. To była bardzo wyrównana walka.- powiedziałem podaliśmy sobie dłonie.- Ale i tak chcę rewanżu.
- Okay, jak sobie chcesz.
- To teraz gramy ja i Riker.- odparł Ell i zaczęli. Tak spędziliśmy czas do południa. Każdy grał z każdym i to po kilka razy. Pod koniec dołączyła do nas Rydel i zagrała z nami wszystkimi. Jednak przegrała trzy razy i stwierdziła, że oszukujemy. Jednak i tak bawiła się dalej. Kocham spędzać czas z moim rodzeństwem i Ellingtonem. Chociaż jego traktuję jak brata, bo jest mi tak samo bliski jak Riker i Rocky. Nie wyobrażam sobie innej rodziny. Łączy nas wiele rzeczy takie jak bycie w zespole, miłość do muzyki, podobne charaktery. Bycie członkiem takiej rodziny to wielkie szczęście.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Ja uważam, że mi wyszedł i podoba mi się. Wyrobiłam się na dzisiaj, więc rozdział jest szybciej. Polubiłam pisać z perspektywy Rossa. Romwellowie dali o sobie znać, ale z nimi będzie się jeszcze później działo. Jest też troszeczkę Raury.
Dziękuję wam z komentarze pod poprzednim rozdziałem. Jesteście wspaniali. :)
Do napisania!!!
10 komentarzy=next
sobota, 24 października 2015
Rozdział 13
"You turn my hole world upside down" ~ "Wywróciłaś moje życie do góry nogami" - Things Are Looking Up
Los Angeles, 07.07.2015r.
★Narrator★
Lynchowie i Ellington szykują dom do nocowania Laury i Vanessy. Wszyscy sprzątają to co zobaczą. Oczywiście przygotowaniami kieruje Rydel. Rikera wysłała do sklepu po jedzenie, reszcie chłopakom kazała ogarnąć dom, a sama zajmowała się swoim pokojem. Udało jej się znaleźć niestety tylko jeden materac, bo w tym pośpiechu nie mogła długo szukać. Stwierdziła, że to nic nie szkodzi, bo jej łóżko jest duże, więc jedna z dziewczyn się zmieści. Ze spaniem nie było już problemu. Po skończeniu porządkowania swojego pokoju zeszła na dół. Tam zastała swoich braci i przyjaciela sprzątających w pośpiechu. Rikera jeszcze nie zobaczyła.
- Jak wam idzie?- spytała Rydel.
- Dobrze jeszcze trochę i skończymy.- odpowiedział Ross.- A ty już przygotowałaś swój pokój?
- Tak, już wszystko jest w nim gotowe. Nie wiecie może kiedy przyjdzie Riker?
- Nie mamy zielonego pojęcia.- odparł Rocky.
- Pojechał 20 minut temu i jeszcze nie wrócił. Mam nadzieję, że zdąży zanim przyjdą dziewczyny.
- Nie martw się Rydel. Zadąży.- odezwał się Ellington i po chwili wyszcy usłyszeli odgłos otwierania drzwi.- A nie mówiłem?- zaśmiał się brunet, gdy zobaczyli Rikera zmierzającego do kuchni. Rydel podeszła do niego i razem weszli do pomieszczenia.
- Co tak długo? Przecież do najbliższego sklepu mamy tylko 5 minut drogi.- powiedziała.
- Kolejka była, więc musiałem czekać. Kupiłem wszystko co chciałaś.
- To dobrze, a teraz rozpakujmy to jedzenie, bo lada moment mogą przyjść dziewczyny.- odparła i zaczęli wyciągać rzeczy z torby, a trochę ich było, bo co jak co, ale potrzeba trochę jedzenia przy siedmiu osobach. Powysypywali wszystkie przekąski do misek, po czym zanieśli je do salonu.
- Wszystko już gotowe?- spytał Ross.
- Tak, myślę, że tak.- odpowiedziała Rydel.
- Teraz pozostało nam tylko czekać aż dziewczyny przyjdą.- odparł Rocky. Wszyscy usiedli na kanapie i odpoczywali po małym zamieszaniu. Po paru minutach usłyszeli dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę.- powiedziała blondynka i wstała. Poszła na korytarz i otworzyła drzwi.- Hej dziewczyny.- uśmiechnęła się do nich.
- Cześć Rydel.- odparły.
- Wchodźcie do środka.- odpowiedziała Rydel, a one tak zrobiły.- Co tam u was słychać?
- Wszystko po staremu.- odezwała się Laura.- A u was?
- U nas również bez zmian. Chodźcie już do salonu.- powiedziała blondynka, a siostry jeszcze ściągnęły buty i poszły za nią.
- Cześć chłopaki.- uśmiechnęły się.
- Hej.- odparli wszyscy.
- Siadajcie na kanapie.- odezwała się Rydel, a dziewczyny zrobiły to.
- Okay, to co robimy najpierw?- spytał Ellington.
- Może obejrzymy jakiś film?- zaproponował Riker, a każdy się zgodził.
- To może horror?- powiedział Rocky.
- Nie, dzisiaj nie oglądamy horroru. - odparła Rydel.
- Jak wy wybierzecie to napewno będzie to komedia romantyczna, na której będziecie płakać.
- Je wybieramy na babskie wieczory, a nie wspólne.
- Okay, żeby nie był kłótni to proponuję obejrzeć jakąś komedię, na której można dobrze się pośmiać. - odezwał się Ross, a wszyscy uznali, że to dobry pomysł.
- To ja już wiem jaki film. Co powiecie na ,,Duże dzieci"?- spytał Ellington.
- Okay.- odpowiedzieli wszyscy.
- To czyli włączamy, bo mamy to nawet na płycie.- odparł Riker i wstał z kanapy. Po znalezieniu płyty, włożył ją do DVD i nacisnął play. W między czasie Rydel wyłączyła główne światło i włączyła boczne na suficie. Dało to przyjemną i miłą atmosferę. Wyszycy wygodnie usadowili się na kanapie i seans się zaczął. Czasami ktoś skomentował daną scenę, co powodowało większy wybuch śmiechu. Ta komedia była idealna na rozpoczęie nocowania, bo już każdy się rozweselił. W końcu film się skończył.
- To może teraz zagramy w butelkę?- zapronował Rocky.
- Dziewczyny jeśli chcecie wykownywać głupie zadania to nie wybierajacie ich od Rocky'ego i Ellingtona. Ja tylko was uprzedzam.- odezwała się Rydel.
- Jedno takie zadanie mi nie zaszkodzi.- odparła Laura.
- Jak chcesz, ale pamiętaj, że ja cię ostrzegałam.- uśmiechnęła się blondynka. Wszyscy usiedli w kółku, a Ell wziął ze stołu pustą butelkę i zakręcił nią. Wypadło na Rossa.
- No to wybieraj pytanie czy wzwanie?- spytał brunet.
- Nie chce mi się robic czegoś głupiego zaraz przy pierwszyszym razie, więc biorę pytanie.
- Okay.- zamyślił się chwilę.- Która z obecych tu dziewczyn podoba ci się najbardziej?- zapytał, a blondyn oczywiście już znał odpowiedź. Jednak nie wiedział jak na to zareaguje ta osboba, bo przecież się przyjaźnią. Owszem podobała mu się, ale nie czuł do niej nic więcej. Stwierdził, że to tylko gra, więc to nic takiego.
- Hmmm... trudny wybór, bo są tutaj trzy ładne dziewczyny.- specjalnie przedłużał i patrzył na każdą. - No niech będzie wybieram Laurę. - odparł i spojrzał na nią. Zauważył, że brunetka się zarumieniła, co mu się spodobało.
- Okay kręć.- powiedział Ell, a Ross zrobł to i wylosował Rydel.
- Wyzwanie.- odpara od razu.
- Okay siostra muszę pomyślec, co by ci tu dać.- chwilę się zastaniawiał.- Idź do sąsiadów i pożycz od nich trzy jabłka, bo zabrakło ci na szarlotkę.
- Kto normalny piecze ciasto prawie w nocy?
- Ty możesz to robić.- zaśmiał się blodnyn.
- A co jeśli będą już spać?
- Idź i zrób to zadanie, bo i tak nie jest takie złe.
- Okay masz rację.- odparła Rydel i wstała z podłogi. Wyszła z domu i udała się do budynku obok. Zadzwoniła dzwonkiem i czekała na jakiś znak ze środka. Po chwili drzwi się otworzyły i zobaczyła za nimi panią Brown, która była już w podeszłym wieku.
- Dobry wieczór.- powiedziała blodynka.
- Dobry wieczór. Co cię sprowadza do mnie o tej porze?- spytała miło.
- Czy ma pani pożyczyć trzy jabłka, bo zabrakły mi do szarlotki.
- Oczywiście. Nocnych wypiekow się zachciało?- odparła i weszła do środka. Po chwili wróciła z owocami.- Proszę weź je. Nie musisz mi ich oddawać. Tak w ogóle to powiedz swoim braciom, że wiem, że nie pieczesz ciasta.- uśmiechnęła się,
- Dziękuję, ale skąd pani wiedziała, że to było zadanie?
- Nie raz już do mnie przychodzliście i prosiliście o różne rzeczy. Już przywykłam do tego.
- Bardzo miła z pani kobieta.- uśmiechnęła się Rydel.
- Jakoś trzeba sobie z wami radzić.- zaśmiała się.
- Jeszcze raz dziękuję za jabłka. Do widzenia.
- Do widzenia.- powiedziała kobieta i zamknęła drzwi. Rydel wróciła z powrotem do domu.
- Widzę, że ci się udało wykonać zadanie.- odezwał się Ross, a blodnynka usiadła na swoje miejsce w kółku.
- Tak to teraz ja kręcę.- odparła i zrobiła to. Wypadło na Vanessę.- No to Van pytanie czy wyzwanie?
- Jak na razie to pytanie. Może później wezwę zadanie.
- Skoro Ell pytał o dziewczyny to ja na odwrót. Który z obecnych tutaj chłopaków ci się podoba?- spytała, a Vanessa zastanawiała się. Spojrzała na każdego. Stwierdziała, że na jest u nich na co oko zawiesić.
- Riker.- odpowiedziała i spojrzała na niego. Blodnyn uśmiechał się, bo był zadowolony z jej wyboru. Co jak co to przeczuwał, że ona wskaże jego. Jego stwierdzenie okazało się słuszne.
- Już mamy drugą parę Marano i Lynch.- odparła Rydel.
- Nie ma żadnych par.- cała czwórka powiedziała razem, po czym się zaśmiali.
- Nawet mózgi macie zsynchronizowane.- zaśmiał się Rocky.
- Nie prawda.- odezwała się Laura.
- Okay pora znowu kogoś wylosować.- odparła Vanessa i zakręciła butelką. Tym razem wypadło na jej siostrę.- No to Lau co wybierasz pytanie czy wyzwanie?
- Najpierw pytanie.
- Co sądzisz o Jake'u?- spytała czarnowłosa i ukradkiem spojrzała na Rossa, bo chciała zobaczyć jego reakcję. Jednak nic nie wyczytała z wyrazu jego twarzy.
- A kto to jest?- zapytał Ellington.
- Chłopak, którego poznałam.- odparła Laura.
- Miałaś odpowiadać na moje pytanie.- powiedziała Vanessa.
- Okay, Jake jest miły, sympatyczny, przystojny. Lubię go takim jakim jest i nie chciałabym, żeby się zmieniał.- odpowiedziała brunetka i czasami zerkała na Rossa. Jednak on nie był zazdrosny. Słuchał jej uważnie. Jak na razie tylko lubił Laurę i nie był zazdrosny o Jake'a.
- Nie ładnie to tak na dwa fronty lecieć.- odezwał się Riker.
- Niby dlaczego? Jakie dwa fronty?- spytała Laura.
- Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi. Otóż spotykasz się z Rossem i tym Jake'iem.
- To są moi przyjaciele. Nic więcej do żadnego z nich nie czuję.
- To pewnie niedługo się zmieni.- powiedziała Vanessa.
- Może tak, może nie, ale obojga lubię. Zresztą Van ty też masz dwóch chłopaków obok siebie.- zaśmiała się Laura.
- Co? Jak to?- odparła jej siostra.
- Brayan to oczywista sprawa, a kto dzisiaj był na spacerze z Rikerem, co?- uśmiechnęła się brunetka.
- Przecież wiesz, że to nie było wcześnej umówione. To było spotkanie spontaniczne.
- Okay, ale widzisz ja też mam na ciebie haka.
- Dobra kręć już.- powiedziała Vanessa, a Laura zrobiła to i wypadło na Ellingtona.
- Dawaj wyzwanie. Jestem ciekawy co wymyślisz.- odezwał się od razu, a brunetka pomyślała chwilę.
- Już wiem. Wyjdź na środek ulicy i krzyknij kocham Rydel Lynch i chcę mieć z nią piątkę dzieci.- odparła Laura i zaśmiała się.
- Ja nie chciałabym mieć aż tyle dzieci.
- Oj tam nie marudź. Przecież to zdanie nie jest prawdzie. No chyba, że jest ja tam nie wiem.- powiedziała brunetka, a Ell się uśmiechnął.
- Okay idę.- odparł i wstał z podłogi. Wyszedł na środek ulicy.- Kocham Rydel Lynch! I chcę mieć z nią piątkę dzieci!- wykrzyczał na całe gardło i szybkp wszedł do domu, żeby uniknąć skarg sąsiadów. Usiadł z powrotem w kółku i zakręcił butelką. Wylosował Rocky'ego.
- No to co wybierasz dla siebie?- spytał Ratliff.
- Jeszcze się pytasz? Oczywiście, że wyzwanie. Ja pytań nie biorę, bo nic się wtedy nie dzieje.- uśmiechnął się Rocky.
- Idź do pana Greena i uprzedź go przed jutrzejszą zagładą kosmitów. Powiedz, że odstrasza ich cebula.
- On przecież nas nie lubi.
- Właśnie dlatego jego wbrałem.
- Okay idę do niego. Z takimi jest więcej radochy.- odparł Rocky i wyszedł z domu. Poszedł do budynku naprzeciwko i zadzwonił dzwonkiem. Po chwili drzwi otoworzył mężczyzna. Jak tylko zobaczył chłopaka mina mu zrzedła.
- Dobry wieczór.- odezwał się miło brunet.
- Czego chcesz?- spytał niemiło.
- Przyszedłem pana ostrzec. Jutro na naszą Ziemię przylecą kosmici i nas wszystkch pożrą. Trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Należy mieć przy sobie cebulę, bo ona ich odstrasza. Niech się pan na to przygotuje, bo to będzie koniec świata.- powiedział bardzo szybko Rocky.
- Nie zawracaj mi głowy takimi głupotami.- warknął.
- Ale to prawda.
- Jedyne przed czym muszę się strzeć to wy.
- My nie jesteśmy wcale tacy źli.
- Tak napewno.- odparł z ironią męzczyzna.- A tak w ogóle to czy możecie się nie wydzierać na środku ulicy?
- Możemy.- odparł Rocky, a sąsiad zamknął drzwi przed jego nosem.- Co za zrzędliwy stary dziad.- powiedział do siebie i poszedł do domu.
- I co udało ci się wykonać zadanie?- spytał Ellington.
- Powiedziałem to co trzeba, ale on powiedził, że jedyne przed czym musi się strzec to my. Jak zawsze był niemiły.
- On taki zawsze jest.- odezwał się Ross.
- Zresztą nie ma się co dziwić, bo to do niego idziemy z najgłupszymi zadaniami.- odparł Riker.
- Powinien już się do tego przywyczaić.- wzruszył ramionami Rocky.- Nie ważne kręcę.- powiedział i wypadło na Rydel.- Pytanie czy wzywanie?
- Znowu biorę wyzwanie.
- Okay już mam. Pocałuj Ellingtona.- uśmiechnął się.
- Że co mam zrobić?- spytała zdzwionym głosem.
- No co nie słyszałaś? Pocałuj Ell'a.
- Gdzie?
- Serio nie wiesz gdzie się całuje?
- O nie, nie, nie, ja nie pocałuje go w usta.- odpowiedziała pewnym głosem.
- Rocky my jesteśmy przecież przyjaciółmi.- odzwał się Ratliff.
- No dobra zmienię trochę. Pocałuj go w policzek, ale blisko ust.- uśmiechnął się Rocky.
- No tak jest już lepiej.- odparła Rydel i przusunęła się do niego, bo siedział naprzeciwko jej. Spojrzeli na siebie, a blodnynka zbliżyła się do niego i cmoknęła go niedaleko kącika jego ust. Poczuli, że ich serce oblewa fala ciepła. Szybko odsunęła się i spojrzeli na siebie, po czym uśmiechnęli się. Rydel wróciła na swoje miejsce, czyli między Laurą a Rocky'm.
- Jakie to było słodkie.- odezwała się Vanessa.
- Nie słodź mi tu.- odparła blondynka i zakręciła butelką, która wylosowała Rikera. Tak grali do 23:00. Każdy po drugim razie brał wyzwanie, ale odbywały się już w domu. Nie chcieli o tej porze przeszkadzać sąsiadom. Bawili się świetnie i czuli się dobrze w swoim towarzystwie.
- Może już kończmy tę grę i zbierajmy się do spania, co?- odezwała Rydel, a wszyscy się z nią zgodzili. Udali się na górę. Dziewczyny weszły do jednego pokoju.
- To która z was śpi na materacu, a która ze mną w łóżku?- spytała blondynka.
- Ja na łóżku.- odpowiedziała natychmiast Vanessa.
- Ej no.- oburzyła się Laura.
- Lau przugotowałam ten materac bardzo dobrze i jest na nim wygdonie tak jak na łóżku.- powiedziała Rydel.- Zresztą sama sprawdź.
- Okay.- odparła brunetka i położyła się na materacu.- Rzeczywiście jest wygodnie.
- A nie mówiłam?
- Muszę cię Rydel ostrzec, bo Vanessa bardzo się "rozgałęzia", więc nie zdziw się jeśli będziesz spała na kawałku łóżka.- zaśmiała się Laura.
- Haha bardzo śmieszne.- odparła jej siostra.- Ja wcale nie zajmuję całego łóżka.
- Jasne, że tak.- odpowiedziała z ironią brunetka.- Nie raz widziałam cię rozłożoną na cały materac.
- Okay może i zajmuję trochę misjaca, ale przecież nie śpię sama.
- Nie martw się Van ja też rozkładam się na całym łóżku. Myślę, że jakoś się pomieścimy.- odezwała się Rydel.
- Napewno nam się uda.
- Dobra to teraz kto idzie się pierwszy wykąpać?- spytała blondynka.
- Ja.- odparła Laura.
- Okay to idź do mojej łazienki.
- Dobrze.- odparła brunetka i weszła do pomieszczenia. Tam szybko się umyła i wyszła ubrana w piżamę.- Gdzie Van?- spytała, gdy nie zobaczyła swojej siostry w pokoju.
- Poszła się wykąpać do łazienki na dole.- odpowiedziała Rydel, a Laura pokiwała głową na znak, że zrozumiała.
- Wiesz, chce mi się pić.
- Idź do kuchni i tam coś napewno będzie. Poszłabym z tobą, ale chcę się umyć.
- Okay poradzę sobie.
- Picie powinno być w szafce na dole.
- Okay.- odparła Laura i wyszła z pokoju Rydel. Gdy zamknęła za sobą drzwi na korytarzu zobaczyła Rossa. Oniemiała na jego widok. Przyczyną tego było to, że chłopak był w samych bokerkach, a resztę ciała miał nagą. Brunetka najbardziej skupiała swój wzrok na jego klatce. Co jak co to on umięśnione ciało ma, przeszło jej przez myśl. Zarumieniła się lekko. Nie uszło to uwadze blondyna, który się jej przyglądał.
- O Laura.- odezwał się blodnyn.
- Cześć Ross.- uśmiechnęła się.
- Po co wyszłaś?
- Zachciało mi się pić.
- Mi tak samo. Może chodźmy razem?
- Okay.- odparła Laura i zeszli na dół do kuchni.
- Na co masz ochotę?
- Może być jakiś sok.
- Pomarańczowy może być?
- To mój ulubiony.- uśmiechnęła się, a on rówież.
- Mój też.- odparł i wyciągnął dwie szklanki, po czym nalał do nich napoju. Podał jedną Laurze.
- Dzięki.- powiedziała i wzięła łyka.
- Dzisiaj przepadło nam nasze spotkanie.
- A co chciałeś do mnie przyjść?
- Tak, ale i tak się widzimy teraz.
- No tak, ale to nie to samo, co leżenie pod gwiazdami.
- Czyli znowu chciesz wyjść z pokoju?
- Bardzo mi się to spodobało. Możemy tak cały czas robić?
- Jeśli tylko ty będziesz miała na to ochotę.- uśmiechnął się.
- To jutro będziesz?
- No nie wiem zastanowię się jeszcze.- odpowiedział żartobliwym tonem.
- Okay to myśl.- uśmiechnęła się.
- Teraz na mnie czekasz, prawda?
- Tak, bo już trochę się przyzwyczaiłam do twoich nocnych wizyt.
- Pierwszy raz i tak był najlepszy, bo wtedy zupełnie mnie się nie spodziewałaś.- uśmiechnął się.
- Przestraszyłeś mnie wtedy.
- Wiem, ale spodziewałem się, że tak zaeragujesz, bo niecodziennie chłopak wchodzi przez balokn do twojego pokoju.- zaśmiał się.
- Tak, ale teraz to już prawie codziennie.- uśmiechnęła się.- Pierwszy raz był zaskakujący, ale drugi też, bo nie przypuszczałam, że przyjdziesz.
- Tak, ale za trzecim razem już, tak?
- Tak wczoraj na ciebie czekałam.
- Teraz to już nie jest oryginalne.
- Nadal jest, bo tylko ty tak do mnie przychodzisz. Nie chciałabym, żeby inny chłopk tak zrobił.
- Nawet Jake?
- Wiesz, chyba nie, bo to jest takie nasze spotkanie.- uśmiechnęła się.
- Tylko nasze.- odwzajemnił jej gest. Na chwilę umilkli. Co chwilę przyglądali się sobie. Wzrok Laury sam kierował się głównie na klatkę Rossa. Nadal była trochę tym onieśmielona. On widział to i lekko się uśmiechał. Wypili do końca zawartość szklanki.
- Idziesz już spać?- spytał Ross.
- Tak, pójdę już do pokoju Rydel, bo jeszcze będzie się o mnie martwiła.- odpowiedziała Laura i wyszli z kuchni. Poszli po schodach na górę i stanęli na środku korytarza.
- No to musimy się pożeganać na tą noc.
- No musimy. Dobranoc Ross.
- Dobranoc Lau.- odparł i objął ją lekko w pasie. Brunetka trochę się zdzwiła tym gestem, ale zaraz zarzuciła swoje ręce na jego szyję. Była blisko jego ciała, więc czuła na sobie jego mięśnie. Obojgu spodobał się ten gest.
- Ooo... jacy wy jesteście słodcy.- odezwała się Vanessa, która w tej chwili weszła na górę i zobaczyła ich. Para od razu się od siebie odsunęła, a Laura zarumieniła się lekko.
- My tylko się żegnaliśmy.- odparła brunetka.
- Okay, ale przecież zobaczycie się rano.
- To już nie można przytulić się z przyjacielem?
- Można. Czy ja coś mówiłam na ten temat?- Vanessa podniosła ręce w geście obrony.
- Chodźmy już lepiej do pokoju.- powiedziała Laura i otworzyła drzwi. Gdy je zamykała Ross uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła gest i weszła do środka.
- Tak długo szukałaś picia?- spytała Rydel, która siedziała na łóżku.
- Po drodze spotkałam Rossa i zagadałam się z nim chwilę.- odpowiedziała Laura.
- Ja jeszcze zobaczyłam jak przytulają się na pożegnanie.- odezwała się Vanessa.
- Jak słodko.- odparła Rydel.
- W dodatku Ross był w samych bokserkach.
- I co Lau podoba ci się jego klata?- spytała blondynka i zaśmiała się, a brunetka zarumieniła się lekko.
- Eee... no robi wrażenie.- odpowiedziała trochę się zacinając.- Możecie dać już sobie spokój i nic już więcej nie mówć na ten temat?
- Okay.- odparły dziewczyny.
- No i w porządku, a teraz chcę już iść spać, bo jestem zmęczona.- powiedziała Laura i położyła się na materacu, po czym przykryła się kołdrą.
- Okay to jest dobry pomysł, bo też już padam.- odezwała się Vanessa i położyła się razem z Rydel na łóżku. Laura w tym czasie myślała o wcześniejszej rozmowie z Rossem. Cieszyła się, że ma takiego przyjaciela. Naprawdę bardzo go polubiła, a czas spędzny z nim zawsze ją rozweselał. Lubiła te spotkania w nocy. Wiedziała, że Ross jest jedną z ważniejszych osób w jej życiu. Nie chciała go stracić. Z takimi myślami nawet nie wiedziała kiedy usnęła.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Myślę, że jest nudny. Nie miałam za dużo weny pisząc go. Po tym tygodniu w szkole jestem wykończona i na nic nie mam siły. Jednak udało mi się jakoś napisać rozdział. Jest w nim troszeczkę Raury, co pewnie was cieszy. Ich relacja zaczyna coraz bardziej się rozwijać, ale jeszcze nic większego nie będzie się z nimi działo przez najbliższe rozdziały.
Do napisania!!!
9 komentarzy=next
Los Angeles, 07.07.2015r.
★Narrator★
Lynchowie i Ellington szykują dom do nocowania Laury i Vanessy. Wszyscy sprzątają to co zobaczą. Oczywiście przygotowaniami kieruje Rydel. Rikera wysłała do sklepu po jedzenie, reszcie chłopakom kazała ogarnąć dom, a sama zajmowała się swoim pokojem. Udało jej się znaleźć niestety tylko jeden materac, bo w tym pośpiechu nie mogła długo szukać. Stwierdziła, że to nic nie szkodzi, bo jej łóżko jest duże, więc jedna z dziewczyn się zmieści. Ze spaniem nie było już problemu. Po skończeniu porządkowania swojego pokoju zeszła na dół. Tam zastała swoich braci i przyjaciela sprzątających w pośpiechu. Rikera jeszcze nie zobaczyła.
- Jak wam idzie?- spytała Rydel.
- Dobrze jeszcze trochę i skończymy.- odpowiedział Ross.- A ty już przygotowałaś swój pokój?
- Tak, już wszystko jest w nim gotowe. Nie wiecie może kiedy przyjdzie Riker?
- Nie mamy zielonego pojęcia.- odparł Rocky.
- Pojechał 20 minut temu i jeszcze nie wrócił. Mam nadzieję, że zdąży zanim przyjdą dziewczyny.
- Nie martw się Rydel. Zadąży.- odezwał się Ellington i po chwili wyszcy usłyszeli odgłos otwierania drzwi.- A nie mówiłem?- zaśmiał się brunet, gdy zobaczyli Rikera zmierzającego do kuchni. Rydel podeszła do niego i razem weszli do pomieszczenia.
- Co tak długo? Przecież do najbliższego sklepu mamy tylko 5 minut drogi.- powiedziała.
- Kolejka była, więc musiałem czekać. Kupiłem wszystko co chciałaś.
- To dobrze, a teraz rozpakujmy to jedzenie, bo lada moment mogą przyjść dziewczyny.- odparła i zaczęli wyciągać rzeczy z torby, a trochę ich było, bo co jak co, ale potrzeba trochę jedzenia przy siedmiu osobach. Powysypywali wszystkie przekąski do misek, po czym zanieśli je do salonu.
- Wszystko już gotowe?- spytał Ross.
- Tak, myślę, że tak.- odpowiedziała Rydel.
- Teraz pozostało nam tylko czekać aż dziewczyny przyjdą.- odparł Rocky. Wszyscy usiedli na kanapie i odpoczywali po małym zamieszaniu. Po paru minutach usłyszeli dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę.- powiedziała blondynka i wstała. Poszła na korytarz i otworzyła drzwi.- Hej dziewczyny.- uśmiechnęła się do nich.
- Cześć Rydel.- odparły.
- Wchodźcie do środka.- odpowiedziała Rydel, a one tak zrobiły.- Co tam u was słychać?
- Wszystko po staremu.- odezwała się Laura.- A u was?
- U nas również bez zmian. Chodźcie już do salonu.- powiedziała blondynka, a siostry jeszcze ściągnęły buty i poszły za nią.
- Cześć chłopaki.- uśmiechnęły się.
- Hej.- odparli wszyscy.
- Siadajcie na kanapie.- odezwała się Rydel, a dziewczyny zrobiły to.
- Okay, to co robimy najpierw?- spytał Ellington.
- Może obejrzymy jakiś film?- zaproponował Riker, a każdy się zgodził.
- To może horror?- powiedział Rocky.
- Nie, dzisiaj nie oglądamy horroru. - odparła Rydel.
- Jak wy wybierzecie to napewno będzie to komedia romantyczna, na której będziecie płakać.
- Je wybieramy na babskie wieczory, a nie wspólne.
- Okay, żeby nie był kłótni to proponuję obejrzeć jakąś komedię, na której można dobrze się pośmiać. - odezwał się Ross, a wszyscy uznali, że to dobry pomysł.
- To ja już wiem jaki film. Co powiecie na ,,Duże dzieci"?- spytał Ellington.
- Okay.- odpowiedzieli wszyscy.
- To czyli włączamy, bo mamy to nawet na płycie.- odparł Riker i wstał z kanapy. Po znalezieniu płyty, włożył ją do DVD i nacisnął play. W między czasie Rydel wyłączyła główne światło i włączyła boczne na suficie. Dało to przyjemną i miłą atmosferę. Wyszycy wygodnie usadowili się na kanapie i seans się zaczął. Czasami ktoś skomentował daną scenę, co powodowało większy wybuch śmiechu. Ta komedia była idealna na rozpoczęie nocowania, bo już każdy się rozweselił. W końcu film się skończył.
- To może teraz zagramy w butelkę?- zapronował Rocky.
- Dziewczyny jeśli chcecie wykownywać głupie zadania to nie wybierajacie ich od Rocky'ego i Ellingtona. Ja tylko was uprzedzam.- odezwała się Rydel.
- Jedno takie zadanie mi nie zaszkodzi.- odparła Laura.
- Jak chcesz, ale pamiętaj, że ja cię ostrzegałam.- uśmiechnęła się blondynka. Wszyscy usiedli w kółku, a Ell wziął ze stołu pustą butelkę i zakręcił nią. Wypadło na Rossa.
- No to wybieraj pytanie czy wzwanie?- spytał brunet.
- Nie chce mi się robic czegoś głupiego zaraz przy pierwszyszym razie, więc biorę pytanie.
- Okay.- zamyślił się chwilę.- Która z obecych tu dziewczyn podoba ci się najbardziej?- zapytał, a blondyn oczywiście już znał odpowiedź. Jednak nie wiedział jak na to zareaguje ta osboba, bo przecież się przyjaźnią. Owszem podobała mu się, ale nie czuł do niej nic więcej. Stwierdził, że to tylko gra, więc to nic takiego.
- Hmmm... trudny wybór, bo są tutaj trzy ładne dziewczyny.- specjalnie przedłużał i patrzył na każdą. - No niech będzie wybieram Laurę. - odparł i spojrzał na nią. Zauważył, że brunetka się zarumieniła, co mu się spodobało.
- Okay kręć.- powiedział Ell, a Ross zrobł to i wylosował Rydel.
- Wyzwanie.- odpara od razu.
- Okay siostra muszę pomyślec, co by ci tu dać.- chwilę się zastaniawiał.- Idź do sąsiadów i pożycz od nich trzy jabłka, bo zabrakło ci na szarlotkę.
- Kto normalny piecze ciasto prawie w nocy?
- Ty możesz to robić.- zaśmiał się blodnyn.
- A co jeśli będą już spać?
- Idź i zrób to zadanie, bo i tak nie jest takie złe.
- Okay masz rację.- odparła Rydel i wstała z podłogi. Wyszła z domu i udała się do budynku obok. Zadzwoniła dzwonkiem i czekała na jakiś znak ze środka. Po chwili drzwi się otworzyły i zobaczyła za nimi panią Brown, która była już w podeszłym wieku.
- Dobry wieczór.- powiedziała blodynka.
- Dobry wieczór. Co cię sprowadza do mnie o tej porze?- spytała miło.
- Czy ma pani pożyczyć trzy jabłka, bo zabrakły mi do szarlotki.
- Oczywiście. Nocnych wypiekow się zachciało?- odparła i weszła do środka. Po chwili wróciła z owocami.- Proszę weź je. Nie musisz mi ich oddawać. Tak w ogóle to powiedz swoim braciom, że wiem, że nie pieczesz ciasta.- uśmiechnęła się,
- Dziękuję, ale skąd pani wiedziała, że to było zadanie?
- Nie raz już do mnie przychodzliście i prosiliście o różne rzeczy. Już przywykłam do tego.
- Bardzo miła z pani kobieta.- uśmiechnęła się Rydel.
- Jakoś trzeba sobie z wami radzić.- zaśmiała się.
- Jeszcze raz dziękuję za jabłka. Do widzenia.
- Do widzenia.- powiedziała kobieta i zamknęła drzwi. Rydel wróciła z powrotem do domu.
- Widzę, że ci się udało wykonać zadanie.- odezwał się Ross, a blodnynka usiadła na swoje miejsce w kółku.
- Tak to teraz ja kręcę.- odparła i zrobiła to. Wypadło na Vanessę.- No to Van pytanie czy wyzwanie?
- Jak na razie to pytanie. Może później wezwę zadanie.
- Skoro Ell pytał o dziewczyny to ja na odwrót. Który z obecnych tutaj chłopaków ci się podoba?- spytała, a Vanessa zastanawiała się. Spojrzała na każdego. Stwierdziała, że na jest u nich na co oko zawiesić.
- Riker.- odpowiedziała i spojrzała na niego. Blodnyn uśmiechał się, bo był zadowolony z jej wyboru. Co jak co to przeczuwał, że ona wskaże jego. Jego stwierdzenie okazało się słuszne.
- Już mamy drugą parę Marano i Lynch.- odparła Rydel.
- Nie ma żadnych par.- cała czwórka powiedziała razem, po czym się zaśmiali.
- Nawet mózgi macie zsynchronizowane.- zaśmiał się Rocky.
- Nie prawda.- odezwała się Laura.
- Okay pora znowu kogoś wylosować.- odparła Vanessa i zakręciła butelką. Tym razem wypadło na jej siostrę.- No to Lau co wybierasz pytanie czy wyzwanie?
- Najpierw pytanie.
- Co sądzisz o Jake'u?- spytała czarnowłosa i ukradkiem spojrzała na Rossa, bo chciała zobaczyć jego reakcję. Jednak nic nie wyczytała z wyrazu jego twarzy.
- A kto to jest?- zapytał Ellington.
- Chłopak, którego poznałam.- odparła Laura.
- Miałaś odpowiadać na moje pytanie.- powiedziała Vanessa.
- Okay, Jake jest miły, sympatyczny, przystojny. Lubię go takim jakim jest i nie chciałabym, żeby się zmieniał.- odpowiedziała brunetka i czasami zerkała na Rossa. Jednak on nie był zazdrosny. Słuchał jej uważnie. Jak na razie tylko lubił Laurę i nie był zazdrosny o Jake'a.
- Nie ładnie to tak na dwa fronty lecieć.- odezwał się Riker.
- Niby dlaczego? Jakie dwa fronty?- spytała Laura.
- Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi. Otóż spotykasz się z Rossem i tym Jake'iem.
- To są moi przyjaciele. Nic więcej do żadnego z nich nie czuję.
- To pewnie niedługo się zmieni.- powiedziała Vanessa.
- Może tak, może nie, ale obojga lubię. Zresztą Van ty też masz dwóch chłopaków obok siebie.- zaśmiała się Laura.
- Co? Jak to?- odparła jej siostra.
- Brayan to oczywista sprawa, a kto dzisiaj był na spacerze z Rikerem, co?- uśmiechnęła się brunetka.
- Przecież wiesz, że to nie było wcześnej umówione. To było spotkanie spontaniczne.
- Okay, ale widzisz ja też mam na ciebie haka.
- Dobra kręć już.- powiedziała Vanessa, a Laura zrobiła to i wypadło na Ellingtona.
- Dawaj wyzwanie. Jestem ciekawy co wymyślisz.- odezwał się od razu, a brunetka pomyślała chwilę.
- Już wiem. Wyjdź na środek ulicy i krzyknij kocham Rydel Lynch i chcę mieć z nią piątkę dzieci.- odparła Laura i zaśmiała się.
- Ja nie chciałabym mieć aż tyle dzieci.
- Oj tam nie marudź. Przecież to zdanie nie jest prawdzie. No chyba, że jest ja tam nie wiem.- powiedziała brunetka, a Ell się uśmiechnął.
- Okay idę.- odparł i wstał z podłogi. Wyszedł na środek ulicy.- Kocham Rydel Lynch! I chcę mieć z nią piątkę dzieci!- wykrzyczał na całe gardło i szybkp wszedł do domu, żeby uniknąć skarg sąsiadów. Usiadł z powrotem w kółku i zakręcił butelką. Wylosował Rocky'ego.
- No to co wybierasz dla siebie?- spytał Ratliff.
- Jeszcze się pytasz? Oczywiście, że wyzwanie. Ja pytań nie biorę, bo nic się wtedy nie dzieje.- uśmiechnął się Rocky.
- Idź do pana Greena i uprzedź go przed jutrzejszą zagładą kosmitów. Powiedz, że odstrasza ich cebula.
- On przecież nas nie lubi.
- Właśnie dlatego jego wbrałem.
- Okay idę do niego. Z takimi jest więcej radochy.- odparł Rocky i wyszedł z domu. Poszedł do budynku naprzeciwko i zadzwonił dzwonkiem. Po chwili drzwi otoworzył mężczyzna. Jak tylko zobaczył chłopaka mina mu zrzedła.
- Dobry wieczór.- odezwał się miło brunet.
- Czego chcesz?- spytał niemiło.
- Przyszedłem pana ostrzec. Jutro na naszą Ziemię przylecą kosmici i nas wszystkch pożrą. Trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Należy mieć przy sobie cebulę, bo ona ich odstrasza. Niech się pan na to przygotuje, bo to będzie koniec świata.- powiedział bardzo szybko Rocky.
- Nie zawracaj mi głowy takimi głupotami.- warknął.
- Ale to prawda.
- Jedyne przed czym muszę się strzeć to wy.
- My nie jesteśmy wcale tacy źli.
- Tak napewno.- odparł z ironią męzczyzna.- A tak w ogóle to czy możecie się nie wydzierać na środku ulicy?
- Możemy.- odparł Rocky, a sąsiad zamknął drzwi przed jego nosem.- Co za zrzędliwy stary dziad.- powiedział do siebie i poszedł do domu.
- I co udało ci się wykonać zadanie?- spytał Ellington.
- Powiedziałem to co trzeba, ale on powiedził, że jedyne przed czym musi się strzec to my. Jak zawsze był niemiły.
- On taki zawsze jest.- odezwał się Ross.
- Zresztą nie ma się co dziwić, bo to do niego idziemy z najgłupszymi zadaniami.- odparł Riker.
- Powinien już się do tego przywyczaić.- wzruszył ramionami Rocky.- Nie ważne kręcę.- powiedział i wypadło na Rydel.- Pytanie czy wzywanie?
- Znowu biorę wyzwanie.
- Okay już mam. Pocałuj Ellingtona.- uśmiechnął się.
- Że co mam zrobić?- spytała zdzwionym głosem.
- No co nie słyszałaś? Pocałuj Ell'a.
- Gdzie?
- Serio nie wiesz gdzie się całuje?
- O nie, nie, nie, ja nie pocałuje go w usta.- odpowiedziała pewnym głosem.
- Rocky my jesteśmy przecież przyjaciółmi.- odzwał się Ratliff.
- No dobra zmienię trochę. Pocałuj go w policzek, ale blisko ust.- uśmiechnął się Rocky.
- No tak jest już lepiej.- odparła Rydel i przusunęła się do niego, bo siedział naprzeciwko jej. Spojrzeli na siebie, a blodnynka zbliżyła się do niego i cmoknęła go niedaleko kącika jego ust. Poczuli, że ich serce oblewa fala ciepła. Szybko odsunęła się i spojrzeli na siebie, po czym uśmiechnęli się. Rydel wróciła na swoje miejsce, czyli między Laurą a Rocky'm.
- Jakie to było słodkie.- odezwała się Vanessa.
- Nie słodź mi tu.- odparła blondynka i zakręciła butelką, która wylosowała Rikera. Tak grali do 23:00. Każdy po drugim razie brał wyzwanie, ale odbywały się już w domu. Nie chcieli o tej porze przeszkadzać sąsiadom. Bawili się świetnie i czuli się dobrze w swoim towarzystwie.
- Może już kończmy tę grę i zbierajmy się do spania, co?- odezwała Rydel, a wszyscy się z nią zgodzili. Udali się na górę. Dziewczyny weszły do jednego pokoju.
- To która z was śpi na materacu, a która ze mną w łóżku?- spytała blondynka.
- Ja na łóżku.- odpowiedziała natychmiast Vanessa.
- Ej no.- oburzyła się Laura.
- Lau przugotowałam ten materac bardzo dobrze i jest na nim wygdonie tak jak na łóżku.- powiedziała Rydel.- Zresztą sama sprawdź.
- Okay.- odparła brunetka i położyła się na materacu.- Rzeczywiście jest wygodnie.
- A nie mówiłam?
- Muszę cię Rydel ostrzec, bo Vanessa bardzo się "rozgałęzia", więc nie zdziw się jeśli będziesz spała na kawałku łóżka.- zaśmiała się Laura.
- Haha bardzo śmieszne.- odparła jej siostra.- Ja wcale nie zajmuję całego łóżka.
- Jasne, że tak.- odpowiedziała z ironią brunetka.- Nie raz widziałam cię rozłożoną na cały materac.
- Okay może i zajmuję trochę misjaca, ale przecież nie śpię sama.
- Nie martw się Van ja też rozkładam się na całym łóżku. Myślę, że jakoś się pomieścimy.- odezwała się Rydel.
- Napewno nam się uda.
- Dobra to teraz kto idzie się pierwszy wykąpać?- spytała blondynka.
- Ja.- odparła Laura.
- Okay to idź do mojej łazienki.
- Dobrze.- odparła brunetka i weszła do pomieszczenia. Tam szybko się umyła i wyszła ubrana w piżamę.- Gdzie Van?- spytała, gdy nie zobaczyła swojej siostry w pokoju.
- Poszła się wykąpać do łazienki na dole.- odpowiedziała Rydel, a Laura pokiwała głową na znak, że zrozumiała.
- Wiesz, chce mi się pić.
- Idź do kuchni i tam coś napewno będzie. Poszłabym z tobą, ale chcę się umyć.
- Okay poradzę sobie.
- Picie powinno być w szafce na dole.
- Okay.- odparła Laura i wyszła z pokoju Rydel. Gdy zamknęła za sobą drzwi na korytarzu zobaczyła Rossa. Oniemiała na jego widok. Przyczyną tego było to, że chłopak był w samych bokerkach, a resztę ciała miał nagą. Brunetka najbardziej skupiała swój wzrok na jego klatce. Co jak co to on umięśnione ciało ma, przeszło jej przez myśl. Zarumieniła się lekko. Nie uszło to uwadze blondyna, który się jej przyglądał.
- O Laura.- odezwał się blodnyn.
- Cześć Ross.- uśmiechnęła się.
- Po co wyszłaś?
- Zachciało mi się pić.
- Mi tak samo. Może chodźmy razem?
- Okay.- odparła Laura i zeszli na dół do kuchni.
- Na co masz ochotę?
- Może być jakiś sok.
- Pomarańczowy może być?
- To mój ulubiony.- uśmiechnęła się, a on rówież.
- Mój też.- odparł i wyciągnął dwie szklanki, po czym nalał do nich napoju. Podał jedną Laurze.
- Dzięki.- powiedziała i wzięła łyka.
- Dzisiaj przepadło nam nasze spotkanie.
- A co chciałeś do mnie przyjść?
- Tak, ale i tak się widzimy teraz.
- No tak, ale to nie to samo, co leżenie pod gwiazdami.
- Czyli znowu chciesz wyjść z pokoju?
- Bardzo mi się to spodobało. Możemy tak cały czas robić?
- Jeśli tylko ty będziesz miała na to ochotę.- uśmiechnął się.
- To jutro będziesz?
- No nie wiem zastanowię się jeszcze.- odpowiedział żartobliwym tonem.
- Okay to myśl.- uśmiechnęła się.
- Teraz na mnie czekasz, prawda?
- Tak, bo już trochę się przyzwyczaiłam do twoich nocnych wizyt.
- Pierwszy raz i tak był najlepszy, bo wtedy zupełnie mnie się nie spodziewałaś.- uśmiechnął się.
- Przestraszyłeś mnie wtedy.
- Wiem, ale spodziewałem się, że tak zaeragujesz, bo niecodziennie chłopak wchodzi przez balokn do twojego pokoju.- zaśmiał się.
- Tak, ale teraz to już prawie codziennie.- uśmiechnęła się.- Pierwszy raz był zaskakujący, ale drugi też, bo nie przypuszczałam, że przyjdziesz.
- Tak, ale za trzecim razem już, tak?
- Tak wczoraj na ciebie czekałam.
- Teraz to już nie jest oryginalne.
- Nadal jest, bo tylko ty tak do mnie przychodzisz. Nie chciałabym, żeby inny chłopk tak zrobił.
- Nawet Jake?
- Wiesz, chyba nie, bo to jest takie nasze spotkanie.- uśmiechnęła się.
- Tylko nasze.- odwzajemnił jej gest. Na chwilę umilkli. Co chwilę przyglądali się sobie. Wzrok Laury sam kierował się głównie na klatkę Rossa. Nadal była trochę tym onieśmielona. On widział to i lekko się uśmiechał. Wypili do końca zawartość szklanki.
- Idziesz już spać?- spytał Ross.
- Tak, pójdę już do pokoju Rydel, bo jeszcze będzie się o mnie martwiła.- odpowiedziała Laura i wyszli z kuchni. Poszli po schodach na górę i stanęli na środku korytarza.
- No to musimy się pożeganać na tą noc.
- No musimy. Dobranoc Ross.
- Dobranoc Lau.- odparł i objął ją lekko w pasie. Brunetka trochę się zdzwiła tym gestem, ale zaraz zarzuciła swoje ręce na jego szyję. Była blisko jego ciała, więc czuła na sobie jego mięśnie. Obojgu spodobał się ten gest.
- Ooo... jacy wy jesteście słodcy.- odezwała się Vanessa, która w tej chwili weszła na górę i zobaczyła ich. Para od razu się od siebie odsunęła, a Laura zarumieniła się lekko.
- My tylko się żegnaliśmy.- odparła brunetka.
- Okay, ale przecież zobaczycie się rano.
- To już nie można przytulić się z przyjacielem?
- Można. Czy ja coś mówiłam na ten temat?- Vanessa podniosła ręce w geście obrony.
- Chodźmy już lepiej do pokoju.- powiedziała Laura i otworzyła drzwi. Gdy je zamykała Ross uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła gest i weszła do środka.
- Tak długo szukałaś picia?- spytała Rydel, która siedziała na łóżku.
- Po drodze spotkałam Rossa i zagadałam się z nim chwilę.- odpowiedziała Laura.
- Ja jeszcze zobaczyłam jak przytulają się na pożegnanie.- odezwała się Vanessa.
- Jak słodko.- odparła Rydel.
- W dodatku Ross był w samych bokserkach.
- I co Lau podoba ci się jego klata?- spytała blondynka i zaśmiała się, a brunetka zarumieniła się lekko.
- Eee... no robi wrażenie.- odpowiedziała trochę się zacinając.- Możecie dać już sobie spokój i nic już więcej nie mówć na ten temat?
- Okay.- odparły dziewczyny.
- No i w porządku, a teraz chcę już iść spać, bo jestem zmęczona.- powiedziała Laura i położyła się na materacu, po czym przykryła się kołdrą.
- Okay to jest dobry pomysł, bo też już padam.- odezwała się Vanessa i położyła się razem z Rydel na łóżku. Laura w tym czasie myślała o wcześniejszej rozmowie z Rossem. Cieszyła się, że ma takiego przyjaciela. Naprawdę bardzo go polubiła, a czas spędzny z nim zawsze ją rozweselał. Lubiła te spotkania w nocy. Wiedziała, że Ross jest jedną z ważniejszych osób w jej życiu. Nie chciała go stracić. Z takimi myślami nawet nie wiedziała kiedy usnęła.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podoba się rozdział? Myślę, że jest nudny. Nie miałam za dużo weny pisząc go. Po tym tygodniu w szkole jestem wykończona i na nic nie mam siły. Jednak udało mi się jakoś napisać rozdział. Jest w nim troszeczkę Raury, co pewnie was cieszy. Ich relacja zaczyna coraz bardziej się rozwijać, ale jeszcze nic większego nie będzie się z nimi działo przez najbliższe rozdziały.
Do napisania!!!
9 komentarzy=next
sobota, 17 października 2015
Rozdział 12
"We all regret the didn't, not the did's" ~ "Wszyscy żałujemy tego, czego nie zrobiliśmy" - Never Be The Same
~Los Angeles, 07.07.2015r.~
★Vanessa★
Leżę na łóżku i bezczynnie patrzę w sufit. Nudzi mi się i nie wiem co mam robić. Może pogadam sobie z Laurą? Nie, bo ona przecież rysuje, więc nie będe jej przeszkadzać. Może gdzieś się przejdę? Tylko gdzie? Dzisiaj mam chyba dzień lenia, bo na nic nie mam ochoty. Po chwili tą głuchą ciszę przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu. Wstałam z łóżka i podeszłam do biurka, na którym on leżał i wzięłam go do ręki. Zobaczyłam, że dzwoni Brayan i odebrałam.
- Hej Brayan.- odezwałam się miło.
- Hej Van, co tam u ciebie?- spytał.
- Nudzę się i nie mam co robić, a tak w ogóle to po co dzwonisz?
- Chcesz może się ze mną przejść do parku?
- Okay, o której?
- Jak możesz to nawet za chwilę.
- Okay to gdzie się spotykamy?
- W parku, bo aktualnie w nim jestem.
- Dobrze to będę za jakieś 10 minut jeśli się uda.
- Okay, to do zobaczenia.
- Pa.- odparłam i rozłączyłam się. No to, czyli mam już co robić. Podeszłam do lustra i sprawdziłam swój wygląd. Jest dobrze, ale jeszcze rozczesałam włosy i byłam gotowa. Wzięłam telefon i wsadziłam go do kieszeni spodenek i wyszła z pokoju. Zeszłam na dół i udałam się do kuchni.
- Cześć Natalie.- odezwałam się.
- Cześć Vanessa.- odpowiedziała i na chwilę przerwała wyrabianie ciasta.
- Wychodzę na spotkanie z Brayanem. Nie wiem, o której wrócę.
- Baw się dobrze.- uśmiechnęła się kobieta, a ja wyszłam z kuchni i udałam się na korytarz. Ubrałam buty i wyszłam z domu. Jak zawsze była ładna pogoda. Jestem ciekawa, czy w Los Angeles pada deszcz. Pewnie tak, ale rzadko. Przez ten tydzień na niebie nie pojawiła się ani jedna deszczowa chmura. Tutaj ciąglę świeci słonce, za to w Londynie padał deszcz i było zimno. Zdecywodanie wolę ładną i ciepłą pogodę. Zresztą co ja się tak zamyśliłam o tej pogodzie? Samo jakoś tak przyszło. Jestem ciekawa dlaczego Brayan chce się ze mną spotkać skroro widzieliśmy się wczoraj. Nie wiem, może ma mi coś ważnego do powiedzenia? On też przeprowadził się do LA. Zresztą chyba nawet nie miał wyboru, bo jego mama pracuje w firmie mojego taty. Jego mama też wyjechała wcześniej i on też tak jak my przyleciał tutaj. Cieszę się, że go mam, bo gdybym nie spotkała Lynchów i Ellingtona to on byłby moim jedynym przyjacielem. Bardzo go lubię, ale nic więcej. Przez nasze prawie pół roku znajomości nie zakochałam się w nim i raczej to się nie stanie. Brayan chyba nie jest mi przeznaczony. Może uda mi się spotkać jakiegoś chłopaka. Wyszłam już z mojej ulicy. Nie chce mi się iść do praku, a troche drogi tam mam, bo 15 minut zajmuje dojście na piechotę. Zaczęłam machać ręką aż w końcu zatrzymała się przede mną taksówka. Weszłam do środka.
- Dzień dobry. Proszę mnie zawieźć do parku.- powiedziałam, a kierowca ruszył. Szczerze to nie lubię za bardzi jeździć limuzyną, bo gdy z niej wysiadam to większość ludzi się na mnie patrzy. Tak przynajmniej mam trochę prywatności. Chociaż nikt nie zna za mnie, ani Laury. Mama i tata nie za często pokazują się z nami publicznie. Oni prawie w ogóle się nami nie interesują. Wiem, że Lau to boli, ale mnie również. Co to są za rodzice, którzy nie zajmują się swoimi dziećmi? Wiem, że nie powinnam narzekać na nich, bo przecież to w końcu moja rodzina. Muszę cieszyć się z tego, co mam. Doceniam to, że robią to co kochają, ale czasami mogliby zwrócić na nas uwagę. Jednak co mogę z tym zrobić? Wiadomo mogę porozmawiać, ale oni ten tematu zawsze unikają. No trudno muszę pogodzić się z tym tak jak jest. Może kiedyś to się zmieni. Mam nadzieję. Spojrzałam w okno i zauważyłam, że taksówka zbliża się do parku. Po chwili zatrzymała się, a ja podziękowałam kierowcy za podwózkę i zapłaciłam. Wysiadłam z samochodu i poszłam do parku. Szłam alejką i szukałam wzrokiem Brayana. Nigdzie nie mogłam go zobaczyć. Gdzie on się podziewa? Po chwili zobaczyłam go, siedzącego na ławce. Patrzył przed siebie i wyglądał na zamyślonego, więc mnie nie zauważył. Podeszłam do niego i usiadłam obok.
- Hej Brayan.- odezwałam się wesoło, a on spojrzał na mnie.
- O hej Vanessa. Kiedy przyszłaś? Nie zauważyłem cię.- odpowiedział.
- Przed chwilką. Z daleka wyglądałeś na zamyślonego. Coś się stało?
- Nie, nic się poważnego nie stało.- odparł jednak widziałam, że coś go trapi.
- Widzę, że coś cię męczy. Powiedz, a napewno ci ulży.- powiedziałam, a on westchnął i spojrzał na mnie niepewnie. Okay zaczynam się trochę niecierpliwić. Coś musiało się stać, że jest taki małomówny. Zazwyczaj to on najwięcej mówi. Widzę, że coś go gryzie i chyba boi mi się tego powiedzieć. Co to jest skoro on tak się zachowuje? Jego milczenie zaczyna mnie już coraz bardziej niecierpliwić. Co się z nim dzieje?
- Brayan no powiedz coś w końcu. Wyrzuć to z siebie.- odezwałam się i czekałam na reakcje z jego strony. Jednak chyba się nie doczekam, bo on głośno westchnął. Rozejrzałam się po parku i mój wzrok napotkał znajomą mi osobę. Mianowicie chodzi mi o Rikera. Szedł w naszą stronę, ale chyba jeszcze mnie nie zobaczył. Jednak po chwili nasze spojrzenia się spotkały. Zauważyłam zaskoczenie na jego twarzy. Po kilku sekundach był już obok naszej ławki.
- Van, muszę ci powiedzieć, że...- zaczął Brayan, ale nie dokończył, bo przerwał mu Riker.
- O cześć Vanessa.- odezwał się i uśmiechnął się do mnie.
- Hej Riker.- odpowiedziałam i spojrzałam na Brayana, który nie wydawał się wesoły na jego widok. Zauważyłam, że jest zawiedziony.
- Co tam u ciebie?- spytał blondyn.
- W porządku, a u ciebie?
- Spoko jakoś leci. Może mnie przedstawisz?
- Jasne. Riker to jest Brayan mój przyjaciel, Brayan to jest Riker mój nowy znajomy.- powiedziałam, z chłopaki uścisnęli sobie dłonie.
- Van to ja już sobie pójdę.- odezwał się Brayan.
- Przecież chciałeś mi coś powiedzieć.
- Już nie ważne. Może innym razem.
- Okay, to pa.- uśmiechnęłam się.
- Pa Vanessa.- odparł i objął mnie lekko. Ja odezajemniłam jego uścisk i po chwili się puściliśmy. Wstał i odszedł, zostawiając mnie sam na sam z Rikerem.
- Coś on nie był w humorze.- odezwał się blondyn i usiadł obok mnie.
- Najwyraźniej tak. Widziałam, że coć go gryzie, ale nie chce mi tego powiedzieć.- odpowiedziałam.
- Czyli to twój przyjaciel, tak?
- Tak, zgadza się.
- Mówiłaś, że nie masz żadnych znajomych.
- Jakoś wyleciało mi to z głowy. Zresztą o tym wspominała Laura, a ja nie. Zresztą, co ty tutaj robisz?- spytałam.
- Chciałem sobie trochę odpocząć od mojego rodzeństwa i pomyśleć w ciszy i spokoju.
- W waszym domu cicho raczej nie jest.- zaśmiałam się.
- Tak, ale o tym już się sama trochę przekonałaś.- uśmiechnął się.
- Może się przejdźmy? Nie chce mi się siedzieć.
- Okay, czemu nie.- odparł Riker i wstaliśmy z ławki. Zaczęliśmy iść wolnym tempem.- Jeszcze nie mieliśmy okazji bliżej się poznać.
- Tak to prawda.- przytaknęłam.
- Długo znasz już swojego przyjaciela?- spytał.
- Prawie pół roku. W zasadzie to jesteśmy tak jakby parą.
- Co? Przecież powiedziałaś, że się przyjaźnicie.- przerwał mi.
- Powiedziałam tak jakby jesteśmy parą.- podkreśliłam te słowa.- Udajemy tylko przy naszych rodzicach, bo to moi mnie spiknęli z Brayanem.
- Twoi rodzicie wybrali ci chłopaka?
- Tak, ale Laurze też tak robią. Zresztą my możemy się sprzeciwić jeśli się nam nie spodoba. Odkąd jestem dorosła miałam już sześciu kandydatów, ale oni byli synami milionerów i nie byli mili i sympatyczni, więc odrzucałam ich. Pół roku temu przedstawili mi Brayana. Po bliższym poznaniu okazał się sympatycznym chłopakiem. Jednak oboje nie chceliśmy być parą, bo uważaliśmy, żeby nią być to trzeba coś do siebie czuć, a my tylko się lubiliśmy. Rodzicom, żeby byli zadowoleni powiedzieliśmy, że jesteśmy razem. Tylko przy nich udajemy. Na osobności jesteśmy przyjaciółmi i dobrze się ze sobą dogadujemy. Przepraszam, że tak się rozgadałam, ale samo tak wyszło.- skończyłam swój monolog.
- Nie no co ty, przyjemnie mi się ciebie słuchało.- uśmiechnął się Riker.- Czyli nic do niego nie czujesz?
- Nie i trochę mnie to dziwi. Znamy się już prawie pół roku, a ja nadal tylko go lubię i nic więcej. Nie wiem dlaczego tak jest, ale chyba Brayan nie jest mi przeznaczony. Wolę go jako przyjaciela.
- A on coś do ciebie czuje?
- Raczej nie, ale nie wiem. Zawsze mówił, że mnie lubi i nic po za tym.
- Dobrze udaje wam się grać parę?
- My po prostu jesteśmy sobą. Tylko trzymamy się za rękę i nic więcej.
- Ani razu się nie pocałowaliście?
- Nie, bo przecież się przyjaźnimy. Jednak miesiąc temu on chyba chciał tego, bo zaczął się do mnie przybliżać, a ja odsunęłam się, bo przyjaciele się nie całują.
- Skoro on tego chciał, to może jednak coś do ciebie czuje tylko to ukrywa, bo ty go nie kochasz.- powiedział Riker, a mnie to trochę zastanowiło.
- Nie wiem, może, ale wątpię. Chciaż w sumie. Może wpłynęła po prostu na niego chwila. Riker ja nie wiem co mam o tym myśleć.- odpowiedziałam bez ładu i składu.
- Jabyś zareagowała, gdybyś się dowiedziała, że on chce czegoś więcej niż przyjaźni?
- Zadajesz mi trudne pytania. Nie wiem, bo nie przytrafiło mi się coś takiego. Pewnie bym zaakceptowała jego uczucia, ale nie powiedziałabym mu, że czuję do niego to samo. Boję się, że tym by się uraził.
- Jeśli dobrze się dogadujecie to zrozumie twoje zdanie.
- Pewnie tak. Skoro ty mnie tak wypytujesz to teraz ty mi coś o sobie powiedz. Masz dziewcznę?- spytałam.
- Nie mam, ale w swoim życiu miałem trzy.- odpowiedział Riker.
- Opowiedz mi coś o nich.- uśmiechnęłam się.
- Okay, no więc swoją pierwszą dziewczynę miałem w wieku 15 lat. Jedanak to nie była prawdziwa miłość, bo jak ma ona wyglądać w takim wieku? To była bardzo fajna dziewczyna. Nazywała się Cathyy. Byliśmy ze sobą cztery miesięce, ale to i tak długo jak na pierwszy związek.
- Dlaczego się rozstaliście?- spytałam.
- Stwierdziliśmy, że to nie ma sensu, bo się nie kochamy. Zerwaliśmy też dlatego, że ona zakochała się w swoim przyjacielu i on odwzajemniał jej uczucia, więc nie chciałem im stawać na drodze.
- Dobrze zrobiłeś.
- Wiem. Druga była Elizabeth, ale wszyscy mówili do niej Liz. Poznałem ją, gdy miałem 18 lat. To już był poważniejszy związek, bo byliśmy razem prawie rok. Przy niej zrozumiałem, co to jest prawdziwa miłość. Ona była naprawdę miłą i sympatyczną dziewczyną. Dodawała mojemu życiu szczęścia. Oboje znaliśmy siebie na wylot i doskonale się rozumieliśmy. To był mój najlpeszy związek. Niestety ona wyjechała do Nowego Jorku na studia. Nie chcieliśmy tworzyć związku na odległość, bo to zwykle nie wychodzi. Rozstaliśmy się w przyjaźni. Jednak po roku nasz kontakt się urwał, gdy spotkała innego chłopaka.
- Cierpiałeś, gdy wyjechała?- spytałam.
- Tak, bardzo za nią tęskniłem, ale wraz z naszym urwanym kontaktem moja miłość do niej wygasała.
- Szkoda, bo po twoim opowidaniu twierdzę, że byliście bardzo udaną parą.
- Tak i to bardzo. Jednak losu nie da się pogodzić.- westchnął.- Moją trzecią dziewczyną była Jessica. Miałem wtedy 22 lata. Jess była fajną dziewczyną. Jednak nie czułem się przy niej tak jak przy Liz. Może dlatego, że miała inny charakter. Liz była spokojna, a Jessica pełna energii. Nasz związek trwał tylko dwa miesiące.
- Dlaczego tak krótko?- spytałam.
- Zdradzała mnie. Tak właściwie to ona miała chłopaka od miesiąca od naszego poznania. Była ze mną tylko ze względu na sł...- przerwał.- nie ważne dlaczego, powiem ci to kiedy indziej. Ona nawet mnie nie kochała. Zresztą ja jej też nie. Byłem tylko nią zauroczony.
- Jak się dowiedziałeś, że ona ma chłopaka?
- Zobaczyłem jak się całują. Gdy spytałem, co to ma znaczyć, to ona opowiedziała mi prawdę. Nawet nie byłem smutny. Byłem zły, że nie zauważyłem tego wcześniej. Tak to właśnie układały się moje relacje z dziewcznami.
- No historię miłosną to ty masz.- powiedziałam.
- Tak nawet trochę długą.- uśmiechnął się.
- Teraz nie spotkałeś żadnej dziewczyny?
- Nie, ale ja czekam na tą wyjątkową. Taką, którą pokocham tak samo lub mocniej jak Liz.
- Nie masz żadnej na oku?
- No jest taka jedna.- powiedział i wyglądał na trochę speszonego.
- Czyli jednak jakaś ci się podoba. Znasz ją?
- Trochę tam o niej wiem.
- Długo się znacie?
- Jakieś pare dni.
- To trochę któtko, ale zawsze coś jest.- uśmiechnęłam się.
- Tak. Ona jest bardzo fajną dziewczyną.- odparł.
- Życzę ci z nią szczęścia. Może wam się kiedyś uda być razem.
- Mam taką nadzieję.- uśmiechnął się.
- Wiesz przyjemnie mi się z tobą rozmawia.- powiedziałam.
- Mi z tobą również. Cieszę się, że się spotkaliśmy, mimo że było to przypadkowo.
- Tak, ale fajnie spędziliśmy razem czas.
- Teraz wiemy już o sobie więcej niż na początku.
- Wcześniej po prostu nie mieliśmy okazji porozmawiać sam na sam.
- Możemy częścej tak razem wychdzić do parku lub na plażę, co ty na to?- spytał.
- Okay zgadzam się.- uśmiechnęłam się do niego.
- To fajnie.- odwzajemnił mój gest.
- Cieszę się, że poznałam ciebie, twoje rodzeństwo i Ellingtona. Naprawdę bardzo sympatyczni i radośni z was ludzie.
- Witaj w gronie przyjaciół, bo możemy być nimi dla ciebie i Laury.
- Okay. Lubicie nas ze względu na to jakie jesteśmy, prawda?- spytałam, bo chciałam się upewnić.
- Tak i wiem o co ci chodzi. Nie martw się my nie zwracamy uwagi na to, że jesteście bogate. My nie jesteśmy z tych ludzi, którzy patrzą na pieniądze zamiast na charakter. Bardzo was polubiliśmy.- odpowiedział.
- Tą odpowiedzią rozwiałeś moje wątpliwości.
- Po prostu to była prawda.- uśmiechnął się.
- Ona jest lepsza od kłamstwa, mimo że czasami może ona zranić.
- Ja nie lubię ranić ludzi. Wolę żyć z nimi w przyjaźni.
- Ja też.
- Mam pomysł. Może ty i Laura wpadniecie do nas dzisiaj na noc? Spytam Rydel o zgodę, ale ona się zgodzi. Jest dopiero 18:00, więc co ty na to?- zaproponował Riker.
- Okay, z chęcią do was przyjdzemy. Zresztą wszyscy razem nie widzielieśmy się przez dwa dni.- uśmechnęłam się.
- To super. Może powoli wracajmy, bo musimy powiadomić o tym resztę.- powiedział, a ja przytaknęłam głową i zawróciliśmy. Droga do wyjścia z parku upłynęła nam na żywej rozmowie, a czas płynął mi bardzo szybko. W końcu znaleźliśmy się na chodniku.
- Czyli musimy się już pożegnać.- odparłam.
- No niestety, ale przecież zobaczymy się jeszcze dzisiaj.
- To pa Riker.- uśmiechnęłam się.
- Pa Van. Chyba mogę tak na ciebie mówić?- zapytał szybko.
- Pewnie, tak mówią do mnie przyjaciele.
- Okay, to widzimy się niedługo.- uśmiechnął się Riker i rozeszliśmy się w swoje strony. Nie chciało mi się iść na nogach, więc zaczęłam machać ręką na taksówkę i po chwili stanęła przede mną. Podałam kierowcy adres i ruszyliśmy. Cieszę się, że spędziłam ten czas z Rikerem. Dobrze czuję się w jego towarzystwie. On jest naprawdę bardzo miłym i sympatycznym chłopakiem, któremu można zaufać. Jestem ciekawa jaka to dziewczyna jest na jego oku. Nie, żebym była zazdrosna. Ja tylko jestem ciekawa jaka ona jest. Zna ją pare dni, czyli poznał ją, gdy przyjechaliśmy do LA. Dlaczego nie miałam okazji jej poznać? Pewnie on spotykał się z nią, gdy ja i Laura nie byłyśmy z nim i jego rodzeństwem. Nie będę już więcej myśleć na ten temat, bo to jest jego sprawa. Bardzej interesuje mnie to co chciał mi powiedzieć Brayan. Był taki spięty i nie mógł z siebie wydusić słowa. To musiało być coś poważnego. Tylko co? Co jeśli Riker miał rację i on coś do mnie czuje? Może właśnie to chciał mi powiedzieć tylko nie wiedział jak? Pewnie bał się mojej reakcji. Ja zaakceptowałabym to, ale co byłoby wtedy z naszą przyjaźnią skoro ja go nie kocham, a on mnie tak? Nie on nie może być we mnie zakochany. To nie było to. Napewno nie. To było coś innego. Nie mogę już o tym myśleć! Koniec tych przemyślań! Ja wcale o tym nie myślę! Co ja wygaduję, przecież okłamję sama siebie. Nie myśl! Nie myśl! To nie jest prawda! Po chwili zadzwonił mój telefon, więc wyciągnęłam go z kieszeni spodenek. Zauważyłam, że to Rydel i odebrałam.
- Hej Delly.- odezwałam się wesoło.
- Hej Vanessa. Riker powiedział mi, że chce, żebyście do nas przyszły na noc i ja się zgadzam.- powiedziała radośnie.
- To super. Teraz jeszcze jadę taksówką, więc powiem o tym Laurze, gdy będę w domu, ale ona się zgodzi. Możecie się szykować.
- Tylko, że to będzie wspólny wieczór, a nie babski. Będziecie spać u mnie to sobie wtedy pogadamy.
- Okay, a o której mamy przyjść?
- O której chcecie. To zależy w jakim czasie się wyszykujecie.
- Okay to załóżmy, że będziemy u was więcej niż za pół godziny.
- Dobrze, czyli wszystko mamy już omówione. Do zobaczenia.
- Pa Rydel.- powiedziałam i rozłączyłam się. O tak to zdecydoawnie będzie udany wieczór. Po 3 minutach taksówka stanęła przed domem. Zapłaciłam kierowcy i wyszłam z auta. Przeszłam przez bramę i po chwili byłam już w środku. Zdjęłam buty i udałam się do kuchni. Tam powiadomiłam Natalie, że ja i Laura będziemy nocować u naszych przyjaciół, po czym poszłam na górę. Zapukałam do drzwi, ale nie usłyszałam proszę, więc weszłam do środka pokoju mojej siostry. Nie było jej w "saloniku" tak nazwała część pomieszcznia, w którym była kanapa, biurko, szafki i telewizor. Udałam się do jej sypialni i tam zastałam ją leżącą na łóżku ze słuchawakami na uszach. Miała zamknięte oczy, więc mnie nie zauważyła. To dlatego się nie odezwała. Podeszłam do niej i poszturchałam delikatnie w ramię, a ona otworzyła oczy.
- O hej Van.- uśmiechnęła się, po czym ściągnęła słuchawki.
- Hej Lau. Mam dobrą wiadomość.- powiedziałam.
- Jaką?- spytała i usiadła po turecku.
- Będziemy dzisiaj nocować u Lynchów i Ellingtona.- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Tak? To super. Kto wpadł na ten pomysł?
- Riker.
- Riker? To ty się dziś z nim widałaś?
- No tak, ale naprawdę to miałam się spotkać z Brayanem w parku, bo do mnie zadzownił. Chciał mi coś powiedzieć, ale się bał. Wtedy, gdy już zbierał się na wyjawienie mi tego, to przyszedł Riker, a Brayan odszedł. Zostałam sam na sam z Rikerem i zaczęliśmy rozmawiać, przy tym lepiej się poznaliśmy i pod koniec zaporoponował, żebyśmy przyszły do nich na noc. Taka o to przydarzyła mi się dziś historia.- skończyłam opowiadać.
- Fajnie. Ciekawe, co Brayan chciał ci powdzieć.- odparła Laura.
- Nie mam pojęcia, ale był bardzo spięty i poddenerwowany.- powiedziałam i widziałam, że siostra na czymś się zastanawia. Ciekawi mnie co tam kryje się w je umyśle.
- Cokolwiek to było to musiało być dla niego ważne skoro bał ci się o tym powiedzieć.- odezwała się po chwili.
- Tak napewno.- przytaknęłam. Zapanowała pomiędzy nami cisza.
- Van widzę, że coś cię dręczy. Jak chcesz to mi o tym powiedz, bo lepiej wyrzucić coś z siebie niż chować w sercu.- odezwała się Laura. Jak ona dobrze mnie zna.
- Tak masz rację. Jedna sprawa mnie nurtuje i wiąże się z Brayanem. Nie wpadłabym na to, gdyby nie Riker.- przerwałam na chwilę.
- Zamieniam się w słuch.- powiedziała i poprawiła się w miejscu.
- Riker pytał mnie, czy czuję coś do Brayna, czy on coś do mnie czuje, czy się całowaliśmy, a ja na to wszystko odpowiedziałam nie. Chociaż co do pocałunku to Brayan chciał to zrobić miesiąc temu, ale o tym przecież wiesz. Po tym Riker powiedział, że on może coś do mnie czuje. Ta sprawa mnie teraz męczy. Co jeśli to jest prawda? Co wtedy stanie się z naszą przyjaźnią? Jak się będzimy zachowywać w swoim towarzystwie? Przecież ja go nie kochałam, nie kocham i raczej nie będę kochać. Za długo już żyję z nim w przyjaźni, żeby teraz poczuć coś więcej. Ja go tylko lubię. Brayan chyba nie jest mi przeznaczony. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Laura pomóż mi.- powiedziałam.
- Van, nie zadręczaj się myślami to tym, bo może to nie jest prawda. Na ten pocałunek wtedy może wpłynęła na niego tylko chwila, a nie uczucia, ale ja tego nie wiem. Myślę, że wam się jakoś ułoży.
- Tak myślisz?
- Tak, a teraz ogarnij się już, bo musimy przygotować się do nocowania u Lynchów.- odparła żywo Laura i wstała z łóżka.
- Właśne prawie bym zapomniała o tym. Tak w ogóle to dziękję, ze mnie wysłuchałaś.- uśmiechnęłam się do niej.
 , - Nie ma za co, bo przecież ty też zawsze mi doradzasz.- odwzajemniła mój gest.- Ale teraz idź już się szykować.
- Okay.- odparłam i wstałam z łóżka, po czym wyszłam z jej pokoju i udałam się do swojego. Wzięłam moją piżamę i ubrania na jutro. Więcej chyba już mi nie potrzeba. Spakowałam te ubrania do małej torby i poszłam z powrotem do pokoju Laury.
- Jesteś już gotowa?- spytałam.
- Tak, możemy już iść.- uśmiechnęła się. Udałyśmy się na dół i weszłyśmy do kuchni.
- Cześć Natalie.- odezwałyśmy się.
- Cześć. Już wychodzicie?- spytała kobieta.
- Tak, wrócimy jutro przed południem.- powiedziała Laura.
- Powiesz o tym rodzicom?- zapytałam.
- Powiadomię ich o tym.
- Dobrze, to my już idzemy.- odparłam.
- Bawicie się dobrze.- uśmiechnęła się gosposia, a my wyszłyśmy z kuchni. Na korytarzu ubrałyśmy buty i wyszłyśmy z domu.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podobał się rozdział? Mi tak sobie, bo myślę, że nic się w nim nie dzieje i jest trochę nudny. Poświęciłam go głównie Rikessie, bo ta para też zaistnieje na tym blogu, żeby było ciekawiej. To w następnym ukarze się R5. Jeśli chodzi o Raurę to ich relacja jeszcze długo będzie opierała się na przyjaźni.
Co myślicie o nowym teledysku R5? Mi tak nawet się podoba, ale trochę za mało było reszty zespołu.
Do napisania!!!
9 komentarzy=next
~Los Angeles, 07.07.2015r.~
★Vanessa★
Leżę na łóżku i bezczynnie patrzę w sufit. Nudzi mi się i nie wiem co mam robić. Może pogadam sobie z Laurą? Nie, bo ona przecież rysuje, więc nie będe jej przeszkadzać. Może gdzieś się przejdę? Tylko gdzie? Dzisiaj mam chyba dzień lenia, bo na nic nie mam ochoty. Po chwili tą głuchą ciszę przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu. Wstałam z łóżka i podeszłam do biurka, na którym on leżał i wzięłam go do ręki. Zobaczyłam, że dzwoni Brayan i odebrałam.
- Hej Brayan.- odezwałam się miło.
- Hej Van, co tam u ciebie?- spytał.
- Nudzę się i nie mam co robić, a tak w ogóle to po co dzwonisz?
- Chcesz może się ze mną przejść do parku?
- Okay, o której?
- Jak możesz to nawet za chwilę.
- Okay to gdzie się spotykamy?
- W parku, bo aktualnie w nim jestem.
- Dobrze to będę za jakieś 10 minut jeśli się uda.
- Okay, to do zobaczenia.
- Pa.- odparłam i rozłączyłam się. No to, czyli mam już co robić. Podeszłam do lustra i sprawdziłam swój wygląd. Jest dobrze, ale jeszcze rozczesałam włosy i byłam gotowa. Wzięłam telefon i wsadziłam go do kieszeni spodenek i wyszła z pokoju. Zeszłam na dół i udałam się do kuchni.
- Cześć Natalie.- odezwałam się.
- Cześć Vanessa.- odpowiedziała i na chwilę przerwała wyrabianie ciasta.
- Wychodzę na spotkanie z Brayanem. Nie wiem, o której wrócę.
- Baw się dobrze.- uśmiechnęła się kobieta, a ja wyszłam z kuchni i udałam się na korytarz. Ubrałam buty i wyszłam z domu. Jak zawsze była ładna pogoda. Jestem ciekawa, czy w Los Angeles pada deszcz. Pewnie tak, ale rzadko. Przez ten tydzień na niebie nie pojawiła się ani jedna deszczowa chmura. Tutaj ciąglę świeci słonce, za to w Londynie padał deszcz i było zimno. Zdecywodanie wolę ładną i ciepłą pogodę. Zresztą co ja się tak zamyśliłam o tej pogodzie? Samo jakoś tak przyszło. Jestem ciekawa dlaczego Brayan chce się ze mną spotkać skroro widzieliśmy się wczoraj. Nie wiem, może ma mi coś ważnego do powiedzenia? On też przeprowadził się do LA. Zresztą chyba nawet nie miał wyboru, bo jego mama pracuje w firmie mojego taty. Jego mama też wyjechała wcześniej i on też tak jak my przyleciał tutaj. Cieszę się, że go mam, bo gdybym nie spotkała Lynchów i Ellingtona to on byłby moim jedynym przyjacielem. Bardzo go lubię, ale nic więcej. Przez nasze prawie pół roku znajomości nie zakochałam się w nim i raczej to się nie stanie. Brayan chyba nie jest mi przeznaczony. Może uda mi się spotkać jakiegoś chłopaka. Wyszłam już z mojej ulicy. Nie chce mi się iść do praku, a troche drogi tam mam, bo 15 minut zajmuje dojście na piechotę. Zaczęłam machać ręką aż w końcu zatrzymała się przede mną taksówka. Weszłam do środka.
- Dzień dobry. Proszę mnie zawieźć do parku.- powiedziałam, a kierowca ruszył. Szczerze to nie lubię za bardzi jeździć limuzyną, bo gdy z niej wysiadam to większość ludzi się na mnie patrzy. Tak przynajmniej mam trochę prywatności. Chociaż nikt nie zna za mnie, ani Laury. Mama i tata nie za często pokazują się z nami publicznie. Oni prawie w ogóle się nami nie interesują. Wiem, że Lau to boli, ale mnie również. Co to są za rodzice, którzy nie zajmują się swoimi dziećmi? Wiem, że nie powinnam narzekać na nich, bo przecież to w końcu moja rodzina. Muszę cieszyć się z tego, co mam. Doceniam to, że robią to co kochają, ale czasami mogliby zwrócić na nas uwagę. Jednak co mogę z tym zrobić? Wiadomo mogę porozmawiać, ale oni ten tematu zawsze unikają. No trudno muszę pogodzić się z tym tak jak jest. Może kiedyś to się zmieni. Mam nadzieję. Spojrzałam w okno i zauważyłam, że taksówka zbliża się do parku. Po chwili zatrzymała się, a ja podziękowałam kierowcy za podwózkę i zapłaciłam. Wysiadłam z samochodu i poszłam do parku. Szłam alejką i szukałam wzrokiem Brayana. Nigdzie nie mogłam go zobaczyć. Gdzie on się podziewa? Po chwili zobaczyłam go, siedzącego na ławce. Patrzył przed siebie i wyglądał na zamyślonego, więc mnie nie zauważył. Podeszłam do niego i usiadłam obok.
- Hej Brayan.- odezwałam się wesoło, a on spojrzał na mnie.
- O hej Vanessa. Kiedy przyszłaś? Nie zauważyłem cię.- odpowiedział.
- Przed chwilką. Z daleka wyglądałeś na zamyślonego. Coś się stało?
- Nie, nic się poważnego nie stało.- odparł jednak widziałam, że coś go trapi.
- Widzę, że coś cię męczy. Powiedz, a napewno ci ulży.- powiedziałam, a on westchnął i spojrzał na mnie niepewnie. Okay zaczynam się trochę niecierpliwić. Coś musiało się stać, że jest taki małomówny. Zazwyczaj to on najwięcej mówi. Widzę, że coś go gryzie i chyba boi mi się tego powiedzieć. Co to jest skoro on tak się zachowuje? Jego milczenie zaczyna mnie już coraz bardziej niecierpliwić. Co się z nim dzieje?
- Brayan no powiedz coś w końcu. Wyrzuć to z siebie.- odezwałam się i czekałam na reakcje z jego strony. Jednak chyba się nie doczekam, bo on głośno westchnął. Rozejrzałam się po parku i mój wzrok napotkał znajomą mi osobę. Mianowicie chodzi mi o Rikera. Szedł w naszą stronę, ale chyba jeszcze mnie nie zobaczył. Jednak po chwili nasze spojrzenia się spotkały. Zauważyłam zaskoczenie na jego twarzy. Po kilku sekundach był już obok naszej ławki.
- Van, muszę ci powiedzieć, że...- zaczął Brayan, ale nie dokończył, bo przerwał mu Riker.
- O cześć Vanessa.- odezwał się i uśmiechnął się do mnie.
- Hej Riker.- odpowiedziałam i spojrzałam na Brayana, który nie wydawał się wesoły na jego widok. Zauważyłam, że jest zawiedziony.
- Co tam u ciebie?- spytał blondyn.
- W porządku, a u ciebie?
- Spoko jakoś leci. Może mnie przedstawisz?
- Jasne. Riker to jest Brayan mój przyjaciel, Brayan to jest Riker mój nowy znajomy.- powiedziałam, z chłopaki uścisnęli sobie dłonie.
- Van to ja już sobie pójdę.- odezwał się Brayan.
- Przecież chciałeś mi coś powiedzieć.
- Już nie ważne. Może innym razem.
- Okay, to pa.- uśmiechnęłam się.
- Pa Vanessa.- odparł i objął mnie lekko. Ja odezajemniłam jego uścisk i po chwili się puściliśmy. Wstał i odszedł, zostawiając mnie sam na sam z Rikerem.
- Coś on nie był w humorze.- odezwał się blondyn i usiadł obok mnie.
- Najwyraźniej tak. Widziałam, że coć go gryzie, ale nie chce mi tego powiedzieć.- odpowiedziałam.
- Czyli to twój przyjaciel, tak?
- Tak, zgadza się.
- Mówiłaś, że nie masz żadnych znajomych.
- Jakoś wyleciało mi to z głowy. Zresztą o tym wspominała Laura, a ja nie. Zresztą, co ty tutaj robisz?- spytałam.
- Chciałem sobie trochę odpocząć od mojego rodzeństwa i pomyśleć w ciszy i spokoju.
- W waszym domu cicho raczej nie jest.- zaśmiałam się.
- Tak, ale o tym już się sama trochę przekonałaś.- uśmiechnął się.
- Może się przejdźmy? Nie chce mi się siedzieć.
- Okay, czemu nie.- odparł Riker i wstaliśmy z ławki. Zaczęliśmy iść wolnym tempem.- Jeszcze nie mieliśmy okazji bliżej się poznać.
- Tak to prawda.- przytaknęłam.
- Długo znasz już swojego przyjaciela?- spytał.
- Prawie pół roku. W zasadzie to jesteśmy tak jakby parą.
- Co? Przecież powiedziałaś, że się przyjaźnicie.- przerwał mi.
- Powiedziałam tak jakby jesteśmy parą.- podkreśliłam te słowa.- Udajemy tylko przy naszych rodzicach, bo to moi mnie spiknęli z Brayanem.
- Twoi rodzicie wybrali ci chłopaka?
- Tak, ale Laurze też tak robią. Zresztą my możemy się sprzeciwić jeśli się nam nie spodoba. Odkąd jestem dorosła miałam już sześciu kandydatów, ale oni byli synami milionerów i nie byli mili i sympatyczni, więc odrzucałam ich. Pół roku temu przedstawili mi Brayana. Po bliższym poznaniu okazał się sympatycznym chłopakiem. Jednak oboje nie chceliśmy być parą, bo uważaliśmy, żeby nią być to trzeba coś do siebie czuć, a my tylko się lubiliśmy. Rodzicom, żeby byli zadowoleni powiedzieliśmy, że jesteśmy razem. Tylko przy nich udajemy. Na osobności jesteśmy przyjaciółmi i dobrze się ze sobą dogadujemy. Przepraszam, że tak się rozgadałam, ale samo tak wyszło.- skończyłam swój monolog.
- Nie no co ty, przyjemnie mi się ciebie słuchało.- uśmiechnął się Riker.- Czyli nic do niego nie czujesz?
- Nie i trochę mnie to dziwi. Znamy się już prawie pół roku, a ja nadal tylko go lubię i nic więcej. Nie wiem dlaczego tak jest, ale chyba Brayan nie jest mi przeznaczony. Wolę go jako przyjaciela.
- A on coś do ciebie czuje?
- Raczej nie, ale nie wiem. Zawsze mówił, że mnie lubi i nic po za tym.
- Dobrze udaje wam się grać parę?
- My po prostu jesteśmy sobą. Tylko trzymamy się za rękę i nic więcej.
- Ani razu się nie pocałowaliście?
- Nie, bo przecież się przyjaźnimy. Jednak miesiąc temu on chyba chciał tego, bo zaczął się do mnie przybliżać, a ja odsunęłam się, bo przyjaciele się nie całują.
- Skoro on tego chciał, to może jednak coś do ciebie czuje tylko to ukrywa, bo ty go nie kochasz.- powiedział Riker, a mnie to trochę zastanowiło.
- Nie wiem, może, ale wątpię. Chciaż w sumie. Może wpłynęła po prostu na niego chwila. Riker ja nie wiem co mam o tym myśleć.- odpowiedziałam bez ładu i składu.
- Jabyś zareagowała, gdybyś się dowiedziała, że on chce czegoś więcej niż przyjaźni?
- Zadajesz mi trudne pytania. Nie wiem, bo nie przytrafiło mi się coś takiego. Pewnie bym zaakceptowała jego uczucia, ale nie powiedziałabym mu, że czuję do niego to samo. Boję się, że tym by się uraził.
- Jeśli dobrze się dogadujecie to zrozumie twoje zdanie.
- Pewnie tak. Skoro ty mnie tak wypytujesz to teraz ty mi coś o sobie powiedz. Masz dziewcznę?- spytałam.
- Nie mam, ale w swoim życiu miałem trzy.- odpowiedział Riker.
- Opowiedz mi coś o nich.- uśmiechnęłam się.
- Okay, no więc swoją pierwszą dziewczynę miałem w wieku 15 lat. Jedanak to nie była prawdziwa miłość, bo jak ma ona wyglądać w takim wieku? To była bardzo fajna dziewczyna. Nazywała się Cathyy. Byliśmy ze sobą cztery miesięce, ale to i tak długo jak na pierwszy związek.
- Dlaczego się rozstaliście?- spytałam.
- Stwierdziliśmy, że to nie ma sensu, bo się nie kochamy. Zerwaliśmy też dlatego, że ona zakochała się w swoim przyjacielu i on odwzajemniał jej uczucia, więc nie chciałem im stawać na drodze.
- Dobrze zrobiłeś.
- Wiem. Druga była Elizabeth, ale wszyscy mówili do niej Liz. Poznałem ją, gdy miałem 18 lat. To już był poważniejszy związek, bo byliśmy razem prawie rok. Przy niej zrozumiałem, co to jest prawdziwa miłość. Ona była naprawdę miłą i sympatyczną dziewczyną. Dodawała mojemu życiu szczęścia. Oboje znaliśmy siebie na wylot i doskonale się rozumieliśmy. To był mój najlpeszy związek. Niestety ona wyjechała do Nowego Jorku na studia. Nie chcieliśmy tworzyć związku na odległość, bo to zwykle nie wychodzi. Rozstaliśmy się w przyjaźni. Jednak po roku nasz kontakt się urwał, gdy spotkała innego chłopaka.
- Cierpiałeś, gdy wyjechała?- spytałam.
- Tak, bardzo za nią tęskniłem, ale wraz z naszym urwanym kontaktem moja miłość do niej wygasała.
- Szkoda, bo po twoim opowidaniu twierdzę, że byliście bardzo udaną parą.
- Tak i to bardzo. Jednak losu nie da się pogodzić.- westchnął.- Moją trzecią dziewczyną była Jessica. Miałem wtedy 22 lata. Jess była fajną dziewczyną. Jednak nie czułem się przy niej tak jak przy Liz. Może dlatego, że miała inny charakter. Liz była spokojna, a Jessica pełna energii. Nasz związek trwał tylko dwa miesiące.
- Dlaczego tak krótko?- spytałam.
- Zdradzała mnie. Tak właściwie to ona miała chłopaka od miesiąca od naszego poznania. Była ze mną tylko ze względu na sł...- przerwał.- nie ważne dlaczego, powiem ci to kiedy indziej. Ona nawet mnie nie kochała. Zresztą ja jej też nie. Byłem tylko nią zauroczony.
- Jak się dowiedziałeś, że ona ma chłopaka?
- Zobaczyłem jak się całują. Gdy spytałem, co to ma znaczyć, to ona opowiedziała mi prawdę. Nawet nie byłem smutny. Byłem zły, że nie zauważyłem tego wcześniej. Tak to właśnie układały się moje relacje z dziewcznami.
- No historię miłosną to ty masz.- powiedziałam.
- Tak nawet trochę długą.- uśmiechnął się.
- Teraz nie spotkałeś żadnej dziewczyny?
- Nie, ale ja czekam na tą wyjątkową. Taką, którą pokocham tak samo lub mocniej jak Liz.
- Nie masz żadnej na oku?
- No jest taka jedna.- powiedział i wyglądał na trochę speszonego.
- Czyli jednak jakaś ci się podoba. Znasz ją?
- Trochę tam o niej wiem.
- Długo się znacie?
- Jakieś pare dni.
- To trochę któtko, ale zawsze coś jest.- uśmiechnęłam się.
- Tak. Ona jest bardzo fajną dziewczyną.- odparł.
- Życzę ci z nią szczęścia. Może wam się kiedyś uda być razem.
- Mam taką nadzieję.- uśmiechnął się.
- Wiesz przyjemnie mi się z tobą rozmawia.- powiedziałam.
- Mi z tobą również. Cieszę się, że się spotkaliśmy, mimo że było to przypadkowo.
- Tak, ale fajnie spędziliśmy razem czas.
- Teraz wiemy już o sobie więcej niż na początku.
- Wcześniej po prostu nie mieliśmy okazji porozmawiać sam na sam.
- Możemy częścej tak razem wychdzić do parku lub na plażę, co ty na to?- spytał.
- Okay zgadzam się.- uśmiechnęłam się do niego.
- To fajnie.- odwzajemnił mój gest.
- Cieszę się, że poznałam ciebie, twoje rodzeństwo i Ellingtona. Naprawdę bardzo sympatyczni i radośni z was ludzie.
- Witaj w gronie przyjaciół, bo możemy być nimi dla ciebie i Laury.
- Okay. Lubicie nas ze względu na to jakie jesteśmy, prawda?- spytałam, bo chciałam się upewnić.
- Tak i wiem o co ci chodzi. Nie martw się my nie zwracamy uwagi na to, że jesteście bogate. My nie jesteśmy z tych ludzi, którzy patrzą na pieniądze zamiast na charakter. Bardzo was polubiliśmy.- odpowiedział.
- Tą odpowiedzią rozwiałeś moje wątpliwości.
- Po prostu to była prawda.- uśmiechnął się.
- Ona jest lepsza od kłamstwa, mimo że czasami może ona zranić.
- Ja nie lubię ranić ludzi. Wolę żyć z nimi w przyjaźni.
- Ja też.
- Mam pomysł. Może ty i Laura wpadniecie do nas dzisiaj na noc? Spytam Rydel o zgodę, ale ona się zgodzi. Jest dopiero 18:00, więc co ty na to?- zaproponował Riker.
- Okay, z chęcią do was przyjdzemy. Zresztą wszyscy razem nie widzielieśmy się przez dwa dni.- uśmechnęłam się.
- To super. Może powoli wracajmy, bo musimy powiadomić o tym resztę.- powiedział, a ja przytaknęłam głową i zawróciliśmy. Droga do wyjścia z parku upłynęła nam na żywej rozmowie, a czas płynął mi bardzo szybko. W końcu znaleźliśmy się na chodniku.
- Czyli musimy się już pożegnać.- odparłam.
- No niestety, ale przecież zobaczymy się jeszcze dzisiaj.
- To pa Riker.- uśmiechnęłam się.
- Pa Van. Chyba mogę tak na ciebie mówić?- zapytał szybko.
- Pewnie, tak mówią do mnie przyjaciele.
- Okay, to widzimy się niedługo.- uśmiechnął się Riker i rozeszliśmy się w swoje strony. Nie chciało mi się iść na nogach, więc zaczęłam machać ręką na taksówkę i po chwili stanęła przede mną. Podałam kierowcy adres i ruszyliśmy. Cieszę się, że spędziłam ten czas z Rikerem. Dobrze czuję się w jego towarzystwie. On jest naprawdę bardzo miłym i sympatycznym chłopakiem, któremu można zaufać. Jestem ciekawa jaka to dziewczyna jest na jego oku. Nie, żebym była zazdrosna. Ja tylko jestem ciekawa jaka ona jest. Zna ją pare dni, czyli poznał ją, gdy przyjechaliśmy do LA. Dlaczego nie miałam okazji jej poznać? Pewnie on spotykał się z nią, gdy ja i Laura nie byłyśmy z nim i jego rodzeństwem. Nie będę już więcej myśleć na ten temat, bo to jest jego sprawa. Bardzej interesuje mnie to co chciał mi powiedzieć Brayan. Był taki spięty i nie mógł z siebie wydusić słowa. To musiało być coś poważnego. Tylko co? Co jeśli Riker miał rację i on coś do mnie czuje? Może właśnie to chciał mi powiedzieć tylko nie wiedział jak? Pewnie bał się mojej reakcji. Ja zaakceptowałabym to, ale co byłoby wtedy z naszą przyjaźnią skoro ja go nie kocham, a on mnie tak? Nie on nie może być we mnie zakochany. To nie było to. Napewno nie. To było coś innego. Nie mogę już o tym myśleć! Koniec tych przemyślań! Ja wcale o tym nie myślę! Co ja wygaduję, przecież okłamję sama siebie. Nie myśl! Nie myśl! To nie jest prawda! Po chwili zadzwonił mój telefon, więc wyciągnęłam go z kieszeni spodenek. Zauważyłam, że to Rydel i odebrałam.
- Hej Delly.- odezwałam się wesoło.
- Hej Vanessa. Riker powiedział mi, że chce, żebyście do nas przyszły na noc i ja się zgadzam.- powiedziała radośnie.
- To super. Teraz jeszcze jadę taksówką, więc powiem o tym Laurze, gdy będę w domu, ale ona się zgodzi. Możecie się szykować.
- Tylko, że to będzie wspólny wieczór, a nie babski. Będziecie spać u mnie to sobie wtedy pogadamy.
- Okay, a o której mamy przyjść?
- O której chcecie. To zależy w jakim czasie się wyszykujecie.
- Okay to załóżmy, że będziemy u was więcej niż za pół godziny.
- Dobrze, czyli wszystko mamy już omówione. Do zobaczenia.
- Pa Rydel.- powiedziałam i rozłączyłam się. O tak to zdecydoawnie będzie udany wieczór. Po 3 minutach taksówka stanęła przed domem. Zapłaciłam kierowcy i wyszłam z auta. Przeszłam przez bramę i po chwili byłam już w środku. Zdjęłam buty i udałam się do kuchni. Tam powiadomiłam Natalie, że ja i Laura będziemy nocować u naszych przyjaciół, po czym poszłam na górę. Zapukałam do drzwi, ale nie usłyszałam proszę, więc weszłam do środka pokoju mojej siostry. Nie było jej w "saloniku" tak nazwała część pomieszcznia, w którym była kanapa, biurko, szafki i telewizor. Udałam się do jej sypialni i tam zastałam ją leżącą na łóżku ze słuchawakami na uszach. Miała zamknięte oczy, więc mnie nie zauważyła. To dlatego się nie odezwała. Podeszłam do niej i poszturchałam delikatnie w ramię, a ona otworzyła oczy.
- O hej Van.- uśmiechnęła się, po czym ściągnęła słuchawki.
- Hej Lau. Mam dobrą wiadomość.- powiedziałam.
- Jaką?- spytała i usiadła po turecku.
- Będziemy dzisiaj nocować u Lynchów i Ellingtona.- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Tak? To super. Kto wpadł na ten pomysł?
- Riker.
- Riker? To ty się dziś z nim widałaś?
- No tak, ale naprawdę to miałam się spotkać z Brayanem w parku, bo do mnie zadzownił. Chciał mi coś powiedzieć, ale się bał. Wtedy, gdy już zbierał się na wyjawienie mi tego, to przyszedł Riker, a Brayan odszedł. Zostałam sam na sam z Rikerem i zaczęliśmy rozmawiać, przy tym lepiej się poznaliśmy i pod koniec zaporoponował, żebyśmy przyszły do nich na noc. Taka o to przydarzyła mi się dziś historia.- skończyłam opowiadać.
- Fajnie. Ciekawe, co Brayan chciał ci powdzieć.- odparła Laura.
- Nie mam pojęcia, ale był bardzo spięty i poddenerwowany.- powiedziałam i widziałam, że siostra na czymś się zastanawia. Ciekawi mnie co tam kryje się w je umyśle.
- Cokolwiek to było to musiało być dla niego ważne skoro bał ci się o tym powiedzieć.- odezwała się po chwili.
- Tak napewno.- przytaknęłam. Zapanowała pomiędzy nami cisza.
- Van widzę, że coś cię dręczy. Jak chcesz to mi o tym powiedz, bo lepiej wyrzucić coś z siebie niż chować w sercu.- odezwała się Laura. Jak ona dobrze mnie zna.
- Tak masz rację. Jedna sprawa mnie nurtuje i wiąże się z Brayanem. Nie wpadłabym na to, gdyby nie Riker.- przerwałam na chwilę.
- Zamieniam się w słuch.- powiedziała i poprawiła się w miejscu.
- Riker pytał mnie, czy czuję coś do Brayna, czy on coś do mnie czuje, czy się całowaliśmy, a ja na to wszystko odpowiedziałam nie. Chociaż co do pocałunku to Brayan chciał to zrobić miesiąc temu, ale o tym przecież wiesz. Po tym Riker powiedział, że on może coś do mnie czuje. Ta sprawa mnie teraz męczy. Co jeśli to jest prawda? Co wtedy stanie się z naszą przyjaźnią? Jak się będzimy zachowywać w swoim towarzystwie? Przecież ja go nie kochałam, nie kocham i raczej nie będę kochać. Za długo już żyję z nim w przyjaźni, żeby teraz poczuć coś więcej. Ja go tylko lubię. Brayan chyba nie jest mi przeznaczony. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Laura pomóż mi.- powiedziałam.
- Van, nie zadręczaj się myślami to tym, bo może to nie jest prawda. Na ten pocałunek wtedy może wpłynęła na niego tylko chwila, a nie uczucia, ale ja tego nie wiem. Myślę, że wam się jakoś ułoży.
- Tak myślisz?
- Tak, a teraz ogarnij się już, bo musimy przygotować się do nocowania u Lynchów.- odparła żywo Laura i wstała z łóżka.
- Właśne prawie bym zapomniała o tym. Tak w ogóle to dziękję, ze mnie wysłuchałaś.- uśmiechnęłam się do niej.
 , - Nie ma za co, bo przecież ty też zawsze mi doradzasz.- odwzajemniła mój gest.- Ale teraz idź już się szykować.
- Okay.- odparłam i wstałam z łóżka, po czym wyszłam z jej pokoju i udałam się do swojego. Wzięłam moją piżamę i ubrania na jutro. Więcej chyba już mi nie potrzeba. Spakowałam te ubrania do małej torby i poszłam z powrotem do pokoju Laury.
- Jesteś już gotowa?- spytałam.
- Tak, możemy już iść.- uśmiechnęła się. Udałyśmy się na dół i weszłyśmy do kuchni.
- Cześć Natalie.- odezwałyśmy się.
- Cześć. Już wychodzicie?- spytała kobieta.
- Tak, wrócimy jutro przed południem.- powiedziała Laura.
- Powiesz o tym rodzicom?- zapytałam.
- Powiadomię ich o tym.
- Dobrze, to my już idzemy.- odparłam.
- Bawicie się dobrze.- uśmiechnęła się gosposia, a my wyszłyśmy z kuchni. Na korytarzu ubrałyśmy buty i wyszłyśmy z domu.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hejka wszystkim!!!
Jak wam podobał się rozdział? Mi tak sobie, bo myślę, że nic się w nim nie dzieje i jest trochę nudny. Poświęciłam go głównie Rikessie, bo ta para też zaistnieje na tym blogu, żeby było ciekawiej. To w następnym ukarze się R5. Jeśli chodzi o Raurę to ich relacja jeszcze długo będzie opierała się na przyjaźni.
Co myślicie o nowym teledysku R5? Mi tak nawet się podoba, ale trochę za mało było reszty zespołu.
Do napisania!!!
9 komentarzy=next
Subskrybuj:
Posty (Atom)



